IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Pon Wrz 02, 2013 10:57 pm

Dzień wolny od pracy, czy jest coś piękniejszego? Owszem lubił swoich pacjentów.. No, przynajmniej lubił większość. Również doskonale wiedział, że praca lekarza wymaga poświecenia 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, ale każdemu należy się chociaż jeden dzień wolny, prawda?
Cudowny dzień bez obowiązków, bez problemów, bez krzyków, bez gwaru miasta za oknem gabinetu i najważniejsze - bez Hitlera. Leczenie najważniejszej osoby w państwie może było prestiżem, ale niestety miało swoją cenę. Chociażby zamiast cieszyć się wolnością i spędzić czas z ukochaną, dostał telefon, który całkowicie pokrzyżował mu plany.
Bo tak, jego 'ukochany pacjent' nie potrafił przeżyć nawet 24 godzin bez zrobienia sobie krzywdy. A on jako jego lekarz ma obowiązek latać za tym człowieczkiem, którego świat pokarał wszelkimi nieszczęściami. Nie miał wyjścia, musiał się zebrać i tak, jak obiecał przez telefon Ludwikowi, tak pojechał do nich, zastanawiając się jak ciężką pracę tym razem wykonywali, że zakończyło się to 'wielką tragedią'.
Powrót do góry Go down
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Pon Wrz 02, 2013 11:06 pm

Otworzył szerzej oczy.
- Zadzwoniłeś... zadzwoniłeś do doktora Mengele? Co... co za tupet!
Adolf wyraźnie nie jest z tego faktu zadowolony. Raczej wygląda na poirytowanego i zestresowanego tą informacją. Potrząsnął energicznie głową, machnął ręką przez co kilka kropelek krwi wylądowało na jego mundurze. Nie zauważył tego. Tupnął po raz kolejny nogą.
- T-trudno! W każdym razie mam nadzieję, że szybko przyjedzie. W końcu ja się tu WYKRWAWIAM i mogę się WYKRWAWIĆ na śmierć... ale niektórzy, jak widać. wolą pierwsze tylko się przyglądać, a potem działać!
Stwierdził, w dalszym ciągu z wyrzutem. Może nawet większym. W końcu wieść o przybyciu Menela wcale nie poprawiła mu humoru, wręcz przeciwnie... och, nie oszukujmy się. Jak mogła mu poprawić humor, skoro tak bardzo nie lubi swojego lekarza? Mengele był według Adolfa zbyt wredny i do tego jeszcze miał czelność działać wbrew rozkazom... przecież to tak bardzo irytujące!
Westchnął głęboko i nadął policzki.
- Mam nadzieję, że teraz jesteś z siebie zadowolony, Rzeszo!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Republika Chińska
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 254

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Pon Wrz 02, 2013 11:15 pm

Patrzył na nich ja na idiotów. Dosłownie. Rzesza jeszcze zachowywał się spokojnie, w sumie sam by działał jak on w tej sytuacji, ale Hitler. Patrzył na jego reakcję odnośnie wezwania tego całego doktora i nie wierzył własnym oczom. Czy właśnie nie tego chciał? Dostanie lekarza, powinien się cieszyć.
Kątem oka spojrzał na własnych towarzyszy, którzy chyba byli w nie mniejszym szoku niż on, widząc całą tą 'szopkę'.
Europejczycy...
Nie chciał jednak aby cała wizyta skończyła się w takim punkcie. Hitler może i miał swoje fanaberie, ale jemu i zapewne Rzeszy również zależało na tej współpracy.
-Może my Was na chwilę zostawimy zanim sytuacja się nie unormuje..? Jestem przekonany, że jak tylko lekarz przyjedzie to zajmie się tym jak najszybciej i będziemy mogli kontynuować rozmowy..
Błagam niech ten Menel, czy jak on się tam nazywa przybędzie szybko i zrobi cokolwiek z tym okazem największego dzieciaka wśród przywódców...

_________________


'All wars are civil wars, because all men are brothers.'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Wto Wrz 03, 2013 9:58 am

Jego szef był hipochondrykiem i dobrze o tym wiedział. Nie mógł jednak zrobić nic żeby zapobiec jego atakom złości.
Wyglądał na spokojnego i opanowanego, tak naprawdę w środku zżerały go nerwy. W końcu nie chciał żeby Hitler skomplikował już coraz bardziej napiętej sytuacji. Cała zabawa z, której chciał wyjść zwycięsko zaczęła mu się wymykać spod kontroli. Mentalnie zdenerwowany obserwował uważnie reakcje swojego wodza i zaniepokojony zerkał na chińczyków.
Nie zastanawiał się długo i podszedł do wodza starając się jakoś go uspokoić nim przyjedzie tu Mengele. To posunięcie było dość ryzykowne. Czym może go tym razem zaskoczyć wódz, który wpadł w furię?
Pochylił się odrobinkę i spojrzał na niego niczym przestraszone dziecko:
-Mein Führer bitte -mruknął zastanawiając się co powiedzieć na początek, to było niezwykle trudne:
-Robię to tylko dla Herr dobra. Nie chciałbym by Herr się coś stało gdyby moje pomoc była niewystarczająca...-skończył próbując wymyślić coś co by Hitler nie podważył i nie wyładował na nim kolejnej fali niezadowolenia. Ciekawe czy tym razem się uda..?
Mentalnie błagał by Mengele się pospieszył, jeżeli czegoś szybko nie zrobi i nie zabierze go stąd Chińczycy mogą poczuć się obrażeni albo zniechęceni ta wizytą o ile nie już tak było.
-J-ja Herr Wang! -rzekł natychmiast i stanowczo nadal nie spuszczając z oka swojego wodza:
-Może napiją się Państwo jeszcze herbaty? Albo zechcą zejść na poczęstunek? -spytał starając się uśmiechnąć choć nie za bardzo mu to wychodziło ogólnie, tym bardziej jeszcze w takiej sytuacji.

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Wto Wrz 03, 2013 4:06 pm

Miał jakikolwiek wybór? Nie, nie miał żadnego i musiał zwlec się pod budynek byłej opery, a aktualnie parlamentu.
Na szczęście nie miał daleko, a i ruchu nie było szczególnie dużego, więc przybył w miarę szybko. Nie czekając na żadne powitania po prostu wszedł do środka licząc, że następnie już go pokierują. Przecież nie był tutaj z własnej woli, zawołano go, a więc i ktoś powinien się nim zająć i go poprowadzić. Bo niby skąd 'zwykły' lekarz będzie wiedzieć jak ma kierować się po tym pseudoparlamencie?
Wziął ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy. Wszystko, co mogłoby być przydatne w drobnych urazach, bo i po co więcej? Wiedział, że jego pacjent potrafi z głupiej ranki umierać i wić się w koszmarnych bólach, a jak już by naprawdę było coś poważnego, to i tak by nie pomógł bez hospitalizacji.
Czy ten człowiek nawet podczas siedzącej roboty musi robić sobie krzywdę..?
Powrót do góry Go down
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Wto Wrz 03, 2013 7:56 pm

Hitler wcale nie wydawał się być pocieszony tymi całymi zabiegami Trzeciej Rzeszy. Ani trochę. Wręcz przeciwnie. Robił się coraz bardziej poirytowany.
I coraz bardziej skupiał się na swoim skaleczonym palcu. Na kropelce krwi, która wydobyła się z rozcięcia na skórze. Tak bardzo go to bolało... z tego na pewno nie będzie nic dobrego!
To pewnie jakieś paskudne zakażenie, jak nic! Jak zwykle, wszelkie choróbska i paskudztwa się do mnie przyczepiają! To dlatego, że mam taki delikatny organizm...
Rozczulił się nad sobą, a potem znów skupił się na Rzeszy.
- Tak, jasne!
Wrzasnął tak, że spokojnie było go słychać na terenie całej opery. Poczerwieniał na twarzy jeszcze bardziej, nawet oczy zaszły mu łzami.
- Idź i nie przejmuj się mną, przecież mogę się tu samotnie wykrwawiać na śmierć, co to Cię obchodzi?!
Wydarł się po raz kolejny. Zlokalizowanie ich nie jest więc trudne, bo chociażby same krzyki Hitlera świetnie naprowadziłyby najmniej zorientowaną osobę.
Hitler nie myśli teraz o tym w ten sposób. Raczej coraz bardziej się nad sobą rozczula i ma wrażenie, że coraz bardziej go boli. CZUJE że to jest zakażenie, nie może być inaczej!
Zrobiło mu się smutno na myśl o swoim własnym losie. Znów zaczął sobie współczuć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Republika Chińska
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 254

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Wto Wrz 03, 2013 9:04 pm

Czuł, że atmosfera staje się coraz bardziej nie do zniesienia. Chiny były państwem hałasu, gwaru i wielu irytujących rzeczy, ale zawsze wszystkie rozmowy 'na szczycie' prowadzili w innej atmosferze. Już sam fakt, że to nie Chińczycy byli najważniejszy, a gwoździem programu stał się Hitler sprawiał, że azjatycka delegacja traciła cierpliwość, co sam Chiny doskonale zauważał.
Wykorzystując chwilę zamieszania zwrócił się do 'swoich' wymieniając parę zdań po chińsku. Ani Niemiec, ani tym bardziej Adolf zajęty swoim cierpieniem, nie mogli ich zrozumieć, ale po samym minach było widać, że sytuacja jest niewesoła.
-Um.. Jeśli można..? -Zaczął cicho, sprawdzając czy jego słowa nie zostaną zagłuszone koncertem krzyków i wrzasków przywódcy Rzeszy. Na nieszczęście czarny scenariusz się spełnił i zamiast ciszy nastąpiły pretensje zostawionego na śmierć człowieka.
Stwierdził, że może jeszcze poczekać te kilka sekund, minut, aż nastąpi tak pożądana cisza i wówczas zacznie swoje, ale nie, ktoś znów popsuł mu plany. Nie, tym razem nie chory na własne urojenia Austriak Niemiec. Tym razem ruch wykonał Chińczyk. Ot, jeden z chłopców w wątpliwej piękności mundurach, żołnierz, osobisty ochroniarz i mini-szpieg na tyle się wkurzył niezrozumiałymi krzykami Hitlera, że bez większego zastanowienia użył swojego pięknego radzieckiego karabinu i strzelił tuż pod nogi Adolfa samemu mamrocząc po chińsku coś, co Yao zrozumiał jako 'zamknij się wreszcie'.
-Em... ... Ten... ... yyyy... ... M-My poczekamy w sali obok....
Chiny jeszcze w szoku po tym co widział (swoistym zamachu na Hitlera?) na szybko próbował zrobić COKOLWIEK, aby spotkanie nie zakończyło się co najmniej wypowiedzeniem wojny.
-J-Jak lekarz już opatrzy, t-to p-proszę do mnie przyjść...
...I zaraz po tym zrobił taktyczny odwrót w tył, machnął ręką na Chińczyków, aby za nim poszli i łapiąc żołnierza, który strzelił, za włosy wyciągnął go po prostu do sali obok, skąd zaraz zaczął dobiegać krzyk prawie konkurujący z tym Hitlera, w dodatku w języku chińskim... Prawie jakby ktoś pozamykał tam psy rzucające się sobie do gardeł.

_________________


'All wars are civil wars, because all men are brothers.'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Wto Wrz 03, 2013 10:10 pm

Obserwował coraz to większą furię Hitlera i zdał sobie sprawę, że jego słowa w niczym nie pomogły. A szkoda bo tak bardzo się starał... Führer był już chyba bardziej rozżalony niż przejęty raną jaką sobie zrobił. I to go chyba najbardziej zniechęcało, w końcu wszystko co mówił by go uspokoić przechodziło bokiem, nawet gdy mu radził, że jego stan przez te niepotrzebne nerwy może się jedynie pogorszyć.
To było jedno wielkie utrapienie. Wielki wódz i dostojny człowiek zamieniał się w jednej chwili w rozwydrzone, hipochondryczne dziecko. Mimo tych kilku lat zaczął się przekonywać, że życie z nim nie będzie wcale łatwe ani przyjemne, wręcz uporczywe i pełne problemów.
-Nein mein Führer, pozwól sobie pomóc -powiedział dość donośnym tonem by ten zdołał go usłyszeć, w końcu tylko jego krzyki można było słyszeć po całej sali.
Nim jednak skończył z nim dyskutować a raczej przekrzykiwać się stało się coś zupełnie niespodziewanego. Jeden z chińczyków wymierzył do Hitlera praktycznie za jego plecami ...i strzelił w jego kierunku. Usłyszał tępy strzał i nie zdążył zareagować na tyle by go całkowicie sobą zasłonić. Szybko rozejrzał się jednak i gdy chwycił wodza w ramiona zdążył dopiero zauważyć, że strzał był na tyle tępy, że poszedł między nogi. Obrócił głowę dość zdesperowany, teraz nie był pewny kto dokładnie strzelił i co się stało ze stojącymi przy nich Chińczykami i czy to nie był po prostu kolejny zamach.
Wyjął pistolet z munduru. Nie strzelił jednak, wodził tylko wzrokiem po wycofujących się gościach i wciąż nie ruszał się z miejsca. Musiał sobie wszystko poukładać w głowie, szczególnie gdy doszło do czegoś tak karygodnego podczas pokojowej delegacji.
Dojście do w miarę normalnego stanu umysłu zeszło mu dłuższa chwilę. Gdy tylko stracił z oczu obcokrajowców jego wzrok znowu powędrował w kierunku wodza, tym razem znacznie dłużej niż przedtem, a w prawej ręce nadal trzymał broń:
-Jak się Herr czuje? Nic się Herr nie stało? -spytał bez zastanowienia. Kula była na szczęście tylko jedna i chybiona mimo wszystko pytanie było zupełnie automatyczne.

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Sro Wrz 04, 2013 12:18 am

Pierwsze co usłyszał, to donośnie krzyki Führera. Nie dostanie nikogo, do zaprowadzenia, ale przynajmniej ma dosadne wskazówki gdzie ma zmierzać. Starał się nawet zrozumieć, co właściwie w tych krzykach ma być przekazane, myśląc, że może to go naprowadzi na problem nim faktycznie do nich przyjdzie. Z drugiej strony jednak cały czas powtarzał w głowie, że skoro Führer krzyczy, to ma siłę. A jak ma siłę, to aż tak umierający nie jest i pewnie wszystko jest tylko głupim wymysłem.
Nie spieszył się, szedł powoli, ciesząc się, że ma okazję obejrzeć budynek od środka. Nie szczególnie przepadał za operą, a i raczej nie widział potrzeby chodzenia z własnej woli do parlamentu. Słyszał krzyki, wiedział gdzie iść, miał świadomość, ze wcale się spieszyć nie musi...
...Do czasu, aż nie usłyszał strzału. Dopiero uświadomił sobie, że sytuacja może rzeczywiście być bardzo poważna. Strzelanina? Zamach? Wojna? Wszystkie, nawet najgorsze scenariusze przemknęły mu przed oczami i bez zastanowienia po prostu pobiegł w kierunku skąd doszedł strzał. Gdy już przybył na miejsce pierwsze co zobaczył to dość... osobliwych Azjatów, oficjalnie ubraną delegację i grupę żołnierzy z których jeden, swoją drogą przypominający kobietę, krzyczał na innego przytrzymywanego bezlitośnie przez pozostałą dwójkę.
Nowi sojusznicy czy wrogowie..?
Nie znał planów dotyczących Rzeszy, nie wiedział, czy przed sobą ma osoby które będą z nimi walczyć, czy tych, których niedługo będą mordować. Nie potrafił też określić ich pochodzenia, jedynie na oko uznał, że 'Azja Wschodnia'.
Skinął mi jednak głową i nie tracąc czasu wparował do pomieszczenia z Hitlerem i Rzeszą.
-Coś się stało?! Słyszałem strzały, są ranni?!
Powrót do góry Go down
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Sro Wrz 04, 2013 10:59 am

Ucichł w jednym momencie. Znieruchomiał i wyraźnie pobladł. Cofnął się krok do tyłu, o mało nie tracąc równowagi. Wciąż trawił to, co się wydarzyło.
Czy... czy oni tak w biały dzień, tak przy Rzeszy próbowali mnie zabić...? To... to był zamach?
Wystraszył się. Do tej pory pewny o swojej roli w historii Niemiec, o opiece jakiś niesamowitych sił nad jego osobą... teraz te przekonania zostały zburzone. W jednej sekundzie przypomniano mu, jak kruche i delikatne jest jego życie.
Jak łatwo może je stracić.
To było nieco za wiele. Zamrugał nerwowo, wziął głęboki oddech, ale to nic nie pomogło. Wciąż zbyt blady, wciąż niezdolny żeby wykrztusić z siebie chociaż słówko, spojrzał na Trzecią Rzeszę wystraszonym wzrokiem. Z jednej strony wygląda, jakby miał zemdleć. Z drugiej, jego wystraszony wzrok, jedna z oznak głębokiego szoku, jaki właśnie przeżywa.
Nie odpowiedział Ludwigowi. Po dłuższej chwili pokręcił tylko przecząco głową. I nawet nie zarejestrował przybycia doktora Mengele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Sro Wrz 04, 2013 1:51 pm

Nie czekając ani chwili dłużej zatrzasnął drzwiami za sobą i podbiegł do Rzeszy trzymającego Hitlera. Widząc, że z tym z drugim za wiele sobie nie porozmawia zaczął zwracać się do Rzeszy.
-Najlepiej go trzymaj, tak.. Nie jest ranny?
Od razu rozpoczął działania, sprawdzając po kolei każdą rzecz, rozszerzał mu oczy patrząc czy wszystko w porządku, zaglądał do ucha, czy aby nie widać śladów krwi, ot wszystkie czynności przy pierwszej pomocy.
-Mów do niego cały czas, nawet jak Ci nie będzie odpowiadać, to masz mówić, cokolwiek, trzeba go zachować przytomnego, jasne?
Nie wiedział co się stało i w jakim stanie jest Hitler, dlatego dla pewności wolał go mieć przytomnego. W najgorszych wypadkach, nawet po głupich i prostych sprawach ludzie tracili oddech i puls w momencie omdlenia, a tutaj, skoro doszło do strzelaniny to sytuacja była tym bardziej poważna! A on by wolał nie robić mu sztucznego oddychania...
Szybkim ruchem zaczął rozpinać (rozwalać?) jego ubranie, aby dostać się do klatki piersiowej. Gdy zaś tylko ujrzał jego ciało, to zaraz wyciągnął stetoskop sprawdzając oddech, bicie serca i inne pierdoły.




Tak, tak, oczywiście to wszystko robione było przy krzykach Chińczyków, dochodzących z pokoju obok!
Powrót do góry Go down
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Pią Wrz 06, 2013 7:42 am

Nagle zdał sobie sprawę, że to spotkanie nagle dobiegło końca!
Kto wie czy to zdarzenie nie spowoduje konfliktu między nimi. Nie był pewny czy to zamierzony cel czy jedynie wypadek. Nie widział reakcji tamtego chińskiego żołnierza. Mimo wszystko zarzuty w tym wypadku były bardzo poważne. Sytuacja pogmatwała się jak jasna cholera.
Gdy Chińczycy zniknęli za progiem i zbiegło się więcej żołnierzy wehrmachtu stacjonujących przy operze, zwabionych wystrzałem, silnie uzbrojonych. Zdał sobie sprawę, że co by nie chciał teraz to może zaszkodzić i im i gościom/wrogom?. Na początek jednak musiał zająć się wodzem, na szczęście jednak doktor Mengele przybył na zawołanie, jednak jego intuicja była w tym przypadku trafna. Trzymał nadal Hitlera aby ten nie upadł, wyglądał na przestraszonego, ledwo trzymał się na nogach. Mimo tego chyba był w dużym szoku.
Bo kto by się spodziewał takiego czegoś podczas pokojowej delegacji? Mengele dał mu kilka wskazówek, tak więc postanowił docucić wodza i oddać w jego ręce. Sam zaraz uda się za Chińczykami by tą sprawę wyjaśnić, o ile to możliwe. Nie był pewny co zrobią żołnierze i co uczyni Hitler gdy tylko wróci do siebie...
Jedną ręką go trzymał, kolejną potrząsnął lekko przez ramie:
-Mein Führer proszę się obudzić. Nic się nie stało, jestem przy Herr. W razie gdyby Herr zasłabł jest tu też doktor Mengele -mówił do niego starając się wybudzić do z szoku. Wyglądał na nieco zmartwionego, jednak zachował zimną krew. Mówił do niego jeszcze przez chwile, dookoła było słysząc szum biegających dookoła żołnierzy, przemykających gdzieniegdzie polityków. Trochę jak w cyrku...
Po kilku minutach doszedł do wniosku że nie powinien tak tu stać i tracić czas, w końcu na szczęście wódz nie jest ranny. Postanowił zostawić go doktorowi:
-Herr Mengele! -zawołał i podprowadził do niego Hitlera, był ostrożny ale stanowczy:
-Proszę się nim zająć, nic mu nie jest ale jest w szoku i może zasłabnąć. Proszę go prędko zbadać! -wytłumaczył mu i położył wodza na siedziskach na, których jeszcze przed chwilą zasiedli Chińczycy.
-Muszę się udać teraz za delegaturą. Sanitariusze powinni być w drodze, teraz powinni was ochronić stacjonujący żołnierze. Za pewne wysłano już posiłki ze sztabu głównego. -skończył pospiesznie i szybkim krokiem opuścił salę udając się analogicznie za Chińczykami. Teraz wypadało by wiele sobie wyjaśnić ...coby nie doszło do przedwczesnej wojny.


_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Republika Chińska
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 254

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Pią Wrz 06, 2013 10:27 pm

Nie przejmował się wojskiem. Nie przejmował się tym, że zaraz jakiś Niemiec może ich wszystkich zgarnąć i zabrać na wymyślne przesłuchania lub, co gorzej, tortury. Nie, on tylko ręką nakazał swojemu ministrowi, ambasadorowi i towarzyszącej im kobiecie wcisnąć się jak najbardziej w ścianę i przeczekać sytuację. Sam, wspomagany przez pozostałych dwóch, 'normalnych' żołnierzy wziął się za sprawcę całego incydentu.
Dwaj postawni chłopcy w ciemnozielonych mundurach trzymali mocno swojego towarzysza, który, zapewne świadomy jak wielki błąd uczynił nawet nie próbował się wyrywać. Jego broń leżała gdzieś na ziemi, pod nogami samego Yao, który nie krył złości. Wyciągając własny pistolet pogroził nim przed nosem niesubordynowanego żołnierza. Wykrzykiwał przy tym, z całą swoją wściekłością coś po chińsku. Wyzywał młodego od 'idiotów sprowadzających nieszczęście na całe Chiny' i 'zdrajców ojczyzny'. Cóż, reakcją na krzyki i tak wielkie oskarżenia ze strony własnego kraju nie mogło być nic innego jak tylko płacz i załamanie się psychiki żołnierza. Bo w Chinach to Yao był największą wartością, ludzie służyli i walczyli za niego. A gdy ktoś usłyszał prosto w twarz, że swój cel życia 'zdradził' i sprowadził nieszczęście za kraj, wówczas tracił wszystko: honor, dumę i jakiekolwiek prawo nazywania siebie Chińczykiem.
Akurat był w połowie kolejnego zdania o tym jak wielkim grzechem było strzelania do domniemanego sojusznika, jak wparował im Ludwig. Wciąż trzymając pistolet przyłożony do skroni swojego żołnierza, spojrzał na niego jak oparzony. Nie odezwał się, nawet nie wiedział co miałby powiedzieć w takiej sytuacji. Był otoczony przez Niemców, stał przed zdrajcą własnego narodu, a cała sytuacja zmierzała wprost do wojny. Nie potrafił zacząć, jedynie pokazywał, że jest skłonny posunąć się do ostateczności byleby ratować strzępki relacji chińsko-niemieckich.

_________________


'All wars are civil wars, because all men are brothers.'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Sob Wrz 07, 2013 7:49 pm

Wyszedł na korytarz.
W około kręciło się mnóstwo żołnierzy, wszyscy byli po zęby uzbrojeni i dobrze zorganizowani. On jednak schował na chwilę broń i pokierował się ku głosom rozkrzyczanych Chińczyków.
Co się do cholery działo? Odrobinę stracił orientację widząc delegatów stojących pod ścianą.
Żołnierzy było tam tak gęsto, że wręcz nie mógł przejść nie obijając się o, któregoś plecami. W tej chwili nie było czasu na zastanowienia. Tak naprawdę mogli tych Chińczyków teraz bez niczego powystrzelać. Ale przecież w tym momencie nie o to chodziło. Tym bardziej że sam Yao wyglądał na zdeterminowanego na tyle by zrobić krzywdę swojemu żołnierzowi.
Czy to naprawdę mógł być wypadek? Wiele myśli przeszło mu teraz przez głowie, nie miał jednak czasu by je rozważać. Postanowił z nim porozmawiać sam na sam bez tego zgiełku i obstawy. Jak na razie jego żołnierze byli spokojni, nikt nie zamierzał strzelać na oślep.
Podszedł ku nim bliżej, rozkazując żołnierzom zrobić miejsce i pod żadnym pozorem wstrzymać się z zabijaniem delegacji. Zbliżył się do Wanga i chwycił go za ramię, nie nazbyt mocno ale stanowczo. Stanął przy nim na chwilę i rzekł:
-Proszę za mną. -rzucił nie czekając aż ten się odezwie czy zgodzi.
Po chwili prowadził go już na widownię jednej z olbrzymich sal operowych.

[ ja i Chiny z/t ]
Część dalsza tematu: [link]

_________________



Spürst du den Sturm
Was für ein göttlicher Wind
Sag mir fühlst du die Kraft
Die deine Seele durchdringt
Du kennst den Weg und
Ich bin der Pilot
Auf dieser hauchdünnen Bahn
Zwischen Leben und Tod.



Ostatnio zmieniony przez III Rzesza dnia Nie Wrz 08, 2013 2:15 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Sob Wrz 07, 2013 7:57 pm

Do Adolfa niewiele dochodziło już z tego, co się wokół niego dzieje. Słyszał zamieszanie, jakiś głos tuż obok niego. Ktoś go chyba trzymał. A w każdym razie dotykał. Hitler nie miał sił, aby się poruszyć, a co dopiero odepchnąć· Nie odpowiedział, zignorował wszystko. Zamiast tego skupił się na sobie. Kręciło mu się coraz bardziej w głowie, by po chwili nagle wszystko ustało. Zrobiło się parnie, duszno i tak dziwnie słodko. Trochę jak zjedzenie w wesołym miasteczku zbyt dużej ilości waty cukrowej - kiedy nagle uświadamiasz sobie, że Cię mdli i jest Ci obrzydliwie słodko. Adolf, pomimo, że waty cukrowej akuratnie nie jadł, ani żadnych innych słodyczy zresztą też (czasu nie było, cóż robić!) mniej więcej tak się właśnie teraz czuł. Nawet więcej niż mniej. Nie miał pojęcia co zrobić z takim uczuciem. Pomimo zabiegów z zewnątrz, zaczął coraz bardziej odpływać.
Aż w końcu zamknął powieki. I przestał kontaktować się z otoczeniem całkowicie. Zemdlało mu się.
Był jasny, pogodny dzień. Jak w każdej sielance słoneczko świeciło, ptaszki ćwierkały, a trawa była idealnie zielona. Do tego ludzie byli uśmiechnięci i uprzejmi. Można byłoby uwierzyć, że jest to kolejny letni dzień w raju.
Ale to nie do końca tak było. A raczej - nie dla każdego.
Młody chłopak wysiadł, a raczej bardziej właściwe określenie tutaj to wypadł, z pociągu i pędem opuścił małą stację. Pognał dobrze znaną sobie ulicą, potem skręcił w kolejną, w jeszcze jedną, w uliczkę... dotarł na przedmieścia, wkroczył szybkim krokiem na ścieżkę. Miną kilka domków, aż wreszcie zatrzymał się przed jednym z nich. Spojrzał na niego, wziął głęboki oddech i nie trudząc się otwieraniem małej furtki po prostu przez nią przeskoczył. Musiał poprawić drobną grzywkę zaczesaną na bok, bo zsunęła mu się na oczy.
Następnie szybkim, wyraźnie nerwowym krokiem dopadł drzwi od domu, otworzył je kluczem i wpadł do środka. Dopadły go znajome zapachy, kolory, kształty. Wspomnienia. Oraz niepokój. Zawahał się na jeden, krótki moment, a potem podążył do jednego z pomieszczeń. Do pokoju.
Do jej pokoju.
Wszedł. W środku było nieco duszno i ciemno. Adolf dostrzegł sylwetki - lekarza oraz swojej matki. Podszedł, przywitał się szeptem. Przez dłuższą chwilę siedział w milczeniu przy matce, dopóki lekarz nie poprosił go na bok. Wyszedł razem z nim z ciemnego pokoiku, cichutko zamykając drzwi. Po chwili znalazł się razem z lekarzem w jasnej, chociaż niewielkiej kuchni.
- Panie doktorze, co z nią?
- Właśnie o tym chciałem z Tobą porozmawiać, młodzieńcze.
- Słucham - Adolfa oblał zimny pot.
- Chciałbym być całkowicie szczery, nie będę owijać w bawełnę.
- Rozumiem - przeszył go nieprzyjemny dreszcz.
- To rak piersi. Robiłem co mogłem, ale to koniec. Pańska matka... niewiele życia jej pozostało.
Adolf nie odpowiada. Wystarczającą odpowiedzią są jego drgające dłonie i wilgotne oczy. Bierze głęboki oddech, starając się nad sobą zapanować. Nie odpowiada. Nie żegna się z lekarzem, kiedy ten po krótkim "Do widzenia, przyjdę jutro z rana" opuszcza domek. Zostaje sam. Wtedy wybucha płaczem. Kiedy dochodzi do siebie, a raczej nie ma już siły płakać, wraca do ciemnego pokoju. Siada cichutko przy łóżku i w milczeniu towarzyszy Klarze.

Hitler, nie kontaktujący z otoczeniem już od jakiejś chwili, oddychający nierówno i płytko, na moment skrzywił się lekko. Jednak nie była to reakcja na żaden z zewnętrznych bodźców.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Nie Wrz 08, 2013 2:30 am

Nie podobało mu się, że Rzesza wyszedł. Został całkowicie sam, więc wszystko leżało teraz tylko i wyłącznie w jego rękach. Nie miał całkowitego poglądu na sytuację, więc diagnozę mógł wystawiać na podstawie szczątkowych informacji. Klęknął przy siedziskach, na których Ludwig zostawił mu wodza i na raz jedną ręką przykładał metalową końcówkę stetoskopu aby osłuchiwać, drugą trzymał go za głowę sprawdzając przytomność i jeszcze non stop mówił.
-Rzesza na pewno sobie poradzi, ja? Wszystko mam pod kontrolą, wszystko jest w porządku, zajmę się Fuhrerem..
NIE, NIC NIE JEST W CHOLERNYM PORZĄDKU.
-Niech Fuhrer pomyśli o czymś przyjemnym... Rzesza jako potęga, naród, ojczyzna, kraj, kobiety, małe pieski, zwierzątka, motylki, obrazki, malowanie, t-tak...!
Co ja pieprzę...?
-Fuhrer lubi malować, prawda? Słyszałem, że masz talent i w ogóle..
Jednak sztuką ciężką było na raz badać człowieka i jeszcze gadać, co ślina na język przyniesie. Czemu jak go uczyli to nie dodali, że to jest PRAWIE NIEMOŻLIWE albo MOŻLIWE POD WARUNKIEM, ŻE GADASZ O MOTYLKACH.
...I tak jego myśli zostały zdominowane przez motylki. Malutkie, fruwające motylki. Zrozumiał czemu nawiązał do kobiet, do piesków, zwierzątek i obrazków.. Nawet nie zdziwiłby się, gdyby powiedział coś o małych dzieciach. Ale motylków nie mógł zrozumieć. On po prostu głupieje przy Hitlerze.
Cały ten bałagan w jego głowie wystarczył, aby przyćmić mu umysł na chwilę i tym samym dopuścić do omdlenia. Zaraz sprawdził na nowo oddech i zauważając pierwsze niepokojące oznaki, udrożnił drogi oddechowe i porozluźnił bardziej ubranie.
-Byłoby łatwiej, gdybym miał tutaj Rzeszę...
Zostawiając na chwilę Hitlera sięgnął do torby lekarskiej.. Chwilę grzebał pomiędzy różnorakimi narzędziami nim znalazł to, czego potrzebował. Fiolka mogąca pomieścić z 250ml płynu, wypełniona gęstą białawą substancją. Ostatnie, co może zrobić w tym wypadku. Strzepnął kilka razy fiolką i zaraz przygotował wszystko, co potrzebne do zastrzyku.
Byleby tylko się nie pogorszyło...
Owszem, jakaś-tam, maleńka szansa, że po podaniu leku wystąpią skutki uboczne oczywiście istniała. Mógł się zatrzymać oddech, mogły wystąpić duszności, przyspieszenie akcji serca, wiele czynników, włącznie z nagłym wybudzeniem i rozdrażnieniem. Ale to tylko malutka szansa, a skoro pomóc może, to czemu nie spróbować?
Przygotowany do wykonania zabiegu, złapał jedną z rąk wodza i namierzając żyłę, spokojnie dawkował cały płyn. Ręcznej roboty, 'domowa' kroplówka, czyli czego nie robi się, aby ratować Hitlera.
Powrót do góry Go down
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Nie Wrz 08, 2013 9:09 am

Ostrożnie, delikatnie wyciągnął dłoń i musnął nią dłoń Klary. Wciąż jeszcze ciepłą. A mimo to nie dodało mu to otuchy. Spojrzał na zamknięte oczy Klary, na jej nos, policzki... w ciemnym, dusznym pokoiku nie miał okazji dokładnie przyjrzeć się jej niezdrowemu kolorowi skóry.
Odnosił wrażenie, że czas stoi w miejscu. Tak bardzo chciałby go cofnąć. Tylko te kilka lat wstecz. Przygryzł wargę, powstrzymał się od całkowitego rozklejenia się. Musi być dzielny.
Dopóki żyje Klara.
Po karku przebiegł mu nieprzyjemny dreszcz. Nie powinien, nie chce nawet o tym myśleć! Ona powinna jeszcze żyć, nikt ani nic nie ma prawa zabrać mu jej tak wcześnie! Czuwał nad nią całą noc. Rano, kiedy rozległo się pukanie do drzwi, wstał wymęczony i otworzył drzwi lekarzowi. Przywitał się z nim i odprowadził pod drzwi od pokoju Klary. Te kilka minut wystarczyło, aby Klara opuściła ten świat.
Był zbyt wycieńczony, żeby płakać, czy też krzyczeć. Z biegiem dni doszedł do wniosku, że był to zbyt wielki ból, żeby można było złagodzić go sobie łzami. Nie, to był rodzaj tego cichego, tępego bólu, który pozostaje wewnątrz człowieka i nie uzewnętrznia się. Staje się drzazgą, która nigdy nie wychodzi.
Sen zaczyna się komplikować. Adolf, opuszczając pokój matki nie trafia do kuchni, lecz do innego pokoju. Zna ten pokój, chociaż jest on z zupełnie innego domu.
Z jego domu, z Monachium. To pokój małej Geli. Jego małej, kochanej Geli. W pokoju, oprócz niego, znajduje się właśnie ona. Jednak wygląda na to, że dziewczyna nie dostrzega swojego wujka. Zamyka drzwi na klucz, zza pleców wyciąga wujkowy pistolet. Adolfa ogarnia panika. Zna to z relacji, pamięta martwe ciało. Jednak nie potrafi wydobyć z siebie głosu. Chce, ale nie może zrobić ani jednego kroku w jej stronę. A Geli wciąż go nie widzi. Bierze poduszkę i przez poduszkę, robiącą za tłumik, oddaje strzał w swoją klatkę piersiową. Pudłuje, zamiast w serce trafia za bardzo w bok. Postrzelone płuco. Dziewczyna pada na ziemię i długo się męczy, zanim opuści ten świat. Adolf stoi i patrzy się. Nikt nic nie słyszy, nikt nie przybiega, nie próbuje ratować. On sam nie może się ruszyć, czy wydać głosu. Czuje się bezradny, czuje ogarniające go od nowa przerażenie i ból.

Nagle ból zaczyna stawać się nieco bardziej przyziemny, bardziej konkretny. Adolf krzywi się, bierze głęboki oddech i krztusi się własną śliną. Kaszle nerwowo. Rozgląda się.
Zna to miejsce. Patrzy na twarz osoby obok niego. Zna tą osobę. Ale koszmar wciąż siedzi w głowie, Adolf boi się, że zaraz znajdzie się w zupełnie innym miejscu. Albo że zaraz wydarzy się tu coś strasznego.
Wbija tępy, zamglony wzrok w doktora Mengele i kiedy kaszel wreszcie ucichł zadaje pytanie.
- Który jest rok...? I gdzie ja jestem...?
Musi się upewnić, nie ma miejsca na wątpliwości. Jego głos brzmi inaczej niż zazwyczaj. Jest zachrypnięty, tak jak zachrypnięty może być głos osoby, która od dłuższego czasu nic nie mówiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Nie Wrz 08, 2013 5:02 pm

Na cale szczęście obudził się. Więc kroplówka zadziałała, wszystko będzie pod kontrolą. Josef odetchnął ze spokojem. Jednak te wszelkie gatki o jego zdolnościach nie są tylko zwykłymi przechwałkami, jednak jest zdolny, przecież uratował Führera!
Gdy Hitler otworzył oczy, on akurat klęczał tuż przy nim, w jednej ręce trzymając fiolkę której zawartość przelewała się do organizmu poprzez prowizoryczną kroplówkę zrobioną z otwartej strzykawki do której doczepił szklany pojemnik z płynem. Drugą ręką zaś ciągle trzymał go za głowę, aby przypadkiem się nie udusił. Zabrał ją jednak od razu, gdy zauważył kaszel i od tej pory obiema rękami trzymał za strzykawkę i fiolkę.
-Wszystko w porządku, mam Führera pod kontrolą.. Proszę się o nic nie martwić, leżeć spokojnie i nie wiercić się...
Mówił łagodnym głosem, takim jakim powinno się zwracać do osoby w szoku. Nie oznaczało to oczywiście, że jakkolwiek wzruszał się nad nim, wręcz przeciwnie, robił to tylko dlatego, ze był profesjonalista.
-Mamy rok 1937, znajdujemy się właśnie w Operze w Berlinie, przerobionej na Parlament... Zamachowcy już są w rękach wojska, proszę się nie martwić.
Powrót do góry Go down
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Nie Wrz 08, 2013 8:22 pm

Zmrużył oczy, powoli przyswajając to, co właśnie usłyszał. Stopniowo zaczął wszystko układać sobie w głowie, chociaż wciąż jest bardzo blady i wygląda jakby zaraz miał znowu zemdleć.
- Więc... więc tylko mi się to... więc to się przed chwilą nie działo...?
Wydusił z siebie, czując że po plecach przechodzą mu dreszcze. Paskudne wspomnienia. Tak bardzo nie chciał do nich wracać. Z tego nigdy nie wychodzi nic dobrego.
Dopiero po dłuższej chwili, kiedy pierwsze obawy ucichły, a on zaczął nieco lepiej kojarzyć fakty oraz obserwować otoczenie, zorientował się, że...
- ... co Ty mi robisz?
Spytał zdecydowanie zbyt nerwowym tonem głosu, patrząc na miejsce, do którego doktor Mengele podłączył mu prowizoryczną kroplówkę. Oczywiście, że mu się to nie podobało. Nie miał pojęcia co to, do tego bolało... przeniósł wzrok na lekarza, czekając aż ten raczy mu to wszystko wyjaśnić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Nie Wrz 08, 2013 9:34 pm

Widząc, że odzyskał nie tylko przytomność, lecz również świadomość, przestał tak uparcie trzymać całej swojej konstrukcji. Jedną ręką zbadał mu puls i dotykał oglądając czy chwilowa utrata świadomości nie wpłynęła w zadnym stopniu na stan jego zdrowia.
-To co przed chwilą..? Masz na myśli zamach? T-tak, oczywiście, że on się zdarzył. Ale Rzesza już wyjaśnia sytuację, a tutaj jesteśmy bezpieczni.
O ile byciem 'bezpiecznym' można nazwać sytuację sam-na-sam z Mengele.
-Co wodzowi robię..?
W pierwszej chwili nie skojarzył o co może mu chodzić. Dotykanie? Rozpięcie ubrania?
-Leczę.. Führer stracił przytomność i musiałem.. Tak jakby przywrócić do żywych...
Po chwili jednak zorientował się, że, niespodzianka, nie każdy jest lekarzem i nie każdy musi wiedzieć co jest ową dziwną konstrukcją, którą trzyma w rękach.
-A jeśli chodzi o kroplówkę, to z braku odpowiednich urządzeń, a konieczności ratowania pańskiego życia musiałem tak zrobić. Niech płyn wleje się do środka to wyciągnę to z żyły Führera...
Powrót do góry Go down
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   Sob Wrz 14, 2013 9:50 am

Spojrzał na niego jak na idiotę.
O czym on gada-... a, tak. Ale to przecież nie jest aż tak istotne jak moje przeżycia!
Pokręcił głową z rezygnacją. Mimo wszystko trzeba coś z tym fantem zrobić. I to jak najszybciej, bo po prostu szkoda czasu. Postanowił więc nie zwlekać i zrobić, co należy.
- W porządku. W takim razie należy natychmiast przekazać Ludwigowi, że tego tak zostawić nie można. Ma się dogadać z nimi i wyjaśnić, że tego, który strzelił trzeba pozbawić życia jak najszybciej.
Wydał polecenie, żeby nie zwlekać. A potem mógł już całkowicie skupić się na sobie. I na tym co kombinuje Menel.
- ... ach tak.
Mruknął tylko, bo nie chciał wdawać się w szczegóły. Teraz, kiedy poczuł się już lepiej i wszystko wróciło na swoje miejsce jako-tako, bezczelnie sam wyswobodził się z prowizorycznej kroplówki lekarza, nie czekając na jego reakcję. Wstał, jeszcze nieco chwiejnie i otrzepał się. Nie zorientował się, że jest nieco porozpinany. Albo po prostu to zignorował póki co.
- Nie ma co czekać, nie zostaję tu chwili dłużej. Wracam do siebie. Będziesz robił za moją eskortę.
Oznajmił, dając do zrozumienia, że nie będzie tu znosił żadnych sprzeciwów. I nie czekając na niego ruszył powoli w stronę wyjścia.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)   

Powrót do góry Go down
 
Charlottenburg Deutsches Operhaus, Berlin (1937)
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Trzecia Rzesza-
Skocz do: