IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Parlament [Londyn]

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Parlament [Londyn]   Sob Paź 20, 2012 9:07 pm

… Weźcie wpiszcie w gogle, dość charakterystyczny kawałek budynku. Ewentualnie obejrzycie jakikolwiek film z Londynem w tle. Wiecie, to to coś z Big Benem.

Krople deszczu uderzały o rozłożoną, czarną parasolkę, która tonęła w morzu innych jej podobnych. W Londynie padał deszcz. Dla osób z innych krajów była to istna nawałnica, oberwanie chmury i ulewa. Dla mieszkańców wysp był to po prostu deszcz. Niektórzy ignorowali go nawet, pozwalają strumieniom chłodnej wody przemoczyć ich ubrania do cna, poskręcać włosy w ociekające strąki i chlupotać w butach. Arwel wolał jednak pozostać suchy, szczególnie wtedy, gdy był ubrany w formalny garnitur i płaszcz, niosąc jakąś aktówkę pod ręką. Przemoczone, pozlepiane kartki nie wyglądałyby ładnie i z całą pewnością, nie zjednałyby mu sympatii osób, dla których te papiery przygotował. Nie, żeby ich zdanie robiło na nim jakiekolwiek wrażenie. Po prostu nie zamierzał wdawać się w bezsensowne kłótnie. Szkoda mu było na nie świętego spokoju.
Złożył parasol, otrzepał go i przekroczył próg budynku parlamentu. Nieopodal znajdowało się miejsce, do pozostawienia ociekających wodą rzeczy. Niezbyt przyjemnie byłoby roznosić kałuże po całym tym budynku. Posłusznie więc, ciemniejszy blondyn, a może jaśniejszy rudzielec (wszystko zależało do oświetlenia) zostawił swoje rzeczy w szatni. Po tej czynności, ruszył długim korytarzem, w kojarzonym przez niego jako tako kierunku. Po drodze i tak się zgubił, pytając jakiegoś mijanego polityka o osobę, której gabinetu szukał. Odpowiednie drzwi zostały wskazane mu bez większych problemów czy niepotrzebnych pytań. Dowiedział się przy okazji, że poszukiwany pracował ostatnio ciężko i bez wytchnienia, co Arwel skitował tylko westchnięciem.
Jak zawsze. On by tak nie potrafił.
Odnalazł w końcu właściwe miejsce i zapukał lekko do drzwi. Odpowiedziała mu cisza, na którą zareagował lekkim zmarszczeniem brwi. Nie był jednak typem, który czekał grzecznie na znak dany mu z nieba, albo zza drzwi w tym wypadku. Po prostu nacisnął klamkę, otworzył i wsunął się do środka, zamykając za sobą cicho drzwi. Obrzucił gabinet badawczym spojrzeniem, skupiając w szczególności swój wzrok na biurku oraz oknie, które lekko uchylone (zapewne po to, by się tu nie udusić), wpuszczało sporą dawkę zimnego, wilgotnego od deszczu powietrza. Wrócił jednak dość szybko myślami do biurka, bowiem osoba, która przy nim miała rzekomo intensywnie pracować – spała, z marynarką zawieszoną o krawędź krzesła, głową podpartą na dłoniach, znajdujących się na jakichś papierach, które albo czytał, albo też podpisywał. Rudawy blondyn westchnął ponownie i odkładając aktówkę na bok, podszedł do biurka. Na jego blacie zauważył leżące bez celu pióro i jakieś inne przybory. Nie bawił się jednak w czytanie papierów, nad którymi przysnął jego młodszy brat. Zamiast tego zsunął z krzesła marynarkę i nakrył nią Arthura, wychodząc z racjonalnego założenia, że jak się przeziębi, to narobi tylko więcej problemów i będzie jeszcze bardziej nieznośny. Choć jak spał wyglądał nawet na wcielenie niewinności. Gorzej, że pod oczyma łatwo szło się zauważyć worki, sugerujące dość często nieprzespane noce. Walia pokręcił w milczeniu głową, po czym wrócił do aktówki i wyjął z niej papiery, które przywiózł. Nie zamierzał budzić śpiącego, jednak czekanie tu także mu się nie uśmiechało. A nawet jeśli, najpierw chętnie by się napił czegoś ciepłego. Herbaty na przykład. Wątpił trochę w to, że znajdzie u Anglii czajnik elektryczny w pomieszczeniu pracy, ale nadzieja pozostawała. Póki co jednak położył obok jego śpiącego jestestwa plik kartek, a wzrok zielono-niebieskich oczu po raz kolejny spoczął na rozpogodzonej (o dziwo) twarzy. Obok leżało coś do pisania.
Kuszące.
Chwycił jeden z długopisów w dłoń.
Ciekawe…
Tak, to było cholernie dziecinne i Walia miał to cholernie gdzieś. Był Walią, a owce domagały się sprawiedliwości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Nie Paź 21, 2012 6:05 am

Przez ostatnie pół roku Anglia miał więcej nieowocnych przygód niż przez kilka poprzednich lat. Wobec tego postanowił w końcu nie włóczyć się po świecie w mniej istotnych celach i na dobre zająć się własną polityką wewnętrzną. Niech ktoś inny użera się z Niemcami, Francją i resztą tej zaślepionej przez różne ideały Europy. On miał kraj do wzniesienia na szczyty i wojnę do zaplanowania. Teraz, kiedy wiedzieli już z całą pewnością, że wybuchnie, Brytyjczycy mogli podjąć stosowniejsze przygotowania. W tajemnicy oczywiście, a utrzymanie tej tajemnicy kosztowało go naprawdę mnóstwo pracy. Mimo to, było warto. W imię Anglii zawsze było warto.
To był już trzeci miesiąc, kiedy nie wyściubiał nosa spoza wysp i czułby się z tym świetnie, gdyby nie to, że nie miał szczególnych powodów do radości. Denerwowało go to, bo im więcej myślał o wojnie, tym chętniej przejmował poglądy Chamberlaina. Lepiej byłoby do niej nie doprowadzić. Być może gdyby poruszyć niebo i ziemie zmniejszając sankcje nałożone na Niemcy, to wtedy...
Wtedy Anglia przypominał sobie Adolfa Hitlera i automatycznie przestawał w cokolwiek wierzyć. Mimo to ta bezczynność w pewien sposób go drażniła. Niby robił dużo, ze złością i zacięciem Imperium Brytyjskiego, ale tak naprawdę niczego nie zmieniało. Byłoby dużo lepiej, gdyby ta cholerna wojna wybuchnęła dzisiaj, albo nie wybuchnęła wcale.
I tym sposobem Anglia nawet nie zauważył, kiedy pewnego dnia zwyczajnie zasnął nad jednym z tych utajnionych raportów odnośnie pożaru niemieckiego parlamentu.
Być może złożyło się na to monotonne bębnienie deszczu za oknem, może cisza i monotonia dnia: było w każdym razie chłodno, szaro i melancholijnie. Dokładnie tak, jak w istocie wyglądało życie. Nie było wielkich krwawych bitew, rewolucji ani przewrotów, żadnych gorących romansów i morskich bitew, szpiegów ani rycerzy wyzywających do walki o honor. Był tylko Arthur, pusty gabinet i filiżanka herbaty, która już dawno zdążyła wystygnąć.
A potem jeszcze cichy trzask zamykanych drzwi i kroków odbijających się od podłogi, dopóki nie stłumił ich butelkowo zielony dywan. Anglia nie zrozumiał nawet, że już nie śpi, znalazł się na granicy obu światów i przez tą gęstą mgłę poczuł, jak po chwili coś opada mu na ramiona. Po drugiej stronie ciągle przemierzał uliczki Paryża wraz z Edwardem VII próbując wytłumaczyć monarsze, że odwiedzanie francuskich burdelów nie jest odpowiednie dla króla Anglii. A potem znaleźli się w jednym z tych burdelów, gdzie w karmazynowym pokoju czekał na nich...
- Co robisz, Francjo? Przestań... Wyglądasz jak idiota w tej suke... Przestań - wymamrotał Anglia do biurka, a na jego twarzy pojawiło się napięcie.
Potem zamrugał kilkakrotnie i bardzo powoli otworzył oczy. Uniósł głowę i rozejrzał się nieprzytomnie. Do policzka miał przyklejoną samoprzylepną różową karteczkę zapisaną drobnym pismem, ale w pierwszym momencie nie zwrócił na to uwagi.
- H-hę... A ty to... Walia. Co tutaj robisz? - A potem, ponieważ Anglia miał wyjątkowo pragmatyczny i paranoiczny mózg, dodał. - I po co trzymasz ten cholerny długopis?
Wyprostował się w miejscu sprawiając, że marynarka osunęła się na ziemię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Nie Paź 21, 2012 8:31 pm

Walia odsunął się odruchowo, gdy powieki Anglii uniosły się, pokazując jego zaspane, zielone oczy. Zachował zimną krew, a jego mina nie wyrażała nic, poza ewidentnym brakiem zainteresowania, okazywanym całemu światu. Zapewne gdyby nawet udałoby mu się domalować cokolwiek na twarzy młodszego brata, zrobiłby to z miną pokerzysty. Póki co odłożył jednak na bok długopis i wzruszył lekko ramionami, wskazując ręką od niechcenia na teczkę z dokumentami, którą wcześniej położył na biurku.
– Po nic. Przyniosłem papiery – zauważył spokojnie, cofając się o krok do tyłu.
Rzucił mało pochlebne spojrzenie marynarce, która wylądowała na podłodze. Jak na osobę leniwą i szanującą aż w nadmiarze własny czas, był zaskakująco pedantyczny. Jednak nie schylił się i nie podniósł ciucha. Nie była to przecież jego rzecz. Podszedł natomiast do okna i przymknął je. W pomieszczeniu faktycznie robiło się chłodno, a deszcz zaczął skapywać na parapet. Obrócił się w stronę Arthura, a jedna z jego jakże ładnych brwi uniosła się lekko do góry.
– Chcę wiedzieć, dlaczego śniłeś o Francji w sukience? – spytał uprzejmie, nie pokazując po sobie nawet cienia dyskrecji. Był w końcu jego bratem.
Postąpił jeszcze kilka kroków, ponownie mijając biurko. W trakcie drogi powrotnej, na poprzednio zajmowane miejsce, nachylił się i zerwał szybkim ruchem karteczkę z policzka blondyna. Zerknął bez większego zainteresowania na drobny maczek, którym była ona zapisana i rzucił ją do tyłu. Jeśli było na niej cokolwiek ważnego, nie obchodziło go to w najmniejszym stopniu. Skrzyżował za to ręce na piersi i zmierzył spojrzeniem brata, obracając się na pięcie w jego stronę.
– Przepracowujesz się – zauważył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Nie Paź 21, 2012 8:53 pm

Wobec zainteresowania się sprawą długopisu a puszczeniem jej w niepamięć Anglia wybrał to drugie, jednocześnie żyjąc ze świadomością, że tylko krok dzielił jego życia od katastrofy. Z drugiej strony niby co takiego mógłby domalować mu Walia? Brwi?
Arthur jakoś nigdy nie wierzył w bogatą wyobraźnię brata.
- Papiery - wymamrotał sennie, ale nie bez ironii. - Świetnie. Więcej papierów. Cholernie wprost uwielbiam papiery, Walio.
Po raz kolejny potarł senne oczy, a potem sięgnął po teczkę, którą przyniósł mu brat, otwierając ją i tylko przelotnie spoglądając na papiery, by dowiedzieć się, czy to dokładnie to, czego oczekiwał. Wyglądało na to, że wszystko się zgadzało, więc postanowił zająć się tym później.
- C-co? - zapytał nerwowo, unosząc na niego wzrok. - Mówiłem przez sen?
Póki co nie skomentował nic więcej, porażony tą świadomością. Naraz przypomniał sobie swój sen - Anglia często śnił o przeszłości - i poczuł się uspokojony. To nie było to, na co wyglądało. Mimo wszystko było kłopotliwe. Czasami mówił gorsze rzeczy.
Ciągle wodził zaspanym wzrokiem za Walią, ale nie był tak naprawdę skrępowany. W końcu to brat, część Wielkiej Brytanii i chyba jedna osoba na świecie, które jednocześnie była bliska i nie wbiłaby mu noża w plecy. W jakiś sposób Anglia czuł się całkiem spokojnie. A może to po prostu kwestia sennego dnia i nadchodzącego bólu głowy.
Zamrugał zaskoczony, kiedy niespodziewanie Walia odlepił mu karteczkę z twarzy. Nawet jej nie poczuł. Teraz dotknął lekko ręką policzka, jednocześnie zerkając na zamknięte okno.
Pogoda jak pod psem, pomyślał i utkwił w końcu spojrzenie w Walii. Po kilku sekundach posłał mu krótki uśmiech.
- To głupota, co? - zapytał, nie zaprzeczając. - Powinienem dać sobie spokój do czasu, aż Niemcy wypowie komuś wojnę. Ale jakoś nie potrafię sobie darować.
Na szczęście Anglia nie był typem, który użalał się nad sobą. W tym momencie bardziej do głosu dochodził jego pedantyzm: sam lubił, gdy każda rzecz była na swoim miejscu. Dlatego niemrawo wstał, najpierw poprawił marynarkę, a potem schylił się, by podnieść karteczkę i odstawić ją z powrotem na biurko.
- A co z tobą? - zapytał nagle. W gruncie rzeczy to Anglia zajmował się ich sprawami, więc Walii nie pozostawało wiele do roboty. Spytał dla zasady.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Nie Paź 21, 2012 9:38 pm

– Zauważyłem, aż tulisz się do nich przez sen – stwierdził, rozglądając się dookoła.
Czujny wzrok oczu, w których niebieska barwa mieszała się z zieloną, przesunął się po meblach, które zapełniały pustą przestrzeń i ozdabiały nieco obdrapane ściany. - Masz tu gdzieś czajnik? – spytał.
Z pewnego rodzaju nadzieją w głosie liczył na to, że jednak Anglia osiągnął choć trochę poziom jego lenistwa i wolał mieć takie rzeczy przy sobie. Choćby po to, by zawsze móc przygotować sobie herbatę, gdy najdzie go na to ochota. Ruszanie się z miejsca za każdym razem i kierowanie swoich kroków do innego pomieszczenia było męczące i marnowało cenny czas. Poza tym w samotności czasami lepiej było się delektować ciepłym napojem. Nie, żeby teraz na takie odosobnienie Walia mógł sobie pozwolić. Zresztą miał go wystarczającą ilość u siebie w Caernarfon.
– Mówiłeś – skinął głową. - W sumie tylko o tym. Nie martw się, nie zamierzam wnikać w twoje… Fantazje – ujął to zgrabnie facet, podejrzewany o okazywanie specjalnych względów owcom.
Nie było widać po jego twarzy nawet cienia niepewności, co do tworzenia tego typu insynuacji. W gabinecie młodszego brata Arwel czuł się dość swobodnie, choć może nie było to dobre stwierdzenie. On się czuł swobodnie zawsze, pogrążony w dziwnym letargu, w którym potrafił być szczery aż do bólu. Nawet w stosunku do osób obcych nie odczuwał tej dziwnej krępacji i potrafił wygarnąć skrupulatnie każdy szczegół, który mu nie odpowiadał, albo zainteresował go na tyle, by w ogóle wyrzucić z siebie jakiś komentarz.
– Zawsze lubiłeś robić za dużo – zauważył, patrząc w bok na krople deszczu, spływające po szybie. Senna atmosfera połączona z monotonnym bębnieniem nie udzielała mu się. Tak jak przeciętni ludzie zachowywali się podczas brzydkiej pogody, on zachowywał się zawsze. - Powinieneś poczekać, ale i tak tego nie zrobisz – wzruszył lekko ramionami. - Prawda? A u mnie nic ciekawego. Ostatnio dużo pada, ale to nic nowego. No i bezrobocie, ale to pewnie nie jest tylko mój problem – stwierdził rzeczowo.
Ekonomiczne problemy dotykały całą Wielką Brytanię i nie tylko. Po intensywnej rewolucji przemysłowej zaczęły się problemy. Tak było zawsze. Naturalna kolej rzeczy, objawiająca się męczącym katarem, migreną, albo pokaszliwaniem od czasu do czasu.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Pon Paź 22, 2012 6:29 am

- Taak - odparł przeciągając samogłoski i uśmiechając się ponuro. - Taka fanaberia. I owszem, trzymam tu czajnik, chociaż zwykle używa go mój asystent. Chcesz herbaty?
Wskazał podbródkiem na niepozorne drzwi obok wysokiej szafy zapełnionej, bingo, papierami. Przez ręce Anglii w dzień przewijało się naprawdę wiele tego cholerstwa, bo oprócz zwykłych propozycji ustaw, informacji o nowych ważnych produktach wchodzących na rynek, a o stanie wojska i drobnych kolonijnych problemach otrzymywał jeszcze sporo dyplomatycznych depeszy i informacji, zarówno z gazet jak i od szpiegów. Bywało, że tyle informacji z różnych miejsc docierało do niego jednego dnia, że było cudem, gdy nie eksplodował mu mózg. Ale taka wiedza była potrzebna. Kiedy trzymasz rękę na pulsie nie musisz się martwić, że cokolwiek cię ominie.
W gruncie rzeczy Anglia miał zwyczajnie lekką obsesję na punkcie dobrego rozeznania.
Należy też dodać, że nie robił wszystkiego sam, bo wystarczyło kazać asystentowi czytać każdą drobną informację o bieżących sprawach. Kilkanaście dzienników w różnych językach, całkiem przyjemna praca z samego ranka dla młodego chłopaka.
- To był tylko głupi koszmar - obronił się słabo, czując ukłucie zażenowania. - O Edwardzie VII. D-daj spokój Walio, nie dręcz mnie dzisiaj - dodał wzdychając cicho.
Była to prośba, której nie wystosowałby chyba do nikogo innego. Przed większością osób na tym świecie Anglia starałby się utrzymać twarz, przede wszystkim pokazać, że ma dość energii nie tylko do życia ale i do bronienia swoich racji. Jednak już dawno temu nauczył się, że dla jego brata to nie ma tak naprawdę żadnego znaczenia. Walia nieczęsto oceniał ludzi tylko dlatego, że okazali trochę słabości. Porównując go do reszty rodzeństwa, naprawdę miał coś na kształt mózgu.
I Anglia był mu za to wdzięczny, chociaż nie przyznałby się do tego za grzechy świata.
- Ktoś musi utrzymać ten cały burdel na kółkach - potwierdził, utrzymując ponury uśmiech. Anglia żywił słuszne, ale dość niszczycielskie przekonanie, że bez niego ten świat szlag trafi. Co śmieszniejsze, praktycznie miał rację, ale nikt na świecie poza nim samym w to nie wierzył. - Mam w planach odpocząć. W przyszłym tygodniu.
Tak, bezrobocie było pewnym problemem. Anglia czytał o nim chyba dwie godziny temu, nie, żeby coś mu to dało. W rzeczywistości jego praca polegała głównie na podpisywaniu tego, dyskutowaniu o tamtym, odwiedzenie kilku miejsc i przetestowania różnych produktów. Jego rząd lubił wykorzystywać fakt, że ma personifikację kraju, która jest nawet lepsza od typowego Anglika, bo doskonale wie, jak zareagują ludzie na takie czy inne rozwiązanie.
- Nie - potwierdził rzeczowo. - I nie możemy za wiele z tym zrobić, jeśli chodzi o twój region, Walio. Twoje tereny nie nadają się zbytnio do budowania fabryk. Ale myślę, że to samo minie... Już niedługo. - Tym razem jego słowa były zabarwione dziwnie gorzkim tonem. Anglia miał na myśli więcej niż mówił na głos i nietrudno było się domyślić, że chodzi mu o sprawę Niemiec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Pon Paź 22, 2012 7:20 am

– Ie, jeśli nie masz nic przeciwko – powiedział, po czym nie czekając na zezwolenie, otworzył drzwi szafki. Zauważył, że resztka wody uchowała się jeszcze w czajniku, toteż coś w jego wnętrzu odetchnęło z ulgą. Przełączył przycisk, po czym sięgnął po dwie filiżanki, które znajdowały się w środku. Obejrzał je dokładnie, wydawały się w miarę czyste, odłożył więc je z powrotem, czekając na zagotowanie wody.
– Też się napijesz? – spytał, zerkając na Anglię.
Po otrzymaniu odpowiedzi, przygotował odpowiednią ilość herbaty. Nie rozglądał się za cukrem. Słodził rzadko, żeby nie powiedzieć w ogóle. Zazwyczaj wtedy, gdy chciał trochę się rozbudzić, o ile było to w jego wypadku możliwe. Gdy już zrobił to wszystko, pozostało mu przysłuchiwać się tylko gwizdaniu elektrycznego czajnika, które skutecznie zagłuszało odgłos deszczu za oknem.
Przyjrzał się uważnie młodszemu bratu i westchnął lekko, marszcząc nieznacznie brwi. - Nie będę – zawyrokował w końcu, bez trudu dostrzegając jego fatalny stan, spowodowany nagromadzeniem problemów, przepracowaniem i zwykłym stresem.
Złośliwość płynęła wprawdzie w jego żyłach, jak i w każdym członku wspólnoty brytyjskiej, ale w przeciwieństwie do swoich braci, on najlepiej wiedział, kiedy należało zostawić niektóre uwagi dla siebie. Nie znaczy to rzecz jasna, że zawsze stosował się do własnych odczuć. Wszystko zależało od warunków i stanu drugiej osoby. W tym konkretnym przypadku Arwel uznał, że kopanie leżącego nie jest na miejscu. Szczególnie gdy ten leżący nie miał nawet przesadnej siły odpowiadać. Poza tym, gdy Anglia prosił, coś było na rzeczy.
– Jasne, znowu robisz z siebie obrońcę świata – westchnął i pokręcił lekko głową. - Ten przyszły tydzień to data faktyczna, czy stała, którą podajesz co tydzień? – spytał powątpiewająco.
Znając urlopy Arthura, nawet jeśli faktycznie pozwoli sobie na kilka dni wolnego, to albo w między czasie spotka się z innym państwem, albo koniec końców nie wytrzyma i wróci wzrokiem do choćby kilku papierów, gazety czy czegokolwiek innego, co może zawierać istotne informacje.
Słysząc odpowiedź brata milczał przez chwilę. Jego twarz pozostawała pozbawiona emocji, oczy bezbarwne, a usta zaciśnięte w wąską linię. Spoglądał w bok, na szary i ponury widok za oknem, nie śpiesząc się z odezwą. Wątpił, by i tak miała ona większe znaczenie.
– Minie, mówisz? Zabawne ujęcie – stwierdził sucho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Pon Paź 22, 2012 11:17 am

Anglia nie miał nic przeciwko. Do gabinetu mógłby wpaść dywizjon oszalałych z nienawiści niemieckich żołnierzy, a i im zaproponowałby herbatę. To było po prostu coś równie naturalnego jak oddychanie jego powietrzem. Nie miał nic przeciwko, gdy inni to robili, dopóki oczywiście nie próbowali oddychać powietrzem kilka cali od jego twarzy, jak to zdarzało się Francji.
- Tak, poproszę - odparł machinalnie, w kwestii snu dodając jeszcze krótkie, zażenowane. - W porządku. Docenię to.
Chociaż świadomość, że Walia i tak będzie przekonany, że śnił o Francji w sukience była przytłaczająca. W rzeczywistości Anglia śnił... O, cóż, Francji w sukience, ale to nie było to, na co wyglądało. W tamtym śnie wyglądał raczej odstręczając z owłosioną twarzą, nogami i ramionami; na twarzy miał makijaż, który uszedłby starej matronie albo klaunowi z cyrku. Być może to dlatego Anglia się obudził. Pewnych rzeczy nawet chora podświadomość nie chciała znieść.
- Obrońcę świata? - prychnął pod nosem z ponurym rozbawieniem na takie określenie. Ludzie nazywali go już na wiele sposobów: kolonizator, paskudny tyran, ciemiężyciel, despota, podły dyktator, zdrajca narodów i pirat, to te, które nie wymagały pobieżnej cenzury. Obrońca świata był całkiem nowym tytułem i Anglię nawet rozbawiło, że Walia tak sądzi. - Chyba żartujesz. Robię to tylko i wyłącznie dla siebie.
W sumie, Anglia kłamał. Robił to w znamienitej większości dla siebie. Ale byli też ludzie, których obiecał chronić, a dla których wojna będzie śmiertelnym niebezpieczeństwem. Jego cholerni bracia, jego kolonie i jego byłe kolonie; nawet ten przebrzydły Francja. Ci wszyscy bezmyślni idioci, którzy myśleli, że wojna, która nadciąga to najwyżej kolejny krótki deszczyk, którego nawet nie odczują. Anglia znał się na deszczu, ale wcale nie musiał, by przewidzieć długą ulewę. A jeśli się nie postarają, to wkrótce zaleje całą Europę.
Dlatego to nie tak, że był obrońcą świata. Był jedynym, co świat mógł dostać.
- To sobota i niedziela - wyjaśnił odrobinkę bardziej lekceważąco. Był w końcu pragmatykiem, wiedział, że jeśli zacznie się przepracowywać, to nie będzie wykonywał swojej pracy porządnie. Poza tym weekend był dobrą okazją, żeby odwiedzić Holandię i kupić od niego kilka obiecanych informacji.
...Holandia była w końcu rzut beretem stąd, tylko jedno popołudnie. To nie tak, że naprawdę nie potrafił usiedzieć bezczynnie.
- Chyba trochę przesadzasz, Walio - dodał lekko sennie, z wyczuwalnym zmęczeniem w głosie. Na chwilę podszedł pod okno i oparł się o parapet, czując zimne powietrze przedostające się do środka. Będzie musiał zawiadomić kogoś, żeby wymienił w końcu te cholerne okna. - Nic mi nie jest. To do ciebie niepodobne, że się przejmujesz.
Dodał na pozór lekko, ale, gdy odzyskał już jasność umysłu po drzemce, naprawdę zauważył ten fakt. I czuł się odrobinę nieswojo z tym, że kogoś poza Anglikami obchodzi jego los. Przypominało to trochę przypadkowy dotyk z ładną dziewczyną: było jednocześnie przyjemne i krępujące.
- Jakby nie było - mruknął kwaśno. - Wojna ożywia przemysł. Wielu twoich ludzi znajdzie pracę przy produkcji, a część mężczyzn trafi do wojska. Logicznie rzecz biorąc nie będzie już bezrobocia.
Szkoda tylko, że za taką podłą cenę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Pon Paź 22, 2012 4:32 pm

Czajnik gwizdał w najlepsze, dając tym samym wyraz wysiłku, jaki wkładał w zagotowanie wody. Walia stał koło szafki, czekając na ukończenie tego działa, po to by móc zalać dwie, czekające filiżanki. Nie śpieszyło im się, przynajmniej w teorii. W rzeczywistości zapewne każde z nich miało też inne sprawy na głowie. Szczególnie Anglia.
– Jasne, jak zawsze – stwierdził po prostu. - Zresztą to naturalne, ale wychodzi na to, że potem musisz ratować pół świata – coś pyknęło. Arwel odwrócił się w stronę czajnika i uniósł go, nalewając powoli zagotowanej wody do obu przygotowanych wcześniej filiżanek. Już po chwili zaczęła unosić się nad nimi lekka para oraz delikatna, prawie niewyczuwalna woń. Wziął jedną z filiżanek w dłoń i położył ją na biurku, podsuwając w stronę brata. Przy tej czynności podniósł też na niego wzrok.
– Mylę się? – spytał zdawkowo, nawiązując do swojej wcześniejszej wypowiedzi.
Po tych słowach wyprostował się ponownie i wrócił do swojej herbaty, która czekała na niego, parząc się powoli. Nie, żeby kiedykolwiek interesował światem istniejącym poza wyspami brytyjskimi. Miał oczywiście świadomość innych państw, wprawdzie kojarzył ich jak przez mgłę, ale coś potrafił o nich powiedzieć. Mimo to, biorąc pod uwagę fakt, że był częścią Zjednoczonego Królestwa, zdawał sobie sprawę z wojen, tych mniejszych i większych, w których Anglia brał udział. W końcu wojsko nie było tworzone tylko z terenów blondyna. W trakcie konfliktów nie patrzono na to, kto jest Anglikiem lub Walijczykiem, kto Szkotem, a kto Irlandczykiem. Brano wszystkich, równo. Dlatego też wiedział dużo, szczególnie po Wielkiej Wojnie. Nie chciał powtórki. Wiedział, że nadejdzie.
– Całe dwa dni… – na końcu języka miał pytanie, czy Arthur zamierza się gdzieś udać, ale nie zadał go w końcu. Odpowiedź tylko potwierdziłaby jego przypuszczenia, miał takie dziwne wrażenie. Jak z kimś się żyje, mniej lub bardziej blisko, siedemset do ponad tysiąca lat, to się orientuje bardziej w pewnych kwestiach. No i zna się też zwyczaje danej osoby. Przynajmniej względnie.
– Stwierdzam fakt – poprawił go, mrużąc lekko wzrok, który wbił w dywan leżący na podłodze. Przecież się nie martwił.
– Przecież wiem. Z punktu widzenia ekonomicznego brzmi to ładnie, ale chyba nawet z punktu państwa jest to paskudna perspektywa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Pon Paź 22, 2012 7:08 pm

- Świat zawsze trzeba było ratować przed nim samym - odparł Anglia jednocześnie lekko i trochę pogardliwie. - Dobrze, że ty nie musiałeś się o to martwić.
Anglia nie był Chrystusem Narodów. Uważał, że najlepszym sposobem na uratowanie świata było przyłączenie go do Imperium Brytyjskiego. I praktycznie mu się udało, przez lata był najpotężniejszym i największym państwem, które mogło trząść resztą świata na swoją modłę. Całkiem niedawno jego pozycja spadła i wtedy Anglia odkrył ultimatum. Albo uspokoi piekło rodzące się w Europie, albo sam zostanie przez nie pochłonięty.
Dlatego wygrał. Ale wtedy było inaczej. Teraz ciągle dręczyło go poczucie, że został w tym szaleństwie całkiem sam.
I dobrze, żadnych przeklętych sojuszników próbujących mówić, co mam robić. Same kłopoty.
- Ugh - mruknął, nie będąc pewnym, na do opowiedzieć. Objął się więc ramionami i spojrzał za okno. - Odrobinę. Sytuacja na świecie zbyt wiążę się z sytuacją tutaj. Nie możemy sobie dłużej pozwolić na bezczynność.
A szkoda. Anglia naprawdę kochał czasy swojej izolacji, kiedy wychylał głowę najwyżej po to, żeby wcisnąć trochę złota do kieszeni wrogów Francji. Najlepiej było, kiedy każdy zajmował się własnymi sprawami.
Zmarszczył lekko brwi słysząc gorzki ton w głosie Walii. Dwa dni to porządny weekend. Oczywiście. Jednak ważniejsze było, że Arwela w ogóle to obchodzi. To sprawiło, że Anglia jednak nabrał wyraźniejszej ochoty, by przypomnieć bratu, jak silny w rzeczywistości jest. Ot, przekornie udowodnić, że nie ma się czym przejmować. Zawsze, kiedy Wielka Brytania wyczuwała jego słabość, robiła coś złośliwego, by go pogrążyć.
Ale cóż, musiał mu ufać. Nie miał wielkiego wyboru.
- Nie jest tak źle - uśmiechnął się stanowczo, chociaż bardziej przypominało to skrzywienie. - Daję sobie radę, Walio. To jest coś, co Brytyjczycy robią od wieków. Dajemy sobie radę.
Anglia walczył od zawsze, to była praktycznie większa część jego życia. Od dawnych dzikich bitew z rodzeństwem, niezliczone wojny z Francją i resztą kontynentu, po zdobycze kolonialne i Napoleona Bonaparte. Teraz czekała go kolejna wojna, ale Anglia nie stawała się młodsza. Coraz częściej łapał się na myśleniu, że wolałby, by to był ostatni taki konflikt, by nic podobnego nie nastąpiło w przyszłości.
Potem sobie przypominał, że przyszłość mogła nie nastąpić i wzbierała w nim złość. Imperium Brytyjskie nie pozwoli zaprzepaścić setek lat pracy i krwi tylko po to, by jakiś cholerny gówniarz i jego świrnięty przywódca byli zadowoleni. Przeszkodzi im w tym bez względu na to, jaką zapłaci cenę.
- Stwierdzasz fakt - powtórzył z rozbawieniem i urwał. Tak. To była zdecydowanie cecha rodzinna. Anglia doskonale znał uczucia, jakie dotknęły teraz Walię, więc nie dodał nic bardziej złośliwego. Braterska solidarność.
Mimo to wahał się przez chwilę. Bo czuł, że musi. Podziękował, że przynajmniej nie patrzy na Walię, tylko na pogrążony w deszczu Londyn.
- ...więc dziękuję za stwierdzenie faktu.
Zamilkł na dłuższy moment.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Wto Paź 23, 2012 7:36 am

– Tak, dobrze. Niechciałoby mi się – zauważył po prostu.
Nie obruszył się, nie zaprotestował. Anglia miał rację. Sam też cieszył się, że to nie on musiał próbować nadążyć za światem i marnować czas na bezsensowne konflikty, które pochłaniały już nie tylko Europę, ale cały glob. Był z tego faktu zadowolony, może po części był to powód, dla którego nigdy nie sprzeciwiał się woli młodszego brata, chyba, że godziła w jego ludzi. Pozwalał mu rządzić, sam nie wszczynał buntów, nie domagał się autonomii. Tak jak jego ludzie. W Walii prawie nikt nie chciał odrębności, było już im wszystko jedno. A jednak, z jakiegoś dziwnego powodu Arwel istniał nadal. Więc wciąż uważali się za coś odrębnego. Po prostu było im dobrze.
– Znowu – powiedział po prostu, patrząc na brata.
Nie lubił tego faktu, ale niestety było to coś, co obecnie dotyczyło wszystkich państw na świecie. Kiedyś można było żyć sobie na własnym skrawku lądu i mieć święty spokój. Praktykował to nawet długo, ale gdy wszystkie kontynenty zostały odkryte, gdy zawarto nowe kontakty, przymierza, sojusze. Wynaleziono nowe bronie, pojawiły się nowe ambicje…
No i święty spokój szlag trafił. A życie z dala od innych tym bardziej.
– Ale cóż, skoro tak mówisz. I tak ty decydujesz – wzruszył ramionami ponownie, rzucając blondynowi przelotne spojrzenie, nie żeby miał mu za złe. Po prostu wpływ jego, czy reszty braci na takie rzeczy był niewielki. No, może Szkocja coś tam miał jeszcze do powiedzenia, z jego ludźmi, którzy byli gotowi nabić jakiegoś Anglika na pal i radośnie biegać z nim po okolicznych wioskach. Ale to był Szkocja.
– Ten wiek jest inny niż poprzednie – zauważył. - Zdajesz sobie z tego sprawę – stwierdził. Nie spytał. Stwierdził.
Już pierwsza wojna, w którą wmieszały się państwa z każdego kontynentu była wystarczającym na to dowodem. Arwel nie był głupi, wbrew temu co czasami mogli sądzić inni. Zdawał sobie sprawę z tego, że dzieje się źle. Szło to wyczuć. A dwa dni, wcale nie były długim urlopem. Nie dlatego, że on cenił urlop roczny, po prostu widać było po Anglii przepracowanie, którego ot tak weekend nie usunie.
– Poza tym wyglądasz okropnie – dodał szorstko. - Dwa dni to stanowczo za mało.
Martwił się. O Arthura? Pewnie tak, ale także o nich wszystkich. No bo gdy on polegnie, to całe Zjednoczone Królestwo runie jak domek z kart. Tylko pewnie Szkoci umrą w jakiś cholernie heroiczny sposób. Mieli do tego talent.
– Tak, dokładnie. Fakt. – objął się mocniej ramionami. Zapewne gdyby to był którykolwiek inny członek ich rodziny, jego policzki już byłyby czerwone, ale Walia pozwolił sobie tylko na odkaszlnięcie i pojawiające się powoli zaróżowienie samo znikło. Co nie zmieniało faktu, że mogło wrócić w każdej chwili. A niech szlag jakiś trafi tą ich jasną cerę. Strasznie męcząca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Wto Paź 23, 2012 1:52 pm

I za to cię lubię, pomyślał Anglia, ale na zewnątrz jedynie uśmiechnął się ponuro i wzruszył ramionami. Walia nigdy nie sprawiał mu problemów, nie był jak Szkocja i jego cholerna obsesja na punkcie własnego odbicia.
Dopóki Arwel nie sprawiał problemów, było w porządku i to dla obu stron.
- Znowu - powtórzył nie bez rezygnacji. - Odpowiedziałbym ci coś mądrego, ale to bez znaczenia. I tak będzie rozchodzić się o to, kto ma lepsze wojsko - dodał cynicznie.
Anglia miał siłę i środki, tereny pełne surowców i przemysł czekający, by ruszyć z całą parą. Połowa z tego wszystkiego nie znajdowała się w jego domu, więc problemem był tylko transport, a więc można założyć, że problemu nie było. Na morzach niepodzielnie rządziła jego Royal Navy i nie istniało nic, co mogłoby ją pokonać.
Mógł czuć się pewnie. Nie podbił go Napoleon, nie zrobi to nikt inny, a i wygrana z Rzeszą była kwestią czasu. A to, że miał za sobą kilka bezsennych nocy naprawdę nie miało znaczenia.
- Wiesz, że nikt inny nie daje się do rządzenia - odparł kwaśno. Szkocja, który był Szkocją i Walia w roli Walii: żadne z nich nie nadawało się na mocarstwo. Ani owca ze smokiem na fladze ani wściekły pies, który gryzł własne stado, gdy nie miał już z kim walczyć. Do tej roli nadawał się tylko lew, jako król wszystkich zwierząt i jego cholerne rodzeństwo musiało o tym wiedzieć.
- ...i tak. Zdaję - odparł, nagle dziwnie sztywno. Powoli oderwał się od okna i zajął się herbatą, o której Walia zdążył już zapomnieć. Arwel zazwyczaj tak miał, więc Anglia niezbyt się przejął i po prostu podał jedną filiżankę bratu, drugą zabierając ze sobą do biurka. Dopiero, gdy usiadł w, warto zaznaczyć, niezbyt imponującym krześle, które nawet nie wyglądało na szczególnie wygodne, dodał. - Ja... Muszę przyznać, że nigdy nie spotkałem się z czymś takim. Wojny zawsze wyglądały tak samo. Ale jeśli poprzednią nazywają wojną nowoczesną... - parsknął ironicznie, jakby to określenie w jakiś sposób go śmieszyło.
Nowoczesna wojna, świetnie. Anglia nie miał nic do techniki, tak jak ze wszystkim, wolał być na bieżąco z najnowszymi nowinami. Co nie zmieniało faktu, że bardziej znał się na normalnych i uczciwych wojnach. Nie tych z wykorzystaniem krwawego sprzętu, trujących gazów i bombowców. Oczywiście, to dawało mnóstwo możliwości.
I całkiem wiele nowych trudności.
- C-cóż, nieważne. Niepotrzebnie się żalę - zauważył z wyczuwalną pretensją w głosie. Jeśli był zły, to tylko na siebie. - I nic mi nie jest, mówiłem. To tylko ludzkie zmęczenie, nie wpłynie w żaden sposób na stan Wielkiej Brytanii - dodał, jakby wyczuwając obawy brata.
Zabawne, pomimo, że to Anglia był tym lepszym w jakiś sposób nigdy nie potrafił przestać się czuć jak młodszy brat. Czyli dość irytująco, jakby Walia zawsze patrzył na niego z góry. I jakby miał niepotrzebną rację.
Mimo to rozluźnił się i posłał Walii nieco koślawy uśmiech.
- Usiądź lepiej - powiedział, zamiast bardziej drążyć temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Wto Paź 23, 2012 2:59 pm

– To akurat pozostaje bez zmian – zauważył, nawet nie do końca kierując tą wzmiankę do brata.
Ot uwaga rzucona w eter, która idealnie podsumowywała większość konfliktów na przełomie dziejów. Z nielicznymi wyjątkami, gdzie to pomyślunek, a także sama natura miała trochę do powiedzenia. Cóż, Walia wiedział, że Wielka Brytania ma odpowiednie zaplecze i wojsko. Odrobił chociaż tą lekcję w sposób należyty, nawet jeśli nie potrafił podać nic bardziej dokładnego na ten temat. Wielu rzeczy o wojsku nauczył się także przy poprzednim konflikcie, gdzie niestety nie było już możliwości spokojnego siedzenia i patrzenia z boku.
– Wiem – odpowiedział po prostu, zgodnie z prawdą, bez ogródek. Gdyby Szkocja usłyszał jego słowa, zapewne by się obruszył. Ale prawda była taka, że o ile któreś z nich mogło stanowić o sobie samym jako państwu, co zresztą zrobiła ostatnio Irlandia, odłączając się od unii, to w kwestii terenów zamorskich raczej nie było mowy o czymkolwiek. A przynajmniej Walii nawet nie chciałoby się wsiąść na jakichś statek by popłynąć i zobaczyć, co w ogóle się dzieje na tamtych terenach.
– Przecież nic nie mówię, jakbym miał pretensje, zrobiłbym to, co Irlandia – wzruszył ramionami.
Tak, łatwo było powiedzieć coś takiego. Ale gdy ostatnio przeprowadzano u niego ankietę, na temat tego, czy mieszkańcy Walii chcieliby się od Anglii oddzielić, zaledwie kilkanaście procent opowiedziało się za. To nie był imponujący wynik. Arwel jednak rozumiał go, mu też było to obojętne. Szkoda było mu tylko języka, tylko o ten jeden szkopuł miał do Arthura żal.
– Nowoczesność – powtórzył, czy może raczej fuknął. - Głupota.
Był tradycjonalistą, nie lubił nowinek technologicznych, które ostatnio tak trzęsły światem. Mógłby żyć nadal w średniowieczu z owcami, lasami, łukiem i strzałami. Nie zmieniało to jednak faktu, że potrafił się zaadaptować do nowych warunków. Musiał. Umiał nawet prowadzić automobil i nie rozbić się na pierwszym lepszym drzewie, a to już był sukces. Ostatnio nawet tykał się tych całych samolotów, ale po prawdzie na dłuższą metę nie pociągało go to zbytnio.
– Hmph – mruknął, zajmując miejsce na wolnym krześle naprzeciwko młodszego brata. Uniósł filiżankę, jakby oceniając, czy herbata w niej nadaje się już do picia, czy może boleśnie poparzy jego język. Po chwili jednak przyjrzał się Anglii badawczym wzrokiem. - Ludzkie zmęczenie też jest niepożądane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Wto Paź 23, 2012 5:42 pm

- Dobrze, że chociaż to - odmruknął. Bez wątpliwości, że wojna będzie wyglądać inaczej niż każda inna, nawet inaczej niż Wielka Wojna. Gorzej, gdyby nawet kwestia wojska się zmieniła.
Oczywiście, oprócz dobrze wyszkolonych żołnierzy i drogiego sprzętu liczyła się, przede wszystkim, strategia. Ale to i tak bez znaczenia, dopóki nie przekonają się, jaką Adolf Hitler obierze drogę.
To było tak cholernie irytujące, że Anglia wiedział o wszystkich jego planach, ale miał związane ręce.
- Nie dałbyś rady zrobić tego, co Irlandia - odparł mimochodem, przekonany o słuszności swojej racji. Nie wspomniał o tym, że oderwanie się Irlandii było dla niego sporym ciosem dla dumy. Naprawdę się wtedy wściekł, w końcu nie spodziewał się, żeby jego głupia, szalona siostra naprawdę podniosła się po tylu latach. Sprowadziła na siebie i na niego sporo kłopotów. I Szkocja się z niego śmiał. Walia też zresztą nie wyglądał, jakby mu było szczególnie przykro. - Zresztą, ona i tak miała szczęście, że nie miałem czasu na porządne tłumienie buntów.
Uśmiechnął się pod nosem. Przelał zbyt wiele irlandzkiej krwi, by naprawdę obchodziło go, czy zrobi to jeszcze raz. W pewien sposób naprawdę nienawidził swojej siostry, była skaza w jego rodzinie. Chociaż to tak samo, jak pozostała większość jego rodziny, ale Anglia wszystkich traktował mniej więcej po równo. Oprócz Walii rzecz jasna. Walia zawsze był trochę inny, trochę... Ech, cholera, bliższy. Szkoda marnować słów, skoro ich relacje mogły zostać nienazwane.
- Proszę - uśmiechnął się w odpowiedzi. - Powiedziałeś coś, co mi nie przystoi. Ale masz rację.
Anglia jako Wielka Brytania musiał być trochę inny, niż gdyby był jedynie sobą. Jako Anglik mógł żyć w przeszłości, nosić zabawne kapelusze i kultowa swój tradycjonalizm. Ale Wielka Brytania musiała iść do przodu, a ktoś zacofany i niechętny wobec zdobyczy techniki zupełnie nie pasował na jej przedstawiciela. Anglia stojąc na szczycie UK musiał zachowywać się inaczej: bardziej po dżentelmeńsku, bardziej wszechobecny. Nie przeszkadzało mu to, sam stworzył swój los i lubił władzę. Chociaż lepszym określeniem byłoby pewnie: potrzebował władzy. Bez niej w jego rękach świat schodził na psy, a jego samego doprowadzały do szału nawet mniejsze przejawy głupoty.
- Ale nowoczesność jest też ważna i nie możemy o tym zapomnieć - kontynuował ponuro temat, jednocześnie upijając herbaty i stwierdzając, że Walia bardziej się zna na owcach niż parzeniu herbaty. - Zwłaszcza te cholerne samoloty. Właśnie złożyłem podpis pod ustawą, która pozwoli nam odkupić od Ameryki kilka nowszych modeli - jakoś dziwnie niechętnie wypowiedział te słowa.
Bóg jeden wie, skąd on weźmie pieniądze na wszystkie ustawy, które podpisywał. Nie zamierzał jednak poruszać tego tematu z Walią, bo z zasady trzymał swoje rodzeństwo z daleka od tych kwestii. Niech myślą, że nigdy nie brakuje funduszy. To nie ich sprawa.
- C-cóż, niepotrzebnie o tym opowiadam. Wątpię, żeby naprawdę cię to interesowało - westchnął przechodząc z powrotem do podejrzanie miłego tonu. A najgorsze było w tym to, że tak naprawdę wcale nie był podejrzany, a szczery. Biedny Anglia. - I naprawdę... Z-zbyt się upierasz. To... Miłe, że tak sądzisz, ale po prostu zasnąłem przy biurku. Zdarza się. Zostaw ten temat, Walio - uśmiechnął się lekko pod nosem, a potem dodał spokojnie. - I tak nic na to nie poradzisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Wto Paź 23, 2012 10:23 pm

– Dałbym. Tylko mi się nie chce – poprawił go spokojnie, jakby w ogóle nie zrażony słowami Anglii.
Tak jednak do końca nie było, choć sam Walia nie potrafił określić, na ile prawdy było w słowach Arthura. Mógłby mu się postawić, oczywiście, nikt mu nie bronił, ale co by z tego wyszło – to było już odrębną kwestią. Poza tym nikt nie chciał tego zrobić, więc po co? Żeby udowodnić coś młodszemu bratu? Miał lepsze powody by zakłócać swój spokój. Przepychanki słowne się do nich nie zaliczały. Kwestia Irlandii była zaś przykładem, że można było. Tylko potrzebne były chęci. Na jego terenach zaginęły one gdzieś w XV wieku, o ile go pamięć nie myliła. Oczywiście adekwatnie stłumione przez blondyna. Pamiętał takie szczegóły. Uśmiechnął się lekko, co w jego wypadku dało się zauważyć tylko przez delikatne uniesienie kącików ust do góry.
– „Szczęście”. Jak to ładnie ująłeś – stwierdził, po czym upił trochę herbaty. Jego ręce były zimne, jednak dzięki dotykowi ciepłej filiżanki odmarzały, po wędrówce ulicami chłodnego Londynu. - Teraz też byś nie miał – zauważył przy okazji racjonalnie. No wiadomo, Rzesza.
Głupie dywagacje, takie dla zasady. Żeby ich relacje nie były zbyt słodkie, cukierkowe, a i tak kłuły w oczy niektórych. Wyżej wymienioną Irlandię na przykład. Niektórzy mieli mu za złe, że było mu już wszystko jedno. Że nie zależało mu na uwolnieniu się od Anglii. Ale po prostu ten układ mu się opłacał. Nie musiał robić za wiele, nie był niepokojony, potrafił utrzymać w miarę dobrze rozwiniętą gospodarkę. Ostatnio też zaczął rozbudowywać jakieś nowe miasta. Nie był głupi, ani dumny i butny na tyle, by rezygnować z układu, który mu się opłacał.
Poza tym faktycznie, było mu już to obojętne. Zapewne zbyt dużo czasu spędził podlegając pod Anglię.
– Wiem, wiem. Nauczyłem się przecież w końcu jeździć tym autem – mruknął z machnięciem reki. Znowu upił herbatę. Fakt, nigdy nie naumierał się tyle, co przy pierwszych jazdach, ale nie musiał mieć do wszystkiego talent. - Eh? Od Ameryki? – podniósł wzrok znad parującej filiżanki. - Pewnie ściągnął z ciebie przy tym pieniądze – stwierdził, bez większych emocji.
Nie, żeby Walia był skąpy. Czy orientował się przesadnie w finansach. Nie, żeby wiedział cokolwiek o transakcjach Wielkiej Brytanii. Zazwyczaj po prostu brakło mu motywacji, by chociaż raz spróbować poszperać w papierach swojego brata. Nawet teraz jego wzrok nie padał na widoczne kartki, próbując z nich cokolwiek wyczytać. Wierzył, że Arthur wie co robi. A jeśli nie wiedział… Wtedy będą mieli problem, do tej pory jednak taki układ się sprawdzał.
Milczał przez chwilę, patrząc gdzieś w przestrzeń, choć jego wzrok zdawał się oscylować wokół blatu biurka. Rozważał coś w myśli, choć nie wypowiadał tego na głos. W końcu tylko westchnął, jakby z rezygnacją i podniósł wzrok, kierując swoje zielono-niebieskie oczy na twarz Anglii.
– Fakt, nic na to nie poradzę – skinął powoli głową. - Ale i tak wolałbym, żebyś pozwolił sobie na więcej odpoczynku. Nie chcę, żebyś potem słaniał się na nogach – zmarszczył brwi, po czym spojrzał gdzieś w bok i wzruszył ramionami. - Nie ważne. Zrobisz, jak uważasz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Sro Paź 24, 2012 10:28 am

- Od siedmiuset lat ci się nie chce - przypomniał mu Anglia z niejaką satysfakcją. - Ale to w twoim stylu.
Zazwyczaj nie rozmawiali nawet o niepodległości Walii, bo nie było takiej potrzeby. Przynajmniej Arwel był na tyle mądry, by rozumieć, że w gruncie rzeczy ta ich stara unia zrzuca całą brudną robotę na Anglią. Arthur miał więc swoje zjednoczone wyspy, a Walia święty spokój. Ktoś, komu przeszkadzała taka sytuacja mógł być najwyżej ślepym kretynem albo Szkocją, najczęściej oba.
- Masz rację, ostatnie, czego mi teraz brakuje, to rozłamu w Wielkiej Brytanii - potwierdził, lekko tylko ignorując sprawę Irlandii. Ona była jednym z tych niewielu krajów, wobec których Anglia naprawdę tracił panowanie nad sobą i swoimi uczuciami. Być może skrzywdził ją tak wiele razy, że kolejny naprawdę nie robił mu różnicy. Czasami wolałby, żeby jego siostra nie istniała, najchętniej zniszczyłby ją raz na zawsze, albo zamkną w pokoju bez klamek ani kluczy. Kiedy jeszcze była pod jego kontrolą, tolerował ją, ale od kiedy ważyła się od niego oderwać, znowu była solą w oku. Anglia podejrzewał, że z czasem będzie musiał zaakceptować jej obecność. A i szkoda. Irlandia zdecydowanie była jego ciemną stroną.
- Tylko nie mów Szkocji - dodał, wyrzucając z umysłu swoją siostrę. - Gdyby o tym usłyszał, jutro pewnie zorganizowałby jakiś zamach stanu.
Jego brat był za to solą w drugim oku. Ale co zabawne, nie pragnął aż tak jego zniszczenia, jak w przypadku Irlandii. Szkocja był okropny, ale nie szalony w ten sposób, co Alex. Z drugiej strony, dopóki nie myślał o swoim rodzeństwie, a oni nie truli mu dupy, dało się żyć. Spotykali się tak rzadko, jak to było możliwe bez opuszczania wysp i mogli przez większość czasu zapominać o swoim istnieniu.
- Wiem, odwiedziłem cię, gdy się uczyłeś - mruknął Arthur, uśmiechając się do zabawnych wspomnień. - Byłem przekonany, że zmieniłeś zdanie i próbujesz zabić mnie, siebie albo obu z nas. Cóż, a co do Ameryki - zawahał się. - Cenowo wychodzi jak zawsze. Dopiero co wyszli z kryzysu, a my i tak nie przyjęlibyśmy ich holenderskich stawek.
Wspomniał o tym mimochodem, chociaż to zabawne, kiedy mówił o stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi, praktycznie nigdy nie wymieniał Alfreda. Zupełnie, jakby akurat ta personifikacja nie istniała i nie miała żadnego wpływu na stan rzeczy. Prawdopodobnie wolał zwyczajnie o tym nie myśleć i zawierać stosunki z Ameryką, ale nie z Ameryką.
- Nie będę słaniać się na nogach - odparł stanowczo, posyłając mu chłodne w zamierzeniu spojrzenie. Był jednak chyba trochę zbyt zmęczony, by porządnie udawać. - To wszystko przejściowe. Nie mogę sobie pozwolić na chwile słabości.
Anglia nawet odpoczynek traktował jak część swojej pracy. Nie, żeby był pracoholikiem, wiedział po prostu, że większość ludzi, którzy zdają sobie sprawę z tego, kim jest, będzie patrzyło na niego jak na wyrocznię. Głupie kichnięcie potrafiło ich zaniepokoić i nie wystarczyło tłumaczenie, że to nic, po prostu jakieś ważne akcje spadły trochę na giełdzie. A kiedy zacząłby się pokazywać wśród ludzi w takim stanie jak obecnie to tylko cóż, niepotrzebnie by ich zmartwił.
Niech widzą, że pracuje, ale niech nie zauważają zmęczenia. Tak będzie idealnie.
- C-cóż, w każdym razie - zmienił temat, spoglądając na zegarek. - Zbliża się pora na lunch, więc i tak biorę przerwę. Zjedzmy razem obiad, potem będę musiał wracać do pracy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Sro Paź 24, 2012 8:42 pm

– Nie lubię zbędnych problemów – podsumował.
Oj i Anglia zdecydowanie przesadził z tymi siedmiuset latami. Zgodnie z jego kalkulacją to nie chciało mu się od lat pięciuset z hakiem. W końcu był tam jakiś bunt w XV wieku. Nie, żeby pamiętał o co dokładnie poszło i tak został on stłumiony dość szybko. A, chyba zawiązał parlament czy coś w tym stylu. Wtedy jeszcze jego ludzie mieli jakieś ambicje, obecnie mieli rozum.
Uśmiechnął się lekko.
– Tak, zapewne nie przepuściłby takiej okazji – zgodził się lekko rozbawiony. Ponownie upił trochę herbaty. - Nie martw się, nie powiem.
Oczywiście Walia nie obiecał mu tego na złość drugiemu bratu. Sam doskonale znał Szkocję i zadawał sobie sprawę, że choć Anglia powiedział to tonem lekkim, prawdopodobieństwo takiego działania ze strony wyżej wymienionego było… Zaskakująco wysokie. On zawsze działał szybciej niż myślał, no i miał pewne pojęcie własnej dumy. Coś, co w Arwelu zatraciło się, albo wychodziło tylko wtedy, gdy Arthurowi zdarzało się przekroczyć granicę jego cierpliwości.
– Zapewne przeszłoby mi to przez głowę, ale sam nie lubię zbytnio umierać – zauważył. Dobrze, że był państwem, inaczej miałby istotny problem po tych kilku czołowych zderzeniach z drzewem. Nie wynikły one jednak z jego winy! No dobra, może trochę, ale przecież dopiero uczył się jeździć. Miał słuszne usprawiedliwienie swoich działań.
Już prawie osuszył całą filiżankę. Pił dość szybko i dużo, dziennie hektolitry niedbale zaparzonej herbaty. Lubił ją, zastępowała mu większość napoi i konkurowała jedynie z wodą, a pobijał ją zapewne tylko alkohol. Zerknął więc na resztę brązowej cieczy, która jeszcze utrzymywała się przy dnie. Bez chwili zastanowienia dopił i ją, odkładając filiżankę z powrotem na biurko.
– Skoro tak mówisz. Zrobisz jak uważasz – odpowiedział w końcu, nie przekonany. Mógłby ciągnąć temat, ale jak zawsze – zabrakło mu chęci. Pewnie i tak poruszy go przy następnym spotkaniu, jeśli jego młodszy brat nadal będzie wyglądał jak cień siebie.
On sam nie potrafił przekonać się do takiego trybu życia. Ale może to właśnie dlatego nigdy nawet nie rozważał stanięcia na czele unii. Był zbyt leniwy, to prawda. Ale także w pełni szanował siebie, swoje ciało i był w tej kwestii dość egoistyczny. Często mogło wydawać się, że po prostu stawia siebie na czele, ponad obowiązkami, które posiadał jako kraj. Nie była to prawda. Wykonywał wszystko sumiennie, skrupulatnie, może tylko z nieznacznym opóźnieniem. Nie miał tyle na głowie co Anglia, może jakby miał wyglądałoby to inaczej. Poza tym jego zdrowiem nie przejmował się nikt, a więc musiał robić to on sam. Lekki katar związany z bezrobociem nikogo nie interesował. Kaszel, który sugerował pewnego rodzaju kryzys na jego ziemiach, był zbywany machnięciem ręki. Większość ludzi nawet nie była świadoma jego istnienia. Ot cena spokoju. Spokoju, którego zdecydowanie brakowało Anglii.
– Dobrze i tak mam dzisiaj wolne – musiał je wziąć by przyjechać do Londynu, zostawić to co trzeba i wrócić. W sumie to nie, nie musiał, ale zrobił to i tak, korzystając z takiej możliwości.
Czy było już wspomniane o tym, że Walia był po prostu leniwy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Czw Paź 25, 2012 7:33 pm

Anglia westchnął z rozbawieniem. Odpowiedź mało ambitna, ale rozmowa z osobą, która ma podobne zdanie zdarzała mu się na tyle rzadko, że z zakłopotania tracił swoje wygadanie. Albo coś w tym stylu.
Czasami słowa zwyczajnie nie były istotne.
A co do czasów: siedemset lat z drobnymi przerwami na odetchnięcie. Ot. Tak też można to nazwać, bo właściwie dlaczego nie? W gruncie rzeczy byli razem przez większość czasu, czy mieli na to ochotę czy nie. Dzisiaj nie było już nikogo, kto wyobrażałby sobie Walię jako niepodległe państwo. Nawet Walia pewnie czułby się nieswojo i nie wiedziałby, co dokładnie ma zrobić. Pewnie dalej hodowałby owce z obawy, że w innym wypadku równowaga świata zostanie zachwiana.
Anglia spojrzał na filiżankę i nagle zrobiło mu się głupio z powodu jej zawartości. Rzecz w tym, że była prawie pełna, podczas, gdy Walia skończył już swoją. A to się nie godziło, nawet jeśli była marnie zaparzona. Dlatego też, ignorując na moment rozmówcę, przyłożył filiżankę do ust i wypił tak duży łyk letniej herbaty, że potem została już tylko mulasta odrobinka na samym spodzie. Otarł usta i posłał Walii krótki uśmiech.
- Czasem mnie zadziwia, jak bardzo gdzieś masz resztą świata – powiedział, na pierwszy rzut oka bez związku z wcześniejszym obgadywaniem Szkocji. – Ale potem przypominam sobie kim jesteś i dochodzę do wniosku, że i tak byś się potkną o własne nogi, gdybyś trafił na obce ziemie. Albo padł na zawał.
Może i na drugi rzut oka to nie miało żadnego związku z tematem, ale poprzedni się wyczerpał. Tak już czasem bywa, kiedy dwóch ludzi odkrywa z zakłopotaniem, że nie mają już powodów do kłótni.
- Żyć też zbytnio nie lubisz – raczej stwierdził niż spytał, chociaż jednocześnie rzucił mu spojrzenie, jakby spodziewał się rozwinięcia. Sam już czasem nie wiedział, Walia wydawał się obojętny na losy świata, raczej senny i znudzony. A jednak trzymał się tego świata kurczowo, chociaż większe, silniejsze kraje znikały z map i powierzchni ziemi. Ciekawe zagadanienie. Gdyby Anglia nie miał tylu spraw na głowie, może zainteresowałby się głębiej.
- Zrobię jak uważam – potwierdził z krzywym uśmiechem, wstając i podchodząc do wieszaka, gdzie wcześniej (szczerze mówiąc wczoraj) zostawił swój płaszcz i parasol. – Dobrze, że chociaż ty to rozumiesz i piekielna szkoda, że nikt inny nie próbuje się dostosować. Światu nie wyszłoby na złe, gdyby zaczął mnie słuchać – odparł warkliwie, jak zawsze w takich sytuacjach naburmuszony na cholernie głupi świat.
Założył płaszcz i odwrócił się w stronę brata, dopinając jednocześnie guziki. Wyraz twarzy miał neutralny, ale był też nienaturalnie blady. W gruncie rzeczy, uznał, że Walia może mówi z sensem. Fatycznie zbyt przesadzał z pracą i jak się teraz zastanowić, to od jakiegoś czasu kilka osób mówiło mu dokładnie to samo. Cóż, nie zauważył. Ale dopiero teraz zaczął się wahać, czy może nie lepiej zacząć się martwić problemem, gdy ten nadejdzie. Bo póki co...
Póki co Anglia spędzał zapracowane dnie w poczuciu kompletnej bezsilności. Przeglądał dokument za dokumentem, jeździł od miasta do miasta, rozmawiał z każdym po kolei. I kompletnie nic. Polityka ustępstw. Chowanie się w kąt. Rzucał się w tą przeklętą pracę dlatego, żeby nie myśleć, jak niewiele się zmienia i jak nieuchronnie ten cały mdły spokój rozsypuje się w proch – a jednocześnie jakby nie może zdechnąć do końca. Nie mógł zapobiec wojnie, ani nawet się do niej przygotować, więc, cholera jasna, co mógł?
Na dobry początek postanowił zjeść lunch.
- Wolne? Myślałem właśnie, że dzisiaj wziąłeś sobie dzień pracy – zauważył cynicznie i wyszedł z gabinetu, łapiąc przy okazji parasolkę z wieszaka. – Chodź, Walio, pokażę ci jedno dobre miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Pią Paź 26, 2012 8:37 pm

– A reszta świata ma gdzieś mnie. To dobry układ – odpowiedział bez mrugnięcia okiem.
Konflikty zbrojne po prawdzie nie interesowały go o dziwo nigdy. Zazwyczaj, jeśli nawet się bił, robił to dla obrony własnych terenów, racji lub po prostu ktoś irytował go na tyle, że grzechem było nie przymierzyć do nosa takiej osoby własnej pięści. Ewentualnie odczuwał wewnętrzną potrzebę dokuczenia młodszemu bratu, dla zasady. Choć ta ostatnia kwestia dotyczyła w głównej mierze okresu w niedługim czasie po unii. Teraz trochę stonowały się jego poglądy na ten temat.
– Przynajmniej nie wracam do domu cały posiniaczony, poobijany i podeptany przez innych. Poza tym inne kraje średnio mnie jakoś interesują – wzruszył ramionami.
Nie śpieszyło mu się do składania im wizyt. Inny klimat, zwyczaje, język, wszystko. Lubił swoje zielone wzgórze, mżawki, wiatr i… Nie, o języku niestety nie mógł tego powiedzieć.
– Lubię żyć. Na swój sposób – prychnął.
Fakt, może nie wyglądał na najbardziej energiczną osobę tego świata, jednak cenił to, że żyje. Nie zamierzał zmieniać tego stanu rzeczy. Jego ludzie mogli mówić nawet w tym cholernym, angielskim języku, a i tak od mieszkańców takiego Londynu odróżniał ich akcent. W przyrodzie nic nie ginęło, a on nie zamierzał iść śladem innych, wchłoniętych przez większe państwa krajów. Tylko po prostu nie robił też tego tak agresywnie i głośno jak Szkocja. Wprawdzie ten ostatni powtarzał, że powinien, ale tutaj właśnie dochodziło się do punktu wyjścia. Takie błędne koło. Arwel był na to za leniwy.
Widząc, jak Arthur wstaje, Walia także ruszył się ze swego miejsca, odsuwając lekko krzesło i prostując się. Swoje rzeczy zostawił w szatni, nie chcąc zachlapywać całego parlamentu, toteż na razie tylko przyglądał się czynnościom swojego młodszego brata bez większego zainteresowania. Ot po prostu potrzebował czegoś, na czym mógł zawiesić oko. Podziwianie bez końca spadającego za oknem z nieba deszczu nie było szczególnie wyrafinowaną rozrywką.
– Zaryzykowałbym stwierdzenie, że przy twoim charakterze, trudno ci przekazać ten fakt innym. Wiesz tak jakoś inaczej niż… – przerwał na chwilę z zastanowieniem. - Hahaha, jestem imperium, słuchajcie mnie, nawet jeśli przez ostatnie kilka wieków biłem się, gdzie tylko się dało i mieszałem was wszystkich z błotem – zauważył bezbarwnym tonem, który musiał ciekawie brzmieć, w połączeniu z wypowiedzianą przez niego kwestią.
Nie wziął teczki, nie chciało mu się jej targać ze sobą cały czas, uznał, że wróci po nią później. Miał czas, dużo czasu. Tak gdzieś do jutra, ale to był nieznaczący wiele w tej chwili szczegół.
– Gdyby była taka możliwość… Chyba, że chcesz załatwiać kwestie urzędowe za mnie. Byłbym bardzo wdzięczny – odwzajemnił się pięknym za nadobne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Pią Paź 26, 2012 9:24 pm

- Wiem. Brak ambicji wyszedł ci na dobre - zauważył z uśmiechem.
Walia był ewenementem w swojej skali. Kaje walczyły o niepodległość zębami i pazurami, a nawet gdy nie, to ciągle tęskniły za wolnością. Tego pragnienia wolności nie dało się zdusić, chociaż można było je ustawicznie podduszać, tłamsić. I dlatego do rządzenia potrzebna była twarda ręka i zdecydowanie z jednej strony, z drugiej doskonała administracja i ustępstwa. Ludzie nie mogli być nieszczęśliwi, ale nie mogli czuć się zbyt pewnie.
Walia był zupełnie inny. Przejawów ducha i pragnienia wolności było w nim tyle, ile w Szkocji z uległości. Nie zależało mu, nie obchodziło go to i wychodził na tym lepiej, niż wszyscy.
- Ja też nie wracam - oświadczył z dumą, wzdrygając się jakby na samą myśl o słabości. - Prędzej nadwyrężają moje zdrowie psychiczne swoimi chorymi idiotyzmami. I nie da się ich doprowadzić do porządku - ściągnął z irytacją brwi.
Cholerna Europa.
Każdy kraj lubił żyć na swój sposób. Anglia należał do tego rodzaju, który uważał, że przy okazji najlepiej by było, gdyby cała reszta żyła tak samo, jak on. Taka drobna luka w jego pragmatyzmie, który prędzej skłaniałby się do stanowiska Walii. Szkoda, że Anglia wyrósł już z izolacjonizmu. Albo inaczej, Europa mu na to nie pozwalała. Kiedyś dzielący ich kanał był barierą nie do pokonania, ale teraz, w erze samolotów...
Wzdrygnął się i wyrwał z zamyślenia. Ledwo wyszli z gabinetu, a jego postawa zmieniła się w subtelny, ale zauważalny sposób. Wyprostował się, przyśpieszył kroki i wyprodukował uśmiech, który był tak uprzejmy, że nie sposób było go odróżnić od szczerego. Po drodze Arthur kiwał głową i rzucał krótkie przywitania wielu mijanym ludziom: nagle gdzieś zniknęło całe zmęczenie, które okazywał w gabinecie, a on sam sprawiał wrażenie kogoś młodszego o kilka lat.
Nie zamierzał pozwolić, by inni martwili się jego problemami.
Słysząc też przytyk Walii zareagował nieco żywiej. Obrócił głowę w jego stronę i wydał dźwięk między parsknięciem a krótkim śmiechem.
- Bardzo śmieszne - zauważył, uśmiechając się z kolei tak, że w niezbyt przyjaznym geście ukazał rząd równych zębów. - Twoje owce na pewno pękały ze śmiechu, gdy wymyślałeś to rano przed lustrem.
Należy też dodać, że większość ludzi obserwowała ich ze skrytą ciekawością. Nieczęsto widywano w parlamencie rodzeństwo Arthura.
- I nie martw się, załatwię je za ciebie - dodał. - Przynajmniej tę część, którą przyniosłeś. Jeden problem w tą czy w inną stronę nie sprawia mi różnicy.
Wyszli z parlamentu wprost do chłodnego Londynu, gdzie deszcz ciągle padał, chociaż z mniejszym zacięciem. Kropelki były tak drobne, że porywisty wiatr spychał je we wszystkie strony świata. Mimo to Anglia rozłożył parasolkę, chociaż tak właściwie nie czuł specjalnej potrzeby. Gdyby używał jej za każdym razem, gdy coś zacznie spadać na Londyn z nieba, mógłby równie dobrze przykleić ją sobie do pleców i oszczędzić problemów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Sob Paź 27, 2012 1:19 pm

– Nazwałbym to zdrowym rozsądkiem – poprawił go.
Brak ambicji brzmiał tak jakoś… Negatywnie, nawet jeśli był określeniem jak najbardziej na miejscu, idealnie podsumowującym jego stosunek do swojego obecnego statutu. Nawet autonomii nie chciał, choć mu ją proponowano. Wtedy na głowie miałby więcej do roboty.
– Zdrowie psychiczne? – powtórzył, kierując wzrok swoich jasnych oczu wprost na brata i przyglądając mu się badawczo. - Nie wiedziałem, że je posiadasz – stwierdził po chwili poważnym tonem.
Mimo to trudno nie było się zgodzić z tym, że Europa była dość irytująca. Duża ilość krajów z różnymi, nie raz mało inteligentnymi opiniami, starająca się zachowywać tak jak im się podoba. Bez pomyślunku. Większość państw zdawała się wręcz myśleć, że wojna jest dobrą odpowiedzią na wszystkie problemy. Dość dziecinne zachowanie. Arwelowi trudno było zrozumieć zdanie tych wszystkich osób na kontynencie, dlatego też preferował pozostawać u siebie. Tu nie było niczego nowego, wszystko stare i dobrze mu znane. To czego potrzebował nie musiał szukać poza swoimi granicami. A Arthur wyrósł z wieku, gdzie tłukł się ze wszystkim co popadnie jakieś kilkadziesiąt lat temu.
Nie umknęła jego uwadze zmiana, która zaszła w wyglądzie jego brata, po opuszczeniu gabinetu. Zmarszczył lekko brwi, widząc te drobne gesty, które miały stworzyć pozory, że wszystko jest jak najbardziej w porządku. Przymknął powieki, na wpół westchnął, na wpół coś mruknął i zaczął patrzeć przed siebie, w głąb długiego korytarza, który przemierzali, bez większego zainteresowania, ignorując mijanych ludzi. Większości z nich nie kojarzył, jeśli zaś zdarzyły się te wyjątki, które pochodziły z jego terenów, wtedy dopiero pozwalał sobie na skinięcie głową w geście przywitania. Można było go wziąć za mruka, może nawet coś w tym było, ale Walia był także introwertykiem. A to wiele wyjaśniało. Nie zwracał też uwagi na zainteresowane spojrzenia, które rzucali im niektórzy ludzie. Nie obchodził go powód ich zaciekawienia, nawet jeśli byłby w stanie się go domyśleć. Osoby, których nie znał, traktował jak widma. Coś, co egzystuje, ale nie zasługuje na większą uwagę. Chyba, że zacznie nadmiernie go irytować.
– Moje owce pękają ze śmiechu, za każdym razem, kiedy widzą ciebie – stwierdził, niby to odkaszlując na boku. - Więc mogę ci przewieźć i inne? Wprawdzie potrzebowałbym to tego jakiegoś samochodu towarowego, ale z drugiej strony, takim czymś jeszcze nie próbowałem jechać… – zauważył.
W sumie zawsze musiał być ten pierwszy raz. Nawet jeśli w jego wypadku rozpisywałyby się o nim wszystkie gazety następnego dnia.
W międzyczasie odebrał płaszcz i ubrał go na siebie, zapinając pod szyję. Poprawił przy okazji nieco swoją marynarkę i odebrał parasol, który niestety nie przesechł zbytnio. Rozłożył go w momencie, w którym wyszli na ulice Londynu. Wystawił wolną rękę poza jego obręb, sprawdzając intensywność deszczu.
– Hm, osłabiło się – stwierdził tonem bez śladu zadowolenia z tego powodu. Znając Wyspy Brytyjskie, w każdej chwili mogli oczekiwać ponownego oberwania chmury. Opad deszczu był tu czymś naturalnym, nieodzownym wręcz dla każdego, spędzanego na zewnątrz dnia. Taki znak rozpoznawczy, choć może mało zachęcający dla zagranicznych turystów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Sob Paź 27, 2012 3:43 pm

- Nazwij to jak chcesz, to nadal będzie brak ambicji - mruknął Anglia. On nazywał rzeczy po imieniu... To znaczy, gdy był pijany. Albo w towarzystwie kogoś, kto i tak znał go tak dobrze, że nie było sensu udawać. W innych przypadkach raczej owijał temat w gazetę, potem w bawełnę, kilkakrotnie w okół niego krążył, a potem poruszał kijem z odległości kilku metrów z nadzieją, że rozmówca sam się domyśli, o co chodzi. Zwykle się nie domyślali, idioci.
- Posiadam - odparł równie markotnie co chwilę wcześniej, ale następnie przez twarz przemknął mu przelotny uśmiech. - Trzymam je w pudełku na specjalne okazuje. Gdybym nosił je przy sobie, już dawno by się potłukło.
Gdyby tylko można tak zrobić w istocie, zostawić uczucia w tyle i nie przejmować się niczym, Anglia byłby szczęśliwszym krajem od Hiszpanii. No, pomijając fakt, że Antonio z jego wojną domową nie znalazłby się w czołówce najbardziej zadowolonych krajów świata. Tak czy siak, Arthur preferował raczej wrzeszczenie na wszystko w okół w nadziei, że zmądrzeje, albo chociaż jemu zrobi się lepiej.
- Mam nadzieję, że nie śmieszy ich widok brwi - odparł weselej, kontynuując temat. - Bo wtedy beczałyby cały dzień i nie musiałbym się już zastanawiać, czemu od dziewięciuset lat zachowujesz się, jakbyś nie sypiał.
Anglia zdawał się nie zauważać otoczenia tak naprawdę. Owszem, witał się z ludźmi, uśmiechał do nich, ale tak naprawdę wcale go nie obchodzili. Już prędzej kątem oka dostrzegł zachowanie Walii i jego uśmiech zrobił się jakby bardziej porozumiewawczy.
- Nie martw się, zaraz znowu zacznie padać - pocieszył, gdy wyszli na zewnątrz. - Swoją drogą, musisz się zachowywać, jakbyś przyjechał tu z puszczy i bał się ludzi? Uciekasz od nich wzrokiem.


Ostatnio zmieniony przez Anglia dnia Pon Paź 29, 2012 10:23 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Nie Paź 28, 2012 11:50 am

– Wolałbyś, żebym te ambicje miał? – spytał sucho, zerkając na młodszego brata.
Nie, żeby mogły być to słowa z jakimkolwiek pokryciem. W końcu nie musieli się buntować jego ludzie, żeby on sprawdził, czy jego pięść nadal ładnie współgra z nosem Anglii. Choć z drugiej strony robienie tego przy publice też nie było rozsądne. Zresztą, gdyby reagował tak za każdym razem, gdy słyszy jakiś przytyk, byłby Szkocją.
– Hm, to wiele wyjaśnia. Dlatego czasami zachowujesz się, jakbyś go nie miał.
Kolejny plus jego obecnej sytuacji – nie musiał martwić się o zszargane nerwy. Trudno było mu wyobrazić siebie na czele unii. Zmuszonego do odwiedzania innych krajów, które tak naprawdę miał gdzieś, okazując im brak najmniejszego zainteresowania. Pewnie nawet nie zamierzałby wychodzić z izolacjonizmu. Dlatego nie pchał się do zwierzchnictwa. Był świadomy pewnych cech, które posiadał, a które skutecznie uniemożliwiałyby mu dobre sprawowanie się w tej roli.
No dobra. Nie dano mu rządzić, a wtedy jeszcze trudno powiedzieć, czy rozważał to w takich kwestiach. No, ale spoglądanie na niektóre rzeczy z perspektywy czasu też było ważne.
– Za dużo przebywasz za granicą. Zaczynasz nawet śmiać się ze swoich brwi. To niepokojące – zauważył, a jego kąciki ust tylko nieznacznie powędrowały ku górze. - A sypiam więcej, niż ty. Dziękuję za troskę.
Na ulicach Londynu dużo było ludzi, ale nie było to zbyt zaskakujące. Miasto prosperowało już od dawna, a szczególnie przy rewolucji przemysłowej rozwinęło się gwałtownie. Poza tym była to stolica nie tylko Anglii, ale i całego Zjednoczonego Królestwa. To wiele wyjaśniało. No i pora lunchu, co tylko utwierdzało w przekonaniu, że duża część osób tu pracujących zdawała się żyć z zegarkiem w ręku.
– Przecież wiem. Tak jest zawsze – wzruszył ramionami. Po tych kilkunastu wiekach się przywykło. - Po prostu mnie nie interesują. Sam nie zachowujesz się lepiej – zauważył, mrużąc oczy. Coś na kształt cieniu uśmiechu przesunęło się przez jego twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Pon Paź 29, 2012 10:33 am

- Wszystko jedno - odparł markotnie, bo kiedy wyszli z parlamentu nie musiał już wyglądać na pełnego życia. - Z ambicjami czy nie, skończyłbyś dokładnie w tym samym miejscu, Walio. Pod moim butem.
Uśmiechnął się przelotnie, widocznie nie zauważając, że jego słowa do kulturalnych nie należały. Z drugiej strony, może wiedział o tym aż za dobrze. Zwyczajnie nie obchodziły go uczucia przegranych. Przegrali i musieli się dostosować, więc po co łagodzić prawdę?
Być może ten tok myślenia sprawiał, że do tej pory Szkocja regularnie próbował go pobić.
- Mam więcej zdrowia psychicznego, niż ty owczej wełny przez stulecia - mruknął, wzruszając lekko ramionami. Zatrzymali się na przejściu, wśród tłumu identycznych czarnych parasolek. Przejeżdżające samochody rozbryzgiwały kałuże.
Po chwili przechodnie ruszyli, co Anglia zauważył z krótkim opóźnieniem. Zamrugał i, jakby zły na samego siebie, ruszył szybko do przodu. Naprawdę był zmęczony. Szumiało mu w głowie, która była też zabawnie lekka i o, na dodatek wdepnął w kałużę, gratulacje, wielkie Imperium Brytyjskie.
- Śmiałem się z twoich brwi - odparł już, bardziej podminowany, jakby własna słabość doprowadzała go do szału. Wystarczyło jednak odetchnąć i na nowo sobie uświadomić, że Walia nie próbuje go obrazić. Kałuża zresztą też nie. - Moje są w porządku.
Co z tego, że brwi Walii były nawet trochę mniejsze i nawet bardziej dopasowane kolorystycznie do samego Walii. Brwi Arthura były za to zwyczajnie grube i ciemne, kontrastujące z płowymi włosami. Mimo to nie zamieniłby ich na żadne inne brwi na tym świecie. Były jego, dodawały mu lat, powagi i wyróżniały z tłumu innych krajów. A inni... Inni niech się śmieją. Jeśli cieszy ich taka głupia drobnostka, jeśli to jedyna wada, którą są w stanie mu wytknąć - proszę bardzo. On i tak jest lepszy od nich wszystkich.
- Zachowuję się lepiej - zaprzeczył normalniejszym tonem, prawą ręką poprawiając kołnierz. Naprawdę robiło się chłodno. - Nie ignoruję ich i nie zachowuję się jak przestraszona kolonia z Afryki, która pierwszy raz w życiu widzi cywilizację. Hm. Co masz ochotę zjeść? - zmienił nagle temat. - Mam tu każdy rodzaj jedzenia. Na początku myślałem o rybie z frytkami, ale raz na sto lat możesz zjeść coś spoza wysp. Co powiesz na curry?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Pon Paź 29, 2012 4:58 pm

– Nie dopowiadaj sobie – oczy Wali zwęziły się gwałtownie, zmrużone groźnie. Wzrok wbił się dość nieprzyjemnie w rozmówcę, choć twarz nadal zachowywała wyraz ostoi spokoju, którego zdawałoby się, nic nie może zakłócić. - Nie jestem pod twoim butem. Daleko mi do twoich kolonii, a za to, że nie zatruwam ci życia jak Szkocja powinieneś mi dziękować – powiedział chłodno.
- Gdyby nie moja pomoc, wojna stuletnia zakończyłaby się 116 lat wcześniej, kto wie, może teraz miałbym święty spokój – westchnął.
Oh na pewno by nie miał, był tego świadomy, ale wiele rzeczy nie zmieniło się, mimo upływu czasu. Anglii co jakiś czas trzeba było pokazać, że za swoje zadufanie może dostać odpowiednią odpłatę od rodzeństwa. Przy czym u Walii były to rzadkie wydarzenia, więc miały trochę większą siłę przebicia, niż ciągłe ujadanie Szkocji. Tym bardziej, że Walia nie uważał się za przegranego. Zawarł unię, przystał na wiele, ale nie zrobił tego z groźby bycia doszczętnie zniszczonym. Po prostu tak było lepiej i nie musiał wiele robić. Mówiąc w skrócie, z jego punktu widzenia, nie został zdobyty, zawarł tylko pakt z obustronną korzyścią, z której on czerpał nawet bardziej.
– Ie, ie. Jasne – stwierdził, gdy zatrzymali się na czerwonym świetle przy przejściu.
Wpatrywał się w przestrzeń, ze znudzeniem obserwując mijające ich na drodze samochody. Woda chlapała na boki, na szczęście stali trochę odsunięci, więc nie docierała do nich. Po krótkiej chwili sygnalizacja zmieniła się i ruszyli dalej. Z krótkim opóźnieniem, bo Arthur jakby zaspał, a Arwelowi nie śpieszyło się. Gdy blondyn wdepnął w kałużę, tylko zmarszczył brwi.
– Chodzisz jak nieprzytomny – zauważył sucho, po czym nie zamierzał pozostać dłużny, w kwestii tej jednej, charakterystycznej cechy wyglądu, którą dzielili. - Twoje są takie same.
Jak nie grubsze.
Nie wiedział, o co chodzi z tymi brwiami. Żył z nimi już tyle stuleci, że naprawdę były mu obojętne. Biorąc pod uwagę fakt, że nie przebywał poza swoimi terenami, nie spotkał się z kąśliwymi uwagami ze strony innych krajów, a Anglia… Cóż, Anglia miał wielkie, grube, dwie czarne kreski, więc jego opinia w tym temacie liczyła się akurat najmniej.
– Yhy. Często widzę cywilizację. To, że mnie ona nie obchodzi, to inna kwestia. Nadinterpretujesz jakbyś mnie nie znał – stwierdził, posyłając mu krótkie spojrzenie. Słysząc propozycję jedzenia skrzywił się nieznacznie. - Wolałbym jednak coś, co wiem, że zjem, ale niech ci będzie – westchnął, trochę może teatralnie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   

Powrót do góry Go down
 
Parlament [Londyn]
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Wielka Brytania-
Skocz do: