IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 RMS Queen Mary

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: RMS Queen Mary   Sob Paź 06, 2012 11:50 am

Jeden z największych liniowców pasażerskich na świecie, kursujący na linii Southampton - Nowy Jork. Swego czasu wzbudził w Anglii mnóstwo emocji i jeszcze przed pierwszym wypłynięciem powstawały legendy, przesądy i poematy na jego temat.
Część Anglików uważało, że nadanie statku nazwy Queen Mary przyniesie pecha; identycznie nazywał się zatopiony podczas Wielkiej Wojny okręt, który pochłoną prawie 1300 ofiar. O takiej katastrofie trudno zapomnieć, ale najwyraźniej Brytyjczycy mieli bardzo mały wybór w nazywaniu statków.
W obecnych czasach jej kapitanem jest Edgar Britten.



Tego dnia Southampton było tak żywe, jak nigdy. Od samego rana w mieście pojawiły się tłumy dziennikarzy, a okolice portu przypominały jeden wielki targ. Nie było osoby, która nie chciała być świadkiem historycznego wydarzenia, jaki był dziewiczy rejs największej chluby Wielkiej Brytanii. Queen Mary wypływała do Nowego Jorku równo o dziewiątej rano, ale już krążyło wiele plotek i domysłów, co się stanie. To znaczy pewnie jakaś katastrofa, byłoby przynajmniej ciekawie. A nawet jeśli, to nawet dopłynięcie do celu będzie dostatecznie interesujące, by umieścić je na drugiej albo trzeciej stronie gazety.
- Pewnie zdążyłeś domyślić się już dziesięć razy - powiedział Arthur, kiedy tego ranka limuzyna dowiozła ich w okolicę portu. - Ale zabieram cię na rejs do Nowego Jorku. Skoro nie odpowiada ci moje niebo, powinieneś wrócić pod własne.
Pierwszy wysiadł z samochodu, a zaraz po nim obaj Brytyjczycy. Przez cały poprzedni dzień nie było po nich śladu, ale pojawili się znowu nad rankiem, by zawieźć ich z królewskiej rezydencji prosto do portu, z którego wypływał statek.
Wczorajszy dzień można było zaliczyć do udanych. Anglia był dla Ameryki uprzejmy, opowiadał mu o szczegółach na temat rezydencji i rodziny królewskiej. Zachowywał się tak, jakby jego gość był zupełnie obcą osobą, której trzeba okazać uprzejmość. Nie zostało w nim nic po ostatnich wydarzeniach i wydawało się, że przybrał wyjątkowo dziwną taktykę.
- Queen Mary! - dodał z dumą i wesołością, przez którą brzmiał zupełnie do siebie niepodobnie. - Zobaczysz, musi ci się spodobać. Jest piękna... Cóż, nawet jeśli nazwa nieszczególnie trafiona, ale to długa historia, poza tym przynajmniej królowa jest zadowolona. W każdym razie, Amer... chodźmy już.
O statku nie musiał wspominać, bo nieniebotycznych rozmiarów liniowiec górował nad otoczeniem. Dodając do tego zaludniony port, pełen dziennikarzy i ludzi dostatecznie bogatych, by było ich stać na tak kosztowny rejs, wszystko robiło naprawdę niesamowite wrażenie. W powietrzu unosiła się atmosfera czegoś niezwykłego i być może to dlatego Anglia wydawał się podekscytowany. Do tego stopnia, że po raz pierwszy od dawna naprawdę wydawał się odzyskać trochę chęci do życia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Sob Paź 06, 2012 12:33 pm

Istotnie, wczorajszy dzień wpłynął na Alfreda dość dobrze. Pozwolił mu wytrzeźwieć, zapomnieć o tej idiotycznej rozmowie przy stole w kuchni gdzieś na angielskim zadupiu i wrócić do teraźniejszości, w której przecież nienawidził Arthura. Tak miało być i tak było dobrze: dopóki Alfred odczuwał odwzajemnianą niechęć do Anglii, czuł, że wszystko jest na swoim miejscu. Kawałek tych puzzli został pechowo zburzony tej cholernej nocy, ale Alfred błyskawicznie ułożył swoją układankę z powrotem, zamknął się w niej wygodnie i już nie zamierzał wychodzić; czuł się jak kretyn, że prawie dał się nabrać i cieszył się, że Arthur przerwał tę głupią rozmowę, nim potoczyła się dalej.
A tak w ogóle, to już o niej nie pamiętał.
Na usłyszenie słów Arthura o "jego niebie" poczuł natychmiastową tęsknotę. Niemal machinalnie zerknął w górę, ale zaraz spuścił wzrok.
Prezydent kazał mu tu być.
Ale Alfred mógł ominąć zasady; ważne, żeby przebywał z Arthurem. Nieistotne, czy u siebie, czy u niego, a u siebie będzie czuł się o niebo pewniej, lepiej i bardziej swojo.
Już miał otworzyć usta i oznajmić, że oczywiście Kirkland będzie musiał jakiś czas zostać w Stanach, skoro już tam płyną (ku utrapieniu...), ale zrezygnował. Powie mu to na miejscu, będzie miał mniej czasu i energii na kłótnię. Co do ubioru - zawsze coś się znajdzie. Niejeden był przecież sklep w Stanach.
Alfred skinął więc głową spokojnie. Anglia miał rację - najwyższy czas, żeby Alfred wypełnił pustkę w sobie swoim niebem, swoją ziemią, swoimi ludźmi i, ogółem, swoim krajem.
Podniósł wzrok na Brytyjczyka i westchnął.
- Nie mogę się doczekać - oznajmił krótko. Następnie ruszył za podekscytowanym Anglią, próbując uciszyć mimowolną radość wewnątrz siebie, mieszającą się z wyrzutami sumienia wobec Roosevelta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Sob Paź 06, 2012 2:46 pm

A jak Anglia nie mógł być podekscytowany? Tyle lat budowali ten statek i od tak dawna wszystko planowali, ale on zarzucił już myśl, że stanie się jednym z pasażerów. W Anglii był potrzebniejszy.
To ostatni raz, pomyślał nagle. Praktycznie ostatni raz, kiedy będę wolny w ten sposób. Potem nie będzie już czasu na takie bzdury.
Potem Anglia nie będzie mógł być ani wolny ani szczęśliwy. Cóż, przeżyje to jakoś. Tylko przez jakiś czas, wygra wojnę, doprowadzi kraj do porządku, a potem weźmie sobie kolejne przyjemne wakacje. Tym razem bez Ameryki na karku.
- Tak, właśnie widzę, jak bije od ciebie ten entuzjazm. Chodźmy, Ameryko - uśmiechnął się i poszedł przed siebie, a większość ludzi jakby podświadomie schodziła mu z drogi. Z Alfredem było trochę inaczej, jeśli nie trzymał się blisko Arthura, mógł mieć problem z popychającymi go dziennikarzami i rozentuzjazmowanym tłumem. Najgorszej i tak miały dwa Brytyjskie pachołki, zazwyczaj jedyni z najlepszych agentów Wielkiej Brytanii, okazjonalnie zatrudnieni do roli tragarzy. Nieśli rzeczy Ameryki (sporo) i mniejszą walizkę Anglii.
Dojście do samego statku zajęło im krótką chwilę. W porcie stało już mnóstwo żegnających się rodzin, część osób wchodziło na pokład.
- Widzisz, jest jeszcze jedna rzecz - zaczął Anglia, którego dobry humor nie pozwalał na milczenie. - Queen Mary płynie do Nowego Jorku, więc na statku spotkasz wielu swoich ludzi. Jest też kasyno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Sob Paź 06, 2012 3:02 pm

Alfred milczał przez chwilę i aż przystanął. Szybko jednak ktoś potrącił go łokciem i to zmusiło Amerykanina do szybszego marszu - na jego twarzy, wbrew niemu, zaczął wykwitać uśmiech. I tym razem był szczery, więc Alfred próbował go zgasić; nie wyszło.
Amerykanie. Kasyno. Gra w karty z Amerykanami.
- Sądzisz, że będzie ich dużo? - spytał, gdy zrównał krok z Arthurem. Już przyłapał się na tym, że próbował wychwycić uchem amerykański akcent, ale w porcie roiło się jednak przede wszystkim od Brytyjczyków. Alfred miał nadzieję, że sytuacja zmieni się, gdy staną już na statku.
Zapytałby, dlaczego Anglia w ogóle wchodzi z nim na statek, ale wolał nie kusić losu - jeszcze by się Brytyjczyk rozmyślił i Alfred musiałby stać wśród tego podekscytowanego tłumu i namawiać Arthura, żeby popłynął z nim. W najgorszym wypadku należałoby zostać w Wielkiej Brytanii, a nie chciał; nastawienie się na myśl, że wraca do domu, zajęło mu tylko kilka sekund. Już widział pojawiającą się na horyzoncie Statuę Wolności i panoramę Nowego Jorku - nie uśmiechało mu się rezygnować z tej perspektywy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Sob Paź 06, 2012 3:14 pm

Ameryka zachowywał się dziecinnie. Nie jak dziecko, bo dzieckiem był kochanym: ale za to wyjątkowo niedojrzale.
I oczywiście, było to wyjątkowo zrozumiałe. Nienawidził Brytyjczyków, a myśl, że niedługo znajdzie się na statku z własnymi ludźmi i to w bliskim towarzystwie swojej ulubionej rozrywki, musiała myśl jak gwiazdka z nieba.
- Nie mam pojęcia. Ale to wielki statek, tysiąc osób załogi i dwa tysiące pasażerów. Na pewno nie będziesz czuł się samotny - zauważył dziwnie ironicznie, ale niby co miało być ironicznego w takim stwierdzeniu?
Tak czy siak, Anglia nie odrywał wzroku od potężnego liniowca. Jego oczy błyszczały z podekscytowania i dumy, bo przecież Queen Mary była dokładnie tym, czym kochał. Piękna, bogata, potężna i niepowtarzalna; a przy tym była statkiem. Myśl o podróży przez ocean, nawet w kierunku Ameryki, była czymś niezwykle przyjemnym. Żałował tylko, że to nie on będzie kapitanem. Stał już na czele naprawdę potężnych i niezwykłych statków, ale to... To byłoby ciekawe.
- C-cóż, mam tylko nadzieję, że przywiozłeś ze sobą cokolwiek eleganckiego - dodał, wyrywając się chwilowo z myśli. - Będą tu bale, a do kasyna też nie możesz wyjść ubrany jak obdartus.
Obdartus. To jedno słowo w całości wyjaśniało, jak Anglia traktuje luźny ubiór Ameryki, ale przecież tak było zawsze, nawet, kiedy... Dawno temu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Sob Paź 06, 2012 3:29 pm

Alfred westchnął, wsadzając dłoń w kieszeń jasnych jeansów.
- Przywykłem do prostych ubrań - rzucił, nim zdążył pomyśleć. - Kiedyś nie było mnie stać na inne.
Płaciłem wysokie podatki.
Amerykanin skrzywił się, ale tylko odrobinkę, po czym ruszył szybkim tempem, teraz wyprzedzając Arthura. Musiał się przez to trochę przepychać, ale nieszczególnie mu to przeszkadzało - tłumy były akurat czymś, do czego był przyzwyczajony. Rzucał tylko "Przepraszam", jeśli zdało mu się, że uderzył o kogoś zbyt mocno.
Po kilku minutach udało im się dostać na statek. Obyło się bez szczególnych formalności, widocznie albo wszyscy ważniejsi ludzie znali tu Arthura, albo w ogóle załatwiono wszystko już wcześniej, Alfred nie miał pojęcia i, szczerze powiedziawszy, nieszczególnie go to interesowało.
Cóż, Anglia będzie musiał jakoś przetrawić fakt, że Amerykanin nie ma przy sobie kompletnego garnituru. Podarował sobie marynarkę. Gdy zastanowił się, co jeszcze wziął, skonstatował, że ma przy sobie dwie pary spodni, które nie były jeansami, i bardzo możliwe, że nawet jakiś kapelusz. Może nie będzie sie musiał wstydzić w moim towarzystwie, pomyślał Alfred, ale więcej (delikatnie mówiąc) było w tej myśli ironii niźli troski.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Sob Paź 06, 2012 6:41 pm

"Kiedyś nie było mnie stać na inne..."
Anglia poczuł się dość dziwnie na te słowa. Nie odebrał ich jako nawiązania do czasów kolonialnych, bo żywił przekonanie, że wtedy Ameryce niczego nie brakowało. Faktycznie, musiał wykorzystywać jego kraj, bo miał wojnę do prowadzenia, a kolonie powinny wspierać swój kraj. A on przecież dawał Ameryce ubrania. Kiedy tylko zobaczył, że jego chłopiec ubiera się w wiejskie, odpowiednie dla plebsu ciuchy uznał, że już czas, by Alfred nabrał trochę ogłady. Ale to było już w czasach, kiedy coraz bardziej się od siebie oddalali. Zabawne. Wystarczyło, by Anglia zaczął cokolwiek od niego wymagać, by Ameryka zaczął się buntować.
Niewdzięczny.
Anglia jednak szybko wyzbył się swoich myśli, bo dzisiaj był zbyt ważny dzień, by skupiać się na nieprzyjemnej przeszłości.
Znaleźli się na statku: pełnym ludzi, żywym i ogromnym. Ameryka nawet, gdyby bardzo się starał, nie mógłby tego nie docenić.
- W każdym razie - Anglia nagle sobie przypomniał, że powinien coś powiedzieć. - Jeśli nic nie masz, mógłbym pożyczyć ci chociaż jakąś marynarkę. Mamy podobny wzrost, ale ty rozrosłeś się, jakbyś od stu lat jadł po steku na obiad i kolację.
Nogi mimowolnie poniosły go w kierunku, który zdawał się być zupełnie przypadkowy, ale prawdopodobnie taki nie był. Nawet kiedy Arthurowi zdawało się, że wychodzi na zwykły spacer, to zwykle i tak trafiał w jakieś miejsce, w którym cóż, powinien być. Czasami nawet zdarzało się, że jakimś sposobem z niedzielnego spacerku po Londynu dochodził do niepozornego miasteczka sto mil dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Sob Paź 06, 2012 7:40 pm

Alfred zmierzył Arthura nieprzekonanym wzrokiem. Raczej nie wyobrażał sobie siebie w jakimkolwiek jego ubraniu. Wyglądałby nie tylko jak skończony idiota, ale dodatkowo czułby się nieswojo. Przypomniało mu się, jak wtedy, gdy był mały i błądzili gdzieś po wioskach, robiło mu się zimno i Anglia dawał mu swoje wierzchnie ubrania. Pieprzone czasy, o których najwygodniej byłoby po prostu zapomnieć.
- Nie, dzięki - odrzekł więc. - Dam radę z tym, co mam.
Skierował się za Anglią, nie mając pojęcia, gdzie ten zmierza. Mijał kolejnych ludzi, nadal skupiając się głównie na wyłapywaniu swojego akcentu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Sob Paź 06, 2012 9:51 pm

Anglia westchnął i odpowiedział krótko:
- Oczywiście.
Ostatnio zachowywał się właśnie w ten sposób. Jeśli przypadkiem natrafił na jakikolwiek drażniący temat, a natrafiał bezustannie, wycofywał się i milknął. Teraz zresztą miał dobry powód, w końcu byli na statku, na jego Queen Mary. Dzień dopiero się zaczynał, na porcie czekał cały tłum ludzi, który żegnał się z ukochanymi i świat przeplatał smutek i ekscytacja, ta atmosfera była silna jak mało kiedy. Anglia od dłuższego czasu nie miał okazji być w tak przyjemnym miejscu i nic dziwnego, że poprawił mu się humor. Ciągle był wśród swoich ludzi, radosnych i żywych. Dla personifikacji nie ma chyba wielu przyjemniejszych odczuć.
Dlatego się nie odzywał i nie patrzył na Amerykę. Dopiero po chwili zmarszczył brwi.
- Nie musisz chodzić za mną cały czas, wiesz. Znajdziemy nasze kajuty i możesz odwiedzić kasyno. Ja pójdę spotkać się z kapitanem.
Minęła chwila, zanim udało im się odnaleźć kajuty. Dwie obok siebie, należące do pierwszej klasy. Oczywiście, istniały lepsze i bardziej ekskluzywne, ale były zarezerwowane już od kilku lat. Anglia i tak miał szczęście, że w dwa dni załatwił dwie takie. Nie powiedział jednak Ameryce, ile go to kosztowało i po prostu powiadomił go, by spotkali się w tym miejscu przynajmniej na obiad.
Wkrótce statek ruszył wśród wiwatów i błysków fleszów.
Płynęli do Ameryki.
* * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Nie Paź 07, 2012 3:47 pm

Alfred stał na pokładzie statku, opierając dłonie o barierkę. Czuł się jak idiota, że już pierwszego wieczora patrzył w ciemne wody oceanu wyłącznie z myślą, że niesie on go do domu. Zdawał sobie sprawę, że przyjdzie mu jeszcze trochę zaczekać, ale już wszystko wydawało mu się bardziej amerykańskie, niż było. Choćby przy obiedzie, kiedy udało mu się dosiąść do grupki Amerykanów. Rozmawianie z nimi sprawiło mu nieludzką przyjemność i podniosło na duchu niemalże tak, jakby już dotykał stopami swojej ziemi w Nowym Jorku. Nie był jednak pewien, co się wtedy stało z Arthurem, bo na obiad weszli razem, a potem Alfred wplątał się w Amerykanów; podejrzewał jednak, że Anglii było z tego powodu bardzo wygodnie. Teraz, gdy żyli na tym statku, w oddzielnych kajutach, mogli swobodnie być sobie obcy jak normalni pasażerowie tego pokładu sobie nawzajem, czyli ograniczeni do uprzejmości w rodzaju "Dzień dobry". Alfredowi było z tym dobrze, przynajmniej nie musiał ciągle patrzeć na Arthura i przejmować się tym, że jest, stoi obok, a co za tym idzie, wracać do tej cholernej rozmowy, która równie dobrze mogłaby być snem, patrząc na brak efektu, jaki przyniosła.
Zawiał chłodniejszy wiatr i Alfred mocniej naciągnął sobie bluzę na ramiona. Powinien teraz być w kasynie i miał w planach pójście tam lada chwila - a właściwie, to zamierzał skierować się tam wprost z kajuty, ale coś go poprowadziło na pokład. Przyglądał się teraz jasnym gwiazdom i zdawało mu się, że z każdą chwilą niebo jest bardziej amerykańskie, niż było. Nie trzeba dodawać, że sprawiało mu to ogromną przyjemność.
Jedyną skazą na diamencie było to, że na tym statku ciągle jednak był Anglia, którego Alfred obiecał sobie za wszelką cenę zatrzymać w Stanach, co pewnie będzie nie dość, że trudne, to jeszcze brzemienne w nieprzyjemne skutki. Amerykanin zaakceptował to jako nieprzyjemny obowiązek, ale Arthura przecież nic z tym obowiązkiem nie łączyło, mógł po prostu powiedzieć "Nie i koniec".
Bzdura, pomyślał Alfred, nie powie tak. Jemu ciągle zależy na moim wsparciu. Potrzebuje mojego państwa.
Było to coś, co w pewien sposób stawiało Amerykanina na uprzywilejowanej i wygodnej pozycji w tym, co robił. Fajnie było znajdować się na tej bogatszej, lepszej pozycji; Alfred w pewien sposób z przyjemnością chłonął ten fakt. Równocześnie jednak był jak kula u nogi; gdyby nie on, być może w ogóle nie doszłoby do tego spotkania, które zniszczyło ścianę nienawiści Alfreda. Odbudowywanie jej było trudne i choć możliwe, że już się powiodło, to Amerykanin podświadomie czuł, że jednak nie udało mu się wrócić do stanu sprzed tego spotkania. Może mur wzniesiony na powrót był bardziej chwiejny, a cegły, z których został stworzony, w jakiś sposób obtłukły się lub popękały?
Ach, Franklin, toś się zemścił za niewiadomoco, pomyślał Alfred ponuro.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Nie Paź 07, 2012 5:14 pm

Kiedy nadeszła noc Anglia uznał, że musi w końcu odnaleźć Amerykę i spędzić z nim czas, dokładnie tak samo, jak sobie obiecał. Nawet nie rządowi, bo Chamberlain przecież nie był desperatem. Liczył polepszenie stosunków międzynarodowych, tak samo, jak na wsparcie Ameryki.
Kto wie, pomyślał ironicznie Anglia, może Neville sądzi, że sojusz z Ameryką powstrzyma Hitlera.
Sam Anglia zmuszał siebie do tego wszystkiego nie z powodu Chamberlaina, a, zabawne, Churchilla. Ostatnio częściej zdarzało mu się myśleć, co zrobiłby Churchill w takiej czy innej sytuacji, a co ważniejsze, jak musiałby zachować się Anglia. Ostatecznie, zrobił wszystko, co mógł w stosunku do Ameryki właśnie dlatego, że jego były premier uznałby to za dobre posunięcie. Nawet jeśli to żałosne i niebezpieczne przywiązanie...
Kiedy o tym pomyślał, mimowolnie wrócił do rozmowy z Ameryką sprzed kilku dni. Skwitował to jednak zawziętym nie-myśleniem i wkrótce udało mu się już powrócić do rzeczywistości: to znaczy to tego samego Ameryki, który opierał się o bakburtę i patrzył w gwiazdy.
To dla niego typowe. Od dziecka nie mógł przestać patrzyć w górę. Zastanawiam się, co takiego tam widzi.
Właśnie dlatego Anglia uznał, że wspomnienie o niebie tamtej nocy sprawi, że Alfred poczuje się pewniej. Cóż. Nie poczuł się. Teraz jednak zwyczajnie skrzywił się, bo naprawdę nie lubił tych myśli i wspomnień z przeszłości.
- Hej - mruknął zaczepnie. Zwykle zawołałby Amerykę po imieniu, albo po ludzkim nazwisku, ale od pewnego czasu omijał ten temat. Zastanawiał się, czy chłopak w ogóle zwrócił uwagę na fakt, że w miejscu, w którym Anglia zwykle wymawiał jego imię, teraz ziała dziwna pustka. - Szukałem cię. Sądziłem, że byliśmy umówieni z powrotem o dziewiątej - dodał karcąco, ale tak naprawdę niewiele było w tym karcenia. Być może tajemnice ułożenie planet mające miejsce raz na tysiąc lat sprawiło, że Anglia nie próbował wściekać się na Amerykę.
- Cóż, ale jeśli masz już dość ludzi i wolisz tu zostać, to wystarczy powiedzieć - odparł spokojnie, być może dlatego, że zamiast patrzeć się na Alfreda, sam wolał spoglądać w gwiazdy. Szybko jednak spuścił z nich wzrok, bo w jakiś sposób przypominały mu o upokarzających słowach z ust Alfreda. Lepiej było spoglądać na ocean. On nigdy się nie zmieniał i zawsze można było ufać, że będzie tak samo okrutny dla każdego. Anglia, cóż, lubił tego rodzaju stałość.
Chwilowo, bardziej z przyzwyczajenia, oparł się bokiem o bakburtę tak, że dobrze widział profil Ameryki.
- I nadal się nie przebrałeś - stwierdził, marszcząc brwi. - Do cholery, Ameryko, za moich czasów byłbyś najbardziej pogardzanym narodem ze wszystkich. Kompletny flejtuch.
Yup. Ułożenie planet musiało minąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Nie Paź 07, 2012 6:24 pm

Alfred uśmiechnął się pod nosem.
Jak dobrze, że to już nie są twoje czasy, pomyślał.
Tak, czasy, w których znajdowali się teraz, kochały Amerykę. Dawały mu wszystko, czego potrzebował kraj - patriotycznych ludzi, potencjał gospodarczy, człowieka, który potrafił to wszystko ustawić do pionu. Chwałę. Przecież gdyby nadal był tym naiwnym chłopcem z dzieciństwa, nic by nie osiągnął. Może byłby nawet jak jego brat, zupełnie podległy Anglii i ślepo wierny jego słowom.
Właśnie, Anglia. Po co znowu tu przyszedł? Noc była niebezpiecznym okresem dla ich rozmów - Alfred zdążył to wywnioskować po tym, co dotąd się wydarzyło, gdy zapadał zmrok. W ciemności każda dyskusja wydawała się jakaś bardziej... Amerykanin nie mógł znaleźć dobrego określenia. W nocy, można rzec, mówił za dużo.
Szukał mnie? Alfredowi jakoś nie chciało się w to wierzyć, dlatego skwitował tę rzecz kolejnym uśmieszkiem. Wiedział jednak, że coś należy powiedzieć, rzucił więc:
- Witaj.
Milczał chwilę.
- Och, lubię swoje ubrania. Amerykanom nie przeszkadzają. Nawet tym z Białego Domu.
Anglię obdarzył zaledwie jednym spojrzeniem i znowu spojrzał na niebo. Księżyc był niemal w pełni i wisiał sobie na niebie, pyszniąc się blaskiem. Mimo, że był on po prostu odbiciem potęgi słońca.
Alfred wskazał na niego dłonią.
- Chciałbym kiedyś stworzyć rakietę, która przeniosłaby tam człowieka.
Nie wiedział właściwie, dlaczego to powiedział. Może po prostu pragnął nawiązać temat na płaszczyźnie neutralnej, niedotyczący jego ani Anglii w bezpośredni sposób? Tak, to musiało być to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Nie Paź 07, 2012 7:08 pm

No tak. Oczywiście, że szukał Ameryki, przecież w końcu jakoś się tutaj znalazł. Pomagał też fakt, że personifikacje naprawdę nie miały problemu z odnajdywaniem siebie nawzajem, kiedy tego potrzebowały.
- Nawet ludziom z Białego Domu? - powtórzył retorycznie i westchnął. - Cóż, pewnie musieli się przyzwyczaić. Aczkolwiek takim ubiorem i tak tylko zwracasz na siebie niepotrzebną uwagę.
Co innego było być nastolatkiem w luźnej koszulce i kurtce, a co innego młodym mężczyzną w garniturze wśród tłumu innych ludzi w garniturach. Ale Anglia zawsze dbał i o kulturę i o dyskrecję.
Ameryka wydawała się łatwiejsza. Anglia zacisnął usta w wąską linię i wbił spojrzenie w uspokajająco czarnym oceanie. Czuł, jak jego wyspa oddala się coraz bardziej i nagle zaczynał czuć się dziwnie samotnie i jednocześnie niespokojnie. Zupełnie, jakby wojna miała wybuchnąć za jego plecami, jakby Niemcy mieli napaść na jego ludzi już w nocy.
To zabawne, że tak martwił się zostawiać swoją ziemię samą. Kiedyś potrafiły minąć długie miesiące, zanim w ogóle znalazł się na odpowiedniej półkuli.
Anglia usłyszał słowa o rakiecie i drgnął lekko, ale nie spojrzał w górę. Mimo to zobaczył księżyc odbijający się w ciemnej tafli wody; słaby i zniekształcony.
- Doprawdy? Wiesz, że to ambitny plan - mruknął po chwili milczenia bez śladu ironii. - I co niby zrobisz z tymi ludźmi, kiedy wyślesz ich w górę? Jak sprowadzisz ich na dół? Cóż... Ja nie muszę ruszać w niebo, żeby mieć swoje gwiazdy. Wystarczy mi ocean.
Odczekał jeszcze chwilę i nagle zdał sobie sprawę, że on sam nigdy o tym nie myślał. O podróżowaniu wysoko na niebie, być może aż w kierunku księżyca. To było coś, co wykraczało poza jego pojmowanie. A Ameryka... Ameryka był młody.
- Ale gdyby ci się udało - powiedział nagle. - Może w końcu mógłbym być z ciebie dumny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Pon Paź 08, 2012 7:43 pm

- Myślę, że nie. Oni mnie po prostu lubią takiego, jaki jestem - oznajmił Alfred z rozbrajającą szczerością. Przez głowę przeminęły się mu twarze różnych amerykańskich polityków oraz mieszkańców Białego Domu i poczuł ciepło w sercu. Nigdy go tam nie ganiono za ubiór czy sposób bycia. - Hm, ale czy to dziwne, skoro ja odzwierciedlam ich? - zapytał po chwili czysto retorycznie, podpierając podbródek dłonią.
Dalej przyglądał się księżycowi i gwiazdom, szukając znajomych sobie układów; ale nie było tutaj tych z jego półkuli. Hej, może właśnie dlatego nawet niebo było nie takie, jak powinno być? Dobrze, że przynajmniej w tej Europie mają jakiekolwiek gwiazdy.
- Moja rakieta sprowadzi ich z powrotem - stwierdził radośnie Alfred. - Całych i zdrowych. Będą szczęśliwymi zdobywcami księżyca! - Zamachnął się dłonią ku niebu, jakby chciał naraz uchwycić wspomniany, ale jego palce zwinęły się w pięść w powietrzu i opuścił rękę. Jak ten odruch musiał głupio wyglądać w oczach Anglii, wolał się nawet nie zastanawiać.
Słysząc kolejne słowa towarzysza, Alfred uśmiechnął się pod nosem. Woda była do kitu - kosmos był super. W ogóle, całe niebo. Jak to już wielokrotnie stwierdzał, im wyżej był nad ziemią, tym lepiej i swobodniej się czuł. Tym bardziej był "wolny" - tak, uwielbiał to słowo.
- Hm, możliwe. Każdy lubi co innego - powiedział. - Ale wy, Europejczycy, ogólnie przepadacie za twardym stąpaniem po ziemi, nie?
Kolejne słowa Anglii zabrzmiały dziwnie, po plecach Amerykanina mało dreszcz nie przebiegł. Nie umiał odpowiedzieć nic sensownego, wypalił więc tylko na odczepnego:
- Jestem silnym, nowoczesnym państwem. Gdybyś chciał, już byś mógł.
Pomyślał, że zabrzmiało to dość nieuprzejmie, ale słowa Anglii naprawdę go zirytowały. Czy miały oznaczać, że dotąd był i nadal jest nic nie wart? Cóż, z punktu widzenia Wielkiej Brytanii na pewno, ale ogólnie - ogólnie przecież miał ogromny potencjał gospodarczy, silną armię, nowoczesne samoloty... Nie był nic nie wart.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Pon Paź 08, 2012 8:11 pm

- Ach... Cóż, to zbyt proste jak na mój gust. Ty i twoi ludzie jesteście zbyt mało skomplikowani - zmarszczył brwi. Nie użył przy tym słowa prymitywni, ani zbyt pogardliwego tonu, więc zwyczajnie stwierdzał sam fakt, ale i tak miał wrażenie, że Ameryka może się o to obrazić. Dobrze, że akurat to była jedna z ostatnich rzeczy, która kiedykolwiek Arthura obchodziła. - Moi ludzie... Traktujemy się z szacunkiem, ale utrzymujemy dystans. Nie wyobrażam sobie zbytniego spouchwalania z królem, jak to robisz ze swoim prezydentem.
Czy to nie było więcej warte? Szacunek i miłość, wszystko subtelne i piękne. Mimo to, gdy Anglia pomyślał o atmosferze panującej w Białym Domie, poczuł się prawie rozbawiony. Tamtejsi ludzie muszą traktować Alfreda jak maskotkę. Poza tym, co to za kraj, chodzący w podkoszulku i czapeczce bejsbolowej? Zero szacunku.
- Twarde stąpanie po ziemi? Naprawdę wiesz mało o Europie - stwierdził kwaśno, ale zamiast tłumaczyć wszelkie zawiłości, po prostu przechylił się do przodu i spojrzał na wodę. - Myślę, że po prostu nigdy nie wyobrażaliśmy sobie niczego innego. Były czasy, kiedy Queen Mary byłaby czymś zupełnie niewyobrażalnym. Ty jesteś młodszy, myślisz inaczej.
Anglia o tym nie myślał. Nawet niespecjalnie przepadał za samolotami, niepewnie czuł się w miejscu, gdzie nie było twardej ziemi, ani, tym bardziej, oceanu. Był wyspą, którą od wieków chroniła woda, nie nawykł do marzenia o gwiazdach. Ale Ameryka... Ameryka z jego rozległymi terenami, gdzie pustka ciągnęła się na wiele mil, a niebo było piękne i wielkie i takie niezdobyte... Anglia pamiętał ten widok i tą myśl, że niebo nad Ameryką wydaje się być zupełnie inne, nowe. Być może Alfred czuł to jeszcze wyraźniej.
Uśmiechnął się nagle, słysząc irytację w jego głosie. Brzmiał zupełnie jak dziecko obrażone, że nie zostało docenione przez nauczyciela. Anglia wyprostował się i obrócił twarz, posyłając Alfredowi krótki, przekorny uśmiech i jakby rozbawione, twarde spojrzenie.
- Nie osiągnąłeś niczego, czego nie miałem przed tobą - wytłumaczył spokojnie. - Ale gdybyś pewnego dnia dotknął gwiazd, Ameryko... Cóż. Nie ma co gdybać, to brzmi na ładne marzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Wto Paź 09, 2012 2:07 pm

Alfred uśmiechał się. Oczywiście, dla Anglii wiele rzeczy musiało być skomplikowane, by było solidne. Amerykanin lubił myśleć i wnisokować prosto, pilnować swojego życia w swój nietypowy, amerykański sposób. Teraz uwaga rozmówcy wydała mu się mimo wszystko trochę protekcjonalna, ale odnosił takie wrażenie, coby Anglia nie powiedział, więc zignorował je.
- Hm, z królem może nie, ale masz premierów, tak? A poza tym, co jest złego w spoufalaniu się ze swoimi prezydentami? - Stany nie rozumiał. Lepiej traktować ich jak przyjaciół czy rodzinę, niż gdyby próbował jakkolwiek ingerować bez konsultacji z innymi w sprawy państwa. Nigdy tego nie robił, więc nie zdawał sobie sprawy, co mogłoby z czegoś takiego wyniknąć; perspektywa takich czynów wydawała mu się po prostu zła, a one same - zaprzeczające zasadom demokracji. A Alfred demokrację bardzo wziął sobie do serca.
Dalsze słowa Anglii zabrzmiały dziwnie.
- Ech, ale ty się starzejesz - oznajmił Amerykanin luźno, ale w głębi siebie poczuł, że nastaje na ciężki temat, z którego łatwo będzie przejść do "jesteś bachorem, który nic nie rozumie". Wolał tego uniknąć, bo i tak napsuł sobie sporo krwi przy ostatniej ostrzejszej wymianie zdań z Anglią.
Dalej wpatrywał się w gwiazdy, zdając się być zamyślonym, ale uważnie słuchał tego, co mówi Kirkland.
Drgnął, gdy jego uszu dotarło ostatnie zdanie.
- Hm - rzucił, spoglądając na Anglię. - Udało mi się pokonać ciebie, gdy byłeś taki, jak ja teraz. - I w tym wypadku także nie miał to być przytyk (wyjątkowo), a stwierdzenie suchego faktu. - Niemniej - dodał Alfred, naprawdę nie pragnąc kontynuować tego tematu - jeśli chcesz, mogę się z tobą założyć, że prędzej czy później, ale uda się mojemu krajowi dotknąć gwiazd.
Na jego twarzy pojawił się pełen pewności siebie uśmiech, ale szybko zgasł. Alfredowi zdała się ta rozmowa z Anglią zbyt zwyczajna, a nawet przerażająco naturalna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Wto Paź 09, 2012 3:55 pm

- Nie mówię, że to coś skrajnie złego - zawahał się. - Po prostu rzeczy nie powinny odbywać się w ten sposób. Władca zasługuje na autorytet.
A on, Anglia, autorytety szanował. Kim byłby król, gdyby obedrzeć go z szacunku ludu? Podobnie rzecz miała się z premierem, jak Anglia miał poważać i wierzyć w umiejętności człowieka, jeśli ich relacje były przy tym kompletnie nieprofesjonalne?
Lepiej było zachować dystans. Uczucia plątały sprawę i utrudniały pragmatyczne spojrzenie na sprawę.
- Starzeje, co? - mruknął pod nosem, jednocześnie sprawiając wrażenie delikatnie urażonego: nieświadomie nadął lekko policzki, ale zaraz potem uśmiechnął się z rezygnacją. Może i Ameryka miał rację. Anglia nie wyglądał na starszego niż dwadzieścia parę lat, ale czuł, jak ciąży na nim setki lat historii. - Może w porównaniu do ciebie, gówniarzu. Pamiętaj, że to ja pomogłem tworzyć ten świat, żebyś teraz ty mógł się po nim panoszyć.
Ściśle mówiąc, Ameryka nie miałby prawa dzisiaj istnieć, gdyby Anglia nie skolonizował go i nie zjednoczył pod jedną, silną władzą korony brytyjskiej. Wyglądało więc na to, że stworzył i Amerykę i podwaliny dla jego świata, a Alfred, oczywiście, nadal nie okazywał krzty wdzięczności.
- Poza tym - westchnął, z jakimś niepodobnym do siebie optymizmem. - Mój czas jeszcze się nie skończył. Jeszcze nieraz wam udowodnię.
Nie powiedział, co konkretnie udowodni i nie wracał więcej do tematu. Pewny uśmiech na jego twarzy sugerował jednak, że jest przekonany co do słuszności własnych słów. Przygasł dopiero, kiedy Ameryka wspomniał o tym, że sam pokonał Anglią.
- Przeceniasz się - odparł Arthur spokojnie. - Miałeś wtedy więcej szczęścia niż rozumu. Ale nie rozmawiajmy o tym - zgodził się, ponownie spuszczając wzrok z Alfreda i wyraźnie tracąc dobry humor. Przez chwilę milczał.
- Idiota. Jakbym chciał założyć się z tobą o coś tak oczywistego - burknął w końcu, nie patrząc na niego. - Jesteś upartym dzieciakiem i zrobiłbyś to chociażby po to, żeby zrobić mi na złość. N-no, ale chodźmy już, mieliśmy odwiedzić kasyno, zamiast stać tutaj pół nocy.
Odepchnął się od barierki i odszedł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Wto Paź 09, 2012 5:28 pm

- Ale autorytet to tak, jakbym się go bał. - Alfred naprawdę był zdziwiony. - Poza tym, to nie są władcy. To prezydenci z administracją. - Uznał za stosowne podkreślić ten fakt. Władcy w średniowieczu byli despotami, rządzili całym krajem sami, często decydowali się na absolutyzm. Prezydent reprezentował państwo i opiekował się nim, był dla niego przyjacielem, nie władcą; dlatego też Alfred nigdy nie poczuwał takowego za swojego pana. Poza tym, nie miał pojęcia, jak się to miało u Anglii, ale Amerykanin naprawdę zawsze odczuwał przynajmniej lekką potrzebę poczucia, że ma jakąkolwiek rodzinę. Biały Dom mu to zapewniał.
- "Moje panoszenie się" można uznać za efekt uboczny. Nie tworzyłeś tego świata dla mnie, tylko dla siebie, żeby się w nim wygodnie umościć - sprostował Alfred, uśmiechając się lekko. Hm, tak to już było z tymi jego uśmiechami, pojawiały się często i on nie wiedział nawet, dlaczego. Sądził, że Anglię może to irytować - dlatego starał się unosić kąciki ust do góry jak najczęściej.
Dalsze słowa Kirklanda powiały dziwnym optymizmem i Alfred postanowił ich nie komentować. Sam Anglia jeszcze niedawno nie umiał z całą pewnością oznajmić, że przetrwa kolejną wojnę, a teraz zaczął nagle mówić takie rzeczy. Możliwości były dwie: albo już zdążył się spić, albo takie "wakacje" faktycznie go relaksowały.
Chętnie odpowiedziałby na coś a' propos swojego szczęścia i rozumu, ale skoro nawet Anglia wyraził chęć zostawienia tego tematu, Alfred to uszanował (choć bardziej ze względu na siebie, niż jego).
- Oczywiście, że bym zrobił. I zrobię! - potwierdził jeszcze radośnie, po czym ruszył za Anglią, zadowolony, że wreszcie przeszli do rzeczy.
Tak, kasyno. Tego teraz potrzebował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Sro Paź 10, 2012 2:06 pm

- Eh? - zdziwił się flegmatycznie, unosząc lekko brwi. - Jakoś się nie dziwię, że akurat ty mylisz autorytet z czymkolwiek się da. Szacunek nie musi wynikać ze strachu - wytłumaczył jak pięcioletniemu dziecku.
Co do kwestii władcy, to przez krótką chwilę nie odpowiadał. Ameryka złapał go za słówko, chociaż, ogólnie rzecz biorąc, jego słowa nie były pozbawione sensu. Zabawne, coś nowego.
- Więc szefowie. Na jedno wyjdzie - mruknął. - Dla ciebie to szefowie, dla mnie władcy. Nie zaprzeczysz, że zawsze musi być ktoś najważniejszy.
Określenia władca Anglia używał z przyzwyczajenia, czasem nawet myślał w ten sposób o premierach. Było w tym coś staromodnego, ale cóż, przecież był Anglią, krajem monarchii.
- Oczywiście, że stworzyłem to wszystko dla ciebie - powiedział za to wyjątkowo lekko, skoro Ameryka i tak nie widział już jego twarzy. - Ale nie zapominaj, że byłeś wtedy częścią mnie.
I znowu wychodziła kwestia "ja cię stworzyłem", która nie została wypowiedziana, ponieważ wywołałaby większe spięcie niż to konieczne. Anglia nie chciał psuć sobie nerwów, poza tym, chociaż nigdy się nie przyznawał, potrafił czasami zrozumieć punkt widzenia Ameryki. Rozumiał, ale nie akceptował.
- Chodźmy - powiedział tylko zmieszany.
Wiem, że zrobisz. To byłaby głupota w twoim stylu.
Pewnym krokiem poszedł przed siebie. Statek był ogromny, ale Arthur bywał na nim wcześniej i doskonale znał rozkład. Do kasyna mieli nie więcej niż pięć minut spokojnego spaceru.
- A jednak ubrałeś się jak kompletny flejtuch - przerwał po chwili ciszę. On sam miał na sobie garnitur. - Jesteś pewny, że nie chcesz się przebrać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Czw Paź 11, 2012 5:02 pm

- Żywię szacunek do prezydenta. Taki, wiesz, biorący się z przyjaźni - wyjaśnił Alfred, dla którego to, że szacunek nie biorący się z zastraszania mógł mieć zródło jedynie w ogromnej sympatii, było jasne jak słońce. Ale może starsze państwa postrzegały to inaczej.
Nieistotne.
- Ktoś, kto wskazuje państwu właściwą drogę, tak - przytaknął Alfred. - Ale w państwie jest wiele ważnych osób, bez których nie mogłoby prawidłowo fukcjonować. Bez nich ta najważniejsza osoba niewiele by zrobiła, prawda? - Wzruszył ramionami. - A ja reprezentuję ich wszystkich razem wziętych. Ale jestem demokratą, więc się nie wychylam.
Cóż, nie rozumiał tej teorii Anglii o prezydencie jako kimś, wokół kogo trzeba skakać. Przecież Amerykanie wybierają jego, a to znaczy, że wiedzą, że sobie poradzi. Alfreda nigdy nie wybrali sami, dlatego też nie miał prawda ingerować w sprawy tego państwa. On je tylko w ukryciu reprezentował, obserwując jego wzloty i upadki. Przy czym tego pierwszego było więcej. Na szczęście.
- Wiesz, właściwie, to przed tobą miałem innych kolonistów. Ty po prostu przylazłeś, bo nie chciałeś być gorszy - sprostował Amerykanin.
Istotnie, przecież to Hiszpania i Portugalia kolonizowali jego ziemie. Alfred wiedział, że robili to brutalnie, acz sam tego nie widział; powstał trochę później.
Skinął głową i ruszył za Arthurem.
- Niekoniecznie - rzucił, rozbawiony, że ten ciągle próbuje mu wmówić, że przebranie się jest konieczne. Teraz akurat wręcz przyjemnością napawała go myśl, że kilku panów w z kartami i garniturach może potraktować go na tyle niepoważnie, że szybko zgarnie sporą sumkę.
Miał tylko nadzieję, że ci panowie w garniturach to będą Brytyjczycy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Czw Paź 11, 2012 6:49 pm

- To miło z twojej strony - odparł zdawkowo Arthur, głosem na pierwszy rzut oka pozbawionym ironii. Ale na tym przecież dobra ironia polegała, że nie musiała być podkreślana trzema grubymi kreskami i podpisana. Zwyczajnie nie zauważył wielkiego połączenia między tym, co powiedział, a tym, co odparł Ameryka. Widać, Alfredowi zabrało pomysłów na powiedzenie czegokolwiek z sensem. - Tak, wbrew wszelkim pozorom władza zawsze składała się z wielu ludzi. Ale zawsze jest ktoś, kto podejmuje decyzje, bez znaczenia, czy nazwiesz go premierem, prezydentem czy królem. Pogódź się z tym, chłopcze.
Skrzywił się delikatnie na wspomnienie o innych kolonistach, przyśpieszając jednocześnie kroku. Nie raziło go, że Ameryka śmiał w ogóle wspomnieć o jakiś innych, bo to akurat Anglii nie przeszkadzało. Problem był w tym, że ten bachor zupełnie niczego nie doceniał. Zupełnie, jak wszyscy inni.
- A jednak - powiedział cicho. - W końcu i tak byłeś mój. Nie ciągnij tematu, twoja niewiedza i wąski horyzont mnie wkurzają. - O właśnie wkurzają, a nie irytują, drażnią, denerwują. Tak pospolite słowo w ustach Anglii zabrzmiało dziwnie.
Im bardziej zbliżali się do rekreacyjnej części statku, tym więcej mijało ich ludzi. Wieczór był ciepły, a goście podekscytowany: skądś, pewnie z sali balowej, dochodziła muzyka przeplatana śmiechami i rozmowami pasażerów. Noc była idealna do beztroskiej zabawy.
A za kilka dni czekał ich Nowy Jork.
- Koniecznie - odpadł Anglia przedrzeźniając jego ton. - Ale jak już wolisz. Nie mam zamiaru cię do niczego zmuszać.
Skręcił i zeszli po wąskich schodach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Czw Paź 11, 2012 7:07 pm

Alfred uśmiechnął się krzywo. Podejście Anglii wydawało mu się w pewien sposób staroświeckie, ale wiele było w nim przecież takich elementów; czasem ubierał się według mody z zeszłego stulecia, wysławiał się raczej staromodnie, generalnie, przesiąkł czasem, w którym jego państwo było pełne świetności, i nie umiał go zostawić. A dla Amerykanina czas ten niemal nie istniał.
- Sam prezydent decyzji nie podejmie - stwierdził. - Zawsze ktoś musi go poprzeć.
Anglia jak zwykle traktował go jak dziecko, ale Alfred już się do tego przyzwyczaił. Jeśli Amerykanin powiedział coś, co Arthurowi akurat nie pasowało, okazywało się, że jest bachorem z wąskim horyzontem.
- Byłem twój, nie spodobało mi się i już nie jestem - oznajmił Amerykanin. - Ale ty dziwnie lubisz podkreślać wyłącznie to pierwsze. - Wzruszył ramionami. Co go to obchodziło. To był Anglia, jeśli coś przestawało do niego należeć, automatycznie nie powinno go już interesować - i tak chyba w większości przypadków było, ale w przypadku Alfreda wyraźnie miał satysfkację przez te słowa. "Byłeś mój". - Poza tym, bez wypraw Hiszpanii i Portugalii nigdy bym nie powstał. Jeśli już coś, to czuję się bardziej ich niż twój. - To stwierdziwszy - częściowo nawet nie szczerze, a głównie przez nagłą falę buntu, jaka się w nim wytworzyła - zrobił kilka szybszych kroków, wyprzedzając Arthura.
Jego ostatnich słów nie skomentował, bo szkoda mu było języka. Mijał kolejnych ludzi i czuł wokół siebie coraz więcej Amerykanów. Skinął głową tym, z którymi rozmawiał przy obiedzie, a na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech.
Zwolnił i po schodkach zszedł już za Arthurem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Czw Paź 11, 2012 7:57 pm

- Premier też nie - odparł krótko Anglia i na tym skończyli temat. Na nieszczęście, bo zaraz potem poczuł, jak robi mu się jednocześnie zimno i gorąco, jak żołądek zaciska się w ciasny słup i to było zbyt znajome, zbyt częste. Cholera, ile jeszcze i jak często ten dzieciak zrani go w ten sposób?
Cholerny ignorant!
- Nie będę o tym z tobą rozmawiał.
Opanował się, ale tylko ze względu na ostatnie dni. Nagle stracił całą ochotę na przebywanie w towarzystwie jakichkolwiek ludzi, o Ameryce nie wspominając. Uleciały też resztki dobrego humoru i sympatii do chłopaka, który potrafił spędzić pół godziny nie urażając śmiertelnie Anglii.
- Zabawne tylko, że w takim razie psujesz mój język, zamiast męczyć hiszpański - prychnął jeszcze, wymijając Amerykę na schodach i lekko go trącając.
Miał spędzić ten wieczór z Alfredem, żeby przynajmniej to było zgodne z wytycznymi rządu. W tym momencie był jednak zbyt podburzony, więc przyśpieszył kroku i zniknął wśród tłumu.
A było w czym znikać. Pomieszczenie było ogromne, jasne i robiło wrażenie przepychem. Zwłaszcza, gdy wziąć pod uwagę, że pasażerem mógł być każdy, oczywiście, jeśli miał wystarczająco pieniędzy. Podobne kasyna widywano w co lepszych amerykańskich lokalach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Pią Paź 12, 2012 3:30 pm

Ledwie Anglia wmieszał się między ludzi, Alfred poczuł się nieswojo. Naturalnie, nie dlatego, bo otaczali go Brytyjczycy - to już nie był Londyn i Kirkland miał rację co do tego, że sporo tu jest Amerykanów. Alfredowi wystarczyło rozejrzeć się wokoło, by pochwycić któregoś spojrzeniem. Nie osamotnienie było powodem jego niepokoju, znajdował się już w rejonie, którego nie mogło dotyczyć poczucie samotności. Chodziło o sam fakt kłamstwa w żywe oczy, do tego powiedzianego bardziej tak, żeby coś powiedzieć, niż ze szczerej chęci wścieknięcia Anglii. Z resztą, jak niby Amerykanin mógł w ogóle sądzić, że Arthur poczuje się za coś takiego urażony? To znaczy, niewykluczone, że nie był, ale tak wyglądał, gdy zniknął w tłumie; bo chwilę wcześniej jego oczy tak jakoś wściekle błysnęły, a głos stał się jeszcze chłodniejszy, niż wcześniej.
A przecież, na logikę i chociażby przez fakt języka - Alfred nie czuł się ani trochę hiszpański. Umiał posługiwać się tym językiem, może nie perfekcyjnie, ale na tyle, by porozumieć się z otoczeniem, ale, do cholery, co go obchodził Antonio, czy, tym bardziej, Portugalia...! Kiedy to Anglia go wychował, to on tłumaczył mu podstawowe rzeczy, to on...
Rzecz jasna, to wszystko było, zanim Anglia Alfreda oszukał.
Idiota jestem, że się tym przejmuję, pomyślał Alfred. On doskonale wie, że skłamałem, i robi mi problem, żebym czuł się z tym źle.
Tak, tak musiało być. W końcu Anglia zawsze wiedział o uczuciach Alfreda, nieważne, jak bardzo on chciałby je ukryć. Dlatego Amerykanin musiał, po prostu musiał nienawidzić go szczerze.
Zapomnij o tym, nakazał sobie Alfred.
Następnie odwrócił się od kierunku, w którym poszedł Anglia, i ruszył na poszukiwanie Amerykanów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   Sob Paź 13, 2012 5:58 am

On nigdy się nie nauczy.
Fakt prosty, acz trudny do przyswojenia i chociaż Anglia to rozumiał, to nie zawsze był w stanie wnieść swoją wiedzę do życia. Od stu sześćdziesięciu lat próbował nauczyć się Amerykę ignorować. Skutek był taki, że Alfreda potrafił ignorować najwyżej wtedy, gdy nie było go w pobliżu, albo gdy przynajmniej jeden z nich był otoczony ścianą ludzi. Teraz trafiła mu się ta druga okazja.
Gratulacje, premierze, twój plan integracji był cholernie pouczający.
Lawirował między tłumem, czując, jak złość ciągle w nim buzuje. Doskonale zdawał sobie sprawę, że niedługo to uczucie przycichnie, Anglia często wpadał w wściekłość i równie szybko się uspokajał. Nawet teraz zaczynał mieć wyrzuty sumienia, że tak szybko rozdzielił się z Ameryką. Przecież jeśli nie zdołają spędzić chociaż części czasu razem, to ta wizyta będzie kompletnie pozbawiona sensu. Chociaż w porządku.
Zwolnił kroku, zaczynając w końcu rozglądać się po ludziach. W porządku. Ta wizyta nie mogła być pozbawiona sensu. Przecież Ameryka powiedział mu wtedy wiele rzeczy, wtedy, u Sally. Powiedział, że nie potrafi dobrze nienawidzić.
Teraz Anglia musiał się do tego ustosunkować. Żałował tylko, że nie poruszył tematu chwilę wcześniej, kiedy udało im się przez moment rozmawiać normalnie. Ale potem... Ten cholerny gówniarz jak zwykle wszystko spieprzył.
Anglia sam nie wiedział, kiedy w ręce wylądowała mu szklanka z alkoholem. Nie był też pewien, w którym momencie przyłączył się do roześmianej grupki trwoniącej pieniądze przy ruletce. Ale cóż, przyda mu się chwila zapomnienia, zanim upokorzy się po raz setny i odszuka idiotę. W głębi duszy był zły na to, że Ameryka za nim nie poszedł, ale przecież... Nie mógł spodziewać się niczego innego.


yay, mój trzysetny post to kompletny i totalny random. <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: RMS Queen Mary   

Powrót do góry Go down
 
RMS Queen Mary
Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Wielka Brytania-
Skocz do: