IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Gleiwitz - miasto

Go down 
AutorWiadomość
Nadrenia-Westfalia
Administrator
avatar

Female Liczba postów : 253

PisanieTemat: Gleiwitz - miasto   Sob Lis 17, 2012 1:38 am

Klasycznego opisu nie będzie, powitajmy opis dynamiczny~

To nie była jedna z przypadkowych, nie mających większego, poza może krajoznawczym, sensu wycieczek. Nie był to też rozkaz Hitlera czy kogokolwiek innego. Himmler, tak, on też miał co do tego miasta jakieś plany, ale jeszcze z nim o tym nie rozmawiała. Owszem, będzie to musiała zrobić... ta rozmowa jednak ją przerażała. Himmler, w przeciwieństwie do Hitlera, starał się być dla niej miły, ale nie wątpiła, że kiedy przestanie mu się to w jakiś sposób opłacać, skończą się uprzejmości. Była landem, do tego żołnierzem Wehrmachtu (a nie SS), już nawet nie wspominając o tym, że nie do końca posłusznym.
Teraz zaś siedziała na ławce w mieście Gleiwitz i szkicowała. Rysowała mapę, dokładny plan dzielnicy Sobischowitz, a właściwie jej konkretnej części. Znajdował się tu obiekt, który mógł mieć znaczenie wręcz kluczowe... To ona, a nie Oberschlesien się tym zajmowała, co geograficznie nie miało sensu. Właściwie... hierarchicznie również cała operacja leżała. Feldmarszałek miał więcej obowiązków niż organizacja pobocznych operacji o wątpliwej wartości bojowej, ale ona się uparła, poniekąd nie pierwszy raz. Miała swoje powody, to wystarczy.
Spojrzała krytycznie na własny rysunek. Dobre kilka godzin spędziła na błąkaniu się w okolicy tegoż obiektu, poznając ulice, uliczki i rozkład budynków. Orientowanie się tutaj było ważne, teraz jednak więcej tu już nie zrobi. Zebrała manatki i poszła przed siebie. Pojęcia zielonego nie miała, jak ma stąd dojść do dworca... Zaczęła błądzić między familokami, starając się dojść do jakiejś konkretniejszej ulicy. W końcu jej się to udało, ale zbyt wiele nie pomogło. Drogi pełne całkiem ładnych kamieniczek oraz podobnych jeden do drugiego domków jednorodzinnych doprowadziły ją do cmentarza żydowskiego, którego widok wywołał w niej coś na kształt poczucia winy. Pobiegła w zupełnie inną stronę, nie chcąc się pogrążać w tego typu rozmyślaniach w tym miejscu. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, co tu robiła.
Miała wrażenie, że wróciła do niemalże tego samego miejsca, gdzie była przed chwilą, ale to już nieważne. Poszła w dół szeroką ulicą, która wbrew wszelką wątpliwość prowadziła do torów. Są tory, to będzie i dworzec, i faktycznie, znalazł się on. Miał nawet tylne wejście, z którego mogłaby teraz skorzystać, ale i tak musi przejść na drugą stronę torów. Wybrała drogę dłuższą, przez tunel i kolejne uliczki pełne urokliwych, choć trochę przybrudzonych kamieniczek. W jednej z nich znajdował się browar, uśmiechnęła się nawet na jego widok. Po przejściu przez placyk (a przypominał on bardziej ogród pałacowy niż przeciętną wyrwę między budynkami, stał tu nawet dość spory pomnik, na który nie zwróciła większej uwagi), na którym zauważyła jednego ze znanych jej pułkowników (trzeba było heilować), dotarła do dworca. Nie był on ani zbyt duży, ani zbyt mały, powiedziałaby wręcz, że został niedawno wybudowany. W jego otoczeniu panował niesamowity wręcz porządek, ulice dojazdowe były szerokie, a trawnik ładnie ogrodzony zielonymi krzaczkami i równo przycięty. Żywopłoty podobnie, prawie jak od linijki. Górny Śląsk się, jak widać, starał.
Station Gleiwitz, hier Station Gleiwitz - usłyszała, kiedy tylko weszła do środka. Komunikat dotyczył pociągu z Monachium, który właśnie wjechał na peron pierwszy, co ani trochę jej w tym momencie nie interesowało. Zerknęła na tablicę godzin odjazdów kolejnych pociągów - relacja Gleiwitz-Munster przez Berlin odjechać miała dopiero za trzy godziny. Wymamrotała coś pod nosem, niezadowolona i tępo spojrzała na mozaikę znajdującą się naprzeciw wejścia. Może trzeba było jednak jechać samochodem z własnym szoferem (Pfalzem) i nie przejmować się niczym? Zależało jej jednak na dyskrecji, nie miała na sobie nawet munduru, tylko lekką, czerwoną sukienkę. Najzwyklejsze w świecie niemieckie dziewczę, tylko przy dokładniejszym przyjrzeniu się jej osobie przez kogoś, kto dobrze ją znał, okazywało się feldmarszałkiem Rzeszy.
Trzy godziny trzeba było jednak gdzieś zmarnować. Po raz kolejny już westchnęła ciężko i opuściła budynek dworca. Na wprost ciągnęła się praktycznie aż po horyzont szeroka ulica i z braku lepszego zajęcia Heinrike postanowiła nią podążyć. W tę i z powrotem wałęsały się tędy spore ilości ludzi, środkiem przejeżdżał zaś tramwaj. O ile sobischowitzkie kamienice można było nazwać całkiem ładnymi, te były przepiękne. Im dalej szła, tym bardziej urokliwa stawała się okolica. W każdym budynku znajdował się sklepik bądź lokal gastronomiczny, cukiernie wyróżniały się wyczuwalnym już z daleka przyjemnym zapachem świeżych wypieków, w restauracjach siedzieli stosownie ubrani panowie i wystrojone panie, ponadto wszędzie panował wesoły gwar. Dziecko (zdecydowanie nie było ono obdarte) biegło w stronę lodziarni. Odwróciła się i zauważyła kolejny tramwaj, który przejechał środkiem ulicy z dość charakterystycznym dźwiękiem.
Szła przed siebie, podziwiając secesyjne, a może nawet jeszcze starsze budownictwo. Jej Monastyr to może i nie był, ale mimo wszystko Gleiwitz robiły wrażenie. Jeden z budynków wyjątkowo się wyróżniał, można powiedzieć, że zaprojektowany został w duchu modernizmu, wręcz tutaj nie pasował. Zaraz obok niego przebiegał obszerny bulwar, kiedy zajrzała głębiej, zauważyła kolejną dziwaczną budowlę. Ta bryła była z kolei bardzo szykowna, ozdobiona wieloma elementami, których przeznaczenie nie było większe niż ma dekoracja. To musiał być jakiś... teatr? Możliwe.
Ktoś w tłumie jej pomachał, ale nie zdążyła nawet zauważyć jego twarzy. W zamian za to odczytała nazwę tejże, jak się domyślała, reprezentacyjnej ulicy. Wilhelmstraße. Całkiem przyjemnie.
Kolejnym charakterystycznym miejscem był znajdujący się za mostkiem przecinającym Fluss Koldnitz, jeszcze nie tak skażoną jak w wieku dwudziestym pierwszym (pływały nawet po niej wszelakie łódeczki i barki), wielki i wspaniały gmach Haus Oberschlesien. Podobno najdroższy i najbardziej luksusowy hotel na całym Śląsku, Heinrike stwierdziła, że kiedy będzie miała więcej czasu, dokładnie to sprawdzi. Na parterze, pod łukami swoistych arkad, znajdowała się kawiarenka o tej samej nazwie. Przed frontem budynku zorganizowano nawet niewielki parczek, zdecydowanie najważniejsze miejsca zajmowała w nim fontanna. Westfalia podeszła bliżej i zauważyła rzeźbę przedstawiającą trzy fauny, które tańczyły w koło, trzymając się za ręce, umieszczoną na cokole z festonami.
- Istnieje legenda miejska - powiedział człowiek, który nagle pojawił się tuż obok Heinrike. Określiłaby go jako przeciętnego mieszkańca tych terenów. Elegancki mężczyzna w średnim wieku uśmiechł się do niej przyjaźnie. - Trzej prezydenci, głowy miast Gleiwitz, Hindenburg i Beuthen zamierzali połączyć swoje miasta w jedno, ogromne Tripolis. Że dojść nie mogli do zgody, nadal tańczą w postaci trzech diabłów... Druga, bardziej związana z hotelem wersja opowiada o właścicielach trzech firm budowlanych, którzy mieli wybudować Haus Oberschlesien. Wybrano dość feralną, bagienną ziemię, trzy razy ponawiano prace budowlane i tyleż-samo-krotnie je przerywano. Firmy splajtowały, hotel wybudowano właśnie tutaj, a fauny nadal wypatrują na dnie studni swoich pieniędzy. Jak naprawdę było - diabli wiedzą!
Westfalia przyjrzała się dokładnie opowiadającemu, było w nim coś wyjątkowo znajomego... On również zauważył iskierki w jej oczach, ukłonił się i pożegnał uprzejmie, dodając na końcu jej imię. Czyżby Oberschlesien, który znowu zmienił wizerunek i robi sobie z niej, jak zresztą zwykle, żarty?
Ulica kończyła się wyjściem na rynek. Centralne miejsce zajmował tu ratusz, który otoczony był przez wianuszek kamieniczek. Obok niego wybudowana została spora fontanna, przedstawiająca... Neptuna. Co Neptun miał wspólnego z miastem na Gónym Śląsku, Heinrike nie wiedziała, a Oberschlesien (to musiał być on!) nie pojawił się po raz kolejny, żeby wyjaśnić jej wątpliwości. Przysiadła na murku fontanny, nie wiedząc zupełnie, co może dalej robić. Ciało domagało się chwili odpoczynku, umysł - chwili namysłu. Chwila bezczynności dobrze jej zrobi.
Siedziała więc na obrzeżu fontanny i obserwowała ludzi kręcących się po rynku. Było tu gwarno, ale nie hałaśliwie, co na pewno należało liczyć jako plus. Kręciło się tu jeszcze więcej osób, ale, jak na razie, nikt do niej nie podszedł ani nie przegonił z jakże wygodnego, choć niego zimnego i twardego (szczegół) siedziska.

[Nie, nie dało się więcej i tak, opis jest jak najbardziej realny, razem z opowieścią Śląska i wszystkimi zdjęciami c:]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://laboratorium.necessarium.eu/
Bawaria
Mistrz Oczywistości
avatar

Liczba postów : 112

PisanieTemat: Re: Gleiwitz - miasto   Sob Gru 22, 2012 12:01 am

Gleiwitz było… Ot było. Nieszczególne, może ładne miasto. Średnio przemawiało do niego z jednego, prostego powodu. Nie było Monachium. Tak, Sebastian kochał „swoje” miasto. Może był to w pewnym stopniu przejaw egoizmu, ale nigdy nie zawracał tym sobie głowy. Podróże zagraniczne choć były ciekawym doświadczeniem, zawsze w jego sercu pozostawiały pewnego rodzaju pustkę. Lubił wracać do siebie. Do domu. Biorąc pod uwagę jednak to kim był, życie wymagało do niego wielu wyjazdów. Wprawdzie uspokoiło się to nieco po zjednoczeniu, ale nadal od czasu do czasu był wysyłany to tu, to tam. W końcu jeśli chodziło o landy tworzące Trzecią Rzeszę, był praktycznie tym największym i prawie najważniejszym, nawet jeśli jego młodszy brat usilnie starał się tego nie dostrzegać.
Potarł czoło. Właściwie, co tu robił? Wysyłano go już na rysunki do Krakowa, ale o co tym razem chodziło? Nie był pewien. Na pewno nie po to, by był koneserem lokalnych trunków, powszechnie było bowiem wiadome, że Sebastian bez swojego piwa, to nie Sebastian. I tyle, koniec dyskusji. Inne piwo praktycznie nie przechodziło mu przez gardło, szczególnie jeśli było czeskie.
– Dobrze, jeszcze raz… – mruknął do siebie.
O co chodziło z Gleiwitz? Wiedział tylko, że są co do niego plany, to brzmiało cholernie dumnie, ale niewiele mówiło Bawarii. Miał czegoś dopilnować. Świetnie, ale czego konkretnie? Przecież słuchał uważnie, ale rozkazy szefa nie zawsze miały… No cóż, sens. A przynajmniej bywały chwile, w których nie dało się go wyłapać z jego kwiecistej mowy. Szczególnie, jeśli ktoś rozumował tak prosto, jak Schilke. Dla niego wszystko dało się przekazać w dwóch, trzech zdaniach. Krótko, ale treściwie. Bez niepotrzebnych dodatków.
Ktoś znajomy mignął mu w tłumie. Zaskoczony, podniósł raptownie głowę. Mogło mu się tylko zdawać, ale Bawaria nie był osobą, która nie sprawdzi czegoś porządnie, dlatego też szybko zmrużył oczy, starając się dostrzec wyraźniej dalsze otoczenie i przesunął spojrzenie jasnych oczu po ludziach, którzy znajdowali się w okolicy. Nie mylił się. Siedziała, wypatrzył ją od razu, szczególnie ostatnio dość często się widzieli. Westchnął z ulgą – uratowany. Ruszył w jej stronę energicznym, sprężystym krokiem i po chwili jego cień padł na nią i na to, co trzymała na kolanach.
– Heike? – padło proste pytanie. - Co tu robisz?



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nadrenia-Westfalia
Administrator
avatar

Female Liczba postów : 253

PisanieTemat: Re: Gleiwitz - miasto   Sro Gru 26, 2012 2:57 am

I siedzi na tej fontannie i obserwuje. Tak nieobecna, jakby jej w ogóle nie było. Wycisza się po, było nie było, długim marszu. Przez jakiś czas obserwowała ludzi, których było tutaj mnóstwo, gwar rozmów się mieszał, i to na dodatek nie w jednym języku! Jednym z nich na pewno był niemiecki, drugim, szeleszczącym... polski pewnie. A na dodatek coś pomiędzy, czego nie dało się w żaden sposób zrozumieć. Jakby się dokładniej wsłuchała, to może i szepty w jidysz by się rozpoznało.
Jako, że do słuchania ich wszystkich narząd wzroku nie był w zupełności potrzebny, zmrużyła oczy, przymknęła je i by tak półdrzemała dłuższą chwilę, gdyby ktoś jej nie zawołał.
Fakt faktem, na początku to wołanie zlało się z wszechobecnym gwarem, ona nie była jedyną Heike na tym świecie. Zaraz jednak ułożyła sobie wszystkie fakty na odpowiednich miejscach, jak też powinno być. Otworzyła oczki, uśmiechając się do niego.
- Mogłabym się spodziewać wszystkiego - powiedziała radośnie. - Ale na pewno nie Sebastiana. To miła niespodzianka. Co tutaj robię? No wiesz... spiski knuję. Lepsze pytanie, skąd wziąłeś tu się ty. Nie przyjechałeś chyba piwa próbować?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://laboratorium.necessarium.eu/
Bawaria
Mistrz Oczywistości
avatar

Liczba postów : 112

PisanieTemat: Re: Gleiwitz - miasto   Sro Sty 02, 2013 10:36 pm

Była tutaj. Na pewno też dostała jakieś zadanie, trudno było wyobrazić sobie inny powód, dla którego znajdowałaby się akurat w tym miejscu. Dobrze, może miał przypilnować właśnie jej? Dziwne. Heike zazwyczaj wykonywała dobrze swoją pracę, więc czemu odniósł takie wrażenie? Podrapał się po głowie.
– No tak, oczywiście – pokiwał głową. - Czyli to co zawsze. Przynajmniej od kilku ostatnich lat, co? – spytał retorycznie.
A dokładnie od czasu, gdy w czyjeś głowie pojawił się zalążek pomysłu przeprowadzenia kolejnej wojny. Takiej, która tym razem miała odpłacić się innym za krzywdy Niemiec i niesprawiedliwość, która ich spotkała po pierwszej wojnie. Jakby to było takie proste. Bawaria widział już wiele konfliktów o podobnym podłożu. Wyniki bywały różne.
Teraz przyszła kolej na tą nieco gorszą część rozmowy.
– To… Dobre pytanie. Sam nie jestem pewien, ale na pewno nie chodzi o piwo. Przecież wiesz, że bawarskie piwo jest najlepsze – uśmiechnął się lekko, przyglądając się rysunkom. - Miałem chyba czegoś dopilnować, ale nie do końca zrozumiałem szefa. Wiesz jak on potrafi mówić – westchnął.
Fuhrer potrafił mówić wprawdzie cudownie, ale czasami człowiek się w tym po prostu gubił. Co nie zmieniało faktu, że trafiał do ludzi, dlatego tak wiele za nim szło. Nawet Bawarię przykuło to coś w jego słowach. Co nie zmieniało faktu, że gdzieś w tyle głowy nadal odzywał się zdrowy rozsądek. Czasami.
– Więc? Powiesz mi coś więcej na temat tego spiskowania?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gleiwitz - miasto   

Powrót do góry Go down
 
Gleiwitz - miasto
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Trzecia Rzesza-
Skocz do: