IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Marchia Wschodnia
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 196

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Czw Maj 09, 2013 8:44 pm

Podniósł na niego wściekłe oczy, kot wrócił jednym susem na drzewo i tylko ogląda sytuację z góry.
- Żeby ci zęby sczerniały i wypadły wszystkie jeden po drugim, a język usechł, skoro paplasz takie irytujące słowa. Za co ty się uważasz, za władcę świata? Może tego jeszcze nie zauważyłeś, ale jesteś tylko kolejnym podległym Trzeciej Rzeszy, nic nie znaczącym głosem w zgiełku.
Mówił szybko, jasno, sucho i bardzo ostro. Nawet jeśli ten właśnie odniesie triumf przez fakt, że udało mu się zirytować szlachcica, teraz to ważne nie było, Rod po prostu postanowił go uświadomić, że ma za wysokie mniemanie o sobie. A już na pewno nie pozwoli obrażać się w jego własnym domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Prusy
Szept


Female Liczba postów : 73

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Pią Maj 10, 2013 7:01 am

- Nawet gdyby miało się wydarzyć to, co mi zaklinasz, a oprócz tego uderzył piorun, porwał sam diabeł, utopiły wściekłe macki morza, chwyciłaby mnie nieuleczalna choroba, to mimo wszystko nadal będę uważał się za władcę świata! - rozłożył ręce w geście triumfu. - Nic nie znaczącym głosem w Rzeszy, tak? Zapomniałeś dodać jednego słowa, ale jak wiadomo, jego brak całkowicie potrafi zmienić sens ogólny zdania; jeszcze. JESZCZE jestem głosem Rzeszy, ponadto i tak stoję wyżej niż Ty w mym mniemaniu, i zawsze stałem. Póki co się tam znajduję, jak to mówią: chcesz wejść między wrony, musisz krakać tak jak one. To tylko taki etap przejściowy, nie wyobrażam sobie, aby potem nie było lepiej! Mój kraj jeszcze wróci do łask, jak to było w czasach zamierzchłych. Zobaczysz, bo będziesz pierwszy w kolejce do czyszczenia mi butów! Ja będę potęgą...

Gilbert miał poniekąd w sobie coś, co zwało się "Kompleksem Boga". Chciał kształtować ten świat po swojemu i to tak, aby jemu samemu było pod tyłkiem najwygodniej. Pragnął władzy, mogłoby się wydawać, że nawet tak, że niczego więcej już bardziej nie pragnął. Błąd. Miał swoje marzenia, plany, cele - jak każdy normalny człowiek. Choć nie wiem, czy każdy normalny człowiek miał o sobie tak wielkie mniemanie, jak albinos. Dlaczego to robił? To już podłoże psychologiczne, ale tak w skrócie, to co innego miał robić? Użalać się nad sobą, jakie to ma okropne życie? Jakie to ono jest niesprawiedliwe? Miał głosić wszem i wobec, jak to go Bóg pokarał, że stawał się coraz bardziej słabym? Nie znosił ludzi użalających się nad sobą, działali mu na nerwy! Fakt faktem, sam to robił kilkakrotnie, ale miał w tym okryty cel, ludzie, którym się zwierzał, byli niczym innym, jak kolejnym celem na jego liście osóbek uczestniczących w planie podbicia tego świata.

Chciał być silny. Chciał być na górze. Chciał potęgi. Chciał władzy.

Bo tylko z samego szczytu będzie mógł bronić tych, na których mu zależy...

A podczas dyskusji toczonej między Prusem, a Austriakiem zawiał lekki wietrzyk...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://xerdivide.deviantart.com/
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Pią Maj 10, 2013 12:09 pm

Przybył do rezydencji. Gdy tylko dowiedział się o tym spotkaniu postanowił interweniować, ledwo udało mu się urwać ze sztabu nawet nie zdarzył się przebrać po cywilnemu.
Coś mu mówiło w duszy, że lepiej nie zostawiać Gilberta i Rodericha razem samych. W ogóle się dziwił, że ci dwaj jakimś cudem się spotkali bez jego formalnej wiedzy. Miał tylko nadzieję, że nic sobie nie zrobili. Ostatnie jego relacje z kuzynem nieco się zepsuły ale to jeszcze nie dawało mu pewności, że kategorycznie się z jego poglądami nie zgadza.
W końcu w jego interesie nie było skłócanie rodziny wręcz w jego sytuacji pasowało by zażegnać wszelkie "wewnętrzne" waśnie. Potrzebował ich, nie zdawał sobie sprawy jak bardzo jednak odzywało się w nim poczucie solidarności. Postawa części rodziny i dawne konflikty nie były mu na tyle znajome by mógł w nie głębiej wniknąć starał się tylko załagodzić spoty o ile to w ogóle było możliwe. W końcu był najmłodszy i wiedział najmniej o wszystkich perypetiach germańskiej rodziny. Tak naprawdę nie mógł być w tym sensie niczego pewien. Jednak chciał brać w tym czynny udział bo czuł się ważny na tyle by potrzebować od swoich braci należytego szacunku choć co każdy prawie całkowicie mu go nie okazywał.
Rozejrzał się po rezydencji, tak naprawę nie wiedział gdzie mogli teraz przebywać. Obszedł parter kilka razy, nie lubił tego.... Żył w ciągłym pośpiechu i gubienie się niezwykle go irytowało.
Może po prostu miał za mało cierpliwości? Przed dobre kilka minut wsłuchiwał się jedynie w odgłos własnych butów, nieco szumiało mu w głowie od tego pustego dźwięku. Mógł w końcu na kogoś na trafić... jak na złość szofera nie było.
W końcu ze szczerymi chęciami posłyszał znajome mu głosy, zbliżył się ku pomieszczeniu z którego dochodziły. Odetchnął ze swoistym zmęczeniem i wszedł do pomieszczenia.
Miał chyba swoiste wyczucie czasu bo kuzyn i brak wyglądali jakby się chcieli na wzajem "pożreć". Nie wiedział o czym jednak rozmawiali bo dosłyszał jedynie kilka zdań, postanowił się więc po prostu przywitać:
-Guten Abend.

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marchia Wschodnia
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 196

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Pią Maj 10, 2013 4:13 pm

{Ax, my jesteśmy na tarasie, przed ogrodem, jakby co.}

A może kamerdynera nie było, bo szykował coś innego w tym czasie? To już drugi niezapowiedziany gość, a przychodzenie bez wizyty wszak było nieetyczne.
A Rod słuchał tego biadolenia albinosa z coraz to większym zirytowaniem. Chciał mu coś odpowiedzieć właśnie, odgryźć tak, by poznał swe miejsce, ale wtedy.. Przyszedł Ludwig. Chwilę zajęło Roderichowi przyjęcie do wiadomości faktu, że ktoś jeszcze się pojawił.
- ... Servus. Tuszę, Ludwigu, że przyszedłeś po swego irytującego brata? - zapytał wprost. Zapytał o to, o co miał szczerą nadzieję. Nie miał ostatnio zbyt przyjemnych wspomnień z zeszłej rozmowy z Ludwigiem. Ale teraz może się przydać. Spoglądał na blondyna, mrużąc nieco oczęta, gdyż słońce górujące dawało się mu bardzo mocno we znaki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Prusy
Szept


Female Liczba postów : 73

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Pon Maj 13, 2013 4:19 pm

Wizyta jego brata była dość... niespodziewana. Wszakże wizytę pragnął odbyć sam, bez jego eskorty, żeby już nie mówić "przyzwoitki". Ech, Ludwig... Cy on naprawdę myślał, że Gilbert nie da sobie rady poza domem? Przecież znał te okolice! ... Tak trochę. Czy wydawało mu się, że albinos to pięcioletnie dziecko zdolne wywołać zamieszki wszędzie, gdzie pójdzie? Pfff, no chyba nie! ... Za jego inteligencję powinno się mu przyznać co najmniej siedem tych lat! Zdumiał się widokiem wysokiego blondyna w drzwiach. Ich charaktery i wygląd były takie różne... Czasem aż ciężko innym przychodził fakt, że jednak łączą ich dość bliskie w(i)ęzy rodzinne. Ale skoro już tu był, to można było obrócić ten fakt na własną korzyść. W końcu, choć Austriak był ich... ku... kuzy... kuzynem *pfu*, to jednak to Gilbert oraz Ludwig połączeni byli silniejszym pokrewieństwem. No i kto, jak nie albinos, zajmował się małym Ludwisiem? Do dziś pamiętał zmienianie pierwszej pieluchy (czego nie omieszkał się wspominać za każdym razem, kiedy chciał coś wyłu... prosić o pomoc brata)! Tak, definitywnie opinia osoby trzeciej w postaci Trzeciej Rzeszy mogła pomóc mu uzyskać dominującą przewagę nad Rodrichem, do której od początku dążył. Brat powinien mu pomagać, nawet pomimo chęci zachowania przyjaznych stosunków z Personifikacją Państwa Austriackiego, już nawet nie dlatego, że Gil mógł w każdej chwili przywołać większość zawstydzających faktów jego życia (no dobra, dlatego ), a dla potwierdzenia reguły, że najważniejszą strukturą tego społeczeństwa jest nic innego, jak ten cudowny organ - rodzina~!
- Abend, West... - po czym uśmiechnął się do niego w sposób obwieszczający, że czegoś chce. - Jakże miło mi Cię widzieć, czyżbyś podrósł nieco od ostatniego spotkania? Pomijając fakt, że było to wczoraj. Czy możesz powiedzieć temu od siedmiu boleści w lędźwie kopanemu paniczynie, że byłem, jestem i będę od niego lepszy? - poprzez komplementy przeszedł od razu do konkretów. Nie cackał się długo. A nawet, jeśli Lud zaprzeczy, i tak znajdzie sposób, aby przekabacić go na swą stronę. W końcu był jego młodszym bratem, jego rys psychologiczny, charakterek i całą resztę znał niemalże na wylot.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://xerdivide.deviantart.com/
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Pon Maj 13, 2013 4:58 pm

Na przekrój Gilbertowi on także doskonale znał jego zagrywki. Nie specjalnie je lubił, teraz przy Roderichu jakoś nie w smak mu było prawić kazania. Może miał tak silną potrzebę by to zrobić jednak sama inicjatywa uspokajania i doprowadzania do porządku kogoś znacznie starszego była trochę nonsensowna a nawet śmieszna. Ale czasem naprawdę realistycznie o tym myślał.
Bardzo szanował brata za jego poświęcenie jednak były rzeczy, których nawet on czasem nie mógł zdzierżyć. System jaki mógłby skutecznie działać w walkach był na polu rodzinnym zupełnie wyniszczający dla krewnych.
A przecież nie miał zamiaru sam dać się prowokować. Teraz obecność kuzyna niekoniecznie mu w tych zamiarach pomoże a może nawet pogorszyć. Na pozór Prusak ma bardzo dobrą gatkę i wiedział gdzie uderzyć żeby zabolało... Z kuzynem było inaczej, ten bronił się ile mógł bo nie wyglądał na kogoś silnego psychicznie jak i fizycznie, Gilbert zdecydowanie zdominował te dwa atuty.
-Chciałem tylko sprawdzić jak sobie radzicie...-rzekł na początek obserwując wyjątkowo obrażoną minę kuzyna. Był równie poirytowany co on podczas wizyty u Włoch. Najwyraźniej nieco się spóźnił bo "kości zostały rzucone". Spojrzał potem na brata, ten cwaniakowaty uśmiech tylko pogarszał sprawę już zaczęli ciskać po sobie epitetami. Byle to tylko nie przerodziło się w pięści:
-Ja? Danke mein Bruder. Nie odczuwam jakiejś szczególnej różnicy..-odparł i ściągnął czapkę z głowy:
-Bitte, nie mamy czasu na spory...-spojrzał ponownie po ich twarzach:
-Hitler bardzo krytycznie patrzy na konflikty między wami. Chciałbym was tylko prosić byście dopełniali swoich obowiązków bo nie ma nieograniczonej ilości czasu by się przygotować do wojny.
Miał tylko nadzieje, że to wystarczy. Nagła zmiana tematu mogła ich odciągnąć od kłótni i właśnie to między innymi zamierzał.
Zapanować nad wiecznie szerzącym się po kontach chaosem.

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marchia Wschodnia
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 196

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Pon Maj 13, 2013 5:16 pm

Po pierwsze, on by był bardzo, ale to BARDZO szczęśliwy, gdyby ich więzy rodzinne nie istniały. Nie czuł się kuzynem Ludwiga, a tym bardziej Gilberta i będzie się tego wypierać jako syn Królestwa Awarów.
Po drugie, jeśli Ludwig uważał go za słabego fizycznie i psychicznie, to tym lepiej będzie mu prowadzić działalność marionetkową. Spojrzał ponuro na obu z nich, w końcu westchnął ciężko i przejechał dłońmi po swej twarzy dając nieco upustu swej złości.
- Gilbert, Gilbert, Gilbert... - spojrzał na niego zrezygnowany - Próbowałem być miły dla Ciebie na początku, jeno do Ciebie słowem to jak w ścianę grochem. Ludwigu... - spojrzał tu na młodszego - Jeśli jesteś w stanie sprawić, by twój brat zaprzestał swych gierek, ja ten spór puszczę w niepamięć, przynajmniej na czas współpracy. A Hitlera lepiej trzymaj ode mnie z daleka...
Nie chciał mówić gorzej lub ostrzej, ale wciąż był wściekły na przywódcę za zabranie Świętej Włóczni... Udało mu się dość uspokoić i teraz tylko spoglądał to na jednego, to na drugiego, czasem przymykając oczęta, gdy wiatr mierzwił mu włosy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Prusy
Szept


Female Liczba postów : 73

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Wto Maj 14, 2013 11:44 am

Zasadniczo rzecz biorąc, Gilbert sam do końca nie wiedział, skąd pochodził. Przecie Prusowie byli ludami Bałtów, prędzej jednak domniemał uważać się za prawowitego członka, przywódcę, a co najważniejsze - personifikację Zakonu Krzyżackiego, który przybył spod oblężonej przez muzułmanów Akki, wędrując następnie w poszukiwaniu siedziby poprzez Wenecję oraz Węgry, z których jednak (do dziś zaklinał przy wszystkich, że Elizavietta go wówczas oszukała i to oczywiście wszystko było jej cholerną winą! Ech, kobiety... czy raczej sadystyczne babochłopy...) został wypędzony. Była jednakże jedna rzecz, której nikt nie mógł zaprzeczyć - tak, to on wywoływał przez wieki rumor w Europie! I nie widział powodu, dla którego teraz miałoby być inaczej. W kontakty rodzinne z tym dwojgiem również był (ni z gruszki ni z pietruszki) zamieszany i jakoś z tym żył, jednego wykorzystując, po drugim cisnąc.
Po słowach brata uniósł dłoń do góry łącząc wszystkie palce z kciukiem i przedrzeźniając go kłapaniem ręki, któremu towarzyszyło miarowe kołysanie głową na boki, ze wzrokiem skierowanym w górę.
- Bla, bla, bla, doskonale znam swoje obowiązki i przecież znasz mnie - wypełnię je najlepiej jak się da! Jednak Hitler nie mówił nigdzie, że zalicza się do nich bycie miłym, no tego w kontrakcie to ja nie miałem. Chyba, ze drobnym druczkiem na dole strony, ale wiesz, peszek chciał, ze nie włożyłem okularów do czytania i tak jakoś musiało mi umknąć... - poprawił odruchowo krawat przy koszuli, jak i ją samą, dając jakże wymijającą odpowiedź na wszelkie pytania. - Poza tym, ja tu przecież jestem grzeczny, doskonale zdajecie sobie sprawę, że potrafię być gorszy, prawda? To, co się tu dzieje to ledwo namiastka moich jakże wspaniałych umiejętności. - wyszczerzył śnieżnobiałe ząbki, jakby miał się czym chwalić. - A jeżeli Wam przeszkadza, to wystarczy, że szanowny pan - tu spojrzał drwiąco na szatyna. - Raczy przyznać, że jestem lepszy. No, chyba, że mu duma nie pozwala~?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://xerdivide.deviantart.com/
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Pią Maj 31, 2013 9:02 pm

Bardzo nie lubił być przedrzeźniany a starszemu bratu podnoszenie mu ciśnienia wyjątkowo wychodziło. Znowu jego powaga została zniesiona do poziomu podłogi. Dlaczego? Przecież się starał nie mówić niczego co by ich prowokowało. Było tylko gorzej... sam nie wiedział czy sytuacja była na tyle rozwinięta czy tylko niechybnie dolał oliwy do ognia. Zmiażdżył postać brata wzrokiem i zrobił zniesmaczony wyraz twarzy:
-Więc co w tym momencie robisz? -spuentował go szybko:
-Mimo wszystko przeglądałem twój plan i wiem, że powinieneś być teraz w kancelarii Himmlera. Mógłbyś choć raz odpuścić z łaski swojej kolejnego konfliktu, który jest teraz nie mniej ważny od tego co masz do roboty -powiedział do niego z wyrzutem bo był już dość zdenerwowany aby teraz denerwować się bardziej:
-W tej chwili szukasz wymówki by usprawiedliwić swoje zachowanie? -jednak nie obeszło się bez pouczenia. Chyba nie za bardzo myślał jakby to mogło zabrzmieć po prostu mówił:
-Nie jestem głupcem więc nie musisz mi mydlić oczu. Na początku sam siebie posłuchaj a potem się zastanów -dodał śmiertelnie poważnym tonem:
-Chciałbym porozmawiać z wami jak z dorosłymi..
Sam w sumie ledwo mógł powiedzieć to o sobie. Tak naprawę czym bardziej chciał być dorosły tym gorzej go przestrzeń publiczna postrzegała. Dlaczego nie "urodził się" te kilka wieków wcześniej? Teraz nie miał nawet pełnej setki, to to na starcie dyskwalifikowało jako kogoś mającego jakiekolwiek doświadczenie.
Spoglądał na Rodericha i za chiny nie mógł zrozumieć czemu ten nie lubi jego przywódcy, w każdym bądź razie kolejna narzekanie z jego strony po prostu zignorował. Czym bardziej go słuchał tym bardziej miał ochotę przestać mieszkać z nim w jednym domu. Paniczykowi wiecznie nie był w stanie dogodzić, czasami był gorszy jak kobieta choć naprawdę z taką jeszcze w życiu nie miał do czynienia. Po prostu chciał mieć choć chwilę spokoju po wyjściu ze sztabu.

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marchia Wschodnia
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 196

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Nie Cze 02, 2013 6:36 pm

{Axel, ja nie uznaję tego, że oni mieszkają razem :I Zasadniczo jesteś teraz w MOIM, nie NASZYM domu v.v }

To, iż miał wymagania, kuzyn winien wiedzieć. A że czasem przebywał u niego w domu i próbował Ludwiga wychować po swojemu, nie wińcie go za to! To Paniczyk i ma inny pogląd na świat.
Zmarszczył delikatnie brewki, słysząc słowa najmłodszego z nich.
- Ja również usiłuję z wami jako z dorosłymi mówić. Jeno jest to niemożliwe, gdy ten tu obecny zachowuje się gorzej, niż pięcio-letnie dziecię... - tu spojrzał na Gilberta - Dobrze wiesz, że gdybym tak powiedział, musiałbym skłamać, albinosie. Myślę jednak, iż nie jest to dla Ciebie ważne tako, jak i dla Sprawy, o którą teraz wszyscy razem walczymy... Więc proszę po raz kolejny, byś zaprzestał tych bezsensownych gierek ina ten przykład zainteresował się swymi obowiązkami, o których Ludwig właśnie mówi, a mi dał sposobność do odpoczynku dzisiejszego dnia.
Wróciła mu cierpliwość po tym, co usłyszał od Ludwiga. A właściwie - to część irytacji z niego się ulotniła, gdy usłyszał, jak młodszy brat poucza jego dawnego wroga. To jednak miłe uczucie...
Wietrzyk ponownie zakołysał jego jednym odstającym kosmykiem, tak jak i gałęziami drzew. Gdyby nie towarzystwo, Rod uznał by ten dzień za naprawdę bardzo ładny, a będąc samemu w tej posiadłości mógłby naprawdę odpocząć i może stworzyć kilka utworów? Takich jednak, które musiałby schować do szuflady, gdyż propaganda mogłaby je przejąć i spalić...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Prusy
Szept


Female Liczba postów : 73

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Nie Cze 09, 2013 11:47 am

( Właśnie, przecież Gil stacjonuje u Luda, więc musiałby też mieszkać z Rodem, a to byłoby gorsze niż Armagedon. :x )

Byłby i nawet ich słuchał, ale... ... no tak jakby coś rozproszyło skutecznie jego uwagę. A tym czymś była antenka na czubku głowy Rodericha, z którą mocował się chłodny zefir. Właśnie przypomniał sobie chwilę sprzed kilku wieków, a może wcale nie tak niedawną? - w której to już miał pozbyć się jej raz na zawsze z tej wyniosłej głowy, gdyby nie interwencja osoby trzeciej. Już nie pamiętał, kto to był, może Eizavietta albo Ludwig? Nieważne, istotne w tej sprawie jest to, że naszła go cholerna ochota na zrobienie Austriakowi czegoś złego. Zresztą, taka ochota nigdy go nawet nie opuszczała, więc to nic nowego. A najchętniej znowu chwyciłby tego denerwującego kikuta i wyrwał z korzonkami. ><
No dobra, może jednak trochę ich słuchał, tak jednym uchem. Wiedział, że było coś, co miał do zrobienia, ale tak bardzo pochłonęła go myśl o zrobieniu jakiegoś perfidnego uczynku, że kompletnie o tym zapomniał.
- Lud, rozluźnij gacie, bo coś za bardzo się spinasz - próbował uspokoić brata, jak to miewał w zwyczaju. Nie lubił pouczania, choć zazwyczaj tym właśnie ich sprzecz... dyskusje się kończyły. Ale pouczanie było trochę jak dolewanie oliwy do ognia - jeszcze bardziej się nakręcał! - A Tobie paniczyno to w ogóle mięśnie prostaty radzę poluzować, bo zaraz wybuchniesz z tego nabuzowania... - on zachowywał jakże stoicki spokój co do tej całej sytuacji, ale między Bogiem, a Prawdą, wiedział, że im dłużej będzie odwlekał coś ważnego, tym gorzej dla dziejów tego Świata, więc postanowił na maleńką chwilkę oszczędzić mieszania z błotem jego "rodzinki" i zapytał - Skoro już bawię się w dorosłego, o czym dokładnie chciałeś, młody, porozmawiać? Obiecuję, bracie, że na tę Twoją odpowiedź nie zareaguję złośliwym komentarzem. Nie przyrzekam, że na następną tego nie zrobię. - jakieś zasady trzeba było w końcu mieć! I to "młody" wcale nie było specjalnie, nie, wcale, no skąd?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://xerdivide.deviantart.com/
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Nie Cze 09, 2013 7:08 pm

( Ile byście wytrzymali? XD / Prusie coś czuje, że się możemy na tym temacie bardzo mocno pożreć... )

W tym momencie zgadzał się jednak z kuzynem. Nie umiał dostatecznie dobrze zrozumieć o jakie "wyluzowanie się" chodziło bratu bo to do niego nie trafiało. Był rozdrażniony i po niespełna kwadransie spędzonym z nimi miał serdecznie dość tej dyskusji. Brat naprawdę za dużo sobie pozwalał i on o tym dobrze wiedział.
Zmierzył go surowym spojrzeniem:
-Po prostu mówię Ci prosto w oczy co myślę o twoim zachowaniu? -warknął.
Naprawdę teraz ciężko mu było wyhamować w komentarzach bo w końcu bardzo nie lubił braku dyscypliny a on sam poniekąd go jej uczył. Czy to było w ogóle możliwe?
Na kolejna odpowiedz brata nieco się dziwił, ale chyba bardziej pozytywnie.
O, wreszcie zamierzał go normalnie posłuchać. To było niczym audiencja u wodza....
-Chciałem się tylko dowiedzieć po co to wszystko? -przejechał wzrokiem po ich zdenerwowanych twarzach,
-Nadal nie mogę się nadziwić waszemu stosunkowi. Szanuje was razem i każdego z osobna. Powiedzcie mi więc jeżeli o czymś nie wiem jeżeli uważacie mnie za równego..-mówił:
-Rozumiem waszą niechęć jednak waszym uporem możecie zaszkodzić Wielkiej Rzeszy? Czy nie teraz powinniśmy się zastanawiać jak walczyć z wrogiem?
Wrogowie nie byli jeszcze pewni ale znając postulaty polityczne wielu państw mógł się spodziewać ich kategorycznej potrzeby walki z nim. Do tego musiał mieć jakieś argumenty by przemówić starszym do rozsądku a te wydawały się wręcz idealne!

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marchia Wschodnia
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 196

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Nie Cze 09, 2013 10:54 pm

{Niedługo...}

I co on ma powiedzieć? Nawet tu, gdzie opisuje się zachowanie, nie wypowiedź, była już wcześniej mowa, iż on się uspokoił, nie jest ani nerwowy, ani spięty... Ale gdzie tam go słuchać! Westchnął w ciszy, po czym zgarnął kota z drzewa znów na ramiona,
- Gut, skoro obaj mnie nie słuchacie i jakoby każecie mi się powtarzać, to ja umywam ręce od tej rozmowy. Ustalcie wszystko między sobą. Proszę tylko nic nie zepsuć mi w posiadłości.
Powiedział. Sucho, ale spokojnie i powoli. A po tych słowach wraz z kotem skierował się do ogrodów po schodkach. Może chociaż przyroda go zrozumie? Bo ile można mówić i pokazywać, że jest się spokojnym? Ile razy można informować ich obu, że jest się SKORYM DO ZGODY? Że czeka się na odzew z drugiej strony konfliktu? Nie. Lepiej zignorować arystokratę. Niestety arystokraci mają to do siebie, że ignorowani nie lubią być. Ale Rod nie zamierzał dziś jeszcze bardziej pogłębiać konfliktu z Ludwigiem, czy Gilbertem. Więc postanowił po prostu zrezygnować z gadania między nimi.

{Można mnie pomijać w rozgrywce na razie, jeśli nie zatrzymacie mi postaci. Wejdę, jak się sytuacja ustabilizuje.}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Prusy
Szept


Female Liczba postów : 73

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Pon Cze 10, 2013 5:30 pm

( Bardzo niedługo. // Przepraszam, Axel. .______. )

Nie przyszedł się tu sprzeczać z Ludwigiem, a Roderichem, z tym pierwszym mógł to przecież robić na co dzień. Zaraz, drobna korekta - robił to na co dzień. Ale taki był jego sposób okazywania jego braterskiej miłości, naprawdę. Po prostu inaczej nie umiał...
Ale skoro już doszło do sp... dyskusji między nimi, nie mógł dać wgnieść się w ziemię własnemu bratu, a niemiły dodatek do sprawy stanowiło to, że Niemcy miał często bardzo dobre argumenty i Prusom było znacznie łatwiej walnąć jakąś niemiłą pyskówkę, niż wytężyć umysł i poszukać jakiejś lepszej, dosadniejszej odpowiedzi. Umiałby, a jakże! Tylko mu się nie chciało.
- Ech, Lud, ale ja naprawdę się staram. Dzień w dzień pracuję, nie spóźniam się tak bardzo mocno, jestem na każde Wasze skinienie, jeśli mnie potrzebujecie, jeśli śpię to zaraz po chwili jestem na nogach, ale ile tak mogę? Ludzi z pracy muszę traktować poważnie, bo to bądź co bądź żołnierze albo jacyś inni ważniacy. Szefowi tym bardziej okazuję szacunek. Nie pyskuję tak bardzo. Nie strzelam fochów, nie nabijam się tak super strasznie, szczędzę innym komentarzy na różne tematy, chociaż w ciągu kilku sekund mam ich już w głowie całe multum! Ale dziś wydawało mi się, że nie ma nic istotnego, więc muszę dać upust moim złośliwościom! Nie byłbym sobą, gdybym kogoś nie podenerwował, a Ty jesteś wciąż zajęty i wydawało mi się, że masz już mnie ostatnio dość, to przyszedłem tu. Do kogo ja mam hure gadać? Do chwastów w ogrodzie? Tak przy okazji to musisz je podlać, bo zwiędną za niedługo.
Już. Powiedział, co mu leżało na serduchu. A paniczyk sobie poszedł, ech, widać nie zdzierżył faktu, że jego młodszy brat skupił swe uwagi jedynie na albinosie, zamiast skupić się na arystokracinie. Nieładnie Lud, nieładnie. :c
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://xerdivide.deviantart.com/
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Sob Cze 29, 2013 4:10 pm

Kuzyn po raz kolejny mu uciekł. Wyglądał na obrażonego a mimo wszystko starał się zrobić wszystko by jednak do tego nie doszło. Chyba jednak na próżno mu będzie rozmawiać z nim teraz. Co z tego, że miał go pod władzą skoro nie umiał zamienić z nim teraz słowa.
Przewrócił oczyma i spojrzał na brata.
-Cieszę się bardzo...-krótko skomentował to co Gilbert powiedział na temat swojego sprawowania. Trochę głupim wydawało mu się opowiadanie mu o tym co było w porządku. Chyba, że chciał go po prostu uspokoić. Ale nadal nie widział w tym większego sensu, szczególnie, że chodziło mu o coś zupełnie innego tym razem:
-Mówisz więc: "Nie byłbym sobą, gdybym kogoś nie podenerwował". Wydaje ci się, że to dogodne wytłumaczenie by przestać nad sobą pracować? Zawsze mi powtarzałeś, że uczymy się na własnych błędach by ich nie powtarzać po raz kolejny. Skoro o tym wiesz to dlaczego nie chcesz choć trochę tego zmienić? -bardzo dużo dało by mu teraz usłyszenie od niego chęci zmiany na lepsze. Niestety jednak wciąż słyszał te same wymówki i sądzenie, że jako ktoś dorosły nie mogę zrobić już nic by zmienić coś w swoim zachowaniu. Szczególnie, że on WIEDZIAŁ, że jego brat jedynie zachowuje się jak kretyn a na pewno nim nie jest. Na pewno w życiu by tyle nie osiągnął, tylko po to by to wszystko zaprzepaścić w jakiś bezmyślny sposób. Szacunek szacunkiem, ale jak to został nauczony: dyscyplina musi być.

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Prusy
Szept


Female Liczba postów : 73

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Nie Lip 21, 2013 7:13 pm

Miał szacunek do młodszego brata, może nie okazywał go tak otwarcie, ale mimo wszystko szanował tego wyższego od niego kurdupla. Na pewno wiele razy był z niego dumny, w zależności od sytuacji i podjętych decyzji, ale fakt pozostawał faktem, że Gilbertowi rozmowa o czymś takim jak uczucia przychodziła zawsze nadzwyczaj trudno, dlatego nie umiał jak przykładny, starszy brat podejść do niego, poklepać po główce (czego dodatkowym problemem był fakt, że Lud był zwyczajnie od niego wyższy) i rzec: Ich bin stolz. Nie pozostawało również wątpliwością, że kiedyś bycie starszym bratem było o wiele łatwiejsze. W czasach, gdy mógł go zwyczajnie wziąć na barana, przejść się po bezkresnych zielonych równinach, snując piękne historie o walecznych rycerzach, w które wplecione zostały jego własne marzenia, a także ucząc małego Ludwiga zasad dyscypliny i równowagi tych ziem. Tak, wtedy jeszcze on mógł służyć dzieciakowi za nauczyciela... Wraz z upływem lat czuł, że zwyczajnie się wypalił...
- Czego dokładnie ode mnie oczekujesz? - męczyły go braterskie monologi i regularne reprymendy, jakby się ich w życiu nie dosyć nasłuchał. Choć w zasadzie, to nie. Raczej rzadko je dostawał, dopiero w ciągu ostatnich stu lat ich liczba drastycznie wzrosła dając sumę... dużo za dużą na przeciętnego nieposłusznego żołnierza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://xerdivide.deviantart.com/
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Wto Lip 23, 2013 1:07 am

On dobrze wiedział, że więzi łączące go z rodzeństwem zawsze będą takie same niezależnie od wieku i sytuacji w, której się znajdzie. Wiedział także, że teraz trudniej mu będzie utrzymywać z nimi tak samo bliskie związki jak jeszcze niedawno. W końcu nagle zupełnie niespodziewanie dostał bardzo dużo na głowę. W tym wieku było do dla niego wymagające i trudne, robił to jak najlepiej umiał i jak go nauczono. Teraz sam przestał sobie zdawać sprawę, że nagabuje Gilberta jego własną bronią. Chyba nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to, że sam wciąż był jeszcze dzieckiem, tylko odrobinę bardziej wyrośniętym. Chyba w jego głowie najwięcej zdołała osiągnąć siła propagandy, mimo własnych zasad i postępowania był jednak bardzo skutecznie kontrolowany. Idealizm i cele, tylko tyle teraz umiał uznać za prawdziwą wartość. Nie zatracił się jednak mimo tych wszystkich słów, które często nie były już swoimi własnymi a wyciągniętymi rodem z przemów wodza. On nie umiał zrozumieć dlaczego Gilbert mentalnie olewa jego wzmożoną determinacje. Zawsze wydawali się dochodzić do jakichś porozumień, dogodności. Nie teraz jednak gdy coś wyraźnie zazgrzytało. Przez chwile wydawało mu się jakby tracił zmysły, może był za bardzo zaparty?
-Chciałbym po prostu żebyś zrozumiał ile dla mnie znaczy to co teraz chcę zrobić. Chciałbym żeby moja praca nie poszła na marne, tym bardziej że gdy już podejmę decyzje nie będzie odwrotu..-przerwał na chwilę by się lepiej zastanowić:
-Nigdy nie podjął bym tego ryzyka gdybym nie musiał.

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marchia Wschodnia
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 196

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Nie Sie 18, 2013 6:30 pm

{random, bo coś ustało pisanie...}

Nie słyszał ich. I bardzo dobrze. Skoro oni go ignorowali, teraz on będzie ich ignorował. Zamiast tego słuchał ptaków, co na drzewie ćwierkały radośnie. Uspokoiło go to. Kot gdzieś powędrował w okolice, choć nie oddalał się za bardzo. Był w ogrodzie cały czas.
Rod oparł się o pień drzewa i spojrzał w błękitne niebo. Słońce akurat górowało, choć go z tej perspektywy nie widział.
W głębi duszy bolało go to, co się wydarzyło i co się dzieje. Nie, już nie chodzi o to, że go zignorowali. Uważał, iż ta "rodzina" się rozpada. Że ich wielki plan zjednoczenia Europy nie dojdzie do skutku, skoro Ludwig nawet nad własnym najbliższym bratem zapanować nie mógł. Rod wszak został zraniony wiele wieków temu, gdy Germania wypierdzielił go z domu. Zrozumiał, czym jest brak rodziny. Na przełomie czasu zrozumiał też, czym jest brak przyjaciół. Ostatnio ich familia nawet się zgrywała, a teraz... znów miałby ją utracić..?
Nawet brat powoli się od niego odwraca. Tyrol nigdy nazistą nie zostanie i nie podoba mu się to wszystko. Jeśli i on od Roda odejdzie... Będzie to dla Paniczyka największy cios w życiu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Prusy
Szept


Female Liczba postów : 73

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Pon Wrz 02, 2013 1:48 pm

U nich właściwie od początku nie było tak, jak powinno być w normalnej rodzinie. Trudno utrzymać stałe, dobre stosunki na przestrzeni kilku wieków. Ludwig chciał ich wszystkich jakoś ogarnąć (abstrakcyjne zadanie, z którym być może nawet sam Chuck Norris miałby problem), ale miał problemy nawet z jednym Prusakiem, więc w jaki sposób zamierzał zapanować na kilkunastoma osobami? Niby należało wziąć pod uwagę fakt, że Gilbert nie był specjalnie chętny do podporządkowywania się młodszemu, toteż mógł sprawiać więcej kłopotów. Czyli jak zawsze, żadnego odstępstwa od normy. Jednak pruska intuicja podpowiadała, że nie tylko on nie był skory do posłuszeństwa. Za to Rzesza definitywnie potrzebował pomocy. Oczywiście, to, że Prusy to stwierdził, nie oznaczało, że tę pomoc zaproponuje - pewnych rzeczy nie da się zmienić. Nigdy nie byli i pewnie nie będą zżytą "rodziną". Wszystko rozpadło się dawno temu. Można próbować, tego Niemcom jego starszy brat zabronić nie mógł, ale ten tylko sobie zszarga tym nerwy jeszcze bardziej.
Gilbert spokojnie, co dla niego było dość niezwykłe, przyglądał się chłodnym, błękitnym tęczówkom rozmówcy. Nawet oni dwaj ostatnimi czasy się od siebie dziwnie oddalili. Kiedyś było inaczej, kiedyś było łatwiej, przeleciało albinosowi przez głowę. Młody ostatnio dużo czasu spędzał z szefem i spółką, zajmował się przygotowaniami do wojny, i tak dalej, i tak dalej. Prusak zastanawiał się, czy to mu wyjdzie na dobre. Propaganda prała mózg, a Niemcy tak naiwnie wierzył w każde jej słowo.
Wywrócił oczami. Czy Ludwig naprawdę sądził, że on nie rozumie? Wręcz przeciwnie, świetnie zdawał sobie sprawę z zamiarów Rzeszy.
- Jeśli powiem Ci, że rozumiem, to będziesz zadowolony? Pewnie nie, bo zawsze znajdzie się coś innego, do czego będzie można się przyczepić - skwitował. Taka jest kolej rzeczy, jak coś jest w porządku, to coś innego nie.
Zastanowił się nad dalszymi słowami brata. Musiał, czy może chciał?
- A musisz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://xerdivide.deviantart.com/
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Wto Wrz 03, 2013 3:21 pm

Zmierzył go nieco zniechęconym spojrzeniem. Coraz mniej miał ochotę kończyć tę dyskusję, pewnie dlatego, że wszystko nie szlo po jego myśli.
Od kiedy zniknął Roderich nie było wcale lepiej. Zapewne on myślał, że ucieczką załatwia się wszystkie sprawy. Szczególnie te rodzinne. Bez niego wydawało mu się, że jego słowa nie mają na jego starszym bracie żadnego oddźwięku. On po prostu starał się podważyć wszystko co mówił. Zawsze tak było gdy dochodziło miedzy nimi do kłótni. Teraz bardzo potrzebował przeczytać jakiś podręcznik jak dyskutować ze swoim starszym bratem.
Jak na razie z dezaprobatą słuchał co ten ma do powiedzenia i pomału zaczynał odnosić wrażenie, że to go drażni jeszcze bardziej niż przedtem. Szczególnie ten jego denerwujący ton, nawet gdy się starał nie patrzyć na to w sposób bardzo negatywny i tak to chcąc nie chcąc robił:
-Sądzisz, że się Ciebie czepiam? -syknął z niezadowoleniem słysząc, że wyciąga sobie problemy z palca.
-Skądże. Po prostu wygląda na to, że nie najzwyczajniej nie zwracasz uwagi na to co jest dla mnie ważne, albo po prostu nie chcesz, ja?
Zabił go spojrzeniem, teraz naprawdę był zły:
-Wie bitte? Naprawę nie sadziłem, że nie wiesz o co toczy się gra. Muszę bo to jedyny sposób by pozbyć się kryzysu. Czyżbyś zapomniał już postanowienia traktatu wersalskiego? Tych kilku lat do '33? Może Ci przypomnieć?
Z chwili na chwile sytuacja mentalnie się pogarszała. Przez tę cała propagandę był myślowo coraz bardziej nieobliczalny.

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Prusy
Szept


Female Liczba postów : 73

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Wto Wrz 03, 2013 10:04 pm

On także był zniechęcony tą całą rozmową. Jak normalnie kłótnie były dla niego czymś naturalnym, tak kłótni z Ludwigiem nie lubił. Zawsze wychodziło z nich coś cięższego, zawsze musiały poruszać niewygodne tematy. No i on się przecież wszystkiego za bardzo czepiał!
Paniczyna raz wpadł na dobry pomysł i zmył się, póki był czas. Kiedyś będzie musiał wypróbować taki taktyczny odwrót. Ale czy to nie byłaby wygrana dla drugiej strony? Nie, na to nie można pozwolić. W takim razie trzeba brnąć dalej w to bagno, w którym chyba i tak stał głębiej, niż po pas.
- Nie, twierdzę tylko, że... A właściwie, to tak, czepiasz się. W tej chwili nawet sam nie wiem, o co - jak zwykle postanowił wyrzucić bezpośrednio, co myślał. Nie bardzo zwracał uwagę na ton, z jakim wypowiadał słowa. Możliwe, że był prowokacyjny i denerwujący. Jak prawie zawsze, zresztą.
- Nie będę komentował stwierdzenia, że nie zwracam uwagi na to, co jest dla Ciebie ważne. Sam powinieneś wiedzieć i o to dbać, po co Ci jeszcze ja do tego? Chyba jesteś na tyle dorosły, żeby rozróżniać sprawy ważne i mniej ważne, co? - cholera, Prusy tyle lat myślał o tym, co było ważne dla Niemiec, a ten mu teraz zarzuca, że niby nie zwraca na to uwagi. Nie ma co liczyć na wdzięczność, gdzie tam.
- Tyle, że ja wiem. Tylko podchodzę do tematu z innej strony, niż ta, z której idziesz ty - mruknął. Też był zirytowany. - Nie, dziękuję, mam dobrą pamięć.
Prusak rzadko się martwił, ale w tej rozmowie coś go niepokoiło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://xerdivide.deviantart.com/
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Pią Wrz 06, 2013 6:26 am

Nadmiar argumentów to to co wychodziło mu naprawdę dobrze. W końcu nawet podtrzymując swoje zdanie wypadało by mieć cały komplet. Tym bardziej gdy dyskutowało się ze starszym bratem, któremu zapewne wydawało się, że jest zbyt mało doświadczony by dochodzić do wielu konsensusów z logiką i doświadczeniem. W jego wypadku mógł być spokojny, w końcu on używa do wszystkiego instrukcji obsługi. Rzadko się mylił więc nie było powodu by go bagatelizować, poprzez takie myślenie utracił jednak możliwość działania strategicznie impulsywnego. On jednak nie zdawał sobie z tego sprawy. Żeby cokolwiek zrobić musiał być bardzo dobrze przygotowany i zorganizowany, właśnie o to dbał. By o niczym nie zapomnieć.
Zawsze uczył się strategi od Gilberta, tak naprawdę jednak nie przyswoił sobie owej specyfiki działania jaką czynił jego brat. Dlatego wydawała mu się ona czasem nazbyt odciągnięta od czasu realnego. W końcu żyli w innych czasach.. Powodem był także ich wiek i sposób wychowania, choć za pewne ani jeden ani drugi nie wymigał się od twardej germańskiej dyscypliny.
Spojrzał na niego z lekkim politowaniem. W końcu cały czas mu mówi, że chodzi mu o stosunki w rodzinie, ich współpracę i przede wszystkim postępy w planowaniu wojny:
-Wirklich? Es tut mir Leid.. -mruknął skrajnie zawiedziony:
-Naprawdę już zdążyłeś zapomnieć? Skoro tak do tego podchodzisz nie dziw się, że się "czepiam".
On bardzo nie lubił takiego olewniczego zachowania, do tego brat mówił do niego takim tonem jakby wszystko co mu powiedział wcześniej nie miało najmniejszego znaczenia. Poczerwieniał ze złości:
-Ja wiem. Chodziło mi o Ciebie. -syknął. W tej chwili nie bardzo go obchodziło to, że to równie dobrze on może się mylić.
-Wytłumacz. -zaczął się dopominać. W końcu chyba ani trochę się nie rozumieli:
-Ja myślę. W porównaniu z Austrią nie powinno być większej różnicy...
Tak oto chyba przestał sobie zdawać sprawę z tego, że nagabuje własnego brata tym co mogło by go gorzej zaboleć.


(przepraszam za chamstwo, ja już tak się kłócę z Prusakiem od 3 lat XD)

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Prusy
Szept


Female Liczba postów : 73

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Wto Wrz 10, 2013 2:04 pm

Gilbertowi z kolei argumentów brakowało. W tej chwili wymyślał je na poczekaniu, nie mogąc się nawet zastanowić, czy mają jakiekolwiek podstawy do ich wytaczania. Nie szykował się na tego typu rozmowę z Ludwigiem, on przyszedł tu denerwować Austrię. Właśnie dlatego zaczynał się coraz bardziej gubić. Problemów i tak było dużo, szczególnie w tak burzliwych czasach, a tu wciąż dochodziły kolejne. Czy ta rozmowa musiała schodzić na takie tory?
Oboje działali zupełnie inaczej. W ogóle byli całkowicie różni. Niemcy zdawał się mieć wyważone każde słowo, prowadził konwersację bardziej rozważnie, jakby wszystko przewidział i miał zorganizowane. A przede wszystkim posiadał odpowiednie argumenty. Gilbert natomiast działał chwilą, argumentacji nie posiadając prawie wcale. Dlatego pojawił się problem, z którego ciężko może być wybrnąć. Mówienie bez myślenia to nie najlepszy pomysł. Ale czy miał jakąś inną opcję? Pewnie nie, w każdym razie nie mógł na nią wpaść.
- Mnie też jest bardzo przykro - warknął, czując coś dziwnego w tamtej uwadze. Zastanawiał się, czy taką wewnetrzno-rodzinną kłótnię w ich przypadku można by było nazwać wojną domową. Było to trochę nielogiczne i głupie, ale nie miał pomysłu na to, jak określić aktualną sytuację.
- Nein, przed chwilą Ci nawet powiedziałem, że mam dobrą pamięć - nie lubił się powtarzać, ale tutaj inaczej się nie dało.
- Świetnie! Bardzo się cieszę, że wiesz! Mam bić brawo, czy coś? - zapytał ironicznie, unosząc lekko brwi. - O mnie się nie martw, ja też wiem.
Naprawdę wiedział. Albo tak mu się wydawało.
- Po co mam Ci tłumaczyć, skoro i tak się nie dogadamy? - założył z góry, bo widział, dokąd zmierza ta rozmowa. Nie będzie raczej miała zbyt kolorowego końca.

Przecież nie masz za co przepraszać. Zresztą - hej, jestem Prusakiem, przyzwyczaiłam się do chamstwa. XD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://xerdivide.deviantart.com/
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Czw Wrz 12, 2013 11:29 am

Nie miał zamiaru specjalnie po nim jeździć, jednak jak Gilbert sam się o to mentalnie prosił to już nie umiał wyhamować. Kiedyś pewnie by za to oberwał. Teraz był większy i silniejszy, nawet jak mentalnie nie dochodził nawet to jednej trzeciej jego wieku. Mógł sobie prędzej pozwolić ja jakakolwiek dyskusje, tym bardziej że jak mu się bardzo wydawało Hitler się z nim liczył zdecydowanie bardziej niż z jego braćmi, którzy bardzo ciężko znosili to i jego mentalne "przewodnictwo". Nikt nie krył niezadowolenia, jednak było coś co nie pozwalało się im "uwolnić" od jego władzy. Był teraz młody, gniewny, nieco arogancki, mentalnie pewny siebie. Mimo tego co naprawdę pozwalał sobie w stosunku do niego Hitler postanowił za wszelka cenę nie spuszczać gardy, szczególnie przy braciach. To go kosztowało dość dużo nerwów jednak nie miał zamiaru pokazywać swojej drugiej zdecydowanie mniej zdecydowanej, zmęczonej ciągłym uprzykrzającym się wciąż zachowaniem Führera strony. Sam nie zdawał sobie za pewne sprawy, że bierze na siebie zbyt dużo i kiedyś może sobie bardzo poważnie zaszkodzić. Teraz cel uświęcał środki i napędzał do dalszych działań jego i samego wodza.
Zmarszczył brwi nieprzychylnie spoglądając się w starszego brata. Mentalnie czuł, że i tak nic nie osiągnie. Zabrnął chyba już jednak za daleko by się wycofać.
-Ja, mam nadzieję...-mruknął nieco bez wyrazu bo nie będzie mu zarzucać jakiejś choroby, w końcu miał i od niego starszych braci. Gilbert po prostu potrzebował sobie od czasu do czasu wyczyścić uszy. Przez chwile cisnęło mu się to na język, jednak się powstrzymał bo sam tekst był już dziecinnie nonsensowny.
-Nein, nie trzeba. -skrzywił się dość wyraźnie bo ledwo się powstrzymywał żeby równie głupio mu odpowiadać. Jednak prowokowanie dziś jak na razie szło mu średnio dobrze. Na pewno nie lepiej niż Sebastianowi albo Jügenowi.
-Po prostu skoro już zacząłeś o tym mówić to skończ chociaż! -uparcie rzekł z wyrzutem. Niemniej jeżeli chodziło o tłumaczenie mu czegoś co jego zdaniem było nonsensowne był bardzo dociekliwy.


( W sumie to wiesz tu się wszyscy ze wszystkimi żrą. Taka rodzina XD *wystarczy poczekać na mur berliński a może dopiero zaczną za sobą płakać* )

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Prusy
Szept


Female Liczba postów : 73

PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   Sro Wrz 25, 2013 5:54 pm

Postawa Ludwiga coś mu przypominała. Jakiś impuls, gdzieś głęboko ukryty pomiędzy milionami innych wspomnień i myśli, starał się teraz wydostać na światło dzienne. I chyba mu się udało. Brat przypominał mu samego siebie we wcześniejszych latach istnienia. On też był pewny siebie i arogancki. I to się wiele nie zmieniło. Ale życie wymagało ustępstw. Inaczej nie dało się funkcjonować. Wcale nie dziwił się Rzeszy, że dąży do wojny, skąd. Gilbert sam uważał, że lepiej wszystko załatwić siłą, jednak w granicach pewnego rozsądku. Chciał pomóc bratu, chciał odbudować swoją własną potęgę, ale tysiące lat pełne coraz to nowych wojen także go czegoś nauczyły.
Ale Ludwig był młody. Nie miał dużego doświadczenia. I jakby nie chciał uczyć się na błędach. Wielka wojna zrobiła swoje, wielka wojna była złem. Złem koniecznym. To, ile ludzi zgnięło, to, co się potem działo. Cały ten kryzys. Czy jego brat tego nie widział? Właściwie, w tej chwili Prusak czegoś nie rozumiał. Jedna wojna przyniosła im kryzys, a oni chcieli wywołać kolejną, żeby się go pozbyć. A może trochę logiki?
Nie. Zapewne cały świat zdawał sobie sprawę, że koniec poprzedniego konfliktu to tylko zawieszenie broni. Długie, bo aż dwudziestoletnie, ale nic ponad to. Oni naprawdę nie mieli wyboru i Prusy to wiedział. Ale czy jego brat był naprawdę na tyle głupi, aby sądzić, że jest inaczej? Jemu nie trzeba było nic tłumaczyć, serio. On wszystko zrozumiał już dawno.
Westchnąłby, ale nawet mu się nie chciało. Niemcy był strasznie upierdliwy. I po co było zaczynać temat...
- Posłuchaj. Po prostu wydaje mi się, że trochę za dużo na siebie bierzesz i za bardzo się z tym wszystkim spieszysz. To nie skończy się dobrze. Ja wiem, chcesz całkowicie pozbyć się tego cholernego kryzysu, masz dobre chęci i w ogóle. Ale dobrymi chęciami to piekło jest wybrukowane i pewnie obaj zdajemy sobie z tego sprawę - przerwał na chwilę, zastanawiając się, czy przypadkiem nie zaczął mówić od rzeczy. - Mówisz mi, że chodzi o zgodę i współpracę pomiędzy nami wszystkimi. Nie wiem, czy to pierwsze jest wykonalne. Pewnie nie. Za dużo mieliśmy konfliktów między sobą. Ale naprawdę, nawet ja - to podkreślił - postaram się współpracować z nimi, jeśli zajdzie taka potrzeba. Naprawdę. Masz moje słowo.
I po co ten Bismarck ich zjednoczył, skoro i tak są mentalnie podzieleni? Otto się w grobie przewraca, przeleciało mu przez myśl. Przydałby się nam teraz. Ale Bismarck nie żył od ponad czterdziestu lat. A ludzi się nie wskrzesza, to jest złota zasada.

Cóż, bywa. <3 *zaczną albo i nie, taka rodzina*
Przy okazji, przepraszam za tak długi czas odpisu, nie mogłam się ogarnąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://xerdivide.deviantart.com/
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny   

Powrót do góry Go down
 
Rezydencja II (w lędźwie kopanego) Paniczyny
Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Trzecia Rzesza-
Skocz do: