IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sieć zaniedbanych uliczek

Go down 
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Sieć zaniedbanych uliczek   Czw Gru 13, 2012 11:43 am

W czasach, kiedy cały półwysep iberyjski pochłonął chaos takie miejsca, jak to nie mogły być w żaden sposób gorsze od innych. Być może zaniedbane, może spod ciemnej gwiazdy. Odrapane kamieniczki i odrapani ludzie, niezbyt bogaci i niezbyt wykształceni. To ta część miasta, z która trzyma człowieka od urodzenia i nie pozwala się wyrwać. Rodziło się tutaj, zaczynało myśleć jak reszta i tutaj umierało. Ci nieliczni, którzy pragnęli więcej od życia, uciekali stąd jak najdalej. Dlatego życie wykazało się poczuciem humoru sprawiając, że Portugalia postanowiła schronić się właśnie tutaj.
Bo poważnie... Kto by jej tu szukał? W jakimś zapomnianym mieście pośrodku nigdzie, w zapuszczonej uliczce pełnej ludzkich szczurów.
Oczywiście, to nie była tak do końca ucieczka. Chaos w jej kraju przybrał postać sztywnych praw, kontroli i posłuszeństwa. Była wcieleniem kraju i choćby z tego powodu musieli wiedzieć o każdym szczególe z jej życia. To robiło się męczące. Każdy miał swój limit dni, w których potrafił tolerować cienie podążające za nim w każdym kierunku. Nawet ona, chociaż zwykle wolała zachować bierność i mieć dzięki temu święty spokój. Potem jednak nadeszło zdawanie raportów z najgłupszych szczegółów, tłumaczenie się z rzeczy, które nie należały do rutyny. Męczące i nie zapowiadało się na to, by w najbliższym czasie dano jej spokój. Właściwie, podejrzewała, że z czasem wszystko się pogorszy, a na to nie miała ochoty.
W życiu każdej personifikacji nadchodzi moment, w którym postanawia się zbuntować. W przypadku Portugalii nie było to dzisiaj. Być może jutro, być może następny rok, być może nigdy. Dzisiaj było po prostu... Drobnym nieposłuszeństwem. W końcu to byłoby raczej głupie, takie dziecinne zachowanie i ucieczka, podczas, gdy jej własny brat ma o wiele gorzej i ciągle nie rusza się z miejsca. Maria nie widziała brata już zbyt długo, by lepiej to zrozumieć. Jasne, gdyby to ona miała wojnę domową, też by nie uciekła, nie była tak słaba. Zostałaby i walczyła za spokój swoich ludzi, tak samo, jak musi to robić Antonio, ale... Ale i tak musi z nim porozmawiać. To ciągnęło się już zbyt długo. Dręczyły ją wątpliwości i dlatego postanowiła wymknąć się własnej władzy i zmusić do tego swojego brata. Właściwie, po prostu postawiła go przed faktem dokonanym. Nieważne, czy właśnie wykrwawiasz się w jakimś rowie, albo walczysz o swój Madryt. Spotkajmy się.
Uśmiechnęła się na samo wspomnienie wiadomości, którą mu wysłała. To chyba było prawo każdej siostry.
Teraz owinęła się mocniej płaszczem i poprawiła pulchną brązową czapkę, nasuwając ją na uszy. Jesienne noce nie należały do najprzyjemniejszych, a do tych mokrych lodowatych dni nie była nawet przyzwyczajona. Nie jej klimat. Przynajmniej wiedziała, że tu nikt nie będzie ich szukał. Byle tylko Antonio nie spóźnił się więcej niż pół godziny. I żeby znalazł to miejsce. Nie to, żeby sama nie przyszła trochę po czasie i była pewna, czy to dokładnie to skrzyżowanie, które znalazła dwa dni temu. Ale cóż. Jakoś to będzie.
Powrót do góry Go down
Hiszpania
To tylko słowa...
avatar

Liczba postów : 330

PisanieTemat: Re: Sieć zaniedbanych uliczek   Czw Gru 13, 2012 12:48 pm

Brak deszczu był dziwną, ale miłą odmianą. Gdy rzęsiste krople nie spadały z nieba, a słońce wychylało się ponad ciemne chmury, świat jakby nabierał kolorów i stawał się trochę weselszy. Nawet jeśli szarość odbijała swoje piętno w cieniach, które skąpały wąskie uliczki, jakiś promień światła zawsze się znalazł, by rozproszyć nieprzyjemny mrok. Dlatego Hiszpania lubił słońce, było jasne, ale w ten dobry sposób. Nie taki, jak czerwona łuna nad płonącym miastem czy piorun, rozświetlający ołowiane niebo.
Odkaszlnął w chusteczkę, krew pociekła drobną stróżką od prawego kącika jego ust, otarł ją dość szybko i ruszył dalej, nie skupiając się już na podziwianiu widoków. Nigdy nie czuł się artystą. Doceniał ładną sztukę, ale jej nie tworzył. Nie był też koneserem jak Francja, był po prostu sobą i znacznie bardziej wolał faktyczny widok morza, aniżeli jego fale, oddane granatową farbą na płótnie. Zresztą nie po to tu przyszedł, choć ciasne labirynty ulic przypominały mu jego własne miasta. Te, które niegdyś tętniły życiem, teraz zasypane pod rumowiskami domów, straszące martwą ciszą i pustką, zakłócaną tylko przez szabrowników, szukających pozostałości dobytków. Nie, miał inne zadanie. Choć mógł teraz słaniać się na polu walki, umierać po raz któryś z kolei w przydrożnym rowie, albo z Franco rozmawiać o rzeczach nieistotnych, które miały podtrzymać go na duchu (tak właśnie) i sprawić by uwierzył, że będzie dobrze (niewątpliwie), wybrał wizytę w tym zapomnianym przez Boga i o dziwo wojnę miejscu. Małe miasto, które nie było szczególne, ale posiadało to, czego teraz brakowało mu najbardziej – spokój. Nie był tu jednak dla przyjemności, miał się spotkać. Tak, spotkać z własną siostrą, która już za sobą miała trudy wojny i przewrotu. Tyle usłyszał, nie widział tego na własne oczy, zajęty własną polityką. Informacje o niej docierały do niego z drugiej ręki. Zresztą, nie przypuszczał, by zmieniła się znacznie. Byli krajami, dorosłymi personifikacjami państw i o ile w jednej chwili ich całe ziemie nie zostaną zmiecione z powierzchni ziemi, nie zmienią się już znacznie.
Tak, Hiszpania lubił słońce. Towarzyszyło mu ono, gdy wyruszył ze swojej noclegowni. Przywitało go ponad kamieniczkami, w które zagłębił się, szukając miejsca spotkania, a gdy w końcu dotarł w okolice punktu, jaki wyznaczyła siostra… Cóż, było już ciemno i nie, to nie była jego wina. Po prostu Portugalia wyznaczyła taką godzinę. Co nie zmieniało faktu, że i tak się spóźnił, choć pewnie nawet tego nie zauważył. Czas był czymś względnym w jego życiu i niestety, nie oznaczało to, że ma go w nadmiarze. Wręcz przeciwnie. Doba była zdecydowanie za krótka, by zniwelować długie cienie pod oczami.
– Maria? – spytał, widząc samotną sylwetkę na jednym ze skrzyżowań.
Przyśpieszył kroku i po chwili poczuł ukłucie bólu. Zignorował je jednak, zaciskając dłoń mocniej na wymiętolonej chusteczce, którą miał w kieszeni. Tak, to była ona. Przywołał automatycznie na twarz uśmiech, zwykły, promienny, kompletnie nie adekwatny ani do otaczającego go środowiska, ani do jego sytuacji. Dziwne, czy przylgnął już on do niego tak bardzo, że nawet w towarzystwie własnego rodzeństwa nie potrafił się go pozbyć? Za dużo razy musiał go używać, teraz pewnie nawet nie zauważył, że zjawił się na jego twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Sieć zaniedbanych uliczek   Czw Gru 13, 2012 1:25 pm

Portugalia zaczynała się nudzić. Nie przyszła za wcześnie, właściwie z czystą premedytacją spóźniła się pięć minut. Kolejne pięć były już przypadkiem. Potem oparła się o ścianę jednej z kamienic, objęła się ramionami i marzła czekając. Nie miała ze sobą zegarka, więc czas zaczął się jej dłużyć. Przeżyła już setki lat, kiedyś nawet próbowała policzyć, ile dni, ale zawsze miała problem, od której daty zacząć. Tak czy siak lata mijały jak biczem strzelił. Pół godziny czekania na Hiszpanię przeciągnęły się w wieczność.
Zaczynało być tak zimno, że przy oddychaniu z ust wydobywała się para.
W końcu jednak zauważyła na rogu ulicy znajomy cień. Obserwowała, jak Hiszpania ją zauważa i podchodzi bliżej. Chód miał inny niż zazwyczaj.
Kiedy znalazł się odpowiednio blisko, odepchnęła się od ściany i zbliżyła do niego.
- Magdalena - odparła, powstrzymując odruch przewrócenia oczami, acz przez głos przebił się jej ślad niegroźnej ironii. Jednak zaraz potem uśmiechnęła się, całkiem inaczej niż jej brat. Antonio miał nawyk witania ludzi szerokim, promiennym uśmiechem. Maria uśmiechała się, kiedy czuła taką potrzebę i zwykle robiła to skromniej, pod nosem, jakby uśmiechała się tylko do swoich myśli. - Mogłeś znaleźć mnie trochę wcześniej. To, że spotykamy się w tej dziurze nie znaczy, że chcemy tu zostać. Chyba, że chcesz.
Zanim ruszyła dalej zawahała się, jakby chciała przystanąć i wykonać jakiś gest w kierunku Hiszpanii. Ostatecznie zrezygnowała i wyminęła go, przechodząc przez ulicę i kierując się wprost w następną uliczkę. Szła szybko, żeby uciec przed chłodem i jakoś zapomniała, że Hiszpania może jej nie dogonić.
Powrót do góry Go down
Hiszpania
To tylko słowa...
avatar

Liczba postów : 330

PisanieTemat: Re: Sieć zaniedbanych uliczek   Czw Gru 13, 2012 2:02 pm

Uśmiechnął się do niej.
– Też ładne imię – zauważył lekko, zaciskając na sobie nieco mocniej wyświechtany płaszcz. Było zimno, musiał to przyznać, choć z drugiej strony, nie potrzebował wiele, by uznać temperaturę za zbyt niską. W końcu jego kraj był znany z gorąca i upałów, a więc i on sam po tych kilkuset latach naturalnie preferował taką pogodę i niewielką sympatią darzył północ Europy, szczególnie w zimie.
– Przepraszam, zgubiłem się. Nie znam dobrze tego miejsca – odparł, wodząc za nią spojrzeniem jasnych oczu. Nie trzeba było mu powtarzać, by zmienić miejsce pobytu. Tutaj było ponuro i zimno. Najchętniej znalazły schronienie w jakimś ciepłym lokum, albo chociaż szedłby przed siebie, żeby wysiłkiem zniwelować uczucie chłodu.
– Nie, nie. To miejsce ma swój… Urok, ale jednak nie – zaśmiał się krótko.
Gdzieś w jego wnętrzu zaprotestowały żebra, ale nie zwrócił na nie większej uwagi. Nie zamierzał poddawać się swojemu organizmowi, nigdy tego nie robił. To co mu doskwierało było jego problemem. Poradzi sobie z tym sam, nie martwiąc innych i nie poddając się w połowie drogi. Cóż za kraj byłby z niego, gdyby tak łatwo, pod naporem śmierci jego ludzi, poddał się i położył gdzieś pod płotem, zwinięty w kłębek. Nie, jeszcze nie przyszła na to pora. Miał wiele do zrobienia, dużo chęci i energii do życia, a wojna domowa była tylko niedogodnością, z którą musiał sobie poradzić.
Ruszył za nią, nie zamierzając spuścić jej z oczu. Starał się utrzymać jej tempo i dotrzymać kroku, ale Portugalia miała nad nim przewagę. Mimo to trzymał się niedaleko niej, zagryzając zęby, które zaczynały szczękać mu z zimna, zagłębił się w swoje ubranie i patrzył przed siebie, na plecy kobiety, która prowadziła go w gąszcz krętych uliczek. Przez myśl przeszło mu, czy jego siostra wie w ogóle, dokąd zmierza. On pewnie by nie wiedział i szedł tam, gdzie nogi by go poniosły. A Maria… Cóż, była nieco inna od niego, ale… No właśnie, ale. Nadal była jego siostrą. Uśmiechnął się do swoich myśli. To było dziwne, mieć takie rodzeństwo, co to nie raz ci nogę podłoży, nie raz zostawi na pastwę losu, ale jak władać światem to wspólnie, a jak ciężkie czasy, to pomóc. To miało swój urok i dość dobrze opisywało półwysep iberyjski.
– Dokąd w ogóle idziemy? – rzucił za nią, nie próbując jej zatrzymać czy spowolnić jej chód.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Sieć zaniedbanych uliczek   Pon Gru 17, 2012 2:38 pm

- Wolę Maria - uśmiechnęła się przeciągle. Maria było surowe i nieskomplikowane. Portugalia uważała, że coś takiego do niej pasuje. - Wiesz, to ciągle nie Abel.
Tak, do tej pory miała w zwyczaju nie lubić imienia Holandii i twierdzić, że pasuje do niego jak pięść do nosa. Nawet jej pełne imię było lepsze niż Abel w odniesieniu do wysokiego i szerokiego jak drzewo, nieporuszonego i depczącego obce zasady Holandii.
W sumie... To było wesołe.
- Myślisz, że ja znam? - zapytała pośpiesznie, para uleciała jej z ust. Zimno. Naprawdę naprawdę zimno. A mogłaby być teraz na plaży. Gapić się w ocean, to nic, że od tysięcy lat nie zmienił się ani odrobinę. To właśnie w nim lubiła. Tylko, że potem musiałaby się odwrócić i wrócić do swojego chorego kraju, wytłumaczyć szefowi, czemu marnuje czas na nie robienie niczego, kiedy powinna pracować. Nah. Nie ma wyjścia. Jeszcze trochę i dałaby w twarz ludziom, którzy ją śledzili. Jej własnemu rządowi. Lepiej było znieść trochę zimna i w zamian porozmawiać z tym głupim bratem. - To znaczy... Jestem tu od wczoraj, wiesz.
Ta prosta konkluzja pozwalała z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidzieć następną odpowiedź Portugalii. Odwróciła się w kierunku brata i jakby zdając sobie sprawę z jego stanu, zwolniła kroku.
- Idziemy się zgubić - stwierdziła lekko, w każdym razie tak lekko, jak może odezwać się osoba, która przez większość swojego czasu brzmi, jakby nosiła na sobie poważne brzemię. - Kiedy już będziemy zgubieni, najlepiej w jakimś cieplejszym miejscu... Pogadamy spokojniej. Ty mi opowiesz, czemu wyglądasz jak trup, a ja - odetchnęła, żeby wziąć przerwę na oddech. - Powiem ci, że uciekłam z kraju.
Niespodziewanie skręciła w najbliższy zaułek, który, choć brudny i odrapany, poprowadził ich do ulicy nieco szerszej i prawdopodobnie o nieco niższej statystyce morderstw. Zachowywała się, jakby znała tą okolicę od lat, albo nawet jakby te ulice należały do niej. Trudno było zgadnąć, że nie ma najmniejszego pojęcia, gdzie idą. Cóż, może to i lepiej, z ich dwójki to ona umiała udawać pewność lepiej niż brat.
Powrót do góry Go down
Hiszpania
To tylko słowa...
avatar

Liczba postów : 330

PisanieTemat: Re: Sieć zaniedbanych uliczek   Wto Gru 18, 2012 1:59 pm

Roześmiał się, choć wiele osób lubiło twierdzić, że nie ma lotnego umysłu. Aluzje jednak wyłapać potrafił, przynajmniej te niektóre, teraz więc uśmiechnął się do Marii.
– Masz rację – przytaknął wesoło. - Z całą pewnością brzmi znacznie lepiej niż Abel.
Nie, żeby w tej chwili w jego słowach kryła się choć krzta złośliwości. Ot zgodził się ze zdaniem własnej siostry, a fakt, że oboje mieli jedną i tą samą osobę na myśli, która dodatkowo swego czasu dała się we znaki Hiszpanii, nie miała tu żadnego znaczenia.
– Nie, nie sądzę – stwierdził po prostu, zaciskając ręce mocniej w kieszeni z zimna.
A to robiło z nich dwójkę zagubionych w gęstej sieci uliczek. Tak, idealne miejsce na spotkanie. Może do końca drugiej wojny światowej uda im się stąd wybrnąć przy pomyślnych wiatrach. A jeśli nie… To i tak nie był ich konflikt, historia zbytnio się nie przejmie.
– Tak, tak. Ja tu jestem już od tygodnia – wyszczerzył się, kompletnie nie zrażony tym, że nadal nie był w stanie odnaleźć sklepu na rogu koło swojego hotelu.
– Kusząca propozycja – stwierdził spokojnie, idąc nadal tym samym tempem. Nie czuł może nadmiernego bólu, bywały dni, gdy zejście z łóżka oznaczało wielką batalię z własnym organizmem, ale mimo wszystko… Daleko mu było do pełni sił, choć z dnia na dzień wierzył, że jest lepiej. Szkoda tylko, że z drugiej strony miał też świadomość, jakim kosztem ta kuracja się odbywa.
– Ciepłe miejsce? – westchnął. - To może być długa podróż i nie wyglądam jak tru- – urwał w pół słowa.
Spojrzenie zielonych oczu przyjrzało się z ciekawością Portugalii, gdy ta skręcała w inną uliczkę. Podążył jej śladem, nie doganiając jej, ale też nie pozostając w tyle. Milczał chwilę.
– Uciekłaś? – powtórzył w końcu jak echo. - Mówisz o przyjeździe tutaj? Zazwyczaj ludzie wybierają lepsze miejsca na ucieczkę – zauważył rozbawiony.
To mogła być tylko przenośnia, ale z drugiej strony chciała się z nim spotkać. To nie było… Częste.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Sieć zaniedbanych uliczek   Pon Gru 24, 2012 8:04 pm

Portugalia miała ochotę zauważyć, że wszystko, łącznie z Absurdalem brzmi lepiej, kiedy porównać to do Abla. Ta maniera używania chrześcijańskich imion nijak nie pasowała do Holandii, stwierdziła Maria. Ona nazwałaby go jakoś inaczej. Lżej.
Gdyby tylko to był ich najważniejszy problem...
- Hah, co za wiara we mnie - uśmiechnęła się i zadarła głowę, tak, że kilka kosmyków włosów samoistnie zsunęło się z jej twarzy. Właściwie Hiszpania się nie mylił. Prawda wyglądała tak, że Maria zawsze najpewniej czuła się na morzu. A i tam się gubiła, chociaż nietrudno się zgubić, kiedy cała załoga, łącznie z kapitanem, leży schlana do nieprzytomności.
Uniosła lekko brwi, czego zresztą i tak nie było widać. Gęste włosy i miękka czapka skutecznie zasłaniały połowę jej twarzy.
- Od tygodnia? Co robisz w tej dziurze tydzień, Antonio, kiedy twoje wojska dochodzą... - zawahała się i dodała koślawo. - Albo są w Madrycie, nie wiem.
Mieli gazety, mieli audycje, mieli też autorytatywnych szefów, co zwykle utrudniało komunikację. Nawet pomiędzy rodzeństwem. Dobrze, mogła poszukać wiadomości w tutejszych gazetach, ale nieszczególnie jej się chciało. Nie pisali ich po portugalsku, a mogła poczekać i dostać to samo w zrozumiałej mowie i to od naocznego świadka każdej kropli krwi, która splamiła hiszpańską ziemię.
- Zresztą, zaraz mi opowiesz. Możesz nadążyć? - ponagliła go i chociaż zwykle trudno było usłyszeć w jej głosie gwałtowne uczucia, teraz brzmiała dość natarczywie. Nie cierpiała zimna, więc próbowała je przegonić. Nic, że jej brat był w słabym stanie, wyliże się przecież. Jakoś. Jakoś to będzie, zawsze było, więc nie musiała go rozpieszczać. Od tego miał Belgię - swoją drogą, Portugalia nigdy nie potrafiła zrozumieć tego państwa i sposobu, w jaki potrafiła być jednocześnie słodka i kobieca. Nie denerwowało ją to, ale... Nie pasowały do siebie i tyle. Dobrze, że Belgia, jak i reszta Europy, i tak wolała poświęcać całą uwagę jej bratu.
Właściwie, dobrze, że Hiszpania był w tyle, kiedy wspomniała mu mimochodem o swojej ucieczce. Nie zobaczył jej miny, tego, jak zamiast westchnąć nadęła policzki i potem bezgłośnie wypuściła z ust powietrze. Przygryzła na moment wargę, a w końcu zdecydowała się odpowiedzieć, mocnym i zupełnie normalnym głosem. Nie odróżniał się niczym od tonu, którego używała do tej pory.
- Tylko na trochę. Powiedzmy, że dla odmiany robię coś szalonego tylko po to, żeby cię zobaczyć.
Hiszpania czasami działał jej na nerwy, a to już osiągnięcie, bo choć Portugalia typowo iberyjski temperament, tak o wiele lepiej go kontrolowała. Życie nie rozpieściło ją, jak rozpieszczało w pewnym momencie jej brata, poza tym życie w cieniu i sama płeć robiła swoje. Hiszpania irytował ją, jak irytowało rodzeństwo i sąsiedzi, ale w gruncie rzeczy był jej jedyną bliska rodziną. Rozumieli się, zwłaszcza w codziennych sytuacjach, kiedy nie musieli mieć problemów. To wystarczyło.
- No właśnie - dodała lżej i weselej. - Wybierają. Zazdroszczę im głupoty.
Gdyby nie była sobą, zaczęłaby rozumieć, że o tej porze nie znajdzie otwartej kawiarni. Nie w takiej dziurze. U niej na każdej uliczce znalazłaby co najmniej trzy takie, przynajmniej jedną czynną do ostatniego klienta. Tutaj ulice były puste, w większości przeznaczone do mieszkania. Zimne i ponure, puste i okropne. Dłużyły się niemiłosiernie, jedna uliczka niczego podobna do drugiej. Ale przecież musi coś być. Po prostu jeszcze o tym nie pomyślała, choć przeszło jej przez głowę, że najlepszą rzeczą byłoby wrócić do motelu. Albo do mieszkania, które wynajmowała na ten tydzień.
- Daleko masz do swojego hotelu? - spytała.
Powrót do góry Go down
Hiszpania
To tylko słowa...
avatar

Liczba postów : 330

PisanieTemat: Re: Sieć zaniedbanych uliczek   Pią Gru 28, 2012 10:31 pm

– Życiowe doświadczenie – odpowiedział uśmiechem na jej uśmiech.
Znał ją przecież tak długo, w końcu sąsiadowali ze sobą od zarania dziejów. Był nawet okres ich wspólnej unii, ale koniec końców tylko ona, z licznego rodzeństwa Antonio, pozostała od niego niezależna. Nie zmieniało to jednak faktu, że zdążył ją poznać dość dobrze, a ponadto znał siebie. Niektóre cechy zdawały się po prostu płynąć w ich krwi.
– Franco mnie tu wysłał. Na odpoczynek – pominął jakoś tak przypadkowo powód decyzji mężczyzny, który był w pewien sposób związany z nieustannymi napadami ataków kaszlu i zwijaniem się z bólu na podłodze. Inne osoby nie musiały o tym wiedzieć, po prostu Madryt bronił się dzielnie.
– Tak, tak. W miarę nadążam – zapewnił ją, choć nie była to do końca prawda. Pewnie Hiszpania nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że skłamał, nie zwracając uwagi na otoczenie. Jemu też było zimno i choć zdążył nauczyć się, że na cieplejsze dni próżno tu liczyć, to jednak wciąż nie mógł się przyzwyczaić do tak niskich temperatur. Nie było porównania z ciepłym półwyspem iberyjskim.
– Szalonego? To miłe – stwierdził lekko.
I cholernie podejrzane, czego nie dodał już głośno, obserwując uważnie plecy, które cały czas znajdowały się przed nim i wydawały się celem nie do osiągnięcia. Procesy myślowe ruszyły do przodu, coś zaskrzypiało w jego głowie, gdy trybiki przeważnie nieużywane (przynajmniej takie było zdanie sporej części Europy), zaczęły się poruszać. Sytuacja siostry obiła mu się o uszy, choć zajęty własnymi problemami, nie poświęcił jej dużo uwagi. Czyżby efektem wszystkich tych przemian u niej była właśnie ta ucieczka? Westchnął cicho, bardziej do siebie. To było takie proste. Jakby miał dość, też mógłby tak zrobić, ale nie potrafił.
– Ucieczka sama w sobie bywa głupotą. Ale jak znajdziemy ciepłe miejsce, opowiesz mi o wszystkim dokładniej – rzucił swobodnie. Nie chciał obrazić Marii, po prostu brakowało mu wyczucia, ale sama kobieta była jego siostrą i cóż… Nie zapominał o tym.
Przeważnie.
Na zadane mu pytanie drgnął lekko i podniósł wzrok, który wcześniej przesuwał się po szparach pomiędzy brukowaną kostką.
– Idąc tą drogą to będzie… - zaczął, po czym przerwał na chwilę, zawahał się i rozejrzał. - A może to była tamta ulica i wtedy… A nie, nie. Tamta chyba prowadzi w odwrotną stronę, a więc to musi być ta… O, ta jest ślepa. Cóż… Myślę, że z jakieś pół godziny do godziny drogi. Na pewno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Sieć zaniedbanych uliczek   Czw Sty 10, 2013 10:07 am

Portugalia nie odpowiedziała, co nie było niczym dziwnym. Czasami w środku rozmowy potrafiła zapomnieć, że z kimś rozmawiała i zamyślić się nad jakąś kwestią. Dlatego też nigdy nie była dobra w rozmawianiu o uczuciach.
Pomyślała o życiowym doświadczeniu. Mieli go sporo, oboje naprawdę dużo, ale po jej bracie widziała to szczególnie. Nie wiedziała, jak widzą inni, ale ona żyła obok Antonia całe swoje istnienie. Byli jednej krwi. Widziała jego początki, to, jak się wzniósł i jak powoli tracił wszystko, czego utraty się bał. To było w pewien sposób fascynujące, choć Portugalia nigdy mu o tym nie mówiła w przeświadczeniu, że nie zostałaby zrozumiana. Nie czuła nawet podobnej potrzeby. Praktycznie nigdy się nie zwierzała, nie dlatego, że była skryta, a ponieważ zwyczajnie się tego nie nauczyła. Jej życie też nie należało do najprostszych, straciła, ile straciła, ale nie należała do osób, które odbierałaby wszystkie przykre wspomnienia jako naprawdę przykre. W smutku i utracie, w tym wszystkim tkwiła nostalgia i cień radości, bo, żeby za czymś tęsknić, trzeba mieć szczęśliwe wspomnienia. Jej saudade. Uśmiechnęła się do chłodnej nocy i wróciła do rzeczywistości.
- Wysłał cię tu... Ten dyktator? - Wiele rzeczy można było powiedzieć o Marii. Czasami wolno łapała, żyła w innym tempie niż inni, będąc częścią kontynentu, była jednocześnie w częściowej i wiecznej izolacji. Ale nie była głupia. Właściwie, często wykazywała się większym sprytem niż jej brat. - Wiesz, że może w tym czasie zrobić coś paskudnego i po prostu nie chciał, żebyś mu przeszkadzał?
To aż sprawiło, że znowu odrobinę zwolniła kroku, choć nie ze względu na kłamstwo Antonia, a na kolejną porcję spraw do przemyślenia. Możliwe, że w ogóle nie zwróciła uwagi na słowa Hiszpanii aż do momentu, w którym zmienili temat. Tylko, że wtedy z kolei stwierdziła, że nie ma nic do powiedzenia, nie w takich warunkach. Było za zimno i zlodowaciałe uszy nie były jej największym problemem, bo zamarzało też wszystko inne. Jak inni mogą żyć w taką pogodę? Ona zwykle robiła wszystko, żeby nie wychodzić z łóżka. Siedziała pod kołdrą i nie martwiła się, że to dziecinne, kiedy odmawiała wyjścia do świata, który przecież i tak musiał jej nie chcieć, skoro zrobił się taki paskudny. I tyle. Za to wysokie temperatury nigdy nie robiły na niej wrażenia i nawet, gdy było za gorąco, nie narzekała.
- Jak jesteś człowiekiem i mogą cię zgnieść jak papier, może. Ale nie jesteśmy ludźmi - zauważyła z czymś na kształt wyjątkowo dziwnego przejawu wesołości. - Ty dostałeś wolne, ja też chcę.
Nawet jej głos nie świadczył, że mówi poważnie, albo, że wzięła sobie do serca uwagę brata. Po prostu postanowiła o niej nie myśleć. Były inne sprawy. Na przykład droga do hotelu. Ha...
Maria stanęła w miejscu i rozglądnęła się po obcym świecie z pewnością, że ani ona ani jej brat nie byli tu nigdy wcześniej. Wiedziała też, że nie słynął z wyczucia czasu, więc... Godzina? Godzina na tym zimnie?
- Zapytamy kogoś o drogą - stwierdziła zrezygnowana patrząc na ślepą uliczkę. - Niech nas zaprowadzi. Ludzie się do tego przydają, chodź.
Pociągnęła go lekko za ramię.
Powrót do góry Go down
Hiszpania
To tylko słowa...
avatar

Liczba postów : 330

PisanieTemat: Re: Sieć zaniedbanych uliczek   Nie Sty 13, 2013 3:04 pm

– Tak, właśnie on – skinął głową. - Uznał, że przyda mi się chwila wolnego. I… Nie, nie sądzę, by chodziło mu o coś takiego. On działa dla dobra kraju i ludzi, po prostu czasami podejmuje bardziej radykalne… Środki.
Przerwał dalsze tłumaczenia, gdy gdzieś w jego wnętrzu zakłuła go boleśnie myśl, że Portugalia może mieć rację. Wprawdzie nie przeżywał ostatnio mocniejszych ataków, ale mimo wszystko nieraz kaszlał już dość intensywnie w chusteczkę, brudząc ją jeszcze bardziej krwią. Nie chciał jednak postrzegać Franco przez pryzmat masowych morderstw ludności cywilnej. To była domena Niemców, tak. Tak sobie tłumaczył wszystkie te spazmy bólu, które sprawiały, że zwijał się na podłodze i jęczał, wbijając paznokcie w skórę, z nadzieją, że zaraz przejdzie. Przeżył już wiele wojen, ale żaden ból nigdy nie mógł równać się z tym, co przeżywał teraz. Ludobójstwo i równanie z ziemią całych wiosek było czymś innego kalibru, niż zatopieniem kilku statków u wybrzeży Brytanii.
– Ty wolne wzięłaś sobie sama – odparł rozbawiony, spychając na dalszy plan ponure myśli.
Smutek przychodził i odchodził. Optymizm oraz uśmiech pozostawały, często wręcz irracjonalnie, niezależnie od tego w jak okropnej sytuacji się znajdował. Pogrążanie się w żalu nigdy nie pomagało, trzeba było znaleźć choćby promyk światła nawet w najczarniejszych dniach.
– Co nadal nie zmienia faktu, że twój dyktator nie będzie zadowolony – zauważył.
Nie wiedział, jakie relacje łączą Marię z Salazarem. Trudno było więc określić mu, w jak wielkich tarapatach może się znaleźć. On miał świadomość obowiązku, który piętnował na nim Franco. Sposób, w jaki generał zachowywał się w jego stosunku, jednoznacznie świadczył o tym, że nie będzie pobłażliwie traktować jego potknięć, a na coś takiego jak ucieczka od problemów nie może sobie pozwolić. Byłoby to niewybaczalne i… Cóż, po prostu tej opcji nawet nie rozważał.
– O! Dobry pomysł! – stwierdził z głośną aprobatą i tylko drgnął mimowolnie gdy do jego wnętrza wdarło się gwałtownie lodowate powietrze.
Nie zraziło go ono ani trochę, nawet jeśli jeszcze bardziej zebrał się w sobie, by wykrzesać choć trochę ciepła. W następnej chwili siostra już ciągnęła go w sobie tylko zna- Nie, nawet ona nie znała tego kierunku. Oboje byli skazani na pomoc ludzi, co przy ich zmyśle orientacji nie powinno nikogo dziwić.
– Może wskażą nam jakieś ciepłe miejsce – dodał z rozmarzeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Sieć zaniedbanych uliczek   Pon Sty 21, 2013 7:50 pm

- Zdarzali się i tacy - Portugalia wzruszyła ramionami, drżąc z zimna. Na jej twarzy ciągle widniał ten dziwny uśmiech, którego ludzie nie potrafili określić jako wesołego czy smutnego. Po prostu był, jakby swego czasu uznała, że uśmiechanie się do rzeczywistości to najprostszy sposób, by wyprowadzić ją z równowagi. - Ale skoro w niego wierzysz. Miałeś wybór i wybrałeś sukinsyna. To... W twoim stylu, Antonio.
Problem z Portugalią był taki, że często stwierdzała fakty, ale nie zawsze brzmiała na przejętą czy zaangażowaną. Jeśli martwiła się sytuacją brata, robiła to w inny sposób. Być może nie martwiła się wcale. Wiedziała, że bez względu na wszystko Hiszpania przetrwa i pójdzie z tym dalej, bo przeżył już tyle - oboje przeżyli - że ta okropna wojna domowa jest tylko kolejną raną i kolejną blizną. Wszystko przemija. Nawet te morderstwa. Te nieliczne straszne rzeczy, które z rzadka słyszała w plotkach jej polityków. Ludzie byli potworami, po prostu, już dawno przyjęła do wiadomości, że każdy, od żebraka po przywódcę narodu, dokona strasznych czynów, by osiągnąć swój cel. Takie życie.
- I co z tego? - Jej uśmiech poszerzył się trochę przechodząc tymczasowo na stronę tych weselszych. - Też jest rodzajem sukinsyna, ale... Nie aż tak. Po prostu męczący.
Oboje, ona i Hiszpania, wiedzieli, że mogą ją czekać naprawdę beznadziejne kłopoty za to, co właśnie robiła. Równie dobrze mogło ją nie spotkać nic, w co akurat wątpiła, ale... Ale przecież dlatego przyjechała. Uciekła bez planu i teraz miała nadzieję, że ten sam na bieżąco się ułoży. Antonio nie był może najjaśniejszą gwiazdą na niebie, ale czasami sama jego obecność sprawiała, że Portugalia czuła się mądrzejsza. A wtedy plany przychodziły o wiele łatwiej.
Mój dyktator, twój dyktator, porównajmy ich, który lepszy i ładniejszy. Poczuła napływ ponurego rozbawienia. Kolejne ciekawe czasy.

***

To była godzina zgubienia w zimnie i w końcu zawędrowali do najbardziej oczywistego miejsca, w którym przyszłoby poszukać Portugalczykom swojego państwa, gdyby oczywiście myśleli rozsądnie i zdecydowali się, który hiszpański rząd jest tym prawdziwym.
Maria uznała, że ma to gdzieś. Było jej zimno i znaleźli się w ciepłym miejscu, to wszystko, co się liczyło. Zamówili nawet ciepłą kolację na wynos i od razy skierowali się do pokoju hotelowego Hiszpanii. Jak przyznało na kraj ogarnięty kryzysem i wojną, a także biorąc pod uwagę, że miasto nie należało do szczególnie dużych, był to hotel bardzo przeciętny.
Ale było ciepło. Reszta mogła pójść się kochać.
Przysiadła na łóżku brata, odgarnęła włosy i przez moment sprawiała wrażenie zrezygnowanej. Chociaż, prawdę mówiąc, prawie zawsze tak wyglądała. Kwestia, że tak naprawdę wcale nie była. Teraz wydała się raczej zmęczona i nic dziwnego; może nie wyglądała źle, jak Hiszpania, ale ciągle marnie. Była chora.
Parsknęła cicho.
- Teraz możemy przejść do rzeczy - stwierdziła, z większym entuzjazmem podchodząc jednak do trzymanej w obu dłoniach kawy. Uniosła wzrok na Hiszpanię. - Musiałeś być ostatnio samotny, co?
Nie to, że się nad nim litowała. To tak nie zabrzmiało i nigdy nie byłoby litością, a raczej mentalnym szturchnięciem, by Hiszpania zaczął zrzędzić, jeśli chce, bo lepszej okazji ani osoby nie znajdzie. Ona nie przejmowała się tym, że Antonio miał swoją mroczniejszą - i smutniejszą stronę. Taka zaleta, niewieloma rzeczami przejmowała się mocno.
Powrót do góry Go down
Hiszpania
To tylko słowa...
avatar

Liczba postów : 330

PisanieTemat: Re: Sieć zaniedbanych uliczek   Wto Sty 22, 2013 11:41 pm

Zaśmiał się, słysząc jej słowa. Zauważył, że ledwo przestał, zęby zaczęły szczękać mu z zimna. Pogoda zdecydowanie nie należała do tych, które preferował, a wyświechtany płaszcz nie zapewniał dostatecznego ciepła. Dopóki jednak nie znaleźli jakiegoś ciepłego miejsca, musiał wyobrażać sobie chociaż, że jest mu gorąco. To zawsze działało. Troszkę.
– Nie przesadzaj – powiedział tylko, choć coś w jego wnętrzu zamigotało, przyznało rację Portugalii i równie szybko znikło. - Wybrałem mniejsze zło.
O, to było dobre ujęcie. Franco nie był idealny, aniołem zesłanym na ziemię, ale mogło być gorzej. Mogli wygrać komuniści. Mógłby częściej widywać Ivana. Opcja pierwsza wydawała się przy tym bezpieczniejsza i jakaś milsza. Franco dbał o kraj, o Hiszpanię. A komuniści… Cóż, nie do końca.
– Męczący. Też chciałbym, żeby mój był tylko męczący – zauważył rozbawiony.
Nie, Franco nie był męczący. Przytłaczał go swoją osobę, widział pogardę w jego oczach, a z drugiej strony… To zabawne. Franco był na niego skazany. Czy tego chciał, czy nie. Hiszpania nigdy nie patrzył na to z tej strony, zapewne szybko o tym zapomni, ale w tej jednej chwili wydało mu się to po prostu śmieszne. Ot drobna ironia losu.

Dobrze mówił, że nie są daleko od hotelu! No dobrze, może nie trafił tu on, tylko Maria i tak zrobili to przypadkiem, ale grunt, że w końcu znaleźli się w miejscu, gdzie było ciepło, a to liczyło się najbardziej. Nawet skromny obiad nie psuł tej chwili, w której nareszcie zaczęły odmarzać mu palce i poczuł stopy. Tak, okazało się, że jednak je miał i nie zgubił ich po drodze. Był z tego bardzo zadowolony. Nie mniej jak z faktu, że mógł nareszcie opaść na twarde krzesło i zapomnieć chociaż na chwilę o szarej, chłodnej rzeczywistości, którą zostawili na zewnątrz.
Nawet jeśli pokój hotelowy idealnie się w nią wkomponowywał. Antonio mieszkał tu jednak na tyle długo, że przywykł. Wyciągnął z kieszeni płaszcza chusteczkę i odkaszlnął w nią kilka razy. Dla pewności sprawdził, czy nigdzie nie pojawiła się nowa, świeża czerwona plama. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca.
– Tak? – podniósł głowę.
Do rzeczy. Zastanawiało go nawet, o co mogło chodzić jego siostrze, gdy zaproponowała mu spotkanie, ale zdążył o tym zapomnieć.
Słysząc drugą część zdania westchnął. Nie spodziewał się, że chodziło o sesję terapeutyczną. Nawet jeśli przy Marii czuł się swobodniej. Ona go znała, tak. Znała. Ze wszystkich stron, nie tylko jednej. Zazwyczaj ludzie albo widzieli w nim wesołego, uśmiechniętego optymistę (względnie idiotę), albo potwora bez serca (wciąż idiotę). Zabawne, jak rozbieżne były oba te portrety, a on… On był po prostu sobą i przy Portugalii nie musiał wcale udawać. I tak by go przejrzała.
– Trochę – mruknął, w końcu, kąciki ust zadrgały lekko. - Byłem samotny, szczególnie ostatnio, ale przez ten krótki czas, gdy tu jestem, spotkałem trochę osób. To było nawet miłe – zauważył, a jego ton stał się na chwilę obojętny.
Przynajmniej większość z tych spotkań była miła…
– Choć i tak zazwyczaj kończyło się na krótkiej wymianie zdań. Jakoś tak… Kiedyś było trochę więcej czasu – stwierdził, uśmiechając się do niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Sieć zaniedbanych uliczek   Sro Sty 23, 2013 12:37 pm

Portugalia nie była przejęta i czasami nawet martwiła się, czy to dobry znak. Hiszpania był jedyną osobą, którą znała na wylot i doskonale zdawała sobie sprawy z tego, jak wiele uczuć w nim żyje. Antonio cieszył się z całego serca i pragnął różnych rzeczy jeszcze mocniej. Kraj namiętności, tak? To sprawiało, że sama czuła się czasami upośledzona uczuciowo, ale jej duszy było bliżej do Celtów niż Latynosów. Pewnie przez to tak dobrze rozumiała Anglię i nie przestawała go cenić, choć zdradził ich przyjaźń więcej niż raz. Doskonale wiedziała, jak to jest być w cieniu kogoś innego, ale to nie zmieniało faktu, że nie potrafiła nienawidzić Hiszpanii.
- Spokojnie, nie musisz opowiadać mi bólów swojego życia - posłała mu przelotne spojrzenie, bo bardziej skupiła się na otwieraniu piankowej pokrywki oddzielającej ją od parującej kawy. - Zapytałam na wypadek, gdybyś chciał zacząć płakać.
I tyle w temacie, stwierdziła i odłożyła pokrywkę na łóżko, upijając jednocześnie kawy. Skrzywiła się na jej smak, choć przeważnie było jej naprawdę obojętne, co pije. Kawa, herbata, woda czy soki; żadne z nich nie było winem, więc nie poświęcała im uwagi. Ale ta jedna kawa była naprawdę paskudna.
Westchnęła.
- Kiedyś, co? Kiedyś wszystko wydawało się całkowicie inne. Mogliśmy po prostu płynąć dalej i nie myśleć o jutrze... Chciałabym wrócić do tych czasów - mruknęła.
Powrót do góry Go down
Hiszpania
To tylko słowa...
avatar

Liczba postów : 330

PisanieTemat: Re: Sieć zaniedbanych uliczek   Sro Sty 23, 2013 4:12 pm

Uśmiechnął się w jej stronę.
– Nie będę płakać, nie jest aż tak źle – stwierdził lekkim tonem, jakby temat zszedł nagle na pogodę, a słowa Portugalii szybko sprowadziły go na ziemię. - I trudno nazwać to bólami – dodał.
W życiu bolały inne rzecz. Na przykład wątroba, nerka, albo płuco, przypominając, że jednak coś takiego w nim siedzi. Bolały też świeże rany i blizny. Serce? Ono nie bolało, po prostu było i od czasu do czasu o sobie przypominało. Zazwyczaj w chwili dużego kryzysu. Ale to nadal nie był powód do tego, żeby płakać.
Wyciągnął z siatki, którą wcześniej położył obok siebie, pojemnik wykonany z miękkie styropianu. Otworzył go ostrożnie i przyjrzał się mało apetycznej papce, nazywanej szumnie jedzeniem. Wziął plastikowy widelczyk i zaczął szturchać pożywienie niemrawo, jakby to miało zaraz samo się na niego rzucić. W końcu jednak wziął kęs i zaczął je jeść. Było ohydne, ale nie zwracał uwagi na jego smak. Było ciepłe, a to już w pełni go zadowalało. Jakoś tak… Było mu już lepiej. Nie zimno.
– To były dobre czasy – pokiwał głową. Ktoś mógłby się zastanawiać, czy chodzi mu o to samo, co na myśli miała jego siostra. Dla niego miało też i inne aspekty, które, cóż, wydawały się już na zawsze utracone. Ale trzeba było żyć dalej. Antonio nie lubił rozpamiętywać przeszłości. Z jakiegoś jednak powodu, ona uwielbiała rozpamiętywać jego. Szczególnie w postaciach osób, które miały mu za złe jego dawne zachowanie.
– Był jakiś konkretny powód, dla którego uciekłaś? Czy po prostu miałaś dość?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sieć zaniedbanych uliczek   

Powrót do góry Go down
 
Sieć zaniedbanych uliczek
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Getto-
Skocz do: