IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Czw Lip 04, 2013 4:15 pm


Przestronny gmach zaprojektowanej przez Heinricha Seelinga w 1911 roku. Otwarta w 1912. Jedna z największych i najbardziej znaczących oper w Berlinie. Fasada dekorowana podwójnymi kolumnami jońskimi przebiegającymi przez masyw ściany. przyległe do niej stojące na stylobacie, pomiędzy nimi okna, wyżej gzyms gierowany nad nim stojące neoklasycystyczne postacie. Poniżej okien płaskorzeźby metopowe oddzielone kolumnami wiszące nad kwadratowymi obszernymi wejściami.
W środku kilka obszernych sal każda z wielką sceną i widownią stylizowana neoklasycystyczne.

Po pożarze Reichstagu w lutym 1933 roku kontrolowana przez Ministerstwo Oświecenia Publicznego i Propagandy stała się siedzibą parlamentu Trzeciej Rzeszy.


Nie bywał tu zbyt często, chyba że przychodziło mu uczestniczyć w ważnych uroczystościach państwowych. Tym razem jednak powód był niecodzienny, przychodziło mu negocjować z podróżnymi z dalekiego Wschodu dość znaczącymi na arenie dziejów. Sam oczywiście liczył na dobre rozegranie tej sytuacji, w końcu szukał dobrego kandydata na sojusznika. Tak jak to w polityce bywało każdy chciał wypaść jak najlepiej on tym bardziej miał szansę by pokazać jak wielkie ma szanse gospodarcze w Europie. Tym bardziej, że ich kontakty wcześniej były dość dobre na tyle by teraz mieć nadzieję na coś więcej niż tylko czcze słowa i obietnice.
Teraz gdy jego przemysł pomału zaczął wracać do normy miał nadzieję, że uda mu się jeszcze go wspomóc bo czas to pieniądz. Szczególnie jak się ma wygórowane ambicje i plany. A on miał Hitlera, który od niego tego bezwzględnie wymagał. Pomijając oczywiście ostatnie problemy w dobie kryzysu, był pewien, że bez tego byłby najbardziej znaczącym imperium w Europie.
Ubrany w elegancki mundur przechadzał się odrobinę nerwowo czekając na wodza i jego świtę oraz oczywiście na gwiazdę wieczoru czyli delegację Chińską.

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Czw Lip 04, 2013 4:33 pm

Nienawidzę takich spotkań.
Sarknął w myślach już po raz któryś tego dnia. Z przyjemnością czerpał ze wszystkich przyjemności, jakie przynosiło jego stanowisko, jednocześnie dalej realizując swój cel.
I jak nieoficjalne spotkania, na których mógł szantażować i terroryzować sprawiały mu przyjemność, jak narady z dowódcami i spotkania taktyczne były jeszcze do zaakceptowania, tak takie oficjalne rozmowy były dla Adolfa zwyczajnie męczące.
Szczególnie, że było ich ostatnio sporo. Przez to stały się jeszcze bardziej męczące i uciążliwe. Tak bardzo chciałby wysłać kogoś na zastępstwo, kogoś kto poszedłby za niego.
Wtedy byłoby prościej i miałbym więcej czasu... jednak tym razem nie mogę sobie odpuścić i muszę się stawić, w końcu jestem tu gospodarzem... i spotkanie nie będzie z byle kim, wiążemy przecież nadzieję na owocną współpracę... westchnął w myślach.
Teraz i tak nie było co o tym myśleć, przecież już postanowił.
- Będę musiał niedługo wyjść z domu, gdzie to mieliśmy się spotkać...?
Mruknął do siebie i zmarszczył brwi. Ach, tak! Charlottenburg Deutsches Operhaus, przypomniał sobie.
Przed wyjściem zajrzał jeszcze do łazienki, jeszcze raz, starannie, poprawiając sobie grzywkę. Przejrzał się w lustrze.
- Idealnie.
Tak, teraz może już iść. I chyba nawet nie jest spóźniony? Tak, chyba nie. Więc wszystko jak na razie idzie dobrze. Może nawet dotrze do Opery na czas? Zamyślił się nieco, ale zaraz machnął ręką. Czas nagli.
Nie widział powodu dla którego miałby szybko iść, przecież nie może się zmachać, czy też spocić. Nie, przecież nie ma pośpiechu. Spacerowym krokiem udał się do opery, gdzie zastał już Trzecią Rzeszę. Uśmiechnął się do niego lekko, czekając aż to Ludwig pierwszy się z nim przywita.
No, bo przecież pierwszy nie będę się witał, w końcu kto tu komu rozkazuje?
Zdążył jeszcze zerknął dookoła i rozejrzeć się. Wygląda na to, że wszystko jest już przygotowane na to spotkanie.
Mam nadzieję, że nie będę musiał długo czekać, chcę mieć to spotkanie już za sobą, pomyślał jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Republika Chińska
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 254

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Czw Lip 04, 2013 5:33 pm

Gdy tylko dowiedział się od jednego ze swoich przełożonych, że ma pojechać gdzieś na drugi koniec świata, od razu rozpoczął wszelkie działania, aby tylko do tego wyjazdu nie doszło. Próbował przekonywać, że grozi mu Japonia, że ma w kraju prace, że nie ma niańki do małej siostry, że nie może, że nie wie, gdzie znajdują się Niemcy i się pogubi... Nawet próbował poskarżyć się drugiemu przełożonemu, że ten pierwszy 'jest zły i wysyła go biednego na jakieś zadupie', ale nie, pomimo wszelkich kłótni w rządzie, musieli się porozumieć i wspólnie wyprawić go w daleką podróż.
A to nie tak, że nie chciał rozmów z Niemcami. Wszak kraj ten od pewnego czasu często mu pomagał, nie zachowując się przy tym jak nadęty Anglik czy Rosja, który zaraz pragnie w zamian więcej niż mu się by należały. Nie, Niemiec był całkiem dobry do rozmów, logiczny i ułożony.
Jedynym problemem w całej tej sytuacji był fakt, że musiał pojechać do Europy. Na każdym kroku miał wrażenie, że ludzie patrzą się na niego, niczym na jakieś dziwne zwierzątko, a wszystko w około jest zbyt szare, nudne i za nowoczesne.
Dziękował jedynie za to, że sam nie był. Wszak miał 'opiekunów', a dokładniej ambasadora z całym zapleczem, których co prawda nie słuchał się kompletnie, jednak wiedział, że w razie czego pomogą mu w każdej sytuacji.
Pomimo typowego dla Chińczyków spóźniania się, przybyli na miejsce o odpowiedniej porze. Jako jedyni tak orientalni goście nie musieli się bać problemów. Przecież nikt nie jest w stanie pomylić z kimś innym lub nie zauważyć grupy Azjatów, którzy wyraźnie odróżniali się urodą i ubiorem. Co prawda część delegacji, stale przebywająca w Europie nosiła bardziej zagraniczne stroje, jedynie z elementami zaczerpniętymi z orientu, jednak pozostali, wraz z samym Chiny na czele mieli typowe mundury Kuomintangu, które kontrastowały z tymi niemieckimi pod każdym względem - od oliwkowego koloru, poprzez niebiesko-czerwono białe symbole Kuomintangu i Chińskiej Partii Narodowej, a kończąc na niezbyt dobrym wykonaniu i gorszej jakości materiale.

Sam Yao robił to, co mu kazali, szedł tam, gdzie o prowadzono. Nie będzie się ani witał, ani wywyższał, do póki druga strona nie rozpocznie, a i to samo polecił swoim ludziom.

_________________


'All wars are civil wars, because all men are brothers.'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Pią Lip 05, 2013 4:22 pm

Sam był nie mniej zdenerwowany, ale zawsze zwarty i gotowy na każdą ewentualność. Z resztą tak jak go uczono musiał się dostosować do wszystkich poleceń jakie podsyłał mu wódz. Widząc Hitlera idącego w oddali, przystanął w miejscu i cierpliwie czekał aż ten się zbliży. Próbował udawać opanowanego i zrównoważonego. Jak to zwykł witać wodza zasalutował mu i pozdrowił:
-Heli Hitler!
Aby mieć pewność, że powitanie poszło rodem defiladowo przystąpił do niego jak zwykł czynić. Wódz powinien być zadowolony i mieć dobry humor (aczkolwiek to było do rozważenia bo Hitler raczej zbyt wielkim optymistą nie był). Byle tylko opanował się w rozmowie z Chińskim ambasadorem. On miał na uwadze, że wszystkie ich inne zwyczaje, oczywiście mniemające te orientalne przybyszów ze Wschodu mogły ich poróżnić. Mimo wszystko najważniejsze żeby jakoś się dogadać . W końcu jako taki od ponad 20 lat z chińczykami mieli. Ciekawe co tym razem będą mięli do zaoferowania lub czego będą od nie oczekiwać względem ostatnich lat.
Na to wygląda, że pozostało im czekać. Tylko czy odległość z jakiej przybyli Chińscy delegaci pozwalała im się spóźniać? Może to po prostu wyznacznik ich kultury? Sam nie wiedział jednak i to postanowił wsiąść pod uwagę aby nie urazić dziwnego postępowania gości. Spojrzał w dał i zobaczył dziwną "paradę". W jednej chwili bardzo szybko rozpoznał, że to nie mógł być nikt inny jak ich goście. W końcu kto ubierał by się w tak dziwne stroje, nie kto inny jak właśnie Chińczycy...
Uśmiechnął się do siebie blado jednak nie na tyle by ktoś to zauważył, wrócił do wyniosłej powagi gdy delegacja była już bardzo blisko nich. Spojrzał jeszcze raz na wodza a potem na Chińczyków. W śród nich był jeszcze ktoś tak wyjątkowy jak on - personifikacja Chin. Wyglądał bardzo młodo, a nawet dziewczęco ale przede wszystkim nietypowo jak na Europejskie widoki. On jednak wiedział, że jest na tyle stary że sam dokładnie nie był pewien ile lat sobie liczył.
Przyjrzał mu się tylko opanowanie i zasalutował, czekając tym samym na to aż wódz zrobi to w jego imieniu.

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Pią Lip 05, 2013 7:13 pm

Kiwnął głową do Trzeciej Rzeszy. Właśnie chciał się go spytać o to, czy jest przygotowany na nadchodzące spotkanie i rozmowę. Czy wyrobił już sobie wobec tego pewne oczekiwania i czy wie, co powinni poruszyć na tym spotkaniu.
Jednak nie zdążył się o to spytać. O nic nie zdążył.
Dostrzegł coś, co przyciągnęło jego uwagę. Ta gromadka zdecydowanie odróżniała się od całej reszty.
Interesujące. To muszą być nasi orientalni goście.
Zerknął na Trzecią Rzeszę.
Wygląda na to, że i on już dostrzegł naszych gości z Chin. Nie pozostaje więc nam nic innego jak się przywitać i ich ugościć...
Hitler w duchu bardzo się cieszył, że to oni przyjechali do niego. Mu nie chciałoby się jechać takiego kawału drogi, do tego jeszcze w takim okresie, w tym czasie, kiedy wszystko takie napięte i najlepiej jest być na miejscu i to kontrolować...
No, cóż czas zacząć działać. Podszedł do gości.
- Witam w Berlinie, w Charlottenburg Deutsches Operhaus. Adolf Hitler.
Uśmiechnął się lekko witając i przedstawiając się. Zerknął ukradkiem na Trzecią Rzeszę, chcąc upewnić się, że i ten zaraz przywita się z gośćmi z Chin. Zaraz jednak znów spojrzał na swoich gości.
- Zapraszam dalej, państwo na pewno są zmęczeni podróżą, chcą usiąść i odsapnąć przed rozmową?
Dodał, zapraszając gestem dalej.
Cóż, zobaczymy jak to się dalej potoczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Republika Chińska
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 254

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Nie Lip 07, 2013 7:53 pm

Część z przybyłych gości, zaraz po wejściu do środka wodziła wzrokiem oceniając wystrój. Na przyzwyczajonych do mnogości ozdób i kolorów Chińczyków sama opera wrażenia nie zrobiła, jednak warto było choć rzucić okiem na obcą kulturę, skoro już się tu znaleźli.
Poza tym - mało kto znał Hitlera, a samego Niemca zapewne jeszcze mniej. Trzeba było poczekać aż sami się im ukarzą, co, na szczęście dla samych Chińczyków, którzy mogliby się nudzić, nastąpiło dość szybko.
Na sam przód standardowo - wypchnęli Chiny. Wszak każdy był przyzwyczajony, że państwo najważniejsze. Można nawet śmiało stwierdzić, że wśród tej grupy hierarchia była całkowicie odwrotna niż u Niemców.
-Ni hao. Jest nam niezmiernie miło, że możemy się spotkać w tak... pięknym miejscu. -Pochylił się delikatnie, jakby w pół ukłonie, a za nim większość delegacji. -Ja nazywam się Yao Wang.. -Jakby ponownie się pochylił na powitanie, a następnie przeszedł do omawiania własnej 'świty' -Wraz ze mną jest minister finansów Kong Xiangxi, zapewne znany już przez Was ambasador Chen Chieh wraz z uroczą córką... I przedstawiciele wojska Kuomintangu, którzy nie powinni być problemem, shi de?
Był dość miły, każdy kto znał Chińczyka wiedział, że zachowywał się tak tylko wtedy kiedy czegoś chciał lub musiał zrobić dobre wrażenie. Wręcz wyuczone powitanie i ułożenie, aż zaczął przypominać dziewczynkę, którą się wypycha, aby się przedstawiła.
-I nie jesteśmy zmęczeni, wszak jechaliśmy ledwo z ambasady. Od wczoraj jesteśmy w... -Na chwilę musiał przerwać, aby zapytać się jednego ze swoich ludzi o nazwę miasta w którym przebywają. Jakby zapomniał, że jeszcze kilka minut wcześniej sam Hitler ją wymienił -...W Berlinie oczywiście.

_________________


'All wars are civil wars, because all men are brothers.'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Nie Lip 07, 2013 9:26 pm

Hitler wydawał się opanowany. On także chyba bardziej niż zwykle zwracał na wszystko uwagę. Jak zawsze głownie dlatego, że mieli do czynienia z kulturą im zupełnie obcą i odległą.
Spoglądał na nich trochę jak dziecko oglądające nową "zabawkę", która była niezwykle wyjątkowa w swoim rodzaju. Każdy chciał za pewne wypaść jak najlepiej pewnie dlatego atmosfera wydawała się tak dziwnie napięta.
On z powagą doglądał personifikacji Chin, który był o wiele od niego niższy i drobniejszy, mógłby przysiąść, że nawet kobiecy przy takim barczystym, dobrze zbudowanym mężczyźnie jak on. Gdy tylko przybysze przedstawili się i on postawił to zrobić:
-Miło mi was poznać, Herr Wang, Herr Xiangxi und Herr Chieh...-przywitał ich nieco dziwnie wymawiając ich nazwiska. Starał się ile mógł jednak chiński był wyjątkowo precyzyjnym językiem, tym samym trudnym do wymówienia dla nich Niemców.
-Mam na imię Ludwig Beilschmidt, Deutsches Reich będę wam towarzyszył podczas tego spotkania.
Jego spokojny i wyważony ton powinien Chińczyków przekonać, że dobrze trafili. Wciąż się tylko zastanawiał jak jego wódz porozumie się z ambasadorem. W końcu nie był pewien czy Hitler zna chiński lub na odwrót. On z Yao Wangiem dogada się łatwiej - dzięki językowi międzynarodowemu.
-Mam nadzieję, że drobna wycieczka po meine Hauptstadt się państwu podobała. Zapraszam więc do środka..- popadł Hitlera bez zastanowienia.

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Nie Lip 07, 2013 10:18 pm

Pierwsze wrażenie jakie odniósł to to, że... atmosfera jest dosyć ciężka. Taka jakaś niezręczna. Uśmiechnął się do wszystkich jeszcze raz, jakby licząc, że w ten sposób rozluźni nieco nastrój, będzie nieco swobodniej.
Musimy zaprezentować się od jak najlepszej strony... z drugiej strony, ta sztywna atmosfera jest taka dobijająca. Dawno takiej nie było. Mam nadzieję, że to się zmieni.
- Miło poznać.
Zapewnił, siląc się na jak najbardziej uprzejmy ton. Aż do obrzydliwości sztuczne te wszystkie uprzejmości. Ale jeszcze goście się obrażą, za pominięcie tychże uprzejmości? Lepiej nie ryzykować, szczególnie teraz, kiedy tak słabo ich zna.
Właśnie. Pierwsze muszą się dobrze poznać. Co prawda Hitler jeszcze nie miał pomysłu jak, ale przecież w międzyczasie coś się wymyśli.
Jakoś to będzie.
- Rozumiem, w porządku.
Potaknął, grzecznie udając, że nie przeszkadza mu to, że Chiny dopytuje się o nazwę miasta. Nazwę, którą dopiero co usłyszał. Zamiast tego wysilił się na kolejny uśmiech.
Spokojnie, tylko spokojnie. Przecież nad sobą panuję. Tak, właśnie tak, uśmiech i do przodu...
Wdech, wydech. I kolejny uśmiech. No już, trzeba się ładnie zaprezentować.
- W takim razie zapraszam od razu na rozmowę, proszę tędy.
Wskazał drogę. Zerknął na Trzecią Rzeszę.
Tyle dobrego, że przynajmniej mnie poparł i jak na razie wszystko idzie nam płynnie i rozumiemy się bez słów... oby tylko wszystko poszło bezproblemowo na tych rozmowach...
Hitler zaczął mieć pewne wątpliwości, co do tych rozmów, ale zaraz odgonił nieprzyjemne myśli. Nie, teraz nie czas, żeby o tym myśleć. Trzeba się pozytywnie nastawić.
Wszystko będzie dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Republika Chińska
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 254

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Pon Lip 15, 2013 8:59 pm

Ani on, ani żaden z członków, oficjalnie delegacji, nieoficjalnie chińskiej świty nie odczuł ciężkiej atmosfery. Byli po prostu innej mentalności, dla większości z nich Niemcy były czymś zupełnie obcym, a co za tym idzie i ciekawym. Wszystko było interesujące. Zresztą wśród Chińczyków panowała inna atmosfera. Każdy, kto choć trochę znał Chińczyków wiedział, że Ci ludzie nigdy nie obawiają się się żadnych spotkań, wszelkie wyjazdy zagraniczne, rozmowy międzynarodowe, czy drobne konferencje nie są dla nich krępujące, a nawet można rzecz, że czują się na nich pewnie i swobodnie, niezależnie od tego czy mają przy sobie obcych, czy przyjaciół.
Zresztą kogo obchodziła atmosfera? Cała delegacja wolała się uśmiechać i sprawiać wrażenie, że dosłownie wszystko ich cieszy. Że są otwarci, mili i chętni do rozmów. Nawet sam Chiny wyglądał, jakby chciał poklepać dwa razy większego Niemca po głowie i przekazać mu, że ma się nie spinać. Wśród tych wszystkich uśmiechów, uprzejmości i na wstępie robienia z Niemców 'największych przyjaciół' (co wbrew pozorom było dla nich całkowicie normalne), haczyk tkwił daleko poza zasięgiem oczu gospodarzy. Praktycznie każdy z Azjatów mających prowadzić rozmowy, nie wyłączając Chin, był zastraszony. Bo w kraju wciąż mimo wszystko trwała rewolucja. Ładnie, na papierku istniała Republika Chińska, delegacja była delegacją Republiki Chińskiej, a sam Yao również reprezentował Republikę Chińską. Oficjalnie rewolucja skończyła się w 1912 roku. A jednak rzeczywistość nie była taka piękna. Delegaci towarzyszyło kilkoro żołnierzy, odznaczających się od reszty mundurami i symbolami Chińskiej Partii Narodowej. Dla ludzi postronnych oznaczał on normalną ochronę, wszak obecnie w operze znajdowali się jedni z najważniejszych osób w państwie. Takie też zresztą wrażenie chcieli utrzymać przed Hitlerem i Trzecią Rzeszą, ukrywając prawdę, że tak naprawdę wojsko nie było niczyją ochroną. Nikt by nawet nie płakał po śmierci ambasadora, a minister finansów wręcz spał na pieniądzach, które wzbudzały niechęć kraju do niego. Żołnierze mieli tylko jeden jedyny cel - szpiegować delegację i w razie czego zlikwidować każdego, kto śmiałby źle mówić o Republice Chińskiej, demokracji, czy Kuomintangu. Miały pilnować, aby każdy z Chińczyków przekazywał gospodarzom 'odpowiedni', 'ustalony przez partię' opis sytuacji w Chinach, sprawy z Japonią, komunizmu czy kontaktów z ZSRR. Tak więc czy spotkanie będzie do końca szczere i prawdziwe? Wszak każdy miał własne zdanie na różne tematy, a w tej sytuacji wszyscy będą jedynie klepać formułki i starać się nie wychodzić poza wytyczne wskazane przez partię. Oczywiście nikt z Niemców o tym nie wiedział. Chiny są państwem demokratycznym, współczesnym, wyrwanym z bezużytecznych przyzwyczajeń cesarstwa. Zresztą czy ktokolwiek by pomyślał, że za tymi uśmiechami i ciepłymi gestami kryją się ludzie bojący się własnego kraju i swoich rodaków? Czy ktokolwiek uznałby, że w pięknych, młodych i żyjących jeszcze zgodnie ze szczytnymi ideałami rewolucji żołnierzach tkwią mordercy gotowi zabić 'niewygodnych dla kraju'?
Od samego początku Chiny, stojący na przedzie posyłał uśmiech to do Niemca, to do Hitlera. Nie kojarzył ich dobrze, jedynie przed wyjazdem jacyś partyjni machali mu przed oczami zdjęciami tłumacząc kto jest kto i jak ma się przy nich zachowywać. Kiedyś ktoś nawet ostrzegał go przed samym Ludwigiem, przedstawiając go jako silnego, uporządkowanego człowieka. Jednak Chiny się nie bał, wręcz przeciwnie. Owszem, był od niego o wiele drobniejszy, niższy i prawdopodobnie wyglądał teraz jak jakaś dziewczynka, która próbuje udawać 'jakieś wielkie państwo na wschodzie', ale miał świadomość, że obydwoje znają swoją wartość i cenę. Poza tym, skoro sam Ludwig, był, jak to go inni opisywali, 'porządny i działający zgodnie z zasadami' to Yao w każdej chwili mógł wymagać od niego szacunku, jako osoba sporo starsza.
-Doprawdy niesamowite jest w jaki sposób Europejczycy wymawiają nasze imiona i nazwiska. Oczywiście zarówno ja, jak i moi ludzie.. -Rzucił chłodne spojrzenie ambasadorowi i ministrowi finansów -...nie widzimy w tym problemu. Zresztą jeśli napotkają państwo kłopoty zawsze można zwracać się do nas nazwami funkcji. -Jedynym wyjątkiem praktycznie było nazywanie samego Yao. 'Chiny' mogłoby zabrzmieć zbyt pospolicie, 'Republika' zaś była znienawidzoną nazwą dla samej personifikacji. Pozostało więc tylko pełna nazwa 'Republika Chińska' -Moi żołnierzy zaś radzę nie zaczepiać, nie znają żadnego języka prócz chińskiego, poza tym, to młodzi chłopcy pierwszy raz znajdujący się tak daleko od domu. -Jedyną prawdą był fakt, że żołnierze byli młodzi, z wyglądu bardziej pasowali do Chin wyglądającego na 20-paro latka, niż dorosłego ambasadora i ministra. Cała reszta zdania była zwykłym kłamstwem. Normalną rzeczą było, że partia wysłała do Niemiec kogoś, kto doskonale prócz ojczystego języka znał również niemiecki. Byli doskonale przygotowani do podsłuchiwania i 'pilnowania' Chińczyków niezależnie od tego, jakiego języka będą używać. Ale nikt nie musiał o tym wiedzieć, prawda? Wszak wizja biednej młodzieży wysłanej gdzieś w nieznane aby działać na rzecz państwa była czymś o wiele piękniejszym niż trójka szpiegów Kuomintangu perfidnie badających poprawność polityczną.
Pierwsze ruchy uczynili normalni członkowie delegacji, dziękując Hitlerowi za możliwość rozmów i spokojnie, tworząc przy tym swobodną atmosferę, dając się prowadzić. Jedynie Chiny tylko wyglądał na lekko zdziwionego, jakby próbując na raz pilnować swoich ludzi, uspokajać żołnierzy i starać się zrozumieć gospodarzy.
-H-Haup..? Wycieczka gdzie..? -Rzucił dość niezrozumiale. Nie wiedział kompletnie, co do niego mówiono, a odezwał się znów dopiero gdy ambasador przetłumaczył mu niezrozumiałe słowa na chiński -Ach, miasto.. Stolica.. Tak.. Berlin jest całkiem inny. Trochę brakuje mi kolorów, jednak Europa jest też strasznie... Hao meili. -Jeszcze kilka sekund temu sam miał problem z używaniem niemieckiego przez Ludwiga, a teraz sam zaczynał wciskać chińszczyznę we własne słowa.
-Chciałem również zwrócić uwagę, że nie spodziewałem się aż tak miłego powitania.. Ostatnim czasem głównie prowadziliśmy rozmowy z Japonią i nigdy nie potraktowano nas w taki sposó... -Urwał, bo niby 'przypadkiem' jeden z żołnierzy go dźgnął ostrzegawczo. Nie, już się zagalopował, trzeba przerwać. Skinął tylko głową i jakby udając, że tematu nie było zaczął mówić o czymś całkowicie innym. -Jeżeli nie byłoby to problemem, to niezmiernie byśmy się ucieszyli, gdyby podano nam herbatę.
Nie wiedział czy w ogóle coś dostaną, właściwie herbata nie obchodziła go ani trochę, był to pierwszy 'neutralny' temat, który zaświtał w jego głowie. A nieprzyjemności nie chciał. I tak wciąż obrywał czy to od komunistów, czy demokratów. Teraz trzeba było jedynie sprytnie wywinąć się z sytuacji, zająć miejsca i rozpocząć rozmowę w sposób, jaki wyuczyli go w domu.
-Zasiądziemy?
Było to raczej pytanie retoryczne. Wiadomą rzeczą było, że prędzej czy później spocząć muszą, a sam Chiny miał aktualnie na myśli zupełnie coś innego. Jeszcze starym, respektowanym zwyczajem usadzania, wyciągnął rękę w stronę Ludwiga uznając go za najbardziej odpowiednią osobę. Posłał mu szeroki uśmiech trzymając dłoń w sposób niesamowicie subtelny i delikatny, niczym panienka z dobrego domu, którą trzeba trzymać za rękę.
Nie zważał na to, czy zna ów zwyczaj, czy nie. Zresztą miał ambasadora, który zaraz po niemiecku zaczął tłumaczyć, że jedynie trzeba odprowadzić Chiny na miejsce i usadzić go tak, jak zwykle usadzano w Europie panny. Nie, Yao nie uważał sam siebie za kobietę, jedynie od dziecka każdy go prowadził i usadzał, a zwyczaj ten, nawet już po upadku republiki zachowano dla niego, nie ze względów narodowych, lecz bardziej religijnych. Cóż, bądź co bądź, Ludwig będzie musiał się przełamać i przez ten moment potraktować Chiny jak drobną panienkę, którą trzeba trzymać za rączkę i usadzać. Może się zdawać, że śmieszna sytuacja zważywszy na fakt, że Chiny już nie wygląda jak prawdziwa panienka w rozległych chińskich strojach, a bardziej przypomina jakiegoś zagubionego rodzynka w mundurze, jednak kto powiedział, że z Państwem Środka pójdzie całkowicie łatwo?

_________________


'All wars are civil wars, because all men are brothers.'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Pią Lip 19, 2013 1:21 pm

Życzliwa i ciepła postawa Chińczyków zrobiła na nim bardzo pozytywne wrażenie. Z resztą jak zawsze to bywało, ktoś mieszkający tak daleko sprawiał o wiele mniej problemów niż jego sąsiedzi. Pewnie dlatego z nimi dogadywał się o wiele lepiej. Ale to chyba normalne odczucie więc się tym nie przejmował. Obserwował co wciąż swoich gości aby niczego nie musieli się zbędnie dopytywać. Na to wygląda, że tą kwestię już Hitler zostawił w jego rękach:
-Gdzie kraj tam obyczaj - wytłumaczył się:
-Co nie zwalnia oczywiście z okazywania szacunku w NASZYM języku, możecie być Państwo tego pewni. Cieszę się, że Herr jest skory do porozumień -oświadczył taktownie spoglądając na Yao.
Co do wojska o, którym akurat wspomniano: oczywiście wzbudziło nie małe zainteresowanie, w końcu te stroje, ten wygląd. Niczym nie przypominali Niemieckich żołnierzy. On się jednak o to wcześniej postarał, postanowił ich legitymować na czas pobytu. W końcu nawet jakby miało dojść do nieporozumień zawsze są większością i poświadcza swoje postulaty delegacji Chińskiej. To nie była teraz sprawa, która go zajmowała:
-Proszę się nie martwić, zadbałem o to by zostali legitymowani na czas pobytu i kwaterowani na ten czas blisko Państwa ambasady. Chciałem by wszystko przebiegło jak najbardziej sprawnie..-wytłumaczył mu bez zastanowienia.
Nawet nie był pewien czy Hitler o tym wiedział, jednak postanowienia Sztabu mogły być równie dobrze kontrolowane przez jego samego. Nie musiał oczywiście dopowiadać, że wszystkie ich poczynania są bardzo dobrze weryfikowane przez Wehrmacht. Zrobił zdecydowaną ale przyjazną Chińczykom minę i uśmiechnął się subtelnie.
-W końcu Państwo zdążyli już obejrzeć cześć miasta. Gdy spotkanie się skończy mogę zlecić Państwu lepsze zapoznanie się z mein Heim. Każdy jest związany ze swoją specyfiką życia, to normalne. Możliwe, że my Europejczycy widzimy kolory w trochę odmienny sposób -rzekł. W końcu to jedyne wytłumaczenie na to dlaczego Chińczycy czuli się tutaj nieswojo.
-Nie spodziewali się Państwo? -sam był nieco zdziwiony. Czyżby naprawdę grzeczności szły mu tak dobrze?
-Jako "pan domu" robię jedynie to co powinienem. Wszyscy moi goście mogą być pewni, że przywitam ich z Niemiecką gościnnością. -dodał ze zdecydowaniem w głosie. Oczywiście nie wspominał tego jak traktuje się tu wrogów bądź nieproszonych gości. W końcu nie o to tym razem chodziło. On tu robił wszystko by goście z dalekiego wschodu zapamiętali jego kraj jako ten godny zaufania o wysokich standardach.
-Ja, natürlich. -odparł słysząc prośbę o herbatę. W końcu gościom się nie odmawia. Wezwał obsługę opery i kazał im przygotować salę i przyrządzić napój dla gości.
Na dziwny zwyczaj wprowadzania gości zareagował nieco lekkim zdziwieniem jednak skoro już poświęcił się by wszystko wypadło w sposób wręcz idealny nie odmówił wprowadzenia gościa do sali. Teraz to on, wysoki, postawny wyglądał bardziej jak kamerdyner niż pan we własnym parlamencie.
Złapał więc Chińczyka za rękę i uważnie zaprowadził go na miejsce.

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Nie Lip 21, 2013 7:31 pm

W tej chwili bardzo chętnie oddał rolę opieki nad gośćmi Ludwigowi, samemu tylko uśmiechając się, potakując i uważnie wszystko obserwując.
Tak, trzeba teraz uważnie obserwować swoich orientalnych gości, co by nie strzelić jakiejś głupoty... chociaż, kto tam nadąży za ich zwyczajami i wszystkim, co się z nimi wiąże?
Adolf miał poważne wątpliwości co do tego, czy da radę bezproblemowo się dogadać ... mimo to, trzeba spróbować, to przecież przyniosłoby tyle korzyści, tyle by zmieniło...
Powstrzymał się od westchnięcia.
Zamiast tego znów powstrzymał się od swoich marzeń i rozmyślań i skupił się tylko na słuchaniu i obserwacji. I zaczynał mieć przy tym... ubaw.
Tak, ubaw. Kiedy zobaczył Niemca prowadzącego za rączkę Chiny. Idących tak sobie razem do stolika z herbatką.
Jakież to urocze, cholernie urocze. Dobrze, że wymógł tego od Ludwiga, nie ode mnie.
Oczywiście, musiał powstrzymać się i nie powiedzieć tego na głos. To mogłoby przecież zepsuć całą atmosferę, wpłynąć negatywnie na zbliżające się rozmowy.
Kiedy Trzecia Rzesza i Chiny zasiedli przy herbacie, dosiadł się do nich, wciąż nic nie mówiąc. Zamiast tego zerknął na Ludwiga.
Nie był pewien, jak najlepiej teraz będzie - w ciszy wypić herbatę, czy też może poprowadzić jakąś rozmowę? A jak tak, to jaką? Niezobowiązującą, czy może przejść od razu do celu wizyty Chińczyków?
Adolf odniósł wrażenie, że za bardzo się tym przejmuje i stąd tyle absurdalnych pytań w jego głowie. Więc zamiast się nimi zadręczać postanowił po prostu poczekać na reakcję Chin lub Rzeszy. Dostosuje się. Tym razem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Republika Chińska
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 254

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Wto Lip 23, 2013 12:55 am

W geście podziękowania za odprowadzenie za rękę i usadzenie skinął Niemcowi głową, jednocześnie racząc ciepłym i przyjaznym uśmiechem. Prawie każdy z obecnych Azjatów był tak miły, sympatyczny i wesoły, że aż ciężko było sobie wyobrazić że niecałe 25 lat temu ten naród lubował się w urządzaniu sobie na własnych terenach wojen domowych, a po dziś dzień zastrasza 1/5 populacji świata.
-Niezmiernie dziękuję za odprowadzenie. Mam nadzieje, że nie było to za bardzo krępujące..
Miał pełną świadomość tego, jak na trzymanie w ten sposób za rękę reagują inni. Nawet sam czasem śmiał się z tego, że jego to przez lata traktowali niczym dziewczynkę, ale cóż.. Z pięknego zwyczaju nie zamierza rezygnować.
Rozsiadł się na krześle niczym król bądź cesarz zasiadający na tronie. Niby miał zwykły mundur, dokładnie taki sam jak żołnierze, którzy z nimi byli, ale nie, zachowywał się po swojemu bawiąc się w rozkładanie fałdek ubrania wokół siebie. Aż minister musiał mu dyskretnie zwrócić uwagę, że w pałacu to raczej się nie znajdują, na co ambasador bez zastanowienia rozpoczął spokojnie tłumaczyć, zarówno Ludwigowi jak i Adolfowi, zachowania, które dla osób nie przyzwyczajonych do życia w otoczeniu cesarstwa mogą wydawać się dziwne. Bo może i to była republika, kraj... przynajmniej oficjalnie demokratyczny, lecz parę ładnych wieków rządów rozkapryszonych cesarzy nie pozostało bez śladu. Zresztą jak do tego istniała świadomość, że arystokratyczne zachowanie stawia osobę wyżej niż tych, co ledwo są 'kulturalni', to całe samouwielbienie Chin bywało zaspokojone.
-Jednak przyjemnie jest wyrwać się z Azji i poczuć odrobinę Zachodu. Jakby z jednej strony trafiło się do innego świata.. Co zresztą sugerują moi ludzie usilnie próbując tłumaczyć nasze zachowanie. -Zrobił lekki przytyk będący karą za to upominanie jego zachowania -Z drugiej zaś, jak tylko zobaczyłem herbatę, to poczułem się jak w domu. I chętnie zobaczyłbym jeszcze samą stolicę czy też jakiś fragment tego kraju, aby przybliżyć sobie Republikę Chińską i Trzecią Rzeszę.
Umilkł na chwilę skupiając się na tym, co mu podano. Idealna sytuacja do rozmów. Dla niego wszelkie dyskusje przy pustych stołach, pomiędzy eleganckimi ludźmi były czymś sztucznym. Przecież wszystko jest prawdziwe tylko, gdy człowiek w przyjemnej atmosferze wspólnie napije się, poje i odpręży.
-Zapewne mógłbym jeszcze długo rozwodzić się na temat jak przyjemnie się tutaj czuję... Czy też chętnie opowiedziałbym Wam o naszym pięknym, zapewne orientalnym dla Was kraju, jednak wolałbym pozostawić wybór gościom. Możemy jeszcze chwilę pogawędzić, być może obie strony dowiedzą się czegoś ciekawego o sobie nawzajem.. Albo też chętnie przejdziemy do naszej sprawy, wszak jest równie ciekawa.. Ah, sytuacja w Azji zawsze była interesująca, zwłaszcza z punktu widzenia hegemona jakim byłem, jestem.. I mam nadzieje, że będę w przyszłości. -Przemknął między słowami drobne kłamstewko. Musiał pokazać się z jak najlepszej strony. Każdy miewał wzloty i upadki, a on wiedział, że w Europie dominacja przechodziła z rąk do rąk praktycznie zawsze. Dużo państw ulokowanych na jednej powierzchni, kolebka cywilizacji, sporo do zagarnięcia, nic dziwnego, że każdy chciał rządzić w Europie. W tej sytuacji mógł śmiało okłamać, że u nich w Azji Chiny zawsze były najsilniejsze. Wystarczy spojrzeć na mapę - masa państewek, ZSRR, który nie wlicza się do puli i wielki placek zwany Chiny, który rozpycha się po całym kontynencie niczym pan i władca. Owszem, prawda była inna, wszak obecnie pałeczka władzy w Azji przypadała bardziej Japonii niż jemu.. A i nie można było zapominać, że przez setki lat była taka o, Mongolia, przed którym nawet wschodnia Europa trzęsła się ze strachu.. No, ale kto w Niemczech będzie pamiętać o jakiś-tam najazdach 'dzikich Hunów' na Słowian, czy będzie w stanie uwierzyć, że kilka malutkich wysepek zwanych Japonią ma większą władze niż coś tak ogromnego jak Chiny? -Zresztą.. Odnośnie Azji i całej sytuacji, podobieństw.. Można powiedzieć, że właściwie jakby mamy wspólnego sąsiada, prawda? -Chyba ktoś tutaj zapomniał, bądź się nie douczył, że pomiędzy Rzeszą, a ZSRR istnieje takie 'coś', co nazywa Polska. -A-Ale nie przyszliśmy tutaj rozmawiać o Związku Radzieckim, wszak to temat jak rzeka i... -Odwrócił głowę w stronę żołnierzy, sprawdzając, czy już przekroczył magiczną granicę niedozwolonych stwierdzeń, czy jeszcze może sobie pozwolić na kontynuowanie tematu -...obecnie czekamy na ruch ze strony naszych północnych sąsiadów. -Bzdura, gdyby mogli, to by bili pokłony Rosjanom chwaląc ich pod niebiosa i prosząc, aby sypali im więcej. Postawa 'na kaczuszkę' - ja się kłaniam i udaję jak bardzo Cię uwielbiam podchodząc coraz bliżej, a Ty w swojej 'łaskawości' i dzięki 'dobremu sercu' mnie dokarmiasz. Mniejsza, że potem karmiący wróci do grzeszenia, a kaczuszka odleci mając głęboko gdzieś swojego karmiciela. Co się naje, to jego. ZSRR spełnia swoją wizję obrońcy i opiekuna ludzkości, a Chiny dostanie, co mu trzeba.
-Jednak mimo wszytko wiem, że będzie doskonale.. Teraz oczy wszystkich powinny być zwrócone na wschód.

_________________


'All wars are civil wars, because all men are brothers.'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Nie Lip 28, 2013 12:56 pm

Spojrzał na skinienia jakie wykonali, w sumie to bardzo przypomniało mu również to co zobaczył u Japończyków. Jednak skoro to był po prostu niegroźny gest szacunku zdecydowanie mu się to podobało.
Dziwni i ciekawi Ci ludzie ze wschodu, zamyślił się mentalnie obserwując Chińczyków. Zawsze bardzo interesowało go to co ciekawe i odległe, dlatego tak Ciężko mu teraz było usiedzieć kilka miesięcy w Berlinie, zdecydowanie wolał podróżować po świecie:
-Nein, Herr Wang. -zapewnił go, choć może odrobinę dziwnie mu było przyjmować tą dziwno prośbę, jednak wszystko poszło szybko i sprawnie więc nie specjalnie się tym martwił. W sumie to doświadczył kilku innych zdecydowanie bardziej krępujących rzeczy niż trzymanie Chińczyka za rączkę. Przez tą całą akcję zupełnie zapomniał, że wódz stoi przy nim bacznie i obserwuje jego poczynania.
Czyżby przestał się już stresować? Bardzo możliwe, szczególnie że to wyglądało jak popołudniowa herbatka u Louise, choć to nie on tym razem był ubrany w coś zupełnie nonsensownego i dziwacznego niczym zachcianka własnej siostry. Więc z przymrożeniem oka obserwował wygibasy Chińczyka, nadal był bardzo zaciekawiony aniżeli zniechęcony do rozmowy z nim.
-Miło mi to słyszeć. Herzlich Willkommen -rzekł:
-Sam z chęcią bym podróżował, szczególnie gdyż Wasza kultura wygląda zachęcająco, podobnie jak i w Japonii. -zupełnie zapomniał jak przez tą chwilę się rozmarzył o dalszym wyjeździe. Bardzo mu się podobało, że Wang jest taki rozmowny, w sumie był taki jak on zupełnie mniej ograniczony niż ludzie. Pewnie dlatego tego towarzystwo mu przypadło do gustu.
Czyżby zaczął myśleć o nim jako o przyszłym sojuszniku? Jak na razie wszystko zaczęło się dobrze, oby tak dalej, powtarzał sobie w myślach.
-Z chęcią posłucham o Waszej historii Herr Wang -powiedział gdyż polityka wymagała poznania swoich sojuszników możliwie jak najbardziej. Poza tym nikt mu nie powiedział, że ma szybko kończyć i uciekać do sztabu. On trochę jak dziecko garnął się by poznawać to co było mu nieznane, w końcu dzieckiem przy niem wciąż był. To trochę jak bajki na dobranoc u starszego brata, pewnie nigdy się nie przyznał, że właśnie w taki sposób odbiera rozmowę z gościem.
-Chodzi Herr o ZSRR? -pomyślał logicznie. Bo Polska nie była dokładnie kimś z kim się liczył jako równemu sobie.
-Wydaje mi się, że to temat do następstw. Chciałbym znać jak na razie nastroje panujące w samej Azji, możliwie z jego udziałem, jednak nie traktujmy Związku jak "pępek" świata. Przyznam że wiem, że się tam teraz dużo dzieje. -dodał mimochodem:
-Ich verstehe -przytaknął na kolejne informacje jakich udzielił mu Chiny.
-Tak naprawdę to tak właśnie jest, w Europie zapadła niepokojąca cisza. Konflikty na wschodzie są teraz dla nas znaczące, w końcu kto wie czy nie będą następstwie kolejnych być może i dotyczących nas -mówił mętnie, w końcu nie chodziło mu o wyjawienie własnych planów na przyszłość a wyciągnięcie ze swojego towarzysza obecnych postulatów. Każdy teraz szukał sojuszników, nie dziwił się więc że wzmożona liczba delegacji została wysłana by szukać swoich interesów w konfliktach innych.

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Nie Lip 28, 2013 8:17 pm

Siedział sobie spokojnie i tak przyglądał się uważnie i przysłuchiwał. Z początku tylko do tego się ograniczył - chciał jak najbardziej poznać i zrozumieć nowych gości. I obawiał się palnięcia głupiej gafy. Na tym spotkaniu nie może sobie pozwolić na za wiele. Nie, to spotkanie jest naprawdę istotne, trzeba być ostrożnym.
Kilka razy potaknął głową, zerkając to na Trzecią Rzeszę, to na azjatyckich gości. Nie zaprotestował też na słowa Ludwiga - ba, wydawał się nawet nieco zadowolony, że Niemcy wyraził chęć posłuchania historii Chin. Hitler też chętnie by tego posłuchał, ale czuł, że powiedzenie o tym wprost z jego strony nie byłoby najlepszym pomysłem. O nie, to zabrzmiałoby pewnie wyjątkowo głupio. Ale skoro powiedział to Trzecia Rzesza, to problemu nie ma. Uśmiechnął się nawet lekko, po raz kolejny kiwając głową.
Kiedy jednak usłyszał kolejne słowa poczuł, że musi się wtrącić.
I tak milczałem już wystarczająco długo, powinienem i ja uczestniczyć w tej rozmowie. Muszę pokazać swoje zaangażowanie.
- Właśnie tak jest. Cisza przed burzą, o to co dzieje się teraz w Europie. Europieuc, która najwyraźniej nie dostrzega wciąż wagi tego, co dzieje się w Azji. Ale my, tutaj w Rzeszy, to rozumiemy. Dla nas to też jest ważne, choć nie ukrywamy, że mamy w tym bardziej osobiste obawy niźli światowe. Ale nie przeszkadza to przecież w tym, aby wesprzeć odpowiednią stronę, w odpowiednim państwie,
Z wprawą włączył się do rozmowy. Mówiąc ostatnie zdanie znacząco spojrzał na chińskich gości. Odpowiednia strona oznaczała dla niego tą stronę, z którą współpraca byłaby owocna dla Trzeciej Rzeszy. Ale przecież nie ma sensu mówić tego wprost. Na razie lepiej zostawić delikatne niedomówienie.
Przecież i tak każdy wie, o co chodzi. Przecież każdy z tu obecnych zdaje sobie sprawę z tego, co się dzieje. I na czym polega obecna polityka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Republika Chińska
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 254

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Wto Sie 06, 2013 9:54 pm

Chwilę zachwycał się sposobem mówienia jego rozmówców. Jednak musiała istnieć jakaś rasowa różnica, gdyż wszelkie wypowiadane słowa brzmiały dla niego niesamowicie ciekawie. Nie znalazłby podobnej wymowy nigdzie w Azji, a z języków zachodu znał tylko rosyjskiego, który brzmiał całkowicie inaczej i angielskiego, który jedynie w małym stopniu zdawał się być podobnie do wymowy Niemców, która sprawiała wrażenie ostrej i dostojnej, jakby wydawano polecenia.
Oczywiście przysłuchując się im nie zapomniał o analizie treści i spokojnym przemyśleniu tego, co chcieli mu i reszcie delegacji przekazać.
Zwykle czekał aż rozmówca skończy, nim sam się odezwał, jednak już na początku ledwo co wytrzymał, nieznacznie się krzywiąc i znacząco zerkając to na własnych żołnierzy, to na Chińczyków. Zdawali się bez słów porozumiewać na temat tego, co wywołało ową drobną reakcję i jak na nią zareagować.
-Chciałbym tylko zwrócić uwagę, że kultura Japonii wzięła się z mojej kultury.. -Mówił odrobinę oschlej niż normalnie, jakby z niewielkim trudem. Jedynie uśmiechem chciał pokazać, że pomimo, iż poruszony temat jest ciężki, to nie wini swoich rozmówców, świadomy różnic jakie ich dzielą -Można by nawet powiedzieć, że Chińczycy nauczyli ich wszystkiego, co było potrzebne, aby to państwo zaistniało. Zresztą jest to widoczne po dziś dzień, wystarczy spojrzeć na zwykłe pismo. Owszem, drobne naleciałości istnieją, jednak pomimo upływu tak wielu lat wciąż używamy tego samego alfabetu po obu stronach Morza Wschodniochińskiego, więc jednak to musi coś znaczyć.
Znów wplótł drobne kłamstwo opierając się na niewiedzy swoich rozmówców. Owszem, Chiny powstały wcześniej niż Japonia i wpłynęły na rozwój cywilizacyjnych swoich 'młodszych braci Azjatów' w dość dużym stopniu. Jednak nie można było tak wszystkiego spłaszczyć. Japonia posiada kulturę na którą wpłynęło wiele czynników, a nie, jak to Yao przedstawił, same Chiny. Co zaś się tyczyło aspektów językowych, to chiński i japoński były całkowicie różne. Owszem, oba posiadały, w rozumieniu europejskim, spłaszczoną gramatykę, lecz była ona całkowicie różna - wystarczyło spojrzeć na zwykłą budowę zdania w obu tych językach, a już różnica była tak duża, że nie dało się nawet mówić o podobieństwie. A pismo? Chińczycy używali jednego alfabetu, Japończycy trzech. Owszem, kanji było i dla jednych i dla drugich.. Ale trzeba dodać, że znaki w Japonii wielokrotnie były uproszczone w stosunku do chińskich, znaczyły zupełnie co innego i posiadały inne czytania. Tak więc owszem, może i Yao nauczył brata pisać, ale ten najwyraźniej następnie wziął się do roboty i wszystko poprzemieniał na własny użytek.
-Poza tym kultura Chińska jest najstarsza w całej Azji.. -Ciągnął dalej temat. Usłyszał zgodę na opowieści, więc mógł wprowadzić gości w 'swój świat' -Należy pamiętać też, że Chiny są ogromnym krajem.. 9 milionów kilometrów kwadratowych, 518 milionów ludzi, kilkanaście języków chiński.. Stolica w Beijingu.. Z-Znaczy się od pewnego czasu już stolica w Nankinie.
Chwilowo w Nankinie..
-Dodatkowo to państwo niesamowicie zróżnicowane etnicznie. Kilkadziesiąt narodów chińskich, Mandżurowie, Mongołowie, Koreańczycy, Japończycy, Tajwańczycy, Kazachowie i Tybetańczycy. Nic więc dziwnego, że nasza kultura jest niezwykle rozbudowana i aż tak pasjonuje. Wiele narodowości pracowało na to przez kilka tysięcy lat. -Powoli dawało się wyczuć jego samouwielbienie, szczególnie widoczne wtedy, gdy mówił o sobie. Bo niby opisywał kraj i wiadomą rzeczą było, że będzie go opisywać najlepiej, jednak w porównaniu ze zwykłym dyplomatą mówiącym o Chinach, w jego głosie zdawało się czuć nutkę satysfakcji, że może mówić i że ktoś go słucha. -No, ale o tym mógłbym mówić godzinami, a chyba tyle czasu nie mamy.. Cóż, mogę jedynie na krótko opowiedzieć, co ciekawsze, tak chyba będzie najlepiej, prawda panowie?
Na chwilę zwrócił się do reszty delegacji, upewniając się, czy w ogóle ma pozwolenie na wypowiadanie się. Niby kraj, najważniejszy w całej grupie, jednak wszystko musiało być podporządkowane 'odgórnym rozkazom'. Na szczęście szybko dostał ich pozwolenie i zaraz powrócił do mówienia.
-Z tego co mi wiadomo, nasze kraje łączy fakt, że oba poprzedza cesarstwo, prawda? No i słyszałem też, że w Niemczech również miało miejsce rozdrobnienie na niewielkie państewka, które zostały zjednoczone. Niesamowite ile to ciekawego można się dowiedzieć, shi de? -Szkoda tylko, że dowiedział się tego, kiedy go 'nauczali' przed wyjazdem, a nie z własnej chęci poznania innej kultury. -No, ale wracając do Chin.. Azja, Europa, ZSRR.. Na temat ZSRR się nie wypowiem, niestety to jest sprawa odgórna załatwiana z moim szefostwem.. -Czyli demokraci mówią o Związku Radzieckim jedno, komuniści drugie -A w Azji, cóż.... Obawiam się, że niedługo dojdzie do wojny. Nie jakiejś drobnej sprzeczki granicznej ale naprawdę potężnej i poważnej wojny.. -Wziął głębszy oddech i całkowicie spoważniał, po raz pierwszy sprawiając wrażenie kogoś dojrzałego, doświadczonego i mającego szeroką wiedzę -Mogą państwo zauważyć, Azja różni się znacząco od Europy. Wszyscy jesteśmy jakoś powiązani, chociażby kulturą, zwyczajami, religią, historią.. Poza tym, to rejon bardzo burzliwy, przynajmniej u mnie w kraju jesteśmy ledwo po rewolucji. Moi zachodni sąsiedzi oddają się ZSRR, w Korei panuje poruszenie przeciw Japonii, Anglia wciąż macza palce w Indiach czy Hong Kongu, zresztą inni Europejscy kolonialiści też mają swoje za uszami.. Oh i ruchy niepodległościowe, powstanie nowych państw.. Jak na przykładu Tybet, koszmarek, który długo nie pociągnie. A w tym całym chaosie jest Japonia, która snuje swoje paskudne plany. Jedni drżą przed tą parodią cesarstwa, inni szykują się do wojny.. Z mojej strony zapewniam Was, że jesteśmy przygotowani do starcia i zrobimy wszystko, aby bronić naszej umiłowanej ojczyzny.
Nie byli kompletnie przygotowani. Chiny miał tylko miliony ludzi chętnych oddać życie za kraj. Dopiero niedługo dostanie chociażby głupią broń, jakiś sprzęt wojskowy. Ale nawet z tym będzie mu ciężko walczyć przeciw Japończykom. Zresztą jak zawsze, za każdym razem, gdy Japonia go atakuje, pomimo wielkiej armii i oddania ludzi, nie jest w stanie przeciwstawić mu się w żaden ze znanych sposobów.

_________________


'All wars are civil wars, because all men are brothers.'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Czw Sie 08, 2013 9:41 pm

Siedział spokojny na miejscu ilustrując Chińczyka wzrokiem. Przez chwile wydawało mu się jakby był małym dzieckiem słuchającym opowieści jakiegoś starego przybysza z daleka. Może to nie wyglądało dokładnie w ten sposób ale mentalnie tak właśnie było. Chyba nie tylko on dobrze się bawił, Hitler także wyglądał na zadowolonego z ich rozmowy choć teraz nie specjalnie zwracał uwagę na jego osobę. Wreszcie coś odwróciło jego uwagę od nawału pracy.
Dużo myślał na temat kultury ludzi ze wschodu, dobrze wiedział że Chińczyk był o wiele starszy od Japonii. Obaj liczyli sobie wieki zupełnie innej kultury i zachowania i sztuki, tam wszystko wydawało się kolorowe. Do tego ta dyscyplina bardzo mu się podobała. Właśnie dlatego tak bardzo zbliżała go do myślenia właśnie o tym żeby szukać między nimi sojusznik. Jak wiedział Azjaci za sobą nie przepadali, z resztą jak w każdej rodzinie jeden najbardziej krzywdził drugiego. Nie miał wiele do ich konfliktów, chciał się tylko przekonać, który z nich będzie dla niego lepszy sojusznikiem. Z Chinami już jakiś czas współpracował, miał o nim dobre mniemanie dlatego też brał pod uwagę jego postulaty i każde informacje jednak to jeszcze nie było to by mógł się zdecydować akurat na niego. Japonia także wydawał mu się ciekawym obiektem w planowaniu.
Wysłuchał dokładnie to co powiedział i śmiał spytać:
-Mówisz wiec, że Japonia powinien Ci wiele zawdzięczać? Niestety nie wiem zbyt dużo na temat waszej kultury. Obie wydają mi się fascynujące na swój sposób..
To ciekawe co jeszcze Chiny myśli na temat swoich braci, w końcu to potęga jak sam mówił wielki kraj z wpływami i mnóstwem ludzi. Nawet u niego niemożliwym było zebrać tylu "rąk" gotowych do pracy. Oni mogli pracować jedynie bardzo zmobilizowanie, i tak właśnie się działo. Gdy tylko sytuacja ekonomiczna odrobinę się unormowała przyszła kolej na zbrojenia i wszystkie pieniądze szły na tę właśnie inwestycję.
-Ich verstehe. Wasze prace są na bardzo wysokim poziomie. Mógłbym nawet powiedzieć.. "przegoniliście" Europę. -rzekł zaciekawiony:
-Pewnie dlatego nie ma co się dziwić, że jesteście z perspektywy postępu dla nas ważni.
Postanowił dobrze zaznaczyć że Chińczyk stanowi jakąś osobową ważność, w końcu ważne rzeczy się ceni. Niech więc będzie pewny, że jego stosunki względem Azji nie są obojętne:
-Ja, natürlich. Moje państwo jest złożone z kilku mniejszych. Kiedyś większość nich miała swoją autonomię. Są o wiele starsze i mają odmienne dialekty i tradycję. Jesteśmy jednak jedną rodziną, dlatego też jedność daje nam większe możliwości. -wytłumaczył mu:
-Wiadomo. Każda taka pozycja w państwie może być trochę jak bomba zegarowa, szczególnie gdy każdy chciałby zatrzymać wszystkie wpływy dla siebie. Coś za coś.. -westchnął. W końcu miał się okazję "wyżalić" komuś kto jest w odrobinę podobnej sytuacji.
Słuchając wywodu Chin na temat Azji dobrze widział, że starał się to przestawić w jak najbardziej krytycznym świetle. W Europie nie było jednak lepiej. Każdy robił co mógł by się wyplatać z kryzysu. Niektórzy wprost "żywili się innymi. Mógł tu np. przytoczyć przykład Francji, który pasożytniczo go wykańczał.
Szczerze powiedziawszy - ostatnie lata w Europie po wojnie były opłakane, dlatego też mechanizm wojenny mógł być jedynym skutecznym do pozbycia się kryzysu i obcych niechcianych wpływów z Ameryki lub wysp Brytyjskich.

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Sob Sie 10, 2013 8:37 pm

Siedzi sobie grzecznie z nimi i stara się słuchać wszystkiego. I jakoś ukryć to, że zaczyna go to na tyle nudzić, że zaraz im tu zaśnie.
Nie, przecież nie może do tego dopuścić!
Rozejrzał się, szukając jakiegoś sposobu, żeby pozostać przytomnym. Wtrącić się do rozmowy. Albo zmienić temat. Tak, to świetny pomysł! Hitler w pierwszej chwili bardzo się ucieszył na myśl o tak prostym i skutecznym rozwiązaniu. Już zaczynał gratulować sobie w myślach, kiedy znów lekki spochmurniał.
Jak ma się wtrącić i zmienić temat, skoro przestał ich słuchać jakieś dziesięć minut temu i nie wie o czym rozmawiają? Nie wyskoczy przecież z niczym w stylu "Tak, tak, ale no patrzcie jaka śliczna pogoda!" albo "Jasne, ale to mi przypomina malowniczą polankę, na jakiej byłem ostatnio z Evą", czy też ewentualnie "Goebbels kupił sobie ostatnio nowy samochód, całkiem niezły, serio".
Adolf, nieco poddenerwowany, że genialny pomysł przestał być takim genialnym pomysłem, zbyt nerwowo chwycił za filiżankę z herbatą. A właściwie niepotrzebnie ją w tych nerwach puścił.
Rozmowę Rzeszy z Chinami przerwał głuchy brzdęk rozbijającej się o stolik filiżanki. Resztka niedopitej herbaty malowniczo rozbryzgała się po koszuli Adolfa oraz spodniach siedzącego najbliżej Hitlera Rzeszy.
Adolf zamrugał kilka razy, jakby zastanawiał się, co się właściwie stało. Spojrzał na rozbitą filiżankę. Potem na siebie. A jeszcze później na Rzeszę.
Zrobił niewyraźną minę. Normalnie by teraz wybuchł, zwalił winę na Ludwiga i poszedł sobie trzaskając głośno drzwiami.
Ale był Chiny, którego całkiem nie znał i który nieco wybijał go z rutyny. Z jego wyuczonych, skutecznych zachowań. Więc teraz nie wiedział już sam co zrobić. Siedzi więc, gapiąc się to na stolik, to na siebie, to na Rzeszę i zastanawiając się, jak najlepiej przerwać to niezręczne milczenie, jakie nagle zapadło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Republika Chińska
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 254

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Nie Sie 11, 2013 4:10 pm

Wyraźnie radowały go słowa Rzeszy. Ludwig zawsze mu się podobał, był inny niż reszta 'zachodnich'. Nigdy nie wywyższał się jak Anglia, w przeciwieństwie do Rosji liczył się z rozmówcą, zasługiwał na szacunek, którym Azjata nigdy nie obdarzyłby Francji, nie narzucał swojej woli jak Portugalia i przede wszystkim - działał logicznie i zdawał się przemyśleć każdy swój krok, czego zdecydowanie brakowało USA.
-Miło nam widzieć i słyszeć, że jeszcze w Europie jest ktoś rozsądny... I nawet pozwoliłbym sobie rzecz, że posiadacie cechy typowego hegemona, a jako ktoś rządzący prawie całym kontynentem znam się na tych sprawach. -Urwał na chwilę dając czas na uporządkowanie myśli, jakie właśnie pojawiły się w jego głowie. Upił trochę herbaty i wrócił do rozmowy -Życzę, aby w Europie zapanował wreszcie porządek i harmonia.. A także honor i siła jaka istnieje w Azji. Wiem, że to trudne zważywszy na.. pewnych osobników, którzy psują ten wizerunek... -Anglia... Rosja. -...jednak sądzę, że ostatecznie wygra ten, który naprawdę nadaje się na tą rolę.
Wrócił do popijania herbaty, analizując słowa Rzeszy, głównie utkwiły mu słowa odnośnie rodziny i możliwości jakie z niej płyną. Zdawał się na chwilę zamyślić analizując swoją sytuację i sprawdzając, na ile sobie może pozwolić przy kolejnym zdaniu.
-Rodzina, cóż... Mówi się, że ważne jest tylko to, aby wszyscy byli zdrowi.. Osobom, które tak twierdzą dałbym pistolet i kazał zastrzelić własnego brata lub siostrę. Hm.... Japonia bardzo źle czyni, podnosząc rękę na osoby, w których żyłach płynie ta sama krew co i w nim. Uważam, że do osiągnięcia celu można wiele uczynić.. -Mówiąc 'wiele' miał na myśli nawet tak koszmarne zbrodnie jak ludobójstwo, masowa eksterminacja, zastraszanie, tyrania.. Wszak nie wolno było zapominać kim był i dlaczego przez tak wiele lat utrzymywał władzę w Azji. Choć jawnie nie mógł o tym powiedzieć -Jednak są dwie rzeczy, których jeśli ktoś się dopuści, to nic nie usprawiedliwi jego działania i do końca życia jeśli nie dopadną go ludzie, to zabije go własne sumienie... Jednym jest zdrada własnej ojczyzny, co oczywiście takim jak ja czy Ludwig nie grozi.. A drugim zaś skaza Japonii czyli bratobójstwo.
Już zastanawiał się nad kolejnymi słowami myśląc o tym jak przedstawić swojego młodszego brata, żeby ukazać choć odrobinę tego jak podłym zdrajcą był dla niego. Owszem, kochał Japonię tak mocno jak tylko rodzeństwo może siebie kochać, ale aż takim idiotą nie był, żeby kierować się tylko i wyłącznie swoimi emocjami. Jednak państwo też się liczyło.
Układał sobie kolejne słowa w myślach i prawie otworzył usta, aby coś powiedzieć, jak usłyszał trzask. Skrzywił się tylko, przyzwyczajony do hałasu, który często miał okazję słyszeć jak dopuszczał dzieci do porcelany. Chińczycy zdawali się być lekko zdegustowani całą sytuacją, która powinna być niedopuszczalna przy takiej okazji, jednak Chiny tylko wzruszył rękami i odsunął na bok wszystko co przed sobą miał.
-Byłbyś już martwy wśród Japończyków.. -Mruknął wstając od stołu. Co prawda miny całej delegacji mówiły, że wśród Chińczyków również prędko zlinczują Hitlera, lecz Yao zdawał się mieć zupełnie inne podejście.
Zrugał wzrokiem własną 'świtę' i stanął przed Hitlerem jemu już posyłając szczery uśmiech.
-T-Tylko się nie ruszaj proszę pana.. -Mniejsza, że jest od Adolfa starszy od jakieś... kilka tysięcy lat?
Pochylił się nad nim wyciągając jakąś chusteczkę, którą zaraz spróbował powycierać jego koszulę. Przy okazji schylił się na tyle, aby mu wyszeptać parę słów 'od siebie'.
-Żołnierze zabijają tylko komunistów i nas, jeśli źle mówimy o Chinach, więc się uspokój, bo każdy tutaj jest do Ciebie przyjazny i szanują Cię bardziej niż swoich szefów.
Znów wrócił do pozycji pionowej posyłając tym razem uśmiech i Rzeszy. Chusteczkę, którą czyścił Hitlera położył mu na kolanach, zaś drugą wyciągnął w stronę Ludwiga.
-Drobny wypadek, nie ma co się martwić, prawda?

_________________


'All wars are civil wars, because all men are brothers.'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Pon Sie 12, 2013 2:18 am

Słuchał jego słów wciągnięty i zainteresowany.
Bardzo lubił jak mówiło się o nim w taki sposób. To takie piękne i podbudowujące. Czuł dumę i napływ pozytywnej energii, że cała jego praca i poświęcenie jest dobrze postrzegane, a raczej rzetelnie. Zawsze starał się wyjść na kogoś doświadczonego, znającego się na rzeczy i logicznego i to mu się dość dobrze udawało. Oczywiście nie wszyscy go tak traktowali, jednak słowa Chin to inna bajka. Po prostu lubił być chwalony przez byłe Cesarstwo. Cesarstwo to potęga którą on chciał osiągnąć, jego największe marzenie i spełnienie wszystkich planów, które dopiero narodziły lub narodzą się w głowie jego wodza i jego samego.
Od początku zdawał sobie sprawę, że ma predyspozycję do bycia imperatorem, pomimo trudności on nie dawał się zwieść przeciwnościom losu. Rósł w siłę choć jeszcze niedawno był na skraju wyczerpania. To cecha niezbędna do przeżycia, samozaparcie i chęć lepszego życia. Spojrzał na Chiny pogodnym wzrokiem i coś mu mówiło by się uśmiechnąć jednak tego nie zrobił, był za bardzo skoncentrowany na rozmowie:
-Bardzo miło mi to słyszeć, szczególnie z twoich ust mein Herr..-odrzekł usatysfakcjonowany nadal nie spuszczając wzroku z jego twarzy.
-Oczywiście też jestem za tym, jak najbardziej. Przede mną jeszcze długa droga ale nic nie jest niemożliwe. Wystarczy "wyrwać" chwasty i zaorać pole od nowa. Europa musi być zjednoczona i silna...-mówił coraz bardziej mentalnie zadowolony, starał się ten entuzjazm jednak w sobie tłumić.
-Ja, ja też tak sądzę.
Temat do rozmowy naprawdę bardzo mu przypasował. Bardzo rzadko rozmawiał z Chinami, w tej chwili zaczynał tego żałować. Te odległe położenie było przeszkodą samą w sobie. Ludzie ze wschodu byli po prostu ciekawi.
-Zdrada ojczyzny jest niewybaczalna, podobnie jak ucieczka z pola bitwy. Zwycięscy nie potrzebują tchórzów ani krętaczy. Społeczeństwo tchórzy i lekkoduchów zawsze będzie przegrane bo oni nie umiał umiejętnie wykorzystać to co im daje los...
To kolejna rzecz, która go nurtowała. W jego kraju nie tolerowano odstępstw, uciekanie od idei było równie dobrze traktowane jak zdrada.
Już się nakręcił chcąc mówić dalej jednak z zamyślenia wybudziło go zachowanie Hitlera, gdy tylko usłyszał głuchy brzdęk rozbijającej się porcelany rozejrzał się natychmiast by zidentyfikować przyczynę. Jego wzrok spoczął na wodzu a potem na swoim mundurze.
-Was ist los mein Führer? -spytał natychmiast.
W końcu mógł się skaleczyć, albo jeszcze coś innego. Przez chwilę zupełnie zapomniał że tu siedzi, i to było takie błogie uczucie. Nie dane mu było jednak spokojnie rozmawiać z gościem. Natychmiast się zerwał jakby ten czegoś od niego teraz chciał. Spojrzał jednak, że Yao wyciera ubranie wodza chusteczką i postanowił się nie wtrącać. Czekał tylko aż oboje wrócą lub nie ma swoje miejsca. Gdy dostał chusteczkę skinął tylko głową by mu podziękować i niezwykle starannie wytarł niewielką plamę na marynarce.

[ nocna wena XD]

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Pon Sie 12, 2013 11:18 am

Oczywiście, że się nie ruszał. Przetrawiał to, co się właśnie stało. Kiedy nieco doszedł do siebie spojrzał na Chiny, skinął lekko głową.
- Przepraszam za kłopot - bąknął, udając większe zakłopotanie, niż naprawdę się czuł. - Rozumiem.
Dodał jeszcze szeptem, w odpowiedzi na słowa Azjaty.
Słysząc, że Ludwig się odezwał, odwrócił się w jego stronę, zmarszczył brwi. Czy co się...?
- Nie przejmuj się tym, Rzeszo, ja tylko... to tylko wypadek-
Zaczął, ale urwał. Do tej pory zerkał po otoczeniu, nieco na swoje poplamione ubranie, Teraz chciał pozbierać stłuczoną porcelanę i właśnie podniósł dłoń z kawałkiem byłej filiżanki. A z jego kciuka spływała stróżka krwi.
- A niech to, cholera...
Mruknął i skrzywił się. Wstał, nieco niepewnie.
- Muszę... muszę... wyjść, skontaktować się z moim lekarzem...
Usprawiedliwił się, nieco niepewnym głosem. Tym razem nawet nie oderwał wzroku od stróżki krwi. Od razu widać, że nieco przesadza. Chociaż przecież nie powinien niczego lekceważyć, prawda? Jeszcze coś się stanie, jakieś zakażenie, czy licho wie co.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Republika Chińska
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 254

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Pon Sie 19, 2013 1:23 pm

Stał wciąż tuż przy Rzeszy i Hitlerze. Cały czas uśmiechał się do gospodarzy, jakby pokazując, że nic się nie stało, że jest cierpliwy i mogą działać jak chcą. Co jakiś czas nawet posyłał znaczące spojrzenie 'swoim', aby nikt z chińskiej strony nie przejmował się tą... niespodziewaną sytuacją.
Widząc zamieszanie wokół plam, sam rękami strzepał niewidzialny kurz z munduru. Nie był pedantem, wręcz przeciwnie, sam o porządek bez pomocy nie zadba, no ale widząc jak inni się czyszczą, odruchowo sam musiał coś zrobić.
To chyba nie jest dobry pomysł...
Nie zdążył dobrze pomyśleć widząc zapędy do sprzątania stłuczonej filiżanki, jak już światło dzienne ujrzała niemiecka krew. Pięknie, mieli tutaj rozmawiać o Chinach i Japonii, a nie oddawać krew za ojczyznę... I herbatę.
-To chyba nic poważne..
Urwał widząc kolejne działania. Lekarz? Do zwykłego skaleczenia? Tylko westchnął w duchu współczując człowiekowi, który zajmuje się jego rozmówcą pod względem medycznym.
Jego lekarza powinni ozłocić za cierpliwość i opanowanie..
-Na moje oko pan się po prostu skaleczył. Wiem, co mówię, miałem pod opieką młodsze rodzeństwo, które ciągle gdzieś się raniło. Wystarczy opatrzyć i będzie po kłopocie.
Nawet on by umiał to zrobić. Zresztą uznał, że Rzesza również ma podstawowe wykształcenie na temat pomocy przy nagłych wypadkach. Do tego nie potrzeba specjalisty z dyplomem.
Szybko jednak uświadomił sobie, że może porady lekarskiej nie wymaga samo skaleczenie, lecz jakaś dziwna choroba? Właściwie nie znał żadnych przypadłości związanych z krwią, przypominał sobie tylko sprawę sprzed wielu laty jak opowiadano mu o synu jakiegoś cara w Rosji czy coś.. Szybko jednak uznał, że tamto to było dziecko i gdyby jego rozmówca chorował na to samo, to nie dożyłby... Tylu lat ile dożył.
Właściwie to w jakim on jest wieku..?
Kręcił głową próbując mu się dokładnie przyjrzeć. Nie potrafił ocenić wieku i nie mógł na oko powiedzieć czy jest zdrowy, czy chory.
-Z-Znaczy jeśli istnieje taka potrzeba, to możemy poczekać, zdrowie w końcu jest najważniejsze!

_________________


'All wars are civil wars, because all men are brothers.'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Sro Sie 21, 2013 1:01 pm

Uważnie obserwował wodza, w końcu chciał zrobić dobre wrażenie na gościu, że dba o zdrowie i dobre samopoczucie swojego wodza. Na szczęście specjalnie nie umiał udawać bo tak właśnie było.
Hitler czasami zachowywał się jak rozwydrzony nastolatek, jednak na dobrą sprawę nie był wstanie mu zwrócić uwagi, na tyle by przestał ufać swojej hipochondrycznej naturze.
Czasami mu się wydawało że, ludzie i personifikacje jednak są mentalnie od siebie daleko. A nie tak jak zawsze sobie myślał, że są niezwykle podobni. Na dobrą sprawę stali wyżej niż ludzie, byli silniejsi i mogli więcej tak naprawdę to tylko pozory, które niejednemu już "narodowi" namieszały w głowie. Ludzie byli i będą zawsze za nich ostatecznie decydować. To przykre ale prawdziwe...
-Gut, mein Führer -odparł słysząc jego zapewnienie. W sumie faktycznie nie stało się nic strasznego, ani zagrażającego jego życiu. To tylko filiżanka..
Obserwował ich jeszcze.
Chiny też uznał to pewnie za błahostkę. Wcale się mu nie dziwił. Pewnie nikt z jego polityków tak bardzo nie przejmował się takimi rzeczami. Azjaci to ludzie zahartowani, nie widział ich przejmujących się zadrapaniami lub skaleczeniami. Dlatego to jedni z lepszych sojuszników jakich mógł pozyskać...
Co to dziwnego zachowania jego wodza, powinien mu na przyszłość wyjaśnić, że jest przewrażliwiony na punkcie zrobią, i na pewno to zrobi gdy będzie ku temu okazja.
Na chwilę obecną na razie jednak czekał na dalszy rozwój wydarzeń.

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Czw Sie 22, 2013 9:30 pm

Zamrugał. Nie na taką reakcję czekał. On, ze swoimi fobiami i humorkami, przyzwyczaił się już do tego, że otoczenie na niego chucha i dmucha. A tu takie... takie jedno, wielkie nic.
Sam nie wiedział, czy jest bardziej zawiedziony, czy wściekły. Zacisnął usta w wąską kreskę i spojrzał na Trzecią Rzeszę z nieskrywanym wyrzutem.
Poczekał jeszcze moment, bo a nuż Rzesza się ocknie i zrobi co do niego należy, naprawi swój olbrzymi nietakt względem niego?
Zatupał nogą ze zniecierpliwieniem. Poczekał moment. A potem jeszcze chwilkę. Ale szybko zorientował się, że tak, to prędko się nie doczeka. Ale przecież tak być nie może!
Po moim trupie.
Przewiercił Trzecią Rzeszę spojrzeniem, mając nadzieję, że w ten sposób chociaż odrobinę nakłoni go do odpowiedniego myślenia oraz wymusi na nim jakiekolwiek zmieszanie.
- Oczywiście, to może być też coś BARDZO poważnego. Jakieś niebezpieczne zakażenie... och, no WIESZ, Rzeszo jaki jest mój organizm i ile opieki wymaga...
Rzucił zjadliwie, chociaż w miarę spokojnym tonem. Jak bardzo musi sugerować, że do lekarza ma za daleko, a nie będzie czekać nie wiadomo ile aż ten przybędzie, więc w związku z tym, wolałbym, żeby Rzesza poszedł z nim do pokoju obok i go opatrzył?
Do cholery, mógłby to zrobić chociażby i na tym stole! … znaczy, nad tym stołem!
Odkaszlnął i zaczął mówić.
- Dziękuję za szybką reakcję i twoją pomoc, Rzeszo. Nie wiem, co bym bez Ciebie zrobił! Zawsze taki skory do udzielenia pierwszej pomocy!
Rzucił sarkastycznie i spojrzał wyczekująco na Ludwiga. Lepiej, żeby się pospieszył, bo Adolf najwyraźniej nie ma najmniejszej ochoty dłużej czekać.
I to, że właśnie rozwala spotkanie służbowe, nagle całkiem przestało mu przeszkadzać. Skupił się tylko na sobie. A reszta, goście? A co go to obchodzi!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Republika Chińska
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 254

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Sob Sie 31, 2013 10:52 am

Wszystko tłumaczył sobie jednym słowem - Europa. Ten kontynent nigdy nie przestanie go zadziwiać, ludzie, a zwłaszcza przywódcy państw czasem byli w jego wyobraźni jak takie zwierzątka w zoo do oglądania. Zazwyczaj znał tylko władców Anglii i carów rosyjskich, którzy byli swoistą grupą, jak to nazywał 'cudaków'. A teraz jaką ma rozrywkę! Nie dość, że przez południowych sąsiadów mógł niedawno oglądać zamieszanie na tronie Angielskim, a u północnego miał Stalina, to jeszcze teraz przywódca Rzeszy na jego oczach zachowywał się jak kilkulatek, który nie dostaje tego, czego chce.
Szkoda, że Japonia nie ma kogoś takiego zamiast pana 'nadętego cesarza z kijem w dupie'.
-Aż przypominają się dawne czasy.. -Zaczął, aby trochę 'rozluźnić' atmosferę -Mój ostatni cesarz zachowywał się dokładnie tak samo, gdy objął tron.
Tylko, że on miał wtedy 3 latka...
-Raz pamiętam wielką awanturę o to, że dostał czerwony kolor ubrania, a nie złoty. Używał wówczas podobnego sformułowania, sarkastycznie nam dziękował.
...w wieku 5 lat
-W sumie o zdrowie też się martwił. Zrobił koszmarną awanturę jak się okazało, że ma problemy ze wzrokiem. Mieliśmy specjalistę z Europy, krzyk się roznosił po całym Zakazanym Mieście, a myśmy nic nie mogli zrobić, bo trzeba spełniać zachcianki cesarza.
...cesarza, który był przed swoimi 7 urodzinami.
-Tak więc wiemy doskonale, co to znaczy opieka i nie widzimy problemu, aby Ludwig się zajął czy cokolwiek takiego...
Problem jest w tym, że jego wódz zachowuje się jak 7-letni chłopiec.
-Nawet ja mogę opatrzyć jeśli tak trzeba, jesteśmy w końcu z kraju, gdzie wymyślono medycynę.
Wymyślili medycynę, a i tak mają najniższy średni wiek zgonów we wschodniej Azji..

_________________


'All wars are civil wars, because all men are brothers.'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Pon Wrz 02, 2013 10:35 pm

Hitler właśnie zabił go wzrokiem.
Dlaczego nie wiadomo? Pewnie znowu przyszły mu na myśl widzimisię odnośnie własnego zdrowia. Oczywiście on myślał, że przy Chińskiej delegaturze wreszcie się powstrzyma od ekscesów jednak po chwili zdał sobie sprawę, że nic z tego.
Najgorszym problemem było jednak to by wódz nie dostał jeszcze gorszego humoru i nie zaprzepaścił służbowego spotkania. To było niezwykle trudne, ale dla niego wykonalne. Teraz musiał wodza po prostu zając i postanowił, że sam dokończy spotkanie gdy to tylko będzie możliwe. Tym razem postanowił podziałać w jeszcze inny bardziej bezpieczny sposób. W czasie tych rozważań słuchał wywodów Chińczyka. No cóż... może nie tylko on miał ciężkie doświadczenie z szefami. To było dość pocieszające, albo choć takie się wydawało. Tak naprawdę nie znał jednak wszystkiego.
-Ja, mein Führer, dlatego postanowiłem by zajął się Herr jego osobisty lekarz...-mruknął na początek i poszedł do telefonu stojącego w kącie pomieszczenia. Bez zbędnego tłumaczenia wykręcił numer ... i zadzwonił do Mengele. Zamienił jedynie kilka słów i wrócił do towarzystwa:
-Niech Herr będzie spokojny, doktor Mengele jest już w drodze i za chwilę się panem zajmie -skończył mając żywą nadzieję, że doktor zabierze szefa do swojego gabinetu i da mu coś na uspokojenie. Po chwili spojrzał na chińczyka i rzekł i już na nim skoncentrował swoją uwagę:
-Proszę wybaczyć za kłopot Herr Wang.

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   

Powrót do góry Go down
 
Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Trzecia Rzesza-
Skocz do: