IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Domy Anglii

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Domy Anglii   Nie Wrz 02, 2012 1:14 pm

Bywały sytuacje, kiedy osoba z dokumentami wypisywanymi na niejakiego Arthura Kirklanda wykupywała z dnia na dzień mieszkanie, w którym przemieszkiwała przez dłuższy czas, by potem wyjechać i nigdy nie wrócić. Po latach zjawiał się tam wnuk pana Kirklanda, młodzieniec o tym samym imieniu i nawet podobnym wyglądzie. Zazwyczaj nie żył już nikt, kto pamiętałby poprzedniego właściciela, a nawet jeśli, to mało kto uwierzyłby, że nigdy nie było żadnego wnuka, jedynie Arthur Kirkland, który nigdy się nie starzał.
Anglia posiadał kilkanaście takich mieszkań rozrzuconych po całej Anglii. oprócz tego jego ludzkie nazwisko otwierało drzwi do dwóch wiejskich dworków w głębi kraju, z których zdarzało mu się korzystać dużo rzadziej, niżby chciał.
Jednak prawdziwym skarbem Anglii był niewielki rodzinny domek na skraju Londynu, w jednej z tych nielicznych dzielnic, które nie powstały ze względów przemysłowych, a po to, by skupić w jednym miejscu przyzwoite rodziny z przyzwoitymi, ale niezbyt wygórowanymi pieniędzmi. W efekcie powstała dzielnica która, chociaż spokojna, nigdy nie wyróżniała się niczym szczególnym i była zwyczajnie przyzwoita. Zupełnym przypadkiem znajdował się tam też najbardziej ukochany dom Anglii.
Był zupełnie zwyczajny, zbudowany z czerwonej cegły i w typowo angielskim stylu, który stawiał praktyczność nad ozdobami. Na tej samej ulicy stało jeszcze osiem identycznych domów, każdy z niewielkim ogrodem z tyłu i wąską werandą z przodu. Wszystkie były schludne i wyjątkowo, wyjątkowo nudne. Parter oferował długi korytarz po wejściu, sporych rozmiarów kuchnię, która bezpośrednio łączyła się z ogrodem, salon, łazienkę i jeszcze jedno niewielkie pomieszczenie, które mogło służyć za składzik albo pokój dla dziecka. Arthur wykorzystywał je jako składzik, nawet jeśli do składowania swoich rzeczy potrzebował przynajmniej pomieszczenia wielkości pałacu Buckingham.
Na górze znajdował się gabinet, kilka sypialni i kolejna łazianka. Wszystko pamiętało przynajmniej czasy królowej Wiktorii, a jeden zestaw do herbaty miał nawet miłe wspomnienia z czasów Jerzego II.
Wszystko w domu Anglii było stare, ciężkie i drogie, często też oblegało kurzem. Kiedy Arthur miał akurat dość czasu (a ostatnio nie miał go wcale), brał się za sprzątanie, ale kurz zdał się na stałe przylegnąć do tego miejsca, podobnie jak mocny zapach Earl Greya.
Arthur naprawdę kochał to mieszkanie. Przez lata całkowicie nim przesiąkło i zwyczajnie stało się częścią niego, częścią Anglii. Z tego powodu niezbyt przepadał za zapraszaniem do domu (który czasami nazywał w myślach pieszczotliwe "Dziewczynką") kogokolwiek obcego.


Tym razem jednak nie miał wyboru. Był ktoś, osoba z przeszłości, która powinna stracić prawo do odwiedzania tego miejsca na całą wieczność. A jednak, Anglia musiał ją wpuścić i przyjąć jako gościa, bo inaczej byłby cóż... Niegodny, poza tym sprzeciwiłby się własnemu szefostwu. To nie zmieniało faktu, że Ameryka był niegodny wizyty w tym miejscu, ale pewnie nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. Niegodny, ale potrzebny, a to był wystarczający argument, by drzwi domu Anglii stanęły przed nim otworem.



Ostatnio zmieniony przez Anglia dnia Wto Sty 22, 2013 9:04 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Nie Wrz 02, 2012 2:09 pm

Alfred nienawidził Londynu. Był w nim, co prawda, tylko kilka razy i głównie jako dziecko, ale już wtedy pamiętał nieprzyjaźnie patrzących ludzi, dziwne przyjęcia u Arthura i to, jak był wyśmiewany za swój akcent. W jego mniemaniu akcent amerykański był ciepły i przyjazny dla ucha oraz, naturalnie, jedyny w swoim rodzaju - angielski był natomiast po prostu sztywny i bez głębi. Alfred powiedział to nawet kiedyś Arthurowi, ale nie spotkał się ze zbyt sympatycznym odbiorem swoich słów.
Teraz Amerykanin przyglądał się niechętnie mieszkaniu Anglii, ponownie upewniając się na karteczce, czy to ten adres. Więc teraz Brytol mieszkał w tej dziurze? Cóż, nie mogło się to równać z pięknym, jasnym, ogromnym domem Alfreda w Waszyngtonie. To tutaj było... typowo brytyjskie. Stany nie mógł zrozumieć, jak Arthur może preferować właśnie takie brzydkie, ponure coś.
"Pewnie wewnątrz będzie jeszcze gorzej", pomyślał Amerykanin niechętnie, robiąc kilka kroków w stronę drzwi. "Cholera jasna, co ja tu w ogóle robię?", zastanawiał się ze złością. "Pewnie będzie mnie przekonywał do jakichś dziwnych układów, które tylko jemu będą wychodziły na korzyść, a mnie pogrążą...". Alfred skrzywił się minimalnie. Nie mógł uwierzyć, że prezydent poparł pomysł jego odwiedzin u Anglii. "W końcu, mówicie w jednym języku, opiekował się tobą, więc w czym problem, Alfredzie? Nasze stosunki ulegają znacznej poprawie, szkoda by było stracić taką okazję". Jones wprost nie mógł uwierzyć! Czy ten człowiek był jakiś ślepy?!
...nie, przecież to jego prezydent. Prezydent nigdy się nie myli i czyny takowych zazwyczaj wychodziły Alfredowi na korzyść. Wątpił jednak, aby tak było i tym razem.
Trudno. Posiedzi, posiedzi i wyjedzie. Może będzie miał szczęście i Arthurowi nie przyjdzie do głowy karmić go własnoręcznie przygotowanymi potrawami.
Alfred wahał się jeszcze chwilę, nie mogąc pogodzić się z okrutnym losem - w końcu jednak zapukał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Nie Wrz 02, 2012 4:35 pm

Ameryka spóźniał się już trzy minuty i jakieś piętnaście sekund, a raczej nie należał do osób, które znają pojęcie modnego spóźnienia. W każdym razie tak było według Anglii, który jednak przyznał w duchu, że nie powinien oczekiwać po chłopcu absolutnej punktualności. Nie zmieniało to faktu, że ostatnie pół godziny Arthur spędził krzątając się nerwowo po domu, udając, że wcale nie jest zdenerwowany bliską wizytą swojej dawnej koloni.
Przeżył nawet krótki moment załamania, kiedy spojrzał w lustro wiszące w wąskim przedpokoju i zastanowił się, czy takie warunki na pewno będą odpowiednie. Zwykle przy podobnych okazjach Anglia zapraszał gości do wiejskiej rezydencji albo nawet do samego pałacu, zwyczajnie po to, żeby zrobić na nich wrażenie. Tym razem plan był inny, jego politycy ustalili, że to spotkanie ma mieć przebieg bardziej, jak to określili, prywatny.
Och, co za bzdury, pomyślał Anglia z irytacją i szybko zdusił w sobie tą myśl. Ameryka to tylko dzieciak, któremu się poszczęściło. Przyjdzie, narobi bałaganu i wszystko zostanie jak dawniej. Wolałbym żebrać na ulicy niż znowu błagać go o dobre układy.
Myśl była zabarwiana dumą, ale nie do końca szczera. Szczęśliwie, w tym samym momencie rozległo się pukanie do drzwi, więc Arthur nie musiał dłużej tkwić w towarzystwie własnych, zdradzieckich myśli.
Ponad cztery minuty spóźnienia. Anglia zręcznym ruchem zamknął podręczny zegarek i wsadził go z powrotem w kieszeń. Pomyślał bez przekonania, że powinien już dawno pozbyć się tego przeżytku. Cóż. Zrobi to niedługo.
Szybko znalazł się przy drzwiach, ale zawahał chwilę, zanim otworzył. Wcześniej zdążył cicho odetchnąć i skarcić się, że tak bardzo przeżywa tą głupią, małą rzecz, jaką jest po prostu wizyta cholernego Ameryki w jego własnym, bardzo prywatnym domu.
Kiedy w końcu otworzył drzwi, wyraz jego twarzy był jednak zadowalająco opanowany, a on sam wyglądał na tyle dobrze, na ile może wyglądać kraj z takimi problemami, z jakimi stykał się obecnie.
- Ameryko - przywitał się oficjalnie i nawet udało mu się nie skrzywić, gdy wymawiał jego imię. Mimo to gdzieś na granicy jego głosu dało się usłyszeć zdenerwowanie. - Witaj. Zdrowo wyglądasz.
Stał w drzwiach, mierząc wzrokiem Alfreda, który cóż... Niestety, naprawdę wyglądał zdrowo. Zdrowiej niż Anglia, w każdym razie. Ta krótka myśl sprawiła, że Arthur stał w drzwiach chwilę dłużej niż to konieczne, zapominając wpuścić gościa do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Nie Wrz 02, 2012 5:25 pm

Ułamek sekundy zajął Alfredowi wybór - czy należy się roześmiać, czy tylko zdawkowo uśmiechnąć. Dostrzegał coś dziwnego, coś, czego nie potrafił zidentyfikować, w zachowaniu Arthura. Zmarszczył brwi, ale zaraz uznał, że może to wyglądać dziwacznie dla kogoś, kto ma go za osobę nie myślącą w ogóle, więc rozpogodził się.
- Wiem, Arthurze! - zawołał energicznie i zdecydowanie zbyt głośno. Na razie postanowił sobie oszczędzić swojego radosnego śmiechu, który przez lata zdążył opanować do perfekcji - zdecydował jednak nie rezygnować z uśmiechu. Niech Arthur widzi swojego wesołego chłopca sprzed wielu lat, Alfred nie zamierzał pokazywać mu, że teraz jest kimś trochę innym. - Co do ciebie... ty wyglądasz jak zwykle, staruszku.
Przez chwilę czekał, aż Anglia go przepuści, ale w końcu uznał, że nie odpowiada mu marźnięcie na dworze, i sam wepchnął się do środka. Rozejrzał się po korytarzu niechętnie. Miał rację w swoim stwierdzeniu, że w środku będzie gorzej.
Kilka dni, pocieszył się w myślach Stany, czując, że ogarnia go tęsknota za swoim pięknym, przestronnym domem. Udało mu się jednak przywołać na twarz szeroki uśmiech, z którym wystąpił, gdy obrócił się ku Arthurowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Nie Wrz 02, 2012 7:23 pm

Anglia sądził, że dobrze zna Amerykę i nawet jeśli chodziło mu o tego Amerykę sprzed ponad stu lat, to ciągle potrafił rozpoznać rozbawienie na jego twarzy.
- Śmieszy cię coś? - zapytał, ściągając nieco swoje krzaczaste brwi. Westchnął jednak cicho, zmieciony głupim optymizmem dawnego wychowanka.
Czy on zawsze musi się zachowywać, jakby nic się nigdy nie wydarzyło?
Nie, żeby to Anglia żył za bardzo w przeszłości. Skądże. Zabawne tylko, że to on był tu tym bardziej potrzebującym naprawy ich wzajemnych stosunków, a zachowywał się dwa razy chłodniej. Ale... W końcu każdy z nich udawał na własny sposób.
- Uznam to za komplement. I nie jestem aż tak stary, dzieciaku - uśmiechnął się kwaśno i otworzył usta, żeby zaprosić gościa do środka, jednak ten sam zdążył się wepchnąć.
Przez ułamek sekundy Anglia zaniemówił z oburzenia. Coś się w nim zagotowało i ledwo powstrzymał się przed rzuceniem jakiegoś mocniejszego przekleństwa w imię dobrego wychowania. Na szczęście, spędził z Ameryką dopiero jakieś dziesięć sekund, był psychicznie przygotowany i...
- Dość szybko zapomniałeś o zasadach dobrego wychowania, co? - wymamrotał zgryźliwie, zamykając za nimi drzwi. W przedpokoju zapanował chwilowy półmrok, ale Arthur szybko zaświecił światło. - C-cóż, w każdym razie... To pewnie nie są twoje obecne standardy, ale nie mam obecnie czasu, żeby zawieźć cię na wieś. Poza tym... Pomyślałem, że może chciałbyś potem pozwiedzać Londyn.
Gość to gość. Anglia postanowił wykrzesać z siebie trochę sztucznego jak plastik entuzjazmu.
- Rozgość się - dodał tak lekko, na ile dawał radę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Nie Wrz 02, 2012 7:33 pm

- Pozwiedzać Londyn? - spytał Alfred, po czym, nie oglądając się na rozmówcę, ruszył wzdłuż korytarza. - A co tu zwiedzać...?
Amerykanin odnalazł salon i wpakował się do wnętrza. Zlustrował nieprzyjaznym okiem okno, wychodzące na ogród Arthura, i stojący tuż pod nim stołek. Pozostałe siedziska w pomieszczeniu stanowiły sofa i fotel. Alfred wybrał to drugie i opadł na nie, po czym, podpierając brodę dłonią, wpatrzył się w swojego gościa i kontynuował przerwany chwilę temu wątek:
- Big Bena mam oglądać? A po cholerę, skoro wolę swoją Statuę? Pałac...? I bez patrzenia wiem, że Wielki Kanion jest bardziej imponujący. - Uśmiechnął się szeroko. - A sam Londyn jest szary. I w kółko pada. To nic interesującego... - Nie to, co w moich pięknych Stanach, dokończył w myślach.
W tym momencie Alfred poczuł, że suszy go w gardle. Faktem było, iż nic nie pił od rana - a może wczorajszego wieczora? Bez zbytnich ogródek rzucił więc do stojącego u wejścia salonu gospodarza:
- A tak w ogóle, to może zaproponujesz mi jakieś picie, co ty na to? - I, żeby ubiec złośliwość, dodał z radosnym uśmieszkiem: - Wiesz, że herbaty nie lubię. Chcę kawę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Nie Wrz 02, 2012 8:07 pm

I jak tu ma Anglii nie trafić szlag?
- J-jak to co pozwiedzać?! - zapytał, po raz kolejny wyprowadzony z równowagi. Chociaż początkowo jego entuzjazm oscylował w granicy zera absolutnego, to teraz poszedł za Ameryką sprężystym krokiem, krzyżując dłonie na wysokości piersi. - Nie bądź niemądry, Ameryko, Londyn...
Londyn, faktycznie, ostatnimi czasy stracił trochę na swojej wielkości. Jeszcze przed pierwszą wojną lśnił, naprawdę lśnił, ale teraz? Nadal był cudowny, nie było wątpliwości. Teraz po prostu wszędzie wyrastało jeszcze więcej fabryk, a ludzie chodzili bardziej zmartwieni niż zazwyczaj.
Ale nawet jeśli, to Anglia, zmuszony słuchać ignorancji Ameryki na temat stolicy największego Imperium, jakie istniało na świecie, nie mógł po prostu nie wpaść w jakiś rodzaj amoku.
- Posłuchaj - warknął, patrząc, jak Stany rozwala się na jego ulubionym fotelu. - Ty cholerny... W porządku! - żachnął się nagle i z trudem opanował. W duchu obiecał sobie, że to ostatni raz. - Mówisz tak, a nawet nie widziałeś prawdziwego Londynu. Co za ignorancja, Ameryko, dokładnie to, czego się po tobie spodziewałem po tych wszystkich latach.
Zrobił krok w jego stronę i na jednym wdechu dodał wściekle:
- I nie mam żadnej kawy. - Po czym zastanowił się nad własnymi słowami i dodał spokojniej. - W porządku, mam. Ale tylko rozpuszczalną. Napijesz się? - zapytał, gnany wiekami wpajanej mu uprzejmości. Szybko zamrugał, jakby odganiając niechciane myśli.
- Nie zmieniaj tematu. Mój Londyn jest w oczywisty sposób lepszy od twojej stolicy i mogę ci to udowodnić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Nie Wrz 02, 2012 8:15 pm

- Serio? - Alfred przyglądał mu się z kpiącym zainteresowaniem. Szybko jednak zorientował się, że mina taka nie do końca pasuje do image'u, jaki prezentował od lat przed Arthurem, powrócił więc do szerokiego uśmiechu. - Czyli mam rozumieć, że też masz tutaj Biały Dom? - Ubiegając odpowiedź Anglii, dodał: - A co do tej kawy, to poproszę tę rozpuszczalną, skoro już innej nie masz.
Siedząc tak, lustrował spojrzeniem wzburzonego Arthura. Zabawne, kiedyś ten człowiek był dla niego wzorem do naśladowania, najmądrzejszym na świecie bratem, który wiedział wszystko. A teraz...? Teraz z tego dawnego uczucia chyba już nic nie pozostało, skonstatował Amerykanin ze zdumieniem. Bo tę odrobinę współczucia, którą poczuł do Arthura, gdy ten zaciął się przy słowie "Londyn", uznał za nic. Wielkie imperia upadają i Kirkland, chcąc nie chcąc, musiał się z tym pogodzić. Wszystkie myśli Alfreda były co do tego jednogłośne i bezwzględne.
A czy niedługo przypadkiem nie ma być gorzej?, zastanowił się Stany. W końcu niedawno rozmawiał z jednym z landów i wyglądało na to, że tamta kobieta - Heike, tak jej było? - była zainteresowana wywołaniem konfliktu. Alfred uniósł nieznacznie brwi, przyglądając się Arthurowi z nowym zainteresowaniem. Czy ten człowiek będzie w stanie przetrwać jeszcze jedną wojnę?
Taka to ta Europa, pomyślał Alfred. Za dużo państw na jednym kontynencie i tyle.
Na to się nic nie dało poradzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Nie Wrz 02, 2012 8:38 pm

- Owszem - odparł z naciskiem Arthur, na tyle wzburzony, że nie poświęcił większej uwagi nienaturalnemu zachowaniu Ameryki. - Heh? Na co mi Biały Dom, Ameryko? Szczerze mówiąc, nigdy nie widziałem w nim nic specjalnego. To tylko zwyczajny - Ledwo powstrzymał się przed użyciem słowa "głupi". - Budynek.
Raz go nawet spalił. To było chyba gdzieś w okolicy bitwy pod Baltimore, jeśli go pamięć nie myliła, ale... To nie był czas i miejsce by wnikać w tamte czasy.
- W porządku - mruknął przez zaciśnięte zęby, ale obsłużenie gościa było ważniejsze niż cokolwiek innego, nawet jeśli tym gościem był ten bezczelny bachor. - Przyrządzę ci kawę, zaczekaj tu chwilę.
Wyszedł do kuchni i podstawił czajnik z wodą nad ogień. Przez krótki moment miał czas, żeby się uspokoić i zaczął się zastanawiać, czego, do cholery, tak bardzo się obawiał od tej wizyty. Odpowiedź przyszła sama. Bał się powagi, tego, że będzie niezręcznie i nieprzyjemnie. I racja, było nieprzyjemnie, ale...
- Nic się nie zmienił - pomyślał na głos z rezygnacją. - Ciągle jest tak samo niedojrzały jak zawsze.
Dokończył robić Ameryce kawę, krzywiąc się przelotnie na gorzki zapach. Sobie przygotował najzwyklejszą, czarną herbatę i wrócił z powrotem do salonu. Całość nie zajęła mu nawet pięciu minut.
- Wróciłem - postawił parującą szklankę na stoliku przed Ameryką. - Mam nadzieję, że nadal słodzisz tyle samo, co dawniej - dodał, wracając do zdawkowej rozmowy.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Pon Wrz 03, 2012 6:43 am

Po wyjściu Arthura Alfred zaczął rozglądać się po pomieszczeniu z nieco większym zainteresowaniem, jednak, mimo szczerego zapału do dostrzeżenia w nim czegoś ciekawego, nic takiego nie ujrzał. Zrezygnowany, oparł się o oparcie fotela i wpatrywał w drzwi, czekając, aż Brytyjczyk wróci. Nie minęła jednak chwila, a odpłynął - zaczął się zastanawiać, czy naprawdę będzie musiał zwiedzać to okropne, szare miasto, a także kiedy Anglia zamierza go przyszpilić swoimi propozycjami politycznymi. Alfred już postanowił, że na wszystkie takowe będzie po prostu odpowiadał "Nie", nawet ich nie analizując. "Nie", choćby mu Arthur zaproponował w zamian tysiąc hamburgerów. "Nie" i kropka.
Z zamyślenia wyrwał go cichy stuk, jaki wywołała szklanka z kawą. Alfred przyłapał się ze spojrzeniem intensywnie wbitym w ścianę i pomyślał, że musiał tak wyglądać cokolwiek głupio, ale może to nawet lepiej?
- Nie pamiętam, ile słodziłem... tak dawno - oznajmił spokojnie, unosząc szklankę. - Dzięki - wykrztusił jeszcze słowo podziękowania i upił.
No tak, była za słodka. Ale to nic, kawa to kawa, zawsze miała dobry smak. Choć ten mógłby być intensywniejszy.
Tak jak Alfred przypuszczał, Arthur zrobił sobie herbatę. Amerykanin w ogóle wątpił, czy ten człowiek kiedykolwiek korzystał z posiadanej kawy. Pewnie kupował ją tylko na okazje takie, jak ta - gość w dom, to i jakiś lepszy od herbaty napój mieć trzeba. Pewnie, myślał Alfred, gdy odwiedzał go Japonia, szykował zieloną herbatkę i popijali sobie ją razem przy jakimś dziwnym stoliku.
O, właśnie, dla podtrzymania rozmowy Alfred mógł spytać o Hondę. Widział go niedawno - ten mały dzieciak, też Azjata, robił mu niezłą szopkę. Jak mu tam było, temu małemu? Amerykanin nawet nie pamiętał. W każdym razie, personifikacja Korei.
Amerykanin upił kolejny łyk i spojrzał na siedzącego obok Arthura. Nie, odpuści sobie wypytywanie o stosunki z niegdysiejszym sojusznikiem. Co go to interesuje? Pytanie powinien zadać bardziej ogólnikowe, ale takie, żeby Brytyjczyk pogadał przynajmniej do czasu, aż Alfred w spokoju skończy swoją zbyt słodką kawę.
- A więc... - zawahał się chwilę. - Jak ci się wiedzie, Ar... Anglio? Radzisz sobie przy tej... kłopotliwej sytuacji na twoim kontynencie?
Dobra, poszedł na łatwiznę. Ale słowo się rzekło.
Alfred oparł się wygodniej i czekał na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Pon Wrz 03, 2012 12:38 pm

Mówi się "dziękuję", nie "dzięki", pomyślał Anglia z irytacją, ale na głos odpowiedział tylko krótkie:
- Nie ma za co.
Zajął miejsce naprzeciwko Alfreda, rozsiadając się wygodniej, w dużo mniej oficjalny sposób niż zrobiłby to zazwyczaj. Mimo to ciągle był nieco spięty, bo ta krótka chwila na przygotowanie kawy wcale nie wystarczyła, by stłumić w sobie pragnienia, by uderzyć w głowę Ameryki czymś ciężkim i pokazać mu uroki, jakie zapewniła krótka wycieczka nurtem Tamizy. Tak. Wtedy zdecydowanie poczułby londyńskiego ducha, nawet jeśli nie na zbyt długi czas.
- W takim razie... Ile słodzisz obecnie? - zapytał mimochodem, odganiając od siebie sadystyczne myśli, z którymi skończył już dawno temu, a poza tym, to właściwie nigdy ich nie było.
Coś go podkusiło, by unieść wzrok i przyjrzeć się dokładniej Alfredowi. W porządku, widział go już wcześniej, wielokrotnie. Ale nigdy tak naprawdę nie patrzył, zwykle wolał uciekać wzrokiem, zanim zdążyłby znaleźć w nim coś niechcianego.
Teraz zobaczył tylko namysł i coś, co wyglądało na lekką krępacją. Nie mogąc powstrzymać uśmiechu, Anglia uniósł filiżankę herbaty do ust i upił mały łyk, ukrywając w międzyczasie niewielki grymas.
- Naprawdę masz zamiar o tym rozmawiać? - zapytał cicho, z wyraźniejszym niż do tej pory rozbawieniem. - Ta, jak to określiłeś, kłopotliwa sytuacja na kontynencie trwa już zbyt długo, Ameryko. Jeśli zaczniemy o niej rozmawiać, zejdziemy na tematy polityczne, a wątpię, żeby którykolwiek z nas tego chciał.
Ostatnie zdanie jakoś dziwnie nie pasowało do sytuacji, ale Anglia zdawał się nie zwracać na to uwagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Pon Wrz 03, 2012 12:52 pm

Alfred momentalnie poczuł się lepiej, a uśmiech, który wystąpił na jego twarz, po raz pierwszy miał w sobie coś ze szczerości. Anglia zdawał mu się zachowywać wyjątkowo przystępnie, jak na niego - i nawet nie próbował go pouczać. Amerykanin znał tysiąc sposobów na poirytowanie Arthura do granic możliwości - choćby teraz, mógł zacząć siorbać tę kawę. Ale... on też się w pewien sposób zmienił i nie chciał już stosować takich tandentych zagrywek do poirytowania tego Brytyjczyka czy kogokolwiek innego. Chwilę wcześniej spokojnie odpowiedział mu, że teraz słodzi już tylko jedną i do tego płaską, nie okazując nawet zdumienia, że Arthur dostrzegł, iż kawa nie do końca odpowiada mu w smaku.
- Och, tak - odpowiedział Alfred. - Ale, rozumiesz, to są twoje tematy polityczne, nie moje. O twoich mogę rozmawiać, bo i tak mnie nie dotyczą.
Cóż, o tych Amerykanina nie za bardzo można było rozmawiać, bo inaczej niż po prostu dobrymi określić je było trudno. Tymczasem Arthur, chcąc nie chcąc, musiał chociaż częściowo dawać się wciągnąć w tę całą europejską szopkę... a Alfred, chyba podświadomie, był nawet trochę ciekaw, jak mu to wychodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Pon Wrz 03, 2012 6:56 pm

Cóż, to spotkanie mogło pójść gorzej. W praktyce ledwo się zaczęło i myśl, że potrwa jeszcze potencjalnie długo, była dla Anglii niewygodna, ale przecież zawsze mogło pójść o wiele gorzej. Alfred mógł zacząć siorbać swoją kawę, a wtedy Arthur naprawdę nie zniósłby więcej jego bezczelności i rozbił mu tą szklankę o głowę. A tak, tylko drgnął niespokojnie, słysząc jego słowa o polityce. Ręka, w której akurat trzymał elegancko filiżankę, zadrżała lekko.
- W tych czasach nie ma już czegoś takiego jak moje i twoje tematy polityczne, Ameryko - wycedził, zanim zdążył ugryźć się w język. - Są sprawy, które dotyczą nas wszystkich. Możesz sobie odmawiać tej myśli, ale prędzej czy będziesz musiał to zaakceptować. To, że ty i twój rząd jeszcze do tego nie dorośliście nie znaczy, że...
Urwał. To była krótka pauza, sekunda, może dwie. Ale tyle wystarczyło Anglii, by nagle znowu zrozumiał, jak bardzo Alfred przypomina jego samego z czasów jego świetności. Młody, dumny i niezainteresowany sojuszami, oddalony od niebezpiecznej strefy murem oceanu i... Cóż, gdzieś w głębi duszy Anglia mu tego zazdrościł. Gdyby nie obowiązek, sam nie wyszedłby ze swojej wspaniałej izolacji, a teraz oczekuje tego samego od takiego kraju jak Ameryka.
- Zapomnij. Nie spotkaliśmy się, żeby się kłócić, prawda? - zapytał rozgoryczony, odstawiając filiżankę na stolik. - Więc może przestań być takim zadufanym bachorem, Ameryko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Pon Wrz 03, 2012 7:08 pm

Alfred milczał przez chwilę.
- Może nie trzeba sobie psuć krwi - przytaknął w końcu, wzruszeniem ramion okazując obojętność.
Z jego twarzy jednak wreszcie zszedł uśmiech. Amerykanin spokojnie, powoli dopijał swoją kawę, nawet nie patrząc na Arthura. Gdzieś w głębi duszy obawiał się, że może to ten Brytol ma rację. Że nie uda mu się utrzymać swojego życia tak wspaniałym, jak jest. Bo podobno nic nie trwa wiecznie. Może kiedyś będzie musiał zapłacić złymi, zatrutymi chwilami za te dobre?
Bzdura, uspokoił szybko sam siebie. Uśmiechnął się lekko pod nosem, bo uśmiech - nawet własny - w pewien sposób zawsze go pocieszał. Przecież on już płacił za to, co ma teraz. Wojną Secesyjną. Zdecydowanie najtrudniejszą i najgorszą potyczką w swoim życiu.
Alfreda przeszedł dreszcz, gdy tylko ją wspomniał. Głupio było się tak stresować tutaj, w obecności Arthura - pewnie nie był tak zupełnie ślepy i nagłą obawę Amerykanina zauważył.
Stany dopił kawę, odstawił szklankę na stolik i, częściowo z nawyku, a częściowo celowo, przetarł usta rękawem. Potem zdjął okulary, przetarł je i wpatrzył się w Anglię. On jest gospodarzem, niech teraz on rzuci jakiś temat. O ile dobrze poceluje, Alfred będzie mógł trochę pogadać bez sensu... i może wtedy czas szybciej minie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Pon Wrz 03, 2012 7:29 pm

Przez taką odpowiedź Anglia poczuł się lekko zakłopotany swoim wybuchem. W końcu to nie przystoi, żeby taki dzieciak jak Ameryka miał w sobie więcej opanowania, niż on. Z drugiej strony, to było jednocześnie irytujące, że Alfred tak kompletnie zignorował ten temat. Ale być może rzeczywiście było za wcześnie na tą rozmowę. Anglia będzie musiał ją poprowadzić, ale... Jeszcze nie teraz. To musi zaczekać.
Byle tylko starczyło czasu.
- Masz rację. Nie jesteś w sytuacji, w której musisz sobie cokolwiek psuć - odpowiedział mu ponuro, myśląc przelotnie o stratach, które poniósł podczas ostatniej wojny. Kiedy dochodziło do momentu, w którym musiał coś oddać, nigdy nie protestował, ale rysa na dumie była tylko kolejnym faktem.
Obserwował, jak uśmiech wraca na twarz Ameryki, ale potem odwrócił wzrok i spojrzał przez okno. Przez chwilę uparcie milczał, wyglądając, jakby walczył z własnymi myślami. Potem uśmiechnął się niespodziewanie. Nie był to najmilszy uśmiech pod Słońcem, nie byl nawet skierowany konkretnie do Alfreda.
- Wróżki mówią, że powinniśmy gdzieś wyjść. Znam jedno dobre miejsce niedaleko, na początek - zawahał się. W jego słowniku oznaczało to "pub". Odwrócił wzrok na Amerykę i dodał. - Jeśli jednak jesteś zbyt zmęczony, przygotuję ci pokój. Co o tym sądzisz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Pon Wrz 03, 2012 7:36 pm

Alfred może nie był za bardzo obeznany z podejściem Arthura do różnych rzeczy, ale dobre miejsce niedaleko kojarzyło mu się dość jednoznacznie. Znał słabość swojego dawnego opiekuna do alkoholu i raczej nie chciał tak na starcie obserwować upitego Anglii.
Tekst o wróżkach w ogóle zignorował. Pamiętał, że kiedyś, kiedy był jeszcze całkiem mały, a świat zupełnie prosty, wierzył w te magiczne istoty Arthura. Już dawno przestał - wiedział teraz równie dobrze jak każdy, że magia jest jedynie wymysłem, dzięki któremu świat wydaje się ciekawszy. Im jesteś starszy, tym mniej wierzysz, po jakimś czasie traktujesz rzeczy typu fantastycznego już tylko z lekkim sentymentem. Najwyraźniej jednak Arthur z nich nie wyrósł i pewnie nigdy już nie wyrośnie.
- Tak, jestem zmęczony - powiedział Amerykanin i westchnął cicho. - Przespałbym się... albo przynajmniej odpoczął. Podróż ze Stanów aż tutaj jest dość męcząca. - Uśmiechnął się jeszcze, zdecydowawszy się pominąć fakt, że Arthur pokój powinien mu przygotować już wcześniej. Najwyraźniej nawet Anglia nie był idealnym gospodarzem, myślącym o wszystkim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Wto Wrz 04, 2012 5:56 pm

- Mięczak - odparł Anglia, ale, dla wyjątku, nie próbując w ten sposób obrażać Ameryki. Powiedział to raczej żartobliwie, z niewielkim wyzwaniem w głosie, ale jeśli ktoś chciał to odebrać inaczej, to nie musiał się nawet wysilać. Ludzie zazwyczaj nie rozumieli Anglii. - Byłem trochę starszy od ciebie, kiedy regularnie pływałem do Nowego Świata. A kiedy już tam dotarliśmy, zawsze bawiłem się z tobą resztę dnia, bo nie chciałeś opuszczać mnie na krok... N-no - zakłopotał się nagle. - Ale to stare dzieje. Chodź, zaprowadzę cię do pokoju.
Wstał trochę zbyt szybko, by mogło to ujść za spokojny ruch. Fakt faktem, że źle ujął wcześniejsze słowa i pokój dla Ameryki przygotował, ale póki co nawet nie zdawał sobie sprawy, że wprowadził go tym w błąd. Można to nazwać różnicami językowymi.*


__
*albo niedopowiedzeniem z mojej strony, przepraszam :/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Wto Wrz 04, 2012 7:16 pm

Alfred zmarszczył brwi, nieco zaskoczony. Nie wiedział, co miało oznaczać to nagłe wspominanie - rozpoczęte, ale nieskończone. Przecież doskonale pamiętał, jakie było jego dzieciństwo. Anglia przyjeżdżał, bawił się z nim, nie krzyczał i generalnie był sympatycznym człowiekiem... tylko to jedzenie. Dopiero potem wszystko się zmieniało. Alfred stopniowo ze zdumieniem uświadamiał sobie, że Arthur jakby się kurczy, a potem dotardło do niego, że to on rośnie. Zaczął rozumieć, że jest w pewien sposób wykorzystywany.
Nigdy nie doszedł do tego, czy uczucia Anglii od początku były fałszywe, czy dopiero potem nabrały tego... innego wyrazu. Wojna nadeszła, a Alfred nie mógł zrobić nic innego, jak walczyć o wolność swoich ludzi - których kochał chociażby za to, że dobrowolnie postanowili stać się jego ludźmi. Amerykanami.
- OK - rzucił do Arthura, podnosząc się z fotela.

__
Nie ma za co ^ ^
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Sro Wrz 05, 2012 6:00 am

Arthur skinął głową i zaprowadził Ameryką na górę, marszcząc przy tym swoje własne brwi, co dało o wiele wyraźniejszy efekt, niż w przypadku Stanów. Gdy Anglia marszczył brwi, wyglądało to, jakby dwie pradawne płyty tektoniczne zaczęły nagle się poruszać.
W myślach przeliczył szanse, na to, że nagła małomówność Ameryki ma związek z jego obecną izolacją. Albo zmęczeniem. Cokolwiek to jednak nie było, stawało się coraz bardziej denerwujące. Jeśli mieli spędzić ten czas, nie próbując zamordować się nawzajem wzrokiem, to chłopak też powinien coś z siebie wykrzesać. Głupią, sztuczną uprzejmość, czyli dokładnie to samo, co teraz prezentował mu Anglia. Gdyby nie byli u niego, a Alfred nie byłby pożądanym gościem, to nie wysiliłby się nawet na to, woląc trzymać się jak najdalej i rzucać kąśliwymi uwagami, ale... Ale to nieistotne.
- Tutaj - powiedział Anglia, otwierając jedne z wielu drzwi. Pokój gościnny, który przygotował dla Ameryki był prosty i ładny, przynajmniej z punktu widzenia większości Anglików. - Jeśli będziesz czegoś potrzebował, powiedz. Łazienka to drugie drzwi na lewo. Byłbym wdzięczny, gdybyś wstał najpóźniej na obiad... O dziewiętnastej? O siedemnastej zwykle urządzam podwieczorek, jeśli chcesz się pojawić - dodał, czysto oficjalnie.
A raczej: o siedemnastej zwykle pracuje, ale Ameryka nie musiał wiedzieć, że Anglia otrzymał wolne jedynie z jego powodu.

[z/t]


Ostatnio zmieniony przez Anglia dnia Sob Wrz 08, 2012 7:28 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Sro Wrz 05, 2012 5:00 pm

Alfred usłyszał, jak zamykają się za nim drzwi. Skrzywił się lekko na ten cichy szczęk i zrozumiał, że wcale nie chciał zostawać całkiem sam. Teraz to jednak mógł sobie to stwierdzenie darować.
Potrzebował rozmowy, ale z kimś, z kim mógł pogadać normalnie. Na przykład ze swoim bratem, albo z Francisem - dyskusje z nim też trzymały pewien poziom i umysłowy, i przychylności. Ale zwyczajny Amerykanin też nie byłby zły. Alfred lubił czasami po prostu wtopić się w tłum, obserwować najzwyklejszych w świecie ludzi - a nieczęsto, ale jednak, zagadał nawet do któregoś. Tak po prostu. Zazwyczaj uznawany był wtedy za wariata, ale w nielicznych przypadkach wychodziło z takiej rozmowy coś dobrego i całkiem długa znajomość. Jednak znajomości z normalnymi ludźmi bolały - oni odchodzili.
Alfred wzdrygnął się, zastanawiając się, czy naprawdę musi myśleć teraz o podobnych sprawach. Zrobił kilka kroków ku wnętrzu pomieszczenia, które niezbyt mu odpowiadało wizualnie, ale przecież skarżyć się nie będzie, i naraz zauważył, że coś leży na komodzie. Zbliżył się do tego - książka. Nie do wiary, jakaś powieść Dickensa.
On myśli, że ile ja mam lat, dziesięć?, pomyślał ze złością Alfred. Postanowił jednak nie napominać o tym ani słowem przy żadnej okazji i szybko wmówił sobie, że Arthur po prostu zostawił w tym pokoju książkę, którą chciał komuś dać albo sam sobie odświeżał - w końcu miał naturalną słabość do równo wszystkich brytolskich pisarzy.
Amerykanin odłożył powieść na miejsce i rzucił się na łóżko. Twardy materac, skonstatował. Cóż, trudno. Był zbyt zmęczony, żeby na cokolwiek narzekać, nawet w myślach.
W nieprzyjemny sen zapadł szybko. Jego sny w Londynie nigdy nie były miłe.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Wto Wrz 25, 2012 2:18 pm

Anglia miewał różne stosunki z różnymi krajami. Jedni go nienawidzili, inni nie lubili, trzeci bali, niektórzy nawet traktowali obojętnie. Większość miała do niego jakiś żal. Było też kilka naprawdę nielicznych przypadków, które wydawały się Anglię lubić.
Do takich ludzi na pewno nie zaliczał się Francja. Nie na pierwszy rzut oka, w każdym razie, na piąty i dziesiąty też nie. Z drugiej strony opisanie ich relacji jako gorącej i wiecznej nienawiści byłoby pewnym niedopowiedzeniem.
Niedopowiedzeniem było to, że Anglia czasami dzwonił do Francji bez powodu. Niedopowiedzeniem było, że Francja przyjeżdżał. Oraz to, że Anglia nie dostawał białej gorączki, gdy musiał zaprosić go do swojego prywatnego domu. Chociaż to ostatnie było akurat kwestią tego, że Francis wystarczająco wiele razy sam się wprosił, by Arthur sobie darował.
Tym razem to on sam zaznaczył, żeby Francja odwiedził go właśnie w domu. Powód był prosty: ostatnio Anglia żył albo w pracy, albo na wyjazdach, a oficjalna wizyta Francji tylko dołożyłaby mu więcej pracy. Dlatego wolał się spotkać nieoficjalnie, zanim jeszcze ich kraje dokładnie ustalą warunki sojuszu.
Kolejny sojusz z żabojadami. Świat schodzi na psy.
Anglia nie spodziewał się jednak, że tego dnia życie ułoży mu zupełnie inny plan.
***
Dzwonek zadzwonił krótko przed południem, zawiadamiając, że pod drzwiami czeka na Anglię gość. Musiały jednak minąć dobre trzy minuty, zanim Kirkland zszedł na dół i zdecydował się otworzyć. Zazwyczaj nie kazał czekać gościom dłużej niż kilkanaście sekund.
- Francjo - burknął, poirytowany, mierząc go jednocześnie złym spojrzeniem. Potem odgarnął z twarzy przydługie kosmyki włosów i westchnął.
Wyglądał dziwnie. Rękawy białej koszuli miał podciągnięte aż do ramion, a na zielonym pulowerku widniały duże, mokre plamy. Jego włosy wyglądały, jakby przeżyły trąbę powietrzną z krową w środku, a oczy dziwnie błyszczały.
Wszystko wyjaśniał gruby ręcznik, który wyjątkowo dzielnie walczył o niepodległość od rąk Anglii. Ten jednak ściskał go mocno, nie pozwalając uciec.
- Jak zwykle zjawiłeś się nie w porę.
Anglia trzymał w rękach kotka. W większości owiniętego w ręcznik, tak, że wystawało tylko jedno szare uszko i para wielkich, przerażonych oczu. Przed chwilą zwierzak przeżył swoje pierwsze spotkanie z wodą i nie wyglądało, by miał zamiar to doświadczenie kiedykolwiek ponowić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Francja
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 127

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Wto Wrz 25, 2012 6:09 pm

Sam nie wiedział dlaczego dlaczego zdecydował się wcześnie, może tylko aby zobaczyć zirytowany wyraz twarzy Anglika? Tak, to było wielkim plusem w ich stosunkach, Francuz samą swą obecnością potrafił zdenerwować Arthura. A to co działało Brytyjczykowi na nerwy od razu poprawiało mu samopoczucie, zwłaszcza jeśli tym czynnikiem był on sam. Ubrany jak zwykle elegancko stanął pod drzwiami londyńskiej posiadłości.
Zapukał i czekając, aż właściciel łaskawie otworzy zaczął przyglądać się domowi. Nic się tu nie zmieniło od jego ostatniego pobytu, choć dość dawno już tu nie był. Cóż nadchodziła wojna i trzeba było się przyszykować.
Po kilku minutach nieco zirytowanemu Francisowi drzwi otworzył Kirkland.
- Nareszcie, długo każesz tak czekać swoim gościom, Angleterre? Czyżby to była wasza brytyjska gościnność? - spojrzał kpiąco na chłopaka i nie czekając na pozwolenie wszedł do pomieszczenia. Zilustrował go uważnie, Anglik prezentował się strasznie średnio, a przecież potrafił wyglądać lepiej. Westchnął, a w jego głowie pojawiła się myśl, że nigdy nie zrozumie wyspiarzy.
- Dałbyś już spokój temu biednemu stworzeniu i zajął się czymś ważniejszym jak na przykład nasz sojusz, cherie. - złapał niesforny kosmyk Anglika i założył mu za ucho. Oczywiście nietaktownie było by przyjść w odwiedziny bez niczego, nawet do tego ,,Krzaczastego idioty''. W ręku trzymał wyśmienite francuskie wino, podał je i wszedł w głąb mieszkania zostawiając mokrego Anglika. Usiadł sobie wygodnie na jego fotelu i rozejrzał się po pokoju jak to miał w zwyczaju. ,,Zupełny brak gustu'' - skwitował w myślach.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Wto Wrz 25, 2012 7:28 pm

- Czyżby to był ten słynny francuski brak kultury, narzekać od wejścia i wpychać się z butami w czyjeś mieszkanie? - odgryzł się Anglia i zaklął cicho, gdy kociak, wyraźnie zwabiony wizją otwartych drzwi, spróbował się wyrwać z jeszcze większym entuzjazmem. Zamiauczał z wyraźną pretensją do świata, gdy mu się nie udało, a Anglia odciął mu drogę ucieczki zatrzaskując drzwi za pomocą ramienia.
- Widzisz, że jestem zajęty - odparł zirytowany, nie mogąc pozostawić zarzutu o brak pośpiechu bez odpowiedzi. - Znalazłem go dzisiaj w pudle za sklepem i...
I cóż, był przestraszony, wygłodzony i samotny, a gdy próbowałem go dotknąć ugryzł mnie w palec, pomyślał Anglia, choć nie powiedział tego na głos. Nie miał zamiaru tłumaczyć, dlaczego coś takiego go kupiło.
Zresztą nawet nie zdążył powiedzieć na głos czegokolwiek, bo Francja nagle i zupełnie bez powodu go dotknął. Anglia nie był dotykalnym typem. Najchętniej obciąłby rękę każdego, kto naruszał jego przestań osobistą tak krępującym gestem, zważywszy na fakt, że praktycznie zawsze tym jedynym samotnym idiotą był Francja.
- Przestań - warknął, wzdrygając się lekko i odsuwając od Francji. Chociaż przez ten głupi gest zapiekły go policzki, pozwolił sobie na kpiący uśmiech. - Aż taki jesteś zdesperowany, żeby molestować mnie od wejścia? A francuskie wina znudziły mi się już z tysiąc lat temu, dziękuję - oświadczył dobitnie, przyjmując jednak od Francji wino i chwytając je niesprawnie w wolną rękę.
- Tak - odchrząknął, idąc za nim do własnego salonu. - Nasz cudowny sojusz, Francjo. To do ciebie niepodobne, że tak szybko przechodzisz do rzeczy - zauważył. Ręcznik zamiauczał złowrogo.
- No już, cicho bądź - powiedział do zwierzaka nagląco. - Przecież ci pomagam. Powinieneś być wdzięczny, inaczej zjadłyby cię pchły.
Tak, mówił do kota, ale to akurat nic dziwnego. Był w końcu Anglią, mówił do wielu rzeczy, których inni nawet nie zauważali.
W międzyczasie postawił butelkę z winem na niewielkim stoliku i stanął w miejscu, mierząc Francję tradycyjnie krzywym spojrzeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Francja
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 127

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Sob Wrz 29, 2012 9:30 pm

- Staram się po prostu dostosować do mojego rozmówcy, a poza tym znudziło mnie czekanie. - odpowiedział i uśmiechnął się uroczo. Nie spodziewał się, że Anglik tak spokojnie zareaguje, bo wproszenie Francuza skwitowane zostało tylko ciętą odpowiedzią. ,,Chyba trzeba komuś nieco stępić ten ostry języczek'' - zaśmiał się w duchu. Odwrócił spojrzenie od Arthura na stworzonko, które Kirkland trzymał w ramionach. Już miał spytać mężczyznę skąd ma takiego futrzaka, kiedy Arthur go ubiegł.
- A twoje małe i bijące serduszko nie mogło pozwolić mu dłużej marznąć? - uśmiechnął się złośliwie i znów zbliżył do niego, delikatnie pogłaskał kotka i spojrzał rozbawiony na jego nowego właściciela.
- Co w tym poprzednim geście było związanego z molestowaniem? Rozumiem gdybym złapał Cię za pośladki, bądź inną intymną część mógłbyś mnie zwyzywać od zboczeńców, a jak na razie nie poczyniłem żadnych niepokojących kroków. - uśmiechnął się szarmancko i tym razem delikatnie musnął opuszkami palców policzek Anglika. Uwielbiał te szkarłatne rumieńce spowijające nadęte poliki Brytyjczyka.
- Nudzi mi się Angleterre, wojna się zbliża i trzeba zalegalizować niektóre związki, nim ktoś zapragnie skraść tą drugą stronę. - wzruszył ramionami. Po chwili zerknął na niezadowolonego zwierzaka. - Nie ściskaj go tak, trochę delikatności, mon ami. - mruknął spokojnie i jakby załamując się nad gwałtownością Anglika zaczął wycierać kupkę futerka znajdującą się w ramionach Arthura. Lubił zwierzęta, były o wiele bardziej wdzięczne niż ludzie. I potrafiły kochać naprawdę, niczego nie udawały i zawsze wiernie słuchały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Domy Anglii   Nie Wrz 30, 2012 5:17 pm

- Och, przymknij się i nie narzekaj - burknął ambitnie, zdecydowanie nie w humorze na inteligentne przekomarzanki już od drzwi. - Bić, to mogę najwyżej ciebie po tej zarośniętej mordzie, jeśli przestaniesz być taki - podsumował, odwracając głowę tylko po to, żeby podbródkiem wskazać na Francisa. Niestety, ilekroć Anglia prosił, groził i próbował pobić Francję, ten jakoś zawsze zostawał sobą. Co za złośliwy drań.
- To nie oczywiste? Nie dotyka się ludzi bez powodu i pozwolenia - oświadczył dobitnie. - R-rany, Francjo, nie masz za grosz dobrego wychow...
I znowu to zrobił. Znowu go dotknął. Anglia zjeżył się nie gorzej niż kot, którego trzymał i nawet prychnął podobnie. To nie jego wina, że w takich momentach zwykle walczył z chęcią obicia Francji twarzy. Niezbyt to dżentelmeńskie. Ale też nikt inny tak na niego nie działał, zwykle dość długo trzeba było się starać, żeby wyciągnąć z Anglii tą jego najgorszą część.
Francja starać się nie musiał. Dostawał to gratis.
- Jak już mówiłem - oświadczył ostro. - Postaraj się trzymać ręce przy sobie.
Wzdrygnął się, kiedy Francja sięgnął po kotka.
- Ostrożnie, jest nie... - Ale urwał. Zwierzak, który do tej pory wyrywał się i gryzł, byle tylko uciec, wydał się oszołomiony faktem, że w końcu wylądował w jakich rękach, które nie próbują go udusić. I nawet się uspokoił. Anglia spojrzał na niego oskarżycielsko. To nie było za grosz sprawiedliwe. - Rób co chcesz. Uważaj tylko, żeby nie uciekł - burknął, wyglądając na urażonego. Wykorzystując jednak fakt, że ma wolne ręce, wyszedł na chwilę i wrócił z dwoma kieliszkami i korkociągiem. Skoro Francja przyniósł to cholerne wino, nie miał wyboru i musiał kulturalnie wykorzystać je do konwersacji.
Rozlał wino do dwóch kieliszków i usiadł naprzeciwko Francji, wzdychając.
- W porządku - zmarszczył brwi. - Przypomnij mi teraz, po co w ogóle cię zaprosiłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Domy Anglii   

Powrót do góry Go down
 
Domy Anglii
Powrót do góry 
Strona 1 z 5Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Wielka Brytania-
Skocz do: