IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kawiarnia "Alegoria"

Go down 
AutorWiadomość
Nadrenia-Westfalia
Administrator
avatar

Female Liczba postów : 253

PisanieTemat: Kawiarnia "Alegoria"   Sob Wrz 22, 2012 12:19 am

Jeżeli przejdziemy przez rynek, miniemy wszechobecny chaos i skręcimy w pierwszą uliczkę za pomnikiem, możemy trafić do wielce niezwykłego miejsca. Możemy, lecz nie musimy. Żeby je odnaleźć, trzeba wiedzieć, czego się szuka, bądź... zabłądzić! Większość kawiarni, lodziarni, cukierni i urokliwych restauracji znajduję się na właściwym rynku, boczne uliczki zasiedlili żydowscy kupcy, bankierzy i jubilerzy, ale gdzieś między nimi pozwolono zaistnieć przepięknej i jakże klimatycznej kawiarence.
Próżno tu szukać tandety i irytującej nowoczesności, lokal jest mały, ale bez wątpienia przytulny. Ściany pomalowano na ciepły, złotożółty kolor, ręka nieznanego artysty narysowała również kwiaty i inne wzory w interesujących konfiguracjach. Stoliki były tutaj niziutkie, ale one również mogły uchodzić za dzieła sztuki. Na każdym z nich stał sporej wielkości świecznik z płonącą świeczką. Fotele zaś były, nie dość, że wygodne, to jeszcze obite miłym w dotyku materiałem. W głębi pomieszczenia ustawiono fortepian, ale niestety nikt na nim nie grał, za to tuż obok znajdował się gramofon, który odtwarzał utwory muzyki klasycznej, w chwili obecnej była to najprawdopodobniej muzyka Čiurlionisa. Na ścianach wisiało również mnóstwo czarno-białych zdjęć oraz wielkie lustro. Honorowe miejsce zajmowała jednak jedna z grafik Klimta, ciężko stwierdzić, czy był to oryginał, czy też kopia.


Dziś Heike ani trochę nie przypominała samej siebie. Ludwig chciał z nią o czymś porozmawiać, tak? I pozwolił jej wybrać miejsce tego randez-vous? Można powiedzieć, że zagrała mu na nosie, bo nie wyznaczyła żadnego z tych okropnych, przesiąkniętych nazizmem i propagandą miejsc, tylko właśnie tę klimatyczną kawiarenkę na uboczu. Chciała, żeby oboje oddalili się od spraw obecnych, nadchodzącej wojny, propagandy i rozkazów szefa. Skoro już rozmawiamy, to porozmawiajmy, ale bez ciągłego przejmowania się sprawą jutrzejszą.
Z tego też powodu nie założyła własnego munduru, tylko długą, czarną suknię z długimi rękawami. Przenosimy się w czasie o 40 lat wstecz, no to się przenieśmy. Włosy też upięła w kok. Kiedyś ubierała się tak na codzień, czy było to dla niej czymś dziwnym? Pewnie dla Ludwiga będzie, taką ją widział, kiedy była jedną z jego wychowawczyń. Ach, jak to wszystko się zmienia.
Weszła do kawiarni i usiadła przy jednym z niskich stolików. Uśmiechnęła się do drobniutkiej kelnereczki, która również ubrana była zgodnie z dawną epoką i zamówiła kawę. Może nie piła jej tyle, ile na przykład Saksonia, ale, jak mówią, dobra kawa nigdy nie jest zła.
Potem zaczęła czekać. Czekała na kawę, czekała na Ludwiga. Pierwsza pojawiła się kawa, Heike upiła kilka łyków i spojrzała na swoje odbicie w ogromnym lustrze. Kim jestem? Jestem Westfalia, odpowiadam za mój land, za moje ziemie i ich mieszkańców. Kim jestem? Jestem Generalfeldmarschall Wehrhmachtu, odpowiadam za moich podwładnych. Kim jestem? Jestem Heike, zagubiona dziewczyna, która boi się tej wojny, która ma nadejść, boi się chaosu. Kim jestem?
Pogrążona w tego typu rozmyślaniach, czekała na Niemca.


Ostatnio zmieniony przez Nadrenia-Westfalia dnia Sob Wrz 22, 2012 8:34 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://laboratorium.necessarium.eu/
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Sob Wrz 22, 2012 2:25 pm

Nie miał zbyt wiele czasu, tym bardziej ostatnio. Przez cały ten czas planował posunięcia na nadchodzącą i usługiwał wodzowi, praktycznie nie oddalając się od kwatery głównej. Ostatnie problemy tym bardziej dały mu odczuć na sobie swoje piętno, stanowczo skrupulatnie kontrolowano jego poczynania względem landów.
Rzadko kiedy mógł się wyrwać i trochę odpocząć pod pretekstem złagodzenia sytuacji, nawet nie dostawał takiej przepustki gdy o nią poprosił. Tym razem jednak sam dostał reprymendę od szefa, by niektóre rzeczy z landami wyjaśnić.
Ale on wolał porozmawiać spokojnie. Przynajmniej od Heike chciał otrzymać jakieś wsparcie, miał nadzieję dość dużą. Teraz tego bardzo potrzebował. Poza tym musiał jej coś ważnego wytłumaczyć, coś czego nawet ona nie rozumiała, a powinna. Nie chciał robić nic na siłę, tym bardziej jeżeli chodzi o rodzeństwo, niestety ostatnie kwestie były już poza zasięgiem wyrozumiałości. On wiedział i znał plany Führera na tyle, by starać się uświadomić jej, że w obecnej sytuacji chcą coś osiągnąć i nie było już odwrotu.
Zbyt często dusił wiele problemów w sobie, czasami jednak to go dostatecznie przygnębiło, aż w końcu owej presji otoczenia nie za bardzo wytrzymywał.
Każdy coś od niego chciał, zjawiał się na praktyczne każde zawołanie i wykonywał oraz przekierowywał wszystkie ważne zlecenia z głównego sztabu. Zjawiał się wszędzie, gdzie był wódz, przynajmniej tak mu się wydawało. Nie myślał nawet, bo nie miał kiedy, o tym czy mógł coś knuć za jego plecami. Był pewien, że jego obietnica poprawy jego "stanu" i podboje są jak najbardziej prawidłowe i poparte czynami. Z resztą on to widział. Bracia nie zauważali... to jakiś paradoks. Gdy on się czuł w obowiązku, oni się sprzeciwiali... Ktoś z nich na pewno musiał się mylić, nie było innego wyjścia. Nie wiedział jednak innej możliwości aniżeli spytać o to siostrę.
Na tę okazję nie ubierał się w mundur, chciał się wtopić w tło, a obecność wojskowego bardzo by to uniemożliwiła. Postanowił być ostrożny. Mimo iż lokal, do którego właśnie wszedł, wydawał się miejscem przytulnym, takim jakiego potrzebował, by moc spokojnie porozmawiać. Zważał na czas, miał jedynie kilka godzin do wieczora, bo przyszło mu znowu omawiać coś z Führerem.
Praca była priorytetem nawet pod pretekstem spotkania się z rodziną, nic głębszego się bardziej nie liczyło. Rozejrzał się po lokalu, wypatrując umówionej z nim osoby. Przez chwile błądził bo na pewno nie spodziewałby się, że Heike założy co innego aniżeli właśnie mundur. Od ich czasu nie widział jej tak ubranej i dlatego pewnie nie poznał od razu. Zdenerwował się przez to odrobinkę, mimo to podszedł prawie bez większego namysłu do jej stolika:
-Grüß dich Schwester..-przywitał ją inaczej niż to robił podczas wizyt na bazie, to było zupełnie inne odczucie. Zdecydowanie ciężko mu było się wyluzować, nawet gdy sytuacja chyba tego wymagała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nadrenia-Westfalia
Administrator
avatar

Female Liczba postów : 253

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Sob Wrz 22, 2012 9:07 pm

Kim zatem jestem?
Ostatnio powiedziała to szefowi, to, że są personifikacjami, nie znaczy, że nie mają własnych uczuć i własnej osobowości. A ona właśnie miała rozterki. To było takie litewskie, taki werteryzm! Mimo to, był to dla niej spory problem. Zwierzyła się z niego jednej osobie, ale to niezbyt jej pomogło, wręcz jeszcze skomplikowało sprawę. Ludwigowi przecież o tym nie opowie! Przydałaby się jakaś psiapsiółka od ploteczek, choć, nie da się ukryć, Heinrike takiego zachowania wręcz nie znosiła. Uważała je za niepoważne.
W tej sytuacji najlepiej by było pogadać z Litwą, on się na tym przecież znał, ale z drugiej strony, w chwili obecnej Litwa był wręcz przesiąknięty nienawiścią do Polaka. Tylko ta jedna rzecz się dla niego liczyła. Nie pomoże jej.
Otrząsnęła się z ponurych rozmyślań. Nie po to tutaj przyszła, pobawić się w Wertera równie dobrze może później, w każdej chwili mógł przyjść Ludwig. Nie chciałaby, żeby zauważył jej melancholijny nastrój, bo co miałaby mu powiedzieć?
Pojawił się dość szybko. On również nie miał na sobie munduru i czyżby zdziwił go fakt, że założyła sukienkę? Może i była Heinrike Herrmann, ale mimo to, nadal była kobietą, nawet mimo to, że dowodziła Wehrmachtem czy robiła za osobę, która doprowadzi do porządku landy, czyli z definicji coś nie do ogarnięcia.
- Grüß dich, Bruder... - powiedziała i pocałowała go w policzek na powitanie. Powinna się w tej sprawie określić, le nie potrafiła. Może w trakcie tej rozmowy cokolwiek do niej dotrze. Odgoniła od siebie wszystkie myśli i uśmiechnęła się do brata. Pilnować pustki w umyśle, bo kiedy jej mózg nie ma co robić, zaczyna rozmyślać o wszystkim i niczym.
- Czyżbyś nie mógł mnie na pierwszy rzut oka rozpoznać? - zapytała wesoło. - Już zapomniałeś, jak wyglądam w sukience? Proszę, usiądź - powiedziała i wskazała mu fotel naprzeciwko siebie.


Ostatnio zmieniony przez Nadrenia-Westfalia dnia Sob Paź 27, 2012 2:33 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://laboratorium.necessarium.eu/
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Nie Wrz 23, 2012 12:34 pm

Poruszył się lekko i poczerwieniał nieznacznie. Sam sobie w myślach mówił, że to tylko siostra jednakże chyba ten gest nadal wydawał mu się dość znaczący. Wolał o tym nie myśleć i się nie zastanawiać bo różne rzeczy przychodziły mu do głowy niekoniecznie odpowiednie jak na tą chwilę, a zdecydowanie chciał tego uniknąć.
Zebrał myśli i odsunął się nieznacznie po czym usiadł nawet nie zdając sobie sprawy z tego że wygląda na wyjątkowo zakłopotanego. Na chwilę zapomniał już o wodzu i spojrzał po niej mając zamiar wreszcie wydusić coś sensownego na początek nie związanego z tym po co tu przyszedł:
-Nein, nie koniecznie...-zaczął po chwili:
-Rzadko kiedy, może nawet bardzo dawno nie ubierałaś się w taki sposób. Bardzo kobieco..
Nie szczególnie się na tym znał ale takie rzeczy szybko wyłapywał, szczególnie jeżeli chodzi o siostry które często uważał bardziej za "chłopczyce" aniżeli delikatne kobiety. Nie uważał że było w tym coś złego, wręcz przeciwnie. O dziwo właśnie z nimi miał lepszy kontakt nie wiedział nawet dlaczego... jakimś dziwnym trafem bardziej go rozumiały aniżeli zarozumiali bracia, którzy za wszelką cenę chcieli poprawić swoją wartość kosztem reszty i kosztem jego samego.
Było do dla niego wyjątkowo samolubne zachowanie jednakże swoich błędów w dowodzeniu specjalnie dobrze nie widział. Wydawało mu się, że tak już musi być i nikt z nich nie ma prawa tego zmienić. Jako, że robił dosłownie wszystko co Führer mu nakazywał wręcz nie wyobrażał sobie by ta cala jego praca szła na marne.
Zawsze się martwił ale cięgle powtarzał sobie, że będzie lepiej i w końcu osiągnie to czego tak bardzo pragnął. Miał już sojuszników, przemysł zbrojeniowy miał się coraz lepiej gospodarka tak samo. Teraz potrzebował zbrojnego konfliktu z resztą pewnie nie on jeden traktat zdecydował mentalnie o jego decyzji, nie wycofa się i nie odpuści! Nie będzie już płacił TYLE Francji i Anglii, którzy na tę jego usłużność nie zasługiwali. Zabierali mu wszystko co miał i nawet nie próbowali cokolwiek zmienić. Nawet nie starali się go zrozumieć, nie dali mu nawet żadnej szansy na poprawę.
Czuł, że ma im to za złe chyba najbardziej ze wszystkiego, często się denerwował gdy o tym myślał. Mimo wszystko mobilizowało go to do dalszych kroków, których nie wahał się podjąć. Dla tego nawet teraz myślał o podporządkowaniu sobie pozostałych. Dla dobra ogółu, dla dobra rodziny i honoru.
Nie było rady... Wziął głęboki oddech i zmierzył siostrę wzrokiem już bardziej znacząco usytuowanym niż na początku i rzekł:
-Niestety nie mam zbyt wiele czasu na to spotkanie, ledwo udało mi się zwolnic na kilka godzin. Ale mam nadzieję, że dobrze spędzimy je razem i wyciągniemy jakieś wnioski.... muszę z tobą porozmawiać o braciach ... i nie tylko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nadrenia-Westfalia
Administrator
avatar

Female Liczba postów : 253

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Nie Wrz 23, 2012 7:22 pm

I faktycznie, zawstydziła młodszego brata. Powinna teraz wyciągnąć aparat fotograficzny, zrobić mu zdjęcie i dołączyć je do materiału dowodowego dla Bawarii. Uśmiechnęła się do Ludwiga smutno. Rozwiązanie jej problemów było wręcz oczywiste, ale napisze ten list do Litwina. W końcu to specjalista.
Ludwig był strasznie zakłopotany, aż jej się go żal zrobiło. Ten chłopak nie powinien mieć dziewczyny, nigdy, przenigdy.
- Owszem, że dawno tak się nie ubrałam, cały czas muszę nosić mundur feldmarszałka... Może nie tyle, że muszę, ale to mi się wydaje odpowiednie. Ty też pojawiasz się zawsze i wszędzie w mundurze, nieprawdaż? Osobiście preferuję też stare, długie suknie niż te nowomodne do kolan. Są... są dziwne, nie potrafię się do nich przełamać.
Moda zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni. Może dla zwykłych kobiet to nie był aż tak wielki szok, ale dla żyjącej ponad osiemset lat Westfalii owszem. Fakt, że teraz noszenie przez kobiety spodni nie był niczym nadzwyczajnym również ją dziwił, ale skoro były one częścią munduru...
- Może się nie wydaje, ale ja nadal kobietą jestem! - powiedziała i zaśmiała się perliście.
Przyjrzała się Rzeszy dokładnie. Wyglądał na, nie dość, że zawstydzonego, to jeszcze zmartwionego. Wcale mu się nie dziwiła, nie dość, że wysokie kontrybucje na rzecz Ententy, to jeszcze kryzys, bieda, bezrobocie i nieposłuchane landy na dokładkę. Tylko biednemu bratu współczuć, co przecież robiła...
- Co takiego zatem robisz później, że musisz się tak spieszyć? - zapytała, nieźle zmartwiona. - Ja również mam nadzieję, że nasze spotkanie przebiegnie w miłej atmosferze i po myśli nas obojga... Co cię trapi, braciszku?
Muszę wyciągnąć jakieś wnioski. Tylko przecież nie powiem mu, jakie konkretnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://laboratorium.necessarium.eu/
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Nie Wrz 23, 2012 8:22 pm

Kompletnie nie znał się na modzie i jakoś go to specjalnie nie interesowało. Tym bardziej nie rozumiał jak można do jakiejś mody przywyknąć. On chodził tylko w tym co musiał albo w czymś wygodnym. Dlatego nie rozumiał dylematów kobiet to było takie nudne i monotonne. Byle by tylko ubrać się czysto i schludnie, to był właśnie priorytet. Zmierzył ją wzrokiem po raz któryś starając się nie patrzeć na to tak perfidnie na co często zwracał uwagę:
-No tak, zdecydowanie.... nie mogę w obecności wodza założyć nic innego co było by mniej eleganckie. Chyba rozumiem o co ci chodzi, albo tak mi się wydaje. Sam już nie wiem co było by modne teraz i jednocześnie wygodne... -westchnął i poprawił krawat jaki miał przy koszuli.
Nadal był nieco niepewny tego co mówi ale ten temat nie był zły do rozpoczęcia negocjacji. Dość luźny i nie wymagający koncentracji:
-Nigdy nie myślałem w ten sposób...-mruknął pod nosem czując, że nadal czerwienieje. To było kłopotliwe, nawet bardzo a chciał być spokojny i wszystko szybko załatwić. Chyba czasami bał się swojej wyobraźni, nigdy nie była na swoim miejscu gdy była taka potrzeba.
-Potem? Wiesz, mam spotkanie z Führerem. Z resztą jak co wieczór już od jakiegoś czasu.. Opowiada mi o planach i przemawia, daje nowe akta i przedstawia plany..-odpowiedział prawie automatycznie:
-Martwi mnie wiele rzeczy. Tym bardziej jeżeli chodzi o problemy między nami...-miał na myśli oczywiście rodzeństwo a nie tylko ich dwoje:
-Wiesz co się ostatnio stało. Ta akcja z czokiem, kłótnie, sprzeczki. Führer jest z tego faktu bardzo niezadowolony, mówił nawet że to moja wina bo nie umiem nic zrobić żeby nad tym wszystkim zapanować. Chyba jednak ma w tym trochę racji, niestety to co robię jest odbierane bezpośrednio jako zamach na waszą wolność osobistą. Chciałbym współpracować ale nawet nie jestem pewny od czego zacząć...-mówił spoglądając w okno.
Każde takie słowa trochę go kosztowały, nie chciał by niczego zrozumiał aż za nadto. Nie chciał także wyolbrzymiać a dokładnie sprecyzować to z czym miał problemy. Miał nadzieję, że wytłumaczy mu dlaczego się tak dzieje i nakieruje na odpowiedni tor myślenia bo on do braci zaczynał nie mieć nerwów.
A wojna toż tuż, musiał wreszcie pokonać tę słabość i zapomnieć o tym, że są starsi. Wolał pobierać od nich rady aniżeli zbierać kolejne zarzuty. Mimo wszystko czasami bał się im mówić w czym naprawdę rzecz.
Może też im nie ufał podobnie jak oni jemu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nadrenia-Westfalia
Administrator
avatar

Female Liczba postów : 253

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Nie Wrz 23, 2012 10:35 pm

Zachichotała.
- Bruder, z modą męską to takich problemów nie ma, ale to, co teraz te kobiety wymyślają... Aż wolę nosić na okrągło mundur!
Młodszy braciszek nadal się podejrzanie rumienił. Heike wydawało się, że coś mówi nie tak, ale co tak bardzo go zawstydzało?
Westchnęła. Czasami tego Ludwiga nie rozumiała, on na kobiety by najchętniej nie patrzył w ogóle. Delikatny i wrażliwy chłopak, jak widać... A z drugiej strony, jak wrzaśnie, to co delikatniejsi mogą na zawał zejść. Co prawda, jej wrzask miał jeszcze większą siłę rażenia... Inaczej landy by jej w życiu nie słuchały, zresztą, kto je tam wie...
- Nigdy nie myślałeś, że jestem kobietą? - zapytała i zaczęła się głośno śmiać. Po chwili powstrzymała się i znów spojrzała na brata poważnie. - Wybacz, ale to naprawdę zabawne...
I znowu zaczęła chichotać.
- Ty jesteś zawsze taki strasznie zajęty, braciszku. Nic innego nie robisz, tylko pracujesz i pracujesz. Odpoczynek przecież też jest potrzebny!
Zawahała się. Jej chwila na złapanie oddechu też by się przydała, nie ukrywajmy. Chętnie by gdzieś pojechała, tylko na wycieczkę wakacyjną nikt jej zgody nie da. Czy przypadkiem nie mogłaby podpisać sojuszu w imieniu Rzeszy z jakimś odległym krajem?
- Problemy między nami? Jakie znowu problemy? - zapytała, po czym zamrugała kilkukrotnie. Chyba rozumiała, co Rzesza miał na myśli. Westchnęła.
- Co do sytuacji z czołgiem... Ja miałam powstrzymać Sebastiana. Jechałam za nim na motorze, ale potem uderzyłam w drzewo i... pamiętam tyle, że Bayern wpadł na ścianę bazy, nie mam pojęcia, jak on to zrobił. Kłótnie zaś zawsze były i zawsze będą. Myślisz, że pogodzisz Wirtembergię i Bawarię? Albo, że oduczysz Saksonię marudzenia? Ludwig, oni po prostu tacy są. Nie da się ich trzymać krótko, można tylko zmusić do posłuszeństwa, ale i to nie zawsze... - zamyśliła się na chwilę. - W każdym razie, nie sądzę, żeby mieszanie się Hitlera w nasze sprzeczki i wygłupy miało jakikolwiek sens. Ja ich trzymam, nie na smyczy, ale trzymam. Bawaria się jeszcze nie odłączył, nie zagryzł Jurgena, a Saksonia nie wydał całego dochodu naszego państwa na kawę. Każde z tych to pewien sukces. Gdybyś zajmował się ustawianiem landów dłużej, rozumiałbyś to.
Uściśliwszy, NRW nie wiedziała, czy aby Saksonia nie wydawał za dużo na kawę. Nie wiedziała też, czy przypadkiem właśnie w tym momencie Sebastian nie kończy skręcać karku Jurgenowi, ale ufała w zdolności logicznego myślenia swoich braci.
Prawda była taka, że pełnego posłuszeństwa się nigdy nie osiągnie. Nikomu, nawet jej na spółkę z całym Wehrmachtem i SS razem wziętym nie uda się zagonić takiego Wirtembergii do okopów, już nawet nie wspominając o Saksonii czy Saarze! Istniały rzeczy, których landy po prostu nie są w stanie zrobić albo z których nie są w stanie zrezygnować. Spróbujmy odciąć Bawarii dostęp do piwa albo Wirtemberdze do środków czyszczących, zobaczymy, jak długo wytrzymają.
- Nie wiesz, od czego zacząć? Po prostu zaakceptuj ich takich, jakimi są - powiedziała i wbiła spojrzenie w osobą Ludwiga.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://laboratorium.necessarium.eu/
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Pon Wrz 24, 2012 3:06 pm

Niektóre rzeczy były zbyt oczywiste nawet dla niego. Dlatego dziwił się, że w pewnych chwilach potrafił się rozkojarzyć tak żeby nie umieć skojarzyć podstawowych faktów z życia. To go wprawiało w jeszcze większe zakłopotanie, bardzo tego uczucia nie lubił:
-Ich verstehe..-mruknął pod nosem nieco zamyślony i ogarnął oczyma wnętrze kawiarni po raz któryś z kolei, zbierał myśli:
-Nein, to nie tak..-zaczął się tłumaczyć bo najwyraźniej się nie zrozumieli, poza tym ta dyskusja wydawała mu się dziwnie wręcz absurdalna:
-Chciałem powiedzieć że zawsze uważałem cię za kobietę, twardą kobietę...
Tego też nie do końca potrafił dobrze sformować. Miał tylko nadzieję, że nie wydze z tego znowu nic strasznie głupiego. Mimo to Heike była wręcz rozbawiona. Dzięki jej wewnętrznemu spokojowi on sam się z czasem uspokajał, to było bardzo pomocne.
Czasami zazdrości jej takiej umiejętności szybkiego panowania nad każdą niespodziewaną sytuacją. Pewnie jak zawsze pluł sobie w brodę, że jest niżej w hierarchii wojska od niej. Może to coś dziwnego albo tylko miał takie wrażenie bo on reprezentował ich w całkiem inny sposób.
Z czasem też zaczął rozumieć, że władza to nie wszystko liczy się przede wszystkim umiejętność radzenia sobie z innymi nie tylko przez groźby. Pewnie dlatego był mniej doświadczony i zdecydowanie jeszcze wiele nie wiedział o tym jak sobie w takich sytuacjach radzić. Heike nie była tylko zdecydowana i zdyscyplinowana, ale myślała także wieloma innymi torami łączyła własne doświadczenia z wiedzą. On także starał się to robić w taki sposób żeby się nie mylić. Niestety IWŚ nie do końca była dla niego udanym poligonem ćwiczebnym, bardzo szybko nie mógł kontynuować tego co zaczął z przyczyn technicznych jakie spotkały go po przegranej. Nagle wrócił żeby zaczynać wszystko od nowa z nowymi nadziejami i ambitnymi planami. Nowe doświadczenia były zapewne jedynie kwestią czasu, ale czy dobre?
-Nie mam zamiaru im wchodzić w konflikty o, których nie mam najmniejszego pojęcia..-zaczął po namyśle:
-Chce tylko żeby zrozumieli jak ważne jest dla nas teraz zmobilizowanie się. Niech odłożą to wszystko na potem i niech się zaangażują bo potrzebuje waszej pomocy. Z resztą mnie dobiło gdy Sebastian przyznał, że myśli o mnie jak o "śmieciu"...-mruknął niechęcią w głosie i umyśle:
-Nie chce w to wszystko wplątywać także samego Führera. Mimo to on wymaga ode mnie kontroli was bo nie podoba mu się wasze podejście do sprawy wojny. Niestety czy też nie muszę poprzeć to co mówi bo nie widzie od was chociaż chęci mobilizacji a przecież sami pamiętacie ostatnie lata... Czy nie było wam źle? Czy sami też nie głodowaliście? I to wszystko przez wysokie reparacje jakie nałożyła na nas Ententa. Chciałbym coś z tym zrobić i nie dam spokoju dopóki nie wypowiem Francji i Anglii wojny...-mówił dość cicho by nikt inny dookoła prócz niej nie mógł tego usłyszeć:
-Mam dość wyzysku. Poza tym sama zobacz jak oni mnie traktują...-syknął kończąc monolog.
Nadal był nieco zdenerwowany te słowa płynęły prosto od myśli. Rzadko mówił to co naprawę czuł. Przyszedł na to czas teraz gdy nie musi tylko bez słowa przytakiwać wodzowi i zgadzać się na wszystko bo nie widzi innej nadziei na poprawę:
-Akceptuję tylko może oni tak powinni ze mną zrobić..
Czuł się coraz bardziej zrezygnowany, nie wiedział że zwykła pogawędka może przerodzić się w coś więcej. Nie planował tego, nie na taką skalę bo gonił go czas a bardzo chciał odrobinę odpocząć:
-Odpoczynek? Heutzutage? Nie mam na to czasu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nadrenia-Westfalia
Administrator
avatar

Female Liczba postów : 253

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Wto Wrz 25, 2012 7:06 am

Westfalia przestała chichotać i tylko uśmiechnęła się lekko. Nie przyszła tu po to, żeby się z braciszka śmiać, tylko żeby z nim porozmawiać. Spokojna rozmowa była w tym czasie tematem deficytowym, więc należałoby się takową delektować, nieprawdaż?
W tym momencie kelnerka przyniosła jej kawę w wyjątkowo ładnej filiżance. Heike uśmiechnęła się do niej, a ta zwróciła się do Ludwiga z pytaniem, czy może on też chciałby coś zamówić.
- Miło mi to słyszeć, mój mały - podkreśliła to słowo... - Braciszku.
Może i był wielkim facetem, ale to nadal jej młodszy braciszek, którego wychowywała razem z Gilbertem. Kiedyś Ludwig uważał ją za skrajnie oschłą i poważną matronę, to było tak dawno...
-Słusznie, Ludwig, słusznie. Sama starałam się spytać jednego i drugiego, dlaczego tak strasznie się kłócą, Sebastian nie był w stanie mi odpowiedzieć, za to Jurgen... Z nim muszę jeszcze spokojnie porozmawiać.
Wirtembergia miał ją odwiedzić, kiedy tylko zrobi choć częściowy porządek w domu, nieprawdaż? Powinna zabrać się za sprzątanie jak najszybciej, Jurgenowi chodziło chyba o to, żeby spotkali się, póki panuje jeszcze względny spokój.
- Nie da się, bracie ukryć, że źle do tego podchodzisz. Ja mogę stać za tobą murem, ale nie zmuszę do tego wszystkich pozostałych landów. Przyznaj otwarcie, że potrzebujesz naszej pomocy i liczysz na współpracę. Taki Sebastian może sobie myśleć, że się go czepiasz... w sumie nie wiadomo, o co. Umów się z nim na piwo i powiedz mu to samo, co mnie - powiedziała i upiła kilka łyków gorącej kawy. - To chyba dobre rozwiązanie?
Nie sądziła, żeby zmiana nastawienia Bawarii była w ogóle możliwa, ale młody miał rację, obrzucanie się wyzwiskami do niczego nie prowadziło, mogło tylko pogorszyć sytuację, i tak już mocno napiętą. Heike nie wątpiła, że Bayern mógłby w każdej chwili chcieć wystąpić z Rzeszy. Powstrzymano by go, zapewne bardzo brutalnie... Ale i on by się tak łatwo nie poddał. Co prawda jednym z szeroko rozumianych obowiązków Heinrike było niedopuszczanie do takich sytuacji... Ale czy Bawaria by się jej prośbami i innymi metodami przymusu przejmował, jeżeli chodzi o niezależność, na której tak mu zależało?
No właśnie.
- Führer nie powinien się w to w ogóle mieszać, on potrafi tylko na nas wrzeszczeć. Od wrzeszczenia na landy to jestem ja. Pomyślcie też o tym, że nie każdy land pomysł wywołania kolejnej wojny popiera. Ostatnio to była sromotna klęska i jak udowodnisz mi, że ta nie zakończy się tak samo? Niektórych ta wojna w ogóle nie obchodzi, myślisz, że na przykład Wirtembergia będzie się z niej cieszył? Nawet, jak wszystko się zacznie, nie zacznie współpracować, bo po co. Za to każe ci posprzątać bazę!
Ludwig nie rozumiał podstawowej rzeczy - każdy land był osobną istotą miał własne pojęcie oraz zapatrywanie na pewne sprawy. Ona też się z niektórymi poglądami wodza nie zgadzała.
- Ja się chętnie na Francji zemszczę... Ale nie gwarantuję, że pozostali również!
Miała do niego ogromny żal za demilitaryzację, a potem nawet chamską okupację części jej terenów. Obiłaby mu tę śliczną buźkę... Chociaż wystarczyłoby na niego nasłać Bawarię, a problem znikłby sam.
- Jak już mówiłam, musisz z nimi spokojnie porozmawiać. Najlepiej z każdym z osobna, bo mówienie czegokolwiek do prawie dwudziestoosobowej grupki osób nie przyniesie odpowiedniego efektu. Musisz pokazać, że ci zależy na porozumieniu, a nie na wygłoszeniu kolejnego nudnego przemówienia.
Należało wypróbować różne metody dialogu, nieprawdaż? Ludwigowi pewnie nie starczy cierpliwości, ale może warto zaryzykować.
- I to jest błędne podejście! Musisz się w końcu wyspać, bo potem, w trakcie wojny, tym bardziej nie będzie na to czasu. Rozkaz feldmarszałka, panie generale! - powiedziała i zachichotała.Zdawała sobie sprawę z tego, że Rzeszę często irytował fakt, że ma wyższe stanowisko niż on, ale wolała sobie nawet nie wyobrażać, co by się stało z armią, gdyby to Ludwig był feldmarszałkiem. Landy już się go nie słuchają, co dopiero armia.
Uśmiechnęła się do brata. Bądź co bądź, ona jemu zostanie lojalna do końca.

[ESEIZM w bibliotece szkolnej, lubię to xD]


Ostatnio zmieniony przez Nadrenia-Westfalia dnia Nie Wrz 30, 2012 1:27 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://laboratorium.necessarium.eu/
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Wto Wrz 25, 2012 6:00 pm

Nadal zdziwiony jej dobrym humorem i tym co właśnie powiedział zamilkł na chwilę nie wiedząc co powiedzieć. Ta dyskusja była dla niego stanowczo trudna żeby mógł się przy niej dobrze bawić. Spojrzał na kelnerkę trochę przytłumionym wzrokiem i obojętnością po czym znowu zwrócił uwagę na siostrę.
Bardzo się dziwił i jednocześnie niekiedy złościł gdy starsze rodzeństwo robiło z niego dzieciaka. Niby nim był mentalnie, ale tylko w ich oczach. Nawet na takiego nie wyglądał, chciał się już oderwać od tego wszystkiego by zacząć nowe życie jak dorosły. Nadal nie wiedział jak jeszcze wiele nie umie żeby się przystosować. Tym bardziej jeżeli chodziło o uczucia, to wszystko było mu obce i bardzo dobrze o tym wiedział. Wymijał ten temat o ile był w stanie, bo w końcu to zupełnie nie potrzebne mu było na wojnie. Nie miał czasu o tym myśleć. Dlatego owe porównanie go do dziecka specjalnie zignorował. Zawsze się szarpał o to z Sebastianem i Jürgenem. Teraz nie chciał rozwijać tego tematu.
-To trochę bez sensu... nie uważasz? -odrzekł:
-Oskarżają mnie o szczeniackie zachowanie a na dobrą sprawę czasami robią dokładnie to samo...
Zawsze chciał to powiedzieć. Ten fakt bardzo by rozzłościł starszych braci ale on uważał to za najprawdziwszą prawię. Na zawołanie musieli znaleźć coś żeby wygrać kłótnie, już o tym dobrze wiedział i wykorzystywali ten fakt jako ostatnią deskę ratunku.
-Bo jej potrzebuję...-zaczął nieco niepewnie:
-Myślisz, że oni w ogóle mnie posłuchają czy nadal będą się spierać, że jestem za młody by im cokolwiek tłumaczyć. Bo w końcu uważają się za o wiele bardziej mądrzejszych...-westchnął:
-Na piwo czemu nie. Szkoda tylko, że Jürgen będzie mieć opory żeby mi je w ogóle dać. I tu koło się zamyka...
W jego mniemaniu każda taka sytuacja nie była do końca najlepszym wyjściem. Zawsze znalazło się coś co mogło by braci podburzyć do działania na jego niekorzyść. Popatrzył na nią zrezygnowany i przez zmęczenie z chęcią by także napił się kawy ale jakoś nie szczególnie chciało mu się przerywać rozmowę akurat w tej chwili.
-Wiem, że nie po popiera. Ale wyobraź sobie, że to jest konieczne żebyśmy wygrali wojnę...-powiedział już zdecydowanie:
-Führer się wtrąca bo podobnie jak mi ta sytuacja działa mu na nerwy bo wszystko o co się tak bardzo "staramy" często jest bezmyślnie zaprzepaszczane. Entschuldigung Schwester, pod tym względem musie się z wodzem bezwzględnie zgodzić. Wielu z was brakuje dyscypliny w takiej sytuacji jak ta..
Zmarszczył brwi i zawarł głos w sprawie wroga:
-Ja, Francja prosi się o lanie...-stwierdził bez namysłu:
-Co do reszty wolałbym żeby skoncentrowali się właśnie na nim a nie na sobie nawzajem.
Jak dla niego było to jak najbardziej korzystne rozwiązanie. Niech się wyżyją w końcu i niech zostawią wewnętrzne waśnie.
-Rozmowa z każdym z osobna faktycznie była by dobra. Jednakże jak już mówiłem nie mam za bardzo na to czasu. Najprędzej wolałbym przeprowadzić konferencje. Tylko obawiam się, że wydze z tego jeden wielki chaos...
Natomiast zdziwił się nieco reakcja Heike na jego zapracowanie. W końcu wiedziała, że nie może sobie odpuścić. Taka była jego rola i wszystko musiał robić systematycznie. Tak więc jej mobilizacja pewnie nie za wiele się zda. W końcu tak naprawdę to Führer ma tu kluczowe zdanie:
-Jawohl, meine Schwester..-mruknął bez przekonania bo raczej i tak i tak pewnie nic z tego nie wyjdzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nadrenia-Westfalia
Administrator
avatar

Female Liczba postów : 253

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Czw Wrz 27, 2012 9:35 pm

Westfalia uśmiechnęła się pod nosem. Ludwig mógł się denerwować o to nazywanie go młodym lub małym, ale, ukryć się nie dało, niedawno to on sięgał jej do pasa. Kilka razy nawet wiązała mu buciki, jak jeszcze był bardzo bardzo mały. Nie było to nawet tak dawno jak na przykład pokój westfalski, można by wręcz powiedzieć, że niedawno i to bardzo. A mały się dziwił, kiedy takim go widziała. Przez to reszta landów nie traktowała młodego ani trochę poważnie, ale to przecież było do przewidzenia, że połowa z nich będzie widziała jaśnie siebie jako lepszego kandydata na przywódcę państwa niemieckiego.
- Każdemu się czasem zdarzy zrobić coś głupiego, ale faktycznie, Sebastian wyrobił normę za przynajmniej kilku. Tylko co ty mu zrobisz, nawrzeszczysz na niego? Postraszysz? Staram się do niego dotrzeć i, jak już mówiłam, tutaj liczy się każdy sukces, nawet ten najmniejszy.
Zasada "grunt to uwierzyć, ze się uda" w tym wypadku nie działała. Jeżeli już, działała, ale z korzyścią tylko dla Bawarii. On robił, co mu się podobało, Hitlera nie słuchał (ale to również Heike robiła), nikogo nie słuchał, ale miał w tym jakiś swój urok. Bez tego to nie byłby Bawaria.
- Bruder, cholera, pokaż im trochę szczerości! Próbowałeś? Raczej nie, ja nic takiego nie pamiętam. Do tej pory były tylko kłótnie, krzyki i wojna na argumenty, przegrana dla obu stron, bo i twoje, i ich argumenty mają taką samą siłę. Jest impas i albo dochodzi do rękoczynów, albo kończycie dyskusję. Pokaż trochę dobrej woli i otwórz się przed każdym z osobna. I nawet nie próbuj robić z tego konferencji.
Ludwig ten sposób przemawiania do wszystkich wręcz uwielbiał, ale to nie był dobry temat na dyskusje w większym gronie. Chce współpracy z landami, to musi je do siebie przekonać, a to może tylko osiągnąć rozmowami nieformalnymi i otwartymi. Konferencja z definicji była rzeczą zorganizowaną i dość sztywną.
- Już ci mówiłam, że i tak nie zmusisz każdego do walki! I jeżeli sądzisz, że przekonanie wszystkich do idei wojny jest możliwe, to ty jesteś bardzo naiwny. Tu nie chodzi o to, żeby każdy się na wojnę zgodził, ale żeby dojść do jakiegokolwiek porozumienia. Przykładowy Jurgen zawsze będzie na nie, ale i tak nic nie zrobi, bo co on może zrobić sam? Jak się dogada z jakimiś innymi landami to co innego, i temu właśnie trzeba zapobiec.
Tutaj pełny kompromis możliwy nie był i trzeba było mieć tego świadomość. Czy w ogóle da się znaleźć idealne rozwiązanie w prawie 20 osób, na które każdy się zgodzi i które każdemu będzie odpowiadało w stu procentach?
- A czego ty oczekujesz? Że będą twoje i wodza zachcianki wykonywać i będą na każde wasze zawołanie? Przecież ich znasz! Nie zrobisz z nich posłusznego, karnego stada piesków!
Doprawdy, Fuhrer mógłby się w kwestie landów nie mieszać, bo nie znał się na tym wcale i tylko głupio się wymądrzał. Heike irytowało takie coś.
- Już to widzę, najpierw wyżyją się na Anglii i Francji, a potem na samych sobie. Entschuldigung, Bruder, tak to będzie właśnie wyglądało. Dla nich nie ma czegoś takiego jak "wyżyjemy się i będzie spokój na następne dwadzieścia lat".
Już wyobraziła sobie Jurgena i Sebastiana, stojących w świeżo zdobytym Paryżu i najzwyczajniej w świecie lejących się po mordach. Do czegoś takiego byliby zdolni, zdecydowanie. Ba, to było w ich stylu!
- Albo znajdziesz na to czas, albo chaos taki jak teraz pozostanie. Nie ma innej opcji, musisz znaleźć trochę czasu. I nie, jak już mówiłam, konferencja to po prostu pomysł skazany na porażkę. Lepiej nic nie robić niż organizować debatę! Tylko cię wyśmieją i zasną w trakcie dyskusji, jak nie każdy, to połowa. Ale najpierw się wyśpij. Nie widzę entuzjazmu na twojej twarzy ani zdecydowania w głosie... Bruder, zostaw mi jakieś głupie papierki, a sam się wyśpij. Poważnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://laboratorium.necessarium.eu/
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Pią Wrz 28, 2012 4:29 pm

Nie do końca mu się podobały jej słowa, nadal utwierdzała go w przekonaniu, że nie wiele w tej trudnej sytuacji może zrobić. To było wręcz przytłaczające stwierdzenie. W końcu przyszedł tu po jakieś słowa otuchy. A co słyszał? Tylko to co robi nie tak, w końcu o tym doskonale wiedział i niekoniecznie twierdził, że wychodzi mu to na lepsze. Wręcz przeciwnie:
-Nein, już to robiłem. Całkiem niedawno..-przypomniał sobie tą feralną sytuację z czołgiem i aż się skrzywił na myśl jak wtedy Sebastian i Jürgen zareagowali na jego umiejętność przekazania im frustracji tą niedorzeczną sytuacją. Zupełnie nie o to mu chodziło:
-Co rozumiesz przez sformowanie "mały sukces"?
Skoro rzuca takimi hasłami na sucho to przydało by się by mu choć wytłumaczyła w czym sęk. Chyba tylko myślał, że będzie ładnie i wygodnie rozwiązać teraz te wszystkie problemy, które narosły miedzy nimi z czasem. Tym bardziej po I Wojnie światowej. Powinni się zjednoczyć do walki i polepszyć swój byt. Czego tylko on tak bardzo dobrze to rozumiał?
Heike wiedziała, że jest dość nerwowy i mimo starań dość szybko się załamuje. Dlatego docierało do niego wolniej to co mogło by polepszyć sytuację, poza tym myślał swoim torem i ciężko mu było przekierować się na wnioski, które wysnuwa ktoś inny. Bo wydawało mu się, że działa wyłącznie tak by go wprowadzić w kłopoty:
-Już sam nie wiem jak z nimi rozmawiać. Czy oni nie uważają mnie za równego sobie? Bardzo możliwe. Chyba wtedy posłuchali by choć tego co mówię...-mruknął z niezadowoleniem:
-Czym bardziej mi na porozumieniu zależy tym jest gorzej...-stwierdził z niechęcią ale tylko to nasuwało mu się teraz na myśl.
Jej frustracja była dla niego wręcz dziwna, on nie rozumiał braku dyscypliny choć czasem ciężko ją znosił. Nie wyobrażał sobie rozumować właśnie w taki sposób. Może w jego wychowaniu zaistniało coś co zmusiło go do bezwzględnego posłuszeństwa i do tej pory tak silnie na niego oddziałuje:
-Entschuldigung, na prawdę nie rozumiem dlaczego tak się dzieje. To dla mnie niedorzeczne nawet wtedy gdy staram się zrozumieć ich postulaty. Jest chyba między nami jakaś bariera, której nie mogę przekroczyć, nawet mentalnie...
Chciał zrozumieć czego wydawało mu się, że oskarża go o naginanie sytuacji do własnej woli. Szkoda tylko, że nie wiedziała, że inaczej nie potrafił. To było dla niego wyjątkowo krzywdzące stwierdzenie.
-Du verstehst nicht..-zmarszczył brwi:
-Szukam wolnego czasu kiedy tylko mogę. To nie jest mój wymysł lub moja osobista niechęć. Myślisz, że dlaczego się z tobą teraz spotkałem? Bo chciałem podumać w kawiarni, na dobrą sprawę bardziej potrzebuje snu niż tej kawy...-mówił:
-Bylem pewien, że zrozumiesz że nie mam względem was żadnych egoistycznych planów. Nie wiem czy nadal sądzisz, że trzeba za mnie myśleć i wszystko robić. Nigdy nie chciałem mieć tak na pieńku z rodzeństwem tym bardziej gdy ich potrzebuje. Więc znajdę ten czas gdy tylko będę w stanie. Jak na razie postulatem Führera muszę przeprowadzić konferencję. Plany i rozkazy są jednolite i nie będą już uwłaszczać problemami osobistymi, każdego z osobna. Jak na razie w mojej obecnej sytuacji nie mogę obiecać, że uda mi się spotkać ze wszystkimi i im przegadać, ale za pewne prędzej czy później to uczynię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nadrenia-Westfalia
Administrator
avatar

Female Liczba postów : 253

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Sob Wrz 29, 2012 1:11 am

- Mały sukces? Jakiekolwiek przemówienie mu do rozsądku. Wiesz przecież, że do niego dotrzeć jest bardzo ciężko, ale pracuję nad tym. Kiedy się go pozna bardziej prywatnie... Nie jest taki zły. Jeden problem jest taki, że on cię nie widzi jako przywódcy, ale, jak już powiedziałam, jakaś połowa widziałaby na tym stanowisku siebie, za to druga połowa ma niewiele do gadania.
To mogło się wydawać absurdalne, ale wśród landów znajdowały się osoby, które nie liczyły się wcale bądź miały bardzo niewielki udział w życiu politycznym i ogólnych kłótniach. Na przykład Saara, ona miała swoją rolę w gospodarce, była też swego rodzaju punktem taktycznym (ale nie bardziej niż Zagłębie Ruhry Heike), ale problemów nie sprawiała.
- Oczywiście, że nie uważają. I zamiast się o to denerwować, spróbuj to zrozumieć. Pokażesz im, że naprawdę się nadajesz, że jesteś kompetentny, to może w końcu to do większej części dotrze. I okaż szczerość, naprawdę, właśnie to się tutaj liczy najbardziej. Szczerość i zaufanie.
Nieco martwił ją fakt, że cały czas biednego brata strofuje. Miał według niej złe podejście, ale nie chciała, żeby odebrał jej słowa jako naganę.
- Braciszku, ale ty się tak tym nie martw, jasne? Będziesz się zamartwiał, to tylko się z tym umęczysz, a nic dobrego z tego nie będzie - powiedziała i wyciągnęła rękę w jego kierunku. Kiedy pochyliła się nieco nad stołem, była w stanie go dosięgnąć i pogłaskać po włosach.
- Mów tak sobie, a na pewno się to wszystko zmieni. Bruder, próbujesz rozwiązywać te problemy na siłę, a to naprawdę nie jest aż tak konieczne. Nie załatasz worka, który na raz pruje się w kilku miejscach i kiedy zszywasz jedną dziurę, tworzysz następną. Na takie rozwiązania potrzeba czasu i cierpliwości, żeby każdy problem rozwiązać, a nie zamieść pod dywan. Niektórych rzeczy też się nie ruszy, bo albo to nie będzie możliwe, albo oni ci na to nie pozwolą. Nie każ mi tego powtarzać po raz wtóry.
Upiła łyk kawy, ileż można bez przerwy coś mówić. jej brat miał dobre motywy, ale cały czas coś nie wychodziło. Jak to rozwiązać, raz a dobrze?
Odpowiedź był prosta - nie da się.
- Możemy teraz razem iść spać - zażartowała. Na dobrą sprawę to wcale nie było aż tak głupie rozwiązanie.
- Nie twierdzę, że masz jakieś własne interesy, które realizujesz kosztem nas! Przecież wiesz, że ja za twoim rozkazem to i do piekła pójdę, chyba, że uznam, że to bez sensu. Rozkazy bez sensu umie wymyślać tylko Fuhrer, więc o to martwić się nie musisz... Z resztą po prostu pogadaj. Jeżeli szef życzy sobie konferencji to ją zrób, ale niech ona będzie tak krótka, jak to tylko możliwe. Sasi ci zasną, a Bawaria przez całą debatę będzie rzucał kulkami papieru w Szwabię, jeżeli to wszystko będzie się przeciągało, a tego przecież nie chcemy.
Westchnęła. Dlaczego te wszystkie problemy były w zasadzie nie do rozwiązania?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://laboratorium.necessarium.eu/
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Sob Wrz 29, 2012 12:37 pm

-Czyli chcesz powiedzieć, że uznaje mnie niekompetentnego do tej roli? -ten wniosek bardzo mu nie nie podobał, wiedział, że Bawar nie lubi go z charakteru. W końcu cały czas się kłócili ale żeby uważać go za kogoś kto nie miał adekwatnego poziomu umysłu i inteligencji by się nie spodziewał. Nie za bardzo się kwapił żeby usłyszeć to akurat od niego. To było poniekąd upokarzające.
-Zawsze staram się być szczery gdy z nimi rozmawiam, jednakże niektóre sytuacje wymagają żebym dyskusję przesunął na dogodne warunki do rozmowy. Najgorzej to działać pod wpływem emocji. Nie uznaję tego za najlepsze rozwiązanie. Zaufanie to trochę bardziej delikatna sprawa...
Nie chciał się skrajnie przyznawać, że im nie ufa bo nie w tym rzecz. Zawsze miał wrażenie, że nadużywano jego zaufania, zbyt wiele razy. Uważał się po prostu za osobą bardziej ostrożną w takich sytuacjach. Spojrzał po niej, trochę uspokoiła myśli. Martwiła się o niego czy nie teraz nie miało to większego znaczenia. Nadal był ze wszystkim problemami zupełnie sam:
-Już nie ważne czy to męczące czy nie. Chce tylko by osiągnęło upragnione efekty, bo wtedy za pewne jest tego warte...-mruknął trochę bardziej skoncentrowany.
Kiwnął tylko głową bo wnioski wszystkie mówił dokładnie to samo.
Nie może robić niczego zbyt szybko ani zbyt despotycznie. Nawet gdy ma wsparcie u takiej władzy jaką był sam Führer. Tu trzeba czegoś więcej. Może tego po prostu nie posiadał?
Mentalnie i tak nie miał zamiaru się zgodzić z oceną Sebastiana. Może był trochę naiwny i niedoświadczony ale na pewno nie głupi:
-Entschuldigung, mam dziś wieczorem spotkanie w sztabie. Posiedzę tu jeszcze chwilę i muszę iść przejrzeć pliki, które dał mi Führer...-powiedział z niechęcią myśląc o spaniu, nieco to go zbiło z tropu już sam nie wiedział czy na lepsze czy na gorsze.
-Danke Schwester...-rozpogodził się odrobinę:
-Ich weiß...-westchnął wyobrażając sobie kolejną konferencje na, której on się "produkuje" a landy co najwyżej strzelają do się kulkami i zadają mega głupie oczywiście nieodpowiednie do tematu spotkania pytania. To było wręcz uciążliwe:
-Zastanawiam się tylko jak wyglądała ich protekcja jakieś kilkaset lat wstecz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nadrenia-Westfalia
Administrator
avatar

Female Liczba postów : 253

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Nie Wrz 30, 2012 2:02 pm

Pokręciła głową energicznie.
- Nie! Znaczy się... może on tak sądzi, ale nikt nie powiedział, że to jest prawda! Nie bierz sobie aż tak do serca tego, co o tobie mówią, bracie... - powiedziała i znowu pogłaskała go po włosach.
Wbrew pozorom, z tego co widziała, Ludwig był bardzo wrażliwy. Teraz przez następny miesiąc będzie przeżywał, co powiedział o nim Bawaria. Powinna go teraz pocieszyć, powiedzieć coś motywującego i zgodnego z prawdą zarazem. Łatwiej jest kogoś obrazić, niż powiedzieć mu coś miłego, temu zaprzeczyć się nie da.
- Ludwig, posłuchaj. Może i jeszcze musisz się sporo nauczyć, ale, naprawdę, żaden inny land nie byłby na twoim miejscu lepszy. Nie pamiętasz zapewne, jak to wyglądało, kiedy to Gilbert wszystkim i wszystkimi dowodził.
Większość landów też już zapewne zapomniała, jak to wcześniej wyglądało. Może faktycznie mieli nieco więcej praw, ale... Gilbert na czele Związku Północnoniemieckiego był jedna wielką pomyłką. A wcześniej? Czy można mówić o jakimkolwiek "wcześniej"? Istniało Cesarstwo Niemieckie, które, czym dalej, tym bardziej traciło na znaczeniu, które za to zyskiwały osobne księstwa. Na dodatek najchętniej to tylko walczyłyby one ze sobą, patrz wojna trzydziestoletnia. I wszystkie kolejne.
- Czyli po prostu landom nie ufasz, tak mam to rozumieć?
Landy landami, ale jak jej nie ufa, to pies pogrzebany. Ciekawe, co by zrobił, gdyby ona zostawiła go z wszystkimi problemami, a sama pojechała na przedłużony urlop do Monachium.
- Nie. To nie efekt jest najważniejszy. Najważniejsza jest prawda. Równie dobrze możesz im nawmawiać jakichś bzdur, tak jak masom, dla których robimy całą tę propagandę, ale potem oni się o tym dowiedzą i... powiedziałabym, że zabiją, gdybyśmy byli tylko ludźmi. Prawda, nie efekty.
Tak, prawda, prawda niczym alegoria jaskini. Czym dla nas jest w ogóle prawda? Czym prawda jest dla innych? Wszyscy siedzimy skuci kajdanami i spoglądamy na propagandowy teatrzyk cieni, a w końcu ktoś się uwolni, wyjdzie z jaskini i zobaczy prawdziwy świat. Czy tym kimś będę ja? Czy chcę nim być, skoro ten człowiek na końcu zawsze ginie w jakiś nieprzyjemny sposób, bo prawda jest niewygodna, a iluzja daje złudzenia, z którymi nikt nie chce się rozstać?
- Czym w końcu jest ta prawda... - wymamrotała, patrząc w przestrzeń.
No nie, a ten znowu o pracy i zajęciach. Oczywiście, że są rzeczy, które koniecznie należy zrobić, to jest bardzo ważne, ale temu Ludwigowi to życia nie dają!
- Hm... Nie. Z kim masz znowu spotkanie? Z wodzem? Mam go zamknąć na strychu, żeby dał ci trochę więcej luzu? Ewentualnie mogę do niego wysłać moich kolegów generałów, niech mu pozawracają głowę, a my spokojnie podyskutujemy... Z tego, co pamiętam, chciałeś podyskutować nie tylko o rodzeństwie, nieprawdaż?
Prusak przywódca znów wrócił do ich rozmowy, najwyraźniej bardzo chciał się w niej pojawić.
- Był jeszcze gorszy chaos. Niby istniało Cesarstwo, a i tak każdy był prawie jak niepodległy. Potem to wszystko się posypało i kontrolę przejął Prusy... Całe szczęście, że szybko pojawiłeś się ty!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://laboratorium.necessarium.eu/
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Nie Wrz 30, 2012 8:56 pm

To prawda, był dość wrażliwy na tym punkcie mimo to starał się tego nie okazywać. Zawsze oddalał od siebie te myśli i zajmował się czymś innym, bardziej pożytecznym. Nie cierpiał gdy ktoś rzucał słowa na wiatr i potem się z tego nie tłumaczył. To go dość dotknęło więc chcąc nie chcąc dal po sobie poznać.
Zmarszczył brwi bardziej melancholijnie niż zdenerwowanie:
-Miło mi, że starasz się złagodzić ten wniosek mimo to dość dobrze kojarzę jak jest naprawdę.
Nie miał zamiaru robić z siebie ofiary i samo podejrzenie że tak mogło być szczególnie jeżeli chodzi o same postanawiania traktatu zbyt często przychodziło mu namyśl. Często wzbudzało to u niego gniew i dezaprobatę. Bo ciągle myślał o tym, że nic nie mógł wtedy zrobić. To było wręcz upokarzające i nie dawało mu nawet możliwości poprawy.
-Nie za bardzo. Choć gdy byłem jeszcze całkowicie zależny od Gilberta i Rodericha byli do siebie bardziej konfliktowi niż obecnie. Teraz zapewne jednak ciągle ukrywają urazę z tamtych czasów...
Westchnął mówiąc nieco ironicznie. Za dobrze ich znał i nie musiał dokładnie się przyglądać by ustalić, że lubią robić sobie na wzajem na złość. Jak dla niego ten fakt był wyjątkowo zniechęcający i wręcz śmieszny bo przecież byli już dostatecznie dorośli by dobrze spojrzeć na sytuację. Jednakże nic w tym kierunku nie robili.
-Wiesz... w pewien sposób tak. Choć chyba nie powinienem tak otwarcie tego przyznawać bo to dość niekorzystna sytuacja...
Tak był z tego faktu zdołowany. Bo przecież jak mógł im nie ufać skoro sprawuje teraz nad nimi "pieczę". To nie klarowało się ciekawie z żadnej strony logicznego rozumowania sytuacji.
-Prawda jest ważna jednak nie zawsze sprzyja planom. Grunt to użycie jej w odpowiednim momencie i czasie. Bywając często z wodzem trochę nauczyłem się rozumieć jego myślenie. Może niekiedy jest trochę abstrakcyjne ale za pewnie nie ma rzeczy niemożliwych...
Chciał w to wierzyć. Wydawało mu się, że choć nad tym ma jakąś kontrolę i rozumie więcej niż inny. Czy miał rację?
Tu by się pewnie spierał tak na prawdę jednak musiał przekonać się na własnej skórze do czego naprawdę go to doprowadzi.
Heike nagle zaczęła filozofować a to z jej strony jakaś nowość. Na ogół stała twardo na ziemi i miała daleko czcze gadki zupełnie wybiegające poza umowny nawias. Przyjrzał się jej ponownie:
-WIE BITTE? -na dobrą sprawę słuchanie na temat "zamykania wodza w piwnicy" mocno go z szokowało i było wręcz niedorzeczne. Wydawało mu się, że głupio z niego sobie stroi żarty:
-Bitte, to chyba nie do końca dobry przykład...-sprał się:
-Ja, chciałem...
Tak jak już potwierdzała kolejną częścią rozmowy chaos za jego "panowaniem" nie mógł się równać temu co było wcześniej. W końcu owe Cesarstwo o, którym już dość słyszał długo nie pociągnęło. Mógł być po prostu bardzo słaby i nie dać im wszystkim rady. Nie miał ochoty dzielić jego losu:
-Tego właśnie najbardziej się boję.. tym bardziej teraz. Gilbert nie nadaje się na przewódce rozważnego, jest dobry w prowadzeniu wojnę ale nigdy w ugodach. Dlatego potrzebuje jego pomocy głownie pod tym względem..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nadrenia-Westfalia
Administrator
avatar

Female Liczba postów : 253

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Wto Paź 02, 2012 9:36 pm

Czyżby uznał, że stara się go tylko pocieszyć? Ależ...! Owszem, chciała poprawić jego nastrój, ale wszystko, co powiedziała, było jak najbardziej szczere.
Już nie miała siły rozmawiać na temat rodzeństwa. Z tego, co właśnie widziała, Ludwig mocno brał to wszystko do serca, a nie chciała go bardziej ranić. Mówiła mu prawdę... Gdyby powiedziała "Nie, nie masz racji, bracie, wszyscy tak naprawdę ciebie szanują", byłby to oczywisty fałsz. Może nie kłamstwo, po prostu fałsz. Nieważne, że wszystkie doznania i przeświadczenia danej osoby są prawdziwe dla niej - są fałsze, które prawdą nie są i nie da się ich w prawdę przerobić od ręki. Do tego potrzeba pracy.
- Nie powinieneś tego w ogóle przyznawać. Mam rozumieć, że mi też nie ufasz? Że to bycie twoją "prawą ręką" to tak tylko dla picu? Nie krzyw się, tak rozumiem twoje słowa.
A pojedzie na ten urlop do Monachium i nic mu o tym nie powie, zobaczymy, ile młodszy braciszek wytrzyma i czy w ogóle da sobie radę z całym burdelem.
Teraz zaczęła filozofować. Dawno jej się to nie zdarzało, wręcz doprowadzała filozofów do parteru. Zamilkła na moment, ponieważ w jej umyśle pojawiły się dziwne, filozoficzne koncepcje. Zmrużyła powieki, starając się oczyścić myśli i dopiero wtedy podjęła wątek.
- Ludwigu, prawda jest zawsze najważniejsza. Mogę jej nie głosić, ale muszę ją znać. Nie powiem otwarcie, że wódz jest o krok od szaleństwa, ale mogę zdawać sobie z tego sprawę i w odpowiednim momencie zareagować, nie uważasz? Może podałam dość ciężki przykład... - dodała, widząc jego minę. - Żartowałam z tym strychem! Ale kolegów generałów mogę wysłać, niech nagle mają do niego jakieś bardzo ważne sprawy, powiększamy liczebność wojska, potrzeba na to pana zgody, czy nowy model czołgu się panu podoba, a może chciałby zrobić pan przegląd wojska, akurat Generalfeldmarschall jest nieobecna, ale wszystkie oddziały mają ćwiczenia, zechce Fuhrer się przyjrzeć? Takie rzeczy go zainteresują na pewno...
Ten plan akurat był bardzo dobry, możliwe, że Hitler nawet by nie zauważył, że to wszystko jest ustawione. Dlaczego nie spróbować więc wprowadzić go do realizacji?
- Nie mówmy już o braciach... Powiedziałam ci, ile tylko byłam w stanie, ja dalej będę się starała ich "ogarnąć", a ty z nimi porozumieć... Lepiej pomówmy o tych innych kwestiach, które chciałeś poruszyć. Ktoś ci sprawia przykrość i siostra ma pójść mu przyłożyć? - zażartowała i upiła kilka łyków chłodnej już kawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://laboratorium.necessarium.eu/
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Sob Paź 06, 2012 7:14 pm

Spojrzał melancholijnie bo tak naprawdę było mu coraz ciężej do niektórych rzeczy się jej przyznawać. W końcu to nie rokowało dobrze w żadnym wypadku:
-Wiem o tym... -mruknął z lekkim niechceniem:
-Nein, gdybyś nią nie była wcale bym z tobą teraz nie rozmawiał. Czasami potrzebuje choć przyznam, że nie jest to dla mnie nic przyjemnego. Tym bardziej jeżeli chodzi o to o czym teraz konwersujemy..
Nie rozumiał tego dlaczego zaczęła myśleć w taki sposób. Przecież logiczne jest to, że jego zaufanie do niej jest nieco większe niż do braci. Dlatego nie rozmawiał teraz z którymś z nim a właśnie z nią.
Nie miał zamiaru jej do siebie zrazić, po prostu szczerość była chyba najważniejsza, przynajmniej tak myślał. A to jak to odbierała niekoniecznie brzmiało pozytywnie:
-Też myślę w taki sposób więc się z tobą konsultuje. Szalony? Wiesz nie myślę tak on po prostu on jest po prostu strasznym cholerykiem i hipochondrykiem. Tak, to bywa zdecydowanie męczące...-tłumaczył sobie bo w końcu to on z nim najdłużej wytrzymywał. Reszta mogła spać spokojnie:
-Ja, jeżeli to sprawy wojska na pewno to go zajmie, na dość długo..
Wódz musi mieć na wszystko oko, lubił patrzeć jak jego potęga wciąż rośnie wiec pewnie nie pogardził by kolejnymi konferencjami z saldem swoich genialnych przemówień. Ujmujące serca i dusze słuchaczy. No było coś wręcz hipnotyzującego, nie był do końca pewny ale na niego to działało niezwykle skutecznie. Nie wiedział czy to dobry znak jednakże to pomagało mu się zdyscyplinować. Coś za coś to musiało się wiązać z jego ciągła dyspozycją, jednak chcąc coś osiągnąć musiał zrezygnować w prywatności.
-Nein, danke ...-spojrzał trochę zakłopotany:
-Jak na razie wszystko prócz naszymi wewnętrznymi sprawami nie zajmuje mnie bardziej. Masz rację z braćmi muszę to szybko i skutecznie załatwić...-dodał spoglądając na zegarek:
-Nie ma rady. Robi się późno...-westchnął po chwili:
-Już niedługo będę musiał się zbierać na spotkanie z Führerem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nadrenia-Westfalia
Administrator
avatar

Female Liczba postów : 253

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Nie Paź 14, 2012 12:59 am

Uśmiechnęła się lekko. Czy Ludwig nie mógłby się też uśmiechnąć, chociaż na chwilę? Krótką chwilę?
- Braciszku, rozmowy są przydatne, żeby nie powiedzieć "potrzebne". Nawet takie ciężkie jak te, każda z nich coś za sobą niesie, czegoś się dowiadujemy czy rozwiązujemy jakiś problem. Nawet, jeżeli to nieprzyjemne, lepszej opcji chyba nie ma, nieprawdaż?
Ludwig to by najchętniej się zakopał w biurze i z niego nie wychodził, a tak przecież nie można. Potrzeba choć trochę kontaktu z innymi, nie tylko współpracownikami i wodzem. Ciekawe, kiedy Niemcy poszedł ostatnio z którymkolwiek z braci na piwo. Nie zdziwiłaby się, gdyby odpowiedź brzmiała: przed Wielką Wojną.
- Ale to miłe, że rozmawiasz właśnie ze mną.
Owszem, była w pewnym sensie jego "prawą ręką", pojawiała się dosłownie zawsze, kiedy tylko działo się coś ważnego i robiła wszystko, co tylko brat jej powiedział, ale i tak miło było się przekonać (usłyszeć?), że on też jej ufa. To ważne.
Za to Hitler nie był zbyt miłym ani przyjemnym tematem rozmów.
- Nie lubię o nim rozmawiać, wiesz o tym. Nie uznaję go za boga, nie traktuję jego poglądów jako jedynej słusznej doktryny. Nie zgadzam się z wszystkim, co mówi, a propagandą wręcz rzygam. I też nie mam najmniejszej ochoty iść mordować Żydów i Słowian z powodu jego widzimisię.
Oczywiście wiedziała, że to do niego nie dotrze. Jemu by tego nie powiedziała, ale zdawała sobie sprawę z tego, że Ludwig jest całkowicie omotany przez szefa. On pewnie nawet nie zdaje sobie sprawy, że jest manipulowany... Ciężka sprawa.
- I on cię zamęczy! Tyle rzeczy cały czas robisz, to jakieś dokumenty, to spotkania, to śmo, to owo! A teraz masz chwilę czasu wolnego i od razu chcesz się urywać. Nie jest jeszcze aż tak późno, na pewno zdążysz jeszcze chwilę posiedzieć. Zostań. Chyba, że tak naprawdę masz dość mojego towarzystwa!
Tak też mogło być. Heike w zbyt dużych ilościach działała na innych w różnoraki sposób, nie zawsze (a nawet: rzadko) pozytywny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://laboratorium.necessarium.eu/
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Nie Paź 21, 2012 11:09 pm

Pomyślał trochę w inny sposób, w końcu ma racje i tylko rozmowa można się dowiedzieć czegoś przydatnego o bieżącej sytuacji. W końcu lepsze to niż milczenie albo chowanie własnych zmartwień dla siebie dlatego jemu tak bardzo było to potrzebne. Pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo. Czas leciał nieubłaganie a on nadal miał problemy z wygadaniem się tak po prostu:
-Ja, nie wątpię...-mruknął pod nosem nieco rozkojarzony a jego oczy same mówiły, że jest mocno zmęczony nie nawet sama rozmową a presją sytuacji:
-Wydaje mi się, że lepiej poznać twoją opinie na temat tego co mnie męczy. Czuje się chyba bardziej uświadomiony niż wcześniej..
Zastanowił się trochę nad tym co powiedziała. Hitler był osobowościowa wielce silną i przemawiającą do jego niepewności podczas podejmowania decyzji. W każdym bądź razie nie chciał mu się narażać ani udawać, że sam nie jest na tyle silny by nie podołać wyzwaniu prowadzenia wojny. W końcu do tego został wyznaczony żeby nie powiedzieć "powołany". Bo w końcu miał na tylu braci i sióstr że mógłby wybierać, a on w końcu był najmłodszy na pewno nikt patrząc na nich pod względem hierarchii by go nie wybrał.
Był z tego dumny? Za pewne.. ale bo było bardzo przyjemne, że KTOŚ się z nim naprawdę liczył.
-Nie musisz. Ale jest człowiekiem, to chyba zrozumiale ze chce coś osiągnąć nim umrze. Każdy człowiek do tego dąży. A my? Jeżeli nie mamy konkretnych celów stajemy się bierni aż w końcu odchodzimy. Ale teraz mamy cel. Musimy go zrealizować gdy dostaliśmy taką szanse...
Mówił dość prosto, chyba nie zarzucił by sobie teraz działanie na rzecz propagandy. Po prostu to czuł nadzwyczajnej nie tłumaczył już sobie, że musi coś znosić bo to mu przyniósł los a sam go sobie budować. Jak przystało na każdego dorosłego członka rodziny. Nie chciał tego przerywać bo nadszedł jego czas. W każdym bądź razie praktycznie bezmyślnie ominął kwestie zbijania innych narodów. To było wtórne, raczej nie zależało mu na tym szczególnie.
-On wie, że jestem młody i nic mi się nie stanie -odparł ze spokojem:
-Skoro przeżyłem kryzys to nie jest jeszcze to co mogło by mnie pozbawić siły bardziej. Praca mnie raczej napędza, w mniej lub większym stopniu oddziałuje na mój organizm. W każdym bądź razie... owocna jest błogosławieństwem. Ja się ciesze, że mogę pracować. Bo pamiętasz co się działo gdy nie mogłem....-próbował sobie bardzo szybko i doszczętnie wytłumaczyć to cale wewnętrzne zmęczenie. Chyba nie będzie się nad sobą użalać w takim momencie? Jeszcze się przyzna, że naprawdę nie jest w stanie podołać. Zacisnął wargi:
-Nein, Schwester...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nadrenia-Westfalia
Administrator
avatar

Female Liczba postów : 253

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Sob Paź 27, 2012 3:05 pm

- Mam nadzieję, że ta rozmowa cokolwiek wniosła, że ten czas nie był zmarnowany.
Zapewne nie przekonała brata, że nie powinien ślepo ufać Hitlerowi, ani tego, że wojna w tym momencie nie jest jeszcze najlepszym pomysłem, ale przynajmniej poznał jej opinie na temat konfliktów między rodzeństwem. Miała nadzieję, że akurat to zapamięta, w sumie to było najważniejsze, to swoista esencja tej rozmowy.
A Hitler w żaden sposób nie wybrał sobie Ludwiga, tą postacią, dzięki której udało się go w pewnym sensie powołać do życia i nadać mu jakiekolwiek znaczenie, był Bismarck. Prusak przygotowywał chłopaka do wielkiej roli już wcześniej, ale tylko dzięki kanclerzowi udało się wszystko osiągnąć. Z drugiej strony chyba tylko Ludwiga udało się omotać całkowicie, wszystkie landy miały do słów Hitlera jakieś "ale". Rzesza nie.
- Mówisz, że nie muszę, a on najchętniej by mnie do tego wszystkiego zmusił siłą. Wścieka się na mnie, że śmiem mu się sprzeciwić. Dziwi się, że mu nie ufam i sam mi nie ufa. Jak miałabym mu ufać? Są rzeczy, których nie umiem mu wybaczyć. Owszem, niech sobie ma plany i chęć zrobienia czegoś, ale to, co mówi, jest dość niebezpieczne. Nie czujesz tego?
Tego, że nie rozumie, jaki cel mieliby dostać, już nie dodała. Wielu rzecz, których domagał się Hitler, nie potrafiła pojąć. Chociażby nienawiść do Żydów i Słowian. Skąd, jak, po co?
- Kto powiedział, że nic ci się nie stanie? Owszem, może i praca to dla ciebie źródło siły, radości i spełnienia, czy czego tam sobie chcesz, ale o odpoczynku nie można zapominać. Mam nadzieję, że o tym pamiętasz?
Teraz odpowie, że tak, a jak jest w praktyce, wszyscy wiedzą. Trzeba było machnąć ręką i zostawić ten temat, bo jeszcze znowu stwierdzi, że traktuje się go jak dziecko i strofuje.
- To siedź, a nie rwij się do wodza - powiedziała, może z nieco większą złością niż chciała. Troszeczkę. Może więcej niż troszeczkę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://laboratorium.necessarium.eu/
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Wto Lis 13, 2012 10:21 am

-Ja...-mruknął nieco bardziej zamyślony.
Wszystko co próbowała mu uświadomić siostra jak najbardziej do niego docierało. Mimo to zdawał sobie sprawę, że bez ryzyka nie ma postępu. Czuł się nie unormowany na tyle by odpuścić sobie działania na przekór rodzeństwu. Nie to, że chciał postawić jedynie uparcie na swoim a przekonać się bardziej, że to co robi osiąga głębsze efekty. Skoro dostał szansę zmiany sytuacji to ją najprościej wykorzysta. Może agresja była dość płytka metodą rozwiązywania sporów ale na pewno nie tak słabą jak dyplomacja z krajami byłej Ententy. Chyba teraz zdecydowanie za dużo myślał na ten temat, szkoda tylko że żadnych nowych wniosków nie wyciągnął.
-Nie rozumiesz Schwester.. -odważył się w końcu postawić twardo na swoim:
-To o czym mówisz a masz na myśli dyplomacje zapewne, nawet jeśli chodzi o armie nie ma tu już żadnego pokrycia. Dobrze wiem, że jesteś na tyle mądra i rozsądna by dobrze wiedzieć co niesie ze sobą dyktatura. Możesz nakłaniać, doradzać ale nigdy nie przeczyć osobie wodza. Na tym polega dokładnie różnica tego czego chcesz mnie uświadomić... -odetchnął głębiej jakby się nieco zmęczył tym co mówi:
-Ustanów nowego wodza jeżeli znasz LEPSZEGO. Niech zrobi coś by nam pomóc, ale zrób to zgodnie z zasadami...
Jego prowokacja nie była tu w znaczeniu dosłownym, raczej przenośnym bo o zmianie ustroju nie było wręcz mowy. A wszyscy, którzy chcieli pozbyć się Hitlera z zawsze zawodzili. Nie wierzył w bujdy i nadmierne szczęście ale to był jakiś znak. Będzie się dziać źle albo dobrze. Najważniejsze jednak, że będę nadal dawać znać Europie o swoim istnieniu.
-Ich erinnere -dodał krótko.

[ wreszcie odpis >< ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nadrenia-Westfalia
Administrator
avatar

Female Liczba postów : 253

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Pon Lis 26, 2012 10:25 am

- Nawet mi tego nie proponuj, bo wiesz, że gdybym była pewna, to bym to zrobiła. Gdybym miała możliwość i koncepcję, jak to poprowadzić dalej. Nie mam, więc nic nie robię. Lepsze to niż kompletny chaos, zdaję sobie z tego sprawę - powiedziała z dobijającym wręcz brakiem entuzjazmu. Już nie było ważne, co ona sądzi i uważa, a nawet planuje zrobić. Machina poszła w ruch i tak łatwo jej się nie zatrzyma. - Czasem chciałabym znowu wyglądać jak podrostek i dołączyć się do moich Edelweiss Piraten, nie przejmować się niczym i sennie buntować, ale jestem potrzebna. Chyba. Sama już nie wiem.
Fakt faktem, zielonego pojęcia nie miała, co chce zrobić Hitler w kontekście jej osoby. Była najmniej przychylną mu częścią Rzeszy, byłby po prostu głupi, gdyby to tak zostawił i tylko mamił ją obietnicami. Nie bała się go, ale niepewność była zbyt duża, żeby ją w sobie stłumić. Coś wisi w powietrzu. Może wojna, a może inna cholera. Tylko nie ma potrzeby się nad tym zastanawiać, trzeba działać - ale jak?
- Jeżeli aż tak ci zależy, to idź - rzuciła i machnęła już na niego ręką. Ludwig jest niereformowalny. - Ale jak następnym razem padniesz z przemęczenia gdzieś na ulicy, to ja ciebie do domu zaciągać nie będę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://laboratorium.necessarium.eu/
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Pon Lis 26, 2012 11:11 pm

Kiwnął tylko głową bo tym razem najwidoczniej jego argumenty były bezprecedensowe. Czy mu się to podobało czy nie to ON miał tutaj racje na pewno pod tym względem. Samą opornością i brakiem wyczucia sytuacji jego rodzeństwo nie osiągnie nic. Mimo swoich szczerych sprzeciwów nie miało jednak nawet opcji by cokolwiek zmienić. A to co on robił nawet jeżeli nie było najlepszym wyjściem do czegoś jednak ich zaprowadzi. Na pewno nie do rozstania dróg.
-No więc w pewności rzecz. Bitte, jeżeli jednak nie jesteś pewna swoich przekonań nie karć moich. Coraz bardziej wydaje mi się, że satysfakcjonuje WAS robienie mi na przekór z czystej zasady rywalizacji pomiędzy rodzeństwem. Fakt faktem jestem najmłodszy. Ale nie... mnie to nie odstrasza. W tym momencie sądzę, że skoro wytrzymałem tyle zniosę i to.
Koniec dyskusji wydawał się mu bardzo dobrze rozegrany, ale z kolejnym spojrzeniem na zegarek zdawał sobie sprawę, że jego czas naprawdę się skończył, dopowiedział jeszcze kilka zdań... na koniec:
-Pójdę...-wstał od stolika i poprawił ubranie bardziej automatycznie aniżeli z jakąś szczególną dokładnością. Ważniejsza dla niego była końcowa faza rozmowy:
-Nie padnę dopóki ja sam będę mieć wystarczająco ambicji by zrealizować swoje cele. A jeżeli jakimś cudem w końcu upadnę na dno odbiję się od niego...
Tymi słowami zakończył dyskusję i dość mocno pośpieszony kolejnym ważnym spotkaniem z wodzem opuścił kawiarnię.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nadrenia-Westfalia
Administrator
avatar

Female Liczba postów : 253

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   Sro Gru 26, 2012 3:16 am

Tak, Ludwigu. Dalej sądź, że rodzeństwo chce dla ciebie samych złych rzeczy i niepowodzeń. Że chce ci pokrzyżować plany zawsze i wszędzie. Wierz, że twój wódz zbawi ich wszystkich i że jest nieomylny, jak teraz to robisz. Na pewno daleko na tym zajedziesz.
- Jesteś jeszcze mały i głupiutki, dlatego właśnie nas potrzebujesz. Tylko byś myślał, że ci zawsze na złość robimy? Fakt, gdyby każdy z nas miał takie podejście jak ty, pewnie by to tak wyglądało, ale... Ludi. Czasami trzeba dorosnąć i nie patrzeć na wszystko jak dzieciak, który boi się, że któryś ze starszych braci okaże się od niego lepszy. Przemyśl to sobie.
I ona spojrzała na zegarek, ale na żadne inne spotkanie się nie spieszyła, w zasadzie to mogłaby tu jeszcze zostać. To zawsze ciekawsze zajęcie niż wałęsanie się po mieście z kilofem na plecach z czystego kaprysu.
- Powtarzaj stare zaklęcia ludzkości, bajki i legendy, ale powiedz sobie szczerze, do jakiej granicy chcesz walczyć? Ile możesz poświęcić? Będziesz dążył do celu aż po trupach? I to do jakiego celu? Ale idź, mądrzejsza siostra cię nie zatrzyma, to nie.
Patrzyła za nim, jak wychodził, i aż przeszedł ją dreszcz. Młody jest, myśli, że po tej Wielkiej Wojnie wszystko już widział, ale nawet nie zauważy kamyka, o którego się potknie. I po to potrzebował rodzeństwa, choćby sam niewiadomo co sobie o tym myślał. Ktoś go musi wtedy złapać.
Skinęła głową do kelnera i poprosiła o kartę po raz drugi. Zje jeszcze jedno ciastko, przecież nie przytyje od tego w jakimś ogromnym stopniu. I może spotka jeszcze kogoś interesującego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://laboratorium.necessarium.eu/
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Alegoria"   

Powrót do góry Go down
 
Kawiarnia "Alegoria"
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Rynek Główny-
Skocz do: