IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Remilitaryzacja Nadrenii

Go down 
AutorWiadomość
Nadrenia-Westfalia
Administrator
avatar

Female Liczba postów : 253

PisanieTemat: Remilitaryzacja Nadrenii   Sro Gru 05, 2012 12:40 pm

Kolumna wojsk szła przez ziemie nadreńsko-westfalskie. Wszyscy w mundurach koloru feldgrau i uzbrojeni w karabiny maszynowe nowego typu, będące najnowszym osiągnięciem niemieckiej myśli technologicznej. Każdy z nich pewny siebie i patrzący na całą operację z wiarą w bezproblemowy sukces. W końcu było to coś dobrego i powszechnie pożądanego. Strefę zdemilitaryzowaną na terenie Nadrenii należy zlikwidować, nawet jeżeli zareaguje na to Ententa. Szczególne znaczenie miało to dla Heike. To był, po pierwsze, teren bardzo ważny taktycznie, po drugie… Musiała to zrobić, to w końcu jej ziemie. Zgodziła się w tej kwestii z Hitlerem, a porozumienie tej dwójki wydawało się wręcz nie do osiągnięcia. Chociażby to musiało coś znaczyć. Od samego początku dnia pokasływała i wręcz słaniała się na nogach, ale nie zrezygnowała z własnoręcznego prowadzenia armii aż do celu. Najważniejsi generałowie niezwykle rzadko mogli zobaczyć taki upór Fraulein Generalfeldmarschall, jak na wczorajszej naradzie. Heinrike naprawdę na tym zależało. Nawet jeżeli miałaby się tam doczołgać.
Pod ręką miała swojego ordynansa, który dzisiejszego dnia nie odstępował jej na krok. Drobny, złotowłosy chłopak łączył w sobie funkcje ordynansa oraz adiutanta, a na dodatek dobrze wiedział, dlaczego akurat tego dnia feldmarszałek źle się czuje. Dobrze to rozumiał, a przynajmniej Heike miała taką nadzieję, bo po tym nieszczęsnym wiecznie pijanym optymiście wszystkiego mogła się spodziewać. Nie pozwoliła mu wypić ani trochę wina zarówno wczoraj wieczorem, jak i dzisiaj rano… Nie pomogło ani trochę. Taki już był ten Pfalz.
- Ostatnio, kiedy byliśmy tu razem, chyba byłaś ode mnie o połowę mniejsza, nie? Pamiętasz ten lasek? I wspinanie się na drzewa? – pytał swoim radosnym tonem. To ciągłe świergotanie ani trochę nie pomagały w jej bólu głowy.
- A ty byłeś wtedy rycerzem w lśniącej zbroi, w którym kochały się wszystkie damy dworu Elektora.
- I na białym koniu!
– dodał, jakby ten fakt był najważniejszy z wszystkich średniowiecznych wspomnień nadreńskiego rodzeństwa.
- Czasami był czarny. Do Monastyru po raz pierwszy przyjechałeś na karym.
- Ty wtedy biegałaś po mieście na bosaka i w podartych łachach, które przypominały wór pokutny. Na pierwszy rzut oka nie pomyślałbym, że mam taką brudną, obdartą siostrę.

Radośnie pokazywał jej swoje bielutkie ząbki. To wszystko działo się tak dawno, a mimo to oboje wszystko pamiętali.
- Już przestań, zaraz się po tym dokładnie umyłam – dodała, uśmiechając się lekko.
- …tylko dlatego, że cię wrzuciłem do balii z wodą. Muszę kiedyś to wszystko opowiedzieć Sebastianowi przy piwie. – Palatynackie uniesienie brwi wyrażało więcej niż tysiąc słów, nawet, kiedy dostał westfalskiego kuksańca.
- Wypijesz piwo? Bez narzekania, że wino smakuje tysiąc razy lepiej od tych pomyjów?
To był już konkretny argument. Pfalz zrobił minę myśliciela, starając się rozwiązać ten ogromny problem egzystencjalny.
- Chyba ten jeden raz mogę się poświęcić… Miłość ich wymaga w każdym wydaniu.
- Nawet ta do młodszej siostrzyczki?
- Gdybym się nie musiał nią zajmować, podbiłbym serce tamtej damy, księżnej Matyldy. Do tej pory nie było równie pięknej i bogobojnej niewiasty… Może za wyjątkiem tej… pięknej… jak jej tam było… Uśmiechała się do mnie i nawet raz mi zagrała na harfie!
- Och Pfalz, Pfalz…

Ciężkie, wojskowe buty pani feldmarszałek stanęły na moście. Nie byłoby w tym nic szczególnego, przechodzili dzisiaj już przez wiele kładek, dróżek i nawet tratw, ale ten konkretny most prowadził przez Ren. Drobny szczegół, ale jednak o wielkim znaczeniu metaforycznym.
Heike zachwiała się, jakby źle postawiła stopę. Pfalz przyjrzał się jej dokładnie, coś było bardzo nie tak. Złapał ją w ostatnim momencie, zanim śliczna westfalska twarzyczka otarła się o nadreński bruk. On zdarł sobie przy okazji kolano i obiecał sobie, że jeszcze to Westfalii przypomni. Wspaniały bohater dramatyczny, który nie zawahał się i, nie bacząc na swoje zdrowie i życie, rzucił się na pomoc siostrze… bla bla bla…
- Heike? Heike, wszystko w porządku? Heike?!
Zdjął czapkę Heike i pogłaskał ją po starannie upiętych włosach. Ani jeden kosmyk nie zaburzał idealnej fryzury, przynajmniej aż do momentu, kiedy całą symetrię zniszczyła dłoń Palatynatu. Biedna mała siostrzyczka. Co dalej, sprawdzić czy oddycha? Przyłożył twarz do jej policzka. Gdyby miał teraz coś trzymać w rękach, zapewne upuściłby ten przedmiot, ale siostra oddychała, więc nieco się uspokoił. Teoretycznie i tak by nie umarła, ale lepiej dmuchać na zimne…
- Co z nią? – usłyszał nad sobą. Podniósł wzrok, starając się rozpoznać stojącego przed nim żołnierza. Po oznaczeniach doszedł do wniosku, że to Generaloberst. Nazywał się on… jakoś tak, jak Saksonia, Johann… Johann…
Johannes von Blaskovitz.
- Żyje. Oddycha. Takie rzeczy się zdarzają, może się za bardzo zestresowała… – odpowiedział, a jego uśmiech mógł się wydać żołnierzowi przynajmniej podejrzany.
- Fräulein Generalfeldmarschall zestresowana? Mówisz, jakbyś jej nie znał, nie ma drugiej tak opanowanej osoby.
Ciężki orzech do zgryzienia, nie powie mu przecież, że ich ‘ukochana’ dowódczyni to antropomorficzna personifikacja terenów, na które właśnie wkraczają. Zabrzmiałoby to absurdalnie, choć, było nie było, Palatynat byłby do tego zdolny.
- Ona pochodzi z tych terenów, więc to chyba zrozumiałe. – Udało się znaleźć sensowne wyjście pośrednie. Generaloberst zrozumiał. Mniej logiczny mógł się za to wydawać widok drobnego ordynansa, który wziął na ręce znacznie większą od niego Generalfeldmarschall.
- Herr Blaskovitz, czy mógłby pan kontynuować prowadzenie remilitaryzacji, przynajmniej aż do momentu, w którym Fräulein Herrmann będzie w stanie na powrót przejąc powodzenie akcją? – zapytał Pfalz, przytulając do siebie młodszą siostrę. – O nią się proszę nie martwić, poradzę sobie.
- Nie powinniśmy przypadkiem wezwać medyka, panie adiutancie?
- Fräulein Herrmann nic nie będzie, uprzedzała, że może się gorzej poczuć, a my ze względu na nią mamy nie przerywać akcji.
Blaskovitz zmarszczył brwi i dokładnie obserwował poczynania ordynansa, ale nic więcej nie powiedział. Wydanie takiego rozkazu byłoby dla feldmarszałek wręcz typowe. Pfalz zaś dzielnie niósł siostrę na rękach i nawet nie pozwolił nikomu na zmienienie go w tej zaszczytnej funkcji. Kiedy zajęli wyznaczone pozycje w Nadrenii, zarówno starsze, jak i młodsze z rodzeństwa padło w bazie bez życia. Blaskovitz, po wykonaniu wszystkich rozkazów, mocno interesował się stanem feldmarszałek, a Heike obudziła się wraz z zakończeniem remilitaryzacji.
A wojska stały, ani kroku w tył.

[Teoretycznie, zgodnie z biegiem fabuły, wy, Alianci, nijak na remilitaryzację nie zareagowaliście, ale jeżeli ktoś chciałby się obudzić i zgłosić sprzeciwy, ma na to czas przez dwa dni od teraz.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://laboratorium.necessarium.eu/
 
Remilitaryzacja Nadrenii
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Trzecia Rzesza-
Skocz do: