IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Parlament [Londyn]

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Pon Paź 29, 2012 7:15 pm

- Nie dopowiadam sobie - wzruszył lekko ramionami. Dręczenie innych ludzi zawsze poprawiało mu humor. - Bezowocne gdybanie nie jest w moim stylu. To zabawne - westchnął cynicznie. I zawahał się przez moment. - Byłbym bardziej wdzięczny, gdyby to nie była kwestia twojego lenistwa.
Sprawa była prosta: w swoich słowach Anglia opisywał świat taki, jakby był naprawdę. Z rozsądkiem i szczerością, najwyżej przyprawioną arogancją i pewnością siebie. I nikt Anglii nie słuchał. Ludzie po prostu nie lubili, gdy mówiono im prawdę w twarz, a w tym wypadku prawa brzmiała, że na wyspach Anglia był jedynym krajem, który miał potencjał i determinację, by podporządkować sobie braci. Ujarzmił Szkocję i Irlandię, który bywał nie mniej podły.
Nie oznaczało to jednak, że nie był wdzięczny Walii w sposób, w jaki ten stanął po jego stronie. Po prostu nie powiedział tego głośno.
- Przesadzasz - odparł mrukliwie. - I przeceniasz się.
Rodzinna cecha.
Uśmiechnął się tylko ironicznie i machinalnie podniósł dłoń, pocierając lekko swoje brwi. Wbrew przekonaniom połowy świata, nie stało się nic dziwnego, natura nie została zachwiana, magiczny pyłek nie uniósł ich w powietrze, żadne motyki nie wyleciały na wolność. Anglii zrobiłoby się smutno, gdyby nie to, że nie.
- Wydaje ci się - dodał obronnym tonem, spinając się lekko. Walia nie powinien zauważać czegoś szybszego od rosnącego drzewa z tym jego ogarnięciem i flegmatycznością, która na dobrą sprawę powinna dokleić go na stałe do podłogi. A jednak drań zawsze zauważał takie drobne potknięcia. Kolejna złośliwa cecha rodzinna. - Nie jestem tobą, Arwel.
Prychnął cicho, z wyraźnym rozbawieniem, na wspomnienie o cywilizacji. Jego ramiona zadrżały przy tym lekko, a on sam odwrócił na moment wzrok na brata i uśmiechnął się, jakby naprawdę w jakiś sposób go to rozbawiło.
- Widujesz? - powtórzył przekornie. - Wybacz, ale to zabrzmiało mniej więcej jak "czasami widuję kobiety, ktoś powiedział nawet, że można z nimi uprawiać seks, ale nie obchodzi mnie to, dopóki mam swoją Dolly." Takie w twoim stylu.
Och no. Takie suchary były silniejsze od niego.
Pokręcił lekko głową. Deszcz pokropił jeszcze krótki moment, ale Anglia uznał, że nie potrzebuje parasolki, więc z powrotem ją złożył i odetchnął. Świeże powietrze działało na niego zaskakująco dobrze po kilkunastu godzinach w biurze. A właściwie nawet dłużej, zwracając uwagę na fakt, że został na noc w pracy stwierdzając, że i tak nie opłaca się wracać do domu.
- Naprawdę - dodał w połowie kpiąco, w połowie poważnie. - Cywilizacja nie gryzie. Wszystkiego trzeba w życiu spróbować, inaczej będziesz... Cóż. Sobą.
Wzruszył ramionami i skręcił w jedną z ulic, zerkając tęsknie na pub, ale mężnie idąc dalej. Pora nie ta. Jak skończy pracę, może wstąpi na jedno czy dwa piwa...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Sro Paź 31, 2012 12:05 am

– Zawsze myślałem, że bardziej interesujesz się skutkami, a nie przyczynami – dodał tylko.
Nie lubił ciągnąć tematów, które praktycznie nie miałyby zakończenia i polegałyby na powtarzaniu tych samym rzeczy. Może tylko co raz mniej grzecznym tonem. A ta rozmowa powoli schodziła na takie tory, więc Walia zrobił to co zawsze. Nie wycofał się. Olał to po prostu, wzruszając ramionami na dobitkę. Wiedział swoje, Anglia dla niego mógł wmawiać sobie swoje. Nie miało to większego znaczenia, w ostatecznym rozrachunku i tak wychodził na plus.
– Hm – mruknął, przyglądając się młodszemu bratu badawczo. Wiedział, że więcej raczej od Arthura nie wyciśnie, musiało więc wystarczyć mu to. - To ty tak uważasz – stwierdził po prostu, wracając do obserwowania chodnika, którym kroczyli.
Był niezwykle fascynujący, podobnie jak cała droga, mijane starsze budynki i od czasu do czasu przejeżdżające obok nich samochody, które ochlapywały przechodniów idących niebezpiecznie blisko drogi. Ludzi zdawał się nie dostrzegać, z wzajemnością zresztą. Nikt nie zwracał uwagi na dwóch osobników, którzy najwyraźniej mieli przerwę od pracy. Bo tak zapewne musieli wyglądać z perspektywy zwykłych ludzi. Niezbyt interesująco.
No chyba, że patrzyło się na brwi.
– Fakt. Gdybyś był mną, potrafiłbyś to robić, nie wchodząc w kałuże – zauważył uprzejmie, zgrabnie omijając przy okazji kałużę, która zdążyła w międzyczasie narodzić się na chodniku.
Tak, Walia miał świadomość pewnych swoich cech, których trudno było nie zauważyć. Na przykład wszystko robił w swoim tempie. Wolnym. Mu to nigdy nie przeszkadzało, inni dziwnie narzekali, ale wszystko sprowadzało się praktycznie do tego jednego stwierdzenia. Reszta funkcjonowała jak należy i dawała o sobie znać wtedy, gdy najmniej tego inni chcieli. Nie, żeby był za to w jakikolwiek sposób odpowiedzialny. Ot przypadek.
– Co ty masz z tymi owcami? – prychnął, słysząc słowa brata. Spod zmrużonych powiek obserwował jego reakcję, na swoją wcześniejszą wypowiedź. Nie trudno było powiedzieć, że Anglia się śmiał.
– Jakbym wiedział, że tak je lubisz, przywiózłbym ci jakąś – dodał, składając w międzyczasie parasol. Deszcz już praktycznie nie nękał przechodniów, choć ołowiane chmury nadal wisiały na niebie, sugerując wyraźnie, że jeszcze jedno może się zdarzyć. Rzecz jasna Arwel z całym swym wdziękiem kompletnie je zignorował.
– Lubię być sobą, a cywilizacja nie potrzebuje mnie wcale. Z wzajemnością – stwierdził sztywno. Nie lubił świata zewnętrznego, którego nie znał. Nie zamierzał go też poznawać. Było mu dobrze i o to z jego perspektywy chodziło. Tak, była to wielce krótkowzroczna perspektywa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Sro Paź 31, 2012 10:23 am

- Przyczyny są ważniejsze - odparł po prostu Anglia, automatycznie przechodząc w tryb nauczyciela. Zdumiewające, jak po setkach lat narody ciągle były skrajnie głupie, kiedy on za ten czas wspiął się na sam szczyt. Góra, która okazała kruszyć się pod jego stopami, ale nic nie trwa wiecznie. - Kiedy wiesz, dlaczego coś się stało, wiesz też, jak temu zapobiec. Możesz nie dopuścić, by przydarzyło się ponownie, to elementarne, Walio - dodał z cieniem satysfakcji.
Oczywiście, nie twierdził, że skutki są mniej ważne. Sęk w tym, by nie pomijać niczego, co może być chociaż trochę istotne, jednocześnie nie zajmując sobie głowy rzeczami, które mógł zignorować. Czasami odróżnienie tych dwóch spraw bywały trudne, zwłaszcza, że Arthur miał tendencję, to skupiania się na jednym celu i dążeniu do niego po trupach. Kiedy pilnuje się, by nie upaść na drodze pełnej czyiś ciał, dużo łatwiej popełniać błędy.
- Gdybym był tobą, miałbym lata doświadczenia w oderwaniu od rzeczywistości - potwierdził nieco kąśliwie. - Więc jasne, że bym nie wchodził. Gdyby kałuże były moim jedynym zmartwieniem, bracie, król już dawno nosiłby tytuł wielkiego imperatora ludzkości.
Skromność, oj skromność. W gruncie rzeczy do osiągnięcia tego celu brakowało tylko wymarcie wszystkich innych narodów na Ziemi, ale kogo obchodzą takie szczegóły.
- Nie mam nic do owiec - odparł przekornie. - Myślałem, że ty masz, skoro odkąd cię znam, mieszkasz z całą gromadką.
W gruncie rzeczy, Anglia sam miał wiele do owiec, ale cieszył się, że może coś zarzucić Walii. Nawet, jeśli to była tak drobna, wytarta już rzecz. Obaj wiele zawdzięczali owcom i ich wełnie, w końcu Wielka Brytania nie była tak naturalnie bogata, jak inne kraje Europy. Deszczem i paskudną pogodą handlować nie mogli.
- Ach, oczywiście. Więc może powinieneś wrócić do lepianki? - zapytał pod nosem mrukliwie, jednocześnie rozbawiony i podirytowany tym niekończącym się fochem Walii na cywilizację. Poza tym w życiu by się nie przyznał, że być może jakaś mała część świata potrzebuje tego cholernego leniwego, zapatrzonego w owce dziwaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Sro Paź 31, 2012 7:32 pm

– Ie, ie – odpowiedział Walia tonem osoby równie zainteresowanej tym tematem, co zeszłoroczną gwiazdką.
Nawet jeśli Anglia mówił z zaskakującym jak na siebie sensem, przecież nie mógł mu tego przyznać. Znaczy…W teorii mógł, ale coś takiego było w ich genach, że skutecznie tego zabraniało. Niepisana zasada, której wszyscy przestrzegali zaskakująco nad wyraz zgodnie. Cóż, byli w końcu rodziną i coś oprócz brwi musieli mieć wspólne.
– Możesz mu go nadać – wzruszył ramionami. - Reszta nie musi wyrażać na to zgody, myślę, że i tak mają inne sprawy na głowie – zauważył.
Bawił go fakt, jak daleko mogą dojść, rozmawiając o zwykłym wpadnięciu w kałużę. Od resztki deszczowej wody na chodniku, po dominację nad światem. Była to ciekawa ewolucja tematu, która rozegrała się w zaledwie kilku zdaniach i pośrednio nawiązywała do wcześniejszej dyskusji o nie wysypianiu się. Choć na Arthura rześkie powietrze działało zdecydowanie lepiej niż duszny gabinet, ciemne ślady pod oczyma nie znikały tak łatwo. Tyle że, Arwel nie mówił nic więcej, a po prostu obserwował go w milczeniu. Nie był w końcu jego matką. I nie, nie zdarzało mu się tak jak owa zachowywać. Czysta insynuacja.
– Mieszkam, ale to ty cały czas schodzisz na ich temat. Myślałem, że może… Poczułeś się samotnie – coś na kształt dziwnego uśmiechu zagościł na jego twarzy. Po Walii emocje widać było w sposób dość lekki, dlatego też za każdym razem, gdy powściągliwość nie odzywała się w nim automatycznie, jakiś grymas musiał wyglądać u niego bardzo sztucznie.
– I ostatnio nie mieszkam – rzucił cierpko. - W mieście nie mogę ich trzymać, widzę je ostatnio dość rzadko – powiedział tonem, jakby z jego perspektywy stała się tym samym największa tragedia od zarania ludzkości, w porównaniu do której bladła nawet Wielka Wojna. O wszelkiego rodzaju katastrofach naturalnych nawet nie warto było wspominać.
– Nigdy nie mieszkałem w lepiance. Tylko domku. W lesie. Już nie pamiętasz? – uniósł jedną brew do górze, jako wyraz zmartwienia o sklerozę brata. W sumie wiele by dał by znów wrócić do takiego trybu życie. Niestety ostatnia duża ilość pracy niejako zmuszała go do mieszkania w mieście, czy tego chciał czy nie. Większość czasu często i tak spędzał u siebie w gabinecie. Może dlatego nie chciał autonomii, wtedy pewnie miałby jeszcze mniej wolności. Oczywiście utrzymywał jeszcze drugą, małą posiadłość. Tak, z owcami. Nie mogło być inaczej. Ale nie mógł odwiedzać jej zbyt często, przynajmniej nie ostatnio, wraz z problemami, które narosły na jego ziemiach.
Dyskusja trwała w najlepsze, ale chyba Anglia wiedział, gdzie idą. Przynajmniej na to liczył Walia, gdy skręcili w jakąś mniejszą uliczkę, gdzie z daleka widać było szyld. Rudo-blondyn skrzywił się odruchowo, na widok obcych krzaczków, które pewnie miały z daleka zasugerować, że jego to knajpa orientalna. Westchnął. Nie lubił zmian, ale skoro już się zgodził, nie było odwrotu.

[z/t obaj]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Sro Paź 31, 2012 8:27 pm

Anglia potrząsnął głową, przyzwyczajony do tego, że świat zbywał jego mądrości za pomocą ie, ie, si, si albo oui, oui. Tak już byli skonstruowani, chociaż ta myśl zawsze wprawiała Anglię w nastrój, w którym zastanawiał się, dlaczego jeszcze wszyscy nie wyginęli.
- No tak - przyznał marszcząc brwi i tłumacząc cierpliwie: - Ale wiesz, cała zabawa polega na tym, kiedy faktycznie nim jest.
Chociaż posiadanie tytułu króla Francji przez tyle stuleci było całkiem przyjemne. Zwłaszcza ten wyraz irytacji na twarzy Francji, gdy tylko wymieniano ten tytuł. Ach. Dobre, stare czasy. Czasami Anglia ciągle żałował, że minęły, te lata, kiedy jeden człowiek mógł poruszyć świat, potem jednak zastanawiał się, czy równie dobrze podołałby temu wszystkiemu.
I rozumiał, że oczywiście, że tak. Był Anglią. Po prostu popełniłby mniej błędów.
- E-eh? - I Arthur nagle drgnął, patrząc na Walię najpierw nieprzytomnie, a potem z nagłym zdziwieniem i niepokojem. W praktyce prawie znowu się potknął. Widocznie te słowa wzbudziły w nim większe uczucia, niż sam się spodziewał.
Przecież nie był samotny. Nie o to chodziło. Arwel zwyczajnie z niego zażartował, a on, cholera, wziął to do siebie za poważnie i w jednym momencie poczuł, jakby coś ciężkiego upadło mu na żołądek. Odchrząknął.
- Nie jestem... Oczywiście, że nie - powiedział, przechodząc do porządku dziennego z faktem, że nie wymyślił odpowiedniej riposty na czas. Urwał temat. Krótka pauza i cisza wyraźnie sugerowała, że ciągnąć go nie będzie. Bez wahania za to podjął kwestię życia w lepiance, bo to była dobra, spokojna kwestia. Lepianki były czymś, na czym znał się lepiej niż na tych całych... Relacjach międzyludzkich.
W tym momencie skręcił i obaj weszli do niewielkiego baru na rogu ulicy.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   Pon Gru 24, 2012 8:24 pm

Cholerna Południowa Walia.
Arthur westchnął, co zabrzmiało też trochę jak zatuszowane przekleństwo. Dokument zaszeleścił, kiedy odłożył go na równą kupkę dokumentów po prawej. Po lewej ciągle były te do sprawdzenia. Na chwilę obecną patrzył pusto w pustą część biurka, choć równie dobrze mógłby skierować wzrok gdziekolwiek. Był zbyt rozkojarzony, by widzieć.
Ostatnie problemy ciążyły po jego prawej i lewej stronie, ale Cholerna-Południowa-Walia ostatnio zatruwała mu życie bardziej niż cokolwiek. Teczka od Arwela zawierała dokładnie to, czego się spodziewał. Informacje o bezrobociu, paskudnych nastrojach w tamtej części Zjednoczonego Królestwa. Oczywiście. Gdzie nie panowały paskudne nastroje? Tamtejsi górnicy nie dawali mu jednak żyć, ciągle chcieli więcej i więcej, gderali jakby ich zmuszano do pracy. Cholerna-Południowa-Walia i cholerne związki zawodowe. O wiele łatwiej mu było, kiedy ludzie jeszcze nie myśleli o ich założeniu. I pracowali, a nie grozili strajkami, jak walijscy górnicy. Miał już tego dość. W głowie mu szumiało, stopa bezrobocia, gospodarka, procenty i podatki, cła, strajki, więcej ceł, Monachium. Zażegnany konflikt. Za jakiś czas pewnie powróci, w papierach po lewej stronie.
Potrząsnął głową. Przez chwilę się zamyślił, ale teraz czas było wrócić do pracy. Słońce już zaszło, znowu spędził w biurze cały wieczór, a chciał już niedługo wyjść.
- Dobra, co my tu jeszcze mamy - mruknął do siebie, sięgając po kolejny dokument. Biała, prosta koperta. Otworzył ją i ze zdziwieniem odkrył, że zamiast kolejnego papieru, dostał zaproszenie. Dziwne. Nikomu nieznane miasto zaprasza wszystkie personifikacje krajów na wspólną zabawę, jakby to było coś... Możliwego, żeby wszyscy ci ludzie rzucili wszystkie sprawy i dzień przed świętami pojechali spotkać się z innymi ludźmi, których skrajnie nienawidzą.
Przez krótką chwilę ważył zaproszenie w dłoniach.
Ciągle było tyle rzeczy do zrobienia... Aktualne problemy do pokonania, cała cholerna wojna do zaplanowania. Musiał się wyspać i dokończyć świąteczny pudding, bo choć w tym roku nie urządzał żadnych świąt, to kultywował te tradycje, na które był w stanie znaleźć czas. A pudding przygotowywał już od wielu miesięcy, jeszcze z tamtego tygodnia, w którym odwiedził go Ameryka.
Cóż, stwierdził Anglia, mnąc w ręku zaproszenie i wrzucając go do zapełnionego kosza. Nie tym razem.
Spojrzał w okno. Brudny, mokry śnieg sypał na ulicę, roztapiając się przy ziemi i nie powodując nic poza błotnistą chlapą. Uśmiechnął się do siebie.
Wesołych świąt, Anglio.


[z/t <3]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Parlament [Londyn]   

Powrót do góry Go down
 
Parlament [Londyn]
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Wielka Brytania-
Skocz do: