IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Orietntalna knajpka [Londyn]

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Orietntalna knajpka [Londyn]   Sro Paź 31, 2012 8:32 pm

Leżąca gdzieś w City, całkiem niedaleko parlamentu, a jednak ciągle w ustronnym miejscu, więc zwykle jest stosunkowo pustawa. Po drodze można spotkać kilka innych, większych i droższych barów i restauracji. Nie, żeby zapracowani Brytyjczycy mieli na tyle czasu (i smaku) by w pełni z nich korzystać. Sęk w tym, że ta jedna służy raczej do zamawiania jedzenia na wynos więc, wbrew pozorom, przewija się tędy sporo osób przy jednoczesnej rzadkości stałych klientów.
Sama knajpka jest naprawdę niewielka, mieszcząca zaledwie cztery stoliki. Mimo to urządzono ją w szykownym, orientalnym stylu, acz trudno stwierdzić, by był to jakiś konkretny orient. Restaurację prowadzą Anglicy, jedynie kucharz jest Hindusem. Nie zna angielskiego, więc i wiele do powiedzenia na ten temat nie miał.
Za to jego curry smakuje jak niebo.


Jeden z czterech stolików był zajęty, a przy barze czekało jedynie dwóch przemoczonych dżentelmenów w garniturach. Na kilometr było widać, że wyszli tylko, by coś zjeść w przerwie od przewracania dokumentów z jednej strony na drogą. Witamy w Londynie.
Anglia za to nie zwrócił na nich uwagi, początkowo zajęty kontynuowaniem jakże fascynującego tematu o warunkach mieszkaniowych Walii.
- W chatynce - poprawił go dobitnie. - Miała izby i wychodek do którego szło się po błocie jeszcze jakiś czas po tym, jak wyszły z mody, bo nie chciałeś dać się przekonać do kanalizacji.
Urwał na moment, rozglądając się po knajpce. Było tu jasno i przyjemnie pachniało z kuchni. Arthur nie zjawiał się tu szczególnie często, bo nie zawsze marnował czas na lunch. Mimo to lubił to miejsce. Było przytulne i bardziej angielskie niż niektóre nowoczesne bary.
- Swoją drogą, nie pamiętam, kiedy przeprowadziłeś się do miasta - westchnął. - Chyba cię tam jeszcze nie odwiedziłem, prawda?
Po usłyszeniu odpowiedzi skinął tylko głową i powiedział Walii, by ten zajął miejsce. Samemu zamówił jedzenie, dwie porcje curry, pewny, że Walia i tak nie wiedziałby, co zamówić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Czw Lis 01, 2012 12:51 am

Wkroczyli do środka orientalnej knajpie, a obcy styl wręcz uderzył Walię po oczach. Skrzywił się nieznacznie, w reakcji na coś, czego dobrze nie znał, postanowił jednak nie wydawać od razu wyroku. Było to zadanie trudne. Wprawdzie prosto było powiedzieć, że w życiu należało spróbować różnych rzeczy, jednak jemu nie przychodziło to nigdy łatwo. Miał swoisty lęk przed czymś nowym i obcym, dlatego nie ruszał się z dobrze przez niego poznanych, zielonych wzgórz. Bezkresna woda oblewająca wyspę napawała go dziwnym niepokojem. Na całe szczęście sytuacja nie wymagała od niego zamorskich podróży. Zostawiał je Anglii.
– To nadal nie lepianka – zauważył racjonalnie, nie dodając nic więcej.
On na nią nie narzekał, a jak się Anglii wtedy nie podobała, mógł nie przyjeżdżać. Obyłoby się bez jego wizytacji.
– Niedawno – wyjaśnił. W sumie, to gdzieś tak po wojnie. Trudno było mu się przystosować do nowego trybu życia. - Nie, Arthie. Nie miałeś okazji – zdrobnienia należało wypowiadać czule. W głosie Walii brzmiały one jak wzniosłe przemówienie na pogrzebie. W najlepszym wypadku.
Usiadł na wskazanym miejscu nie protestując. Nie miał pojęcia co to jest curry, jak wygląda i jak smakuje, więc wybór pozostawił bratu. Ten na pewno znał się lepiej, a raczej nie podejrzewał go o mordercze zapędy. Przynajmniej nie przy lunchu. Korzystając z chwili czasu rozejrzał się po lokalu. Dostrzegł jakieś osoby, ale jak to zawsze bywa, nie zwrócił na nie uwagi. Wrócił wzrokiem za to do blondyna, który wracał od lady.
– Mam nadzieję, że to będzie jadalne – rzucił cicho uwagą, gdy ten siadł już przy nim.
Podstawy dobrego wychowania znał i nie zamierzał obrażać obcej kuchni na cały głos. W razie czego po prostu zaciśnie zęby. A nóż mu posmakuje. Choć szczerze w to wątpił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Czw Lis 01, 2012 6:57 am

- Nie - sprostował Anglia. - Chatynka to już przejaw cywilizacji, której tak bardzo się boisz. Dlatego wspomniałem o lepiance.
Naprawdę, Walia chyba miał jakąś traumę, albo coś podobnego, co zakazywało mu jakichkolwiek kontaktów z światem zewnętrznym. Nawet sławnych Walijczyków było niewielu i raczej ich nazwiska nie pojawiały się na ustach ludzi spoza wysp. Arthur nie był nawet pewien, czy Arwel był w cholernej Francji. Francja, rzecz jasna był w Walii, ten drań był w każdym miejscu, w którym miał nadzieją spotkać coś ładniejszego od świńskiego zadu. Ale inne kraje czasem nie wiedziały nawet, że ma brata. Kojarzyli Irlandię, nawet Szkocję, a kiedy wspominał im o Walii, najczęściej byli zdziwieni, że ktoś taki w ogóle jeszcze istnieje.
Anglia westchnął w duchu, ale w tym momencie jego przemyślenia zostały ukrócone przez dwie potężne porcje curry postawione mu przed nosem. Podziękował i uśmiechnął się uprzejmie do kelnera, a następnie wrócił do stolika z dwoma parującymi półmiskami,
Zmarszczył brwi.
- To zdrobnienie pasowało jak pięść do nosa - wyjaśnił, czując się trochę, jakby ktoś przeszedł po jego grobie. Spojrzał na Walię z mieszaniną rezygnacji i rozbawienia. Pomimo wszystko, zabawnie było mieć obok siebie kogoś jeszcze mniej rozeznanego w uczuciach.
Oczywiście, pomijając to, że Anglia na uczuciach znał się doskonale. Czytał książki o ludziach... I takie tam.
- Będzie - potwierdził z irytacją, kładąc jeden półmisek przed Walią. - To curry z kurczaka, najprostsze, jakie udało mi się zamówić. Spróbuj je zjeść, zanim się na ciebie rzuci - dodał tym samym, dziwnie lekkim tonem. Potem przypomniał sobie, że naprawdę jest śpiący, ale przecież nigdy mu to nie przeszkadzało. Potrafił funkcjonować bez odpoczynku przez jeszcze dłuższy czas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Czw Lis 01, 2012 12:32 pm

– NIE boję się – poprawił go. - NIE lubię, a to całkiem co innego – prychnął.
Dlaczego fakt, że za czymś się nie przepada, wszyscy musieli odbierać jako jakiś wewnętrzny, podświadomy lęk. Może niektórzy w ten sposób lubili tłumaczyć niechęć innych względem ich osoby? To miałoby pewien sens, szczególnie w przypadku Anglii, a że w rzeczywistości coś na kształt strachu w nim istniało… Był Kirklandem, przecież nie przyznałby się do tego głośno. Musiałby być obłożnie chory i majaczyć, żeby to zrobić, a to mu raczej nie groziło. Jeszcze.
W między czasie położono przed nimi coś, czemu Arwel przyjrzał się nieufnie i ostrożnie. Rozpoznał mięso z kurczaka, ale to, w czym był zatopiony, było niebezpiecznie żółte. Zerknął ukradkowo na blondyna, który nie wydawał zaskoczony wyglądem potrawy, pewnie zdążył ją już zjeść kilka razy. Walia z kolei widział ją po raz pierwszy na oczy. Podniósł głowę, nie chciał pogrążać się przed bratem marudząc przy jedzeniu, ale też nie zabierał się za nie od razu. Oczywiście planował to zjeść, był głodny, ale jakoś tak nie mógł zebrać się na pierwszy kęs.
– Czemu? – zmarszczył lekko brwi, jakby nie rozumiejąc tego wytłumaczenia. - Twoje pełne imię jest takie sztywne. Skrót brzmi lepiej – stwierdził. Fakt, jakby ktoś miał jeszcze wątpliwości.
Wziął widelec w dłoń i bawił się nim przez chwilę, obserwując talerz i to, co na nim się znajdowało. Drgnął na słowa swojego brata i zerknął na niego chłodno.
– Postaram się – rzucił krótko, wracając wzrokiem do parującej potrawy. Dźgnął ją widelcem, jakby sprawdzając, czy faktycznie zamierza rzucić się na niego. Kurczak jednak trwał nieporuszony, zatopiony w żółtej mazi. Może jednak nie miał morderczych intencji względem niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Czw Lis 01, 2012 12:59 pm

- A widziałeś ją chociaż? Zwiedziłeś? - odgryzł się szybko i dobitnie, nie oczekując nawet odpowiedzi. Obaj wiedzieli, że największe spotkanie Walii z cywilizacją miało miejsce, gdy jego samochód rozwalił się o drzewo. - Więc nie możesz powiedzieć, że jej nie lubisz.
To było zabawne, siedzieć sobie tutaj, w dwudziestym wieku, kiedy po niebie latały samoloty, do Ameryki dopływało się w tydzień, a białych plam na mapach już praktycznie nie było - chyba, że ktoś wylał na nie wybielacz - a mimo to kłócić się z innym krajem o to, czy cywilizacja w ogóle ma sens. A ludzie mówili, że to Anglia jest zacofany.
- Nie o to chodzi - Jego brwi powędrowały jeszcze niżej w wyrazie zakłopotania i rosnących nerwów. To był ten dziwny moment w historii świata, w którym Anglik zamierzał pouczać kogoś na temat uczuć. - Jeśli już skrócasz, nie powinieneś... Mówić tego, jakbyś stał nad moim grobem. Albo coś koło tego. Poza tym Arwel brzmi jak ktoś cholernie rozrywkowy, co? - dodał, by tradycji stało się za dość. Anglia bardzo rzadko pozwalał, by choćby najmniejsza obraza przeszła obok niego niezauważona. Zawsze musiał cokolwiek odpowiedzieć.
A Arthur to naprawdę dobre imię. W innym wypadku nigdy by go sobie nie wybrał.
Przyglądał się walce na wzrok, jaką prowadził Walia z curry i nagle odniósł to nieustanne wrażenie, że otaczają go idioci. Ale ten jeden był jego bratem. Westchnął.
- Dalej, zanim się obudzi i zacznie walczyć - mruknął cicho i sam zabrał się za swoją porcję. Jakoś nagle zaczął się cieszyć, że ma w życiu inne problemy niż to, czy jego curry próbuje go zabić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Czw Lis 01, 2012 9:36 pm

– Coś tam widziałem – odpowiedział wymijająco, nie patrząc na Anglię.
Jakąś styczność z nią miał. Widział rozwijające się miasta, technikę, nowe maszyny. To wszystko było cywilizacją i nowoczesnością, nie mógł więc powiedzieć, że ją lubił. Nie pociągała go. Wprawdzie umiał wybornie strzelać z broni palnej, ale nadal przedkładał na nią łuk. Chociaż wiedział, że nie było co porównywać skuteczności. Na wojnę wybrałby się z karabinem i pistoletem, ale sentyment do drewnianego przedmiotu pozostawał. Samochodem jeździć się nauczył, bo musiał coś wybrać. A wolał to, niż pociągi. Zresztą i tak szło mu to koszmarnie. Do miasta przeprowadził się też dlatego, że musiał. I żałował. Więc czy mógł powiedzieć, że w jakikolwiek sposób jest w stanie to polubić?
– Moje imię nie ma skrótu – upomniał go, kompletnie nieskrępowany tematem. Jakby nie dotarło do niego w pierwszej chwili, o co w ogóle Arthurowi chodzi. - Nie mówiłem, że twoje imię jest złe. Chodziło mi o sam sposób… No wiesz, zwracania się – teraz przyszła kolej na niego, by z zakłopotaniem, który objawiał się u niego na twarzy przez specyficzny wyraz zobojętnienia. - Że taki… Sztywny. Nie powiedziałem tego takim tonem! – zaperzył się.
No dobra, może nie był mistrzem w okazywaniu uczuć. Szczególnie tych ciepłych, ale także i ogólnie wszelakich. Jednak, żeby insynuować aż takie rzeczy! Nawet jeśli było w nich ziarno prawdy. Duże ziarno. Jego policzki zapłonęły bladym różem. Dziwnie głupie uczucie, gdy ktoś zwraca ci uwagę, że przemawiasz jak przy jego pochówku.
Prychnął na słowa brata i wbił widelec w curry. Ostrożnie skosztował potrawę. Przeżuł, pogryzł, wszystko w tempie swoim, czyli wolnym. Przełknął, wzruszył ramionami i osądził.
– Może być – stwierdził, po czym zaczął po prostu jeść, oczywiście nadal w ślimaczym tempie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Pią Lis 02, 2012 6:47 am

- Zabłąkani francuscy turyści się nie liczą, wiesz o tym - odparł, udzielając mu się chyba ponury i bezbarwny ton Walii. W sumie, po części Anglia zawsze mu zazdrościł tych odcieni obojętności na twarzy. Neutralny wyraz twarzy i zero emocji było czymś, nad czym pracował odkąd tylko idea dżentelmeństwa wkradła się do umysłów Anglików. Przecież świat był o tyle prosty, gdy ludzie nie wiedzieli, co czujesz i co myślisz.
Wbrew pozorom był w tym dobry. Kiedy tylko trzeba było, a sytuacja stawała się poważna. Czasami po prostu emocje brały górę, co zdarzało się równie często i tego właśnie nie cierpiał.
- Do wszystkiego znajdzie się skrót - odparł z przekonaniem, ale też niecierpliwie, jakby tymi słowami odgarniał natrętną muchę. - Arwel... Arwi. Dlaczego by nie. Zawsze do jedna litera - uśmiechnął się posępnie, jednak szybko spoważniał. To była poważna sprawa. Poważna, ponieważ obaj byli Brytyjczykami, co było synonimem kogoś skrajnie nieprzystosowanego do świata, w którym istniały uczucia. Sama myśl o tym sprawiała, że nawet na twarzy Walii pojawiało się zakłopotanie. Byli jak dwaj dziesięciolatkowie, którzy właśnie stawiali swoje pierwsze kroki w świecie wiedzy o seksie. Żaden z nich nic nie wiedział na ten temat, a jednak starali się udawać, że są w tej sprawie absolutnymi mistrzami. Nawet, jeśli myśl zrobienia tego w praktyce napawała ich typowym dla dziesięciolatków obrzydzeniem i zażenowaniem.
- Rzecz w tym - oświadczył Anglia po raz kolejny chrząkając, jak zawsze, gdy musiał wytłumaczyć komuś coś kłopotliwie oczywistego. - Ż-że powiedziałeś. Kiedy mówisz do kogoś zdrobnieniem, powinieneś... Nie wiem, prawdopodobnie użyć miłego tonu. Mówienie skrótami to wyraz sympatii - zawyrokował w końcu, czując się coraz głupiej w tej sytuacji.
Obserwował go przez chwilę, a na wspomnienie o curry po prostu parsknął cicho pod nosem i zajął się swoją porcją. Nie skomentował, ciągle myślami w poprzednim temacie. Teraz nie był nawet do końca pewny, o co chodziło mu na samym początku, co było, gdy tak na to spojrzeć dość... Cóż, typowe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Pią Lis 02, 2012 2:59 pm

– Nawet nie chodziło mi o nich – prychnął w odpowiedzi.
O tym incydencie zdołał nawet zapomnieć. Banda upitych, brudnych obcokrajowców, która wylądowała u niego przez pomyłkę. Wykrzykiwała hasła w języku, którego nie próbował nawet zrozumieć i poddali się stadu owiec. Największa bitwa w historii Walii od czasu zawarcia unii z Anglią. Aż dziwne, że nie piszą o tym w książkach historycznych.
Słysząc skrót od swojego imienia, który rzecz jasna kompletnie nie przypadł mu do gustu, Walia zaczął rozważać, jak curry prezentowałoby się na głowie jego młodszego brata. Zbyt głodny był jednak, żeby marnować jedzenie. Nawet jeśli nadal mu nie ufał. Posłał tylko Anglii spojrzenie, które w domyśle miało go zabić. W praktyce niestety, rozmówca siedział nadal na swoim miejscu i miał się nad wyraz dobrze.
– Beznadziejny – skwitował krótko. Imienia Arwel nie trzeba było skracać. Było dobre samo w sobie. Poza tym, w ustach Arthura zdrobnienie brzmiało nie lepiej, jak u niego.
Rozmowa o uczuciach nigdy nie należała do łatwych. Szczególnie wtedy, gdy było się Brytyjczykiem. To samo w sobie zdawało się wyjaśniać wszelkie problemy z wyrażaniem uczuć. Szczególnie, że teraz obaj popadli w dziwne zakłopotanie, malujące się wyraźnie na ich twarzach. Dla osób postronnych, szczególnie tych z zagranicy, zapewne byłby to komiczny widok. Albo godny politowania.
– A-ah tak. Rozumiem – poprawił krawat, jakby ten cisnął go w gardło, a z jego policzków nie schodził blady róż. Nie chciał być pouczany, czasami po prostu sam nie wyczuwał swojego tonu głosu. Mówił tak jak zawsze i przeważnie nikt się nie czepiał. Może dlatego, że wszyscy go znali, a zagranica nie miała z nim przyjemności.
– C-cóż, wiesz, że tak mówię. To nie zależy ode mnie – burknął w ramach usprawiedliwienia i odparcia zarzutów, a potem zatopił wzrok w misce, wracając do jedzenia. Dlaczego rozmowa o tak prostej rzeczy, musiała być tak bardzo męcząca i krępująca? Nigdy nie potrafił tego zrozumieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Pią Lis 02, 2012 4:09 pm

- Więc o co? - drążył złośliwie, ponieważ właśnie na tym polegało bycie Anglią. I przy okazji rodzeństwem. Łapanie za słówka, męczenie drugiej strony i dowodzenie swoich racji to taki chleb powszedni. Zwykłe zmęczenie nic w tej kwestii nie zmieniało, Anglia musiałby być poważnie chory, by z tego zrezygnować. A kiedy faktycznie rezygnował, połowa świata wpadała w panikę, bo zrzędzenie Arthura było czymś zbyt naturalnym. Coś jak stukot kół w pociągu, praktycznie niezauważalny dla mózgu, dopóki nie ucichnie.
Uśmiechnął się do morderczego spojrzenia Walii, z doświadczenia wiedząc, że nic tak najbardziej nie doprowadza do szału, jak uprzejma i promienna postawa. Co z tego, że papugował w tym momencie zachowanie Francji? Dopóki drań tego nie widział, a Walia o tym nie wiedział, nie było źle.
- Oczywiście, że beznadziejny - odparł dziarsko. - W końcu dotyczy ciebie.
Och, dajcie mu żyć. Był przepracowany, wyglądał jak siedem nieszczęść i został bestialsko wplątany w rozmowę o uczuciach. Miał prawo rzucić ciętą uwagą tępą jak uczeń na klasówce.
- Rozumiesz? - spytał z powątpiewaniem i ulgą jednocześnie: cieszył się, że będą mogli skończyć temat i porozmawiać o... O owcach. O paskudnej pogodzie. Może obgadają Szkocję, czemu nie? - Niech ci będzie. W-wiesz, znam cię i wiem, że robi się niezręcznie, kiedy próbujesz być miły.
Tak. Okazywanie uczuć przez Walię było chyba bardziej niezręczne od próbującego zachowywać się miło Ludwiga. Z tym, że o ile Niemcy tłumił w sobie emocje, tak Walia zdawał się mieć z nimi do czynienia najwyżej odświętnie tak, że nie bardzo wiedział, co z nimi zrobić, gdy się spotkają.
Przez chwilę obaj milczeli, kompletując jeszcze głupią sytuację. Anglia przełknął jeszcze trochę curry. Było smaczne, chociaż sam smak już mu się znudził; przez lata poznał ciekawsze odmiany curry niż najprostszą z kurczakiem. Dla Walii to była całkowita nowość, więc chociaż na to zabawnie się patrzyło.
- Może cię odwiedzę - oświadczył nagle, wracając do tematu sprzed momentu. - W twoim mieszkaniu, jeśli nie miałbyś nic przeciwko. Jestem ciekawy, jak radzisz sobie w mieście.
I co z tego, że Anglii brakowało na to czasu? Brakowało zawsze, a jakimś cudem wyrabiał się we wszystkim. O wolnym nie miał co myśleć, wykorzystał je jakiś czas temu, ale przecież wizyta w stolicy Walii nie musi być czysto towarzyska.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Sob Lis 03, 2012 11:27 am

– Przepraszam, nie wiedziałem, że twój Londyn to taka zapyziała wiocha, która z cywilizacją nie ma nic wspólnego – odparował.
Anglia chciał wojny, mógł ją mieć w każdej chwili, ale tylko wtedy, jeśli chodziło o słowa. Bo Walia był w tym dobry. Każdy Brytyjczyk był, o ile akurat nie przechodził zbyt szybko do rękoczynów. To jakby wychodziło samo przez się, gdy mieszkało się na wyspach. Nie bez powodu ich cynizm stał się niemalże legendarny. Ale z drugiej strony, gdy ciągle tylko padało, trudno było mówić o promiennym i wesołym charakterze. Przynajmniej dopóki się nie upiłeś.
Widząc uśmiech brata, Arwel skrzywił się w odpowiedzi. Nie był Szkocją, toteż nie postanowił zetrzeć mu tego wyrazu z twarzy krzesłem. Miał lepsze rzeczy do roboty, a pokrywanie strat w jakimś barze, nie było na jego kieszeń.
– Raczej twoich godnych politowania prób – poprawił go uprzejmie. Sam skrót może nie byłby taki zły, gdyby nie to, że próbował go wymyślić nie kto inny, ale właśnie Arthur.
– Rozumiem – odpowiedział z naciskiem. Im dłużej wgłębiali się w tą dysputę, tym gorzej się czuł. Gdy żyło się w samotności i względnej obojętności, trudno było radzić sobie z innymi uczuciami. Dlatego może nie lubił towarzystwa. Nigdy nie wiedział jak się zachować i czuł się po prostu obco. Nie nawykł do okazywania czegokolwiek, poza brakiem zainteresowania.
– To dobrze… Że wiesz – odchrząknął, patrząc gdzieś w bok. Chciał mieć już ten temat za sobą i nie pogrążać się w dalszym ciągu. Tym bardziej, że widział wyraźnie, iż bratu przychodzi ta rozmowa z nie mniejszym trudem. Cóż przynajmniej nie czuł się osamotniony w tym względzie.
Wrócił wzrokiem do curry, które niestety nie odpowiedziało mu spojrzeniem. A może nawet to dobrze, nie lubił, gdy jedzenie się na niego patrzyło. Chyba, że było rybą. Ryba mogła, ona i tak nie miała wiele do gadania.
– Nie mam, chyba że przyjedziesz tylko po to, żeby się pośmiać – stwierdził.
A była to bardzo prawdopodobna możliwość.
– Zresztą to nic szczególnego – mruknął, pomiędzy mozolnymi kęsami.
Zawsze jadł powoli, jakby wcale nie zależało mu na tym, że potrawa może wystygnąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Sob Lis 03, 2012 1:51 pm

- A-ach, mój Londyn to co innego - odparł, odrobinę speszony, starając się jednak udowodnić, że w tej kwestii Walia wcale go nie przyłapał. Cóż, to i tak tylko jeden malutki punkt w niekończącej się bitwie. Nic wielkiego. - Ale nawet tu przyjeżdżasz jak najrzadziej możesz. Cóż, powiedzmy, że ci się nie dziwię. Nie ma potrzeby, żebyś tu przebywał.
Przynajmniej udało mu się zmienić temat w stosunkowo zgrabny sposób. Walia faktycznie nie był potrzebny w Londynie, podobnie jak stolica nie wymagała obecności Szkocji czy Irlandii Północnej. Obaj mogli przebywać na swoich terenach, gdzie czuli się najlepiej i rzadko z nich wybywali. W gruncie rzeczy Brytyjczycy spotykali się rzadko, tylko, gdy następowała taka konieczność. Najlepszym dowodem było to, że Anglia do tej pory nie dowiedział się o przeprowadzce brata.
Z drugiej strony, dla nich czas płyną inaczej niż dla ludzi. Mogli nie spotykać się latami, ale ich relacje się nie zmieniały, nienawiść nie bladła.
- Moja politowania godna próba i tak jest lepsza niż ty i twój Arthie - odgryzł kąśliwie, pusząc się jak snobistyczny arystokrata, któremu ktoś obraził prapradziadka.
Przyjrzał się jednak twarzy Walii i jego rosnąca irytacja ustąpiła miejsce szczeremu rozbawieniu; co rzadkie, nie z gatunku tych złośliwych, które powstają, gdy jakaś ofiara losu potknie się o skórkę od banana. Anglia po prostu poczuł się trochę weselej ze świadomością, że od tysiąca lat nie jest jedyną osobą, która użera się z kłopotliwością tego świata.
- Ha - mruknął nagle, uśmiechając wzrok. - Czyli naprawdę próbowałeś być miły. - oświadczył z śladami satysfakcji. - Starzejesz się, bracie.
Ktoś postronny pokręciłby głową z politowaniem, w końcu dorośli nie powinni cieszyć się z takich nieistotnych rzeczy. Anglia jednak był tak stary, że nauczył się doceniać niewielkie starania.
- Niby z czego miałbym się śmiać? - zapytał, pozwalając, by rozmowa skręciła na normalniejsze tory, takie, które nie sprawiały, że obaj mieli ochotę zakrztusić się swoją porcją kurczaka. Dziubną w półmisku z curry. - Duże miasta mają za mało miejsca na coś wystawnego. Sam korzystam z prostych mieszkań - stwierdził. Choć lubił być krajem postępu, tak nigdy w istocie nie pokochał życia w wielkim mieście. Bardziej cenił wsie i piękne, stare dwory, w których człowiek nie czuł, jakby się dusił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Pon Lis 05, 2012 3:42 pm

– Cieszę się, że to rozumiesz – odpowiedział spokojnie, czując w pewnym sensie zewnętrzną satysfakcję z faktu, że udało mu się złapać ten jeden punkt w słownej przepychance.
Skoro nie było potrzeby, by tu przebywać, to czemu miał to robić? Podobnie było z innymi miejscami na świecie. Nikt go tam nie chciał, nikt nie potrzebował, więc czemu miał się tam pchać? Byłoby to czysto irracjonalne zachowanie z jego strony, szczególnie, że nie kręciły go podróże ani zwiedzanie nowych, nieznanych miejsc.
– Nie ma potrzeby, żebym przebywał gdziekolwiek poza granicami – uciął temat.
Przewrócił oczyma.
– Arthie to chyba normalny skrót, funkcjonujący – zauważył. - Jak tak ci to szkodzi, może być i Arthur – machnął przy okazją ręką, trochę zniecierpliwiony.
Kto mógł przewidzieć, że z głupiej, jednej odezwy narodzi się ważka dyskusja. Słysząc słowa brata skrzywił się tylko lekko.
– Wydaje ci się – odpowiedział krótko, marszcząc brwi. Jego zdaniem Anglia zdecydowanie za wiele sobie dopowiadał i nie do końca dobrze interpretował jego intencje. - Jesteśmy w miejscu publicznym, a nie jestem Ianem, żeby próbować przyłożyć ci krzesłem – zauważył cierpko.
Nawet jeśli zaczynała go lekko świerzbić ręka. Nawet jemu się to zdarzało.
– Hm – mruknął, dźgnąwszy kolejnego kurczaka. Nie śpieszyło mu się zbytnio do zjedzenia swojej porcji, aczkolwiek nie miało to nic wspólnego ze smakiem. Mięso było całkiem niezłe, musiał to przyznać, choć nie robił tego głośno. Sam Arwel jednak znany był z tego, że posiłki pochłaniał tempem wręcz ślimaczym i nie raz trzeba było na niego poczekać. Szanował swój czas.
A Anglii przecież nie powie, że chodzi o jego średnią zaradność w wielkim miecie.
– Tak, wiem. Zauważyłem – westchnął. - Jak chcesz możesz przyjechać. To znaczy, jeśli znajdziesz wolną chwilę – zmierzył go wzrokiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Pon Lis 05, 2012 8:16 pm

- Dlaczego nie? Zawsze jest taka potrzeba - obwieścił zwięźle, marszcząc przy tym lekko brwi. Zwykle nie dzielił się swoją pracą z kimkolwiek, zwyczajnie nie lubił. Żywił przeświadczenie, że żaden rozkaz nie zostanie wykonany prawidłowo, jeśli nie weźmie w nim bezpośredniego udziału. Innymi słowy, miał paranoję na punkcie władzy, brał na siebie za dużo obowiązków i, co zabawne, sprawiał, że nigdy nie było ich aż tak dużo. Jakoś się wyrabiał. Lepsze przepracowanie niż to cholerne uczucie, że omija go coś ważnego, a inny rozwalają mu kraj bez jego wiedzy. - Nawet teraz. Potrzebuję kogoś, kto poleciałby do Nowego Świata - urwał, zawahał się i nie pociągnął tematu. Walia mógł wspominać o przepracowaniu, ale sam nie poświęciłby się aż tak. Anglia zresztą tego nie oczekiwał.
- Niech sobie funkcjonuje - mruknął. - Ale jak najdalej ode mnie. Arthie jest zbyt niepoważne, nawet jeśli w twoich ustach brzmi, jakbyś próbował mnie nim zadźgać - znowu wróciła lekka złośliwość, nieodłączna część bycia Anglią, o ile nie było się mocno spitym Anglią, albo też śmiertelnie chorym Anglią. We wszystkich innych wersjach funkcjonował kąśliwy jak czarna żmija.
- To nadal nie zmienia faktu, że nadal się przyznałeś do bycia miłym - zauważył ożywiony. - I jesteś za leniwy, żeby przyłożyć mi czymkolwiek.
To było akurat proste stwierdzenie faktu. Walia był za leniwy, żeby przynieść sobie poranną gazetę, przynajmniej tak przypuszczał Anglia. Chociaż dobrze, że żyli już w epoce powszedniego radia. Jakoś nie potrafił już sobie wyobrazić świata bez codziennego nadawania BBC.
On prawie dokończył swoją porcję, więc teraz tylko wpatrywał się z mozolne próby Arwela. Zawiesił się do tego stopnia, że słowa brata doszły do niego z opóźnieniem.
- ...może - mruknął tylko. - Zobaczymy. Czas to rzecz względna.
Prawie dwadzieścia lat wcześniej w dniu, w którym skończyła się Wielka Wojna Anglia żywił przekonanie, że czeka go całą długa wieczność. Ostatnio jednak przyszłość znowu zrobiła się czarna. Zabawne. Miał zbyt dużo wątpliwości jak na potężne Imperium, które nie powinno się niczym martwić - i to też go niepokoiło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Sro Lis 07, 2012 11:48 am

Spojrzał na młodszego brata powątpiewająco. Zawsze? Jakoś trudno było mu uwierzyć w to, że po kilkuset latach jego siedzenia na wyspach, świat potrzebował właśnie jego. Tym bardziej, że przez ten sam okres czasu, Anglia w imię zdrowego rozsądku nie wysyłał nigdzie Szkocji, Irlandii czy Irlandii Północnej. Wszystko robił sam i rzecz jasna przepracowywał się, ale na takie poświęcenie nawet Arwel nie mógł się zdobyć. Zresztą blondyn go po prostu nie chciał. Zmarszczył brwi przy wzmiance na temat Nowego Świata i nie skomentował jej wymownie. Nie zamierzał zejść na ląd Europejski, co dopiero przepłynąć cały ocean! Albo przelecieć nad nim. Obie opcje zdawały się być dla niego mało kuszące, choć z samolotami jeszcze dużego do czynienia nie miał. Zresztą nie był sam w tej Unii.
– „Zbyt niepoważne” – powtórzył, przewracając oczyma. - Mówisz, że się starzeję, a sam odzywasz się jak jakiś emeryt – westchnął.
Oh on też się tak odzywał, ale o tym mógł na tą chwilę zapomnieć, prawda?
– Nie przyznałem się, bo nie ma do czego. I w każdej chwili możemy się przekonać, co jest większe. Moja cierpliwość czy lenistwo – zauważył zerkając na Anglię.
Nie, żeby przyznawał się do lenistwa. Szanował swój czas. Tak, tak brzmiało to zdecydowanie lepiej. Nawet jeśli najchętniej w ogóle nie ruszałby się ze swojego mieszkania i spędzał na kanapie kilka godzin dziennie. Niestety żyli w takich czasach, że nie było mu to dane. Kiedyś było prościej, nie miał tle rzeczy na głowie i nigdzie nie musiał się spieszyć. Tak, brzmiał jak staruszek, ale jakoś nigdy nie zwracał na to szczególnej uwagi. No i nadal były to puste groźby. Walia nie był głupi, żeby zaczynać jakieś rozróby w knajpce z tak błahego powodu. Chyba, że akurat miał bardzo podły nastrój. Tak, o dziwo jemu też się zdawało.
– Wiem. Szczególnie w twoim wypadku – westchnął. - Ciekawe czy uda ci się to zrobić, zanim znowu się przeprowadzę – dodał z lekką nutą złośliwości.
Wprawdzie nie chciał tego robić, zbyt wiele problemów to tworzyło, jednak prawda była taka, że Walia nie miała stolicy, a co za tym idzie Arwel nie posiadał stałego miejsca zamieszkania. Kilka miast biło się o pozycje tego głównego, ale na razie sprawa stawała w miejscu. W sumie na razie nie było też potrzeby, żeby stolicę posiadać. Bo i po co? Ale jeśli kiedykolwiek taka by się narodziła, oznaczałoby to kolejne pakowanie manatków. Odruchowo skrzywił się na tą myśl, wracając do konsumpcji kurczaka. Kątem oka zauważył, że jego brat swój obiad już skończył, ale nie przyspieszył mimo tego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Sro Lis 07, 2012 7:29 pm

- Nie jestem emerytem - zaprzeczył burkliwie, marszcząc brwi. - Jestem dojrzały, a to różnica. Ale wiem - dodał z lekkim uśmiechem. - Wielu myli rozsądek z sztywniactwem.
Czy Anglia uważał się za sztywniaka? Nie, z tego prostego powodu, że nim nie był. Owszem, nie radził sobie w kontaktach z innymi krajami, jak i również często chodził pochmurny jak angielskie lato. To było mylące, bardzo mylące, bo ludzie uwielbiali oceniać innych po tym, co widzą a nie tym, co znają.
Arthurowi to nawet pasowało. Chciał być dżentelmenem, potrzebował powagi, by czuć się pewnie. Jednak nikt, kto widział go mającego choć trochę wolności i władzy nie mógłby z całą szczerością powiedzieć, że Anglia to nic innego jak stary duch w młodym, wciśniętym w garnitur ciele.
Westchnął.
- Obaj jesteśmy uparci - mruknął. - I wiemy swoje. A poza tym, Arwel, wiesz, że mam rację. Czasy się zmieniły. Nie mamy powodów do wzajemnej nienawiści - przyznał dość niezręcznie, bo nienawiść była tym, na czym się dobrze znał. Cała reszta stawała się niepewnym gruntem: różne emocje mogły uderzyć z różnych stron, kiedy nawet się ich nie spodziewał. Mimo wszystko, taki był fakt. Nastały czasy, kiedy nienawiść stała się przeżytkiem.
Takie rozmyślania nie były może zbyt odpowiednie do spokojnego obiadu w hinduskim barze, ale właściwie, kogo to obchodziło? Świat nie był opowieścią, nic nie działo się wtedy, kiedy powinno.
- Założysz się? - zapytał, unosząc na niego wzrok. - Na takie rzeczy zawsze znajdę czas. Walia nie jest daleko w porównaniu do Europy czy innych miejsc.
A przecież w tym roku był już i w Chinach i w Ameryce i w Rosji, w żadnym z tych krajów nie załatwiając niczego wartego uwagi. Przynajmniej czas z Alfred... Ameryką nie był całkiem zmarnowany. - Jeśli się uprę, to przyjadę - dodał, ale w jego głosie brakowało oporu. Był zmęczony i to zmęczenie otulało go jak gruby płaszcz. W tym momencie, kiedy nie miał już nic do roboty, poza siedzeniem i utrzymywaniem dyskusji z skrajnie flegmatycznym Walią, dopadła go senność. Deszcz za oknem szumiał, a w restauracji było zadziwiająco spokojnie.
- Zrobię, co będę musiał - dodał nagle, być może bez związku z niczym konkretnym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Nie Lis 11, 2012 1:05 am

– Nie sądziłem, że można używać słowa „rozsądek” wobec skrótu imienia – stwierdził Walia, unosząc do góry jedną brew i przyglądając się uważnie bratu. Jego twarzy wydawała się pozbawiona emocji, ale kąciki ust uniosły się ledwo zauważalnie do góry. - Dojrzały, heh… – mruknął.
Dojrzałość była w jego opinii przy krajach pojęciem względnym, ale nie zamierzał rozwinąć myśli. Nie było czego, poza tym dyskusja z Anglią na takie tematy była zazwyczaj drogą w ślepy zaułek. Albo znowu zostałoby mu wytknięte, że się starzeje, co nie było prawdą. Walia nie starzał się z prostego powodu. Od lat zachowywał się tak samo, mówiąc w skrócie nie istniał żaden proces, tylko fakt dokonany, o który Arwel nie dbał w żaden sposób.
Parsknął śmiechem, co musiało zabrzmieć naprawdę dziwnie. Walia rzadko się śmiał, żeby nie powiedzieć, że prawie w ogóle tego nie robił.
– Próbowałeś powiedzieć coś takiego Ianowi? – spytał lekko rozbawiony.
Oczywiście wiedział, że Arthur miał rację, kolejny fakt. Nienawiść, jeśli nawet jakaś między nimi miała miejsce, dogorywała na początku piętnastego wieku i wkrótce zanikła. Zresztą Arwel nie był pewien, czy kiedykolwiek faktycznie żywił aż tak silne, negatywne uczucia wobec młodszego brata. Może dawno, dawno temu, gdy był niewiele od niego starszym smarkaczem. Ale to były czasy odległe, które odeszły w niepamięć. Czy może raczej zostały uśpione i nie dawały na razie o sobie znać.
– Ale masz rację, nie mamy – przyznał w końcu, poprawiając się. Widział pewnego rodzaju skrępowanie Anglii. - Co nie zmienia faktu, że miły to mocne słowo. Arthur, czy ty bywasz dla kogoś faktycznie miły?
Faktycznie, czyli nie poprzez wymuszoną etykietą uprzejmość. Bo Walia odróżniał te rzeczy od siebie, każdy przy zdrowych zmysłach i logicznym rozumowaniu to robił.
– Mogę się założyć – wzruszył lekko ramionami. - Wiesz, że nie mam stolicy, wszystko zależy od tego, co znowu sobie ubzdurają. Ale zapraszam i tak.
Kontynuował pochłanianie kurczaka małymi, spokojnymi kęsami. Potrawa znikała powoli z talerza, a obiad miał się już ku końcowi, ale nadal jeszcze nie zginął w żołądku rudo-blondyna definitywnie. Utrzymywanie sennej rozmowy, którą wspomagał deszcz za oknem, wydawało się nieuniknione. Arwel podniósł wzrok morskich oczu na brata.
– To znaczy? – spytał, sugerując bratu dokończenie myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Nie Lis 11, 2012 10:24 pm

- Rozsądku używa się odnośnie wszystkiego, Arwel - powstrzymał się od użycia tej skróconej wersji, bo Walia był trochę jak uśpiony wulkan. Mógł spać od setek lat i wyglądać na pusty i martwy, ale w końcu wybuchał. Znając życie Arwel ciągle trzyma gdzieś swój łuk, a Arthur naprawdę nie miał siły ani ochoty na większe utarczki. Innego dnia z kimś innym, być może. - Przynajmniej ja używam.
I na co mu to przyszło? Zszargane nerwy, więcej niż kilka nieprzespanych nocy i gówno warte papiery, które nikogo nie obchodzą. Papierkowa robota, o to, co robiło Imperium Brytyjskie w obliczu zagrożenia. Gdyby to chociaż były listy do wrogów, ale nie... To tylko cholerne drobne ludzkie sprawy, które nic go nie obchodziły. Nie w tych czasach.
Coś na twarzy Anglii drgnęło. Zamrugał i odetchnął, czując, że spiął się od własnych myśli. Grunt, to się uspokoić. Złość nic mu nie da, prawda? Ostatnim razem kiedy porządnie się wściekł był o krok od zabicia Hitlera i, szczerze mówiąc, do tej pory tego nie żałował. Dręczyła go jedynie narastająca paranoja, bo wódz Rzeszy wydawał się wyjątkowo mściwym i niestabilnym człowiekiem. A jednak milczał. Nie wydarzyło się absolutnie nic, co sugerowało, że Hitler dał sobie spokój z tamtą sprawą, albo knuje coś naprawdę paskudnego.
Na przykład kolejną Wielką Wojnę? - zapytał sam siebie ironicznie.
- Nie próbuję powiedzieć niczego Ianowi - sprostował, z wyraźnym trudem wracając do rzeczywistości. - I nawet wtedy próbuje rzucić we mnie krzesłem. Jeśli nie jest w humorze - dodał cynicznie. Wszyscy wiedzieli, że Szkocja nigdy nie był w humorze, jeśli Anglia znajdował się w okolicy stu mil. Może jakoś to wyczuwał? Arthur nigdy nie uważał brata za człowieka, więc nie zdziwiłby się, gdyby miał jakieś czułki albo drugą głowę, albo...
Na króla, źle z nim.
Zamrugał i uśmiechnął się kwaśno do resztek curry.
- Miły to niezbyt mocne słowo - sprostował, przenosząc rozbawiony i senny wzrok na brata. - Serdeczny to mocne słowo. Przyjacielski albo życzliwy też. Albo słodki - prychnął lekceważąco pod nosem. - Te słowa w ogóle do ciebie nie pasują, wiesz?
Miły zresztą też nie, ale Anglia i tak się nie godził, że to szczególnie mocne określenie. Można było być miłym i nienawidzić drania. I wcale nie ignorował drugiej części pytania, skądże. Nawet jej nie dosłyszał.
W rzeczywistości po prostu nie miał ochoty odpowiadać.
- To takie w twoim stylu. Na dobrą sprawę Prusy ma więcej powodów, by istnieć. Ale rozumiem, nie chcesz zostawić owiec samych - mruknął, nie zwracając uwagi, gdy podparł się łokciem o stół. Miał nadzieję, że Walia szybko skończy jeść, bo chciał jak najszybciej zapłacić i wyjść, prosto w orzeźwiający deszcz, w miejsce, które nie byłoby jeszcze bardziej senne od gabinetu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Pon Lis 12, 2012 11:26 pm

– Myślę, że w twoim wypadku, używasz go za dużo, [i]Arthurze – odparował bez zastanowienia, pozwalając sobie na wypowiedzenie jego imienia z naciskiem.
Korciłoby zapewne każdą inną osobę, żeby użyć skrótu. Ale Walia był Walią i uszanował zdanie brata. Czy może raczej nie chciał nakręcać dyskusji o pasjonującym temacie, jakim były zdrobnienia wszelkie. Rozmowa, która zrodziła się z niczego i była podtrzymywana dla zasady. Bo rodzina brytyjska musiała się żreć, udowadniając swoją rację. Gdyby było inaczej, świat zatrząsł by się w posadach, a trąby anielskie oznajmiłyby koniec świata. Walia stwierdziłby „meh”, a Anglia powiedziałby, że to wina reszty Europy.
– Bo to Ian – podsumował, uznając, że to wyjaśnia całą kwestię.
Szkocja, jak Walia był Walią, tak on był Szkocją. To w teorii miało w skrócie opisać, dlaczego nie powinno kwestionować się jego zachowania. A nienawiść w stosunku do Anglii była już całkiem czymś innym, skrupulatnie budowana od wieków, nieprzerwana i wieczna. Jakby i jej zabrakło, wtedy bez zbędnych ceregieli i chórków anielskich, przeszliby do rozpadnięcia się globu, morza ognia i innych, zapewnianych przez tych z góry atrakcji.
– Słodki? – zamrugał, zastanawiając się, skąd takie słowo wzięło się w ogóle w tym zestawieniu. Wzruszył ramionami. - Do żadnego z nas nie pasują.
Zauważył, że jego pytanie pozostało bez odpowiedzi, ale nie naciskał. Uznał je po prostu za retoryczne, a milczenie Angli za wielce wymowne.
– Tch – prychnął. - Też mam swoje powody, żeby istnieć. Inaczej by mnie nie było. I nie, nie chodzi o owce – ostatnie zdanie dodał szybko i ostro, zerkając znad curry na swojego brata. - Przysypiasz, naprawdę powinieneś wziąć sobie kilka dni wolnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Sro Lis 14, 2012 8:15 pm

- Tak, a teraz powiedz mi jeszcze, że powinienem zacząć słuchać głosu serca - parsknął w odpowiedzi ironicznie i rzucił bratu takowe spojrzenie. - A wtedy już w ogóle zabrzmisz jak Francja.
Swoją drogą, próba akcentowania czegokolwiek w wykonaniu Walii nie wychodziła zbyt mistrzowsko. Prawdopodobnie mógłby zarabiać na życie jako automatyczna sekretarka i nikt nie pomyślałby, że jest człowiekiem.
- Słodki - potwierdził, kiwając lekko głową i wplatając dłoń w kosmyki włosów. Życie nie było fair, rosły mu w szybkim tempie w przeciwieństwie do zarostu. Nie. To było skrajnie cholernie niesprawiedliwe. - Widzisz, gdybym był kobietą, rozchwianą emocjonalnie na dodatek, powiedzmy, że w ciąży; wtedy może uznałbym, gdybym był pijany, bardzo pijany, Walio, tak cholernie pijany, że nie odróżniałbym własnej lodówki od toalety, że twoja próba bycia miłym jest słodka - skrzywił się i odchrząknął, wbrew sobie czując, że ta dyskusja nieuchronnie zaprowadziła go do czerwonych plam na policzkach. I piekących uszów.
Wzruszył ramionami. Arwel miał rację, dorosłe narody nie mogły być słodkie. Były w końcu dorosłymi narodami, a Imperia Brytyjskie nie bywają słodkie, urocze ani miłe. Zresztą, skąd te głupie myśli?
Zamrugał i po raz kolejny się zganił. Bzdury, jego mózg plecie kompletnie bzdury.
- Nie przysypiam! - zaprzeczył, podrywając się w swoim miejscu i podnosząc głos tak, że kelnerka zerknęła na nich z ciekawością. Zakłopotał się swoim wybuchem. - N-naprawdę nie. Przestań wmawiać, że wiesz lepiej, jak się czuję... Arwiczku.
To było złe. Tak okropne i nieprzyjemne, że Anglia poczuł potrzebę umycia języka. Ale przynajmniej powinno odciągnąć Walię od tematu przemęczenia, co było aktualnym priorytetem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Sob Lis 17, 2012 11:48 am

– Ty nie masz serca – poprawił go. - Nie proszę cię o niemożliwe – uściślił, krzywiąc się delikatnie i mimowolnie na słowo „Francja”.
Wprawdzie nie zapoznał się z nim osobiście zbyt dokładnie i historie słyszał głównie albo od Anglii, albo od Szkocji, ale jeśli komuś (w domyśle Arthurowi) ten kraj śnił się w sukience, to jakoś Arwel nie miał ochoty zacieśnić z nim relacji. Jakoś tak działał jego instynkt samozachowawczy, co chyba nie powinno dziwić.
– Na całe szczęście, moje i całej rodziny, kobietą w ciąży nie jesteś. Chociaż upić cię do takiego stanu, to akurat nie problem – drugie zdanie dodał z lekkim zastanowieniem, jakby faktycznie problem ten go zaabsorbował. Po chwili jego wzrok padł na czerwone plamy, które zaczęły pojawiać się ja jasnej cerze młodszego brata. Westchnął. Problem rodzinny, z którym każdy radził sobie inaczej. To znaczy… Zazwyczaj nie radził. Chyba, że wszystko było mu obojętne. Jak Walii. - I naprawdę, nie zależy mi na takim uznaniu. Możesz przestać, bo za chwilę dopasujesz się kolorem do zasłon w tym pomieszczeniu.
Wrócił do kurczaka, kończąc długą batalię z posiłkiem. Zostały ostatnie kęsy, które powoli znikały w jego wnętrzu, raz po raz. Walia jednym uchem słuchał brata, mało zainteresowany jego wywodami, które powoli zaczęły oscylować w dziwnych sferach. Nie, Anglia na pewno był śpiący. Trudno było tego nie zauważyć.
– Widzę wła- – urwał w pół słowa, słysząc dokończenie wypowiedzi brata. Bez większego zastanowienia, wysilił się i kopnął pod stołem blondyna w goleń. - Mówiłem coś na temat twojego beztalencia w wymyślaniu zdrobnień – prychnął. - A teraz usiądź Arthusiu, nie rób scen.
Coś w jego wnętrzu skręciło się na dźwięk każdego, dziwnego zdrobnienia, które padło w tym pomieszczeniu, ale ignorował to odczucie, nie chcąc pozostawać dłużnym. Taka cecha Brytyjczyków, której chyba nikomu nie udało się wyzbyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Sob Lis 24, 2012 8:49 pm

W odpowiedzi przewrócił lekko oczami.
- Podobnie jak nerek, trzustki i lewego płuca, oczywiście - rzucił ironicznie. - To u nas rodzinne. Tylko ja, w przeciwieństwie do was, mam za to cały mózg.
Ludzie z założenia przyjmowali, że Anglia nie ma serca i było mu to naprawdę na rękę. Kiedy myśli się o kimś jak o zimnym draniu, niczego się od niego nie oczekuje ani nie prosi o pomoc. Anglia był takim właśnie draniem i wygodniej było odpuścić sobie rolę dobrego Samarytanina. Dlatego Walia, choć rzucił tylko drobną złośliwość, powiedział Anglii coś na kształt komplementu.
- Nieprawda - uśmiechnął się pod nosem. - Możesz spróbować, ale założę się, że prędzej wyląduję pijany pod stołem. Ty też.
W pewnych przypadkach słaba głowa i kwestia tracenia świadomości bywały zbawienne. Człowiek nie wiedział, jak wielką głupotę zrobił i nie musiał się tym martwić, dopóki policja nie znała jego nazwiska. Albo dopóki zdjęcia nie ukazywały się w jakiejś gazecie, nie, żeby Arthurowi się przytrafiło. A zresztą, miał genialny rząd, który potrafił zatuszować znamienitą większość drobnych potknięć.
- Nie będę się do niczego dopasowywał - burknął, odwracając z irytacją wzrok. - A j-jeśli skończyłeś jeść, możemy już wyjść. Widzisz, z nas dwóch, to ja mam na biurku kupę papierów większą niż ja sam. I przecież siedzę - oburzył się, nawet jeśli zabrzmiał mało dojrzale. A niech to szlag weźmie Walię, jak na kogoś tak spokojnego, bywał zwyczajnym dupkiem.
A to już na pewno mieli we krwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Pon Gru 03, 2012 11:23 pm

– Głęboko ukryty – westchnął w odpowiedzi Arwel. - Bardzo, bardzo głęboko – zaznaczył spokojnym tonem.
A przynajmniej takie wrażenie odnosił. Mimo to odetchnął lekko, odsuwając od siebie praktycznie już pusty talerz, znudzony wzrok przesunął się z małym zainteresowaniem, po otaczających go ludziach, po czym wrócił do brata. Jakim złem by Arthur nie był i tak bardziej ciekawił go, od przeciętnych śmiertelników. Coś, co nie zmieniło się przez wieki w personalnym rankingu mężczyzny. Najpierw były owce, potem Szkocja i Irlandia, potem Anglia. Gdzieś tam dalej inne personifikacje, których nawet nie znał, a u dołu ludzie. Istot magicznych nie liczył. One były poza kategorią i zrównywanie ich do braci było wręcz ujmą. Choć może, z owcami powinien zrobić to samo.
– To wyzwanie? Spróbowałbym, ale mi się nie chce. Musiałbym zadzwonić po resztę, ale to oznaczałoby zbyt wiele zachodu o nic – wzruszył ramionami. - Pijany potrafisz być i bez specjalnych okazji – dodał.
Pewnie gdyby nie był Arwelem, uśmiechnąłby się. Ponieważ jednak Arwelem był, kąciki jego ust drgnęły tylko lekko.
– Robisz to niezależnie od siebie, nie martw się – rzucił tylko. Tak, ich legendarna niemalże cera w przypadku Anglii zawsze dawała ciekawe rezultaty. U niego szczytem było lekkie zaróżowienie się policzków. Tak, znudzenie, które nabył wraz z upływem stuleci w tej kwestii, okazywało się zbawienne.
Parsknął dziwnym i krótkim śmiechem.
– Oczywiście, twoje ukochane papiery czekają – pokiwał głową z dość ironicznym zrozumieniem, odsuwając się od stołu wraz z krzesłem. - Pozdrów je ode mnie, jak do nich wrócisz.
Arthusiu
Nie, cholera, tego nie doda, bo jeszcze jedno takie słowo i chyba zacznie się tu skręcać. Na podłodze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Czw Gru 06, 2012 11:22 am

- Przestań bredzić - westchnął nagle Anglia, co było doskonałym znakiem, że tego dnia naprawdę nie ma humoru to kłótni i bronienia swoich racji aż po grób. Wbrew pozorom nie robił tego zawsze, czasem po prostu uważał za zbyteczne. A jego kłótnie z Walią już od dawna nie były poważne. Doskonale wiedział, że Arwel sam z siebie posiada mózg i zdaje sobie sprawę z rzeczywistości. To była cenna cecha, większość innych państw pojmowała świat na swoją modłę. Anglia widział go takim, jakim był naprawdę, a Arwel... Arwela zwyczajnie to nie interesowało. I miał spokój. - Doskonale wiesz, jak jest naprawdę.
Zmarszczył lekko brwi.
- Mam dość kłopotów na głowie, nie potrzebuję tu jeszcze Szkocji - mruknął wprost. O ile z Irlandią był w stanie wytrzymać, tak Szkocja stawiał się o wiele częściej. Być może mieli po prostu zbyt podobne chara... Nie, na pewno nie to. To Szkocja był wkurzającym dupkiem i tyle. Historia jego istnienia. Urodził się jako dupek, rosną jako dupek, a potem bił się ze wszystkimi jako dupek. I został dupkiem. Skoro Anglia nie mógł go zniszczyć, zjednoczył się z nim i zadbał, by spotykali się możliwie jak najrzadziej. Działało do momentu, w którym Szkocji zaczynało się nudzić i postanowił pobyć trochę dupkiem. - Także daruj sobie. Poza tym, Walio, trudno nie być pijanym w tych czasach... Ah, jeśli w ogóle wiesz, o czym mówię.
Zastanowił się przelotnie, czy Walia w ogóle wie, jaki mają rok, ale postanowił zignorować ten problem. Być może jeśli faktycznie zdarzało mu się czytać jakieś dokumenty ze zrozumieniem, to nadchodząca wojna obiła mu się o uszy. Była na to jakaś szansa. Anglia nie wnikał.
W następnej chwili prychnął i odsunął krzesło od stolika, jednocześnie wstając gwałtownie i pilnując, by nie zaszurało zbytnio. Był w końcu dżentelmenem. Haha.
- Dokładnie - uśmiechnął się posępnie pod nosem. - Pewnie usychają tam za mną z tęsknoty. A co z tobą? Zostajesz w Londynie?
Wziął z krzesła płaszcz i założył go szybkim ruchem, naciągając kołnierz do połowy policzków, by ukryć ich barwę. Szkoda, że jego kultura nigdy nie wykształciła czegoś, co pozwalałoby jakoś zakryć twarz. No, może oprócz masek, ale przecież nie mógł chodzić po Londynie w brązowej torbie po zakupach tylko dlatego, że czasem jakiemuś idiocie zdarzało się do zakłopotać. Taak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Nie Gru 09, 2012 11:44 pm

Walia mruknął tylko jeszcze coś pod nosem, dość szybko porzucając temat. Nie był osobą, którą drążyła kłótnie bez dna, ciągnąc niepotrzebnie temat tak długo, jak długo tylko się dało. Po prawdzie – zbyt szybko go to nudziło i tracił zainteresowanie, przenosząc je leniwie na coś innego. W tym momencie był to na przykład wystrój lokalu, na który w końcu Arwel postanowił zwrócić uwagę. Tylko na chwilę, szybko bowiem oderwał wzrok od dekoracji i powrócił nim do brata. Zmarszczył brwi, słysząc jego kolejne słowa, po czym wzruszył lekko ramionami, jakby kwitując tym samym całą sytuację międzynarodową, napięcie w Europie, wojnę w Azji i głód w Afryce. Gdyby problemy i konflikty dało się rozwiązać takim gestem, niewątpliwie Walia zostałby bohaterem całych narodów.
– Chyba. Coś słyszałem – stwierdził po prostu, jakby dyskusja o pogodzie wydawała mu się bardziej pasjonującym tematem. - Niezbyt mnie to interesowało – powiedział wprost, wstając od stołu, odsuwając uprzednio lekko krzesło i wyślizgując się zza niego.
W przeciwieństwie do brata zaszurał lekko, ale nie był to głośny pisk i mężczyzna zignorował go, mając ważniejsze rzeczy na głowie. Na przykład egzystowanie, na przekór tego, co mogłoby się komukolwiek o nim wydawać. Tak, chociaż o Walii świat praktycznie nie słyszał, a on sam nawet nie miał własnej stolicy – istniał, jakby tylko po to, by zrobić na złość wszystkim tym, którzy mieliby do niego jakiekolwiek pretensje. Takich osób jednak raczej nie było, toteż wszystko zamykało się w czteroosobowym kręgu Brytyjskiego Imperium. A nawet wtedy, Walia nie przypominał sobie zbyt aktywnych kontaktów z takim na przykład Irlandią Północną, który jakiś czas temu dołączył do tej wesołej gromadki. Nikt nie był pewny, w jaki właściwie sposób to zrobił, ale liczył się fakt dokonany.
– Nie wiem. Nie sądzę – mruknął z zastanowieniem, zarzucając na siebie ponownie przemoczony płaszcz.
Zapiął go i poprawił, jakby miało to jakiekolwiek znaczenie. Gdzieś nieopodal walała się parasolka, podniósł i ją. Seledynowe oczy znowu wbiły się w Arthura, obserwując czynności przez niego wykonywane.
– Raczej nic więcej do zrobienia tutaj nie mam – stwierdził w końcu.
A jak powszechnie było wiadome, to oznaczało, że szansa na to, iż zostanie w mieście była nikła. Wolał swoje zacisze, swój zakątek, samotność i ewentualne owce w wiejskiej posiadłości. Pojęcie introwertyka przy Walii nabierało całkiem nowego znaczenia, ale jego rodzina raczej już do tego przywykła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   Sro Sty 02, 2013 6:59 pm

Anglia niezidentyfikowane mruknięcie potraktował jak wygraną bitwę. Oczywiście, z Walią nietrudno było wygrywać bitwy - zazwyczaj oddawał je walkowerem. Czasami tylko coś mu odbijało, ale to były w większości dawne czasy.
- Nie miało futerka, pyszczka i nie beczało; nie dziwię się, że nie byłeś zainteresowany - stwierdził z typowym rozbawieniem cynika, który w gruncie rzeczy uważa, że to wcale nie jest śmieszne, ale wszystko inne też nie. Na dźwięk odsuwanego krzesła skrzywił się mimowolnie. Odruch warunkowy kogoś, na kogo przez lata wpływały nawyki arystokracji, gdzie sprawy takie, jak kolejność, w jaką wita się gości była sprawą narodowej wagi. Drobne nawyki, które sprawiały, że czasem nawet niekulturalne szuranie krzesła działało mu na nerwy. Nie teraz. Teraz po prostu to zauważył, bo... To nie były już czasy, kiedy tego typu szczegóły naprawdę się liczyły. Dzisiaj do brytyjskiej arystokracji posiadającej długą historię, wpływ na historię kraju, korzenie sięgające tak głęboko, że mogłyby wystawać w Chinach, gdyby nie były zbyt brytyjskie - do tej właśnie arystokracji mogli się wkupić pospolici przemysłowcy i nawet dostatecznie bogaci Amerykanie. Świat schodził na psy. Jak zawsze zresztą.
Dopiął szybko guziki płaszcza, starannie nie zwracając uwagi na fakt, że sprawia mu to większą trudność niż zwykle i gdy uniósł wzrok, Walia już na niego patrzył. Anglia odpowiedział spojrzeniem i w końcu uśmiechnął się blado.
- Wracaj za miasto - poradził mu. - Nie ma niczego lepszego niż wszystko, co nim nie jest. Nie to, żebym nie kochał Londynu, ale... Sam rozumiesz, jak sprawy się mają.
Oczywiście, kochał całym sercem i był z niego dumny jak tylko personifikacja narodu mogła być... Ale i tak nie w takim stopniu, jak inni. Zdawał sobie sprawę, że, podczas gdy Francja z taką łatwością chwycił się miejskiego życia, tak w angielskich duszach serce ich kraju zawsze tkwiło gdzieś w małym urokliwym miasteczku, blisko lasu i wrzosowisk. Żyli w miastach, bo musieli, ale doceniali wszystko, co znajdowało się za nim.
Kiedy wyszli z baru, ciągle kropiło, ale był to deszcz nikły i praktycznie nieodczuwalny. Trzeba było długo obserwować kałuże, by dostrzec drobne jak pył krople. Anglicy, ukryci pod parasolami, teraz robili to raczej z czystego przyzwyczajenia. Szary deszczowy Londyn. Anglia zamrugał sennie i momentalnie uśmiechnął się pod nosem. Nawet teraz czuł, że mógłby walczyć do ostatniej kropli krwi za każdą cholerną kałużę w tym mieście; każdą trującą fabrykę na przedmieściach i zaśmiecone biedne uliczki. Wystarczyło tu stać, by kochać Londyn i czuć, jak to miasto daje mu siłę do walki, które być może nie nadejdzie ani jutro, ani za rok. Setki lat minęły, a on ciągle z tą samą pewnością wiedział, za co powinien walczyć. A to oznaczało, że cóż...
Czas wrócić do pracy.

[z.t?]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Orietntalna knajpka [Londyn]   

Powrót do góry Go down
 
Orietntalna knajpka [Londyn]
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Wielka Brytania-
Skocz do: