IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dziecięca impreza w Londynie

Go down 
AutorWiadomość
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Dziecięca impreza w Londynie   Wto Maj 07, 2013 4:27 pm

Każdy był kiedyś na organizowanej przez miasto masowej imprezie, która w programie nie miała absolutnie nic interesującego - ale inne rzeczy były interesujące jeszcze mniej niż ona. Podczas takich spotkań stoi się zwykle wśród innych ludzi, którzy jakimś cudem wyglądają na rozbawionych, choć samemu kompletuje się raczej rosnący ból w stopach.
Tak. To był właśnie coś w tym stylu. Tylko gorsze, bo organizowane dla dzieci, więc przemowy prowadzących były jeszcze bardziej infantylne niż zwykle. Za to ludzie zdawali się dobrze bawić, zwłaszcza mogąc zostawić swoje pociechy w przeraźliwie hałaśliwej grupie i oddać się rozmowom z innymi udręczonymi rodzicami. Tak naprawdę, wszystko wyglądało bardzo miło. Urządzone w dużej hali przyjęcie było już coroczną tradycją Londynu. A każda tradycja ma swoje własne tradycje.
Jedną z nich był fakt, że całą imprezę obsługiwał szkocki regiment wojskowy. Owszem, ubrani w kratowane spódniczki, wyposażeni w dudy panowie byli rok za rokiem zmuszani do zabawiania dzieciarni. Jak to powiedział pewien mądry Brytyjczyk: koniec końców Szkoci są przyzwyczajeni do bitew.
Innym plusem imprezy był fakt, że przy stolikach można było liczyć na darmowe przekąski. Niezbyt ambitne, fakt, ale nikomu to nie przeszkadzało.
Ostatnia z tradycji była już o wiele mniej znana. Od kilkunastu lat właśnie na tym konkretnym spotkaniu, oprócz kilku polityków, pojawiało się Zjednoczone Królestwo we własnych osobach. Prawdopodobnie każde z nich tak samo mocno nienawidziło tej imprezy, ale mimo to rok za rokiem zjawiali się, by dopełnić rodzinnej atmosfery.

Oczywiście.


*

Jedyną rzeczą, którą lubił Anglia w tym przyjęciu był moment, w którym kilkoro dzieciaków zbierało się, by zajrzeć pod szkockie klity. Niby rok za rokiem było tak samo, ale jeszcze niedostatecznie go to znudziło, by zganił grupkę, której tok myślenia zmierzał właśnie ku temu kierunkowi.
Póki co jednak spotkanie dopiero się zaczynało, więc brakowało zarówno gości jak i więzi między dziećmi. Ale wkrótce... Wkrótce na pewno do tego dojdzie.
Póki co Arthur krzątał się wśród swoich ludzi i wymieniał zdawkowe rozmowy, od czasu do czasu sprawdzając, kto w tym roku z jego rodzeństwa pojawi się pierwszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Irlandia Północna
Szept
avatar

Female Liczba postów : 15

PisanieTemat: Re: Dziecięca impreza w Londynie   Sro Maj 08, 2013 2:31 pm

Irlandia Północna nie przepadała za tego typu imprezami, ale skoro musi, to przychodzi. Nie tak, żeby nie lubiła dzieci, ba, uwielbiała je, ale to raczej platoniczne uczucie. Zazwyczaj coś je odstraszało, a może jej brak doświadczenia w kontakcie z młodymi ludźmi? Może.
Dlatego też, próbowała nie zwracać na siebie ich uwagi, przepychając się przez tabuny ludzi, aby dojść do wspaniałej strefy bez dzieci. Tam też stał i jej brat, Anglia. Jak co roku chciała z nim obserwować komiczny widok, jakim była grupka dzieciaków, zaglądające pod szkockie stroje. W tym jednym z niewielu momentów naprawdę zachowywali się jak rodzeństwo. Wymieniali komentarze, dzielili się żartami, a nawet robili zakłady, któremu dzieciakowi się uda. Nie mogła się tego doczekać.
Wracając do Aithne, wciąż przedzierała się przez tłumy, myśląc, że pomyliła miejsca i znalazła się na poligonie, a skądś zaraz wyskoczy wrzeszczący człowieczek każący jej się czołgać. Przeszły ją dreszcze na tę myśl, więc nie zastanawiając się dłużej, przyspieszyła kroku i z dumnie uniesioną głową ruszyła przed siebie. Jak to bywa, zrobiła to za gwałtownie, przez co zderzyła się z jakiś chłopcem. Westchnęła głęboko, widząc jak malec masuje sobie głowę. Złapała go za kołnierz, podniosła do pozycji stojącej i poszła dalej, słysząc w tle płacz i jęczenie o strasznej pani, co się jej włosy paliły. Ciekawe o kogo chodzi? Mniejsza.
Dotarła w końcu do bezpiecznej strefy i ciężko usiadła na krześle obok stojącego Arthura, burcząc jakieś przywitanie i łapiąc szklankę mrożonej herbaty z jakiegoś stolika.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Dziecięca impreza w Londynie   Sro Maj 08, 2013 3:44 pm

Anglia był zbyt nawykły do przedzierania się przez tłum, zresztą - w tym przypadku składający się głównie z jego ludzi, którzy naturalnym instynktem schodzili narodowi z drogi. Dlatego Arthur nie miałby żadnego problemu z dojściem do Aithne, gdy tylko ją zobaczył, ale z wrodzoną uprzejmością pozwolił jej zająć się własnymi sprawami. I zaczekał, siedząc spokojnie w miejscu, dopóki jego niespodziewana siostra nie dotarła na miejsce.
Tak samo jak rok wcześniej. Szkocja zwykle był zbyt obrażony, by przybyć pierwszy, Walia... Walia dopiero musiał sobie uświadomić, że minął już rok od ostatniego spotkania, ale ona... Tak, Ulster zdecydowanie była najbardziej energiczną z trójki jego rodzeństwa. Arthur nawet ją za to cenił, choć jednocześnie był świadomy, że równie dobrze może być nieprzewidywalna.
- Znowu jesteś pierwsza, Aithne - przywitał ją, przywołując wcześniej na twarz krzywy uśmiech. Oczywiście, tak naprawdę pierwszy zawsze był Arthur, jednak uznawał to za zbyt oczywisty fakt, by o tym wspominać. Przyglądał się chwilę siostrze, zanim spuścił z tonu i pozwolił sobie na odrobinę rezygnacji. - Ale nie widziałaś przypadkiem Walii? Specjalnie powiadomiłem go, żeby przybył wcześniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Irlandia Północna
Szept
avatar

Female Liczba postów : 15

PisanieTemat: Re: Dziecięca impreza w Londynie   Sro Maj 08, 2013 3:53 pm

Aithne powstrzymała się przed wyartykułowaniem jakiegoś niemiłego epitetu na brata i uśmiechnęła się słodko, przedłużając jego oczekiwanie na odpowiedź popijaniem herbaty. Odłożyła szklankę z powrotem na stolik, gdy już słyszała nerwowe postukiwanie butem o podłogę. To znak, ze zaraz przegnie, a Arthura nie należy od razu doprowadzać do szału. Na to jeszcze przyjdzie czas.
- Cóż, nie rozmawiałam z nim ostatnio, ale sądzę, ze nie byłby sobą, gdyby nie spóźnił się elegancko o jakieś trzy godziny - westchnęła. - Poza tym, kiedy wysłałeś ten list? Wiesz ile tam dociera korespondencja? Zadzwonił do mnie na Wielkanoc, dziękując za kartkę na Boże Narodzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Dziecięca impreza w Londynie   Sro Maj 08, 2013 7:03 pm

Tak, skontaktował Anglia, nawet jeśli Irlandczycy uśmiechali się i byli mili, to on nigdy nie uświadczył niczego innego, niż ukrytej w ich oczach żądzy mordu. Nie, żeby był biedny, poszkodowany i nielubiany bez powodu. Och, gdyby ktoś zrobił nagrodę "Największy tępiciel Irlandczyków" to prawdopodobnie musiałby zbudować bardzo dużą ścianę, żeby mógł co roku wieszać z dumą nowe odznaczenie. Fakt faktem, że w ostatnich latach trochę się uspokoiło. Głównie przez to, że Irlandia w końcu się oddzielił, ale to tyko mały szczegół. Ulster zaprotestowała i... Cóż, Anglia przed sobą przyznawał, że czasem mniej z tego było pożytku. Mimo to satysfakcja z tego powodu ciągle w nim tkwiła, więc nie narzekał.
- Masz rację - potwierdził z namysłem. - Ale nie sądzę, że spóźni się o trzy godziny. To będzie cud, jeśli w ogóle się zjawi.
Taki był Walia. Człowiek mógł słać mu listy, mógł dzwonić i przypominać, a i tak istniała szansa, że pomyli miesiące albo lata. Jeśli jednak zdołał już nastawić się na odpowiednią rzeczywistość, przychodził. Modnie spóźniony o trzy godziny.
Uśmiechnął się lekko na kolejną uwagę Aithne. Według Anglii to wcale nie była wina poczty. Było po prostu jasne, że Walia to... Cóż, Walia.
Ciągle był lepszy niż Szkocja (Ale Anglia uważał, że karaluchy też były lepsze).
- Sprawdzimy - spojrzał na nią z niejakim rozbawieniem. - Jeśli się nie zjawi odkryje, że stolica nagle zrezygnowała z fundowania jego orkiestr.
Zawiesił na moment głos. Niby oficjalnie żadne z brytyjskich wcieleń nie było zmuszone przybyć na to kulturalne wydarzenie miary epoki, ale... Cóż, fakt faktem, że istniały pewne Wymagania i Konsekwencja. Jak zawsze. Inaczej nawet dzisiaj mogłoby się skończyć na tym, że cała czwórka przyniosłaby ze sobą broń, kilka owiec, a w jednym przypadku smoka. I własne jedzenie.
- Ważne, że zadzwonił - uśmiechnął się. - To znaczy, że już wie, jak używać nowej technologii. Kiedy ostatnio próbował opanować samochód, ucierpiały drzewa. Swoją drogą - spojrzał na siostrę z śladowym zainteresowaniem. Skoro już się tu zjawili, podejmował uprzejmą rozmowę w nadziei, że się nie pokłócą.
- Chociaż racja... - zauważył. - To wszystko wymyślono zdumiewająco szybko - odwrócił wzrok, by spojrzeć trochę na swoich obywateli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Irlandia Północna
Szept
avatar

Female Liczba postów : 15

PisanieTemat: Re: Dziecięca impreza w Londynie   Sro Maj 08, 2013 7:41 pm

Aithne skierowała wzrok w tym samym kierunku co brat i obserwowała bawiących się ludzi. Musiała przyznać mu rację. To wszystko dzieje się bardzo szybko. Chociaż to raczej nie miejsce, żeby się nad tym rozwodzić. W tym momencie kompletowała widok przed nią i musiała stwierdzić, że był średnio interesujący. Tłumy dzieci, rodziców i nic się nie działo. Ubaw jak na potańcówce w domu starców. Doprawdy. Jak przyjedzie Walia i Szkocja, to z pewnością ta impreza się rozkręci. Do tego czasu musi się czymś zając, a nie ma nic lepszego niż gry słowne i przekomarzanie się z Anglią.
- Czyżbyś żałował postępu technologicznego? - zapytała. - Myślisz, ze technika zniszczy ludzi i nie będziemy potrzebni? A może tęsknisz do dawnych lat? Jesteś taki staromodny, Arthurze - uśmiechnęła się do siebie, podpierając brodę ręką. Jako, że jednak wypadało przy dłuższej rozmowie, wstała i przystanęła obok niego, krzyżując ręce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Dziecięca impreza w Londynie   Sro Maj 08, 2013 9:20 pm

Walia nie lubił samochodów. Z wzajemnością. Warkoczące, hałaśliwe stalowe maszyny, chwiejnie jadące przed siebie, podskakujące na każdej mniejszej dziurze o dziwnej nostalgii w stosunku do drzew, w które nieustannie wpadały. Nie były białe, miękkie czy puszyste. Nie nauczyły się też beczeć. Zamiast tego robiły „wrum wrum” lub „khe khe” jeśli akurat padł im silnik. Znowu. Arwel od zawsze wiedział, że nie będzie w stanie zapałać do nich sympatią i sytuacja ta nie zmieniała się na przełomie kilku ostatnich lat.
Cóż, przynajmniej nauczył się jeździć, choć początki nie były łatwe. Żadna bitwa nie wymagała jego śmierci w tak dużej ilości, jak krótka przejażdżka prostą drogą, którą ktoś genialnie obsadził drzewami po obu stronach. Walia nie wnikał, co tam robiły. Zazwyczaj nie miał czasu, a budził się już w szpitalu i podziwiając sufit. Sufit był na swój sposób fascynujący. I biały.
Na pewno też prezentował się znacznie ciekawiej niż kolejne, pseudo-rodzinne spotkanie, na którym wymagano jego obecności i o którym poinformowano go z wyprzedzeniem kilku miesięcy. Naprawdę starał się o nim nie zapomnieć. Naprawdę. Przypomniał sobie w dniu samego wydarzenia, kupując coś na niedzielnym festynie. Nadal wielkim osiągnięciem był fakt, że w ogóle sobie przypomniał i by to uczcić, wyjechał trochę później, niż powinien.
Godzina w tą, godzina w tamtą. Co za różnica – stwierdził, a potem przekroczył próg i zobaczył ludzi. Zawrócił. Świat na zewnątrz wydawał się znacznie bardziej kuszący wolnością, świeżym powietrzem i miejscami, gdzie ludzie nie występowali. Dla Arwela ten gatunek był całkowicie zbędny. Czemu nie mogli spotykać się na targach owiec? Naprawdę, Walia by nie protestował. A jednak Anglia wyraźnie dał znać, że ma się zjawić. Wspominał nawet coś o konsekwencjach, choć rudowłosy mężczyzna najprawdopodobniej gdzieś w tym momencie wyłączył resztki świadomości, podziwiając przesuwające się po niebie obłoczki. Znał jednak Arthura na tyle, by domyślać się, że blondyn mu tego nie zapomni. Dlatego musiał się męczyć, marnować czas, ba! Wręcz starać by tutaj przybyć, a teraz spoglądał na tłum naokoło niego z miną pozbawioną wyrazu, jakby zastanawiając się, czy wejście pomiędzy nich doprowadzi do jego śmierci na miejscu, czy może przed nią będzie cierpiał. W końcu jedna zanurkował, szukając rodzeństwa. Nie wiedział, ile czasu dokładnie stracił, zanim ich znalazł. Gdzieś w połowie zgubił się i zrobił kilka kółek w stronę wyjścia, był pewien, że ciągnie go tam zdrowy rozsądek. Ale ostatecznie coś innego (Pech – wyjaśnił sobie w myślach.) doprowadziło go do rodzeństwa. Pseudo-rodzeństwa. Zamrugał bystro na ich widok.
- Hm – rozpoczął wartko konwersację. – Witajcie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Irlandia Północna
Szept
avatar

Female Liczba postów : 15

PisanieTemat: Re: Dziecięca impreza w Londynie   Czw Maj 09, 2013 11:05 am

Irlandia podniosła wzrok i spojrzała na Arwela. Potem rzuciła wzrokiem na zegarek na jej nadgarstku i uśmiechnęła się pod nosem. Równe trzy godziny spóźnienia! Idealnie. Mogła się założyć z Arthurem o skrzynkę piwa, szkoda, że wcześniej o tym nie pomyślała. Walia, jak to Walia, nie wysilił się na powitanie, cud, że jest, więc chyba więcej nie wypada od niego wymagać. Spojrzała na parkin mając nadzieję, że dostrzeże jego samochód i stopień jego zniszczenia, ale się przeliczyła. Tłumy rodziców z dziećmi uniemożliwiały jakiekolwiek dostrzeżenie aut. Wróciła więc i spojrzała Walii prosto w oczy i uśmiechnęła się.
- Hej, świetnie, że jesteś! - Niech sam docieka, czy to kłamstwo, czy też nie. Aithne jednak sądziła, że było to szczere (a jak inni to odbiorą, to ich sprawa). - Jeszcze tylko Szkocji nam brakuje do kompletu i zacznie się najciekawszy punkt programu. Tylko czy zachce mu się pojawić ze swoim całym jestestwem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Dziecięca impreza w Londynie   Sro Cze 05, 2013 11:06 am

Szkocja był bardzo zdenerwowany tym, że nagle go jego rodzina musiała zawiadomić o jakichś głupotach w Londynie. Miał na dziś plany! Tymi planami było, to, że chciał dzisiaj spędzić czas w domu na piciu whisky, paleniu papierosów i słuchaniu szkockiej, tradycyjnej muzyki. Czyli takie głupoty. Nic mądrego według innych. Ale dla Allistora te rzeczy były bardzo mądre i ważne. Chciał w końcu chociaż raz pobyć sam ze sobą, a nie wysłuchiwać innych "głupot", które wygadywał Anglia. Nie chciał z dwóch powodów. Po pierwsze: nie chciało mu się, a po drugie: był wkurzony na Arthura, za to, że ten narzucił mu swoje zwierzchnictwo. Ale gdy dowiedział się, że Walia i Irlandia Północna też tam się mają spotkać z Kirklandem, więc w końcu przełamał się i postanowił pójść. Skoro Walia i Irlandia Północna, którzy również znaleźli się pod panowaniem Anglii, zgodzili się tam pójść, to Szkot pomyślał, że nie będzie gorszy i też pójdzie. Bo, co on jest? Tchórz? W innym świecie chyba!
Allistor ruszył ulicą do tego miejsca, w którym się spotkać z resztą rodzeństwa. Szedł w tym swoim niebieskim mundurze ze wzorem przypominającym flagę Szkocji. Palił papierosa. Skoro nie mógł spokojnie palić w swoim domu, to będzie palił na spotkaniu. O! I jest jakiś kompromis. Szkoda tylko, że nie zabrał ze sobą whisky...! Napiłby się z innymi, a może nawet by ich upił, a potem by uciekł do domu, bo mu by się nie chciało słuchać rodzeństwa. Ale ja mam głupie pomysły... I fajnie! pomyślał Szkot i dalej szedł. A w kieszeni miał paczkę papierosów. Coś czuł, że tam długo z nimi posiedzi, dlatego wziął papierochy, żeby mu się nie nudziło.
W końcu doszedł w umówione miejsce i przestąpił próg. Zobaczył swoje rodzeństwo i przywitał się krótko i obojętnie: - Good morning!- po czym dalej palił.
Powrót do góry Go down
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Dziecięca impreza w Londynie   Sro Cze 05, 2013 12:04 pm

Na słowa Północy Anglia wyprostował się i uśmiechnął z pewną wyższością.
- Za kogo mnie masz? Tylko kompletny tępak nie potrafi pogodzić tradycji z rozwojem. - Oj tak, dużo było w tych słowach wyniosłości. Nie w odnośnie do Irlandii Północnej, bo chociaż była kobietą, to nie natruła mu takiej ilości krwi, jak reszta wysp brytyjskich. Anglia czuł się lepszy od całego świata, nawet dzisiaj, w tak niepewnych czasach. A już na pewno mógł się poszczycić swoim zainteresowaniem nowościami, choć tylko ktoś, kto go kompletnie nie zna mógłby uwierzyć w szczerość tej fascynacji. Lubił mieć rękę na pulsie, owszem. Kiedy przyszedł czas, porzucił powozy i konie na rzecz samochodów i pociągów. Szedł do przodu zwłaszcza w kwestii produkcji nowoczesnych broni. I naprawdę kochał radio.
Jednak stara, na wskroś angielska dusza żywiła pewien wstręt i nieufność do tego wszystkiego. Nic nie mógł na to poradzić, a Ulster wcale nie musiała o tym wiedzieć.
- Nie jestem staromodny - zaznaczył. - Po prawdzie, dyktuję mod...
Kolejnej przechwałki nie dokończył, bo spośród ludzi wyłonił się kolejny, choć bardzo leniwy, wrzód na tyłku. Anglia zamilkł na jego widok, a gdy Walia podszedł całkiem blisko, spojrzał na niego z typową niepewnością człowieka, który nie jest pewien, czy lepiej okazać otwartą nienawiść, czy łatwiej jest sobie darować.
Jego kochane rodzeństwo...
Dobrze, że jego siostra go uprzedziła, więc Arthurowi wystarczyło skinąć bratu głową i wymamrotać nieszczególnie istotne powitanie.
- To prawie cud, widzieć cię niespóźnionego - dodał. A następnie poczuł się tak, jakby jakieś dziecko najpierw wystraszyło go pękającym balonem, a potem podrzuciło pierdzącą poduszkę pod krzesło. Na spotkaniu u królowej.
Innymi słowy, Anglia poczuł, jak od wnętrza rozpala go złość. Skutek wyprzedził przyczynę, jednak Arthur już wiedział, co się dzieje. Mianowicie, spotkaniu przytrafił się Szkocja.
O ile znoszenie Aithine było proste, a przebywanie z Walią przypominało opiekowanie się starym, przygłuchłym i leniwym psem, tak na widok Szkocji Anglię natychmiast dopadała tolerancyjna potrzeba roztrzaskania górnej części wysp głowy o jakąś ścianę. Oczywiście, był dżentelmenem, więc wcale tego nie okazywał. Zwłaszcza, że, koniec końców, to było przyjęcia dla dzieci.
I, że to szkocki regiment cierpiał, zmuszony do organizowania zabaw. Już niedługo wojskowi w kiltach poczują przyjemność bycia główną atrakcją setki znudzonych angielskich ośmiolatków. Tak. To zdecydowanie poprawiało Anglii humor. Do tego stopnia, że uśmiechnął się krzywo.
- G'mornin - rzucił wyjątkowo niedbale, z czystego nawyku. - Muszę cię prosić, żebyś natychmiast zgasił tego papierosa, Szkocjo. Żaden z nas nie chce, żebyś pozatruwał dzieci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Irlandia Północna
Szept
avatar

Female Liczba postów : 15

PisanieTemat: Re: Dziecięca impreza w Londynie   Pią Cze 07, 2013 6:57 pm

Gdy zobaczyła Szkocję z papierosem, zmarszczyła nos, bo od razu poczuła zapach dymu. Nie żeby nie lubiła sobie zapalić, ale robiła to raczej sporadycznie, a ten tutaj to "koneser". Zawsze i wszędzie. Otoczenie się nie liczy. Czasem jego ignorancja doprowadzała Aithne do wręcz szewskiej pasji. Uśmiechnęła się pod nosem słysząc karcące słowa Arthura. Czasem nie mogła uwierzyć ile ją dzieli z Anglią. Nawet nie chce myśleć, jak długa byłaby lista takich cech.
Spojrzała na Allistora i zmrużyła oczy.
- Witaj, nie śpieszyło ci się, co nie? Nawet Walia przybył wcześniej od ciebie Allistorze. Starzejesz się kochany i wychodzisz z wprawy - nie mogła sobie darować przytyku. - A poza tym, Anglia ma rację. Potem będzie problem z rodzicami i ich oskarżeniami, że dzieciaki im trujemy, więc lepiej zgaś tego papierosa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Walia
Szept
avatar

Liczba postów : 45

PisanieTemat: Re: Dziecięca impreza w Londynie   Sro Lip 03, 2013 9:14 pm

Gdyby Walia dbał, może przejąłby się sugestywnym spoglądaniem na zegarek. Ale Arwel już dawno przekroczył granice czasoprzestrzeni, egzystując spokojnie z boku i przyglądając się w wszystkim tym, dla których tykające wskazówki zegara miały jeszcze jakiekolwiek znaczenie. Teraz także nie wiele sobie robił z powstałego zamieszania. Na przywitania rodziny zareagował niemrawym mruknięciem, w którym doszukiwać się można było czegoś w rodzaju „was także miło widzieć”, choć równie dobrze mogło to być „cholera, mogłem zostać w domu”, a gdy pojawił się Szkocja – skinął mu głową, zatrzymując wzrok tylko odrobinę dłużej na palonym przez niego papierosie. W przeciwieństwie jednak do rodziny, nie powiedział nic na ten temat. Przejąłby się może bardziej, gdyby Szkocja na modłę dawnych czasów wpadł tu z toporem i w spódniczce. Wtedy zapewne wyraziłby swoje zdumienie wszystko wyjaśniającym „o”. Ponieważ jednak obecnie sytuacja w żaden sposób nie poruszyła jego statyki, po prostu ziewnął, kwitując tym wszystkie zdania, jakie zdążyły paść od kiedy pojawił się w tym miejscu.
- Przyjechałem Anglio, mogę już wrócić? – spytał dopiero pod dłuższej chwili, zerkając na młodszego brata. Zaszczycił spojrzeniem także siostrę, choć o jej istnieniu zdarzało mu się zapominać.
Świat nie powinien zmieniać się tak często, ale pewnie robił mu to na złość.
- Nawet? – zmarszczył lekko brwi, bardziej w wyrazie zastanowienia niż złości. – Powiedz mi Irlandio, miałem się spieszyć na coś takiego? – spytał, a po chwili zerknął po zgromadzonych naokoło ludziach. – Myślę, że się nie przejmą. Ja bym się nie przejął. Nie chciałoby mi się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dziecięca impreza w Londynie   

Powrót do góry Go down
 
Dziecięca impreza w Londynie
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Wielka Brytania-
Skocz do: