IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Lubuskie, Żarow. Kwintesencja dygresji.

Go down 
AutorWiadomość
Łużyce
Szept
avatar

Male Liczba postów : 8

PisanieTemat: Lubuskie, Żarow. Kwintesencja dygresji.   Pon Paź 29, 2012 10:01 pm

Wiadomo nie od dziś, że Żarow, miasteczko skądinąd łużyckie, będzie jedynym miejscem, gdzie prawdopodobieństwo spotkania jegomościa pokroju Ludowita, zrówna się z pewnością. Oczywiście, samo centrum specjalnie życiem nie tętni, ale to nie zmienia faktu, że na głównym rynku trudno o lokum godne starego Słowianina. Dlatego też, gdy zechcesz odwiedzić chodzącą Dygresję i poobserwować jak żyje w warunkach zbliżonych do naturalnych, zboczysz z ruchliwej ulicy Żarowa i udasz się hen daleko, między stare dęby. Aż na obrzeża mieściny, gdzie czas dosłownie stanął w miejscu, a i strzępy miejskiego hałasu docierają tu jedynie od święta. Spokój, cisza i względne zapasy piwa oraz kawy.
Hacjenda Ludowita to zabytek przesiąknięty polskim folklorem i łużycką kulturą. Strzecha miast normalnego dachu, kamienny komin sczerniały od sadzy, okna zn,iekształcone przez mijane wieki. Ogród co prawda zaniedbany, bo właściciel zanim poświęci mu baczniejszą uwagę wpadnie w wir dygresji i nieprędko zeń wyjdzie, acz soczyste zielone chaszcze swój urok mają. Cóż z tego, że to chwasty, a nie francuskie kwiaty. Ludowitowi nigdy nie marzył się ogród z prawdziwego zdarzenia, asortymentem dorównujący niderlandzkim parkom. Gdzieżby znowu. To duszka zbyt zawiła i skomplikowana, by nie doceniać prostoty wszędobylskiego zielska. Zresztą, jak już rośnie i miejsce zajmuje, to zostać może.
Ganek chatki zapewne nie widział szczotki od lat. Jak nie wieków. Pajęczyny czają się w kątach werandy, ich właściciele sumiennie przędną swe nici. Stół wygląda na czysty, a gliniany wazon ustawiony pośrodku raczy gości widokiem świeżo zerwanych, polnych kwiatów. Albo chwastów, które Łużycom przypadły do gustu.
Wnętrza chaty to... kolorowa mozaika dokumentująca wpływy kwartetu słowiańskiego rodzeństwa. I Polak, i Czech i sama Słowacja znajdzie tu coś swego, bliskiego serduchu miłującemu odrębność grup etnicznych. Wzorów na ścianach jest tysiące, podobnie jak ludowych dzieł - ręcznie malowane talerze, kilka tomów łużyckiej powieści, garść ikonek od górali i sterta przeróżnych gratów, których nazwać jego dnia byś nie zdołał. Słowem - artystyczny nieład, kolor na kolorze, mieszanka kulturowa gwarantowana. W powszechnym skupisku barw i ludowych symboli, odnajdziesz małą kuchnię - typową gwarancję, że urzęduje weń mistrz łużyckiej patelni, a nie angielski wypiekacz trucizn. Zewsząd spogląda ciepło, nawet gdy za oknami jest trzaskający mróz. Chata ma swojego wewnętrznego ducha i przyjazny kominek, który wszystkim zapewni schronienie.
Chata co prawda wielkością nie zachwyca, a i poddasze mieszkalne nadawałoby się do remontu, ale dla Łużyc to zamek i rezydencja. W dodatku z tyłu znajduję się prowizoryczna wiata, więc i koń ma swoje cztery kąty.

Chociaż co do włości Ludowit zastrzeżeń nie miał (owszem, gdy za oknami burza, to on ma mały prysznic. Ekologiczna istota, o!) , musiał je opuścić. Czy na długo? Sam nie wiedział. Wiadomo tylko, że Łużyce pozostawiony sam sobie do końca Wojny nie zdąży się spakować... Dlatego, mimo planów wyprowadzki do Saksonii (u którego w spokoju będzie mógł kawę popijać całymi dniami), siedział jak gdyby nigdy nic przed gankiem z lekkim uśmiechem w kącikach ust. I, co nie pozostawia wątpliwości, popadał w dygresję. A to rozmyślał o chmurach na niebie, a to o morskich lazurze, a to znów umysł przenosił go do czasów, gdy sam nosił błękit. Słowem - na swój uwielbiany przez miliony sposób, unikał niezbędnej roboty jak tylko mógł. Nawet ślepia przymknął, co by rzucić się w objęcia Morfeusza. Albo poudawać przez chwilę, że II Wojna Światowa nie ma miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Polska
To tylko słowa...
avatar

Female Liczba postów : 265

PisanieTemat: Re: Lubuskie, Żarow. Kwintesencja dygresji.   Sro Lis 07, 2012 4:35 pm

Feliks właściwie nie wiedział, dlaczego przybył do Żarowa. Zresztą niespecjalnie się nad tym zastanawiał. Ostatnio w ogóle starał się nie myśleć, a jednak, wbrew temu, co uważali niektórzy złośliwi, myślał i to za dużo. W dodatku nie na temat, którym powinien się aktualnie zająć.
Tak więc uznał, że przechadzka dobrze mu zrobi. Nawet nie wiedział kiedy nogi poniosły go w kierunku chatki jego najstarszego brata, Łużyc. Swoją drogą ciekawe, co u niego.
Dostrzegł go siedzącego przed gankiem. Miał zamknięte oczy, więc pewnie spał. Albo popadał w dygresję. Tak, znając Ludowita, raczej to drugie.
Gdy Polska był już dostatecznie blisko, zawołał wesoło:
- Hej, Ludowit! Co tam u ciebie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Łużyce
Szept
avatar

Male Liczba postów : 8

PisanieTemat: Re: Lubuskie, Żarow. Kwintesencja dygresji.   Sro Lis 07, 2012 8:13 pm

Na początku drgnął. Hałas jakiś, nieprzyjemny taki. Zaraz zwalił wszystko na coś czym zajmować się nie potrzeba, i nawet rozmyślał czyby nie przewrócić się na drugi bok. To w końcu sen, bo on sobie grzecznie drzemał. Chociaż jakby się uparł to ni drzemał, to pozwolił myślom płynąć na eterycznym statku w kierunku bliżej nieznanym. Zaraz na falach pojawiło się zadane pytanie. "Co u ciebie?" rozbrzmiewało niesione przez wiatr. Z konkluzji wynikło coś zaskakującego. Na tyle zadziwiło to Łużyce, że uchylił jedną powiekę. Słońce prażyło radośnie, pszczółki hałasowały pośród ogrodowych chwastów, niebo było niebieskie. Wszystko tak jak zapamiętał.
Chociaż nie. Ktoś się nad nim pochylał. Blondyn, zielone oczy, uśmiech. Słowian jakiś. I to jeszcze nie byle kto, tylko sam Feliks. Przez chwilę czerwone oko patrzyło nieprzytomnie. Zaraz przyłączyło się do niego drugie, złote. I wzrok nabrał szczątkowej dygresji, poszukując między zwojami umysłu powodu towarzystwa Łukasiewicza. Wysyłał jakieś zaproszenie? Do Chorwacji, bodajby pół wieku temu. I do Białej Serbii, ale to też jakoś kilka dekad temu miało miejsce. A może omyłkowo list mu sprzed stu lat podesłał? Nie, papierzysko gnije gdzieś na strychu. Chociaż Saksonia był na dobrej drodze, żeby zrobić tam porządek. Odgrażał się kiedyś ze szczotką. Ale to nie wyjaśniało co Polak robił na jego ziemiach. Chrobry znowu czegoś chciał? A może tym razem Kazik zapragnął murować? Pytanie tylko co. U Ludowita co kamienne to kamiennym zostało. A strzechę zmieni raczej nieprędko. Chociaż gdzieś, w nieokreślonym miejscu, ciekła aż miło. A to oznaczało dziurę, której wzrok Łużyc do tej pory nieszczęśliwie nie znalazł. Dlatego przed snem miał kąpiel.
...zaraz, zaraz. Feliks się o coś pytał. Pięć minut temu bodajby. Nie, kwadrans temu. Przydałby sie jakiś zegar, gdziekolwiek.
- Pakuję się. - bo tylko Łużyce potrafi segregować swoje rzeczy w walizkach leżąc odłogiem na leżaku i zażywając zbawiennych kąpieli słonecznych w towarzystwie dygresji. Po prostu - żywy okaz duszy, która zgubiłaby się we własnej głowie. - Byłem na dobrej drodze odkurzenia starych waliz, ale się nie złożyło. Tak jak z ogródkiem. I kawą. Poza tym opalam się. I garnki myję.
Nowe uosobienie Wszechstronności, Ludowit. A teraz schodzimy na ziemię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Polska
To tylko słowa...
avatar

Female Liczba postów : 265

PisanieTemat: Re: Lubuskie, Żarow. Kwintesencja dygresji.   Pią Lis 16, 2012 7:59 pm

- Aha, pakujesz się. - no tak, to było do Ludowita podobne. Znowu dał się pochłonąć towarzyszącej mu wszędzie dygresji. Zanim Łużyce coś zrobi do końca, wielce prawdopodobne jest, że po drodze wielokrotnie skręci w dygresję. Feliksowi nigdy to jakoś specjalnie nie przeszkadzało, ot taki sposób bycia Ludowita. Szczegół, że czasem bywa to irytujące, ale irytowanie innych to chyba była cechą rodzinną Słowian.
- A dokąd się wybierasz, jeśli można wiedzieć? - zapytał Feliks z ciekawością. Inna sprawa, kiedy, Ludowit zamierza wyjechać, bo znając go, raczej nieprędko to zrobi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Łużyce
Szept
avatar

Male Liczba postów : 8

PisanieTemat: Re: Lubuskie, Żarow. Kwintesencja dygresji.   Nie Lis 18, 2012 8:47 pm

Był na dobrej drodze, żeby się spakować. Co prawda walizek jeszcze nie wystawił, ale na wszystko jest przecie czas. Trzeba jeszcze chwilę pomyśleć, zażyć słonecznej kąpieli, zaparzyć kawy, pooglądać jak rośnie zielona trawa. Czerwone ślepie zawsze lubiło widok polskiej chatki, więc nie sposób się Łużycom dziwić, że nie tak mu znowu prędko do zmiany lokum. Chociaż pewnie u Saksonii aż tak źle mu nie będzie, wszak jego ziemie i ludzie zawsze byli Słowianom przyjaźni. Nawet jakiś rodzaj powinowaceństwa był. I tutaj nasunęło mu się samo wspomnienie jednego saskiego króla, co to narzekał na Serbołużyczan, aż... zaraz, zaraz. Polska coś mówił.
- Do Saksonii, wiesz, za Dolne Łużyce. Co prawda będę musiał jeszcze kilka miejsc objechać z czystej ciekawości, ale wiesz, że ja podróży aż tak bardzo nie lubię. Dziwny trafem wszędzie się gubię. Jak wtedy, w 800 miałam państwem zostać, ale mi się kierunki pomyliły i źle rzekę przekroczyłem. A potem jakoś nie było okazji... - zamyślił się, znów popadając w dygresję. Przeszywający wzrok skierował na Polaka. Chociaż może nie tyle na Łukasiewicza, co na niebo nad jego ramieniem. Przez chwilę wyraźnie starał się połączyć fakt obecności Feliksa ze swoją osobą. - A co... ty tu robisz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Polska
To tylko słowa...
avatar

Female Liczba postów : 265

PisanieTemat: Re: Lubuskie, Żarow. Kwintesencja dygresji.   Sro Lis 21, 2012 8:21 pm

Łukasiewicz patrzył się tak i patrzył na Ludowita. I dochodził do wniosku, że to jednak mądry człowiek jest. Wszyscy się gdzieś ciągle śpieszą, mają coś pilnego, czas i tylko czas się liczy. Szybko się zbrój, szybko się rozwijaj gospodarczo, szybko się odnawiaj, wszystko rób szybko i dobrze. A Łużyce nigdzie się nie spieszył, na wszystko miał czas. To taka... miła odmiana, po tym, co serwuje dookoła zagoniony świat.
- Jeśli się zgubisz, to na pewno ktoś zawsze wskaże Ci drogę. Zresztą, myślę, że nie będziesz się spieszył.
Zauważył życzliwie. Jest pewien, że Łużyce zgubi się nie raz, a dziesięć razy, ale to przecież w niczym nie przeszkadza. Tacy ludzie jak on już tak mają. Ale za to nigdy nigdzie się nie spieszą, dzięki czemu mają czas. Ciekawe, może to dużo lepszy sposób na życie? Po co się tak wszystkim przejmować, stresować, szarpać sobie nerwy? Co prawda nie leży taki spokój w naturze Polski, jednak momentami ma on ochotę rzucić wszystko w diabły i wyjechać gdzieś. Odciąć się od tego całego zamieszania i żyć jakby nie było jutra. Felek otrząsnął się z rozmyślań słysząc pytanie Łużyc. A niech to, od przebywania z nim sam zaczął mieć jakieś dziwne rozważania. Jeszcze trochę i jeszcze sam wpadłby w jakąś dygresję. Brr, to chyba jest zaraźliwe.
- Nic konkretnego. Udałem się na wycieczkę, potrzebowałem odpoczynku od tego wszystkiego, co dzieje się teraz w Europie. Bardzo mnie to męczy.
Wyjaśnił szczerze w paru słowach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Łużyce
Szept
avatar

Male Liczba postów : 8

PisanieTemat: Re: Lubuskie, Żarow. Kwintesencja dygresji.   Pią Lis 23, 2012 9:17 am

Śpieszyć? Ludoiwt nawet biegał powoli, o chodzeniu nie wspominając. Długo panowało wśród Słowian przypuszczenie, że on tylko stać w miejscu potrafi, wciąż popadając z dygresji w dygresję. Stąd przypuszczenie, że zrobi coś szybko wydawało się zabawnie naiwne. Przykładem może być staranie się o osobne państwo. W czasie gdy był w miarę sprawny i zorganizowany, szacując w 800 roku, zabierał się do utworzenia własnego kraju jak sójka z morze. Sam właściwie nie wiedział czy naprawdę pragnie własnego kąta na świecie, pośród tych wszystkich bitew, wojenek i ciągłych zawiłości politycznych. W końcu padło na to, że źle skręcił kilka razy i miast w Budziszynie, wylądował w Gnieźnie.
A wtedy jakiś Mieszko mu kierunek wskazał. Ale patrzył na niego jak na krnąbrnego chłopa, który opuścił pańszczyznę.
- Czy ja wiem... co prawda Miechu wskazał, ale spoglądał jakoś krzywo. - dygresja przeniknęła do jego wypowiedzi, jak zwykle zresztą. Taki typ ludka, zawsze myśli mieszały się z wypowiedzią. A jakby się uprzeć, to tworzyły nawet sensowne konstrukcje. Co najbardziej zabawne, zwykle logikę takiego rozumowania najlepiej rozumiał Saksonia. Krztyna Słowianina musiała w nim jednak być. - Nie lubię się śpieszyć. Zwykle i tak gubię się gdzieś na początku.
...dlatego, znając Łużyce, pojedzie do Saksonii nie spakowany. O ile w ogóle przyjedzie, bo tego już nikt nie mógł być pewny. Blondyn utknie gdzieś na granicy, skręci w kilka uliczek za dużo, zwiedzi sobie Moskwę, może nawet o Ukrainę zaliczy. To wszystko w przekonaniu, że doskonale zna drogę. Pewnie potem, cudem jakimś - bo inaczej tego przysłowiowego łużyckiego szczęścia wyjaśnić się nie da - skończy u Serba. A już dalej to z górki, dalsi kuzyni wykopią go z przyjacielską uprzejmością. I w końcu zajdzie do Saksonii. Byle mu siwa broda gdzieś po drodze nie wyrosła.
- ...odpocząć? - musiał powtórzyć, bo z dygresyjnej wycieczki po całym rozgałęzionym drzewie genealogicznym Słowian, zgubił wątek. Zamrugał i spojrzał anemicznie na Polaka. W sumie, to i jemu przydałby się odpoczynek od tego męczącego pakowania. Co prawda, walizki nadal gnieżdżą się w składziku, ale mentalnie Łużyce już je zamknął wypełnione bo brzegi. - To na grzyby trzeba iść.
A przynajmniej tak zawsze robili za pięknych, starych czasów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Polska
To tylko słowa...
avatar

Female Liczba postów : 265

PisanieTemat: Re: Lubuskie, Żarow. Kwintesencja dygresji.   Nie Lis 25, 2012 9:15 pm

Łużyce to taki charakterystyczny twór, któremu na ogół więcej się przygląda niż słucha. I to właśnie robił Feliks. Cały czas zastanawiając się, co takiego może myśleć Łużyce? A może on nie myśli nic, albo myśli równie wolno, co chodzi? Wtedy miałoby to wszystko sens. Dygresje, które się przeciągają, a w wyniku tego nasuwają na siebie w jego umyśle... tak, to jest z pewnością to, co opóźnia wszelkie działania Łużyc.
Ale przecież nie wypada o tym myśleć. Zresztą, czy on nie ma innych tematów, nad którymi mógłby w spokoju rozmyślać, a byłyby one nieco przyjemniejsze i ciekawsze? Oczywiście, że ma! Wziął głęboki oddech. Całe Łużyce.
- Tak, odpocząć.
Odpowiedział cierpliwie, wciąż uważnie przyglądając się Łużycom.
- Na grzyby mówisz...? A wiesz co? To wcale nie jest taki głupi pomysł!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Łużyce
Szept
avatar

Male Liczba postów : 8

PisanieTemat: Re: Lubuskie, Żarow. Kwintesencja dygresji.   Pią Lis 30, 2012 12:31 pm

Ludowit sam nie dostrzegał kiedy popadał w dygresje. Raz tu, raz tam. Nawet nie potrafił orzec ile czasu mu te wszystkie zamyślenia zajmują. Co prawda gdy w pobliżu był Saksonia, łatwo było wydedukować jak długo Łużyce gmerał w swoich myślach. Zwykle Saksończyk zasypiał, a Ludowit wciąż gryzł się z własnymi przemyśleniami. Aż dziw, że nie sam miał problemów ze snem.
- Odpoczynek jest dobry. W lesie, dajmy na to. Chociaż nad wodą też bywa przyjemnie. Góry też są dobrym miejscem. Raz się wybrałem na te twoje Tatry, ale wszędzie tylko plaża była. A potem mi powiedzieli, że wylądowałem nad Bałtykiem. Ale wiesz, nie opłaca się zagadywać innych ludzi, bo bardzo się denerwują. - zauważył w swojej naturalnej dygresji. Tutaj, w części dawnych Łużyc wszyscy go znali i wiedzieli, że zwykł mówić... bezsensu. Stąd nikogo nie dziwi godzinna przemowa - tylko Ludowit potrafi myśląc o zakupie nowego kubka, rozwinąć temat aż na wątek władców niemieckich.
Dźwignął się z leżaka, pobieżnie przebiegając tępym wzrokiem po swojej chatce. Chwilowe zamyślenie. Zaraz się otrząsnął, chociaż widać, że interwencja należała do tych trudniejszych. Zmarszczył brwi.
- ...to na grzyby. - poszedłby już teraz, ale miał dziwne wrażenie, że czegoś mu brakuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Polska
To tylko słowa...
avatar

Female Liczba postów : 265

PisanieTemat: Re: Lubuskie, Żarow. Kwintesencja dygresji.   Sob Gru 01, 2012 12:01 am

Feliks walczył z samym sobą. To był prawdziwy hart ducha i trening mocnej osobowości. Nie zasnąć, albo nie wybuchnąć ze zniecierpliwienia przy nie spieszącym się nigdy i nigdzie Ludowicie to naprawdę coś. A jeszcze do tego tak spokojnie go wysłuchiwać i jeszcze starać się zrozumieć, co on mówi... Feliks doszedł do wniosku, że ma naprawdę anielską cierpliwość, skoro jeszcze to znosi i to tak dobrze. Ewentualnie jest chory i po prostu wszystko mu już jedno. Może być i tak. Z rozmyślań po raz kolejny otrząsnęły go słowa Łużyc.
- Tak, ludzie są bardzo nerwowi, szczególnie ostatnimi czasy.
Przytaknął. Tu akurat zgadzał się w pełni z Ludowitem. Ludzie łatwo i o byle co się denerwują. Chociaż czasami Łukasiewicz trochę ich rozumie. Sam nie raz ma ochotę wybuchnąć gniewem. Jeśli nim nie wybucha, ani nie denerwuje się, to pewnie tylko dlatego, że ma od ludzi dużo dłuższą wprawę. W końcu jest personifikacją państwa, przeżył niejedno i gdyby denerwował się tak wszystkim, to jego nerwy byłyby zszarpane do granic możliwości. Po prostu szkoda zdrowia.
- Na grzyby to bardzo chętnie, ale... - zawahał się na moment. - Ale wydaje mi się, że zapominałeś koszyczka na grzyby. Czy czegoś w tym stylu. Jeśli znaleźlibyśmy jakieś grzyby to warto byłoby mieć coś, w co można byłoby je zebrać.
Zauważył Łukasiewicz. Przy Łużycach wyglądał jak prawdziwy bystrzak. To było nieco budujące, lekko łechtające i tak nieco zaniżone ego. Feliks uśmiechnął się lekko.
- Ale oczywiście możemy znajdować grzyby i nie zbierać ich, lecz zostawiać tam, gdzie rosną. Zbieranie grzybów bez ich zbierania ma wbrew pozorom trochę sensu, nie uważasz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Łużyce
Szept
avatar

Male Liczba postów : 8

PisanieTemat: Re: Lubuskie, Żarow. Kwintesencja dygresji.   Pon Gru 17, 2012 1:11 am

Byli bardzo nerwowi. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Wciąż gdzieś pędzili, byle szybko, natychmiast coś załatwić. Już teraz, w tejże chwili. Biegli, przemieszczali się tak zastraszająco szybko. Zupełnie nie doceniali tego, co im Los podtykał pod nos. Ludowit wolał się zatrzymać, przystanąć kolejny raz z rzędu. Pomyśleć chwilę, powspominać, pozwolić by objęła go czule dygresja. Nigdy nie potrzebował specjalnie wiele do egzystencji - miał chatkę, rodzeństwo, kuzynów dalszych, bliższych. Niektórzy jego znajomi wymarli, stali się tylko zamazaną migawką w starym, zakurzonym łużyckim umyśle. Co prawda kilka razy zastanawiał się dlaczego jeszcze żyje. W końcu, aspiracji na własny kraj nie miał, bo to nigdy nie było spełnieniem jego marzeń. Niepodległość to coś, czego nigdy praktycznie nie liznął. Miał za sobą tylko wieki pokoju, sojusze z resztą Słowian i całą masę powiązań z Białą Serbią. Właściwie... dobrze mu się żyło. Przeciętnie.
- Bardzo nerwowi. Kiedyś tacy nie byli. Za Mieszka to nawet nie znali słowa "pośpiech". Robili wszystko wolniej. Wiesz, jak wtedy w młynach. Mąka nie potrzebowała takiej znowu szybkości, połacie pszenicy nie musiały wykarmić tylko kilka rodzin. A teraz..? Nie, Kazik nic by już nie zbudował. Na drewno by wszystko pozamieniał. A ten twój, krzywoprzysięgły? Bolesław, bodajby. Nic by nie zwojował. Radziwiłł załamałby dłonie. Swoją drogą, Czartoryscy chyba też. Chociaż oni to książęta, ładne ogrody porobili. - zaraz, o czym on w końcu mówił? Jego myśli pędziły gdzieś co sił, chociaż w gruncie rzeczy wiodły go dalej w przeszłość. Zupełnie jakby się cofał, nie spozierając w przyszłość.
Pokręcił głową, chociaż widać było, że złociste oko wciąż jest w czartoryskich ogrodach, usta jeszcze chwilę się poruszały, jakby przemawiały do Dobrawy, ale zaraz zatrzymały się, zamilkły. Ludowit zerknął w niebo, w coś, co pozostawało niezmienne. Jedyna otucha w tym bezwzględnym świecie.
- Koszyk jest podobno ważny. Znaczy, zwykle go nie biorę, a przypominam sobie o nim w trakcie zbieraniny. Inna sprawa, że zwykle nie dochodzę do lasu, bo bliżej mam miasto a tam to przeważnie jest taki rozległy dąb, za nim skręcam, potem idę uliczką i... zaraz ląduje u siebie, czasem po dniu, czasem po trzech. Dziwne to jakieś, nigdy grzybów nie przynoszę. Malin też nie, a już chodzę po nie szmat czasu. Nawet byłem raz bardzo blisko. Po drodze były jeszcze jeżyny....
Ah, ten rozmach wypowiedzi. Łużyce zwykle mówił i mówił, zapętlając się w dygresję. I zwykle wiedział co chciał powiedzieć. Cud.
- ...nie. To byłoby zgodne z naturą. Chociaż jak widzisz grzyba, to chcesz po niego sięgnąć. Przymus. Spacer sam w sobie też jest dobry. I nie obejmuje zbierania grzybów. Chociaż tego nie wyklucza...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Polska
To tylko słowa...
avatar

Female Liczba postów : 265

PisanieTemat: Re: Lubuskie, Żarow. Kwintesencja dygresji.   Nie Sty 06, 2013 12:21 am

Im dłużej przebywał z Łużycem tym mniej mu się spieszyło. To chyba jakieś zaraźliwe jest. I do tego w jak szybkim czasie! Z każdym słowem Łużyca, Łukasiewicz zaczynał odczuwać coraz większą potrzebę porzucenia pośpiechu i wzięcia przykładu właśnie z Łużyc. Kto wie, może to nie jest takie głupie rozwiązanie? Żyć sobie tak w spokoju, bez stresu, bez pośpiechu, rozmyślać całymi dniami... a świat niech robi co chce, niech gna na złamanie karku...!
Westchnął cichutko. Wspomnienie jego króli rozlało po serduszku Feliksa przyjemne ciepełko. Wspomnienia natychmiast powróciły.
- Tak, wtedy było inaczej...
Przyznał i zamyślił się. Jasne, bywało lepiej, gorzej i beznadziejnie. Ale zawsze... tak, było inaczej. Bardziej honorowo. A teraz? Wygląda na to, że dla świata nie ma już żadnych wartości. Bo po co? Czyż nie lepiej żyć w pośpiechu, bez wartości, bez ideałów, bez zrozumienia, bez wiedzy, bez tolerancji?
Och, jak bardzo to jest wygodne! Jak bardzo na rękę! Ale czy na pewno jest to to, co powinno się zrobić? Czy obranie najprostszej drogi, po najmniejszej linii oporu jest dobrym wyjściem? Mimo wszystko, powinno się jednak dawać coś od siebie...
- Wiesz co? Chciałbym żyć tak, jak Ty. Ale za dużo krwi się przelało, żebym mógł tak spokojnie patrzeć na kolejne krzywdy moich ludzi.
Westchnął bardzo głęboko. Tak, to jest to, co trzyma go przed zmianą trybu życia. Co jest jego motywacją, zmusza go każdego ranka do wstania, do podjęcia działań na rzecz poprawy sytuacji swojego narodu. Jest jego personifikacją i chce im jak najwięcej pomóc! Poza tym, ma swoją dumę i honor!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Łużyce
Szept
avatar

Male Liczba postów : 8

PisanieTemat: Re: Lubuskie, Żarow. Kwintesencja dygresji.   Nie Kwi 07, 2013 3:48 pm

Spoglądał na kuzyna lśniącymi oczyma, z czającym się w kącikach ust uśmiechem. U niego pośpiech był nie tyle rzeczą zbędną, co nieprzydatną. Saksonia, przez pierwsze lata znajomości próbował coś z tym fantem zrobić. Szybko się jednak poddał, bo Ludowitowi ten fakt nie przeszkadzał. Egzystował w swoim własnym tempie, nie kłopotał sprawami świata, komplementował otoczenie, popadając w coraz to nowe dygresje. Do życia potrzebował jedynie kawy, odrobiny spokoju i kawałek własnego kąta. Do tej pory nie narzekał na swój długi żywot. Nikomu nie wadził, a gdziekolwiek pomieszkiwał, nie spotykał się z wrogością. W pierwszych chwilach budził zainteresowanie, później ludzie mieli problem w wyłuskaniem sensu z jego wypowiedzi. Ale nigdy przed nim nie uciekano, nie obrzucano wyzwiskami. Ot, Łużyce zawitał.
Nie miał swoich ludzi. To Niemcy, Polacy, Saksończycy. Nie musiał się niczym martwić.
Spojrzał na Polskę uważniej, może nawet poświęcił mu maksimum swojej uwagi. Skoncentrował wzrok tylko i jedynie na nim, starając się nie odbiegać w dygresję. Zajęcia okazało się niezwykle trudne.
- Moje życie jest specyficzne. Moich ludzi jest za mało. Moje regiony nie istnieją. Jestem duchem bez ziem. - zauważył cicho, wzruszając lekko ramionami. Ważne, że miał swój kąt w którym czuł się bezpiecznie. I kuzynów, którzy w razie potrzebny zjawiali się nieomal na zawołanie.
Czasem bez zawołania też.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Polska
To tylko słowa...
avatar

Female Liczba postów : 265

PisanieTemat: Re: Lubuskie, Żarow. Kwintesencja dygresji.   Pią Kwi 12, 2013 6:54 pm

Łużyc naprawdę nie musiał mówić, że jego życie jest specyficzne. Czego by nie mówić o Łukasiewiczu, na pewno nie jest idiotą. I już jakiś kawałek czasu temu zorientował się, że Łużyce to istota wyjątkowo specyficzna, której zrozumieć się po prostu nie da. A to, dlaczego taki jest już naprawdę go nie interesuje. Aż tak ciekawski nie jest. Odchrząknął.
- To rzeczywiście specyficzny przypadek...
Potaknął. Jest przecież bardzo kulturalny, nie będzie mówił, że był w stanie to wydedukować sam. Poza tym, Feliks bardzo doceniał to, co mówił do niego Łużyc. Przecież mógłby nie mówić wcale, albo tylko coś od czasu do czasu bąknąć - to przecież tak bardzo byłoby w jego stylu. A tu proszę, jak się rozgadał.
Widać każdy musi sobie czasami pogadać. Czy to prywatnie, czy oficjalnie-
Łukasiewicz pokazowo pacnął się otwartą dłonią w czoło i westchnął głęboko. No nie. Miał się dzisiaj spotkać z Beckiem! Znowu usłyszy od niego, że jest spóźnialska gapa.
A sam poprosił o to spotkanie, bo ma tyle ważnych spraw do poruszenia, do dopytania się! Tyle trzeba jeszcze przemyśleć i postanowić... no nie!
- Bardzo przepraszam, ale... ale mnie czas nieco ogranicza. Mam to szczęście, że jestem państwem... i mam dzisiaj bardzo ważne spotkanie...
Wyjaśnił cicho.
- Przepraszam - powtórzył. - Naprawdę muszę już iść. Ale mam nadzieję, że będę miał jeszcze kiedyś okazję z Tobą porozmawiać - zapewnił, całkowicie szczerze. - Na razie!
Posłał Łużycom ciepły uśmiech i nie czekając dłużej pognał na umówione spotkanie.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Lubuskie, Żarow. Kwintesencja dygresji.   

Powrót do góry Go down
 
Lubuskie, Żarow. Kwintesencja dygresji.
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Polska-
Skocz do: