IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Marseille. Francja.

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Francja
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 127

PisanieTemat: Marseille. Francja.   Nie Mar 17, 2013 7:59 pm


Marseille, Marsiglia, Marsylia. Ostatni europejski kurort gdzie poczujesz się jak za dawnych lat. XIX-wieczne doki do dziś stanowią chlubę kompleksów miasta. Drugie, pod względem wielkości miasto Francji. Przy okazji jedno z nielicznych miejsce, gdzie Francuzi są gatunkiem wymierającym. Ich liczba zmniejszyła się gwałtownie gdy port został otwarty dla większości posiadłości europejskich. Miasto, a zwłaszcza okolicę starego portu, najlepiej zwiedzać na piechotę. Wzdłuż wybrzeża ulokowane są największe atrakcje - oryginalne, wybudowane w XIII wieku przez krzyżowców forty św. Mikołaja i św. Jana. Warto też odwiedzić zamek If, w którym znajdowało się więzienie hrabiego Monte Christo i karę odbywali szczególnie niewygodni więźniowie Francji.

Francja unikał tego spotkania jak długo się dało. Oczywiście miał na względzie dobro swoich ludzi, słowa polityków i wszystko co się działo w Europie. Jednak nie jego wina, że był niekiedy zbyt arogancki i zapatrzony w siebie by sądzić, że cokolwiek może się mu stać. Wiedział, że każdemu czasem zagląda w oczy niebezpieczeństwo. Jednak lubił wierzyć, że jego to nie dotyczy. Cały świat - owszem, im wiele zagrażało. Wojny, bitwy, gospodarka - słowem wszystko, co tylko mogłoby pogrążyć państwo. Ale jemu nic nie mogło się nigdy stać. On był Francją, wielką i wspaniałą, starą jak świat, ale jednocześnie wiecznie młodą i silną. To on był sercem Europy, wyznacznikiem stylu, bierności życia i wszystkiego co kojarzono z dumą, dobrym smakiem i godnością. Czasem wykonywał taktyczny odwrót.
Ale w tym wypadku musiał z niego zrezygnować. Nie można uciekać całe życie. Nie można się wciąż cofać i cofać, jak te nieświadome niczego panny. Nawet sarna kiedyś przestanie uciekać przed pogonią. Psy ją zaszczują, pocisk dobije.
Francja wolał o sobie nie myśleć jak o wystraszonym zwierzęciu. Raczej o istocie, która broni swoich racji i zachowuje twarz w każdej sytuacji. Zdecydowanie wolał taki być. Idealny na swój własny sposób.
Czekał więc na wysłannika III Rzeszy, jak i na samego Ludwiga. W najbardziej dogodnym miejscu, na środku ruchomej uliczki. Mijali go ludzie tak różni i tak nieprzeciętni, że trudno byłoby mu wskazać chociażby jednego Francuza. Taki żywot.


Ostatnio zmieniony przez Francja dnia Sob Mar 30, 2013 5:19 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Wto Mar 26, 2013 9:40 pm

Od dawna zabiegał o to spotkanie. I ciągle, w cudowny sposób, nie mogło się odbyć. Wszystko to odwlekało się paskudnie i drażniło.
Na widoku Francji Hitlerowi nie zależało ani trochę. Jednak tym razem postanowił zrobić wyjątek i udać się na spotkanie do Marsylii. Mówi się trudno, poświęci się dla wyższego celu.
I właśnie dlatego wstał rano, a następnie odbył długą i męczącą podróż. Tylko po to, żeby wysiąść i iść razem z Rzeszą przez jakieś zatłoczone ulice.
Co za okropne miejsce, tyle untermenszów chodzących sobie na wolności... i wygląda na to, że nikt nie zamierza nic z tym zrobić. Tego w Europie jest tak wiele... czeka nas dużo roboty, westchnął w myślach.
Po krótkim marszu ulicami Marsylii, razem z Trzecią Rzeszą, dotarł na miejsce, w którym powinien czekać na nich Francja.
Adolf rozejrzał się po ruchliwej uliczce, szukając wzrokiem Francisa. Westchnął z dezaprobatą i zerknął na Ludwiga. Może jemu udało wypatrzyć tego Francuza? Nie mają przecież czasu żeby bawić się z nim w chowanego po ulicach Marsylii, nie po to tu tyle jechał!
- A niech go cholera weźmie - mruknął, oczywiście bardzo przyjaźnie i pod adresem Francji.
Od samego początku sprawia im same kłopoty. Czas wreszcie się za niego zabrać, pokazać mu gdzie jego miejsce. Może stanie się chociaż odrobinę użyteczny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Pią Mar 29, 2013 5:56 pm

Wizyta we Francji nie była dla niego niczym miłym tym bardziej teraz gdy tyle się zdarzyło.
Nie mógł zapomnieć jak potoczyły się jego losy na wojnie i za tragiczną sytuacji ekonomiczną obarczał sąsiada. Potraktowano go w sposób niezwykle surowy, kazano mu zapłacić odszkodowania na miliardy marek, których nie miał a Francis jedynie powiększał tą sumę na swoją korzyść. Już wtedy był pewien, że nie będzie w stanie zapłacić tej niewyobrażalnej kwoty tak jak tego od niego oczekiwano.
Głownie za to tak nienawidził Francji i życzył mu aby poniósł straty a nawet sam z chęcią by go do tego doprowadził. Uważał, że sąsiad na to zasługuje i sam posiadał już plany w, których było już uwzględnione co się z nim stanie w czasie wojny.
W końcu teraz miał Hitlera, nagle działo się tak jak tego sobie zaplanował. Francji pewnie zrzedła mina i nawet teraz gdy jechał do niego jedynie w celach propagandowych, nie umiał się pozbawić najlepszego do tej okazji braku myślenia.
Wydawał się opanowani i spokojny ale przecież naprawdę w jego umyśle panowała wrogość, jego myśli były nieobliczalne. Spoglądał na wodza i podczas tej całej podroży wydawało mu się, że ten jest nie mniej podekscytowany. Pewnie tak bardzo chciał nastraszyć Francisa, a on z chęcią na to popatrzy bo pewnie nie będzie mieć okazji powiedzieć mu to co myśli. Nawet nie przewidywał aby móc rozegrać to w podobny sposób jak z Anglikiem. Był kontrolowany i trochę wątpił, że zostanie pozostawiony sam sobie w tej sytuacji.
Gdy dotarli na miejsce, wysiedli z samochodu spojrzał na wodza. Wydawał się coraz bardziej zniecierpliwiony. Mentalnie się z nim zgadzał jednak on nie poparł go ani słowem, musiał być opanowany i czekać aż sąsiad pojawi się na horyzoncie. Miał tylko nadzieję, że to nie zajmie długo..

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Francja
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 127

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Pią Mar 29, 2013 7:39 pm

Marsylia nigdy nie była jego oczkiem w głowie. To tylko zwykłe miejsce, chociaż - co chyba oczywiste już na pierwszy rzut oka - nie uważał je za brzydkie. Wszystko co francuskie, miało w sobie urok, piękno i elegancję. Przekleństwo urodzenia, pochodzenia, jak zwał, tak zwał. Francis nie lubił gdy ktokolwiek kwestionował jego pojęcie piękna, tak więc i co do Marsylii nie przyjąłby żadnego słowa krytyki. Inaczej sprawy stały w kwestii jego ukochanego Paryża, gdzie pod żadnym pozorem nie mógłbyś wymamrotać nic, co rzucałoby cień na francuską stolicę. Miasto będące sercem Francji pozostawało idealne i doskonałe. Nic nie mogło mu dorównać. Marsylia pozostawała daleko w tyle za Paryżem, ale to nie miało znaczenia. Nadawała się wyśmienicie na miejsce do spotkania delegacji Trzeciej Rzeszy. Nie było w niej nic, co pokochałby dostatecznie mocno.
Duch jaki siedziałby w Marsylii już dawno zmieniłby się w kupiecką łachudrę. Możliwe, że potrafiłby pisać i czytać, ale Francis podejrzewał, że kalałby francuski. Przemawiałby jak świnia, jak stwór bez ogłady, bez akcentu, pozbawiony swoistego czaru i zmysłu taktu. Nie byłby już Francuzem, podobnie jak Normandia nigdy nie zostałby duszą towarzystwa. Na szczęście Marsylia, prócz uwagi Francji, nie posiadała swojej personifikacji. I bardzo dobrze, zważywszy na jej opłakany stan.
Francis westchnął, zerkając na zegarek. Nie pamiętał dokładnie na którą godzinę przenosił spotkanie. Odwlekał je dostatecznie długo, by nagminnie o nim zapominać pośród innych, przyjemniejszych zajęć. Tym razem jednak był w pełni świadom, że nie czeka go miła pogawędka o pogodzie. Pomyślał nawet - o zgrozo! - że lepiej byłoby się spotkać z Anglią. Tak nisko musiał upaść.
Jasne oczy szybko wyłapały pośród tłumu ludzi dwie, niepasujące do głównego nurtu sylwetki. Louie zawsze prezentował się identycznie, jemu Francja poświecił najmniej uwagi. Rzesza, jakkolwiek wpływowa i silna by nie była, pozostawała jego sąsiadem ładnych kilkadziesiąt lat. Louie nie uległa diametralnym zmianom, wciąż wyglądał tak samo jak przed laty. Chociaż teraz ożywił się w nim nielubiany pierwiastek, jakaś część ekspansywności, której Francis nie pochwalał. Przynajmniej u innych. Bardziej zainteresował Francisa Hitler. Był człowiekiem, zwykłym śmiertelnikiem, który nagle... zaistniał. Nie ciekawiło go jak doszedł do władzy, jak zyskał poparcie. Intrygowało go przekonanie, że Hitler mógłby się równać... z nimi. Jak inaczej mówić o marnym śmiertelniku, który z taką bezczelnością obraca się wśród starych duchów?
- Bonjour! - zawołał wesoło, lawirując pośród tłumu z typową, francuską gracją. Gdy w końcu stanął przed dwuosobową delegacją, skłonił się lekko, uśmiechając promiennie. - Rozumiem, że jesteście zachwyceni wizytą w moim pięknym kraju.
Cudownym kraju.
Idealnym kraju.
Jak już pojadą, będzie jeszcze piękniejszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Pią Mar 29, 2013 7:53 pm

Zanim zdarzył powiedzieć coś więcej, usłyszał że ktoś coś mówi. Najwyraźniej do nich. Po francusku.
Z trudem powstrzymał się od skrzywienia. Zamiast tego na jego ustach pojawił się nieco sztuczny uśmiech.
Spojrzał na źródło głosu. Czyli... to z nim przyszli się tu spotkać, tak? Przeleciał uważnie wzrokiem po Francisie. Musi go sobie dobrze zapamiętać.
W końcu to jego tereny już niedługo zdobędzie. I kto wie, może zrówna z ziemią, jeśli nie zechcą się go słuchać. A z pewnością zemści się za poniżenie Niemiec po pierwszej wojnie światowej! O taak....
Ale na razie trzeba się opanować. To wszystko to tylko gra polityczna, jeszcze wojska nie wkroczyły do akcji.
Teraz jest jeszcze czas na negocjacje. Jeśli Francuz przyjmie jego warunki, to ma szansę na ocalenie przynajmniej cząstki tego, co obecnie jest w jego posiadaniu.
- Heil - przywitał się po krótkiej chwili, nie spuszczając wzroku z Francisa. - Ależ naturalnie, ta wizyta jest dla nas prawdziwą przyjemnością. Prawda, Rzeszo?
Skłamał z łatwością. Mówieniem wprost tego, co tak naprawdę myśli nic tu nie zyska. A kto wie, co może się jeszcze stać? Póki co, Hitler panuje nad sobą i zdaje sobie sprawę, że wyzwiska na ulicy niewiele zmienią ani nie są godną zemstą.
Na zemstę przyjdzie czas. Już niedługo. Niech tylko wybuchnie wojna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Pią Mar 29, 2013 8:36 pm

Wreszcie się pojawił. Zmierzył go wzrokiem zniechęcenia i apatii. Jego spojrzenie było wyjątkowo zimne i pozbawione jakiegokolwiek odczucia. Teraz mógł mówić, ale poczekał aż on przywita się najpierw. Chłodny powiew wiatru owiał mu twarz i zaczął być bardziej przytomny niż przedtem.
Oto stanął przed nim jego wróg, musi go zlikwidować i w końcu się zemścić. Ta myśl była coraz silniejsza, ostatnio nie dawała mu spokoju gdy siedział i przeglądał plany wojenne. Żeby tylko jego sąsiad okazał się takim idiotą jakim ustawa przewidywała. Jakoś nie szczególnie wątpił w swoje spostrzeżenia i doświadczenia. Francis był schematyczny w myśleniu - "to czego nie można zdobyć pewnie można zaliczyć". Zmarszczył brwi nieznacznie przyglądając się jego sylwetce bez większego zainteresowania. Powstrzymywanie się od kłótni w tej sytuacji było nader trudne, ale czego się nie robi dla kultury. Spoglądał na Hitlera raz na niego, a raczej wodził wzrokiem i zastanawiał się jak ta sytuacja się rozwinie w międzyczasie się przywitał:
-Heil -zasalutował w powadze jak przystało przy obecności wodza. Wykonał gest i wyprostował się. Miał nienaganną, postawną sylwetkę nazisty. Pewnie w takiej sytuacji mógł wyglądać po prostu groźnie dla sposobności przecież miał chronić Hitlera. Nic nie działo się bez przyczyny.
Oczywiście musiał się jeszcze podpisać pod słowami wodza bo sam by tego spotkania nie nazwał przyjemnym aczkolwiek takie miało zdawać wrażenie:
-Ja, mein Führer ...-odparł bez namysłu.

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Francja
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 127

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Sob Mar 30, 2013 5:59 pm

Ciekawe, rozmyślał Francuz, tuszując fałszywość anielskim uśmiechem, czy bolą ich ramiona jak tak energicznie wymachują. Jakby nie patrzeć godne pożałowania występy Niemca nie zasługiwały na większe zainteresowanie. W duchu Francja pocieszał się, że nie dostał na dzień dobry w twarz. Byłoby niewymownym nietaktem policzkować swojego sąsiada gdy przybywało się doń w delegację. Nawet jeśli od zarania dziejów był twoim wrogiem, na jego widok powracały do ciebie mordercze myśli i ostatnio wciąż upominał się o zaległe raty do spłacenia. Wojenne straty, podupadłe morale i pewność, że nie powstanie znów, jeśli tylko Francuzi wystarczająco osłabią Niemców. Jak widać, założenie miało w sobie tyleż z geniuszu, co kura z pawia. Wszystkie znaki na niebie i ziemi grały Francji na nosie.
I mówiły wprost gdzie może sobie wsadzić swoją dziecinną zapobiegliwość. I naiwność polityków.
Westchnął, jednym ruchem odgarniając z czoła pasmo jasnych włosów. To podpadało pod przestępstwo. Zaszczycał swoją uwagą człowieka i państwo, które wyraźnie pałało żądzą mordu. Powinien zaaranżować spotkanie w innym terminie, a dzisiejsze popołudnie spędzić w towarzystwie olśniewającej brunetki. Zmrużył powieki, ale ani Hitler ani Trzecia Rzesza, nie zmienili się w nadmienioną kobietę. Widać najwyższy czas zdobyć się na pewną ofiarność. Poświęcić dla własnego dobra.
- Wierzę na słowo. Tak piękne miejsce z pewnością urzeka serca - dopełnił uprzejmości, rozsyłając wokół aurę próżności. Nawet drzemiący w nim głęboko narcyz zauważył kłamliwe nuty w głosach gości. Mogli się dalej wymieniać niezobowiązującymi kłamstewkami, ale z całej trójki to Francis specjalizował się w naginaniu rzeczywistości. Kreatywnie obracał prawdą od dzieciństwa.
- Lepiej nie stójmy na ulicy bezczynnie, znudzą się wam widoki - zauważył melodyjnym głosem, wskazując dłonią na meandry chodnika. Zdawało się, że wytyczona brukiem ścieżka przewijała się przez każdy zakręt Marsylii. - Co powiecie na krótki spacer, panowie? To bardzo odświeżające. A Marseille jest warta zwiedzenia.
...może się zmęczą i padną gdzieś w ciemnym zaułku? Ah, marzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Sob Mar 30, 2013 6:13 pm

Gdyby dane mu było wejść do głowy Francuza i poznać jego myśli, to z pewnością powiedziałby mu teraz, jak bardzo przykro jest mu z tego powodu, że nie zamienił się w piękną brunetkę. Takie usługi to tylko pomiędzy dwudziestą drugą, a dwudziestą czwartą, w dni parzyste lat przestępnych.
I pewnie dlatego nic nie powiedział. Chociaż wzrok ma jakby chciał przewiercić się nim przez Francisa i dotrzeć do jego francuskiej duszy. A potem wydrzeć mu tą duszę, zamknąć w piekarniku i piec, piec... aż do zarumienienia. Wyjąć i zjeść. Nowy przepis z pewnością zostałby zamieszczony w drugim tomie Mein Kampf, który powstałby specjalnie z myślą o Francuzie.
- Dokładnie - znów przytaknął Francuzowi, siląc się na kolejny sztuczny uśmiech. - Człowiek niemal odżywa na nowo widząc to wszystko.
Rzucił jeszcze jedno kłamstewko, a potem umilkł na moment. Zerknął z ukosa na Trzecią Rzeszę. Wygląda na to, że Ludwig bawi się równie dobrze, co on. Czyli nijak. Ale obowiązek to obowiązek, i tak odwlekali to spotkanie zdecydowanie za długo!
- Spacer? Bardzo chętnie, przyda nam się po długiej podróży. Czyż nie, Ludwigu?
Zerknął jeszcze raz na Rzeszę, a potem znów przeniósł wzrok na Francisa.
- W takim wypadku, proszę, prowadź. Z pewnością doskonale znasz miasto i wiesz, co warto zobaczyć - dorzucił jeszcze.
Padanie w ciemnych zaułkach Marsylii nie mieściło się w jego planach. Dzisiejszy dzień nie był na to dniem odpowiednim. Jeszcze gdyby to było Monachium, a Adolf byłby po sześciu piwach... wtedy sprawa wyglądałaby inaczej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Sob Mar 30, 2013 6:47 pm

Tak naprawdę ta "sympatyczna" atmosfera zaczęła go coraz bardziej denerwować. Z niewyjaśnionych powodów z każdą chwilą coraz bardziej odechciewało mu się patrzyć na postać sąsiada. To było takie uciążliwe, tym bardziej jak bardzo starał się skoncentrować na czym innym a nie jedynie na zemście na nim.
Mrużył powieki i rozglądał się dookoła, Marsylia jednak nie była tak nudnym i monotonnym miejscem jak by się mogło wydawać. Mierzył wzrokiem otoczenia ciągle rozmyślając o tym, że niedługo będzie jego. To taka wyjątkowo optymistyczna przyszłość. Na pewno jak dla niego, dla Francji rysowała się zaś w ciemnych kolorach. Ale cóż, takie prawa natury. Wygra silniejszy, stary, osłabiony i nieprzygotowany nie będzie mieć z nim szans konkurować w tym starciu. Francuz znacznie obniżył standardy wojenny po przegranej Napoleona. Na dobrą sprawę pewnie już nigdy nie będzie mieć okazji osiągnąć takiego tryumfu.
Tak bardzo mu żal było tego niebywale dobrze usytuowanego imperatora zmagającego się z samym sobą i wydzierającemu sąsiadom "flaki" aby załatać swoje dziury. Na pozór kraju miłości, Francja wyjątkowo w stosunku do niego nie był miłosierny, wręcz przeciwnie. Był na tyle zawzięty jak na swojego największego rywala Anglię. On jednak nie posiadał w świecie takiej pozycji i jeszcze za mało przeżył żeby czuć się na tyle pewny na swoim "stołku". Tak naprawdę nic nie było nie możliwe, trzeba tylko uraczyć swoich wrogów "szczyptą" dominacji a reszta jest jedynie wskaźnikiem tego w jak dużym stopniu mu się to uda.
Na samo wspomnienie o spacerze bez niczego się zgodził, tym bardziej że niedawno odbywał podróż i wypadało by się trochę rozruszać. Nie przepadał za spędzaniem dużej ilości czasu na siedzeniu w jakikolwiek sposób. Mimo tego jego praca teraz tak bardzo wymagała siedzenia w jednym miejscu, tylko delegacje i spotkania pozwalały mu się na chwilę wybić z toku pracy.
-Ja, mein Führer -spojrzał po chwili na Francję udawanym opanowaniem:
-Byłbym wdzięczny gdybyś nas zaprowadził w jakieś ustronne miejsce. Podróże bywają męczące...

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Francja
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 127

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Nie Kwi 07, 2013 1:53 pm

Nic nie było takie, jakim mogłoby się wydawać. Na przykład... Hitler. Możliwe, że gdyby Francja spędził z nim więcej czasu i jemu udzieliłoby się ślepe posłuszeństwo Trzeciej Rzeszy. Świadomie albo i nie, w swojej pozycji i mniemaniu, śmiertelnik przywodził Francuzowi na myśl dawnego bohatera, uwielbianego Napoleona. Bonaparte miał jednak więcej finezji, dumy i niszczycielskiego przekonania, że nic go nie powstrzyma. Był wielkim dowódcą, genialnym strategiem, a jeden błąd przekreślił go na całe wieki. Jednak Francja lubił opowieści o swoim "bogu wojny". Wciąż i wciąż wspominał, z odległą nostalgią w jasnych oczach, jak przekraczali Niemen z Wielką Armią. Co się wtedy stało? Zawiniła błędna taktyka czy niesławny Generał Mróz? Umundurowanie, brak furażu dla koni, wszystko po trochu. Nikt nie wątpi, że zimowe zwarcie Napoleona i cara Aleksandra I było militarną porażką. Mróz zabił więcej ludzi niż rosyjscy żołnierze.
Ale ten upadek był przydatny. I, tego nikt nie mógłby Francji odebrać, spektakularny. Kto by pomyślał, że Napoleon ma taką siłę przekonywania? Wielka Armia ruszyła na Rosję na jedno jego skinienie. Francis tylko czekał, aż Hitler popełni identyczny błąd. Balansując na cienkiej linii, często można spaść. Wystarczy mocniejszy podmuch.
Chociaż na dzień dzisiejszy nic nie wskazywało na rychły koniec Hitlera. Jeszcze nie miał tyle władzy by trząść całymi narodami, a zaledwie naiwną garstką. Jego potęga wschodziła, jaśniał. Empereur des Français jaśniał dokładnie tak samo, pomyślał mimochodem Bonnefoy, spoglądając na Hitlera. Obu kłamstwa przychodziły dziecinnie łatwo.
- Oczywiście. Tak działa Marsylia.~
Nieomal wyśpiewał, obdarzając Niemca radosnym uśmiechem. Tak, jego piękna i cudowna Marsylia. Gdzie jej do Paryża? Daleko, bardzo daleko. Ale nie zapraszał delegacji tak blisko swojego kochanego miasta. Nie wyobrażał sobie Hitlera spacerującego między zawiłymi uliczkami stolicy, ani tym bardziej Niemca. Jeszcze mogłoby się Louie przypomnieć, jak Francuzi wmaszerowali dumnie do Berlina. Lepiej nie rozdrapywać starych ran przez wieczność.
- Nieco dalej znajduje się ustronny park, spokojnie będziecie mogli odetchnąć. I zachwycić Francją.~ - tak, nie ma nic lepszego niż wychwalanie ponad niebiosa samego siebie. Pomijając kwestię samej delegacji. Byłoby przyjemniej bez niej. A park przekreślał ciemne zaułki, w których spokojnie mogliby paść bez życia. Aż szkoda. - Zobaczycie co prawda ułamek uroku Marsylii, ale wolałbym, byście się nadto nie zmęczyli.
Mała sugestia, że i tak mogliby paść po drodze byłaby niekulturalna.
W końcu Francja poprawił nienaganny płaszcz, odruchowo zmiatając z czoła zabłąkane, jasne pasmo. Marsylia nie należała do jego ulubionych miejsc, ale nie wyrzekłby się jej w niebiańskim rozliczeniu. Ot, zbyt mało Francuzów by należycie się nią zainteresował. Zwrócił się ku Trzeciej Rzeszy, lekko dotykając jego ramienia.
- Spokojnie możemy iść. Prosto, zgodnie z kierunkiem uliczki.
I gdzieś w oddali zamigotały cherubinki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Nie Kwi 07, 2013 3:30 pm

Tak sobie stoi, uśmiecha się lekko i ucieka myślami gdzieś dalej. Myślenie o tym, że jest właśnie w Marsylii mogłoby źle na niego wpłynąć. Bardzo źle. Na przykład mógłby się pochorować, a nie był pewien, czy marzeniem Rzeszy i Francji jest to, aby właśnie się pochorował. Oczywiście, sprawowanie opieki nad chorym Wodzem to wielki zaszczyt, Rzesza z pewnością by to zrozumiał... ale czy Francis dorósł do rozumienia tego niewątpliwego zaszczytu? Tu rodziły się pewne wątpliwości, podpowiadające Hitlerowi że raczej nie.
Z tego właśnie powodu zamiast myśleć o tym, że jest teraz w Marsylii, myślami był gdzieś w Monachium.
O, jak on by teraz chętnie przeszedł się ulicami Monachium, a następnie zajrzał do jakiejś knajpki. Wypił parę porządnych piw...
Dolfi rozmarzył się na moment, przez co jego uśmiech zyskał nieco na autentyczności. Zerknął na Francuza.
- Park? Doskonale - zapewnił.
Chociaż zrobiło mu się nieco przykro. Poczuł się zawiedziony, bo do samego końca, tak cichutko, liczył, że może jednak usłyszy zaproszenie na jakieś piwo. Oczywiście niemieckie.
A tu takie rozczarowanie.
Kątem oka spojrzał na Rzeszę, jakby sprawdzając, czy ten czuje to samo co on. To, że Ludwig jest nie w humorze znacznie podnosiło na duchu. Ta przyjemna świadomość, że nie tylko ty jeden źle się bawisz.
Kiedy Francuz dotknął ramienia Rzeszy, Hitler wyglądał jakby się właśnie zakrztusił. Albo jakby chciał, wyprzedzając przemówienie radiowe Józefa Cyrankiewicza, powiedzieć "każdy (...) który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej na mojego Rzeszę, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa III Rzesza odrąbie (...)".
Mimo to nic nie powiedział, powstrzymał się. Jeszcze.
- Nie ma więc co czekać, chodźmy - wtrącił, podchodząc do Ludwiga i patrząc się na niego znacząco. Niechże uważa na tego cholernego Francuza!
Całe szczęście, to w oddali to nie cherubinki, a Wehrmacht stojący na granicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Nie Kwi 07, 2013 4:49 pm

Stosunek Francisa do niego wydawał się zupełnie zwyczajny, nie było w tym nic podejrzliwego. Chyba już dawno nie miał okazji się do niego zbliżyć. Chciałby wykorzystać okazję żeby się zemścić jednakże przy Hitlerze taki bezpośredni atak wprost nie miał by racji bytu. Tak więc postanowił się Francuzowi dać odpowiednio ugościć.
Jeżeli chodzi o propozycję jaką im wystawił nie uważał to za nic złego aczkolwiek sam wolałby pierwsze chwilę odpocząć na świeżym powietrzu a potem schować się gdzieś w dobrze wyposażonym motelu. Francuzi w końcu musieli gdzieś wypoczywać a on chciał po prostu zjeść coś pożywnego i usiąść na jakimś fotelu a potem poczytać książkę (najlepiej romans). Tak, zabrał ze sobą kilka by poczytać w zaciszu z daleka od wodza bo było mu głupio otwierać przy nim niezbyt cenzurowaną literaturę.
Trochę czuł się niedobrze gdy ktoś wnikał między jego prywatne sprawy, tym bardziej gdy dotykał czegoś z czym sobie nie radził. To go momentalnie rozstrajało. Ale nikt przecież nie musiał o tym wiedzieć....
-Ja, Francis...-zaczął gdy ten złapał go za ramię:
-Z chęcią. Aczkolwiek potem byłbym za tym aby zatrzymać się w jakiejś restauracji. Ja?-dodał spoglądając z ukosa na wodza.
Teraz to Hitler wyglądał na nieco rozstrojonego, chyba najgorzej i dziwnym trafem gdy Francuz się do niego zbliżył nico więcej niż tylko na metr. O co mu mogło chodzić?
-Ja, mein Führer
Nie miał czasu się za bardzo zastanawiać bo przyszło im się ruszyć wreszcie z miejsca.

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Francja
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 127

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Pon Kwi 08, 2013 9:35 pm

Sam nie był pewny, czy chciał znać myśli Hitlera. Szczególnie gdy ten uśmiechał się tak błogo, jakby jakaś miła duszka zaproponowała mu kufel piwa. Francuz powstrzymał się od własnej interpretacji, nie miał zamiaru sprawdzać opanowania Ludwiga w tak skrajnym przypadku. Od dawna wiadomo, że jeden komentarz Francisa mógł go kosztować bieg na przełaj. A sądząc po kondycji Niemca, bieg byłby wyjątkowo długi. Całe szczęście Bonnefoy wykazywał czasem coś na kształt zdrowego rozsądku, a i szacunek do swojego życia zaczął się stanowczo upominać o uwagę. Ograniczył się zatem do pobłażliwego uśmiechu, nie ryzykując uwagi na temat stanu Hitlera.
Jeszcze okazałoby się, że człowiek jest ciężko chory. A Francis nie poczuwał się do roli lekarza, szczególnie gdy w grę wchodził ktoś tak fatalnie ubrany.
- Na pewno zachwycą was okoliczne fontanny. - ale lepiej by było, żeby nie urzekły ich tak bardzo, że zechcieliby wrócić. Z czołgami, dla przykładu. Francuz odgonił namolne myśli, chwilowo próbując przekonać samego siebie, że linia Maginota obroni go przed całym złem tego świata. Niemcami, wojną, angielskim jedzeniem. - Ah, i cisza i spokój, jakiś nie zaznacie nigdzie indziej. Taki raj na ziemi może się znajdować tylko u mnie.
Ta wrodzona skromność i dobry gest.
Na słowa Ludwiga zerknął na niego profilaktycznie. Oczywiście, francuskie restauracje były wychwalane w każdym zakątku Europy. W końcu były jego, a zdolności kulinarnych Francji nikt nie odważyłby się zakwestionować. Bonnefoy uśmiechnął się anielsko, roztaczając wokół aurę samozadowolenia. Nie to, żeby życzył komukolwiek zatrucia akurat w jego restauracji. Gdzieżby. Nawet mu to przez myśl nie przeszło.
- Czułbym się złym gospodarzem, gdybyście nie uraczyli się dobrym jedzeniem. Wiadomo, że u mnie natraficie na wyborne dania.
To ta scena, gdy każde złe słowo o francuskiej kuchni spotka się z morderczym spojrzeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Wto Kwi 09, 2013 10:11 pm

Francja nie przypadł mu do gustu. W tym momencie dziękowałby Bogu, że nie jest Francuzem i nie przyszło mu rządzić dla Francuzów. Gdyby w Boga jeszcze wierzył. Ale przecież już nie wierzy. Dlatego tylko odetchnął z pewną ulgą.
- Och, fontanny! Co prawda nie ma co porównywać ich do naszych wspaniałych berlińskich fontann, ale może nie będą takie złe. Co, Rzeszo?
Spytał, dużo bardziej rozluźnionym tonem. Uśmiechnął się krzywo i postanowił kontynuować swój wywód.
- Chociaż niewykluczone, że akurat te fontanny też nam się spodobają. Wtedy na pewno chcielibyśmy mieć takie u siebie... a dla takiego dobra nie zawahałbym się przesunąć granic państw, aby fontanny znalazły się po odpowiedniej stronie~
Zerknął z ukosa na Francisa. Temat fontann uznał za wyczerpany. A przy okazji znalazł i wykorzystał okazję do zaczepki.
Och, jak bardzo lubi zaczepiać. Gdyby facebook istniał w 1939 to funkcja zaczepki z pewnością byłaby jedną z jego ulubionych.
Przez dłuższy czas się nie odzywał, tylko po prostu rozglądał i uważnie przyglądał wszystkiemu dookoła. Skoro już tu przyjechał, to warto się rozejrzeć. Kto wie, co można zobaczyć w takim dziwnym miejscu jak to?
Uaktywnił się nieco, kiedy został poruszony temat jedzenia.
- Jestem ciekawy, co oznaczają tu te "wyborne dania"...
Mruknął cicho, znów przesuwając wzrok na Francję. Nieco niechętny wzrok. Wciąż miał ochotę na bawarskie piwko, a szczerze wątpił, żeby było to dostępne w takim miejscu jak to. Na co komu Marsylia, skoro nie da się w niej kupić porządnego, bawarskiego piwa?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Sro Kwi 10, 2013 3:38 pm

Szedł za nimi i słuchał ich rozmowy wyjątkowo sceptycznie.
Jego nie interesowały okoliczne fontanny, to było dla niego zupełnie obojętne. Mierzył teren jednak w innej skali. Wolał nim władać a nie tylko uposażać. Wszystko co było jego było idealne. Tak więc widokami Francji się raczej nie zachwycał jak podróżnik a analizować środowisko w sposób wyjątkowo skrupulatny. Czcze gadanie Francuza przyjmował z dystansem.
-Ja, mein Führer- powtarzał wciąż tonem bez emocji.
W końcu to on tutaj był tym, który się na wszystko zgadza. To było nużące, aczkolwiek nie chciało mu się dyskutować na tak nieważne tematy. Oczywiście o tym nie powie bo wódz dziwnym trafem się mentalnie uaktywnił. Hitler był wielkim mówcą i każdemu starał się wpierać swoje teorie. Na to wyglądało, że po prostu lubił znęcać się nad Francisem. Ale nie dziwił się specjalnie: sąsiad sam był dość uszczypliwy, do tego uparty i narcystyczny, żeby nie powiedzieć pożądliwy..
Zamiast tego skoncentrował się na rozmowie o jedzeniu. Co jak co ale za kuchnią sąsiada wprost przepadał. Nie było wątpliwości, że Francuz był świetnym kucharzem. Teraz gdy ich stosunki były na bardzo złym poziomie wręcz nie miał okazji się u niego stołować. Nie raz, że czuł w stosunku do niego gorzką nienawiść to jeszcze całe swoje pieniądze przeznaczał na zbrojenie.
Gdzie tu myślenie o rozkoszach? Chyba teraz bardzo mocno zapomniał jak wyglądało normalne życie. Czuł się nieco skrzywdzony z tego powodu, ale nie chciał już narzekać przy Hitlerze bo pewnie ten bardzo szybko "wybił" by mu takie myślenie z głowy. Co prawda teraz był trochę jak robot ale to dawało mu wyjątkowo dużą wydajność w pracy, równie dobrze mógłby być niewolnikiem jednak..
-Ja, Francis...-zmierzył go spojrzeniem zimnoniebieskich oczu:
-Ja i mein Führer nie pogardzimy twoim zaproszeniem..




[ fuck aż chciałem napisać: "-Gospodarzem? wystarczy żebyś był dobrym lokajem." XD ]

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Francja
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 127

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Pią Kwi 12, 2013 12:25 am

Francja o mały włos złamałby główną zasadę dobrego wychowania, wyśmiewając słowa Hitlera. Od ostentacyjnego chichotu powstrzymała go jedynie klasa i poczucie wyższości nad śmiertelnikiem. Doprawdy, cóż za niedorzeczność. Francuskie fontanny są najpiękniejsze w Europie, ba! Na całym świecie. Berlińskie nie są warte zmarnowanego czasu. Francis spojrzał na przywódcę Trzeciej Rzeszy z pobłażliwym uśmiechem. Powinien być wyrozumiały dla zagranicznych delegacji, szczególnie gdy nie miały pojęcia jakiego zaszczytu doświadczały.
A Hitler i Ludwig wyraźnie nie zdawali sobie sprawy z tego, jak wielkimi względami ich obdarzył. W wyrazie wdzięczności, mogliby paść gdzieś po drodze. Przyjemny akcent spotkania.
- Francuskie są zdecydowanie lepsze. Przyznaje to każdy kto je zobaczy - zaznaczył z wyraźną dumą Francja, swobodnie spacerując uliczką. Nikt nie mógłby go przekonać do zmiany zdania, zresztą kto miałby dostatecznie dużo cierpliwości by maglować w nieskończoność jeden temat? Bonnefoy podejrzewał, że nie znalazłby takiej osoby. Był zbyt uparty i zapatrzony w siebie, by przywiązywać jakąkolwiek wagę do słów innych.
Wyrwał mu się cichy, krótki śmiech. Ten człowiek naprawdę zamierzał go sprowokować? Francis plótł czasem bzdury, upijał się własnym głosem i nierzadko sam inicjował awantury. Mógł tylko pozwolić sobie na teatralne zastanowienie, przymrużenie powiek i zagadkowy uśmiech. Nawet nie starał się specjalnie udawać, że popada w melancholijną retrospekcję.
- Nie pamiętam już berlińskich fontann. Kto by pomyślał, przecież jeszcze nie tak dawno temu maszerowałem przez Berlin ze swoimi ludźmi... - wzruszył ramionami, a jego usta wygięły się w anielskim uśmiechu. - Widać nie były warte zapamiętania. Moje fontanny najlepiej wyglądają we Francji.
Spostrzeżenie było niewinne, ale miał w sobie pewną stanowczość i niemą sugestię. Nigdzie indziej nie prezentowałyby się tak wspaniale.
Trzeba przyznać, że korciło go jak nigdy wymienić żabie udka, zapiekane ślimaki i małże w zasmażce jako "wyborne dania". Jednakże ulitował się nad Hitlerem, może dlatego, że nikt nie zaprzeczył jego niewątpliwemu talentowi kulinarnemu.
- Przekona się pan już niebawem - odpowiedział wymijająco, pozwalając sobie jedynie na przyjacielskie mrugnięcie. - Louie z pewnością poleci panu same wyborne specjały.
Zerknął przelotnie na Trzecią Rzeszę. Ludwig ostatnio zrobił się... bezosobowy. Albo to tylko przywidzenie Francisa i jego nieprawidłowa ocena sytuacji. Nagle zmysł starego intryganta podsunął mu pewne zagadnienie. Czy jego sąsiad zgodziłby się z każdym słowem Hitlera, czy jednak dysponuje w niektórych kwestiach swoim własnym zdaniem? A może znajduje się pod silniejszym wpływem swojego szefa niż na początku przypuszczał Bonnefoy? Aż korciło Francuza by potwierdził zwariowane teorie i wyczerpująco odpowiedzieć na każde pytanie.
- Doskonale. Proponuję tylko obrzeża parku, łatwiej będzie później znaleźć dogodną restaurację.
I ciemny zaułek.


(Ja ci dam lokaja D<)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Sob Kwi 13, 2013 10:53 pm

Rozmowa o fontannach była na swój sposób fascynująca. Było w niej coś pociągającego i zachęcającego do ciągnięcia tego wątku, do drążenia tego tematu. Był to też przede wszystkim bardzo dobry preteksty do zasugerowania pewnych rzeczy nie robiąc tego wprost.
- Każdy? Tak, to ciekawe. Aż nie mogę doczekać się, żeby je zobaczyć - zapewnił, chociaż miał wielką ochotę powiedzieć zupełnie coś innego.
Coś w stylu "Jestem gotowy założyć się, że znajdę co najmniej jedną osobę, która widziała te twoje francuskie fontanny i nie podobały jej się". Taki zakład byłby banalny, wygrałby go bez większego wysiłku. Ale przecież nie przyjechał tu po to, żeby zakładać się o cokolwiek.
Dlatego tylko odchrząknął, wyraźnie rozdrażniony słowami Francji o Berlinie.
- Jeśli ich nie zapamiętałeś, to jest to twoja strata, niczyja więcej - wycedził.
Przygryzł wargę i przez moment milczał, jakby to wszystko musiało do niego dotrzeć, jakby musiał przemyśleć to wszystko jeszcze raz.
- A twoje fontanny prędzej czy później wylądują w granicach Rzeszy! - dodał, może nieco zbyt nerwowo.
To niewinne zdanie z pewnością poirytowałoby większość niemieckich generałów, którym jak do tej pory Hitler solennie obiecuje, że jak wojna to tylko ze wschodem, a zachód pozostanie nieruszony. Co prawda nie ma co się im dziwić - większość z tych ludzi zna się na rzeczy i boi się walki na dwa fronty, do tego mając świadomość, że zachodnia Europa jest przyzwoicie uzbrojona.
I oczywiście, z wielu względów, trzeba tym biednym ludziom powtarzać, że wojny na dwa fronty nie będzie, że zachód Europy pozostanie nietknięty i my to tylko potrzebujemy tego skrawka ziemi na wschodzie, który ktoś miał czelność nazwać Polską. I niewiele więcej.
Ale co się mówi to jedno, a co planuje to drugie - Hitler nie zamierza odpuści Francji, chce z nią wojny.
- Zobaczymy - mruknął, myśląc o francuskim jedzeniu. - Ale dlaczego Ludwig miałby mi coś polecać, skoro to Ty jesteś gospodarzem? Sam nie radzisz sobie z odpowiednim przyjęciem gości?
Zerknął badawczo na Francuza. Na obrzeża parku przytaknął tylko głową, bo co może mieć do powiedzenia w tej kwestii? Nie zna miasta, nie zna parku, więc przejdzie się gdzie go zaprowadzi. Nawet do ciemnego zaułka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Nie Kwi 14, 2013 4:19 pm

Szedł sztywno, jakoś nie był specjalnie rozbawiony tą sytuacją. Dodatkowo gdy tylko sąsiad zaczął "rechotać" pod nosem zmierzył go zimnym spojrzeniem. Co on do cholery sobie wyobrażał?
Bardzo nie lubił jego tandetnych zagrywek, w końcu wcale nie powinno być mu do śmiechu. To było wręcz niedorzeczne. Pierwsze ten bezsensowny temat a teraz to, robił wszystko by rozgniewać albo zdenerwować wodza na co on nie chciał pozwolić. Postanowił porozmawiać z Francisem sam na sam gdy tylko znajdzie się odpowiednia okazja. Teraz szedł za nim bo nie wiedział gdzie iść. Nie znał tego miejsca a rozmowę między wodzem a sąsiadem nadal puszczał obok siebie, mimo to słysząc coś na temat niemieckich fontann odezwał się mimowolnie:
-Odpuść sobie już Francis…
Zaczynał mieć dość tej nudnej gatki. Czas nagle stanął..
Dlaczego nic się nie działo? Fuhrer chyba czekał na okazję do działania ale chyba nie z pustym żołądkiem i to chyba było dość dobrze przemyślane działanie.
Dobrze było utrzymać sąsiada w zamyśle bezpieczeństwa bo w końcu nie miał zamiaru od razu okazywać tego za zamierza z nim zrobić to by było zbyt niekorzystne w tej sytuacji, bo w końcu ostatnio o swoim „drogim” sąsiedzie dość dużo myślał...
-Fuhrer ma rację. Mimo iż próbowałem już dość dużo twoich potraw sam powinieneś polecić coś co uważasz za dobre na tę okazję.

[ wybaczcie KTOŚ mi zjadł wenę :c ]

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Francja
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 127

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Pon Kwi 15, 2013 7:16 pm

Gdyby Hitler był Francuzem, Bonnefoy prawdopodobnie poklepałby go dobrotliwie po ramieniu. Może nawet szepnąłby coś miłego, życzył powodzenia w wielkim, barbarzyńskim świecie. Chociaż wiedział, że ludziom nie zawsze należy słodzić. Są pewne ewenementy, których zadowoli tylko i jedynie szara rzeczywistość. Prawda. Jeden rzut oka na Hitlera wystarczył, by Francja zrezygnował z dalszej kłótni. Była o tyle bezsensowna, co irytująca. Mógł z wieloletnią wprawą udawać wyborny humor, ale w gruncie rzeczy zapisywał w pamięci każde słowo jakie miało okazję paść. Francuskie fontanny w granicach Trzeciej Rzeszy brzmiały niedorzecznie. Ale miały w sobie nieświadomą zapowiedź czegoś, co nie przypadło Francisowi do gustu.
Zerknął przez ramię na Ludwiga, profilaktycznie taksując go wzrokiem. Niezruszony Niemiec; potakujący Niemiec; Niemiec patrzący niewidzącymi oczami. Trudno się było przyzwyczaić do takiego stanu rzeczy. Jakby... zupełnie utracił swój charakter.
Francja przewrócił oczami, odruchowo poklepując Hitlera po ramieniu. Gest wyuczony, machinalny i nieświadomy, czy w pełni zaplanowany i przewidziany? Trudno orzec. Wszystkiego dopełniał anielski uśmiech.
- Wątpliwe. Jaka nazwa wskazuje są to moje fontanny, francuskie aż miło - nieomal zaświergotał melodyjnym głosem, szukając wzrokiem domniemanego cudu architektury, jakim niewątpliwe były jego fontanny. Gdy natrafił na jedną, z całą pewnością nie tak okazałą jak przypuszczał, nie omieszkał wskazać jej dłonią. - Proszę bardzo. Oto ułamek piękna francuskiego mistrzostwa.
Tak, skromność z całą pewnością była wspominana. Nawet jeśli fontanna byłaby w opłakanym stanie, Francja uparcie wmawiałby każdemu, że to ideał.
Jednak, o dziwo, wzruszył tylko usprawiedliwiająco ramionami, słysząc cichy wyrzut Trzeciej Rzeszy. Posłał mu radosny uśmiech i nawet przymierzał się do przyjacielskiego naruszenia jego przestrzeni osobistej, ale nagle coś innego przykuło francuską uwagę. Pytanie Hitlera. Zarzucał mu niewłaściwe podjęcie gości? Oszczerstwo!
- Cóż za nieporozumienie. Sądziłem, że Louie wykaże nieco inwencji twórczej i podzieli się pozytywną relacją. W końcu, kto nie wiedziałby lepiej o preferencjach smakowych swojego dowódcy jak nie kraj?
Dołącz do tego masę cherubinków, różyczek i wszystkiego co francuskie, a otrzymasz zarys uśmiechu jaki bezwstydnie wpełznął na usta Francisa.
- Ratatouille będzie idealne - mruknął sam do siebie, przewijając w myślach swoje najpopularniejsze dania. Jeśli cokolwiek pasowało każdemu, to właśnie niepozorne ratatouille. - Proponuje skręcić w lewo, o ile mnie pamięć nie myli natrafimy na małą, rodzinną restaurację. Z wybornym menu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Pon Kwi 15, 2013 7:48 pm

Mógł jeszcze tyle powiedzieć, tak bardzo rozdrapać ten paskudny temat! I z pewnością by to zrobił. Bo miał na to ochotę. Wielką, nieodpartą ochotę.
Jeśli się powstrzymał to tylko ze względu na czas. Szkoda go marnować na takie przepychanki słowne. Niech tylko Francis poczeka chwilę, a zobaczy czyny i wtedy przekona się z jakim niebezpiecznym przeciwnikiem ma do czynienia!
Skończą się wtedy te jego uśmieszki i poklepywania, a cherubinki pójdą pod ścianę i zostaną rozstrzelane. Jakże smutna rzeczywistość, która już wkrótce stanie się szarą codziennością.
W ciszy szedł dalej, zerknął nawet na fontannę, którą wskazał Francja. Nawet powstrzymał się od grymasu, czy też złośliwego grymasu.
- Tak, coś w tym jest. Francuzi zawsze mieli gust.
Nie musiał uważać tego za prawdę, nie było to teraz ważne. Chciał jakoś zakończyć temat fontann na tyle łagodnie, żeby nieco uśpić czujność Francuza. I żeby nie wracać do tego tematu. Na razie.
Po raz kolejny, widząc uśmiech Francisa, musiał włożyć cały wysiłek w to, aby nad sobą zapanować, nie skrzywić się.
- Brzmi świetnie - rzucił tylko na wspomnienie restauracji. Od tego chodzenia i rozmawiania o fontannach zgłodniał. Może być nawet to całe ratatouille. A potem mogliby wreszcie przejść do rozmowy. I od słowa do słowa dojść do celu wizyty jego i Trzeciej Rzeszy we Francji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Pon Kwi 29, 2013 3:16 pm

Chodził, tak za nimi chodził i zastanawiał się kiedy wreszcie przejdą do rzeczy. Na prawdę nie ciepał takiego francuskiego "owijania w bawełnę". Francuz ich zwodził i odwodził od zamierzeń. Miał tylko nadzieję, że Hitler jedynie udaje tak roztrzepanego i rozkojarzonego tym błahym tematem. Poza tym nie chciał mu pokazywać postawy kogoś równie niezdecydowanego dlatego wolał trzymać go w niepewności i mówić jedynie to co wymagał od niego wódz.
Mógł się wydawać na pozór bezosobowy, czasami tak się czuł. Ale nie tym razem, chyba za bardzo dusił w sobie to co chciał powiedzieć Francisowi.
Spojrzał na niego następnie szybko i krótko skomentował swój brak inwencji:
-Inwencji? Drogi sąsiedzie, nie ma teraz na to czasu mimo iż z chęcią porozmawiał bym o kuchni...-spojrzał z ukosa na wodza:
-Niech będzie. -rzucił jedynie szorstko na koniec.
Niech nie myśli, że jego rozczarowanie coś go rusza bo bardzo się mylił. Cały czas pałał jedynie rządzą zemsty, wiedział jednak, że musi być cierpliwy bo nawet taki Francuz mógł wyczuć podstęp. Aczkolwiek wolałby być bardziej bezpośredni i uderzyć go czymś ciężkim w potylicę.
Jak wiele kulturalnych gestów, zawsze gościnność można jakoś obejść.
Przewrócił oczyma i przeprowadził wzrok na horyzont chcąc choć na chwilę uwolnić się od widoku sąsiada.

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Francja
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 127

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Czw Maj 09, 2013 2:45 pm

Rozpływanie się w uśmiechach, uprzejmościach i wszelakiego rodzaju kurtuazjach, leżało w jego fachu. Francja zabawiał już tylu różnorakich gości, że spokojnie mógłby dalej wodzić za nos niemiecką delegacje, prezentować do woli fontanny, roztkliwiać się nad swoją architekturą, Marsylią, ludźmi, nawet chodnik mógłby się wydawać godny uwagi. Z drugiej strony sam chciałby mieć już to wszystko za sobą, bo kto wie ile obowiązków czekało na niego w Paryżu? Nie był pierwszy do pracy, ale do ostatnich również nie należał. Przy dobrym winie i formalności szły szybciej. Na towarzystwo nie liczył, ono zawsze rozpraszało i koniec końców, sterty aktówek zostawały mu na drugi dzień. Westchnął, z przyzwyczajenia prowadząc niezobowiązującą pogawędkę. O pogodzie, o fontannach, o kuchni. Swoista uprzejmość i zasady dobrego wychowania nakazywały utrzymywać neutralną konwersację, by zapełnić dojmującą ciszę.
Nawet niegroźna kłótnia z Hitlerem wydawała się świetną alternatywą dla milczenia. Francis wolał rozmawiać, mówić, śmiać się i żartować, niż trwać w cichy. Szczególnie gdy przychodziło mu przebywać wśród nieprzyjaciół. Milczenie przywodziło mu na myśl Napoleona pochylonego nad zwojami map, uwięzionego, zakleszczonego przez Wellingtona, otoczonego wojskami wrogów. Napoleon był wtedy cichy, zbyt cichy. Ogień w jego oczach dogorywał, tak ja jego armia w starciu. Ludzie gaśli, podobnie jak płomień w dumnej sylwetce Kaprala. Aż w końcu zgasł zupełnie.
A w tym wszystkim nie odezwał się do Francji nawet jednym słowem.
Bonnefoy pokręcił głową, strząsając wspomnienia. Powinni być już w restauracji, a nie chodzić bez ładu po Marsylii. Rozejrzał się dyskretnie i uśmiechem skwitował skryty w odosobnieniu lokal. Idealnie. Jak na zawołanie. Rozmowa toczyła się dalej, krążyła pośród innych, lawirowała osowiale, niepodpierana żadnym konkretnym tematem.
Dopiero gdy weszli do restauracji, Francja złożył zamówienie, a na stole zawitało wykwintne wino, niezobowiązująca dyskusja padła bez życia. Utknęła gdzieś w zagięciach koszuli kelnera, który podawał potrójne ratatouille. Francis wyjątkowo nie starał się jej podtrzymywać, nie uczynił żadnego gestu, by trwała dalej. Dopiero po chwili zwrócił jasne oczy na delegację. Anielski uśmiech pojawił się jak zawsze, jakby akompaniował Francji bez względu na nastrój czy położenie.
- Rozumiem, że Marsylia jest urzekająca o tej porze roku, nawet w Berlinie ją wychwalają ponad niebiosa, ale nie sądzę aby zwiedzanie było głównym celem waszej wizyty – zaznaczył, spoglądając na Trzecią Rzeszą. Szybko przeskoczył spojrzeniem bok, gdzie zasiadał Hitler. – Pańska obecność potwierdza ukrytą formalność. Przybył pan zapewniać sąsiedni kraj o swoich pokojowych zamiarach?
Francja mógł podzielać nadzieje swoich polityków, którzy nie widzieli zagrożenia własnego państwa. Mógł też ślepo wierzyć w pakt pokojowy z Trzecią Rzeszą, o zapewnienie granic, o przysięgę bezpieczeństwa. Tak naprawdę wiele by dał by chcieć w to wszystko wierzyć. Ale żył już zbyt długo, bajki straciły swoją magiczną otoczkę. A przed nim siedział żywy dowód na to, że każda baśni może się zamienić w koszmar.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Sob Maj 11, 2013 1:54 pm

To, że rozmowa urwała się podczas pobytu w restauracji ani trochę mu nie przeszkadzało. Rozmowa o niczym momentami go męczyła. Chwila ciszy wydała się więc czymś nawet przyjemnym. Krótkim odpoczynkiem.
A potem Francja się odezwał. Zerknął na niego, z początku nawet średnio zainteresowany. Dopiero pytanie, jakie zadał Francis, wywołało... śmiech.
Nie mógł się powstrzymać. Doskonale wiedział, że niektóre zachowania ze strony Europy Zachodniej były wyjątkowo naiwne, co zresztą z przyjemnością wykorzystywał, jednak teraz... teraz było to już aż zbyt naiwne pytanie.
Dlatego mogło zostać potraktowane tylko i wyłącznie jako dobry żart. Westchnął głęboko, kiedy skończył się śmiać, spojrzał z rozbawieniem na Francję.
- No proszę, nawet zdarza Ci się opowiedzieć czasem dobry żart!
Stwierdził wciąż rozbawiony, ale już nie wybuchł śmiechem.
Wziął kilka kolejnych, głębokich oddechów, spoważniał nieco.
- Niemniej, tak, mamy kilka spraw, które niezwłocznie trzeba omówić. Wyjaśnić. Po to przybyliśmy tu z Rzeszą - potwierdził wreszcie. - I kto wie, może żart o pokojowych zamiarach może stać się prawdą? Wszystko zależy od twojej dobrej woli, Francjo. Wystarczy, że udzielisz odpowiednich odpowiedzi.
Uśmiechnął się lekko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Pon Maj 13, 2013 8:28 pm

Udało mu się wreszcie wejść do restauracji. W końcu nie planował stania na dworze całego dnia. Jak zwykle pozytywnie się uraczył francuską kuchnią a potem wypił trochę wina. Przymknął na chwile powieki i zdegustował. W sumie to wina nie były złe choć może nie lepsze od piwa. Na ogół tylko podwyższały mu ciśnienie i przyprawiały o ból głowy. Ale nie tym razem, akurat był senny i napicie się trunku nieco go orzeźwiło.
Tym bardziej jak usłyszał gadkę na temat ich spotkania.
Nic się nie odzywał na temat "pokojowej" wizyty u Francji. On był na tyle naiwny czy żartował?
Hitler już zdążył go wyśmiać, to chyba dobrze bo szybciej Francis zobaczyłby lekki uśmiech na jego twarzy. Dość trudno było go do takiego stanu doprowadzić.
Może współczuł by teraz Francuzowi ale jakoś to się nie działo, z resztą kto by żałował kogoś kto, żył jedynie zwierzęcymi instynktami pożądania.
Miał co do tego mieszane uczucia. Z jednej strony może faktycznie w jakimś niewielkim stopniu zazdrościł mu tego bezstalskiego zdecydowania z drugiej zaś strony nie mniej tym gardził. Z resztą jego spotkania z nim wcześniej nie należały do przyjemnych. Teraz był jeszcze bardziej podejrzliwy i suchy.
Sam jeszcze bardzo długo się zastanawiał co z nim zrobi gdy odbierze mu wolność.
To był dość ciekawy temat do rozmyślania.

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Francja
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 127

PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   Wto Lip 02, 2013 2:52 pm

Polityka, dyplomacja, niedomówienia, przysięgi bez pokrycia. Na to wszystko przydałoby się przygotować już teraz, póki można jeszcze zagryźć nieprzyjemne słowa soczystym mięsem i popić łykiem wina. Właśnie dlatego Francja uwielbiał polityczne dyskusje przy jedzeniu, bo nawet jeśli czasem kulturalnie maskowane oszczerstwa odbierały daniu smak, mógł przeciągać odpowiedź do woli. Mimo wszystko francuskie królestwo chowało się właśnie w kawiarenkach, pośród wykwintnych potraw, ciemnego wina i ogólnej galanterii. Krył się w tym absurd, spoglądał z menu z dozą niedowierzania.
- Merci - wyśpiewał, mrużąc powieki. Nie wydawał się zbity z tropu, a nawet jeśli błyskawicznie zatuszował wszelkie wątpliwości. Kątem oka zerknął na Niemca, ale szybko stracił zainteresowanie. Przez kilka chwil analizował swoją sytuację, przebiegał w myślach wszelkie możliwe scenariusze. Nie wyobrażał sobie Paryża w barykadach, wojsk na granicy, kolejnej podjazdowej wojny. Żadna z tych wizji nie pasowała do porządku jaki zakładał traktat wersalski. Z lekkim, uprzejmym uśmiechem poczekał, aż mężczyzna uciszy nietaktowny wybuch śmiechu. - Jednak nie potraktowałbym tego jako żart, monsieur Hitler. Z całym szacunkiem dla pańskiego poczucia humoru.
Nic nie poradził na to, że jako kraj elitarny, kurtuazyjny i do szpiku kości przekonany o swojej wyższości i świetlistej roli patronatu całej Europie, uważał, że każdemu może zwrócić uwagę. Nie wyłączając Boga.
Uniósł nieco kieliszek z winem, spoglądając z chłodnym zainteresowaniem na Hitlera. Nie mógł śmiertelnikowi odjąć tupetu. I przekonania, że wszyscy się mu z góry podporządkują. Niemniej Francja cierpiał ostatnio na chroniczną rezygnację własnych obywateli i obawiał się, że kwestią czasu jest złożenie broni i zakopanie się w otoczce nostalgii. Ułożył podbródek na dłoni, przyjmując nonszalancką pozę. Wciąż jednak pozostawał czujny, pod eterycznym spokojem umysł wyszukiwał możliwych wariacji słów. Należało teraz bardzo uważnie dopierać każdy wyraz, łączyć wszystko w zgrabne zadania, które nikogo by nie ugodziły.
- Wszystko zależy od tego jakie odpowiedzi chcecie usłyszeć. I na ile one będą z mojej strony akceptowane - zauważył, unosząc w wyczekiwaniu brew. Łyk wina przypomniał mu o nużących nastrojach w rządzie. - Konflikt mógłby nam przysporzyć... niemałych problemów. A nikt nie chce, aby tak krótko utrzymywany pokój nagle zakończył swój żywot, mam rację?
Pozwolił sobie na anielski uśmiech, spoglądając na Trzecią Rzeszę. Z całą pewnością rozmyślania Niemca starłyby z jego twarzy pogodny wyraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Marseille. Francja.   

Powrót do góry Go down
 
Marseille. Francja.
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Francja-
Skocz do: