IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Londyn [Anglia]

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Londyn [Anglia]   Pią Sty 04, 2013 8:44 pm

Parasolki w Londynie były czarne albo szare, z rzadka w odważniejszych barwach. Nie sprawiało to, że miasto wydawało się weselsze, ale przynajmniej tłum był bardziej zwarty, jakby istniało niepisane prawo obowiązujące wyglądać tak nie inaczej, wtapiać się w resztę. Dżentelmeni w garniturach, przyzwoite kobiety z włosami modnie ściętymi na krótko. Płaszcze nosili szare albo brązowe; odważniejszych barw brak. Londyn, serce Imperium w którym stykało się dziesiątki niezwykłych kultur podległych koronie, wydawał się dzisiaj zadziwiająco skromny w kwestii barw. Szary najwidoczniej odpowiadał mu w zupełności, wybrał więc szare drogi, szare budynki i płowe niebo, z którego spadało coś, co daleko w górze było śniegiem. Niżej zaczęło topić się w szybkim tempie i w efekcie padało coś na kształt deszczu.
Jeśli tego dnia na świecie w Londynie istniało coś wesołego, musiało być prostą budką, którą ktoś odważniejszy pomalował na weselszą czerwień. Ustawiła się do niej długa kolejka parasoli; Anglicy mieli to do siebie, że nie potrzebowali specjalnego powodu, by stanąć w kolejce. Czasami Anglia bawił się w ocenianie, ilu z czekających ludzi zdaje sobie sprawę, na co czeka, ale dziś nie miał do tego głowy. Zresztą, sam stał w kolejce wyjątkowo cierpliwie jak na kogoś, kogo przerwa na lunch kończy się za kwadrans.
W końcu w jego dłoń wciśnięto ciepły i parujący posiłek, owinięty w splamioną tłuszczem gazetę. Podziękował krótko na pożegnanie i oddalił się pośpiesznie dołączając do morza parasoli. Angielski żołądek zaburczał z czystej ekscytacji faktem, że jego właściciel właśnie trzyma w rękach prawie świeżą rybę z frytkami.
Jednocześnie przyśpieszył kroku, kierując się w stronę parlamentu. Zaklął w duchu: jedną rękę zajmowała mu teczka, w drugiej miał obiad i portfel, którego nawet nie zdążył schować, a siłą umysłu trzymał jeszcze parasolkę. Niezbyt wygodna pozycja, a ślina zaczynała zbierać się w nieproporcjonalnych ilościach. Z irytacją przełożył parasol tak, by przytrzymywało go ramię, a potem w kilku skomplikowanych ruchach spróbował wcisnąć portfel do kieszeni i odgarnąć pierwszą warstwę gazety z obiadu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Pią Sty 04, 2013 9:13 pm

Szarość, szarość, wszędzie szarość! Jakże ta Anglia była ponura. W każdym swym calu, w każdej kosteczce brukowej, w każdej cegiełce składającej się na kolejny… tak! Szary budynek. Czasami między szarościami zachodziły fuzje, dygresje szalone. Kolor. To coś czego potrzebowała. Sama zresztą była kolorem, indywiduum szalonym, tęczą na pochmurnym niebie. Nie pasowała do scenerii jak zwykła to robić pięść do nosa przeciętnemu człowiekowi. Ludzie jednak zdawali się nie zwracać uwagi na tego intruza w ich (z zewnątrz) smutnym świecie. I tak oto bransolety (nie koniecznie złote), nadal brzęczały wdzięcznie ku akompaniamentowi deszczu, a nogi niosły, niosły po ulicach.
Mijała ludzi, ludzi szarych lub czasem brązowych i cieszyła się tylko, że nie są biali i czarni. W obecnych czasach kontrasty wydawały się być wręcz nie na miejscu, a bycie po obu stronach było szeroko akceptowalne w społeczeństwie. Czasami można w końcu nagiąć reguły dla własnego dobra. Będąc tu i w każdym innym miejscy jednocześnie z lubością obserwowała jak koloryt oddaje doskonale nastroje narodu. Monotonia i jednostajność zdawały się idealnie współgrać z Anglikami w momencie obecnym. Nie zamierzała więc łamać swej tradycji i okiem czujnym, cygańskim zaczęła szukać wśród tłumu swej ofiary.
Spacerowała między ludźmi krokiem rześkim, kręciła lekko pstrokatą parasolką, którą pożyczyła tydzień temu od pewnego gentlemana, choć bez jego zgody. Teraz jednak wszyscy wydawali się zbytnio zaaferowani sobą i tym paskudnym jedzeniem. Zabawa w takich momentach traciła sens, bo chodziło o to, by wyprowadzić kogoś z równowagi, spokoju, zatańczyć walca z klientem i spojrzeć mu prosto w oczy, zagrać na nosie, a potem uciec. Zwykle po kilku sekundach od jej zniknięcia większość zdawała sobie sprawę ze zniknięcia ważnej części ich życia.
Miała już przekroczyć ulicę, by znaleźć inne miejsce, bardziej ruchliwe i rzucające wyzwanie, gdy spostrzegła jegomościa, dość znajomego z twarzy, choć imienia nie mogła sobie przypomnieć. Obserwowała go chwilę, a gdy oddalił się ze swą zdobyczą pokarmową, podążyła za nim. Przyglądała się z pewnej odległości jak walczy z jedzeniem, parasolką, aktówką i (och!) portfelem. Z lubością wychwyciła wzrokiem jak niedokładnie chowa swój mały dobytek do kieszeni. Bardzo nierozważny ruch. Zbliżyła się wtedy dostatecznie blisko, by mieć go na wyciągnięcie ręki. Wtedy przyśpieszyła kroku, przeszła obok, pożyczyła jego własność i ruszyła dalej przed siebie, szukając jakiegoś podejrzanego zaułka.
Powrót do góry Go down
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Pią Sty 04, 2013 10:29 pm

W pewnym momencie uwaga całej Anglii nie skupiała się ani na skomplikowanej sytuacji politycznej, na ruchliwej drodze i byle jak dopchniętym portfelu. Skupiała się na istotnym problemie, jakim było odlepienie części niejadalnej od jadalnej w jego porcji ryb z frytkami. Przez chwilę to był naprawdę zajmujący problem wagi więcej niż światowej.
Potem na granicy pola widzenia zamajaczyła mu się kolorowa plama. Przebiegła obok, zostawiając za sobą uczucie niewielkiego szarpnięcia w okolicy kieszeni.
Anglia miał spore doświadczenie w okradaniu i byciu okradanym, więc jego zmysły wcześniej zdały sobie sprawę z tego, co właśnie zaszło. Nogi same ruszyły w pościg, gnane zdobytym przez dekady doświadczeniem. Jego ciało żyło w świecie, gdzie prawo istniało tylko dla garstki. Gorzej z całą resztą: garniturem, który utrudniał bieg, parasolem, teczką i obiadem, a także żywymi angielskimi przeszkodami. Nie miał wyboru i odrzucił jedzenie do najbliższego kosza, który dostrzegł. Nie zatrzymał się jednak, by sprawdzić, czy trafił, bo plama znikała już za rogiem.
- Hej! - krzyknął za nią ze złością, która nie wróżyła niczego dobrego. Ludzie odwracali się zaskoczeni, ale Anglia właśnie wpadł na myśl. Zwolnił kroku, zawrócił i szybko wszedł w ulicę obok, przemierzając irytującą odległość między nią a skrętem w kolejną. Nie okradało się Anglii w Londynie. Znał to miejsce jak własną kieszeń, ha - było jego własną cholerną kieszenią, z której właśnie ktoś śmiał wyjąć portfel.
Miał stuprocentową rację, gdy po przejściu krętą uliczką do miejsca, w którym zaczynała się dzielnica mieszkalna - a tym samym trudno było tu o ruch tak duży, jak w miejscu, gdzie zaczęli - w oczy rzuciła mu się kobieta, którą... Cóż, trudno byłoby przegapić. Zaszył się w zaułku i zaczekał, aż podeszła bliżej, a wtedy wyszedł, zastępując jej drogę i jednym szybkim ruchem chwytając ją za rękę.
- Wybrałaś dzisiaj niewłaściwą ofiarę - wycedził, tylko odrobinkę zdyszany, ściskając ją mocniej i uśmiechnął się w sposób, który zwykłych ludzi przerażał. - Głupia cyganka. Może gwiazdy zaczną ci bardziej sprzyjać, gdy przestaniesz łowić ubrana jak namiot cyrkowy?
Spojrzał na nią kpiąco i dopiero w tym pierwszym momencie naprawdę zwrócił uwagę na jej wygląd. Razem z twarzą kobiety doszło to subtelne, ulotne wrażenie, które towarzyszyło Anglii zawsze, gdy w okolicy pojawiał się ktoś taki jak on.
- Oddaj mój portfel - poradził, chwilowo ignorując natarczywie domagające się o uwagę myśli. - I zapomnimy o sprawie.
Chociaż powinna jeszcze zapłacić za jego obiad. Zmarnowane jedzenie i bieg po Londynie jak wariat... Prawie jak w starych dobrych czasach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Pią Sty 04, 2013 11:18 pm

Już była w ogródku, już się z gąską witała, gdy nagle ze zdziwieniem zauważyła, że jej ofiara zaczyna pościg. Cóż może w tym portfelu było coś wartościowego. Oznaczało to dla niej, że nie można go tym bardziej oddać. Może w końcu uda się jej zdobyć trochę zapasów na potem. Pieniądze się zawsze przydadzą, choć na biedę nie narzekała.
Przyśpieszyła do biegu, by nie dać się przerobić na ofiarę. Lawirowała między ludźmi, okręcała się, o mało kogoś nie wyrzuciła. Miała jednak nad biedakiem jedną przewagę. Nie dźwigała ze sobą nic poza parasolką. Jej nie potrzebne były aktówki, garnitury i paskudne żarcie. Jedynym czego nie mogło jej zabraknąć to wolność. Zaśmiała się więc lekko, gdy skręciła. Zaraz usłyszała dość donośnie „Hej!” a w głowie pojawiło się wspomnienie jakiejś piosenki.
- Hej, hej, heeej sokoły~- zaintonowała sobie pod nosem, próbując przypomnieć jak leciało dalej.
Nagle przystanęła, bo zdała sobie sprawę, że jej prześladowca chyba zaniechał pościgu. Może nie dał rady, może sobie odpuścił? A może był po prostu za słaby, co wydawało się jej opcją najbardziej prawdopodobną. Pewna swego ruszyła dalej przed siebie, już spokojnym krokiem, nie śpiesząc się nigdzie. Zaczęła dokładniej oglądać portfel. Nie wyglądał jakoś nadzwyczajnie, ale książki się po okładce nie powinno oceniać.
- Omijajcie góry, lasy, do- o! Dzień dobry…
Ostatnie słowa skierowała do człowieka o nienaturalnych brwiach, który nagle capnął ją za rękę, unieruchamiając w mocnym uścisku. Zdenerwowała się lekko. Tak nie powinno być. Prawie zawsze jej się udawało nawiać ze zdobyczą, a jak nie to porządny kopniak w czułe miejsce zawsze odstraszał przed dalszym pościgiem. Może dlatego zawsze wybierała nieco cherlawych mężczyzn?
- Och sam jesteś głupi! Nie nazywajcie mnie Cyganem!- odwarknęła, próbując wyszarpać rękę, ale skurczybyk miał żelazny uścisk.
A wtedy przyszło wspomnienie, a za nim kolejne i jeszcze jedno, i wszystko stało się jasne, ale bardziej skomplikowane, jak to miało w zwyczaju, bo łatwiej jest być obcym niż znajomym. I wahała się czy powiadomić go o fakcie, czy nadal się bawić w ciuciubabkę, choć istniało ryzyko, że skurczybyk ją rozpoznał wcześniej.
- Nie oddam ci MOJEGO portfela! Paszoł bandyto!
Powrót do góry Go down
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Czw Sty 10, 2013 10:31 am

Ludzie... Jak to było, że Anglia żył na świecie tak długo, a oni ciągle potrafili doprowadzić go do wściekłości? Chociaż coraz mniej podejrzewał, że ta kobieta to naprawdę po prostu kobietą. Zwykle nie wykazywał innymi zainteresowania większego niż to było konieczne do utrzymania interesów, ale personifikacje bez własnych ziem, jak Prusy, Cyganie czy, ostatnio było o niej głośniej, Żydzi... Tak, to były ciekawostki przyrodnicze. I jedna z nich właśnie próbowała ukraść mu portfel. Im dłużej patrzył w tą bezczelną, dziką twarz, w ubrania świadomie wykraczające poza normy, tym bardziej był pewien.
- Nie upieraj się - stwierdził gorączkowo, ignorując część o Cyganach. Jeśli popełnił faux pax, będzie się o tym martwił, gdy ta wiedźma odda mu portfel. - Myślisz, że ktokolwiek tu uwierzy komuś, kto wygląda, jak ty? Nie przeciwko mojemu słowu - sarknął. Ludzi na ulicy było niewielu, starszy dżentelmen, dwie kobiety w średnim wieku, staruszka z małym kundlem na smyczy. Wszyscy zainteresowani, ale żaden skłonny do interwencji.
- Lepiej oddaj ten portfel, zanim naprawdę się zirytuję - dodał z ostrzegawczymi nutami w głosie. - Nie masz pojęcia, z kim zadzierasz.
Mógłby sam ją przeszukać, ale rzut oka na poły materiałów wystarczył, by z tego zrezygnował. Raz, że szukanie zajęłoby mu lata, dwa, że nie miał ochoty jej dotykać w obawie, że mógłby czegoś dotknąć... A trzy, to że być okradzionym to jedno, a molestować kobietę na ulicy to drugie. Był dżentelmenem. Da jej szansę wydania się, a jeśli i to nie da rady, podejmie inne środki. W końcu był za dojrzały na takie zabawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Czw Sty 10, 2013 3:27 pm

Anglia przeceniał ją. Jeszcze w tym momencie byłą spokojna i radosna. Do wiedźmy jeszcze trochę jej brakowało. Choć sama wolała unikać przemocy lub uciekania się do niezbyt czystych sztuczek, gdy była zmuszona to trzeba było sobie radzić.
Rozejrzała się szybko po okolicy. Jakoś przechodnie jednej z ciemnych uliczek Londynu nie byli zbytnio zainteresowani ich szarpaniną. Oczywiście zwracali swój wzrok ku nim, jednak bycie w samym centrum uwagi było dla niej rzeczą najnormalniejszą na świecie. W końcu od urodzenia znajdowała się w centrum.
Lanie wody o sile słowa spłynęło po niej jak po kaczce. Takiej żółtej, gumowej. Takie rzeczy nie trafiały w jej serce. Może jakiś poemat o honorze.. może. Ale nie takie. Toż to groźby! Groźby były, jak wszyscy wiedzą, złe. Tak samo zastraszanie i szantaż. Roma lubiła robić złe rzeczy. Ludzie tak ładnie się wtedy denerwowali.
- Ojć nie irytuj się~- wyciągnęła wolną rękę w jego kierunku i odruchowo pociągnęła za policzek.- Alfredziku?
Odwieczny problem z zapamiętywaniem imion znowu powrócił. Twarze pamiętała, a jakże. Pamiętała również historię, mniejsze opowiadania i ogólną przeszłość rozmówców, ale jakoś nigdy jak ich nazwano. Dlatego ochrzciła Anglię Alfredem. Cóż zawsze mogło paść na Francisa. Tyle dobrego, że kobiety jakoś się jej nie mieszały, ale widać tak działała jej dzika natura.
Powrót do góry Go down
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Nie Sty 13, 2013 6:20 pm

Policzki zaczęły go wściekle palić, zupełnie, jakby przez dotyk tej kobiety spadła na niego klątwa. Anglia poczuł, jak zalewa go wściekłość.
- Alfred? - powtórzył z chłodem mniej więcej wybuchającego wulkanu. Był cholernym Imperium Brytyjskim, nie myliło się go z Ameryką - to była dobitna sugestia, że ten dzieciak porównał mu potęgą. Albo nawet ją prześcignął, o czym Anglia wiedział, bo zdawał sobie sprawę z obu tych faktów, ale... Sam fakt pozostawał faktem. - Nie będę wysłuchiwał takich oszczerstw od złodziejki, której nie stać nawet na własną ziemię. Moje ludzkie imię brzmi Arthur, Arthur Kirkland, wiedziałabyś, gdybyś otworzyła portfel, który ukradłaś.
Drugą ręką odegnał jej dłoń ze swojego policzka. Niech to szlag, spóźni się do pracy i na dodatek Bóg jeden wie, kiedy ta... Roma odda mu portfel. Jakby nie miał dość problemów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Pon Sty 14, 2013 8:45 am

- Złość piękności szkodzi!
Arthur... Alfred... Jaka była różnica? Nie za bardzo ją widziała. Imiona były czymś strasznie przyziemnym i takim normalnym, że nie za bardzo ją obchodziły. Sama siebie mianowała co najmniej 5 różnymi, żeby każdy mógł się do niej zwracać, nie łamiąc przy tym języka na nieznanych głoskach. Tym samym nie rozumiała oburzenia Anglii. Dziwni są ci ludzie...
- Niestety całkowicie nie potrafię się wczuć w twą marną egzystencję, więc proszę mi wytłumaczyć różnicę między imionami...
Uwagę o braku ziemi przemilczała. Ziemia nie mogła być czyjaś. Nie zrobiło się jej, więc się jej nie miało. Owszem, można było korzystać z jej błogosławieństw, ale nie można być panem czegoś takiego... Poza tym jej dom był wszędzie, tam gdzie ona. Takie wyjście było o wiele wygodniejsze niż się mogło zdawać. Zawsze pozostawało się wolnym ptakiem.
Powrót do góry Go down
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Sro Wrz 04, 2013 9:23 pm

Włoska restauracja w okolicach Tamizy, rzut beretem od parlamentu

Dzień się kończył, na pożegnanie racząc Londyńczyków zaciętą ulewą. Ludzie na to przeklinali, ale Arthur Kirkland nawet lubił, gdy deszcz zaczynał lać zmierzchem, kiedy latarnie zapalały się pomarańczowym światłem. W takie dni ulewa czasowo zmywała z ludzi ich chciwość i nagle połowa miasta przestała żałować paru pensów na dorożkę, co prostą drogą prowadziło do chaosu, olbrzymich korków, spanikowanych koni - co z kolei łączyło się ze sporą ilością świeżych końskich fekaliów na londyńskich uliczkach. Jednak Anglia nie pamiętał wielu takich wydarzeń od początków Wielkiej Wojny, kiedy konie mechaniczne zaczęły na dobre wypierać prawdziwe zwierzęta. Teraz w deszczowe noce zamiast dzikiego rżenia i skrzypienia kół, Arthur słyszał sporo trąbienia.
Osobiście jednak postanowił się przespacerować, poczuć miasto. W praktyce równało się to z dobrowolnym zwiększeniem poziomu smogu w płucach. Mieszkając w Londynie nie trzeba było palić papierosów.
Ale jak mógłby nie kochać tego miasta? Było jego sercem.
A tego dnia serce Anglii poprowadziło go włoskiej restauracji. Było to miejsce dystyngowane, ale nie aż tak, żeby odstraszyć klasę średnią wymaganiami garniturów. Anglia doszedł do niego pokonując luzem ledwo parę ulic od parlamentu, przy okazji ciesząc się krótkim spacerem wzdłuż wzburzonej Tamizy. W pewnej chwili świat zajaśniał bielą. Pierwsza błyskawica przecięła szarzejące niebo z łatwością noża krojącego masło. Burza zagrzmiała Arthurowi w uszach.
Anglia miał akurat dobry humor, ale nawet Freud by tego po nim nie poznał. To nie przeszkadzało Anglikowi z ucieszenia się z burzy, ponieważ uznał, że ta pogoda nada miastu dodatkowego klimatu. Tak, przesiedzenie ostatniego tygodnia w biurze i trzy godziny snu na dobę, potrafiły zrobić podobne rzeczy z jego mózgiem.
Wracając z powrotem do chwili obecnej: Anglia nigdy nie doszedł do upragnionej restauracji. Zaledwie przecznicę od niej zobaczył jednak kogoś znajomego i zagubionego, jak szczeniak oddzielony od matki po raz pierwszy. Arthur przystanął na krótki moment, upewniając się, że osoba, która podąża w dół uliczki nerwowym krokiem jest tą samą, którą generalnie można było nazwać Puchatym Kłopotem Świata. Upewnił się, że tak. Zdziwił się. Zanotował spadek swojego dobrego humoru do jego naturalnego poziomu.
A potem ruszył przed siebie i łatwo dogonił Włochy. Jak on miał na imię?
- Nie sądzisz, że to nieodpowiednia pogoda na gubienie się w Londynie, Feliciano? - zapytał, kiedy zrównał się z nim. - Chyba, że mylę się, a ty regularnie odwiedzasz Cezara. Jednak wątpię w tę opcję - posłał mu uśmiech. - Nie jest prawdziwym Włochem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy
Szept


Liczba postów : 82

PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Czw Wrz 05, 2013 2:31 am

Feliciano już od dobrych kilku minut zastanawiał się co robi w Londynie, w dodatku w tak paskudną pogodę. O wiele bardziej wolał przecież swoje słoneczne miasteczka. Zmarszczył brwi. Odpowiedzi nie musiał szukać daleko.
Ledwie kilka dni temu pokłócił się z Trzecią Rzeszą. Z pozoru nie było to nic ważnego, jakaś tam błahostka. Tak można by powiedzieć o tym z boku. W przypadku Włocha było to oczywiście coś absolutnie ważnego. Dał się ponieść, może nawet postąpił nieco zbyt emocjonalnie. Fakt jest jednak faktem, że wykrzyczał Niemcowi o tym, jak bardzo jest niekompetentny i jak bardzo się z nim nie liczy. I jak bardzo przyjdzie mu tego żałować, bo on to kto wie, jeszcze może zmienić strony, bo kto mu zabroni! I właśnie tu leżał ten malutki błąd. Feliciano nie chciał wyjść na takiego, co rzuca słowa na wiatr, a że złość na Ludwiga wciąż jeszcze w nim buzowała, bez większego zastanowienia się, udał się do Londynu.
Na miejscu okazało się, że jest brzydka pogoda, obce ulice i uliczki i Włochy Północne na dobrą sprawę nie ma pojęcia gdzie ma się udać i co z sobą zrobić. Poszwendał się trochę, porozglądał. Deszcz doszczętnie go przemoczył. Do tego zaczęło grzmieć. Vargas wzdrygnął się. Do tego wszystkiego warto doliczyć fakt, że najzwyczajniej w świecie się zgubił i - nie mówiąc już o czymś tak prozaicznym jak znalezienie jakiegoś schronienia i dogadanie się - Włoch zwyczajnie nie potrafi nawet wrócić tam, skąd przyszedł. Nagle każda droga okazała się obca.
Paskudnie. Gorzej być chyba nie może.
Pomyślał smętnie Włoch, przeczesując z czoła przemokniętą grzywkę. Spojrzał w niebo. Nie wyglądało na to, żeby miało się rozpogodzić. Westchnął ciężko.
I nagle podskoczył jak oparzony. Jakiś znajomy głos właśnie się do niego odezwał. Włochy Północne spojrzał w bok i zobaczył Wyjątkowo Gęste Brwi.
Znajomy głos okazał się należeć do Arthura Kirklanda.
Jest gorzej, przemknęło w pierwszej chwili Włochowi przez głowę, ale zaraz odsunął tą myśl jak najdalej od siebie. Oczywiście, że nie jest gorzej, nie może być gorzej! A Anglia... może go stąd wyciągnie? Trzeba się tylko postarać.
Feliciano uśmiechnął się słabo.
- Och, ciao... - nawet nie wysilał się, żeby jego głos brzmiał wesoło. - Gubienie...? Od razu gubienie... mam wszystko pod kontrolą.
Skłamał, po raz kolejny odgarniając z oczu przemoczoną grzywkę. Musi to jakoś ładnie ułożyć, wyjść z tego z twarzą. Najważniejsze to nie spanikować i panować nad wszystkim. No już, Feliciano. Wszystko będzie dobrze...
- Właściwie to właśnie do Ciebie szedłem.
Dodał jeszcze, nabierając nieco pewności siebie. Co prawda nie ma pojęcia gdzie mieszka Anglia, ani gdzie znajduje się jego parlament, ale to przecież nie istotne, tak? Bo zawsze mógł iść okrężną drogą, czy coś....
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Czw Wrz 05, 2013 6:01 am

- Oczywiście, że masz - potwierdził Anglia. Uprzejmie uśmiechnięty, niezrażony, popatrzył niebo i szczęśliwym trafem udało mu się zobaczyć następną błyskawicę. Gdyby nie był miłym typem, zabawiłby się na głos w grę "Gdzie znajduje się Włoch mający wszystko pod kontrolą." Niestety, ale odpowiedź pewnie byłaby za prosta.
"W środku nocnej burzy w Londynie", każdy by zgadł, ponieważ każdy wiedział, że Włosi kochali spędzenie czwartkowych wieczorów na moknięciu w obcym państwie. Właśnie. W końcu istniał powód, dla którego Włochy w głębi swojego serca uważał Anglików za nieszczęśliwych dziwaków. Ich chęć do kontrolowania czasu poprzez spędzenia go na ciepłych słonecznych plażach, albo chociaż w bezpiecznych mieszkaniach, musiał być niezrozumiały dla narodu, który zrodził takich geniuszy jak Leonardo da Vinci i uwielbiał moknąć bez parasolów.
Anglia skrycie sądził również, że jego cyniczna dusza kiedyś w końcu go pożre. Potem zwykle przypominał sobie, że przecież to stało się już dawno temu.
- Nawet jeśli, to muszę nalegać, żebyś skorzystał z mojego parasola. Nie ma potrzeby moknięcia przez tą psią pogodę. - Bez dalszego zaproszenia przesunął trzymaną czarną parasolkę, by w połowie znalazła się nad Włochem. Anglia nienawidził dzielenia się parasolem z innymi ludźmi.
Po swojej uprzejmej uwadze zwolnił kroku, oraz powstrzymał się przed rzuceniem innych na temat następnych słów Włocha. Jakby był sens mówienia takich oczywistości, pomyślał już bez śladów rozbawienia. Pytanie, dlaczego pupilek Niemiec tutaj przyszedł.
- Istnieje coś takiego, jak ustalanie wizyty z drugą osobą. Poprzez rząd, telefon, telegram, list - wymienił, patrząc przed siebie. - Ale przypuszczam, że twoja obecność tutaj jest wynikiem szybkiej i całkowicie prywatnej decyzji. Nie informowałeś swojego rządu.
Obmywana przez deszcz ulica Londynu, oświetlana miodowym światłem latarni, wyglądała jednocześnie pięknie i mrocznie. To miejsce nie nadawało się jednak na poważną rozmowę, dlatego Anglia w tym momencie przerwał wątek, chociaż na usta cisnęło mu się jeszcze parę przypuszczeń.
- Jadłeś już kolację? Właśnie - zawahał się. Duma zakazała mu szczerego powiedzenia, że szedł do włoskiej restauracji. - Szukałem odpowiedniego miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy
Szept


Liczba postów : 82

PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Pią Wrz 06, 2013 3:59 pm

- Grazie, pogoda jest naprawdę koszmarna.
Stwierdził i bez względu na wszelkie obawy jakie żywił do Anglika skorzystał z jego parasola bez chwili wahania. W obecnej chwili wydawało mu się to o wiele bezpieczniejszym rozwiązaniem niż sterczenie w deszczu.
Poza tym, hej, przecież ktoś, kto dzieli się z Tobą swoim własnym parasolem, nie może być złą osobą! To świadczy tylko o tym, że nawet taki Anglik ma w sobie jakieś ciepłe uczucia...
Feliciano szybko wydał osąd. Jak zwykle bez zastanowienia i z nieco dziecinnym podejściem. Właśnie przez takie zachowanie nie raz i nie dwa się potknął, zraził, został wykorzystany. Jednak nie zmienił się pod tym względem. Nawet w chwilach kiedy naprawdę potrafił sprostać zadaniu, spoważnieć, wciąż gdzieś głęboko tkwiła w nim ta dziecinna lekkomyślność. Taki głupi charakter, cóż zrobić. Nikt nie jest bez wad.
- Och, si, si - machnął lekceważąco dłonią.
W ogóle bardzo lubił żywo gestykulować oraz głośno mówić. Kolejna rzecz, która nigdy się w nim nie zmieni. Pod tym względem jest strasznie przewidywalny... chociaż czasami potrafi zaskoczyć. Ale tylko czasami.
- Sam rozumiesz - kontynuował wątek. - Zdarzają się takie decyzje, których nie ma czasu rozpowiadać. A bawienie się w całą biurokrację, oficjale... pierwsze moje konsultacje z Duce, potem Duce z Twoim rządem, aż wreszcie może byśmy się spotkali lub wymienili kilkoma listami... zabawne czasy. Szczerze mówiąc, to mój Duce ma właśnie jakiś dłuższy romans i nie chciałem mu przeszkadzać.
Włochy Północne roześmiał się, ale zrobił to o dziwo krótko i nie za głośno. Z wyczuciem. Zaraz potem odkaszlnął i ucichł na moment - jakby właśnie przypomniał sobie, że jest brzydka pogoda, a on znajduje się pod jednym parasolem z Anglią, gdzieś w Londynie, którego Feliciano przecież ani trochę nie zna.
Pokręcił przecząco głową, kiedy Arthur wspomniał o kolacji.
- Nie, jakoś tak wyszło, że jeszcze nie - przyznał, nieco zdziwionym głosem. Jakby sam był zdziwiony faktem, że mógł zapomnieć o czymś tak ważnym jak kolacja. - Odpowiedniego miejsca? Jeśli takim odpowiednim miejscem jest dobra, włoska restauracja to chętnie udałbym się tam razem z Tobą!
Dodał zaraz, z lekkim entuzjazmem w głosie. Przy okazji, tak odruchowo, a już na pewno całkowitym przypadkiem, chwycił Anglię pod ramię i nieco się do niego przytulił, żeby jeszcze bardziej schować się pod parasolem.
Skoro już i tak razem pod nim stoimy, to chociaż tak się ustawię, żeby jak najwięcej na tym skorzystać. Aż tak głupi nie jestem, żeby stać na samym skraju i żeby woda spływająca po parasolu lądowała na moim ramieniu, albo nie daj Boże, za kołnierzem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Nie Wrz 08, 2013 9:22 pm

Anglia nie czuł się komfortowo, gdy rozmówca stał bliżej, niż półtora stopy od niego. Przy stopie czuł już, że jego przestrzeń osobista jest brutalnie gwałcona, a odległości poniżej traktował jak szturchnięcie i cóż, zwykle za nie przepraszał i odsuwał się. Jeśli to był Francja, od razu wybijał zęby.
Teraz jednak niewielka przestrzeń parasola wprawiła go w pewien dylemat moralny. Prywatność przegrała ze zdrowym rozsądkiem. Nie lubił tego, ale nie był prostakiem.
Zabawne tylko, że w obecności krajów łacińskich czuł się tak potwornie wyobcowany, że bywał skłonny przyznać, że wyspy brytyjskie leżą bliże Azji niż Europy. Azjaci nigdy nie traktowali cudzej przestrzeni osobistej tak frywolnie, jak Włosi, Francuzi czy Hiszpanie.
Słońce uderzyło im do głowy już dawno temu.
- Czyli po prostu uniknąłeś biurokracji, jeśli dobrze zrozumiałem... Czasy nie zmieniły się aż tak bardzo. - Jego uśmiech równie dobrze mógłby być naklejką. Nie uwierzył do końca, że lenistwo było powodem.
Nie poczuł krzty sympatii po słowach Włocha, ponieważ wiedział, w jakiej drużynie naprawdę gra ten naiwny makaroniarz. Wrogiej. Nie pomogło więc, że to, co Feliciano mówił o listach i romansach zaskakująco dobrze pokrywało się z tym, co znosił u Chamberlaina. Stary człowiek nie myślał już o kobietach, ale codziennie pisywał do swoich sióstr. Zajmował się wszystko, co nie było konieczne, omijał istotę problemu z gracją doświadczonej tancerki.
- Och. To dobrze się składa, Feliciano, chyba kojarzę włoską restaurację w tych okolicach. Raczej tam nie bywam, ale ponoć w weekendy stoliki są pełne aż do zamknięcia.
Urwał, chociaż było to raczej urwanie oddechu, swobodnych ruchów, niż słów. Tak, jakby cała Anglia zamarła zakłopotana, ponieważ napływ puchatych Włochów doprowadził do szoku kulturowego.
Anglia odchrząknął gwałtownie.
- Feliciano, wiem, że... W twoim państwie to najnormalniejsza rzecz po słońcem, ale w Londynie dwóch mężczyzn blisko siebie szybko może zostać skojarzonych źle. Zwłaszcza, że zaprosiłem cię na kolację.
Rozpadało się już tak bardzo, że deszcz bębnił w parasol, jak muzyk w bęben. Anglia wiedział już, gdzie iść, więc mógł przyśpieszyć i kulturalnie wyplątać się z otaczających go ilości Włocha. Jednocześnie czuł w żołądku dziwne, ponure uczucie. Znał je całkiem dobrze. Pojawiało się, gdy wiedział już, że cenni ludzie są na skraju śmierci. Czasami napadało go przed ważną bitwą, albo gdy kłamał przed bystrymi umysłami...
To był strach, specyficzny rodzaj strachu, przed tym, co miało dopiero nastąpić. Jednak w tym przypadku, zamiast żalu i stresu, Anglia czuł więcej zdenerwowania.
Nie powinieneś promieniować radością z życia. Wiem, że zawsze taki jesteś, Włochy, prosty jak widły, ale widły mają ostre końcówki. Jesteś sojusznikiem Trzeciej Rzeszy. Przyszłym wrogiem. Obaj to wiemy, więc przestań być miły, żebym nie musiał być dłużej uprzejmy.
- To tutaj - oznajmił. - Restauracja.
O tej porze był tutaj średni ruch. Słychać było cichą muzykę, szczękanie sztućców, ale poza tym w restauracji dominowała atmosfera spokoju i intymności. Przynajmniej do momentu, w którym od progu rozjaśniony włoski właściciel nie dopadł do nich i z niewymuszoną radością (i o wiele za głośno) krzyknął:
- Arturo! Mój ulubiony stały klient, przyprowadziłeś gościa... Ten sam stolik, co zwykle?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy
Szept


Liczba postów : 82

PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Pon Wrz 09, 2013 11:51 am

Feliciano swobodnie rozglądał się dookoła, próbując zapamiętać jak najwięcej z tego, co go otacza. Nie to, żeby kiedykolwiek planował wrócić do Londynu. Nie, to była zwykła ostrożność. Gdyby na przykład nagle coś się wydarzyło, coś bardzo złego, tak złego, że trzeba by było jak najprędzej uciekać. To co wtedy? Oczywiście, szybkość jest ważna, ale warto mieć chociaż minimalne rozeznanie w terenie. Przecież to nic nie kosztuje, a w razie czego Włoch będzie miał ułatwioną... ewakuację. Ale oczywiście to wszystko czysto teoretycznie. Przecież nic się nie dzieje, nie ma powodów do niepokojów i ucieczek.
To tylko przyzwyczajenie, taki dobry nawyk.
Włochy Północne właśnie po raz kolejny zerkał w jedną z uliczek, kiedy Arthur odezwał się. Feliciano zmarszczył brwi, spojrzał na Anglika. Jednak zaraz oblicze Włocha rozpogodziło się, jakby właśnie zrozumiał czego od niego się chce. Puścił ramię Anglika i minimalnie odsunął się.
- Mi dispiace, nie wiedziałem, że w Londynie tak jest - przeprosił i zaraz dodał. - Ale to bardzo ciekawe jest. Czuję się, jakbym był na jakiejś innej planecie, tyle tu nowych, obcych rzeczy. A przecież niby nie znamy się od wczoraj.
Uśmiechnął się delikatnie. Wszystko powiedział równie swobodnie, co szerze. Oczywiście, szczerość nawet takiej naiwnej istotki jak Włochy Północne ma swoje granice. Feliciano nie zamierzał przyznawać się do prawdziwego powodu dla którego się tu znalazł. To byłoby niestosowne, źle widziane. Przyjechać do wroga tuż przed wojną pod wpływem emocji, dla kaprysu. Żeby zrobić Rzeszy na złość, żeby pokazać mu, że musi liczyć się z tym, że nieszanowany sojusznik może jeszcze zmienić stronę. To było takie nieodpowiedzialne i dziecinne, że teraz nawet Włochy zaczął zdawać sobie z tego sprawę. Nie, to musi zachować dla siebie, nie powie nikomu prawdy.
Przyjechałem tu pod wpływem dobrze przemyślanej decyzji, z poważną ofertą. I tego należy się trzymać w rozmowach z innymi.
Z drugiej strony Włoch wiedział, że jeśli sojusz z Trzecią Rzeszą straciłby sens, a Mussolini zostałby odciągnięty od władzy, to kto wie, przecież wszystko jest możliwe i mogłoby się okazać, że naprawdę zmieniłby stronę. Ale teraz ta myśl była odległa - nic nie wskazywało na to, że coś miałoby się źle ułożyć. Dlatego Włoch nie czuł się najlepiej na samą myśl o tym, że Benito mógłby dowiedzieć się o jego wycieczce do Londynu.
Jeszcze miałby jakiś gorszy dzień i potraktował to jak zdradę. Och, on bardzo lubi to słowo. Zdrada Ojczyzny, zdrada Ideałów, zdrada Sojusznika... to pewnie też by chętnie wykrzyczał. A to przecież takie mocne słowo. Wolę stwierdzenie "nagła zmiana frontu". Na szczęście w nadchodzącej wojnie nic jeszcze na to nie wskazuje. Będzie dobrze. Tylko muszę się jakoś wyplątać z Londynu.
Rozejrzał się po restauracji. Wyglądała nawet przytulnie. To dodało mu nieco odwagi. Zanim jednak zdążył się odezwać usłyszał słowa, ewidentnie skierowane do Anglii. Spojrzał na Arthura i nie namyślał się długo. Udanie, że nic nie słyszał doprowadziłoby do nieprzyjemnej ciszy - oczywistym jest, że nie da się nie słyszeć tak głośnych słów. A wytknięcie Anglii kłamstwa...? Włoch jakoś nie widział dobrej okazji do przytyku. Zły czas i złe miejsce.
Więc zrobił dokładnie to, co zrobił gdy grzebał po szafkach Ludwiga i znalazł coś, do czego Trzecia Rzesza usilnie nie chciał się przyznać. Udał, że nie wie o co chodzi.
- Niesamowite, pomylił Cię z kimś, do tego o tym samym imieniu! Nie dziwię się, wszyscy Anglicy są do siebie tacy podobni~ - pokiwał głową i uśmiechnął się. - Ale ze stolika możemy skorzystać, skoro jest wolny, czyż nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Sro Wrz 11, 2013 6:28 pm

- Nie przejmuj się tym... - urwał. - Miałeś więcej wspólnego z Francją, niż ze mną. To oczywiste, że się różnimy.
Po prawdzie, mówiąc o Francji pomyślał o Rzymie. To on łączył go z Włochami i Francją, chociaż Anglia nigdy nie spotkał go osobiście. Dla Imperium Rzymskiego był tym, czym Pluton dla Układu Słonecznego. Niepotrzebnymi obrzeżami. Ale Włochy?
Włochy był ukochaną Ziemią Słońca. Państwem, które Rzym upatrzył sobie najbardziej ze wszystkich i które w efekcie topiło się w słonecznym blasku wspaniałej łacińskiej kultury. I dlaczego? Dlaczego wielki Rzym zostawił po sobie takiego... Słabego lekkoducha?
Być może dlatego, żeby na kontynencie nie czyhało teraz więcej, niż dwóch potencjalnych wrogów, których Anglia musiałby się obawiać. Byłoby miło, gdyby taki był powód.
Z drugiej strony, myślał o tym jako naród, który sprowadził na ten świat Alfreda F. Jonesa. Chyba więc nie powinien oskarżać Rzymu o złe wychowanie wnuków.
Zamknął parasol i zostawił go w stojaku przy wejściu, kiedy podszedł do nich kierownik sali. Arthur zarumienił się na jego słowa, jednak uratował go Włochy.
- Tak, poprosimy o jakieś przytulne miejsce - zgodził się, marszcząc swoje grube brwi. Popatrzył na Włochy z niemym pytaniem, zastanawiając się, czy Feliciano naprawdę jest tak głupi, czy po prostu powinien wygrać wszystkie możliwe nagrody za aktorstwo.
Włoch zrobił zdziwioną minę, ale chyba zrozumiał, żeby nie ciągnąć tematu i zostawił ich w stoliku oddalonym nieco od reszty i częściowo odgrodzonym wysokimi roślinami doniczkowymi. Zamówili dania i zostali sami w oczekiwaniu na ich przybycie. Anglia spodziewał się krępującej ciszy, więc postanowił udaremnić jej zapadnięcia.
- Zastanawiam się - przyjrzał mu się uważnie. - Czy pytać o prawdziwy powód twojej wizyty teraz, czy po kolacji. Jak sądzisz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy
Szept


Liczba postów : 82

PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Sro Wrz 11, 2013 8:00 pm

Vargas jeszcze raz rozejrzał się po nowym miejscu, a potem po prostu poszedł za Anglią. Usiadł przy stoliku i zerknął na rośliny doniczkowe. Ocenił, że nie jest źle, a to, że stolik znajduje się nieco na uboczu może być przydatne w razie zejścia na nieco poważniejsze tematy.
O ile do tego dojdzie.
Każdy medal ma dwie strony, a kij dwa końce. Feliciano przemknęło więc przez myśl, że z drugiej strony, taki odosobniony stolik może ułatwić jakieś niebezpieczne zachowanie ze strony Arthura.
Ale tego nie zrobi. Nie zaprosiłby mnie tu, gdyby planował w tej chwili coś złego. Spojrzał uważnie na Kirklanda. Czego powinien się po nim spodziewać? Czy przypadkiem nie pogrążam się coraz bardziej z każdą minutą?
Jako że Włoszek nie należy do istot, które lubują się w spędzaniu czasu na długich, dogłębnych analizach, chciał się odezwać, nawiązać jakąś rozmowę.
Moglibyśmy porozmawiać o sztuce. Albo jedzeniu. Albo czymkolwiek.
Każdy kulturalny, wykształcony człowiek jest przecież na tyle rozwinięty i elokwentny, że jest w stanie znaleźć wspólny temat do rozmów z drugim kulturalnym inteligentem. Włochy jest przekonany, że to samo można odnieść do personifikacji. A w każdym razie bardzo chciał w to wierzyć, szczególnie w ostatnich czasach. Czasach, w których właśnie rosły w siłę brutalne totalitaryzmy.
Ale Feliciano nie zdążył odezwać się pierwszy. To, że rozmowę zaczął Anglik nieco go zaskoczyło, ale nie dał tego po sobie poznać.
- Każdy wybitny psycholog powiedziałby, że przed posiłkiem, z pustym żołądkiem ludzie bywają rozważniejsi i podejmują lepsze decyzje oraz ich odpowiedzi są bardziej wyważone. Zaś osoby najedzone często stają się mniej uważne i podejmują nieprzemyślane decyzje ...  - zaczął mówić.
Spokojnym, wyważonym tonem. Uprzejme i miłe słówka miały niemal monotonny rytm. Feliciano usłyszał kiedyś od jednego ze światłych ludzi, że mówienie w ten sposób ułatwia komunikację oraz sprawia, że rozmówca staje się bardziej podatny na manipulację. Przede wszystkim spokój, uprzejmość i nieco monotonni. Stanowczość ma być na drugim planie, niewyczuwalna. Tak jak manipulacja.
- Zaś mój brat powiedziałby pewnie "cholera, dyskutowanie o pustym żołądku jest nic nie warte, dajże mi się wreszcie najeść" - Vargas uśmiechnął się lekko. - Ja zaś sądzę, że na każdą rozmowę jest odpowiedni moment.
Wyjaśnił, bardzo wymijająco. Spojrzał przeciągle na Anglię,
Z jednej strony Włoszek chciał tą rozmowę odwlec, a najlepiej niech zostanie całkiem zapomniana. Jednak zdawał też sobie sprawę, że może to być niewykonalne. Dlatego powinien podjąć próbę przesunięcia rozmowy, ale zrobić to delikatnie i nie naciskać - gdyby się nie udało, ustąpić i powiedzieć coś ogólnego.
- Skoro jesteśmy przy jedzeniu, to warto zauważyć jak bardzo jego rola jest niedoceniana. Taka czekolada. Jej zapach sprawia, że stajemy się bardziej emocjonalni i empatyczni. Ludzie chętniej sięgają wtedy po romanse, na ten przykład... a kawa? Jej picie przez kobietę podczas podejmowania decyzji sprawia, że kobieta lepiej skupia się na problemie i znajduje lepsze rozwiązanie... podczas gdy u mężczyzn efekt jest odwrotny. Zabawne, prawda?
Feliciano posłał Arthurowi rozbawione spojrzenie. Niemal do niego mrugnął.
Włoszek zachowuje się bardzo swobodnie, a w każdym razie takie wrażenie stara się stworzyć. Do tego stara się rozładować atmosferę luźną rozmową. Mimo to nie ogranicza się do śmiechów, westchnięć i żarcików. Naprawdę się stara. Wykorzystuje swoją wiedzę, wysila się. Atmosfera podczas tego spotkania jest dla niego bardzo istotna.
Musi przecież na siebie uważać.
Oczywiście, nie aż tak uważać i być ostrożnym jak chociażby w latach 1796-1814, kiedy to trwała inwazja Napoleona Bonapartego na północne Włochy.  Nie tak jak podczas wojny włosko-tureckiej o posiadłości w Afryce Północnej (gdzie nawiasem mówiąc wygrał. Bez niczyjego wsparcia. Może nie jest urodzonym żołnierzem, ale przecież są moment, w których trzeba się ogarnąć i pokazać, że też ma się jaja, tak na pewno powiedziałby Lovino).
Ale to, że nie stoimy twarzą w twarz na froncie nie upoważnia mnie do obniżenia gardy. Nie, tym bardziej powinienem być ostrożny. Nierozwaga i głupota mogą być gorsze od ostatniego naboju w magazynku podczas jakiejkolwiek bitwy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Sro Wrz 11, 2013 8:48 pm

Ściągnął brwi na niespodziewany wywód Feliciano. Popatrzył mu w twarz i niespodziewanie uśmiechnął się minimalnie szerzej.
- W takim razie pójdźmy na kompromis z wybitnymi psychologami - zaproponował. - Pomówmy w trakcie jedzenia.
Nie była to dworska etykieta, ale kto takiej oczekiwał w restauracji prowadzonej przez Włochów? Nie jadali tu lordowie, którzy mogliby potem rozesłać plotkę po całej Anglii. Wyobraził sobie te nagłówki w czołowych brytyjskich gazetach:
"Upadek obyczajów! Personifikacja Albionu proponuje rozmowę w trakcie jedzenie!" albo "Anglia schodzi na psy! Rozmowy z pełną gębą winą konserwatystów!" gdyby publikacja była w The Daily Worker.
Z uprzejmym wyrazem twarzy słuchał wywodów Feliciano. Dalej badał, czy jego rozmówca jego głupi czy przeciwnie, zbyt sprytny. Czy mógł odziedziczyć inteligencję po Rzymie? Watykańską miłość do intryg?
...wątpił. Włochy był idiotą.
Zwłaszcza, jeśli uważał, że można jego, Anglię, naród dżentelmenów, nabrać na stare dworskie sztuczki.
- Musisz interesować się działaniem ludzkiego umysłu - podjął kulturalnie, gdy Feliciano skończył produkować słowną papkę. - To idealne czasy na podobne hobby.
Kelner przyniósł im dwa talerze ciężkie od spaghetti w białym sosie. Pośrodku położył butelkę wina.
- Psychologia to w końcu prężnie rozwijająca się dziedzina - dokończył Anglia. - Smacznego, Feliciano.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy
Szept


Liczba postów : 82

PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Sro Wrz 11, 2013 9:33 pm

Roześmiał się cicho. Nawinął niesforny kosmyk włosów na palec i bawił się nim przez krótką chwilę. Nie zastanawiał się, a mimo to zwlekał z odpowiedzią.
- Va bene, mi pasuje - zgodził się wreszcie.
Tym razem nie powiedział nic więcej, chociaż zastanawiał się nad rzuceniem jeszcze jednej, luźnej uwagi. Rozmyślił się.
Nie, to byłoby już za dużo. Starczy już gadania o jedzeniu.
- Si, trochę. Wielu moich obywateli się tym interesuje. I interesowało. Ludzie lubią myśleć, że są w stanie się kontrolować i coś o sobie wiedzą. A ja lubię przyglądać się temu z boku. Czasem może się przydać~
Wyjaśnił spokojnie, nie pozwalając wybić się z rytmu. Musi podtrzymywać tą grę jak najdłużej. A najlepiej tak długo, jak będzie mu to potrzebne.
- Buon appetito.
Włochy Północne sięgnął po widelec i sprawnie zabrał się za jedzenie nie oglądając się na Anglika. Przełknął pierwszy kęs i zabrał się za kontynuowanie rozmowy.
- Tak, chociaż czasem sensowniej jest sięgnąć po najprostsze środki. Prostota w działaniu bywa czasem zbawienna. I naturalność. Taki uśmiech na przykład. Intuicyjnie potrafimy wyczuć, czy jest naturalny, czy sztuczny. Kolejna zabawna rzecz. Jeśli mówimy o naturalności, to powinniśmy brać przykład z dzieci. Ich empatia i okazywanie prawdziwych uczuć innym ludziom najbardziej podbija serca dorosłych. Sprawia, że dzieci wydają im się uroczymi aniołkami. Może nie w takim stopniu, ale okazanie innym empatii może nam zjednać wiele osób.
Wyjaśnił wyjątkowo miłym tonem i zerknął na Arthura i uśmiechnął się uprzejmie. Jednak oczy Włocha zdecydowanie nie były wesołe w tym momencie. O ile to dobre określenie dla oczu, które są podobno zwierciadłem duszy.
Vargasowi głowę zaprzątnęła inna myśl. Takie gatki mógłby opowiadać cały wieczór i nie zabrakłoby mu ciekawostek i anegdotek. Ale to do niczego nie prowadzi. Poza tym...
Na jak długo starczy jeszcze Anglii cierpliwości?
Feliciano nie potrafił sobie póki co odpowiedzieć na to pytanie. Nieco go to niepokoiło, utrudniało mu wszystko. Dużo trudniej pilnuje się teraz cienkiej linii, której nie wolno przekroczyć. Jak długo może jeszcze sobie pogrywać, ciągnąć to wszystko? Feliciano powstrzymał się od westchnięcia i wsunął do ust kolejną porcję spaghetti.
- Jednak chyba nie o psychologii chciałeś ze mną porozmawiać podczas posiłku? - zaryzykował pytanie.
Włoch zaryzykował. Bez względu na odpowiedź Kirklanda, Vargas jest przekonany, że znalazłby w razie czego dobrą, wymijającą odpowiedź. Tak, z tym sobie poradzi.
A może i przy okazji dowiem się czegoś ciekawego... właśnie! Może czegoś się dowiem. Nikt nigdy mnie nie docenia i właśnie to jest jedną z moich mocnych stron. A ja nie będę oglądał się na innych. Mój Duce ciągle powtarza, że liczą się tylko korzyści Włoch. To jest moje.
Włochy Północne uśmiechnął się po raz kolejny, tym razem z wyraźnym, niewymuszonym zadowoleniem. Cel uświęca środki, tak uczył go Niccolò Machiavelli w swoim dziele Książę. Pisarz z Florencji, którego twórczość trafiła do indeksu ksiąg zakazanych, odbił swoje piętno w umyśle Włocha. Niewielkie, często niedostrzegane. Mało kto zapewne zdawał sobie sprawę, że Feliciano może go pamiętać. A tymczasem Włochom zdarzały się przebłyski, krótkie momenty, w których przypominał sobie bardzo dokładnie maksymy, które przyniósł i pozostawił mu w spadku pan Machiavelli.
"Racja nic nie znaczy, gdy nie jest poparta siłą."
Dlatego Mussolini rozbudowuje wojsko, zabrał się za policję polityczną. To wszystko dla Racji. Racji, Ideologii, Ratowaniu Kraju. Jakichkolwiek słów by nie użyć Feliciano od dłuższego czasu czuł, że Benito dobrze robi. Chociaż czasem przychodziły Wątpliwości. Wtedy Feliciano zapominał o sjeście, albo przychodził punktualnie na trening do Ludwiga.
Dovete adunque sapere come sono due generazioni da combattere (…) bisogna, adunque, essere volpe e leone.*
Lis i lew. Feliciano Vargas coraz częściej dochodził do wniosku, że w jego przypadku jest to bardziej złożone. On był lisem, a Włochy Południowe - dużo bardziej porywczy, agresywniejszy i ciągle zamieszany w mafijne afery - jest zdecydowanym lwem. Razem tworzyli jedność. Razem byli Królestwem Włoch.
Ale teraz był tylko on. On i Anglia. I wino.
Myślę, że mogę to wykorzystać. Ciekawe, czy łatwo jest spić Arthura?


_____
* Musicie bowiem wiedzieć, że dwa są sposoby prowadzenia walki (...) trzeba przeto być lisem i lwem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Sro Wrz 11, 2013 10:11 pm

Anglia uśmiechnął się, chwytając w dłoń widelec i obracając go pomiędzy palcami. Przyznał przed sobą, że właśnie powoli stawał się... Zaintrygowany. Przywitał to uczucie, jak dawnego znajomego, który zniknął dawno temu, razem z jego kolekcją złotych zapalniczek.
Ludzie byli przeważnie nudni, zaś personifikacje do pewnego stopnia przewidywalne. Ale teraz... Jak mógłby tego nie czuć? Małego Włocha, który próbuje wejść mu do głowy kobiecymi sposobami?
- Interesujące.
Zabrał również nóż, który przyłożył do widelca, gdy okręcał na nim makaron. Dzięki temu owinął danie perfekcyjnie, a resztę odciął od widelca pojedynczym cięciem. Zamiast odpowiedzieć od razu na pytanie Feliciano, przegryzł najpierw nałożoną część i dopiero po odłożeniu widelca spojrzał na rozmówcę. Naprawdę przypuszczał, że to spotkanie będzie kompletnie nieciekawe.
- Nie chciałem z tobą porozmawiać. To ty zrobiłeś mi tą niespodziankę, przyjeżdżając z wizytą - przypomniał mu. - Jeśli nie masz mi nic do powiedzenia - powtórzył rytuał z nawijaniem makaronu na widelec. - To nie będę nalegać.
Złapał spojrzenie Włocha padające na wino.
Mogę zagrać w każdą grę, którą rozpocząłeś. Nie rozumiem jeszcze, po co to robimy, ale wiem, że mogę wygrać.
- Toskańskie - wytłumaczył. - Nie zachwycisz się tym smakiem, ani go nie odrzucisz. Gdybym wiedział, że przyjedziesz, kazałbym sprowadzić coś wyjątkowego. W końcu nieczęsto rozmawialiśmy do tej pory... Wydaje się nawet, że tak naprawdę nie miałem okazji poznać spadkobiercy Rzymu na prywatniej płaszczyźnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy
Szept


Liczba postów : 82

PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Sro Wrz 11, 2013 10:39 pm

Włochy Północne kiwnął energicznie głową.
- Si, nie przyjechałem bez powodu - zapewnił.
Oczywiście, że zrobiłem to bez powodu. A teraz zamiast przyznać się do błędu kombinuję w najlepsze.
Feliciano tym razem nie zamierzał zwlekać z dalszą odpowiedzią. Nie miał żadnego planu, to miała być zwykła improwizorka. Pomysł sklecony na szybko.
- Nie unikniemy wojny, to wie już każdy - stwierdził spokojnie. -  Ale możemy sobie pomóc. Jesteśmy sam na sam, więc nie muszę kryć, że nie kieruje mną żadne wyższe dobro, lecz jedynie własne. Każdy jest w jakimś stopniu egoistą i nie zmienimy tego, jak słusznie zauważył pewien pisarz z Florencji.
Vargas przestał się uśmiechać, można nawet zaryzykować, że przybrał poważny wyraz twarzy. Spojrzał w oczy Anglika. Nie zrobił tego wyzywająco, ale w tej chwili nie przypominał tchórza ani trochę.
Co nie znaczyło, że nie miał wątpliwości, czy też nie odczuwał... pewnych obaw. Po prostu grał. W tej chwili właśnie to mu pozostało.
Zacząłem, więc skończę, kiedy przyjdzie na to pora.
- Toskańskie... - powtórzył powoli, rozważając dokładnie to słowo. - W porządku, mam u siebie win pod dostatkiem, a toskańskich nie pijam na co dzień. Więc to będzie w pewnym sensie miła odmiana po Bardolino*
Zapewnił bez wahania, ale też bez zbędnego pośpiechu. Może właśnie ta odpowiedź była zbyt wyważona - tak, jakby Feliciano nauczył się roli i wiedział w którym momencie ma wypowiedzieć daną kwestię. Ale przecież grzeczności już to do siebie mają, kto zwróciłby na to większą uwagę?
- Och, nie spotkaliśmy się? To aż dziwne, tyle czasu już upłynęło - zrobił uprzejmą uwagę.
Nigdy się nad tym nie zastanawiał. Wiele jego decyzji było spontanicznych, sporo także było podjętych kierowaniem się własnymi interesami. Nie zwrócił jakoś uwagi na to, że nie był za częstym gościem Arthura.
A może raczej wypadałoby powiedzieć, że sprawnie unikał niektórych kontaktów.
Po prostu jestem asertywny.
- Do tego nie jestem jedynym spadkobiercą Rzymu - dodał jeszcze.
Tonem zbyt skromnym, Tonem dziecka, które jest zadowolone z pochwały i bardzo chciałoby jeszcze jedną, ale zamiast tego zaprzecza, bo tak nakazuje dobre wychowanie.
Ten niezręczny moment przerwał sięgając po butelkę wina. Nie ma co z tym dłużej zwlekać.
- To może się napijemy? Z pewnością... urozmaici to dalszą rozmowę.
Włochy Północne uczepił się pomysłu z upiciem Anglii. To mogłoby być ciekawe. A skutki...? Och, jakieś korzyści na pewno z tego wyciągnie! A te minusy? A kto by się nimi teraz przejmował! Na razi musi zobaczyć, czy uda mu się ten pomysł zrealizować. Chociaż pod tym względem jest pewny siebie. W końcu jeśli chodzi o wino, to przecież się nim nie spiję...!


__
*wino z prowincji Werony, z gminy Bardolino.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Czw Wrz 12, 2013 9:03 am

Możemy sobie pomóc?
Anglia przełknął ciężko kolejny kęs posiłku. Musiał powstrzymać się od śmiechu, ale kąciku jego ust uniosły się pogardliwie do góry. Tak samo, jak brwi, kiedy Anglik spojrzał na rozmówcę z rozbawieniem.
- Przepraszam - otarł usta chusteczką w niepotrzebnym geście. Popatrzył na Włocha, upewniając się, że nie słyszał dobrego żartu.
Znowu zabrał się za jedzenie tak, jakby nic się nie stało.
- Wiesz, kto ciągle nie wie, że nie unikniemy wojny? - kontynuował, nie patrząc na Feliciano przez chwilę. - Albo kto, jak podejrzewam, zamierza zaatakować z zaskoczenia na bezbronny i niewinny naród? Zasady przyzwoitości nakazałyby mi teraz wyjść, wysłać depeszę do Polski i sprowokować szeroko zakrojone działania defensywne - Gdyby Anglia był morzem, to właśnie przez spokojną taflę przebiłyby się skały. - Twój Niemcy pewnie trochę się zdenerwuje i zacznie szukać tego, kto pokrzyżował jego plany.
Odłożył sztućce i popatrzył na Feliciano. Ich spojrzenia na moment się skrzyżowały. Stało się jasne, że od tego momentu atmosfera przy stoliku zgęstniała. Anglia odchrząknął.
 - Dobrze, że przyzwoitość to rzecz względna - podjął. - Jej brakiem byłoby również zmarnowanie dobrego wina. Mogę powiadomić Polskę rano, nie wyciągając z łóżka połowy rządu. Tymczasem masz chwilę, mój drogi faszysto, żeby rozwinąć to, co miałeś na myśli mówiąc, że możemy sobie pomóc.
Zrezygnował z jedzenia, choć wciąż zostało mu coś na talerzu. Zamiast tego skorzystał z propozycji Włocha i rozlał wino do dwóch lampek. Dlaczego by nie? Nie upiłby się winem podczas takiej rozmowy. Chociaż... To mogła być ostatnia porządna kolacja Anglii przez bardzo długi czas. Niedługo wszystko się zmieni.
Powtórzy się śpiewka z Wielkiej Wojny. Niedobory jedzenia, sypianie w mundurze na wypadek, gdyby coś wydarzyło się nagle, nie sypianie w ogóle... Wszystko, do czego obiecał sobie, że nie dopuści nigdy więcej.
Więc... Gdzie popełnił błąd?


// Nie odpisałam na resztę, bo te części rozmowy mijałyby się z celem D:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy
Szept


Liczba postów : 82

PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Czw Wrz 12, 2013 11:11 pm

Włochy Północne ani na moment nie spuścił wzroku z Anglika. Nawet spokojnie i cierpliwie wyczekał do samego końca. Musiał, tego wymagała sytuacja. Poza tym, zjadł już całą swoją porcję, a bawienie się widelcem wydało mu się nieco niestosowne do obecnej sytuacji.
- Rzesza? Naprawdę myślisz, że przełożę dobro sojusznika ponad swoje własne? Jak to powiedział pewien Włoch: gubi sam siebie ten, kto drugiego czyni potężnym, gdyż tworzy się tę potęgę zręcznością lub siłą, a jedno i drugie budzi nieufność u tego, który stał się potężnym.
Feliciano Vargas urwał na moment. Tak, właśnie. To dzięki niemu Trzecia Rzesza jest tym, kim jest. Bez włoskiego faszyzmu nigdy nie byłoby Hitlera i nazizmu.
Brawo, Feliciano. Brawo, Benito.
Włoszek swobodnym, szybkim ruchem poprawił swoją niesforną grzywkę.
- A co do pomocy... Trzecia Rzesza wciąż mi ufa. I ma mnie za głupszego niż jestem. Czasem powie mi jedno słówko za dużo. Mam informacje, a to zawsze jest w cenie. A Rzesza? Rzesza myśli, że szczęście jest jak ta kobieta, którą trzeba koniecznie bić i dręczyć, aby ją posiąść. To w sumie zabawne. - Włoch oparł się wygodniej o oparcie krzesła, ani na moment nie spuścił wzroku z Arthura.
- A ja muszę patrzyć na swoje dobro. Nieważne jak, cel uświęca środki. Wiesz co? Jeśli byłbym człowiekiem i gdybym naprawdę umarł, to chciałbym iść do piekła, nie do nieba. W piekle miałbym towarzystwo papieży, królów i książąt, a w niebie są sami żebracy, mnisi, pustelnicy i apostołowie. Hm... Coś w tym jest, że im bliżej jest się Rzymu, tym bardziej jest się niereligijnym.
Feliciano roześmiał się dźwięcznie.
Zaraz jednak przestał, odetchnął głęboko i nieco spoważniał. Tak, skoro już tu przyszedł i zaszedł tak daleko to trzeba coś ugrać.
- Nie interesuje mnie więc to, jak nazwiesz moje zachowanie. Proponuję tylko urozmaicić grę, która się rozpoczęła. Oczywiście, chcę coś za pogrywanie z Trzecią Rzeszą. Chcę być wliczony po wojnie w grono decydujących o powojennym świecie. Chcę zadecydować o nowym ładzie, który z pewnością będzie ustalany po wojnie. Tylko tyle - Włochy Północne posłał Anglii niewinne spojrzenie.
Właśnie zaproponował, że będzie zdradzał Ludwiga zanim nawet na dobre zaczęła się wojna. A wszystko tylko i wyłącznie z egoistycznych pobudek, których nie ma zamiaru ukrywać. Zdawałoby się, że gra w otwarte karty.
Albo sprawdza Anglika. Przecież Kirkland nie wie, czy przypadkiem to właśnie Rzesza nie wysłał mnie tutaj i nie kazał tak mówić. Czy czuł się z tego powodu dwulicowym skurwielem, oszustem bez kręgosłupa moralnego? Oczywiście, że nie.
Ludzie wybierają najczęściej rozwiązania pośrednie, które są najgorsze ze wszystkich, a to dlatego, że nie potrafią być ani całkiem źli, ani całkiem dobrzy. Ale ja nie jestem człowiekiem.
Włochy, który jakiś czas temu wreszcie skończył gadać, teraz uprzejmie milczał, dając rozmówcy czas na przemyślenie wszystkiego i udzielenie odpowiedzi. Przecież nigdzie mu się nie spieszy, nie, pośpiech byłby teraz wysoce niewskazany. Teraz należy się dostosować.
Feliciano z przyjemnością upił łyk wina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Pią Wrz 13, 2013 11:53 am

Anglia myślał o Wielkiej Wojnie, od której nie minęło jedno ludzkie pokolenie. Było nawet gorzej. Dzieci, które urodziły się w tamte czarne dni, akurat dorastały i zaczynały szukać własnego szczęścia w tym wolnym świecie, wywalczonym przez ich ojców. A teraz te dzieci pójdą na front, jakby jego ludzie byli świniami hodowanymi na rzeź.
Zabawne... Chyba nigdy wcześniej nie czuł tego rodzaju litości i żalu na myśl o swoich ludziach. Dlatego popierał Chamberlaina przez dwa lata tchórzliwej, niegodnej Imperium polityki, żywiąc się ślepą nadzieją tego człowieka w to, że świat jest w gruncie rzeczy przyzwoitym miejscem. Miał nadzieję, że inni pamiętają to samo, co on.
Powiedz mi lepiej jedną rzecz, mały Judaszu, pomyślał, ale nie zapytał na głos, Niemcy naprawdę uważa, że Wielka Wojna była za mała? Nieodpowiedzialne dzieci.
- Zdradzasz za dużo, Włochy, tylko tyle próbuję ci przekazać. W moich oczach nie możesz stracić już więcej, ale pomyśl, co zrobi Niemcy na wieść o tym, co próbujesz mi zaproponować.
W lampce wina odbiło się światło błyskawicy, która roztrzaskała niebo. W oczach Anglii też coś błysnęło; tylko na sekundę, jak srebrna moneta w trawie. Deszcz dalej bębnił w szyby.
Anglia posłał rozmówcy uprzejmy uśmiech.
- Jestem bardzo daleko od Rzymu - zauważył. - Ciekawe, jak to wpływa na moją religijność.
Śmiech Włoch okazał się przyjemnym dźwiękiem. Zwykle bardzo irytował Anglią, gdy widywał Feliciano przy innych okazjach. Im dłużej myślał, tym bardziej zdawał sobie sprawę z tego, że do tej pory go nie doceniał.
- Twoje zachowanie nazwę absorbującym... Ale jednocześnie naiwnym - zakończył nagle. Odłożył w połowie wypite wino na stolik i przechylił się trochę do przodu, łapiąc lepszy kontakt wzrokowy z Feliciano. - Czasy na plotkowanie, dźwięczenie sakiewką i wysyłanie sztyletów w noc minęły. Gry się skończyły. Pomyśl o grze, kiedy będziesz krwawił w okopach, ślepy od gazu i głuchy od wybuchów. Ale, Włochy - podjął. - Cieszę się widząc, że Oś nie jest tak trwała, jak wygląda. Nie jesteś pierwszym sprzymierzeńcem Osi, który przychodzi prosić mnie o pomoc. Tak, jakbyście już myśleli o przegranej. Dobrze więc - podniósł się. - Pomyślę o tym. Jestem prawie gotowy zaakceptować naszą cichą umowę.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy
Szept


Liczba postów : 82

PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Pią Wrz 13, 2013 12:52 pm

Włochy Północne nie sprawił wrażenia kogoś zaskoczonego, czy też chociaż kogoś urażonego. Nie, wręcz przeciwnie. W pewnym sensie zgadzał się z Anglią.
Mógłbym mówić mniej, ale tego nie robię. Chyba naprawdę lubię gadać.
A czy obchodziło go to, jaki jest czy też będzie w czyichś oczach? Nie, ani trochę. To nie miało dla niego teraz znaczenia. Na co dzień sprawiał wrażenie empatycznego, towarzyskiego, wiecznie wesołego lekkoducha. I po części taki właśnie jest. Co jednak jeszcze wcale nie znaczy, że nie ma innych cech. Każdy ma w sobie to "drugie ja". Oczywiście mówienie, że gdzieś w każdym czai się Mr. Hyde jest wyjątkowo nieodpowiednie i przede wszystkim błędne. Nie każdy ma aż tak rozbudowane i samodzielne alter ego. Ale nikt nie jest też płaski i płytki.
Nie zawsze jesteśmy w stanie dostrzec drugą stronę drugiej osoby, bo często zwyczajnie są one ze sobą ściśle połączone, przeplatają się płynnie i niezauważalnie dla niespostrzegawczego obserwatora.
A teraz zbliżała się wojna, czuć już nieprzyjemne napięcia pomiędzy kształtującymi się stronami, obozami. Feliciano, bądź co bądź mający wyostrzone wszelkie zmysły równie mocno jak włoscy artyści, też to czuł i poddawał się temu. To pobudzało w nim negatywne emocje, popychało go w ciemność. Wojna. Czy wojnę można nazwać sztuką? Okrutną, niebezpieczną i drapieżną, ale wciąż sztuką? Sztuką niszczenia. A sztuka jest przecież dzieckiem natury i wnuczką Boga.
- Ależ wiem - stwierdził przytomnie, nie wypierając się niczego. - Gdybym miał coś do stracenia z pewnością zachowałbym się bardziej taktownie. Skoro jednak taka oszczędność czasu poprzez szczerość ubodła twoją dżentelmeńską duszę, to muszę złożyć przeprosiny.
Jego ton głosu jest cichy i wyjątkowo spokojny. Nie drży, ani nie załamuje się. Jest płynny i lekko śpiewny. Włochy po raz kolejny uśmiecha się uprzejmie.
- I naprawdę nie musisz zamartwiać się moją relacją z Rzeszą. W Wielkiej Historii można zmienić maleńkie prawdy, by tym lepiej ukazać prawdę większą. Jeśli Ludwig tego nie zrozumie, to będzie to tylko jego strata... ale tak, on ma w tym swoją rolę. Ale to ja napisałem dla niego tą rolę. To on ubiegał się o sojusz ze mną, tym razem to nie ja przyszedłem do niego - wyjaśnił bez chwili jakiegokolwiek wahania.
Vargas spojrzał badawczo na twarz Anglika, jakby chciał z niej wyczytać jakieś dodatkowe informacje. Obiło mi się kiedyś o uszy, że jeśli chce znać się prawdę to powinno się czytać z twarzy, a nie słuchać słów.
Feliciano znał wstępne plany Trzeciej Rzeszy, pomysły z Blitzkriegiem. Ale tego już nie powiedział. Nie powiedział, jak bardzo według planów niemieckich i włoskich strategów ta wojna ma być różna od poprzedniej. Nie, to już byłoby naprawdę zbyt wiele. W jego oczach pojawił się tylko rozbawiony błysk.
Myślę, że Osi nic nie łączy. Mamy podobne cele, ale nie wspólny cel. Nie pałamy do siebie miłością i sentymentem. To raczej brak istotnych różnic w planach na przyszłość nas łączy. Tak, właśnie o to tu chodzi. Nas po prostu jeszcze nic nie zdążyło podzielić.
- Sądzę, że to nie myśl o przegranej, lecz ciągłe dążenie do indywidualnego zaspokojenia. Tak, to chyba lepsze określenie - Włochy Północne bez pośpiechu wstał z krzesła i zaczął podążać za Anglią.
Jeszcze raz rzucił spojrzenie na stolik, a potem ostatni raz ogarnął spojrzeniem całe pomieszczenie. Jednak po chwili jego wzrok znowu spoczął na Arthurze. Kiwnął powoli głową.
- Naiwnym? Kto wie, może i tak - przytaknął ani trochę niespeszony.
Nie czuł się tym urażony. Wiele osób go za takiego uważało, a i on sam w jakimś stopniu zdawał sobie sprawę z tego, że wiele jego decyzji było nieprzemyślanych, czy też za bardzo związanych z jego obecnym stanem emocjonalnym. Ale nie przeszkadzało mu to jakoś specjalnie.
Czasy obecnie są złe. Widziałem gorsze i widziałem lepsze. A co przyniesie mi przyszłość, to się okaże. Ja po prostu zrobię wszystko, aby to było jak najlepsze dla moich obywateli.
- Świat chce być oszukiwany, niechże więc będzie - dodał, jak najbardziej w to wierząc.
Tak właśnie według Włocha wszyscy się zachowywali. Kłamali, jednocześnie prosząc o to, aby i ich okłamać. Więc czemu miałby nie spełnić ich prośby? Nawet, jeśli nie zdają sobie sprawy z tego, o co proszą? Po wybuchu wojny każdy dostanie tyle bólu, cierpienia i kłamstw, że na długo starczy. To będzie coś jeszcze większego niż ostatnia wojna, widać to po zachowaniu Rzeszy, czuć to w powietrzu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   Pią Wrz 13, 2013 4:21 pm

- Źle mnie rozumiesz - pokręcił głową. - Nie przepraszaj, to najwyraźniej moja wina. Cóż, zostawmy tę kwestię. Na ten moment i tak traci na znaczeniu.
Anglia nie zamartwiał się relacjom Włoch z Rzeszą... Groził nią Feliciano. Co za nieszczęście, że na Włochu nie robiło to wrażenia. Powinno. Jednak tej prawdzie Anglia pozwolił przeminąć, przywołując na twarz uprzejmy uśmiech i utrzymując niewzruszony wyraz twarzy. Z boku najprawdopodobniej sprawiali wrażenie dobrych znajomych.
W końcu we Włochu z zewnątrz niewiele się zmieniło. Mówił prawie tak samo, jak zawsze. Minimalnie ciszej. Wydawał się też tylko trochę mniej chaotyczny, chociaż może zajęty jedzeniem zwyczajnie nie gestykulował tyle.
Wzbudzał sympatię, to na pewno. Typowy przykład lisa, który puszystym ogonem dziesięciolecia odwracał uwagę od kłów.
- Ufam, że zdążyłeś owinąć go wokół palca. Jest podatny na manipulację, a ty okazałeś się sprytny - przyznał mu.
Anglia bez pytania zapłacił za posiłek i zamienił kilka uprzejmych uwag z wcześniej poznanym Włochem. Potem wyszli z restauracji w noc, która przywitała ich mroźnym wiatrem niosącym krople wody.
- Lubię cię bardziej, niż sądziłem - odezwał się, rozkładając parasol. - Chociaż chyba za dużo filozofujesz nad tym, że filozofowanie nie ma sensu. Mówi się w końcu... Entia non sunt multiplicanda praeter necessitatem.* Masz gdzie zostać na noc?
Deszcz ciągle obmywał Londyn, ale był już rzadszy i pozbawiony wcześniejszej furii. Burza także powoli cichła.
- Ciekawi mnie jedno, Feliciano - podjął, gdy wyszli na ulicę. W kałużach odbijały się pomarańczowe światła, jak dziesiątki małych słońc w równie miniaturowych jeziorach. Czasem tylko przejeżdżający samochód niszczył to udawane niebo, rozchlapując je na chodnik.
Anglia złapał Włocha za ramię, spychając go o krok bliżej wiktoriańskich kamienic. W sekundę później koła jadącego chevroletu rozlały deszczówkę w miejscu, w którym chwilę wcześniej był Włochy.
- Jeśli to ty wygrasz ten konflikt, co zrobisz ze mną?


__


*Nie należy mnożyć bytów ponad potrzebę. Czyli najprostsze rozwiązania są najlepsze. Czyli nie myśl tyle, bo cię głowa rozboli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Londyn [Anglia]   

Powrót do góry Go down
 
Londyn [Anglia]
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Wielka Brytania-
Skocz do: