IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pizzeria "Forno Campo de Fiori"

Go down 
AutorWiadomość
Włochy
Szept


Liczba postów : 82

PisanieTemat: Pizzeria "Forno Campo de Fiori"   Sro Paź 03, 2012 7:24 pm

Budynek jest duży i przestronny. Zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz, pomalowany jest jasną, słoneczną farbą. Duże okna, wysoki sufit, ozdobny żyrandol i sporo małych stoliczków. Wnętrze jest eleganckie, ale i przytulne. Kelnerki nadzwyczaj miłe. Wieczorną porą bywa tu sporo ludzi. Jednak jest parę wydzielonych stolików na zamówione, prywatne spotkania.

Przy jednym z takich zamówionych, przydzielonych stolików, siedzi Feliciano Vargas. O dziwno, tym razem nie jest spóźniony. Wręcz przeciwnie. Przyszedł trochę przed czasem. To nadzwyczajne zjawisko można bardzo łatwo wytłumaczyć. Włochy umówił się tu ze swoim bratem. Tak dawno nie widział braciszka! Bardzo się cieszy na spotkanie ze swoim bratem. Ostatnio miał tyle na głowie, że praktycznie nie miał na nic czasu! Pierwsze Feliciano poznał niejakiego Benito Mussolini. A potem wszystko poszło lawinowo. Marsz na Rzym, liczne reformy, wprowadzanie wielu zmian, aż wreszcie sojusz z Niemcami i Japonią. Włochy był z siebie dumny. Jest teraz bardzo ważny. I odpowiedzialniejszy! Brat mu pogratuluje, czyż nie? Tego nie był pewny, ale jego wesołe, optymistyczne usposobienie nie dopuszczało do Feliciano innej możliwości. Na pewno nadrobią ten ostatni ciągły brak czasu, porozmawiają ze sobą, jak to bracia. Chociaż jedna rzecz go trochę martwiła. Ale tylko troszeczkę. Spyta się o to Lovino, jak tylko ten się pojawi. Powinien zaraz być. Feliciano rozejrzał się dyskretnie. Może już przyszedł i nie zauważył, że on tu na niego czeka?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy Południowe
Szept
avatar

Male Liczba postów : 29

PisanieTemat: Re: Pizzeria "Forno Campo de Fiori"   Sro Paź 03, 2012 8:30 pm

Lovino pojawił się przed wejściem do knajpki w nie najlepszym nastroju. Zapach który się wokół niej roztaczał, był zachęcający, by wejść do środka. Na szczęści, to właśnie tutaj miał spotkać się ze swoim młodszym bratem.
I w zasadzie, ostatnio to było powodem jego ciągłej irytacji. Przynajmniej, on tak uważał. Wcale nie chodziło o niepokoje w kraju, niedawne reformy, zmiany i zapowiadającą się wojnę.
Wszedł do środka i rozejrzał się. Feliciano siedział, przy jednym ze stolików, z szerokim, jakże typowym dla niego, uśmiechem. Na szczęście wokół niego nie było zbyt wielu ludzi, a sam stolik znajdował się w pewnym odosobnieniu. Lovino posłał ciepły uśmiech do mijającej go kelnerki, podziękował jej grzecznie i ruszył w kierunku brata.
Podszedł szybkim, zdecydowanym krokiem, starając się aby przy powitaniu nie trzepnąć tego młodego idioty w łeb.
- Buongiorno - przywitał się, siadając na przeciwko Feliciano - Jesteś niezwykle punktualny. Jak nie ty.
Była to zarówno pochwała jak i obelga. Przynajmniej w rozumieniu Lovino, który mimo iż oddzielony od brata na tyle lat, znał go bardzo dobrze. Punktualność skojarzyła się Włochowi z Niemcami, których nie lubił, więc nieznacznie wykrzywił twarz w brzydkim grymasie. Szybko jednak powrócił do swojej zwyczajowej miny. Byli w końcu w restauracji, a krzywić się w towarzystwie kobiet nie zamierzał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy
Szept


Liczba postów : 82

PisanieTemat: Re: Pizzeria "Forno Campo de Fiori"   Sro Paź 03, 2012 9:16 pm

Na widok brata uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Ciao~! Tak się cieszę, że wreszcie Cię widzę! Siadaj braciszku ~
Nie ukrywa, że bardzo się cieszy z tego spotkania. Nic w tym dziwnego. Dopiero co wrócił zza granicy, brata dawno nie widział, a tu nadarzyła się taka okazja! Spojrzał na Lovino wzrokiem wyrażającym pełnie szczęścia i całkowite zaufanie.
- Wiesz, miałem możliwość, to przyszedłem wcześniej. Mam nowych sojuszników. A właściwie, to przecież MY mamy, bo podpisałem w imieniu całego naszego państwa. Czyż to nie wspaniale? Niemcy jest taki punktualny i sumienny, a Japonia taki tajemniczy! Obaj są strasznie odpowiedzialni. Ja też jestem teraz bardziej odpowiedzialny. Mussolini mówi, że już niedługo odbierzemy, co nam się należy i znów będziemy potęgą! Czy to nie wspaniale, fratello?
Feliciano gada jak najęty, co w sumie nie jest niczym nowym. Zawsze mówił dużo, szybko. Gestykulując przy tym równie dużo. Mimo to, przerwał na razie swój słowotok i znów przyjrzał się bratu.
- Ale co tam u Ciebie, Lovino? Nic nie mówisz, powiedz coś! Tak dawno nie mieliśmy okazji, żeby razem porozmawiać!
Jeśli Włochy Południowe nie powiedział jeszcze czegoś więcej, to tylko dlatego, że do tej pory Feliciano nie dopuścił go swoim gadulstwem do głosu. Jednak teraz umilkł, przynajmniej na chwilkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy Południowe
Szept
avatar

Male Liczba postów : 29

PisanieTemat: Re: Pizzeria "Forno Campo de Fiori"   Czw Paź 04, 2012 6:20 pm

Uśmiech Feliciano był tym razem o wiele pogodniejszy niż kiedy widzieli się ostatnio. Widać, podczas podróży stało się coś, co obudziło w młodszym Vargasie nową nadzieję. Zalany potokiem słów, Lovino z niezbyt zadowoloną miną czekał aż Feliciano wyrzuci z siebie, to co chce powiedzieć. Nawet jeśli z każdym kolejnym słowem, pięść jego starszego brata zaciskała się coraz mocniej. Na szczęście Feliciano nie mógł tego zobaczyć, gdyż dzielił ich stolik, okryty obrusem.
Jak zawsze to Feliciano okazał się być tym lepszym, to on zdobył sojuszników, podczas kiedy jemu, Lovino, pozostało tylko stać i się przyglądać. Było to cholernie frustrujące dla południowej części Włoch.
Słuchanie o nowych znajomych jego braciszka też nie należało do najprzyjemniejszych. I o ile Niemcy kojarzył z widzenia, tak Japonii kompletnie nie potrafił sobie wyobrazić, nie pomagały w tym słowa brata iż jego nowy sojusznik jest „tajemniczy”.
Przepraszam! ICH sojusznicy! Bo przecież są JEDNYM krajem. Tylko dlaczego Lovino znów czuł się... niechciany?
-Nic nie mówię, bo mi, durniu, nie dajesz dojść do słowa!- warknął w odpowiedzi. Po chwili milczenia dodał -Oby Mussolini się nie mylił. Nie mam zamiaru już podlegać żadnemu dupkowi!
Chociaż od momentu zjednoczenia Włoch i uwolnienia ich od protekcji innych krajów minęło całkiem dużo czasu, Lovino doskonale pamiętał tamte czasy. Obietnica Mussoliniego, że znów będą silnym państwem, trafiała do starszego Vargasa.


Ostatnio zmieniony przez Włochy Południowe dnia Sob Paź 06, 2012 9:32 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy
Szept


Liczba postów : 82

PisanieTemat: Re: Pizzeria "Forno Campo de Fiori"   Czw Paź 04, 2012 7:20 pm

Ucichł i na moment wyglądał na lekko zszokowanego. Tak długo nie widział się ze swoim bratem, że niemal zapomniał, jak to on potrafi krzyczeć! Ale przecież krzyczy on z miłości, czyż nie? Z braterskiej miłości, jaka ich łączy. Ożywił się jeszcze bardziej na dalsze słowa Lovino.
- Och, Mussolini się nie myli! Jest wspaniały, braciszku! Naprawdę! Ostatnio miałem okazję spędzić z nim dużo czasu. Wiesz, zdecydowaliśmy, że dalej będę reprezentował naszą dwójkę. Wiesz, żeby nie było zamieszania. Ja już mam trochę doświadczenia pod kątem tych delegacji i całej tej polityki, a ty fratello, będziesz mógł sobie odpocząć! Solidnie, porządnie odpocząć! A ja mam jeszcze trochę roboty. Wiesz, też bym chętnie odpoczął, ale nie mogę. Niemcy zrobił na mnie olbrzymie wrażenie, chciałbym być tak odpowiedzialny jak on!
Znów się rozgadał. Przerwał tylko po to, aby zaczerpnął oddechu i dać chwilę wytchnienia swoim strunom głosowym. Przyjrzał się uważniej bratu. W ogólnej radości ze spotkania i w całej swojej naiwności nie dostrzegł jeszcze, że brat nie jest równie szczęśliwy, co on. Feliciano nie wyobraża sobie, że jego brat mógłby być niezadowolony z obecnej sytuacji. Nie, na pewno jest dumny! W końcu Feliciano będzie teraz bardziej odpowiedzialny, stara się bardzo i na pewno będzie najgodniejszym reprezentantem Włoch! A jego brat przecież nie chciałby robić za reprezentanta, przecież to tak bardzo nie w jego stylu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy Południowe
Szept
avatar

Male Liczba postów : 29

PisanieTemat: Re: Pizzeria "Forno Campo de Fiori"   Sob Paź 06, 2012 9:29 pm

Z całej paplaniny brata, Romano wychwycił kilka znaczących słów i szlag go na miejscu trafił. Poderwał się z miejsca i nie zwracając już uwagi na to gdzie są, złapał brata za koszule i przyciągnął do siebie.
- Co, do jasnej cholery, ma znaczyć, że NADAL TY - podkreślił te słowa, wypowiadając je wolniej i głośniej - będziesz nasz reprezentował?!
Bursztynowe oczy chłopaka zmrużyły się groźnie, a dłonie jeszcze mocniej zacisnęły na koszuli Feliciano.
-Po jaką cholerę miałbym odpoczywać, debilu?!- Zapytał brata, czując jak gniew go rozsadza. W takich momentach miał ochotę najzwyczajniej w świecie obić temu idiocie gębę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy
Szept


Liczba postów : 82

PisanieTemat: Re: Pizzeria "Forno Campo de Fiori"   Nie Paź 07, 2012 12:36 pm

Spojrzał na brata zupełnie zaskoczony i lekko wystraszony.
- Co ty wyprawiasz, fratello?
Zszokowany słuchał słów swojego brata. Czym się tak zdenerwował? Przecież on zrobił to dla jego dobra, zawsze odnosił wrażenie, że Lovino nie interesują takie rzeczy! Więc o co się tak złości? Może miał po prostu zły dzień? Dlaczego wzmianka o odpoczynku tak bardzo go poirytowała? Feliciano zawsze wydawało się, że jego brat bardzo lubi odpoczywać. A może właśnie mimo wszystko nie ma teraz jak sobie odpocząć i to stąd jego irytacja?
- T-to znaczy, że ja będę nas reprezentował na arenie międzynarodowej... - wydukał w miarę przytomnie. - Przecież ciebie nigdy to nie interesowało... Poza tym, Mussolini... on tak zadecydował, braciszku. A Benito na pewno wie, co robi! Ufam mu i myślę, że ty też powinieneś. Popatrz tylko, ile już dla nas zrobił...! A sojusz z Niemcami i Japonią będzie dla nas jak zbawienie. Poznałem ich, obaj są niesamowici, będą wspaniałymi sojusznikami!
Przerwał na moment i spojrzał bratu w oczy. W swojej naiwności liczył na to, że to go uspokoi. Przecież o to chodziło, prawda? Może po prostu chciał tylko wyjaśnień? A może to tak z radości, nie może uwierzyć i dlatego chciał, aby mu powtórzyć? Tak, na pewno o to chodziło!
- Jak to, dlaczego? Przecież ty bardzo lubisz odpoczywać! Zawsze tylko odpoczywasz i nie robisz nic innego! Pomyślałem, że nie ma potrzeby tego zmieniać, bo przecież na pewno byś tego nie chciał, fratello.
Uśmiechnął się ciepło. Teraz na pewno jego braciszek się uspokoi. Bo przecież na taką odpowiedź liczył, czyż nie...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy Południowe
Szept
avatar

Male Liczba postów : 29

PisanieTemat: Re: Pizzeria "Forno Campo de Fiori"   Sro Paź 10, 2012 5:16 pm

- Co ja wyprawiam?! - zawołał, nadal trzymając brata za koszulę – Mam ci pokazać co sądzę o tym pomyśle, hę?!
O ile to możliwe, przyciągnął brata bliżej siebie, zaciskając dłonie na koszuli jeszcze mocniej, po czym potrząsnął nim mocno.
- Ty durniu patentowany! - krzyczał – Skąd ci, do cholery, odbiło z tym odpoczynkiem?! Nażarłeś się surowych ziemniaków, kurna?! Ten skurwysyn ci coś nagadał?!
Nie mógł uwierzyć w to co słyszał. Zostanie odsunięty na bok, jak ta gorsza część, tylko dlatego, że jego szef tak sobie życzy. Feliciano oczywiście nie widzi w tym nic złego. Same pozytywy. I to tym bardziej działało Romano na nerwy. Jego młodszy, głupiutki i UROCZY braciszek, będzie reprezentował ICH na arenie międzynarodowej, a on jako ten GORSZY może zająć się czym chce.
Nosz, kurna!
- Skoro mnie nie chcecie, po co, do diabła się zjednoczyliśmy?! CO?! Może trzeba było zostać przy podziale, nie odpierniczalibyście teraz takich szopek, kurna! - puścił brata i odwrócił się w stronę wyjścia.



//Przepraszam za słownictwo D:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy
Szept


Liczba postów : 82

PisanieTemat: Re: Pizzeria "Forno Campo de Fiori"   Czw Paź 11, 2012 9:19 pm

- U-uspokój się, braciszku! Przecież nie miałem na myśli nic złego! Myślałem... myślałem, że ci to odpowiada! Zawsze tylko odpoczywałeś i wyglądało na to, że ci to odpowiada! Ale jesteś jak najbardziej potrzebny!
Wyjaśnił szybko, wystraszonym tonem. Jego brat nie uspokoił się, na co liczył w swojej naiwności Feliciano. I Włochy Północne nadal nie rozumiał, dlaczego jego brat tak bardzo się denerwuje. Może to ten stres, to napięcie przedwojenne? Może braciszek po prostu sobie z tym nie radzi i odreagowuje na nim? A zresztą, Lovino zawsze był jakiś taki trochę nerwowy i narwany. Może taka reakcja jest u niego naturalna? Ale... ale mimo wszystko zrobiło mu się przykro, kiedy brat zaczął go obrażać. Mimo to, spróbował wziąć się w garść i wyjść z tego obronną ręką. Przypomniało mu się, że Benito mówił mu, że musi być teraz silniejszy. I będzie silniejszy. Już jest. Poradzi sobie z bratem!
- Nikt mi nic nie nagadał! Zarówno Mussolini, jak i nasi nowi sojusznicy, uważają, że obaj jesteśmy niezbędni do doprowadzenia Włoch do potęgi. Jednak żeby nasza polityka była konsekwentna, państwem powinien zajmować się jeden z nas, zaś... zaś tą resztą, no wiesz, kulturą i językiem, ten drugi. To przecież też bardzo ważne! Moim sprzymierzeńcy wraz z Benito jednomyślnie doszli do wniosku, że to ja powinienem pełnić tą polityczną funkcję. Nie będę się przecież kłócić w takim momencie, skoro uważają, że bardziej się nadaję... to o niczym nie świadczy, Lovino! Ty po prostu lepiej pasujesz do... do dbania o oświatę... i edukację...
Urwał. To nie brzmiało najlepiej. Ale nic lepszego nie przychodziło mu do głowy. Mimo to podjął jeszcze jedną próbę.
- Zjednoczenie było niezbędne i doskonale o tym wiesz, fratello. Proszę, nie denerwuj się tak. Jesteśmy braćmi i przecież możemy dogadać się na spokojnie między sobą! Wiesz przecież, jak bardzo cię kocham i że zrobię wszystko, żeby nie działa ci się krzywda. Jesteś dla mnie bardzo ważny, nie chcę cię stracić! Warto krzyczeć tak z powodu jakiejś tam pozycji? To nie jest dla mnie ważne, Lovino. Bardziej cieszy mnie to, że znów jesteśmy razem, niż to, że sprzymierzeńcy uważają mnie za bardziej odpowiedniego. Przecież idąc nas reprezentować lub angażując się politycznie, mogę spytać się ciebie o twoje zdanie! A ty nie będziesz zawracał sobie głowy niepotrzebnymi sprawami! Ale jeśli odpoczynek ci się znudził...
Feliciano przerwał na moment swoją gadaninę. Ale tylko na moment. Bo w trakcie mówienia wpadł na genialny w swoim mniemaniu pomysł.
- To możesz zaciągnąć się do wojska. Naszego, włoskiego. A jeśli byś chciał spróbować czegoś innego, to na pewno Ludwig znalazłby dla ciebie jakieś miejsce w jego niemieckim wojsku!
Spojrzał na brata. Teraz to już na pewno Lovino się ucieszy! Przecież tak ładnie wszytko mu wyjaśnił i jeszcze złożył tyle propozycji!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy Południowe
Szept
avatar

Male Liczba postów : 29

PisanieTemat: Re: Pizzeria "Forno Campo de Fiori"   Pon Paź 29, 2012 8:00 pm

Kiedy Feliciano wygłaszał swoją mowę, bo tak to brzmiało, Romano rozważał dwie opcje. Wyjść i trzasnąć drzwiami, lub zostać i trzasnąć brata. Obie równie kuszące, zwłaszcza dla znajdującego się na granicy wytrzymałości nerwowej Włocha. Mimo to, przyłożyć mu publicznie nie wypadało. Nawet jeśli na to zasługiwał.
- Coś ci to myślenie nie wychodzi, kurna. – podsumował już nieco ciszej, jednak jego wyraz twarzy wciąż pozostawał taki sam. Poirytowany.
W zasadzie powinien się już przyzwyczaić, przez te wszystkie stulecia, do bycia gorszą częścią kraju. Tak przecież traktowany był od najmłodszych lat. Bez różnicy, czy był to ich własny dziadek( po którym Romano odziedziczył całkiem sporo) czy też inne państwa i narody.
Spojrzał na brata, bez żadnego entuzjazmu, nadal wykrzywiając twarz w grymasie złości.
- Naprawdę sądzisz, że to dobry pomysł bym zajął się kulturą i językiem? – zapytał z lekką kpiną w głosie. Wyraźnie widział, jak jego brat męczy się, by znaleźć logicznie brzmiące argumenty i wyjść z całej sytuacji obronną ręką. To było całkiem ciekawe, może pokrzyczy na niego jeszcze trochę, widok przestraszonego Feliciano jakoś tak działał na niego kojąco.
Bo jak bardzo Romano kochał brata, tak równie mocno go nienawidził. Za wszystko, od samego początku.
Feliciano umilkł a Romano uśmiechnął się krzywo. Chłopak poplątał się we własnych zeznaniach co było już zupełnie komiczne. To nawet lepsze, niżby mu przyłożył.
- I co, może powinienem się zatrudnić u kogoś jako niańka? - prychnął, odwracając twarz w drugą stronę.
Minęła ich całkiem ładna kelnerka i chłopak mimo woli uśmiechnął się ciepło.
Teraz zaczęła się pogadanka o zjednoczeniu. I o nie denerwowaniu. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Zwłaszcza kiedy miało się tak wkurzającego brata. Gdy Feliciano przerwał na chwilę, Romano spojrzał na niego zaciekawiony. Prędkość z którą wyrzucał z siebie słowa, było jak przystało na Włocha całkiem imponująca, więc nawet krótka przerwa, znaczyła jedno. Chłopak coś wymyślił i najprawdopodobniej próbował ubrać to w słowa. To zaintrygowało starszego Vargasa, na tyle aby porzucić na moment myśl o przyłożeniu bratu.
Propozycja dołączenia do wojska, owszem, zaciekawiła Lovina. Tak bardzo, że przez chwilę porzucił wizję niańki do dzieci i zaczął rozważać wstąpienie do armii. To mogło być interesujące zajęcie. Chłopak nie przeczył, że pewne doświadczenia już posiadał, a to zawsze coś!
Dołączyć do armii, która lada moment ruszy na podbój świata, tak to było to! Oczami wyobraźni widział jak rusza z włoskimi oddziałami i zdobywa to, o czym zawsze tak marzył! Bogactwo, sławę i piękne kobiety! Nie, żeby tu na miejscu nie mieli urodziwych przedstawicielek płci pięknej, ale zawsze taka mała odmiana jest miła.
No i przede wszystkim, zdobędzie uznanie! Szefa, brata i wszystkich innych!
Szybko jednak wrócił na ziemię, słuchając wywodu i z każdym kolejnym słowem wypowiadanym przez Feliciano, ciśnienie starszego Vargasa gwałtownie rosło. Pierwszą oznaką było to, że zacisnął pięści, następną, zmrużone groźnie, bursztynowe oczy, które gdyby mogły, ciskały by gromami na prawo i lewo. Początkowo blada(jak na Włocha) twarz Lovina, zaczęła przybierać coraz czerwieńszą barwę. W końcu chłopak nie wytrzymał. Wstał, złapał Feliciano podobnie jak wcześniej, za ubranie, i zaczął mówić.
- Już wolę być pieprzoną niańką dla cholernych bachorów, niż dołączyć do armii tego kartoflanego łba, zrozumiałeś, do ciężkiej cholery?! – Mówić w miarę cicho jak na siebie, co dziwiło i jego samego. Jednakże jak bardzo chciał, tak bardzo coś tłumiło jego głos. Prawdopodobnie gniew, który przelał w tonacje swojego głosu, nie jego donośność.
- Włoska armia, nie ma problemu, ale NIGDY WIĘCEJ nie proponuj mi, cholera, dołączenia do ARMI NIEMIECKIEJ! - Podkreślił te cztery słowa – Zrozumiałeś, kurna?! Bo jak nie, to inaczej pogadamy!
Potrząsnął bratem, z miną sugerującą, iż jeśli ten nie wyrazi zgody, w ruch pójdą pięści. A pięści Lovina nigdy nie wahały się przed opadnięciem na głupi łeb Feliciano.


//Wybacz, że tak długo nie odpisywałam D: Teraz postaram się już regularnie dodawać posty c: //
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy
Szept


Liczba postów : 82

PisanieTemat: Re: Pizzeria "Forno Campo de Fiori"   Sro Paź 31, 2012 7:28 pm

Poczuł się całkowicie zdezorientowany. I zaskoczony. Jego brat i teraz nie jest zadowolony?! Ale dlaczego?! Czyż nie zaproponował mu wielu wspaniałych opcji, z których mógłby Lovino skorzystać? Więc o co chodzi? Absolutnie nie jest w stanie zrozumieć swojego brata. Włochy Południowe jest dla niego w tym momencie jedną, wielką zagadką. A przecież są braćmi, powinni rozumieć się bez słów! Aż tak bardzo się od siebie oddalili?
- Braciszku... - zaczął niepewnie.
Jego głos jest cichy i przede wszystkim wystraszony. Feliciano boi się, bo nie rozumie co się stało. Dlaczego do tego doszło, co zrobili nie tak?
- Tak dawno ze sobą nie rozmawialiśmy... ale proszę, uwierz mi, że chcę tylko twojego dobra. Po prostu... po prostu nie miałem okazji Cię dobrze poznać. Jeśli chcesz służyć we włoskim wojsku, fratello... to ja będę niesamowicie dumny z tego, że mam brata, który jest takim odważnym i silnym żołnierzem!
Zapewnił swoim naiwnym tonem. Ale jednocześnie, zrobił to jak najbardziej szczerze i z przekonaniem. Nigdy nie myślał nad tym dłużej, ale... rzeczywiście. Włochy Południowe wydał mu się dużo lepszym żołnierzem niż on. Feliciano nie widzi w bracie wad i jest święcie przekonany, że Lovino będzie najlepszym żołnierzem w całej włoskiej armii!
- Nie chciałem Cię urazić, braciszku! Proszę, uwierz mi! Bardzo cieszę się, że wreszcie mogliśmy się spotkać i uważam, że jeśli tylko zechcesz zostać żołnierzem, to będziesz najodważniejszym żołnierzem, jakiego widział świat!
Wyrzucił z siebie na jednym oddechu, patrząc bratu prosto w oczy. Widać, że Feliciano się teraz trochę boi i jest totalnie zdezorientowany, ale przede wszystkim, widać to, że jest szczery. Nie ma złych intencji, a nieporozumienia wynikają tylko z jego dziecięcej naiwności. Teraz patrzy się spłoszonym wzrokiem na brata. Czyżby Lovino chciał go uderzyć? Ale za co? Przecież wszystko co do tej pory powiedział, to powiedział to z miłości do Włoch Południowych! Rozejrzał się dyskretnie. Nie jest dobrze, są na razie sami, więc Lovino nie będzie miał skrupułów, jeśli będzie chciał go uderzyć. Tyle Feliciano był w stanie zrozumieć. Ale za co chce go Włochy Południowe uderzyć – tego już całkowicie nie rozumiał. Nie chce bardziej zdenerwować brata, ale wciąż nie zdaje sobie sprawy, co go tak zdenerwowało. Czyżby ta niemiecka armia? Co złego widzi w niej Lovino? Feliciano bardzo chciał się zapytać, ale póki co, postanowił jeszcze trochę poczekać z tym pytaniem. Na razie jego brat nie wygląda na zdolnego do odpowiedzi na jakiekolwiek pytanie.
- Braciszku, proszę, uspokój się...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy Południowe
Szept
avatar

Male Liczba postów : 29

PisanieTemat: Re: Pizzeria "Forno Campo de Fiori"   Sro Paź 31, 2012 10:15 pm

- Nie braciszkuj mi tu! - warknął - Tylko choć raz zastanów się, co , kurna, za bzdury opowiadasz, bałwanie! - dodał nieco rozluźniając uścisk. Potok słów który wypłynął z ust brata, na chwilę powstrzymał w chłopaku zamiar przyłożenia mu.
- Dobrze wiesz, jak bardzo nie cierpię tego kartoflanego dupka, i proponujesz mi służbę w jego armii? - zapytał, widząc brak zrozumienia na twarzy Feliciano. Najwyraźniej jego brat nie potrafił pojąć kilku podstawowych rzeczy o Lovino. Pozostałe wpoił mu już wcześniej.
- NIE. MA. TAKIEJ. JEBANEJ. OPCJI! - Powiedział, powoli wymawiając każde słowo. Następnie puścił brata i usiadł.
- I co masz mi jeszcze ciekawego do powiedzenia? - zapytał spoglądając na niego z uwagą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy
Szept


Liczba postów : 82

PisanieTemat: Re: Pizzeria "Forno Campo de Fiori"   Sro Paź 31, 2012 11:18 pm

- B-bzdury? - spojrzał jeszcze bardziej zdziwionym spojrzeniem niż dotychczas.
Mimo to, uspokoił się i poczuł się dużo lepiej. Lovino, bez względu co i jak mówił, rozluźnił nieco chwyt, więc do rękoczynów nie dojdzie. Czyli jest już trochę lepiej. Feliciano wziął głęboki oddech. Spokojnie, tylko spokojnie, a sobie poradzi. Jakoś.
- Nie spodziewałem się... nie przypuszczałem, że aż tak nie lubisz Ludwiga! A przecież jest on teraz NASZYM sojusznikiem...
Włochy Północne urwał. Zastanowił się dłuższy moment, co w jego przypadku jest raczej rzadkością.
- Przepraszam, braciszku. Jeśli tak bardzo nie chcesz, to nie będę Ci już tego proponował. Nic już Ci nie zaproponuję, jeśli tego chcesz.
Obiecał solennie i uśmiechnął się lekko. Usiadł sobie swobodniej na swoim miejscu i przyjrzał się Włochom Południowym.
- To zależy, co masz na myśli, poprzez słowo „ciekawego”... - zaczął.
Tym razem dużo ostrożniej. Nie do końca wie, o co chodzi jego bratu, a tym bardziej co i jak powinien powiedzieć, żeby go znów nie zdenerwować. Bo przecież, ewentualnie, wszystkiego mówić mu nie musi... Jednak Feliciano kłamać ani kręcić nie potrafi. Zaczyna się troszkę wiercić i rozglądać z lekka nerwowo na boki, nie mówiąc już o tym, żeby spojrzeć Włochom Południowym w oczy.
- Bo, tak w sumie, to ja Ci, fratello, już chyba wszystko co najciekawsze przekazałem... ale chętnie posłucham co u Ciebie...
Powiedział, z lekka wymijająco i od razu zmienił temat, licząc, że Lovino da się na to złapać i zacznie mówić o sobie, zapominając o niedopowiedzeniach Feliciano.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy Południowe
Szept
avatar

Male Liczba postów : 29

PisanieTemat: Re: Pizzeria "Forno Campo de Fiori"   Sob Lis 03, 2012 8:39 am

- Tak, bzdury, do cholery!- powtórzył. Czasami zastanawiał się, dlaczego los pokarał go takim głupim bratem. -Naprawdę wyobrażasz sobie MNIE w NIEMIECKIM wojsku?
Teraz pytał już spokojniej. Przyglądał się przestraszonemu i zdezorientowanemu bratu.
- Dobra, uznajmy, że to był tylko głupi żart, kurna. - westchnął.
Dość długo nie widział Feliciano, te wszystkie rzeczy związane z polityką i sojuszami sprawiły, że jego brat rzadko bywał w domu.
Przez chwilę zastanawiał się co powiedzieć na zadane pytanie. U niego nie działo się nic, tak ciekawego jak u Feliciano. Jako ten ten GORSZY nie miał specjalnie nic do roboty.
- Nic. - powiedział w końcu - A przynajmniej nic co by było równie interesujące jak twoje ciekawostki...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy
Szept


Liczba postów : 82

PisanieTemat: Re: Pizzeria "Forno Campo de Fiori"   Nie Lis 04, 2012 7:44 pm

Niemal się skulił, kiedy brat wrzasnął po raz kolejny. Westchnął z nieukrywaną ulgą, kiedy dostrzegł, że jego brat nieco się uspokoił. A przynajmniej na to wyglądało.
- Więc...
Zawahał się na moment, nie zawracając sobie głowy tym, że zdania nie zaczyna się na „więc”. Feliciano miał teraz nieco większe zmartwienie. W pierwszym odruchu miał ochotę palnąć „Widzę, czemu by nie?”. Ale powstrzymał się. W porządku, do najmądrzejszych się nie zalicza, ale przecież nie jest też aż takim idiotą! Trochę jednak zna swojego brata! No dobrze, to trochę, to jednak bardzo niewiele jest. Ale jednak wystarczająco, aby móc ocenić i załapać wreszcie, że Lovino drażnią wzmianki o niemieckim wojsku. Zrobił więc zmartwioną minkę i spojrzał przepraszająco na swojego brata.
- Masz rację, fratello. Nie pasujesz do niemieckiego wojska, zasługujesz na coś dużo lepszego. Jeśli jakiekolwiek wojsko, to tylko NASZE, włoskie. Przepraszam, za ten... niestosowny żart.
Zerknął na brata, chcąc upewnić się, że tym razem nie popełnił żadnej gafy.
- Nie wierzę, że przez tyle lat nic się nie zdarzyło – zaprzeczył szybko. - Bardzo chętnie posłucham, Lovino. O wszystkim. Bardzo mnie to ciekawi. Dużo bardziej... dużo bardziej niż wszystko to, co mówi Niemcy! Dużo bardziej niż słowa wszystkich pozostałych państw! Stęskniłem się za tobą... i chciałbym, żebyśmy razem rządzili w naszym wspólnym państwie.
Zapewnił szczerze i spojrzał na Vargasa. Naprawdę tęsknił za bratem i jak najbardziej chce posłuchać, co on ma mu do powiedzenia. Nawet, jeśli miałoby to być kolejne „Hiszpania jest taki głupi, kurna”. Z niczyich ust nie brzmiało to tak ładnie, jak z jego. Feliciano mimo wszystko bardzo zależy na dobrych relacjach z bratem. Nawet, jeśli nie potrafi tego okazać i ciągle strzela jakieś gafy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy Południowe
Szept
avatar

Male Liczba postów : 29

PisanieTemat: Re: Pizzeria "Forno Campo de Fiori"   Nie Lip 07, 2013 7:41 pm

Przyjrzał się Feliciano. Patrzył na niego wzrokiem zbitego szczeniaczka. Może trochę przesadził z tym wydzieraniem się na niego. Ale z drugiej strony jak ten bałwan w ogóle śmiał mu proponować dołączenie do armii Ludwiga!? Miał prawo się wkurzyć.
Prychnął, kiedy Veneziano starał się wszystko odkręcić, ale jednocześnie kiwnął głową na znak, że przyjmuje przeprosiny. Co nie znaczy, że mu wybaczył.
Trochę go zdziwił zapał brata, z jakim chciał się dowiedzieć, co u niego słychać. Wcześniej pomyślał, że to tylko wymówka, żeby zmienić temat... I może miał rację, w końcu po wpadce z armią pewnie chciał jakoś zyskać w jego oczach. Romano wzruszył ramionami.
- To raczej u ciebie działy się wszystkie ważne rzeczy... Jako u reprezentanta naszego kraju - skrzywił się, mówiąc to. Nadal nie przeszła mu złość, ale nie zamierzał ciągnąć tego tematu. - A jeśli coś się działo, to mniej więcej to samo, co u ciebie. Kryzys, kryzys, potem poprawa dzięki Mussoliniemu. Ale i tak oczywiście Południe jest zacofane, cholera, zawsze było i będzie - dodał z goryczą. Nawet jeśli Północ rozwijała się, to południowa część Włoch zostawała daleko w tyle. A to nie dodawało starszemu Vargasowi pewności siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy
Szept


Liczba postów : 82

PisanieTemat: Re: Pizzeria "Forno Campo de Fiori"   Nie Lip 07, 2013 8:17 pm

Patrzył się na brata jakby naprawdę go słuchał i jakby naprawdę był zainteresowany tym, co mówi. Niestety, nie trwało to długo.
Gdzieś tak po pierwszym zdaniu, Feliciano sięgnął po kawałek pizzy. I całą uwagę poświęcił właśnie konsumpcji tego kawałka. Wyglądało jakby wręcz bawił się tym ciągnącym się serem. Po dłuższej chwili westchnął z zadowoleniem i spojrzał na brata.
- Ach, tak.
Rzucił i pokiwał głową, robiąc mądrą minę, jakby doskonale rozumiał o co chodzi. Sięgnął po kolejny kawałek pizzy i wpakował go sobie do buzi akurat kiedy Lovino mówił o wszechobecnym kryzysie.
Feliciano przełknął pierwszy kęs i znów energicznie pokiwał głową.
- Kryzys, pamiętam!
Wtrącił z zaangażowaniem. W każdym razie bardzo się starając.
- A wiesz, u Ludwiga też był straszny kryzys.
Rzucił mimochodem i wpakował sobie do buzi resztę kawałka pizzy, który trzymał. Więcej nie miał nic do skomentowania. Nie miał najmniejszej ochoty wypowiadać się na temat zróżnicowania pod względem rozwoju gospodarki we Włoszech.
Obaj przecież wiedzieli jak jest, więc co? Będzie pocieszał brata? Mógłby, ale w tej chwili nawet za bardzo nie wiedział jak mógłby to zrobić.
Lovino nie jest przecież głupi, zorientuje się od razu, że tak tylko pocieszam, bo wie, jak jest naprawdę. Poza tym... poza tym ja cieszę się, że u mnie jest lepiej. Ale nigdy nie powiem tego mojemu braciszkowi.
- Och, nie przejmuj się tym.
Stwierdził więc tylko po dłuższej chwili i lekceważąco machnął ręką.
Poza tym, zaczął teraz intensywnie myśleć o czymś innym. I oczywiście, od razu musiał się tym podzielić ze swoim bratem.
- Lovi, a jak myślisz? Czy mi byłoby ładnie w takim niemieckim mundurze~?
Palnął, od razu uśmiechając się szeroko.
- Kto wie, może powinienem poprosić kiedyś Trzecią Rzeszę, żeby pożyczył mi swój mundur? Mógłbym go wtedy przymierzyć! I tylko pomyśl! Miałbym na sobie mundur, który nosi taki odważny żołnierz, jak Ludwig! Czy to nie byłoby ekscytujące~?
Westchnął z zadowoleniem i spojrzał na brata.
No dobrze, Lovino może się denerwować, że chcę go do niemieckiego wojska wsadzić. Może się irytować, gdy wspominam o nim i Ludwigu w jednym zdaniu... no ale przecież chyba nic nie ma do tego, żebym ja miał coś wspólnego z Trzecią Rzeszą, czyż nie? Pomyślał i rozpogodził się nieco. Tak, tym razem na pewno nie zrobił, ani nie powiedział nic głupiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy Południowe
Szept
avatar

Male Liczba postów : 29

PisanieTemat: Re: Pizzeria "Forno Campo de Fiori"   Pon Lip 08, 2013 6:25 pm

Przynajmniej raz mu nie przerywał. Lovino sięgnął po pizzę, zadowolony że jego brat wreszcie nauczył się zamykać usta, kiedy on coś mówił. Boże, Feliciano, który nic a nic nie mówił, nie gadał, nie paplał bez sensu... To chyba trzeba zapisać.
Ale oczywiście nie mogło to długo trwać. Romano aż zakrztusił się pizzą, kiedy usłyszał o kryzysie u Ludwiga. Czy ten idiota naprawdę nie mógł wytrzymać pięciu cholernych minut bez jednej wzmianki o Kartoflu? Kiedy już doprowadził się do stanu, w którym mógł krzyczeć i zamierzał mu to wygarnąć, Feliciano musiał powiedzieć coś jeszcze. Włochy Południowe poczuł się, jakby dostał w twarz.
Wstał gwałtownie, waląc pięścią w stół. Pochylił się trochę w kierunku Veneziano i wydarł się:
- Jak ty w ogóle ŚMIESZ mówić coś takiego!? Za nic masz nasze państwo, nasz naród!? Nie, ty wolisz być pieprzonym Szwabem! Włoski mundur nie przynosi ci już dumy!? Oczywiście, że nie, lepiej popierdalać w cudownym mundurze Trzeciej Rzeszy! Bo Trzecia Rzesza rozwiąże wszystkie twoje problemy, kurna!
Dopiero wtedy zorientował się, że ludzie się na nich gapią. O cholera, niedobrze. Co jeśli powiedział coś nie tak, jako personifikacja kraju? Przeanalizował szybko w myślach swoją wypowiedź. Chyba nie... Usiadł na miejscu, nadal gromiąc Feliciano wzrokiem.
- I to ty byłeś oczkiem w głowie Dziadka - powiedział bardzo cicho, ale wyraźnie, z goryczą i resztkami wściekłości w głosie. - Ciekawe, co by powiedział na to, że teraz tak bardzo uwielbiasz Rzeszę. Może staniesz się jeszcze jednym landem, zamiast tworzyć państwo włoskie razem ze mną?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy
Szept


Liczba postów : 82

PisanieTemat: Re: Pizzeria "Forno Campo de Fiori"   Pon Lip 08, 2013 8:39 pm

Radość Feliciano momentalnie zniknęła. Kiedy brat uderzył pięścią w stół, Włochy Północne o mało nie zerwał się ze swojego miejsca. Wzdrygnął się, jakby to jego miał uderzyć Lovino.
Nie widziałem go kawał czasu i całkiem zapomniałem, jak bardzo impulsywny potrafi być. Kiedy teraz o tym myślę, to dużo łatwiej jest kontrolować i szantażować emocjonalnie Rzeszę, niż mojego brata...
Spojrzał na Włochy Południowe.
- A-ale...
Z początku spróbował przerwać bratu, ale szybko z tego zrezygnował – od razu widać, że nie przyniosłoby to oczekiwanego rezultatu.
Tym sposobem po raz kolejny przyszło mu wysłuchać do samego końca tego, co ma mu do powiedzenia Lovino.
Takie siedzenie cicho i grzeczne słuchanie czegoś, co ktoś mówi nie leży jednak w charakterze Włoch Północnych. Feliciano wierci się i niecierpliwi. Zazwyczaj radosny Feli, który raczej zachowywał się potulnie wybuchł gniewem.
- Tak, popierdalałbym ile bym, cholera, tylko chciał i co?! I nie dlatego, że mam naród w dupie, ale dlatego, że Ludwig wydaje mi się najsamotniejszą istotką na świecie, jest porzuconym szczeniakiem, którego dostałem i chcę sobie wychować, kurwa!
Wyrzucił z siebie, ale zaraz za przykładem, rozejrzał się tak jak i Lovino. Momentalnie ucichł. Lepiej nie zwracać na siebie aż takiej uwagi.
- Mi dispiace...
Przeprosił cicho brata i sięgnął po kolejny kawałek pizzy. Zjadł go w ciszy, zerkając na Lovino. Tak, brat jest wybuchowy, ale to tym bardziej powinien przy nim zachowywać się spokojnie. Teraz trzeba się jakoś z tego wytłumaczyć...
- To nie tak, że uwielbiam Ludwiga, fratello. On jest mi potrzebny, żeby wygrać wojnę. Chcę go wykorzystać, wyssać z niego wszystko, co się da. Omamić i zabrać co tylko zechcę. Nawet nie masz pojęcia, jaki instynkt opiekuńczy w nim drzemie... on sam nie zdaje sobie z tego sprawy... powiedz, czy nie chciałbyś tego wykorzystać? Mi tylko o to chodzi. Robię to dla dobra Włoch. Żeby pomóc sobie i Tobie, fratello. Żebyśmy pewnego dnia mogli być razem, obaj, równie silni. Najsilniejsi w Europie.
Wytłumaczył się, mówiąc powoli i cichym, spokojnym tonem głosu. Patrzył prosto w oczy swojego brata.
Muszę teraz zrobić wszystko, żeby przekonać Lovino do swoich słów. Żeby zechciał mi uwierzyć. Do cholery, to mój brat. Niechże da się przekonać , westchnął w myślach.
- Poza tym, myślę, że Dziadzio kochał Cię równie mocno, jak nie bardziej. Chciał tylko, żebyś stał się bardziej samodzielny. Wiesz, zawsze byłeś taki... taki odważniejszy. Nawet teraz potrafisz dogadać się z mafią, prawda? A ja... Dziadzio widział, że potrzebuję żeby dłużej poprowadzić mnie za rękę. Co innego Ty...
Dodał jeszcze i uśmiechnął się sympatycznie do swojego brata. Hej, przecież nie spotkał się tu z Lovino po to, żeby się z nim kłócić. Włochy Południowe to mimo wszystko jego brat, na którym mu zależy. Pomimo tych wszystkich różnic, jakie ostatnio między nimi się nasiliły. Przecież to dla nich nie powinno być większym problemem, powinni sobie poradzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy Południowe
Szept
avatar

Male Liczba postów : 29

PisanieTemat: Re: Pizzeria "Forno Campo de Fiori"   Sob Lip 13, 2013 8:00 pm

Spodziewał się wielu rzeczy. Ale nie tego, że jego głupi brat zacznie wydzierać się na całą restaurację. Wprawdzie zdarzało mu się być świadkiem wybuchu złości Feliciano, ale miało to miejsce tak rzadko, że za każdym razem wprawiało Lovino w niemałe zdziwienie.
I z takim właśnie zdziwieniem patrzył teraz na krzyczącego Veneziano. Trzeba przyznać, że brat go zaskoczył. I to na tyle, że gdy skończył wrzeszczeć, przeprosił i usiadł, Romano nie odezwał się ani słowem. Zwyczajnie obserwował go i starał się ułożyć sobie w głowie słowa Feliciano. Jednak ten sam wyskoczył z wyjaśnieniem.
Lovino uważnie go wysłuchał, ale nie odpowiedział od razu. Najpierw musiał stwierdzić, czy to, co Feli powiedział, było prawdą. Ciężko uwierzyć w zdolności manipulacyjne, kiedy przez całe życie widział Feliciano jako nieogarniętego, infantylnego debila. A uwielbienie do Ludwiga też nie wyglądało na udawane... Z drugiej strony nie uważał też, że Veneziano byłby w stanie wymyślić tą całą manipulację tylko po to, żeby uspokoić Lovino. Ani to, ani to nie wydawało się prawdopodobne. Popatrzył bratu prosto w oczy.
Kurna, nic nie można w nich zobaczyć. Westchnął.
- Skoro tak twierdzisz... Wykorzystuj go, ile trzeba. Owszem, moglibyśmy na tym skorzystać, tu masz rację... Ale w takim wypadku nie musisz ciągle o nim wspominać, cholera! Wiesz, że mnie to wkurwia. A jeśli on nic dla ciebie nie znaczy jako... przyjaciel - skrzywił się, wymawiając to słowo - to po co ciągle gadasz, jaki on jest wspaniały? Żeby mnie wkurzyć!?
Sięgnął po pizzę i ugryzł spory kawałek. Zabawne, od tego wydzierania się zgłodniał.
- Czy kochał mnie bardziej, to wątpię. Ale nie mam ochoty o tym z tobą gadać - uciął dyskusję. Gdzieś tam, w głębi serca, wiedział, że Rzym go kochał, ale nigdy nie mógł pozbyć się uczucia, że dziadek wolał Feliciano. Zawsze brat musiał być tym lepszym, eh... Na uśmiech Feliciano odpowiedział ponurą (czyli w gruncie rzeczy zwyczajną) miną. Może kłócić się nie powinni, ale szczerzyć się jak głupi do sera nie zamierza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy
Szept


Liczba postów : 82

PisanieTemat: Re: Pizzeria "Forno Campo de Fiori"   Nie Lip 14, 2013 1:03 pm

Ulżyło mu. Więc udało się zażegnać kłótnię z Lovino, a do tego wygląda na to, że nieliczni, pozostali goście pizzerii, znów stracili zainteresowanie włoskimi braćmi. Więc wszystko wróciło do normy, znów może poruszać się po bezpiecznym gruncie.
O ile, oczywiście, możemy nazwać rozmowę z Włochem Południowym bezpiecznym gruntem – co do tego Feliciano miał pewne małe wątpliwości. Mimo wszystko różnili się i chociaż byli braćmi to ostatniego czasu nie mieli zbyt wielu chwil dla siebie. A jak już się spotykali to dochodziło do kłótni i wyrzutów przerywanych co jakiś czas dosyć niezręczną ciszą.
Feliciano bardzo tego nie lubił. Było to męczące i zawsze po takim spotkaniu przez kilka dni miał zepsuty humor – to były jeden z tych nielicznych dni, w których nie śmiał się dużo, nie gadał ponad miarę, a wręcz przeciwnie – milczał zasępiony, posyłając od czasu do czasu jakiś smętny uśmiech. Tak naprawdę trzymał się wtedy z dala od towarzystwa, to były „te dni”. A w „te dni” nikomu nie pozwalał się do siebie zbliżyć – zasłaniał się chorobą lub nawałem zaległej pracy. Albo jeszcze inną, sztampową wymówką. Ważne, że działało. I może właśnie dlatego – może nie nikt, ale na pewno mało kto – nie miał okazji zobaczyć Feliciano w takim stanie. To doprowadziło do utartego przekonania, że Włoch Północny to wesoły lekkoduch, duże dziecko, które jest równie szczere i radosne, co nieodpowiedzialne. I chociaż nie jest to pozbawione prawdy, to jednak przecież bardzo spłyca charakter Vargasa.
Nie można powiedzieć, żeby Feliciano nie potrafił zapanować nad swoimi emocjami, czy też że nie rozumiał tego, co czuje. Jeśli chodzi o swoje emocje i psychikę, to Włochy Północne doskonale nad  tym panował i rozumiał bardzo wiele. To była jedna z jego mocnych stron – bezbłędnie potrafił zrozumieć i ocenić stan emocjonalny – nie tylko swój, ale i czyjś.
Mimo to nie prezentował całej gamy swoich uczuć otaczającym go osobom. Prezentował tylko takie stany emocjonalne, jakie chciał. A kiedy była taka potrzeba – perfekcyjnie je udawał. W ten sposób sam doprowadził do takiego a nie innego postrzegania go. Swoje czasami dziecinne i bezmyślne zachowania nauczył się wykorzystywać. Pomimo że doprowadziło to do takiego, a nie innego patrzenia na niego, to jednak przecież przynosi mu to wiele korzyści. Wystarczy tylko spojrzeć to chociażby takiego Niemca – czy gdyby Feliciano zachowywał się przy nim nieco doroślej, był nieco bardziej odpowiedzialny... czy wtedy dawałby mu takie fory, ustępował tak łatwo, machał ręką na wiele jego niedociągnięć? Oczywiście, to nie jedyna dobra strona. Przecież nikt nie będzie podejrzewał takiego beztroskiego, naiwnego chłopca o jakieś manipulacje, czy też kombinowanie, prawda?
Najlepszym dowodem na to jest chociażby mój brat. Kochany Lovino chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że też posiadam pewne ambicje, które zamierzam zrealizować z pomocą Mussoliniego.
Wspomnienie Włoch Południowych uprzytomniło Feliciano, że od dłuższego czasu nie odezwał się, nie odpowiedział mu, lecz siedzi w milczeniu i patrzy gdzieś na ścianę za bratem. Nie może pozwolić sobie na to, żeby brat przyłapywał go na takim częstym zamyślaniu się.
I jeszcze chyba od myślenia o tym zrobiłem jakąś smętną minę... niedobrze.
Feliciano natychmiast przeniósł wzrok na brata i uśmiechnął się lekko. Zdecydowanie, ostatni raz pozwolił sobie na takie nieopatrzne zagapienie się, teraz będzie się już pilnował...
- Przepraszam, fratello. Zamyśliłem się.
Usprawiedliwił się szybko, znów cały czas się uśmiechając. Oparł się łokciami o stół, a na dłoniach podparł głowę. Posłał bratu ciepłe spojrzenie.
Powinienem wreszcie zadbać o naszą relację, przecież tak być nie może. Musimy poświęcać sobie więcej czasu i bardziej o siebie dbać.
Obiecał sobie w myślach, przyglądając się swojemu bratu. Lovino... tak właściwie to jak dobrze go znał? Włochy Południowe był dla niego kochanym braciszkiem o wybuchowym charakterze, ale mimo wszystko dobrych zamiarach. Feliciano odnosił wrażenie, że Lovino ma do niego duży żal o to, że na razie nie jest w stanie pomóc mu rozwinąć się tak dobrze, jak północnej części Włoch. Że ma czasem więcej szczęścia w życiu niż Południe. Westchnął cichutko. To wszystko nie było takie proste, to przecież nie jest tak, że on nie chce. Na to... na to ma wpływ wiele czynników. Ale wszystko jeszcze można zmienić, jeszcze będzie lepiej.
Postaram się o to. Zbliża się wojna, a ja ustawię się tak, że obaj z bratem na tym zyskamy. Ale teraz musimy jeszcze trochę poczekać... chciałbym, żeby Lovino polubił Ludwiga. To wiele, wiele by mi ułatwiło...
- Po co o nim ciągle mówię przy Tobie...? Myślę, że sam już sobie odpowiedziałeś, braciszku. Po prostu uwielbiam patrzeć i słuchać, kiedy się denerwujesz. Myślę, że jesteś wtedy bardzo uroczy, fratello. Oraz taki prawdziwy. Że możesz wtedy odreagować. I to ci w pewien sposób pomaga.
Uśmiechnął się ciepło do Włoch Południowych i tym razem zamiast po kawałek pizzy, sięgnął po swój kieliszek wina. Upił powoli jeden łyk.
Nie odstawił kieliszka na stół, lecz delikatnie obrócił go w dłoniach, przyjrzał mu się. Po chwili zakręcił i poruszył nim energiczniej. Czerwone, młode wino lekko zachlupotało rozbijając się o szklane ścianki kieliszka.
Feliciano zastanowił się, czy podobnie chlupocze krew, gdyby tak nalać ją do takiego kieliszka jak ten i poruszyć nim nieco? Uśmiechnął się gorzko, nieswojo.
Tyle że tej krwi musiałoby być dużo, dużo więcej. Taki kieliszek to będzie za mało. Już niedługo wyleje się jej naprawdę dużo...
- Już niedługo będą umierać różni ludzie, za różne idee, za różne cele. Będą umierać za różne ojczyzny. I będzie ich wielu, bardzo wielu. Ale przecież krew, która się z nich wyleje i wsiąknie w piasek i kurz będzie wyglądać dokładnie tak samo. Zabawne. A wręcz interesujące.
Rzucił nieco nieswoim głosem i odłożył kieliszek z winem na stół. Roześmiał się. Nie był to radosny, beztroski śmiech. Nie, ten śmiech był nerwowy i przytłumiony. Z takim śmiechem Feliciano spokojnie mógłby startować do roli Edwarda Hyde'a.  Pytanie, kto byłby jego doktorem Jekyllem? Lovino? A może Ludwig?
Spojrzał na brata. Jedno spojrzenie wystarczyło mu, żeby nieco się uspokoić, doprowadzić się do porządku. Zbliżająca się wojna wyraźnie na niego wpływa, wszystko mu o niej przypomina. Nie powinien tak łatwo popadać w paranoję na myśl o wojnie.
Mimo to spojrzenie wciąż ma nieco niespokojne, do tego gdyby Lovino spojrzał teraz w jego oczy, dostrzegłby, że Feliciano ma teraz znacznie rozszerzone źrenice.
- Jednak póki co, na razie nikt jeszcze nie ginie. Ci wszyscy ludzie żyją sobie teraz, niczego nieświadomi. Jedzą śniadania, chodzą do pracy i piją popołudniową kawę. Żyją swoją codziennością. Wielu z nich nie przetrwa jednak tego, co spotka ich podczas wojny. A wtedy ich ból przyjdzie i do nas, czyż nie? A jak dużo możemy my wytrzymać, fratello? Bo ja myślę, że bardzo dużo. Wielkie poświęcenie, dla jeszcze większej i wspanialszej przyszłości.
Stwierdził Feliciano, nieco parafrazując słowa Mussoliniego. I jeszcze wygląda na to, że naprawdę gotowy jest w to uwierzyć. Gotowy jest poświęcić się. Z wiarą, że dzięki temu zyska to, co tylko zechce. Wygląda to trochę tak, jakby Benito i pozostali włoscy faszyści zrobili z niego szaleńca. Niebezpiecznego psychola, cieszącego się z nadchodzącej wojny, w której widzi wybawienie.
Faszyzm, chociaż dopiero zaczął się rozwijać i wpychać w każdy zakamarek włoskiego życia, już zaczął mocno wpływać na Włocha Północnego. Wreszcie ma coś, czego może się chwycić i dzięki czemu czuje się pewniej siebie. Czuje się silniejszy. Czuje, że wszystko mu wolno. I że pozostaje przy tym wciąż bezkarny. Bardzo przyjemne uczucie.
Feliciano uśmiechnął się brzydko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pizzeria "Forno Campo de Fiori"   

Powrót do góry Go down
 
Pizzeria "Forno Campo de Fiori"
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Rynek Główny-
Skocz do: