IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Okolice Londynu

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   Sob Lis 03, 2012 1:57 pm

- Przyjemność po mojej stronie, panie Churchill - odparł Anglia z uśmiechem i zabawne, chyba tylko w towarzystwie tego człowieka jego sztuczne uprzejmości przestawały być sztuczne. Naprawdę lubił tego człowieka i naprawdę mu ufał tak, jakby nie zaufał żadnej personifikacji. Zresztą życie krajów było zbyt długie, by dało się wytrwać w jakimkolwiek uczuciu. Nienawiść mogła trwać wieki, miłość wybuchnąć jak pożar i szybko zniknąć. Ludzie żyli za to zdecydowanie zbyt krótko, by móc zmienić zdanie. Dopóki Churchill kochał swoją ojczyznę, ta była w stanie... No może nie pójść za nim w ogień, to byłoby nierozsądne, ale na pewno ten ogień wzniecić.
- Cóż, w takim razie do zobaczenia w parlamencie - dodał jeszcze, zabierając ze sobą płaszcz, a potem wyszedł. Deszcz ciągle padał, ale byli w Anglii. Tutaj zmiany nigdy nie nadchodziły zbyt szybko. Jeśli już, zwykle nadchodziły od strony kontynentu.
Anglia jeszcze raz spojrzał na dom Churchilla, a potem odwrócił się i odszedł.

[z/t, no chyba <3]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   Wto Sty 22, 2013 12:32 pm

Tym razem dzień był pogodny i leniwy. Sunday w końcu miała coś wspólnego ze słońcem, więc w okolicznym parku roiło się od matek z dziećmi i spacerujących ludzi. Jak na przedmieścia Londynu, te były wyjątkowo przyjemne i urokliwe. Samochody przejeżdżały przez ulicę naprawdę z rzadka, a jeden z nich właśnie zatrzymał się w bocznej uliczce i ucichł przywracając spokojną, nieco senną ciszę. Anglia zamknął za sobą drzwi od samochodu, poprawił płaszcz i przyłączył się do nielicznych przechodniów. Żałował, że nie może udzielić mu się ich humor. Większość ludzi nie myślała o sytuacji na świecie, ale ciągle podświadomie ją odczuwała. Teraz oni wszyscy spokojnie pozwalali się okłamywać ulotnemu spokojowi poranka i, może jeszcze bardziej ulotnemu, spokojowi świata. Czasami naprawdę chciałby być jednym z tych zwykłych ludzi i, podobnie jak oni, wierzyć, że jedno cholerne Monachium przyniosło im pokój i teraz można wrócić do przejmowania się rachunkami.
Westchnął. Ostatnio podobne myśli nie opuszczały go na krok. Miał szczęście, że na tej ulicy żyła jedna osoba która, dokładnie tak samo jak on, przeczuwała nadciągające chmury.
Arthur w końcu doszedł do domu należącego do byłego premiera Wielkiej Brytanii, odetchnął cicho i zapukał. Drzwi otworzyły się po krótkiej chwili. Tym razem był umówiony.
- Dzień dobry - przywitał się, przywołując na twarz uśmiech, jakby zapominając, że Churchilla jeszcze nigdy nim nie oszukał. Ale był Anglikiem. Swoje zmartwienia dla zasady utrzymywał swoimi. - Proszę spojrzeć na ten cud - dodał z niesłyszalną ironią. - Pogoda dopisuje, więc może... Co pan powie na spacer?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winston Churchill
Szept
avatar

Male Liczba postów : 39

PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   Wto Sty 22, 2013 6:20 pm

Winston Churchill siedział w jednym z foteli, przeglądając poranną prasę z zamyśleniem na twarzy. Obok niego na stoliku stała parująca filiżanka herbaty, najwyraźniej zapomniana przez właściciela, którego czujny wzrok przesuwał się po kolejnych linijkach tekstu. Przez twarz mężczyzny przebiegło coś na kształt zniecierpliwienia, gdy doszedł do kolejnego zdania, które rozpisywało się nad wspaniałością konferencji w Monachium. Nigdy by nie przepuszczał, że słowo sukces potrafi mieć aż tyle synonimów. Szczególnie, że on użyłby nieco innego określenia, choć potrzebowałby do tego słownika antonimów. Odłożył na bok gazetę i sięgnął w końcu po filiżankę.
– Imbecyle – mruknął w stronę ciemnego płynu. Jak mógł się spodziewać, herbata nie odpowiedziała. Nie potrzebował jednak potwierdzenia. Tym bardziej, że utwierdzał się w przekonaniu, iż politycy w obecnych czasach mają zdecydowany problem z czymś, co nazywało się myśleniem.
Słysząc pukanie do drzwi podniósł się nieśpiesznie i ruszył w ich stronę. Spodziewał się gościa, już wcześniej poinformował o tym Clementine, która postanowiła skorzystać ze słonecznej pogody i wybrała się z Mary na spacer. Był pewien, że dobrze im to zrobi. Clementine była ostatnio pod wielką presją i to głównie z powodu jego ostrych komentarzy odnoszących się do obecnej polityki państwa. Naturalnie wolałby, żeby ludzie mieli na tyle odwagi by mówić mu to wszystko w twarz, a nie denerwować jego żony, ale najwyraźniej niektórzy nie doświadczyli na sobie humorków Clementine. Jak każda kobieta – potrafiła być groźna.
– Witaj Arthurze – skinął głową na powitanie, przyglądając się młodemu mężczyźnie, który czekał na niego za drzwiami.
Arthur Kirkland był osobą specyficzną. W dosłownym tego słowa znaczeniu i choć Churchill czuł do niego należyty szacunek, to z drugiej strony czuł się też za niego odpowiedzialny i już dawno porzucił zbędne formalności. Choć zapewne dla blondyna kilkanaście lat nie było długim okresem, jednak Winston miał wrażenie, że zdołał poznać dość dobrze swój kraj, przez wszystkie lata swojego życia. Nic dziwnego więc, że jego uwadze nie umknął uśmiech, który widział na jego twarzy.
– Tak, pogoda też ma poczucie humoru – zauważył. - Z przyjemnością. Clementine nie darowałaby mi, gdybym cały dzień przesiedział w gabinecie nad książką – uśmiechnął się lekko. - Zresztą, przy ładnej pogodzie będzie się nam przyjemnie rozmawiało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   Wto Sty 22, 2013 7:20 pm

Właściwie był marzec, więc dzień nie był ciepły; lepiej stwierdzić, że nie był zimny. Wiejący wiatr niósł ze sobą chłód. Anglicy wiedzieli, że na nic lepszego nie powinni liczyć w kwestii pogody i dyplomatycznie uznawali dzień za raczej ładny.
- Trudno nazwać to poczuciem humoru - podjął automatycznie z niewymuszoną uprzejmością. - To najwredniejsza bestia, jaką spotkałem, a proszę mi wierzyć... - W jego głosie pojawiła się śladowa rezygnacja, jak zawsze, gdy pewne wspomnienia z przeszłości wypływały na wierzch. - Spotkałem parę. Cóż - zmienił gładko temat, prostując się i uśmiechając nieco szerzej.
- Pańska żona ma rację. - Przez jego twarz przeszedł cień.
Żony przeważnie miały rację, a już zwłaszcza, gdy jej nie miały. Anglia naprawdę cię cieszył, że w swoim długim życiu nie ożenił się zbyt wiele razy, choć wciąż pamiętał Henryka VIII, który wciąż powtarzał, że życie Anglii jest za długie, by tak ciągle spędzać je samemu. Jakby nie wystarczył mu rozłam Kościoła uznał, że Arthur zasługuje na jakąś kobietę.
Anglia do tej pory nie był w pełni przekonany, czy Henryk nienawidził go aż tak, czy po prostu dodawał swoją brukowaną kostkę do wejścia piekieł.
W takich momentach jak ten, zaczynał się nawet cieszyć, że mają już połowę XX wieku, a Chamberlain nigdy nie proponował zapoznania go z którąś ze swoich sióstr.
- Czytał pan dzisiejsze gazety? - podjął spokojnie, gdy już wyszli na śpiącą uliczkę. - Minęło prawie pół roku, a oni ciągle cieszą się z konferencji monachijskiej. Podobno nominowano już pięciu biorących w niej udział dyplomatów do pokojowej nagrody Nobla... W tym i premiera - rzucił w powietrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winston Churchill
Szept
avatar

Male Liczba postów : 39

PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   Sro Sty 23, 2013 4:27 pm

Winston zarzucił na siebie płaszcz wiszący w progu. Wprawdzie była już wiosna, a niosło to za sobą nieuniknione ocieplenie, jednak temperatura nadal była daleka od wysokiej. Zresztą, nie wymagał wiele, nawet w lecie można było mówić o lekkim chłodzie. Choć, z perspektywy Brytyjczyka takiego jak on, pogodę mierzyło się innymi kryteriami.
– Tak wiem – uśmiechnął się lekko. - Często powtarza, że ją ma.
A mimo to, przy wszystkich kobietach, które w życiu udało mu się spotkać, cieszył się, że to właśnie u jej boku przyszło mu żyć.
Wyszedł na zewnątrz i zamknął drzwi za sobą, wrzucił klucz do kieszeni, po czym ruszył wraz z Anglią w stronę spokojnej, urokliwej uliczki, która biegła wzdłuż jego domu.
– Czytałem i owszem – skinął głową.
Miał ochotę nawet zapalić, by uczcić to, co wypisali tam zajadli dziennikarze, ale szkoda było wyśmienitych cygar na ten druk. Poprawił kapelusz.
– Cóż, w końcu dali Wielkiej Brytanii „spokój”, czyż nie? – parsknął.
Stanowisko Churchilla było powszechnie znane i nazwanie go „kontrowersyjnym”, było delikatnym ujęciem. W końcu nazywanie czyjegoś rządu „hańbą”, nigdy nie należało do przyjemnych słów, jakie wypisano w podręczniku etykiety przy piciu popołudniowej herbaty.
– Całe pół roku, dokładniej rzecz biorąc. Ciekawe czym następnym zapłacimy, w końcu ceny na rynku ostatnio rosną. Może tym razem sprezentujemy mu Beneluks, przewiązany czerwoną wstążką? – spytał.
Irytowała go bezczynność rządu, bardziej, niż mógł to wyrazić w dosadnych słowach. W jego przekonaniu tylko natychmiastowa interwencja mogła zaradzić rosnącemu zagrożeniu, jakie tworzyła Trzecia Rzesza. Ale oczywiście nikt go nie słuchał, ludzie cieszyli się, dziwne, że jeszcze nie robili z tej okazji żadnej parady. Londyńczycy lubili wystawne przejazdy koronowanych głów, ta też przypadłaby im do gustu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   Sro Sty 23, 2013 9:28 pm

Poruszanie tematu konferencji mogło zepsuć ten przyjemny dzień na starcie, ale Anglia, mimo wszystko, chciał o tym porozmawiać. Tak samo jak o wielu rzeczach. W czasach, kiedy przestał zgadzać się z własnym premierem miał rosnący mętlik. Większość polityków nie popierała polityki Chamberlaina, nie chcieli wojny, ale z rozmiłowaniem operowali pojęciem honoru. Zwyczajni ludzie po prostu chcieli wierzyć w pokój i cieszyli się z każdego kolejnego miesiąca. A on... On czuł wszystko. Zdecydowanie i wątpliwości jednocześnie, szczęście z pokoju, hańbę z uniżania się przed Hitlerem... Wszystko. Na dodatek wiedział, że rzucenie się w wir pracy było błędem. Nie osiągnął nic poza szczegółową wiedzą na temat wszystkiego, czego tylko mógł. Nie mógł przygotowywać się do wojny, kiedy premier uśmiechał się do niego z tą wyraźną ulgą i dumą, że udało mu się sprowadzić pokój. Nawet cholerny Hiszpania kończył swoją wojnę domową, a tymczasem on... Zastygł w bezczynności. Właśnie dlatego chciał usłyszeć zdanie Churchilla, nieważne, jak niepoprawne by było. Ten człowiek zawsze znał odpowiedzi, a przynajmniej potrafił je szybko wymyślić. Anglia czuł do siebie niejaki wstyd za to, że, chcąc się uspokoić, przyszedł pobyć właśnie z nim, a nie z Jego Wysokością czy premierem. Ale... To nie była do końca jego wina. Nie tylko Arthur Kirkland chciał przyjść na to spotkanie. Anglia, choć może bardziej podświadomie, też tego potrzebował.
Uśmiech na jego twarzy drgnął lekko na wspomnienie o spokoju, ale Anglii udało się go utrzymać. Nawet jeśli teraz zrobił się nieco bardziej zażenowany, a on sam ukrył dłonie w kieszeniach płaszcza i odetchnął niezauważalnie. Odczekał krótką chwilę, zanim odpowiedział.
- Niektórzy powiedzieliby, że raczej pokój - stwierdził beznamiętnie i odchrząknął. Prawdopodobnie powinien bronić swojego stanowiska, ale, w gruncie rzeczy, czuł do Churchilla na tyle szacunku, by nie wyrażać swojego zdania, za to wysłuchać jego. Tymczasem przeszli przez pasy. Chociaż nie przejeżdżał żaden samochód i pewnie żaden w najbliższym czasie by nie nadjechał, zasady były zasadami. Nawet jeśli pasy sprawiały, że mieli spory kawałek do nadrobienia, tak Anglia nawet nie pomyślał, by po prostu przejść przez pustawą ulicę do parku.
- Beneluks nie jest naszym sojusznikiem - zauważył rozsądnie. - Choć ostatnio mnożą się problemy z Polską. Zresztą, trudno o tym nie słyszeć - spojrzał na Churchilla. - Jest pan pewien, że chce dyskutować o polityce? Minęło dużo czasu, odkąd rozmawialiśmy o pana książkach.
Tym razem wysilił się na szczery uśmiech, chociaż nie potrafił opanować pewnego zmęczenia. Miał we krwi sprawianie wrażenia silniejszego niż się w rzeczywistości czuł, a naprawdę nie przyszedł po to, by się wyżalić. Sama obecność tego człowieka uspokajała go w jakiś sposób, nawet jeśli swego czasu miał go już dość. Cóż, czasy się zmieniają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winston Churchill
Szept
avatar

Male Liczba postów : 39

PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   Sob Sty 26, 2013 6:46 pm

– Pokój – powiedział krótko Winston.
Gdyby nie był Brytyjczykiem, zapewne wypluł by to słowo z odrazą. Nie chodziło o to, że nie lubił pokoju. Szanował środki, które prowadziły do rozwiązania konfliktu bez rozlewu krwi, ale z drugiej strony nie wierzył w to, że układanie się z faszystami da im cokolwiek. To tylko kilka miesięcy dłużej bez wojny. Tak, dla zwykłych ludzi to dar, ale dla sprawnego polityka to tylko próby zdmuchnięcia ciężkich, burzowych chmur wachlarzykiem z jarmarku.
– Rzeczywiście, nie musimy więc dołączać kokardki – stwierdził, uśmiechając się do Anglii.
Choć trudno było nazwać ten uśmiech radosnych, nie niósł on ze sobą złych intencji. Winston… Szanował Anglię, patrzył z niemałym podziwem na wiedzę i doświadczenie kraju, zamkniętego w ludzkim ciele. Troszczył się o swoją ojczyznę, ale to czasami wymagało szorstkich słów, przynajmniej skierowanych w stronę rządu, który podejmował tak idiotyczne decyzje. Nie, wiedział, że nie stoi za nimi Anglia. Anglia tylko się dostosowywał. Bronił stanowiska „Anglii” na arenie międzynarodowej. Nie mógł mieć mu tego za złe. Tym bardziej, że go lubił. Choć wtedy wolał mówić o nim jako o Arthurze. To brzmiało bardziej na miejscu. Niektórzy lubili rozdzielać swoją osobę na tą w pracy i w domu. On był takim przypadkiem, to samo robił więc i z innymi. Ktoś mógł być naprawdę świetnym człowiekiem, ale także skończonym osłem na swoim stanowisku. Ludzie idealni, o ile istnieli, wyginęli dawno temu.
– Ah, Polska… – zmarszczył brwi. - Ten kraj ma to nieszczęście, leżąc na styku dwóch najgorszych państw w tym okresie – zawyrokował w końcu, nie dodając nic więcej.
O ile faszyzmem pogardzał, o tyle komunizmu nienawidził z całego serca. Współczułby zapewne małemu państewku na mapach Europy, ale bardziej irytował go fakt, że Hitler dostaje wszystko, czego chce. Za ich przyzwoleniem.
– Masz rację, polityka w ostatnich czasach to przykry temat – pokiwał głową. - Moje książki… Tak, mam ostatnio trochę czasu na ich pisanie, a twoja pomoc jest nieoceniona. Mimo to odnoszę wrażenie, że jesteś zmęczony. Nie potrzebujesz może chwili odpoczynku? – zauważył, przyglądając się Anglii uważnie.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   Sob Sty 26, 2013 8:38 pm

Anglia uznał odpowiedź za zbędną, więc milczał, dopóki nie znaleźli się w parku. To był krótki moment, nie więcej niż parę sekund, dzięki którym zdołał zebrać myśli i ubrać je w odpowiednie słowa. Rzadko zachowywał się w ten sposób przy personifikacjach, ale innym państwom ciężko przychodziło słuchanie, a on przecież zawsze miał wyrobioną opinię na większość tematów. Mimo to lubił spokojne, kulturalne konwersacje. Mógł sobie na nie pozwolić tylko w towarzystwie własnych ludzi. Oni rozumieli, w czym rzecz, nawet ci z niższych warstw społecznych. Pozwalali milczeć i sami milkli, kiedy potrzebowali czasu. To było... Po prostu w porządku.
- Sądzę, że to my mieliśmy większe nieszczęście sprzymierzając się z Polską - skrzywił się prawie niezauważalnie, zanim zdał sobie sprawę i w porę przywrócił neutralny wyraz twarzy. - Ale to tylko... Prywatna opinia.
W każdym razie, częściowo. Polska był po prostu płotem między dwoma państwami. I, szczerze mówiąc, Anglię to irytowało. Gdyby tylko Niemcy i Rosja nie byli oddzieleni jednym, świeżo przywróconym do statusu państwa kraikiem, to mogliby spokojnie rzucić się sobie do gardła. Skłócenie ich byłoby o wiele łatwiejsze, nie musiałby się martwić o to, że głupie zachowanie polskiego rządu sprowadzi na niego kłopoty. Cholera. Dlatego nie znosił sojuszników. Zwykle było z nich więcej problemu niż użytku.
Prawda była taka, że, dla Anglii, Polska już był właściwie skończony. Nie przyznawał się do tego nikomu, ale żył już dość długo, by zauważyć tendencję. Ludzie lubili zachowywać pozory, a on był tylko obserwatorem, niewiele ponad tym, więc lepiej było nie mówić takich rzeczy. Zresztą, zawsze mógł się mylić. Wiedział, że Feliks tak czy siak będzie w jakiś sposób użyteczny. Jeśli nie jako sojusznik... To jako mięso armatnie. Ale zachował te przemyślenia dla siebie, bo wypowiedzenie ich na głos byłoby zwyczajnie niestosowne.
Drgnął dość niespokojnie, kiedy Churchill, według niego nagle, zauważył zmęczenie. Arthur nie był nawet pewny, co do końca go zdradziło, więc tylko potrząsnął lekko głową i wyprostował się z godnością.
- Nie jestem zmęczony. W istocie, nie mam nawet powodów, żeby być - zaprzeczył starając się mówić łagodnie. - Imperium sprawia o wiele mniej problemów niż mogłoby i... Jest w porządku.
Umilkł na chwilę. Anglia zawsze potrzebował momentu, zanim przypomniał sobie odpowiednią instrukcję do okazania uczuć. Mógłby teraz porzucić temat i spokojnie wrócić do rozmowie o książce, czymkolwiek. Nawet, jeśli naprawdę miał ochotę opowiedzieć Churchillowi tą inną prawdę, o mętliku w głowie, niecierpliwości i oczekiwaniu na walkę. O rosnącej irytacji na Chamberlaina i beznadziejnych wątpliwościach. Pod tym względem Wielka Wojna była o wiele lepsza. Ciągle w okolicach szczytu własnej potęgi, nadal pewny siebie i nie nie wiedzący niczego o wojnie, która miała nadejść. Decyzja o jej podjęciu przyszła nagle i Anglia pamiętał tylko entuzjazm. Teraz było inaczej. Nie pozwalali mu odnaleźć własnego zdania, jednego dnia miał dość martwienia się wojną i miał ochotę z całym sercem podejść do polityki pokoju, a innego... Innego chciał tylko, żeby ten cholerny Niemcy przestał pogrywać w przeklętą gierkę i w końcu wykonał ruch. Wojna powinna zacząć się jak najszybciej. Wiedział, że ona da mu siły. Po prostu...
- To tylko zamieszanie, które musi minąć - powiedział powoli i odetchnął. Uśmiechnął się nagle, ale to był raczej posępny uśmiech, przeznaczony dla bardzo wąskiej grupy osób.
Jego ludzie słuchali o pokoju i widzieli strach premiera. Mimo to nie byli tchórzami. Dopóki ktoś wmawiał im, że pokój to najlepsze wyjścia, słuchali go i nie myśleli o wojnie, ale Arthur wiedział najlepiej, że... Po prostu nie byli tchórzami. Gdyby tylko Chamberlain pozwoli w końcu na mówienie o wojnie, wtedy wszystkie te małe, żałosne problemy natychmiast zniknęłyby z jego umysłu. Nie znosił zbyt dobrze oszukiwania samego siebie, a właśnie to próbowało się dziać.
- Wielu słucha pana słów - powiedział nagle, odwracając twarz w kierunku byłego premiera. - Już nie tylko w parlamencie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winston Churchill
Szept
avatar

Male Liczba postów : 39

PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   Nie Sty 27, 2013 8:27 pm

– Tak – zgodził się Winston, skinąwszy przy tym lekko głową. - Popełniliśmy błąd. Ktoś mógłby powiedzieć, że chcieliśmy być mili – zauważył z lekkim uśmiechem.
Bo jak inaczej wyjaśnić układ, który nie przynosił korzyści? Ten sojusz był ładny tylko z zewnątrz – ostrzeżenie dla Hitlera, że nie dostanie wszystkiego, na co ma ochotę. Zabezpieczenie. W końcu, kto ośmieliłby się zaatakować sojusznika Wielkiej Brytanii, wywołując tym samym kolejną wojnę światową? Kiedyś, w innych czasach może nikt, ale teraz świat się zmienił. Nie wszystko było takie proste, jak wydawało się niektórym, a samo straszenie nazwą państwa nie wystarczyło. Trzecia Rzesza była ambitna i jeśli choć trochę przestudiowała historię, mogła domyślać się, że Brytyjczycy niechętnie ostatnio patrzyli na ten zobowiązujący pakt, zawiązany bardziej na własną szkodę.
Dla wyspiarzy sojusze były często słowem, które traciło na znaczeniu, gdy przestawały się opłacać.
– Ah tak, w porządku – powtórzył z małą wiarą w głosie.
Badawcze spojrzenie nadal spoczywało na jego towarzyszu. Churchill przywykł do tego, że ludzie kłamią i udają. Jeden z nieodłącznych elementów wszystkiego, co dotąd miał okazję uświadczyć w życiu. Szkoły, wojny, polityki, życia na salonach. Może to dlatego był bardziej wyczulony na te subtelne gesty, które zdradzały innych. Oschłość Anglików w okazywaniu uczuć i skarżenia się na niedogodności była tak charakterystyczna, że tylko Anglik potrafił przejrzeć przez nią w zupełności. Winstonowi udawało się tak z wieloma ludźmi, ale w jego ojczyźnie zawsze pozostawało coś nieodgadnionego. Nawet jeśli znając samą sytuację w państwie, potrafił stwierdzić, że nie jest w porządku. A na pewno mogłoby być lepiej, mimo tych niespokojnych czasów.
– Wielu przejrzało na oczy. Dostrzegło, że to „zamieszanie” ma drugie dno – stwierdził spokojnie, jakby fakt ten nie zdziwił go zbytnio. - Mam tylko nadzieję, że nie będzie za późno. Nie chciałbym obudzić się pewnego pięknego dnia i zobaczyć swastyki powiewające naprzeciw Dover – dodał poważnie. Spojrzenie jasnych oczu ponownie wbiło się w blondyna, przyglądając się mu uważnie. - A ty Arthurze? Jakie jest twoje zdanie?
Nie przypadkiem zaakcentował te dwa słowa. Chciał znać zdanie Arthura Kirklanda. Nie Zjednoczonego Królestwa, nie Anglii, ale właśnie Arthura. Jako osoby, która nie musi patrzeć na ręce swoim przełożonym. Zastanawiała go jego opinia. Jakąś wyrobił sobie na pewno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   Pon Sty 28, 2013 8:45 pm

- Tylko ktoś, kto niekoniecznie zna się na polityce - odparł, ale mimo uśmiech na jego twarzy jakby przelotnie się ocieplił. Oczywiście, był Anglią, więc dobre momenty zwykle nie trwały długo. Dlatego też szybko spochmurniał wiedząc, że wypada dodać prawdę. - Wspomaganie mniejszych państw było tradycją imperium ale teraz... Rzeczywiście odwraca się przeciwko nam.
Chwile spokoju jak te... Kiedy ostatni raz wyjechał z Londynu? Nie do obcych państw, nie w sprawach biznesowych. Park przypominał, że brakowało mu wsi. Angielskich ogrodów i dni wypełnionych niczym. Uznał, że to dobry pomysł i być może porozmawia o tym z premierem. Jeśli wojna ma wybuchnąć przez Polskę, na pewno będzie potrzebował najpierw chwili spokoju. O ile wcześniej nie zaduszą go własne myśli.
Zabawne.
Z wewnętrzną wdzięcznością przyjął fakt, że Churchill nie pociągnął tematu. Po prostu przeszli z tym do porządku dziennego. Anglia miał ochotę dziękować siłom wyższym, że w tych czasach na powrót podarowali mu kogoś, kto być może znał go lepiej niż on sam.
- Nie ma mowy, żeby coś takiego mogło się zdarzyć - odparł z przekonaniem. Francja może był lekkoduchem - a właściwie ignorującym zagrożenie leniwym półinteligentem, który zasługiwał, by rzucić go na pożarcie dzikim psom - to jednak nie był słaby. Miał to swoje zgasłe od lat mocarstwo, miał armię. Przestarzałą i wcale nie chciał słuchać, gdy Anglia mówił mu, że najwyższy czas to zmienić. Ale ah. Na pewno nie upadnie prędko. Nie, kiedy będzie zdawał sobie sprawę, że to od ich dwójki zależy los wojny. - Nieprędko w każdym razie. Będzie czas, by odpowiednio się przygotować i... Słucham? - urwał nagle w połowie dyplomatycznego zdania i zamrugał, jakby niepewny. Prawie przegapił to znaczące pytanie Churchilla. Z drugiej strony poczuł coś do złudzenia przypominającego satysfakcję. Nie każdy człowiek pytał go o własne zdanie, a ci, którzy tego nie robili, byli według Arthura ignorantami. Ha. Jakby w ogóle potrzebował powodu, by szanować tego człowieka. Wiedział, że Churchill miał wady, miejscami zawodził go i denerwował już w Wielkiej Wojnie. Ale mimo to... Musiał przyznać, że w tych czasach nie spotkał odpowiedniejszego człowieka.
Na moment zamilkł, znowu przybierając idealnie obojętną postawę. W tym momencie w oczy rzucił mu się przysadzisty kościół po drugiej stronie parku. Spojrzał w jego kierunku z namysłem.
- Często odwiedza pan kościół? - zapytał zdawkowo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winston Churchill
Szept
avatar

Male Liczba postów : 39

PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   Wto Sty 29, 2013 3:09 pm

– Płacimy za brak rozsądku i zaślepienie, a niektórzy nadal wolą żyć przeszłością – zauważył.
Musiało to brzmieć dziwnie z ust mężczyzny, który sam nie był już młody, ale nietrudno było stwierdzić, że środowisko polityczne było skostniałe. Miało swoje konserwatywne poglądy, które sam cenił, ale z drugiej strony patrzyli na świat przez pryzmat dawnych lat, które niestety były już historią. Nawet jeśli Wielka Brytania nadal niewątpliwie pozostawała potęgą, ostatnia wojna pokazała, że musi się liczyć z innymi, silnymi graczami. Wyrosła jej niebezpieczna konkurencja.
– Mam nadzieję – mruknął.
Doświadczenie nauczyło go, że nic w życiu nie jest pewne. Któż mógłby przypuszczać, wtedy w Turcji, że decyzje armii, jedna za drugą, będą tak katastrofalne w skutkach. Że coś, co miało być marszem po zwycięstwo przez pozycje słabo uzbrojonych żołnierzy osmańskich, okaże się być krwawą łaźnią, zgotowaną Brytyjczykom. Gallipoli było skazą na jego honorze, błędem, który choć odsunięty na bok, został już na zawsze uwieczniony na kartach książek, a dla jego przeciwników stał się idealny argumentem przeciw.
– Pytałem cię, co o tym sądzisz Arthurze – powtórzył Winston. Był upartym człowiekiem i nie poddawał się tak łatwo. Chciał mieć także szersze pojęcie o tym, co działo się wokół niego. Suche fakty nie wystarczyły mu nigdy. Liczby pozostawały liczbami, raport raportami, a on musiał wszystkiego doświadczyć, zobaczyć na własne oczy. Tylko wtedy w całości pojmował wagę wydarzeń, które rozgrywały się w jego otoczeniu.
– Chodzimy z Clementine na niedzielne nabożeństwa – wyjaśnił krótko.
Uważał modlitwę za dość istotny element jego życia, ale wiedział także, że wzniesienie rąk do nieba niczego nie zmieni. Człowiek musiał działać sam, a nie polegać na siłach wyższych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   Wto Sty 29, 2013 3:10 pm

Anglia zastanowił się przez moment na odpowiedzią, w każdym razie gdy już wykluczył, że Churchill próbował go obrazić albo zawrzeć niewidoczny przytyk ukryty między wierszami. W końcu zdecydował, ze to prawie na pewno była sucha szczerość, dość niezwykle dla polityków. Zwykle słyszał wiele rzeczy z ich ust, najczęściej to, jaki był i jaki być powinien. Czasami dowiadywał się o sobie całkiem zabawnych faktów.Biedna staną.Anglia nie.może oddychać, Anglia nie może wybaczyć tej porażki, Anglia jest po stronie klasy pracującej, Anglia chce pokoju. Najlepszą z plotek, które usłyszał w ostatnim czasie brzmiała, że Anglia jest kobietą i oczekuje prawa głosu dla wszystkich innych. Gdy towarzyszył mu dobry humor twierdził, ze wszyscy ci ludzie brzmieniu jak opiekuńcze niańki mylące własną opinię ze zdaniem podopiecznego. W gorszym humorze twierdził z grubsza to samo, tylko znacznie mniej dyplomatycznie.
Ludzie bardzo lubili tłumaczyć swoje egoistyczne idee dobrem kraju. Szczęśliwie, Churchill nigdy nie był jednym z nich.
- Niezależnie od czasów, zawsze było podobnie - odparł. - Chociaż zwykle udawało się uniknąć pomyłek, na które moglibyśmy pozwolić sobie dwadzieścia lat wcześniej.
Zastanowił się, czy nie powiedział zbyt dużo. Obarczanie Churchilla własnym zdaniem nie dało mu nic poza sfrustrowani tego człowieka. Gdyby wiedział z iloma jego słowami zgadzał się w głębi duszy Arthur, złość na rząd mogłaby w nim tylko urosnąć.
- Sądzę o czym, sir? O sytuacji w domu czy o wojnie? - dopytywał z uprzejmym uśmiechem, upatrzony w budynek kościoła, który.zdawał się w tym momencie zajmować bardziej niż rozmowa. - Postępuje pan słusznie. Właśnie zdałem sobie sprawę, ze sam nie odwiedzałem tego miejsca od zbyt dawna. Pozwoli pan? - zapytał retorycznie i wolno ruszył w kierunku kościoła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winston Churchill
Szept
avatar

Male Liczba postów : 39

PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   Sro Sty 30, 2013 1:40 pm

Zwykle. Świat jednak zmienił się od tego czasu. Każde kolejne dwadzieścia lat dostarczało nowym problemów, państwa rosły w siłę. Układ sił na wielkiej szachownicy zwanej światem ulegał zmianie i trzeba było czujnie obserwować te ruchy. On sam miał w tym doświadczenie. Jako korespondent wojenny i jako żołnierz. Jeździł do krajów ogarniętych konfliktami zbrojnymi. Przyglądał się nowemu uzbrojeniu, widział, jak potęgi upadają, a podległe tereny buntują się przeciwko swoim panom. Świat był niespokojny. Nawet teraz, gdy ludzie tak bardzo liczyli na pokój.
– Każdy popełnia błędy – stwierdził spokojnie. - Ale są sytuacje, w których to nie wypada – uzupełnił, jakby błędna decyzja w polityce była faux pas, a nie katastrofalnym w skutkach wyrokiem.
– Oczywiście – skinął głową, ruszając za nim.
Zerknął przelotnie na niewielki kościółek, do którego się zbliżali. Nie był niczym szczególnym, wybudowany zapewne niedawno, na potrzeby rosnącego osiedla. Skromny z zewnątrz, najprawdopodobniej nie opływał też w luksusy w środku, ale zwykłym ludziom wystarczał do szczęścia. Winstonowi też by wystarczył. Nie przywiązywał się szczególnie do przepychu i potrafił radzić sobie w ciężkich warunkach. Nie zmieniało to jednak faktu, że były drobne rzeczy w jego życiu, na które był gotów wydać trochę więcej. Jak cygara czy dobry alkohol.
Uśmiechnął się uprzejmie.
– Wojna jeszcze się nie zaczęła, ale możemy porozmawiać i na jej temat – złapał go za słówko, które choć nie musiało niczego za sobą nieść, w sytuacji, gdy wszyscy mówili o pokoju – pochwyciło od razu uwagę Churchilla. - Interesuje mnie twoja opinia Arthurze, zarówno w kwestii sytuacji w Wielkiej Brytanii jak i w Europie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   Czw Sty 31, 2013 6:31 pm

- Muszę przyznać, że cieszy mnie pańskie podejście - odpowiedział spokojnie, stwierdzając, że żadne faux pas nie jest jego winą. Statek może przewyższać majestatem wszystko inne, a w drewnie wpisują się lata ciężkich doświadczeń i wiedzy. Ale bez załogi i kapitana okręt nigdy nie miałby szans wyruszyć z portu ani nawet rozłożyć swoich żagli. Istoty takie jak rzadko popełniały błędy - czy robiły cokolwiek innego - same z siebie. To kapitanowie, z ich krótkim życiem i zaślepieniem wynikającym z tego ograniczenia, a, przede wszystkim - z ludzką skłonnością do popełnienia błędów - grali pierwsze skrzypce. Decydował ten, kto trzymał za ster i Anglia nie czuł się upoważniony do obwiniania siebie tylko dlatego, że w tym przypadku był to tchórz. Tchórz z dobrymi chęciami, poprawił się w myślach, bo mimo wszystko, premier nie zasługiwał na tak okrutne podsumowanie.
Drgnął prawie niezauważalnie na uwagę Churchilla, ale jego twarz pozostała pusta. I teraz... Co dokładnie mógłby powiedzieć Churchillowi? Między wierszami, ten człowiek doskonale wiedział, że Anglia po cichu zaczyna brać jego stronę. Może nawet brał ją od samego początku. Był potężnym narodem, dumnym i pewnym swego. Polityka, która zmuszała go choćby do uginania karku przed innymi narodami nigdy mu nie pasowała.
- W takim wypadku - zaczął, zatrzymując się na moment przed wejściem do kościoła. - Sądzę, że droga do Tipperary będzie jeszcze dłuższa i boleśniejsza niż ostatnim razem. Tym bardziej, że jeszcze się nie zaczęła. Pan... Hitler - poprawił się nagle, jakby miał dość udawania, że żywi do tego człowieka jakikolwiek rodzaj szacunku; choćby i tego sztucznego, nierozerwalnie wkutego w jego duszę. - Nie będzie czekał wiecznie, aż zdecydujemy przedłożyć spokojne popołudnia nad spokojną przyszłość. Naprawdę mi przykro, że muszę to mówić, ale proszę pamiętać. To prywatne zdanie - uśmiechnął się ponuro pod nosem, chociaż o wiele bardziej przypominało to skrzywienie. - A jestem już odrobinę znużony tym... Wszystkim - zakończył z odrobiną wahania, jakby powiedział słowo za dużo, albo za mało. Odchrząknął cicho i wszedł do kościoła. Jak zawsze, czekał otwarty na wiernych, którzy zechcieliby się pojawić. Zazwyczaj nie było ich wielu. Anglicy wierzyli, ale niewiele z tym robili. Być może dzięki temu w tym miejscu, zamiast atmosfery świętości, panowało raczej uczucie publicznego domu, w którym każdy może w spokoju pomyśleć. Ucieczka od rzeczywistości. Choćby na krótki moment.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winston Churchill
Szept
avatar

Male Liczba postów : 39

PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   Pią Lut 01, 2013 8:13 pm

Obserwował go uważnie. Gdyby nie fakt, że znaleźli się w kościele, zapewnie odruchowo sięgnąłby po noszone w marynarce cygara i zapalił jedno. Póki co jednak powstrzymywał się. Wbrew pozorom nie był nałogowcem tylko koneserem. Choć wypalał ich dużo, umiał zachować umiar w należytych sytuacjach. Względny, ale zawsze – umiar.
Nie powstrzymał lekkiego uśmiechu, który wykwitł na jego twarzy, gdy Arthur porzucił udawaną grzeczność wobec Hitlera. Dokładnie tego po nim oczekiwał. W jego oczach przywódcza Rzeszy nie zasługiwał na nic, co można było nazwać choćby krztą szacunku. Szalony człowiek opętany manią wielkości. Nie musiał znać go dobrze, widział wiele podobnych typów. Nigdy jednak aż tak skrajnych i z tak wielką charyzmą, by zdołali pociągnąć za sobą naród.
– Oczywiście – skinął głową. Winston nie czuł potrzeby dzielenia się z kimkolwiek jego opinią, wolał zachować ją dla siebie, zapamiętać. Dzięki temu wiedział, co tak naprawdę sądzi jego kraj, gdy politycy nie patrzą na niego wyczekująco, by poparł rządzącą stronę. To była cenna opinia, która utwierdzała go w przekonaniu, że zajął słuszne stanowisko i nie powinien z niego rezygnować. Rzecz jasna wiedział to i bez pomocy innych, ale mimo wszystko…
Wszedł za nim do środka, rozglądając się przelotnie po wystroju. Tak jak się spodziewał, nie było to nic specjalnego czy okazałego. Skromnie, niemalże surowo, ale należycie jak na kościół. Poza tym, ludziom wystarczyło tylko kilka elementów w tym budynku, reszta była zbędną dekoracją.
– Nie dziwię się, przeciąganie nieuniknionego też jest męczące. Wyczerpuje człowieka, a niepokój czai się i daje o sobie znać od czasu do czasu. Dlatego musimy podjąć jakieś kroki, jeśli przyjdzie taka potrzeba. Modlić się mogę tylko o to, by w końcu nawet ci u steru to zrozumieli. Jak sam powiedziałeś, on nie będzie czekał wiecznie. To nie ten typ. Będzie chciał co raz więcej i więcej, a my nic mu już nie możemy zaoferować. Dzień dziecka się skończył – powiedział stanowczo ostatnie zdania, marszcząc brwi. - Nadchodzą ciemne czasy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   Wto Lut 05, 2013 9:39 am

Na świecie niewiele było rzeczy stałych czy niezmiennych. Z biegiem czasu wszystko miało. Ludzie najszybciej, chociaż momentami zdawało mu się, że byli tu od zawsze i świat nie mógłby bez nich funkcjonować. Miał tak z królem Alfredem, Elżbietą i Wiktorią, a ostatnio zauważył, że przyzwyczajał się do obecności Churchilla.Ten człowiek, jego były premier, którym pod koniec wszyscy byli już zmęczeni, nie wykazywał żadnych oznak mentalnej starości. Był jedynym z tych ludzi, którzy.rozumieli Anglię bez słów, ale on i tak do nich mówił, by okazać szacunek. Był dobrym mówcą i intrygującym człowiekiem, pisał warte uwagi książki i był cóż, oparciem. Churchill z krwi i kości, choć na szczęście nie tak zrozumiały jak jego przodek. Anglia wolał, gdy ludzie nie robią z wojny wielkiej sceny dla swoich występów. Winston taki nie był. Dla niego wojna była wojną.
Przestępując próg kościoła - jednej z niewielu rzeczy, które niewiele się zmieniały przez stulecia - Anglia pomyślał właśnie o tym.
Ludzie przemijali pierwsi, a wraz z nim umierał i rodził się porządek rzeczy. Potem znikały ideały; instytucje, wierzenia i poglądy, burzyły się i trwały nie dłużej niż przeciętny sztorm. W następnej kolejności były kraje. Nawet najstarszy z nich nie wiedział, ile młodych duchów pojawiło się w całej historii świata, ilu urodziło się i upadło po naciskiem silniejszych od siebie, wtopiło w innych albo zrezygnowało. Normandia czy Flandria, pamiętał ich aż za dobrze, a nie byli nawet kroplą w oceanie.
Ostatnie, jak stwierdził Arthur, przemiały imperia. Rodziły się wolno i upadły stopniowo, aż nie pozostawał po nich ślad z wyjątkiem kilku zapisanych ksiąg w historii.
Według Anglii największą pomyłką tego świata było, że jego najpiękniejsza część znikała najszybciej. Największym cudem - że pomimo to nigdy się nie kończyła. Ludzkość była chodzącą sprzecznością. Anglia nienawidził ich i jednocześnie podziwiał bardziej niż cokolwiek.
- Myli się pan - powiedział nagle, nie patrząc na Churchilla a na prosty ołtarz. - Nic się nie skończyło. Nic się nawet nie zaczęło - westchnął cicho. - Adolf Hitler... To chory człowiek, niebezpieczny. Ale ma pewne specjalne talenty i jest przekonany o swojej wielkości. Trochę jak Bonaparte - urwał na moment i odwrócił twarz w w stronę byłego premiera, krzywiąc się przy tym minimalnie.
- Ale groźniejszy. Napoleon był prawdziwym geniuszem i do tej pory jestem wdzięczny, że urodził się za wcześnie, by świat mógł sprostać jego oczekiwaniom. Hitler nigdy nie będzie geniuszem wojny, ale ma do dyspozycji technikę. To sprawia, że jest... Gorszy - zawiesił na moment głos. Był ciekaw, jakie wrażenie wywrą te słowa na Churchillu. Chociaż starał się brzmieć beznamiętnie czuł też, że prawda przemyka się między wierszami i nietrudno zauważyć, że w rzeczywistości Arthur praktycznie się boi . Zabawne, kiedy ostatni raz martwił się przyszłością w ten sposób? Musiał być jeszcze dzieckiem.
Ale wtedy Anglia uśmiechną się i spojrzał na Churchilla wzrokiem, który widział znacznie więcej niż pojedyncze pokolenia i jedną wojnę.
- Widziałem - powiedział. - Jak zabiliście w nim wolę walki, jak sprawiliście, że każdego dnia coraz bardziej pragnął śmierci. Człowiek, którego ambicje zmieniły zmieniły świat. Zniszczyliście go. Moi ludzie - uśmiechnął jak wtedy, gdy świat należał do niego. Jednocześnie zabrzmiał jak naprawdę dumny ojciec. - Wierzę, że zrobicie to ponownie. Różnica polega na tym, że Hitler nie zasługuje na ślad szacunku. Proszę wybaczyć mój francuski, ale mógłby zdechnąć pod płotem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winston Churchill
Szept
avatar

Male Liczba postów : 39

PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   Nie Lut 10, 2013 10:22 pm

Milczał, słuchając go. Stał wyprostowany i sztywny, prawie jak posąg, gdyby nie fakt, że rzeźbiarze znacznie chętniej utrwalali w kamieni ludzi pięknych i młodych. Mówiono o nich – ludzie czynu. Z jakiegoś powodu działania kojarzono tylko z osobami w kwiecie wieku, silnymi i mającymi całe życie przed sobą. Głupota. Historia pokazywała wyraźnie, że tacy potrafili tylko krzyczeć i wieść innych na barykady. Ci co faktycznie robili wszystko, by zapewnić przetrwanie temu światu, mieli już swoje lata na karku i doświadczenie po to, by nie robić głupich błędów. Może dlatego nikt go nigdy nie uwieczni i nie wystawi na środku Hyde Parku. To samo miało nigdy nie spotkać Arthura, ukrytego w cieniach, nieznanego nikomu bohatera, który od ponad tysiąca lat znosił wszystko to, co spotykało kraj, w którym Winston urodził się i dorósł. To smutne, najbardziej godni zaszczytu uwiecznienia na zawsze pozostaną nieznani. Wprawdzie imię Anglii przetrwa, jednak tylko nikły ułamek społeczeństwa pozna prawdziwe oblicze wspaniałego kraju. Mężczyzna westchnął cicho i nie odpowiedział od razu. Cień przysłonił jego pokrytą siatką zmarszczek twarz, szare oczy zaszły ledwie uchwytną mgłą troski.
- Masz rację – zaczął powoli, zaskakująco twardym głosem.
Choć na chwilę oddał się atmosferze, zmiana tonu w głosie Anglii podziała jak należało. Wrażenie krótkotrwałego przygarbienia minęło, a na swojego rozmówcę znowu patrzył dumny człowiek, który choć miał świadomość zagrożenia, był gotowy stawić mu czoła. W rzeczywistości Churchill nigdy nie porzucił myśli, że przetrwają i pokażą Hitlerowi gdzie jego miejsce. Po prostu… Troszczył się o swoją ojczyznę, w ten dziwny, ojcowski sposób, choć był o wieki młodszy od blondyna.
- Hitler to szaleniec i ma środki, by zmienić Europę po raz kolejny w rozszalałe piekło. A naszym obowiązkiem jest go powstrzymać, obowiązkiem każdego, szanującego się człowieka będzie stanąć przeciwko uzurpatorowi, którego chore ambicje zagrażają wszystkim, którzy tylko znajdą się w zasięgu jego wzroku – przerwał na moment, wbijając uważny wzrok wytrawnego drapieżnika w Arthura. – I dokonamy tego, co robiliśmy już wiele razy. Powstrzymamy go, pokonamy, obedrzemy z jego fantazji, sprowadzimy na drogę desperacji, gdy zobaczy na własne oczy, jak jego potęga upada. Stanie się ofiarą własnych urojeń. A potem przywrócimy pokój. Wszystko to jednak będzie okupione wysoką ceną. Nikt nie może przewidzieć jego działań. Musimy się przygotować – urwał na moment i w chwilowej ciszy przeszedł w stronę ołtarza kilka kroków, stając plecami do rozmówcy. – Ty musisz się przygotować, Arthurze. To może być wojna inna od tych wszystkich, które dotąd przeżyłeś. Nie mogę zagwarantować, że wyspy będą bezpieczne, ale jestem gotów zrobić wszystko co w mojej mocy, by ochronić je, ciebie, a także całą Europę i jestem pewien, że takich ludzi jak ja jest znacznie więcej, choć ich czujność usypia prasa oraz rząd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   Wto Lut 12, 2013 8:24 pm

Och. A Anglii zawsze wydawało się, że Churchill spędza co najmniej długi wieczór, by napisać tego typu przemówienia. Nie wierzył, by to było jedno ze starych, więc poczuł się jednocześnie rozbawiony i pod wrażeniem. Czuł, że słowa Churchilla, każde kolejne, są prawdą utkaną w nieco patetyczny sposób. Póki co nie trafiało to do serca tłumów, ale było przedstawieniem prywatnie dla Arthura. Ale on wcześniej o tym wiedział. Miał to w tej niewielkiej, prawie nieistniejącej części zarezerwowanej dla Arthura, nie Anglii. Ale Anglia...
- Nie ma niczego, co mógłbym zrobić, sir - powiedział poważnie. - Jestem obserwatorem. Rozumiem pańskie słowa, ale... Takie osoby jak my nigdy nie miały realnego wpływu na wydarzenia. Od sześciu miesięcy wszystko, co mogłem zrobić w ramach przygotowania to podróże zagraniczne, w których poniżyłem się więcej niż raz - uśmiechnął się do niego. - Miał pan rację, kiedy mówił pan o konferencji monachijskiej. Anglia wybrała hańbę. Ale to nigdy nie był mój wybór.
I tyle. Koniec końców powiedział Churchillowi wszystko. Czuł się jak buntownik, ktoś, kto próbuje wzniecić burzę. Zdawał sobie w głębi duszy, że właśnie o to chodziło. Ufał temu człowiekowi, a choć Chamberlain był premierem i należała mu się lojalność, to... Cóż. Świat nie działa w ten sposób.
On na pewno nie. Był wierni Koronie, ale nie tym, którzy popełniali błędy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winston Churchill
Szept
avatar

Male Liczba postów : 39

PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   Nie Lut 17, 2013 11:00 am

Winston przyjrzał mu się uważnie wzrokiem jasnych oczu. Pokręcił powoli głową, słuchając jego słów, po czym westchnął cicho. Dom Boży powinien uspokajać, jednak na mężczyznę nic tak nie działało jak dobre cygaro i szklaneczka brandy.
– Nie wymagam od ciebie niemożliwego – powiedział w końcu. - Wiem, że nie masz wpływu na decyzje, jakie podejmuje rząd i możesz tylko patrzeć. Mam tego świadomość jeszcze z czasów, gdy sam byłem jego częścią. Chociaż uważam, że to wielka strata. Powinno się brać pod uwagę zdanie własnej ojczyzny – zauważył.
Z dwóch głównych powodów. Po pierwsze – doświadczenie, które nabyło państwo przez wszystkie swoje lata istnienia. Człowiek uczył się na błędach, Churchill miał tego świadomość, ale czasami wypadało się uczyć też na błędach minionych władców. Na pewno też Anglia orientował się bardziej w sprawach międzynarodowych, znał te kraje, mógł zgadywać lepiej, niż którykolwiek z ludzi co czai się w ich głowa. Po drugie zaś… Kierowali Anglią, nie branie pod uwagę zdania kogoś, kto jest personifikacją kraju było pozbawione sensu. Jak zajmowanie się dzieckiem, które nie ma własnej woli i wybieranie mu najlepszych zdaniem rodzica rozwiązań. Tylko Anglia nie był dzieckiem, był starszy niż ktokolwiek z nich i powinien mieć prawo głosu, a przynajmniej Winston cenił jego szczerość, gdy nie chował się za obowiązkiem wobec sprawujących władzę.
– Musimy to skończyć, poniżanie się w niczym nam nie pomoże, ale to co faktycznie miałem na myśli… – przerwał na chwilę. - Ostatnia wojna była inna, niż poprzednie. Odczułeś to wyraźnie, przecież wiem. Obawiam się, że w tej… Musisz przygotować się na to samo. Nie chcę popełnić tych samych błędów, ale nie ma gwarancji, że liczba ofiar nie okaże się nawet większa… – dokończył cicho, po czym zamilkł, wbijając wzrok w ołtarz, który rysował się przed nimi.
Niech Bóg ma ich w opiece, gdyż o to sami kreują sobie piekło na ziemi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   Sob Mar 02, 2013 2:13 pm

Arthur zastanowił się przez chwilę, jednak odkrył, że powściągliwość wcale nie zabrania mu tej rozmowy. Zwykle nie obarczał ludzi brzemieniem, jakim były setki lat życia jako państwo. Wątpił, by ich umysły były w stanie pomieścić wyobrażenie o tym, jak długim okresem jest choćby jeden wiek, więc nawet nie próbował tłumaczyć tego, kim jest i co naprawdę czuje. Przeważnie nie.
- Jestem jak statek - powiedział, zerkając na Churchilla, ciekaw, czy ten nadąża na starcie. - Ale rząd jest załogą. - prychnął cicho, jakby z rezygnacją i dość niespodziewanie skierował się do wyjścia. - Nikt nie zapyta statku, dokąd chce płynąć. Mądry kapitan sam to wie. Jednakże...
Znowu weszli prosto w ciepłą wiosnę. W porównaniu do dnia pozostawiony za nimi kościół wydawał się stary i zimny.
- Niektórzy ludzie są jak wiatr w żaglach - powiedział spokojnie Anglia. - Przyznaję, rzadko wieją na tyle mocno, żeby statek zboczył z kursu. Ale spotkałem kilku takich, którzy byli gorsi od huraganu.
Zatrzymał się i uśmiechnął się Churchilla wyjątkowo uprzejmie, jednak jego oczy pozostały zimne i poważne. Wystarczyło w nie spojrzeć, by dojrzeć coś zbyt starego, by było człowiekiem.
- Każda wojna jest taka sama - powiedział spokojnie. - Choćbyśmy tą prowadzili w powietrzu, czego, szczerze mówiąc... - przełknął ślinę. - Nie chciałbym. Nie cierpię samolotów.
Widać, że nie miał zamiaru podchodzić do rozmowy rzeczowo. Na to mieli za mało informacji, zresztą... Churchillowi brakowało jakiejkolwiek władzy, by sensowna rozmowa miała cóż, sens. Nic się nie zmieni.
- Niech pan się bardziej postara, panie Churchill - poradził mu za to. - Popełnił pan błędy, ale teraz wieje w dobrym kierunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winston Churchill
Szept
avatar

Male Liczba postów : 39

PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   Pon Mar 04, 2013 11:37 pm

Winston milczał, słuchając. Nie trudno było zrozumieć metaforę, choć człowiek ograniczony mógłby interpretować ją bardzo powierzchniowo. Ale Churchill dostrzegał wiele drobnych elementów, które ją tworzyły. Znał funkcjonowanie statku, wiedział jak działają trybiki w tej wielkiej maszynie i jak kapitan potrafi puścić na dno nawet najpiękniejszy okręt. Albo poddać go w ręce bandy zwykłych, prostackich rabusi, gdy nie potrafi oszacować zagrożenia. Niekompetentna załoga może go zaniedbać, ale jeśli będzie ona sprawna, odważna i gotowa na poświęcenie, to nawet najgorsze sztormy życia, choć statek uszkodzą i go sponiewierają – nigdy nie puszczą na dno, bo zawsze znajdzie się ta garstka ludzi, która wyciągnie go z morskich odmętów.
Churchill uważał się za takiego człowieka. Może nieskromnie, ale wolał realnie oceniać swoje umiejętności, zamiast udawać, że jest inaczej. Gdy człowiek przekazywał otoczeniu tylko swoje wady i wyolbrzymiał je, świat, a także on sam zaczynał w to wierzyć. I wtedy nie było odwrotu. Dlatego choć nie raz nerwy dawały o sobie znać, a Winston miewał chwilę, gdy w siebie wątpił, to jednak trwał dzielnie na raz zajętym stanowisku. Był gotowy przeprowadzić swój kraj przez te niebezpieczne czasy, a historia zrobi potem z tym co zechce.
Uśmiechnął się lekko, czując promienie ciepłego, wiosennego słońca na swojej twarzy. Rzadka chwila, gdy nieba nie zasłaniały ciemne, ołowiane chmury – ludzie korzystali z niej zawsze jak mogli najlepiej. Tak samo powinni robić ze wszystkim, ale często ich umysł nie wykraczał poza bariery doczesnego szczęścia.
- Każda wojna jest też na swój sposób inna – zauważył, choć nie zamierzał się spierać. To nie on przecież przetrwał tyle stuleci różnych konfliktów. Był starym człowiekiem, część bitew miał okazję zaobserwować, ale był to niewielki ułamek historii świata.
- Powietrze może okazać się koniecznością, której nie da się uniknąć – powiedział poważnie. – Nowe technologie nie umknęły uwadze naszego wroga, musimy o tym pamiętać.
Już sama pierwsza wojna wprowadziła dużo ulepszeń. Druga też niosła za sobą widmo nowych wynalazków, których jedynym celem będzie niesienie śmierci.
Jego uśmiech poszerzył się nieznacznie, na kolejne słowa Anglii. Z kieszeni na piersi wyjął niewielkie puzderko, w którym trzymał swoje cygara. Jedno z nich szybko znalazło się w jego ustach i po chwili uciekał z niego siwy dym.
- Postaram się. W końcu robię to dla mojego kraju – mrugnął do Arthura. – A jego wiara jest wiatrem w żagle statku mojego życia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   Wto Mar 05, 2013 8:23 pm

Anglia jedynie wzruszył ramionami.
- Pod względem technicznym - przytaknął, choć było widać, że nie o to mu chodziło, ale też nie ma zamiaru wgłębiać się w temat. Nie miał zresztą nic odkrywczego do powiedzenia.
Nawet, kiedy żyło się tak długo, że pamięć przypominała studnię bez dna, istniały niezmienne prawdy, które nie mogły stać się... Cóż, bardziej prawdziwe. Kiedy był o wiele młodszy cieszył się wojnami. Straty w ludziach nie martwiły go szczególnie, a bardziej od zniszczonej ekonomii i opustoszałego skarbca, bardziej od wyniszczania siebie kochał to uczucie, kiedy wyniszczał innych. Och tak, lubił wygrywać. W dawnych czasach istniał tylko po to. Ale z biegiem czasu wojny stały się bolesne. Bunty i rewolucje, wojny domowe, bezsensowne, wymagające konflikty. Odkąd stał się mocarstwem spoczywało na nim coraz więcej odpowiedzialności, ale uwielbiał odpowiedzialność, bo łączyła się z władzą. A przecież Anglia był odpowiedzialnym krajem.
Dopiero Wielka Wojna zostawiła w nim dziwną i nie do końca zagojoną ranę. Jego imperium, jak płyty tektoniczne, rozdzielało się powoli, ale nieuchronnie, tworząc świat, w którym był tylko jedną z części układanki. Koszmar poprzedniej wojny odcisnął na jego ludziach piętno, które nie zdążyło zniknąć. W końcu to prawda, dzieci, które narodziły się przy końcu Wielkiej Wojny dorosły, by wkrótce zginąć w kolejnej.
I, cholera jasna, w imię czego?
Anglia nie chciał wojny. Długo się jej wypierał, długo szukał każdego możliwego sposobu, by jej zapobiec. I naprawdę robił tak źle? Próbując ochronić swoich ludzi przed kolejnym zniszczeniem i śmiercią? Ale za długo zwlekał, zdecydowanie za długo. Niemcy urósł w siłę, kiedy on ustawicznie słabł, ciągle się demilitaryzując.
Zerknął na Churchilla badawczo, kiedy ten zwrócił uwagę na nowe technologie.
- O tym wie pan najlepiej, prawda, sir? - zapytał powoli, prawie się uśmiechając. - Pańskie przemówienia na temat niemieckich sił powietrznych posiadały zadziwiająco wiele szczegółów. Żałuję, że nie słyszałem ich osobiście.
W końcu nie mógł pojawiać się na przemówieniach opozycji premiera za każdym razem, żeby nie być uznanym za oczywistego zdrajcę. Jednak, między wierszami jego słów kryła się cicha i oczywista świadomość, że Anglia doskonale wie o dokumentach przemycanych przez lojalnego Churchillowi człowieka. Wigram, ale Anglia nikomu nie miał zamiaru zdradzać jego nazwiska, ani nawet wspominać Churchillowi o swojej przelotnej rozmowie z tym człowiekiem. Nawet, jeśli czuł się jak zdrajca własnego premiera, to... Cóż. Nikt nie mógł winić go o krótką rozmowę przy wyjściu z budynku MSZ.
Anglia zachował doskonale obojętną minę, ale w duchu obiecał sobie, że, jeśli Churchill odzyska kiedyś swoją pozycję, przekona premiera, by na pierwszym miejscu mianował go pierwszym lordem admiralicji. To byłoby zabawne. Wiatr w jego żaglach szefem marynarki... Czemu nie?
- W takim razie - stwierdził z namysłem. - Myślę, że nie zaszkodzi, jeśli pojawię się na pana następnym przemówieniu. Niech pan przygotuje coś lepszego niż zwykle.
Pamiętał, jak kiedyś ktoś tłumaczył Churchillowi, że obecność Anglii potrafi mocno wpłynąć na polityków. Jego pojawienie się parlamencie sprowadzi na niego odgórne kłopoty i doskonale o tym wiedział, jednak na pewno pomoże w poparciu dla słów Churchilla.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winston Churchill
Szept
avatar

Male Liczba postów : 39

PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   Nie Mar 10, 2013 8:42 pm

Winston milczał, wdychając ciężki zapach cygara, który unosił się szarą jasną chmurą wokół jego twarzy. Odsypał trochę popiołu, nie podejmując jednak dalszej dyskusji na temat rodzajów wojny i jej zmienności. Oczywiście, że chodziło mu o kwestie techniczne, a może i w pewnym sensie o liczbę ofiar. Po prawdzie dawne konflikty z perspektywy ludzi mu współczesnych często kończyły się na statystykach w podręczniku do historii i niczym ponadto. Dopiero gdy ktoś miał okazję przeżyć coś więcej, niż zapierający dech w piersi artykuł w gazecie, był w stanie lepiej zrozumieć skalę dramatu, jaki rozgrywał się wraz z wojną.
Uśmiechnął się lekko, gdy usłyszał uwagę, dotyczącą jego znajomości pewnych… Dokładniejszych faktów, które wiązały się z siłą niemieckiej ofensywy i nie tylko. Ponad dwadzieścia dzielnych ludzi, którzy dostarczali mu informacji. W ostatnich czasach co raz mniej bezpieczni, śledzeni na każdym kroku, ale nadal wierni. A wśród nich Wigram. Biedny, poczciwy Wigram. Jego rodzice nigdy nie pogodzili się z końcem, jaki sam sobie wybrał. Dla Churchilla była to wielka strata, nawet jeśli nie zawsze się zgadzali. Niestety nic nie mógł zrobić, depresja była straszliwą bronią, którą ludzka psychika gotowała sama sobie.
- Staram się poznać możliwe zagrożenie i być na nie przygotowanym. Dezinformacja i brak informacji jest naszym najgorszym wrogiem – zauważył z namysłem. – Poza tym nikt nie zarzuci mi, że nie odrobiłem pracy domowej, choć… - jego uśmiech skrzywił się ledwie dostrzegalnie. – Niektórzy zarzucają mi, że zrobiłem to nazbyt skrupulatnie.
Tak, Churchill wiedział, że jego ludzi próbowano odwieść od przekazywania mu informacji i nie był z tego powodu zadowolony. To były jego prywatne sprawy, prywatna sieć intryg, której poświęcił się w wolnych chwilach. Może i zahaczała o zdradę stanu, przynajmniej tą pojmowaną ograniczonym umysłem rządu, jednak wszystko koncentrowało się przy jednym celu – ochronie drogiego mu państwa. Nikt nie mógł mu zarzucić, że nie był patriotą.
- Będę zaszczycony – skłonił głowę. – Postaram się nie zawieść i nie ukrywam, że twoja będzie nieocenionym wsparciem. Dzięki temu wiem, że to co robię nie jest czymś, co zaginie w próżni, ale rzeczywiści pomoże.
A wiara we własne siły była mu teraz potrzebna bardziej, niż kiedykolwiek dotąd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Okolice Londynu   

Powrót do góry Go down
 
Okolice Londynu
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Wielka Brytania-
Skocz do: