IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Paryż

Go down 
AutorWiadomość
WielkieKrólestwoSzlezwiku
Cichy Głos
avatar

Female Liczba postów : 117

PisanieTemat: Paryż   Pią Lis 02, 2012 5:02 pm

Piękne miasto leżące nas Sekwaną, zwane stolicą miłości. Każdy zakochany powinien chociaż raz przyjechać do tego miasta, aby móc napawać się pięknem i wszystkimi jego zabytkami. Piękna panienka znana jako wieża Eiffla górowała dumnie ponad miastem pokazując jaka to ona jest dostojna. Była symbolem tego miasta jak i całej Francji. Jeśli już ktoś przyjechał do tego kraju koniecznie trzeba było ją zobaczyć! Wejść na jeden z balkonów widokowych i podziwiać panoramę Paryża w trakcie zachodu słońca.
Nie tylko sama wieża była znana. Pola Elizejskie, Katedra Notre-Dame, Łuk Triumfalny, Sainte-Chapelle czy Opera Garnier, to wszystko też warto zwiedzić, aby poczuć klimat miasta.



Louise przebierała powoli z nogi na nogę, poprawiając swoją nową sukienkę, na wzór tych najmodniejszych noszonych w Paryżu. Jeśli już wybrała się do stolicy światowej mody, to chciała wyglądać jak najlepiej. Już dawno nie miała okazji tak po prostu wybrać się na wycieczkę, więc ochoczo skorzystała z propozycji Francisa, aby go odwiedziła. Choć sam Hitler nie był zadowolony z jej samowolki i dostała porządną reprymendę od niego, nie przejęła się tym zbytnio. Najchętniej to Szef zamknąłby ją w domu, karząc przygotowywać się do wojny. Ale skoro jeszcze ona nie wybuchła Szlezwik wolała bawić się i robić co chciała. Nikt jej tego nie zabroni!
Przejrzała się w oknie jednego ze sklepów, które znajdowały się blisko dworca. Mimo podróży prezentowała się bardzo dobrze. Kok trzymał się i żaden z włosów nie wyszedł z niego. Powinna czesać się tak zdecydowanie częściej, może i był bardziej pracochłonny niż warkocz, jednak wyglądała w nim o niebo lepiej niż w normalnych włosach. Może tak bardziej… Dorośle? Tak, to było odpowiednie słowo, opisujące jej wygląd. Nawet nie zabrała ze sobą Mathiasa… Maskotki przy ubraniach nie były modne…
Nie miała jak uprzedzić Francisa, że pojawi się o wiele wcześniej niż mówiła, po prostu nie musiała czekać aż tak długo na przesiadkę, poszczęściło jej się. Jednak w pociągu było strasznie tłoczno i duszno. Prawdopodobnie wybrała sobie nieodpowiedni okres na podróże międzynarodowe. Wolała o tym nie myśleć, bo dzień był wyjątkowo ciepły i kusił każdego do pojechania w jakieś urocze miejsce. Tak samo zrobiła właśnie Lou.
Zobaczyła w oddali idącego Francję. Tak myślała, że pojawi się od przed czasem. Uśmiechnęła się do niego wesoło i krzyknęła:
- Francis! Tu jestem!
Pomachała dodatkowo jeszcze jedną ręką. Strasznie się cieszyła na myśl o zwiedzaniu Paryża. Od zawsze chciała pochodzić sobie po tych wszystkich muzeach, napawając się sztuką jaka ją otaczała. Aby móc potem spokojnie usiąść w domu przy sztaludze i namalować to wszystko co miała okazję zobaczyć…

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Francja
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 127

PisanieTemat: Re: Paryż   Sob Lis 03, 2012 10:52 am

Kroczył bez sensu między uliczkami Paryża, to właśnie dzisiaj miał spotkać się z Louise. Nie było to spotkanie mające na celu zawarcie sojuszu, o nie. Strona dziewczyny była już przesądzona na początku, a najgorsze było to, iż ona o tym decydować nie mogła. Francuz sam zastanawiał się dlaczego ja zaprosił. Może dlatego, że ostatnio takie formalne rozmowy zaczynały go irytować, a może dziewczyna przypominała mu nieco dawne wychowanki, za którymi tęsknił? Towarzystwo Niemki było zdecydowanie bardzo kojące. Uśmiechnął się pod nosem, to właśnie ją najbardziej darzył sympatią z całej tej niemieckiej zbieraniny. Ten dzień miał wolny, żadnych obowiązków, wypełniania papierów, formalnych rozmów. Zamierzał bardzo dokładnie pokazać wszystko Louise w Paryżu. Taka mała rozrywka dla niego i dla niej. Uwielbiał opowiadać o zaletach swojego kraju, pokazywać wszystkie jego aspekty. Zdecydowanie Paryż miał wiele pięknych i ciekawych aspektów, które należało omówić.
Nim się zorientował był już na placu „Monge’’. Stąd blisko było do stacji, na której mieli się spotkać, bowiem metro znajdowało się tuż pod placem. Francuz wyszedł z domu wcześniej niż powinien. Chciał mieć pewność, że jeśli dziewczyna przyjedzie wcześniej nie będzie tułać się samotnie po peronie. Francis jak zwykle prezentował się elegancko i nienagannie. Doskonale dopasowany garnitur świetnie leżał na mężczyźnie. Co rusz widział czarujące spojrzenia kobiet, w swoim kierunku. Jakby mających nadzieję, że zerknie w ich stronę i nagrodzi ich starania ciepłym uśmiechem.
Spojrzał na zegarek, zostało jeszcze pół godziny do przyjazdu pociągu, a Louise należałoby jakoś ugościć. Z cukierni obok rozchodziły się takie smakowite zapachy, że aż żal było nie kupić jakiegoś wypieku. Wszedł do sklepiku i poprosił o dwa rogaliki francuskie. Pyszne i kruche ciastka potrafiły sobie zaskarbić wielu zwolenników. Z dwoma pakunkami ruszył na dworzec. Do przyjazdu Niemki został już tylko kwadrans. Kiedy dotarł na peron pociąg już był, co gorsza, pusty. Nerwowo zaczął się rozglądać za znajomą sylwetką Szlezwika, jednak nigdzie nie mógł jej dostrzec. Po chwili jednak usłyszał znajomy głos , wołający jego imię. Z szerokim uśmiechem podszedł do dziewczyny.
- Witaj cheri. – ucałował ją szarmancko w dłoń, uśmiechając się przy tym promiennie. – Wybacz mi moje spóźnienie miałem być wcześnie, długo już czekasz mon petite? – przyjrzał jej się uważnie, Niemiec nie darowałby mu gdyby coś stało się dziewczynie, a przez Paryż ostatnimi czasy przewijało się tylu obcokrajowców, że sam nieco obawiał się o przyjazd Louis.
- Ach, mam coś dla Ciebie. Takie małe przywitanie na dobry początek. Bo czymże jest zwiedzanie Paryża, bez słynnego croissanta? – wręczył dziewczynie zapakowane ciastko i sam odwinął swoje po czym ugryzł kawałek.
- Masz może specjalne życzenia co do wycieczki? Jest tu dużo miejsc, które warto odwiedzić, a obawiam się, że na wszystkie nie starczy nam czasu.
Zerknął na dziewczynę, tak naprawdę ciekawiło go to, czy Szlezwik chciała zwiedzić jakieś konkretne miejsca, czy po prostu wolała zdać się na przewodnika.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
WielkieKrólestwoSzlezwiku
Cichy Głos
avatar

Female Liczba postów : 117

PisanieTemat: Re: Paryż   Sob Lis 10, 2012 11:10 am

Szlezwik uśmiechnęła się widząc idącego w jej stronę Francję. Musiała potwierdzić, że wyglądał strasznie elegancko, ale co można było powiedzieć o kraju miłości i mody? Dostała wiele ostrzeżeń od rodzeństwa, iż nie powinna dawać się omotać jego uroku osobistemu, powinna być dzielna. Jednak Louise chciała się po prostu dobrze bawić, nie przyszło jej nawet na myśl o jakieś romantycznej randce czy coś w tym stylu. Chciała znaleźć wielu przyjaciół jeśli jeszcze wojna nie nadeszła to mogła swobodnie jeździć poza granice Rzeszy. Nie miała jeszcze świadomości, że pozwalają jej na to tylko ze względu na to, iż później będzie zmuszona szpiegować w krajach, które miała okazje zwiedzić i poznać…
Poprawiła po raz kolejny swoja sukienkę i ostatni raz spojrzała na swoje odbicie w szybie i stwierdziła, że nie wygląda aż tak źle. Zachichotała cicho jak poczuła usta Francisa na swojej dłoni. Dawno nikt jej nie okazał tak uroczego gestu. Może i to jest drobnostka, ale bardzo miła. Każda kobieta bardzo to lubiła.
- Witaj, Francis. – odpowiedziała, dygając z gracją. – Nie czekałam długo, po prostu jakoś pociąg nie miał opóźnień, co jest strasznie dziwne, prawda? – zachichotała po raz kolejny, zasłaniając delikatnie dłonią usta.
Dawno nie miała okazji tak po prostu pośmiać się z czegoś dlatego chciała wykorzystać tę okazję. Braciszek Ludwig był niestety strasznie poważny i nie umiała jakoś go rozbawić… Może jakby miał dziewczynę, albo chociaż poznał kogoś innego z żeńskiej populacji niż tylko Landy… To nie był aż tak głupi pomysł. Tylko jeśli by dowiedział się o czym ona myśli, to by znowu dostałaby od niego burę… W końcu ile razu można tłumaczyć jednej osobie, że nie chce się mieć dziewczyny? Jednak blondynka nigdy się nie poddawała i nie miała zamiaru tego robić nawet teraz.
- Och! Bardzo dziękuję za croissanta. Nie jadłam ich od bardzo, bardzo dawna! – ugryzła kawałek rogalika i od razu poczuła się lepiej. – Jejku , jaki on ma przepyszny smak! – powiedziała z radością.
Przed powrotem do domu musi koniecznie kupić po jednym dla swojego rodzeństwa, chyba nie będą źli jeśli kupi im taki mały, a jaki przepyszny prezencik z okazji wyjazdu? Nie powinni być wybredni, bo kryzys i te sprawy z nim związane. Póki Louise wpłacała swoje raty w czasie nikt nie przejmował się tym co robi z resztą pieniędzy. To była właśnie jedna z niepisanych zasad. Spóźnienie w ogóle nie wchodziły w grę… Ale chwila… To przecież ona przez Francisa to robiła… Jak mogła o tym zapomnieć!
- Tak właściwie to chciałabym zobaczyć te miejsca w Paryżu, które koniecznie trzeba zobaczyć. Może podczas mojej kolejnej wizyty zobaczymy resztę, której nie zdążyliśmy? – powiedziała zadowolona, zerkając na Francuza. Była ciekawa jakie pomysły przyjdą mu do głowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Francja
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 127

PisanieTemat: Re: Paryż   Nie Lis 11, 2012 6:09 pm

Odetchnął z ulgą słysząc, że dziewczę nie czekało na niego tak długo. Mógł przysiąc, że kontrolował czas, co chwila zerkając na zegarek. Punktualność to szacunek dla swojego gościa, mawiał czasem Japonia. Wesoły uśmiech z nutą anielskości rozgościł się na francuskich ustach, gdy blondyn usłyszał jak Szlezwik chichocze. Jego rozanielone serce aż drgnęło, a on sam wydawał się zadowolony. Może to działanie paryskiej magii? Albo towarzystwo tak urokliwej młodej damy? Nie był pewien, ale postanowił zepchnąć tą kwestię na dalszy plan, koncentrując się swojej towarzyszce.
- Oui, dziwne. Acz jak widać, nie niemożliwe~ - wyśpiewał melodyjnym głosem z charakterystycznym akcentem. Bywały chwile, że Francis szczycił się swoją mową, wywyższając ponad inne nacje. Język miłości, czyż nie? Namiętności, pasji i wieczystej czułości. Oczywiście w parze z tak chlubną rolą rozsyłania światu promienistego uwielbienia, kryła się również ciemna strona. Mała zadra, drobna skaza na jego niewątpliwie zasłużonej reputacji fonetycznej, czaiła się między słowami. Szczególnie wyczuwalna gdy przemawiał... po angielsku. Czasem po złości, tudzież zwykłe fanaberii, łączył te dwa dialekty w jedno, tłumacząc niewinnemu, brytyjskiemu turyście jak dojść do centrum. Ich miny bywały bezcenne. Acz ostatnimi czasy, coraz rzadziej czerpał z tego satysfakcję, bowiem francuski nie był już tak zagadkową mową dla świata.
Nie umknęło mu, że w całej swojej swobodzie, Szlezwik zachowywała się naturalnie. Z wrodzoną gracją i delikatnością. To była przyjemna odmiana od reszty niemieckiego rodzeństwa.
Zmrużył powieki, gdy pochwaliła croissanta. Duma aż odeń biła, jakby to on sam upiekł ciastko, a nie okoliczny kucharz. Nie należy wspominać, że pomysłodawcą kruchego ciasta był jakiś Austriak, to Francis doprowadził sztukę wypiekania croissantów do perfekcji. Oczywiście, takie drobne uprzejmości zawsze podnosiły go na duchu, a i mile łechtały jego ego. Każdemu państwu było niezmiernie przyjemnie, gdy ktoś chwalił ich wypieki. Do tego jeszcze francuska kuchnia była zwieńczeniem perfekcji i smakowego ideału~
- Cieszę się, że ci smakuje, cheri~ - jego melodyjny głos mógłby stopić nawet najchłodniejsze serce. - Za pozwoleniem udzielę ci pierwszej lekcji francuskiego. Merci, cheri, to dziękuję.
Francis, jakkolwiek pompatycznie by to nie zabrzmiało, był Francuzem. A co za tym idzie, kochał swój język i z chęcią wpajał go innym. Szczególnie spacerując uliczkami Paryża, gdy miał okazję w swojej ojczystej mowie zachwalać wszystko wokół - począwszy od lampy, poprzez cukiernie, a na fontannach kończąc.
Następne pytanie rozmówczyni, skwitował szerokim uśmiechem. W dodatku w jasnych oczach zabłysł przyjazny ognik, zwiastun wyświechtanego pomysłu. Skłonił się przed nią uniżenie, a krwista róża znikąd pojawiła się w jego dłoni. Łodyga przeskoczyła kilka razy po jego palcach, balansując, niemal tańcząc. Wyciągnął ku niej ramię, zwyczajnie proponując przechadzkę jak powszechnienie znani dżentelmeni arystokraci. Można by wręcz pomyśleć, że ktoś wyciął go z jednej ze starych ksiąg i wkleił do innej rzeczywiści.
- Jeśli zechcesz uczynić mi ten zaszczyt, oprowadzę cię po Paryżu. A zapewniam, że ze mną zobaczysz wszystko co tylko sobie zażyczysz, cheri~ - na drugim spotkaniu pewnie będzie miał okazję pokazać jej więcej, ale przecież od czegoś trzeba zacząć. - Tour Eiffel, na początek.


Ostatnio zmieniony przez Francja dnia Nie Lis 25, 2012 12:57 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
WielkieKrólestwoSzlezwiku
Cichy Głos
avatar

Female Liczba postów : 117

PisanieTemat: Re: Paryż   Nie Lis 25, 2012 12:28 am

- Może to tak właśnie miało być, aby pociąg przyjechał szybciej? Tak to mogłam w spokoju czuć klimat Paryża. – opowiedziała Lou, biorąc głęboki wdech. Dalej nie mogła zrozumieć, co ją tak tutaj urzekło.
Próbowała jakoś zmiękczyć swój twardy akcent, aby nie brzmiał tak ciężko. W końcu słuchając głosu Francisa czuła się tak, jakby słuchała śpiewu słowika lub innego ptaka. Niemiecki nie miał w sobie tej lekkości i barwy, czasami czuła się jakby burczała a nie mówiła. Dlatego chętniej używała duńskiego, choć już dawno powinna o nim zapomnieć. Jednak ta mowa miała w sobie to „coś”. Nigdy nie potrafiła powiedzieć co w niej tak lubiła. Pielęgnowała go nadal, śpiewając duńskie piosenki.
- Francis, a czy byśmy mogli przed powrotem wstąpić do tej piekarni, z której kupiłeś te croissanty? Chciałabym kupić po jednym dla rodzeństwa… - poprosiła grzecznie, zastanawiając się czy o kimś nie zapomniała. - No i niech stracę, kupię jednego dla Hitlera.
Skoro i tak nie lubiła Adolfa musiała jednak przyznać, iż będzie zmuszona znosić go przez całe jego panowanie. Może miał wady – głównie to były same wady – ale przynajmniej starał się w jakiś sposób zaprzyjaźnić z Ladami. Nie, że to w jakiś sposób jej imponowało, czy też nabierała do niego gigantycznego szacunku i oddania. To nie oznaczało tego, ona po prostu potrafiła już znosić i ignorować niektóre z jego dziwacznych zachować, czy też tę jego badziewną sztukę. Wolała przynajmniej udawać i czasami ukrywać swoją niechęć przed nim. A jeśli da mu jakiś prezent z wyjazdu, to powinien być zadowolony, chociaż ten jeden raz.
Dyskretnie zilustrowała Francję wzrokiem, próbując wyszukać w nim czegoś co nie pasowało do reszty. Wszystko było na swoim miejscu jednak… Coś w jego oczach. To dawało o sobie znać.
-Merci, za miłą niespodziankę. – odpowiedziała grzecznie, zachwycając się francuskim słowem. To brzmiało jak jakieś zaklęcie.
Patrzyła zachwycona na intensywny kolor róży. Jeszcze nigdy nie widziała tak pięknego kwiatu. Nie zależnie od tego skąd one pochodziły, nie mogły się one równać z tymi francuskimi. Dodatkowo Francis tak zabawnie nią kręcił i manewrował.
- Och, jaka ona piękna. – jęknęła zachwycona dziewczyna.
Chętnie skorzystała z ramienia Francuza. O lepszym towarzystwie to ona nie mogła marzyć. W końcu nikt inny nie znał swego domu tak dobrze jak on sam.
- Dama Paryża? – upewniła się, uśmiechając się wesoło. – Zawsze chciałam ją zobaczyć!
Zacisnęła zęby przypominając sobie o plotce, która ostatnimi czasy obiła się o jej uszy. Nie miała pewności czy może zapytać prosto z mostu, jednak zabawa w podchody i wyszukiwaniem w niej odpowiedzi była straszna. Wolała zachować się w porządku:
- Wiesz, Francis? Ostatnio usłyszałam coś dziwnego… - zaczęła powoli intensywnie wpatrując się w jego twarz. – Czy to prawda, że ciebie i Arthura łączą bardzo bliskie stosunki?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Francja
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 127

PisanieTemat: Re: Paryż   Nie Lis 25, 2012 1:44 pm

Ah, klimat Paryża. Absolutnie jedyny w swoim rodzaju, wyczuwalny tylko tutaj. Stolica miłości, czyż nie? Wszystko musiało sprostać temu zaszczytnemu tytułowi. Madryt mógł być tą swoją Namiętnością, Rzym Starożytną kulturą, a Londyn małą, nic nieznaczącą paskudą na mapie. Ale Paryż? Jego ukochany, doskonały i idealny? To miasto miał wpisane od zarania dziejów podążanie za trendami, uosabianie intelektu i wyznaczanie nowych priorytetów. Było kolebką wszystkiego, przynajmniej zdaniem Francisa. Nikt nie miał wątpliwości, że był subiektywny.
Co nie zmieniało faktu, że Paryż naprawdę zasłużył na synonim oazy miłości.
Uśmiechnął się lekko na jej prośbę. Piekarnia była blisko, nie stanowiłoby problemu zajście do niej drugi raz. Najważniejsze by wyrobić się w czasie, gdy ciasteczka będą świeżo wyjęte z piekarnika. Takie były najlepsze; chrupiące, ciepłe, charakterystycznie słone. Odpowiednie do szybkiej przekąski, szczególnie gdy miało się przed sobą kilkugodzinną podróż powrotną. On sam kupował je przed śniadaniem, zwykle w drodze do pobliskiej kawiarni. Anglicy mieli swoją herbatę, on miał kawę.
- Bien sûr, cheri. Nie widzę najmniejszego problemu. Piekarnia jest całkiem blisko, może nawet wstąpimy na kawę. - zapowiedział, zadowolony. Miło, że ktoś doceniał jego przekąski. Oui, jego, nie Austrii. Nie Turcji. Croissanty były francuskie, nie miały w sobie krzty austriaco-tureckich wpływów. Miały swój własny paragraf prawny, specjalne umówione wielkości i wypiekane smaki. Nigdzie nikt nie robił ich lepiej. - Mam nadzieję, że wasz przywódca je doceni.
Miło by było gdyby mu stanął w gardle, ale tego nie wypadło mówić na głos.
Ah, jej francuski... cóż. Może nie był idealny, ale głos Louise wydawał się wręcz stworzony do tego dialektu. Mogłaby spokojnie się go nauczyć, gdyby tylko miała taką ochotę. Co prawda oduczanie je tej naturalnej twardości słów zajęłoby trochę czasu, ale Francis wierzył, że w mgnieniu oka osiągnęłaby perfekcję Paryżanki. Przeczucie.
- Formidable, cheri. Jakbyś była stworzona do francuskiego~ - orzekł tonem znawcy. To oznaczało, że spokojnie mógł dalej przemawiać do niej w swoim języku. Możliwe, że i ona się w nim zakocha jak on. W końcu... to francuski~!
Kilka razy obrócił różę. Zakręcił ją na palcach i podarował Szlezwik, przeciągając aksamitnym płatkiem po jej policzku. Róże. Kwiaty piękne, idealne. Oczywiście te ze szczepu francuskiego, angielskim daleko do nich było.
- Nie tak piękna jak ty, tego możesz być pewna~
Gdy tylko objęła jego ramię, ruszył przez uliczkę w sobie tylko znanym kierunku. Zaczną od Damy Paryża, bo jest tego zdecydowanie warta.
- Ze mną ujrzysz wszystko. - mrugnął do niej przyjaźnie, prowadząc dalej, przez kręte uliczki. Skróty zawsze sprawdzały się lepiej niż często uczęszczane drogi. - Plotka, cheri? Jakaż znowu?
Dużo ich było. Tysiące, miliony, nieskończona ilość. Jedne były prawdą, inne kłamstwem. Acz zawsze kryły w sobie ten przyjemny posmak tajemnicy i niepewności - skąd wiadomo czy ta o której mowa nie była szczerą prawdą?
- Angleterre et moi? - aż zerknął nań zdziwiony. Jasne oczy natychmiast przyuważyły, że dziewczę wyczuje każde kłamstwo. To była delikatna sprawa. Nienawiść. I sojusz, Chiny tylko wie dlaczego. Cóż, Francja również wiedział dlaczego, ale to nie zmieniało sprawy, że był mu nie w smak. - "Bliskie stosunki"? Nonsens, cheri. Są dalekie, mają równo 34 kilometry.
I do tego lekki uśmiech. Czysta pewność siebie i melodyjny głos.

~ * ~
Spotkanie się przeciągnęło, chociaż trzeba przyznać, że należało do tych przyjemniejszych. Wiadomo było od samego początku, że Paryża nie da się zwiedzić w jedno popołudnie. Musieliby zagiąć czas, a w dodatku przyśpieszyć kroku. Oczywiście któż chciałby się śpieszyć? Spacer to relaks, a przy dobrym towarzystwie wszystko jest warte tej krótkiej, ulotnej chwili. W czasach gdy kraje zaczynały przygotowywać się do Wojny, coś podobnego było... po prostu potrzebne. I niewymownie przyjemne.
Rozstali się na dworcu, z uśmiechem. W końcu, opuszczać Paryż w złym nastroju? To nie wypada.

[zt. Dla obojga]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Paryż   

Powrót do góry Go down
 
Paryż
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Francja-
Skocz do: