IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kłaniają się w pas bitwy 1938 i 1939. [Wojna radz-jap]

Go down 
AutorWiadomość
Cesarstwo Japonii
Szept
avatar

Male Liczba postów : 25

PisanieTemat: Kłaniają się w pas bitwy 1938 i 1939. [Wojna radz-jap]    Sob Sie 10, 2013 7:58 pm

Jeszcze nie tak dawno, spotkali się w kompletnie innych okolicznościach. Honda doskonale pamiętał czujny wzrok Litwinowa, który zdawkowo przedstawiał porozumienie między Cesarstwem a Związkiem. Sam dokument przeczytał uważnie, nie dopatrzył się błędów, nie wygłaszał sprzeciwu. Wolał zakończyć sprawę milczeniem, ucinając dyskusję i kontynuując politykę swojego cesarza. Podczas całego spotkania ani razu nie spojrzał na Ivana - nie w 1938. Wystarczająco razy widział Rosjanina oczami swoich ludzi, gdy zajmowali wzgórze Biezymiannaja. Wtedy Japonia ostatni poprawił swój podły nastrój sake, taktycznie milcząc na zgromadzeniach cesarskiego pałacu. Nie przepadał za Rosją i naprawdę z żywym zainteresowaniem obserwował, jak kolos chwieje się na glinianych nogach. Było to zjawisko tyleż interesujące, co rzadko spotykane. Sęk w tym, że szło się od niego uzależnić, a tego Honda się wystrzegał.
Lepiej by pojedyncze zwycięstwa nie uderzały do głowy, bo to nieraz szlachtowało całe narody.
Jednak nawet stare byty ulegają swoim ludziom, pomyślał mimochodem, wzrokiem podążając do ZSRR. Milczenie sprzyjało tylko jednemu z nich i na szczęście nie był to Ivan. Kiku splótł dłonie, odczekał jeszcze chwilę i... znów przypomniał sobie dlaczego tu jest. Popełnił błąd, stary jak świat, powtarzany przez wieki ze skutkiem niemal identycznym. Przecenił własne siły, przeliczył możliwości swojego wojska, aż w końcu - zignorował mobilizację sowieckich jednostek. Zupełnie zapomniał o ludzkiej determinacji, o odmiennym podejściu do granic. A może, poprawił się w myślach, zaciskając zęby, nie chciałem o nich pamiętać. Faktycznie wygodniej było przypuszczać, że Iwan dwukrotnie przegra i to jeszcze tym samym sposobem.
- Los bywa przewrotny - powiedział spokojnie Kiku, gdy w końcu milczenie zaczęło i jemu ciążyć. - Nie dalej jak rok temu spotkaliśmy się tutaj omawiać wzajemne porozumienie.
Ciemne oczy patrzyły na rozmówcę obojętnie, niezgłębione jak minione wieki. Shigemitsu nie mógł przybyć, Litwinow również się nie pojawił. Byli sami, zamknięci w swoich nienawiściach, przegranych, zwycięstwach i dalszych planach. Z całej sieci utkanej przez politykę, zawsze znajdzie się czas, by pogrążyć wroga, medytował Japonia, wygładzając fałdy szorstkiego materiału hakamy.
- Osiągnęliśmy impas. - Wyrok brzmiał zabawnie neutralnie w porównaniu z niedawnymi bitwami. Honda wiedział, że kolejne starcia są kwestią czasu, ale potrzebował układu, kompromisu, który nie zadowalałby żadnej ze stron, ale wykupiłby chwilę wytchnienia. Nikt nie może walczyć w nieskończoność. - Pytanie co w takiej sytuacji zadecydujemy.
Japonia miał swoje własne priorytety, które miejscami współgrały z interesami Związku, chwilami się z nimi ścierały, a na niektórych odcinkach jawnie przecinały. Prawdziwym tematem spotkania nie były więc stoczone bitwy, przydatne porozumienie i formalny uścisk dłoni. Między wierszami Honda chciał odczytać gotowość Ivana do dalszej walki. I możliwą reakcję na dalszą ekspansję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ZSRR
Szept
avatar

Liczba postów : 92

PisanieTemat: Re: Kłaniają się w pas bitwy 1938 i 1939. [Wojna radz-jap]    Wto Sie 13, 2013 7:38 pm

Iwan w głębi duszy nienawidził spotkań tego typu. Zawsze wydawały mu się sztuczne i niezręczne, co wprawiało go nie tyle w zakłopotanie, co w stan dziwnej drażliwości.
Nawet, jeśli był akurat tą stroną, co poradziła sobie lepiej.
Atmosfera była tak gęsta, że dałoby się ją kroić nożem, a Iwan nerwowo bębnił palcami w blat stołu, jakby sprawdzając swojego rozmówcę. Stuk, stuk, stuk. Przerwa na bezcelowe poprawienie szalika i znowu od nowa. Rosja wyglądał jak zmęczony, znerwicowany człowiek, który ma za dużo trosk na głowie.  
Byłoby lepiej, gdybyśmy nie siedzieli tu tak sami, pomyślał. Cholera niech weźmie Litwinowa, po raz kolejny mu się naraził. Jeśli będzie robić tak dalej, czeka go naprawdę świetlana przyszłość, nie ma co.
Ciągle milczał uparcie. Nie zamierzał zaczynać rozmowy, bo po co? Temat był trudny, a Iwan odkładał chwilę, z którą trzeba będzie go roztrząsać, jak małe dziecko, które ciągle łudzi się, że jeśli czegoś się nie dostrzega to tego czegoś nie ma. A świat wcale nie działał w ten sposób, o nie. Rosja oparł głowę na dłoniach i spojrzał przelotnie na Japonię, prawie od razu zjeżdżając wzrokiem gdzieś w bok. Co miał mu powiedzieć? Że tak, że czuł się wygranym, ale jednocześnie nie miał siły na to, żeby jeszcze lepiej wykorzystać sytuację? Głupota.
- Przewrotny? Za lekkie określenie - odezwał się w końcu nieco zachrypniętym od milczenia głosem - A porozumienie... Cóż. Nie ma niczego, czego nie można dzisiaj złamać, prawda? Wszystko traci na swoim znaczeniu, nawet nasze słowa.
Podniósł lekko głowę do góry, słysząc o decydowaniu. Tak, chciał mieć to już za sobą. Wiedział jedno: nieważne, jak potoczyły się poprzednie potyczki, musi kupić sobie więcej czasu na przygotowanie i szkolenia do kolejnych. Bo to, że kolejne będą... To nie ulegało wątpliwości. Złączył ręce i odchrząknął lekko, żałując, że nie wziął ze sobą dość wódki. Skończyła się mu tuż przed spotkaniem i uznał to za zły znak.
- O czym możemy teraz zadecydować, Kiku? Względny pokój to na razie najlepsze rozwiązanie. I dla mnie, i dla ciebie. O wiele ciekawszą kwestią są jego warunki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cesarstwo Japonii
Szept
avatar

Male Liczba postów : 25

PisanieTemat: Re: Kłaniają się w pas bitwy 1938 i 1939. [Wojna radz-jap]    Pon Sie 26, 2013 8:50 pm

Mijające wieki sprawiają, że nabiera się dystansu. Do wszystkiego co nas otacza, od kwiatów wiśni, po spadający śnieg. Nawet cesarz, chociaż wciąż jest bogiem, traci na znaczeniu w porównaniu z uciekającym czasem. Wojny okupią ludzie, ich krew wchłonie żarłoczna ziemia; polityka jest zmienna, nietrwała jak kręgi na wodzie, a siła? Każdy w końcu osłabnie, przeminie, czas go wykończy. Najważniejsze by jak najdłużej pławić się w potędze, by dobrze wykorzystać... sprzyjający czas. A Honda właśnie to zamierzał uczynić, właśnie do tego przygotowywał się od wielu lat. Obserwował Chiny w świetle chwały, w sile, u boku smoka, który miał ponieść świat za państwem środka. Gdzieś po drodze Yao zgubił swoją potęgę, zaczął dygotać, słabnąć. Jego czas dobiegł końca, a on nie zachował dostatecznie dużo potęgi, by nie ugiąć się przed ciosem. A decydujące cięcie będzie należało do Japonii.
Z Rosją sprawa nie wyglądała inaczej. Honda już raz udowodnił, że potrafi pokonać północnego niedźwiedzia i bardzo chętnie ponownie przeszedłby ścieżką wygranej. Teraz jednak miał do czynienia ze Związkiem, nawet jeśli pod fiołkowymi, trującymi oczami czaił się Iwan. Coś się musiało zmienić w Braginskim, być może przegrupował siły. Na pewno nie był to jego czas - Japonia nie wyczuł od niego bijącej siły i potęgi. Wszystko w Braginskim składało się na dzikość, jego klimat, swobodę, w jakiej poruszał się po wiecznej zmarzlinie. Iwan miał o tyle lepiej, że nie urodził się w kraju urodzaju; jego doświadczyła zima, mróz, Syberia i głód. Dlatego stanowił przeciwnika, którego przegrana musi być ostateczna, bo inaczej wstanie, otrzepie się z popiołu bitwy i znów ruszy do ataku.
Kiku zamrugał, koncentrując wzrok. Odbiegł myślami nieco za daleko, ale to przez ludzi. A właściwie ich brak. Zwykle to oni trzymali fason rozmowy, układali się, paktowali, a on tylko milczał. Tak było dobrze, optymalnie, uniwersalnie. Cisza była najwierniejszym kompanem.
- W gąszczu ludzkich określeń trudno wyszukać lepsze - orzekł po chwili, jak zwykle niewzruszony. - Wszystko. Ale na daną chwilę posiada wartość, którą należy uszanować.
Zdawało się Honda przemilczał kolejną wypowiedź rozmówcy. Wpatrywał się w jeden punkt, obojętny, nieruchomy jak zwykle. Jednak każdy kto poznał go nieco dłużej, doskonale wiedział, że to zwykłe złudzenie. Japonia zawsze czekał, aż wszystko zostanie powiedziane, aż ostatnie słowa padną z właściwym sobie wydźwiękiem. Dopiero wtedy spoglądał z dystansem na całą sytuację, zbyt doświadczony by pozwolić sobie na błąd, i zbyt dokładny by dojść do najkorzystniejszej konkluzji szybciej.
- W rzeczy samej... zapewne głównym warunkiem pokoju będzie gwarancja nienaruszalności granic?

(Wybacz poślizg, przydługi wstęp i niejasne zakończenie. Zmęczenie nie jest najlepszym kompanem do pisania.)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ZSRR
Szept
avatar

Liczba postów : 92

PisanieTemat: Re: Kłaniają się w pas bitwy 1938 i 1939. [Wojna radz-jap]    Sob Sie 31, 2013 7:39 pm

Przewrócił oczyma w niemej odpowiedzi na słowa Japonii, nawet nie próbując ukryć swojego rozdrażnienia. Nagle dopadło go niejasne, ale męczące przeczucie, że to spotkanie – nieważne, co ustalą – i tak zaprowadzi ich donikąd. Szybko wyparł tę myśl ze swojej świadomości, ale dziwny niepokój został. Denerwujące.
Odchrząknął lekko i zamknął oczy na chwilę. Przetarł je palcami pospiesznie i podparł głowę na dłoniach, wciąż nic nie mówiąc. Cisza nieprzyjemnie dźwięczała w uszach, a Iwan przypomniał sobie swój pierwszy błąd i jezioro Chasan. Poczuł się wtedy tak pewny siebie, tak niezwyciężony i… I to właśnie zdecydowało o porażce. Wciąż odczuwał wstyd, myśląc o tym, że musiał ugiąć się pod nielicznymi wojskami Japonii. Jak mógł być aż tak głupi? Jak mógł bezmyślnie postawić wszystko na jedną szalę i… I tak po prostu przegrać? Nie do pomyślenia.
A potem, potem pojawił się Żukow. I wszystko pozornie toczyło się dobrze. Przynajmniej dopóki, dopóty ludzie bez wydawałoby się większych problemów łykali oficjalne statystyki. Że tak, że wygrywamy, że straty są, ale nie aż tak wielkie. Mąż, ojciec, czy brat nie wrócił do domu? Zginął dla kraju, rodzina powinna być dumna.
Oficjalna liczba zabitych i rannych wynosiła czterdzieści tysięcy. Nieoficjalna, znana jedynie najwyższym instancjom, dodawała do tego jeszcze sto tysięcy dusz. Zwycięstwo za wszelką cenę. Opłacało się? Iwan nie potrafił tego jednoznacznie stwierdzić. Wiedział jednak, że czuł się słaby, przeraźliwie wręcz słaby - nie tylko przez sytuację na Wschodzie. I potrzebował czasu na podźwignięcie się na nogi, na stworzenie choćby pozorów stabilniejszego gruntu. A potem zaatakuje znowu. I znowu. Do skutku.

-Nie ukrywam, że nienaruszalność granic jest czymś, na czym zależy mi najbardziej. Zakładam, że tak jest też z tobą, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cesarstwo Japonii
Szept
avatar

Male Liczba postów : 25

PisanieTemat: Re: Kłaniają się w pas bitwy 1938 i 1939. [Wojna radz-jap]    Sob Wrz 14, 2013 9:43 pm

Nie znał myśli Iwana. I, szczerze powiedziawszy, nie chciał ich poznać. Nawet jeśli w głowie wciąż dudniły mu słowa jego dowódcy, gdy dowiedział się, że wojska radzieckie zajęły Zhanggufeng. Dyplomacja nie idzie w parze z bronią, powiedział tego pamiętnego dnia Honda, wpatrując się w oddziały maszerującej piechoty. Kamezo Suetaki milczał dłuższą chwilę, prawdopodobnie kalkulując ile czasu zajmie koreańskim oddziałom dotarcie na granice jurysdykcji Mandżurii. Nie wygramy tej wojny myśląc jak Japończycy, rzekł wtedy dowódca, patrząc Hondzie prosto w oczy, ale myśląc jak Rosjanie. Odszedł kilka minut później, skłoniwszy się głęboko. Kiku długo analizował jego punkt widzenia, by w końcu, z wąskim, niemal niedostrzegalnym uśmiechem na twarzy, pójść w ślady generała. Wszak wysyłał na granicę wojska koreańskie, nie własne. Podobnie postąpiłby sam Rosja – poświęciłby innych, wmanewrował obcych w swoje rozgrywki, byleby nie przeforsowywać własnych ludzi. Takie pionki, myślał Japonia, łatwo zastąpić. W dodatku jezioro Chasan nie zmieiniało jego polityki względem Chin. Nie powstrzymało Armii Kwantuńskiej. Nie wpłynęło na osąd cesarza. Było tylko kolejnym incydentem granicznym, jakich czekało go jeszcze wiele.
Inaczej się sprawy miały pod Chałchin-Goł. Cztery dni huczało Japonii w uszach od ostrzału rosyjskich pocisków artyleryjskich. Następny tydzień chodził za nim cień okrążającego go skrzydła radzieckiego wojska. Tym razem generał, Michitarō Komatsu-bara, nie miał równie rezolutnych sentencji co jego poprzednik. Mógł tylko świadczyć własną głową, że Związek poniósł większe straty niż Cesarstwo Japonii. Wtedy właśnie, gdy kule przeszywały japońskich żołnierzy, gdy tokijczycy padali jak muchy pod trzygodzinnym ostrzałem, gdy miasto zamieniło się w cmentarzysko ruin po bombardowaniu – dopiero wtedy Honda zrozumiał, że w tym wypadku najlepszym rozwiązaniem było ustępstwo. Nieco rozkojarzony, dzielący uwagę na front chiński i północne zamieszki graniczne ze Związkiem, musiał pogodzić się z klęską.
I zwrócić się ku południu, ku zapasom zbawiennych surowców.
To było myślenie japońskie. Porażkę przekuć w sukces.
- Oczywiście. – Kiku potaknął beznamiętnie. Trudno powiedzieć czym ciemne oczy państwa różniły się od wzroku Michitarō Komatsubary. Może znały prawdziwe liczby zabitych pod Chałchin-Goł? – Jestem gotów zakończyć ekspansję na północ, po twojej uprzedniej deklaracji neutralności wobec mojej polityki w stosunku do Chin.
Być może Honda przypomniał sobie strącone samoloty. Być może nieruchomym spojrzeniem zbywał zniszczone czołgi. A może był już u boku swojej Armii Kwantuńskiej, wysłuchując kolejnego rozkazu dowództwa.
- Dalszy rozlew krwi jest bezcelowy. Najlepiej przedłużyć impas i potwierdzić aktualne granice.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ZSRR
Szept
avatar

Liczba postów : 92

PisanieTemat: Re: Kłaniają się w pas bitwy 1938 i 1939. [Wojna radz-jap]    Wto Paź 01, 2013 8:50 pm

Kiku wydawał mu się jakiś taki… Nijaki. Tak, to dobre słowo. Iwan, nie wiedzieć czemu, zawsze kojarzył go z czymś bezbarwnym i mdłym. I tak, za to myślenie zapłacił, i to z wcale niemałą nawiązką. Jak bardzo pozbawionym charakteru mógłby być ktoś, kto z zimną krwią brnie po trupach do celu, a jednocześnie przytomnie podejmuje jak najlepsze działania i decyzje? Rosja tak nie potrafił, do czego niechętnie przyznawał się sam przed sobą. Chaotycznie, niezaplanowane do końca posunięcia na nieznanym mu terenie nie mogły wychodzić dobrze. I nie, pomimo pozornej wygranej, wcale nie wychodziły tak, jak z całej duszy pragnął tego ZSRR– w każdym razie, wszelkie dane wyglądały okazale tylko na propagandowych broszurach i oficjalnych informatorach, a Rosja nie uznawał tego za wielkie zwycięstwo.
Wiedział, że to nie strategia przeważa wojenną szalę na jego korzyść. Odkąd pojawił się Żukow sprawy toczyły się i tak o wiele lepiej, niż się tego spodziewał, ale to wciąż nie było to. Chciał coraz więcej i więcej i fakt, że nie może tego dostać ot tak, od razu, denerwował go. Zdawał sobie sprawę, że postępując w ten sposób zachowuje się jak dziecko, które nie dostanie szybko swojej ulubionej zabawki, ale naprawdę nie mógł dbać o to mniej w obecnej sytuacji.
Wysłuchał pozornie spokojnie propozycji Azjaty i pokiwał niepewnie głową nic jednak na razie nie mówiąc, pomimo tego, że cisza nieznośnie dźwięczała mu w uszach. Spojrzał przelotnie w ciemne, skośne oczy swojego przeciwnika. Podpisanie jakiegoś papierka nie mogło - ot tak - zmienić jego stosunku do Kiku. Było to nielogiczne, niewykonalne, wręcz nie do pomyślenia. Uciekając od walki czuł się jak tchórz, jak ktoś, kto nie potrafi dobrze wykorzystać sytuacji. Miał o to do siebie żal i wiedział, że to uczucie zostanie w nim na długo, z czasem zmieniając się w coraz to bardziej rozpalające pragnienie odwetu. Dawał to po sobie poznać? Może. Był w stanie praktycznie całkowitego zobojętnienia, które pojawia się o wiele za często po nieprzespanych nocach i niepotrzebnych awanturach. Czasem wygodne, bo pozwalające uciec od rzeczywistości.
- Zgadzam się na te warunki – odparł głucho po dłuższej chwili. I tak będzie je łamał. Mniej lub bardziej otwarcie, prędzej czy później. Bardziej później, gdy już uda mu się stabilniej stanąć na nogach.
-Aktualne granice, tak. Myślę, że to podstawa do dalszych ustaleń, jeśli takowe będą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kłaniają się w pas bitwy 1938 i 1939. [Wojna radz-jap]    

Powrót do góry Go down
 
Kłaniają się w pas bitwy 1938 i 1939. [Wojna radz-jap]
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Wojny Radziecko-Japońskie-
Skocz do: