IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Budynek Reichstagu [Berlin]

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Nieodwołalna Konieczność
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 226

PisanieTemat: Budynek Reichstagu [Berlin]   Nie Wrz 23, 2012 6:42 pm



Piękny klasycystyczny budynek, a przed nim urokliwy zielony parczek. Nad portalem zachodznim umieszczono optymistyczny napis "Dem Deutschen Volke". Budynek ma wiele kolumienek i płaskorzeźb, to istny cud architektury niemieckiej. Wewnątrz znajduje się sala plenarna, ale nie tylko ona. Można tu znaleźć również bibliotekę, czytelnię, salę wypoczynkową i liczne sale rozmów. Większość pomieszczeń wyłożona jest drewnianą boazerią, liczne pomieszczenia zdobią również niemieckie dzieła sztuki, znajdziemy tu godło Zjednoczonych Niemiec, ale też herby wszystkich krajów związkowych oraz motywy takie jak nauka, sztuka, wychowanie...
Byłoby tak pięknie, gdyby właśnie nie płonął...


Jako pierwsza zaczęła płonąć część restauracyjna, ale najbardziej widoczna była paląca się kopuła budynku. Nie wiadomo, która dokładnie była to godzina, zakładamy, że pomiędzy 21.00 a 23.00 wybuchł pożar. W szybkim czasie ogłoszono alarm przeciwpożarowy, lecz kiedy na miejsce dotarła straż pożarna, płomienie ogarnęły już salę posiedzeń.
Jako pierwsza na miejscu pojawiła się feldmarszałek Wehrmachtu, zwołała kilka oddziałów wojska do pomocy przy gaszeniu pożaru i starała się połączyć z gabinetem Führera. Ponieważ wódz nie odbierał telefonu, natychmiast pobiegła do jego gabinetu, przekazać mu tę jakże smutną i przytłaczającą wiadomość. Straż pożarna wespół z wojskiem nadal pożar gasiły... Wysoka temperatura skutecznie utrudniała dotarcie do centrum pożaru, usiłowano więc nie dopuścić do rozprzestrzeniania się ognia. Wokół zgromadziło się również wielu gapiów, zostali oni odgrodzeni od budynku przez policję. Na miejsce zdarzenia zostały dopuszczone tylko trzy osoby: Ludwig Beischmidt, znany też jako Trzecia Rzesza, Führer Adolf Hitler oraz Gilbert Beilschmidt, przedstawiciel SS, wtajemniczeni wiedzieli, że jest to nikt inny, tylko Prusy. Generalfeldmarschall Heinrike Herrmann, dowódca Wehrmachtu, odmówiła ponownego przybycia na teren pożogi. Jej ludzie mieli dobrze wiedzieć, co robić. Wiedzieli - i robili. Gasili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://weltkrieg.forumpl.net
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Nie Wrz 23, 2012 7:33 pm

Kiedy dotarł na miejsce, budynek wciąż był gaszony. Szkody wyrządzone przez ogień wywarły na nim spore wrażenie, jednak nie okazał tego. W każdym razie, uważał, że budynek wygląda teraz niesamowicie. Po prostu czuł, że wszystko jest po jego myśli. Czuł zwycięstwo. Łatwe, przyjemne zwycięstwo, które lada chwila osiągnie. Odruchowo zerknął w stronę tłumu ludzi odgrodzonego przez policję. Już niedługo do nich przemówi. Uśmiechnął się do swoich myśli. Na razie jednak musi spotkać się i wymienić parę słów z Trzecią Rzeszą i Prusami. Gdzieś tu powinni być. Na razie wygląda na to, że dotarł tu pierwszy. Albo po prostu odeszli gdzieś na bok. Lepiej, żeby szybko się tu pojawili. Przecież to nie do pomyślenia, żeby na nich czekał! Zresztą, nie mają dużo czasu! To wszystko nie będzie wiecznie trwać, trzeba działać, póki jest ku temu pora! A czuł wyraźnie, że czas już najwyższy. Czuł przyjemny dreszczyk podniecenia. To będzie jego chwila. Właśnie, chwila! Tylko chwila. Więc gdzie też oni się podziewają?! Jako państwa chyba nie doceniają jakże szybko upływającego czasu. Zaczął się niecierpliwić. Lepiej, żeby się szybko pojawili. W przeciwnym razie będzie musiał zacząć bez nich. Rozejrzał się jeszcze raz, lekko zniecierpliwionym wzrokiem. Chciałby już jak najszybciej przejść do rzeczy. Wziął głęboki oddech. Musi być w formie. Nie może się tak denerwować. Skoro i tak już musi chwilę na nich poczekać, to popodziwia przynajmniej płonący budynek. Wzbudzał on w nim swojego rodzaju zachwyt. I zafascynowanie, takie samo, jak to które przeżywał codziennie rano w Monachium. Pozwolił sobie na moment wspomnień. Tak, to było w Monachium. Wstawał codziennie o piątej rano tylko po to, żeby rzucać szczurom chleb. I patrzeć, jak o niego walczą. Była w tym jakaś chora fascynacja. Dokładnie taka, jaką odczuwał teraz. Uśmiechnął się do wspomnień. Kiedy to było? Wydawałoby się, że wczoraj! A jednak upłynęło już trochę czasu. I co tu dużo mówić - teraz jest wreszcie kimś! Ma władzę i będzie miał jej jeszcze więcej!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Nie Wrz 23, 2012 11:31 pm

Przybył na miejsce gdy tylko dotarła do niego wieść o podpaleniu parlamentu. Był nieco zszokowany, jakoś nie umiał sam sobie wytłumaczyć jakim cudem do tego incydentu doszło. Nie wiedział czy się wściekać, bo na dobrą sprawę nie miał na to najmniejszego wpływu. Myślał, że po ostatnim incydencie z braćmi i feralnym czołgiem będzie wreszcie spokój. Nie wiedział jednak jak bardzo się mylił.
Przez cały ten czas chodził poddenerwowany bardziej niż zwykle, chyba każdy by to robił na jego miejscu. Dookoła panował chaos było dość ciemno i tylko jasne płomienie wydobywające się jeszcze z budynku rozświetlały mroczną toń sklepienia niebieskiego zastygłego teraz w melancholii nocy.
Podszedł bliżej budynku, wszędzie słyszał jakieś głosy oraz trzaski trawiącego powoli ognia, to było dziwne wrażenie jakby się znalazł przy olbrzymim ognisku. Jednak nie było od niego przyjemne ciepło a groza. Kręcił się dookoła szukając znajomych sylwetek wśród tłumu gapiów i żołnierzy, którzy starali się opanować sytuację. Czuł swąd dymu, który drażnił oczy i przyprawiał o kaszel, nic przyjemnego ich tu nie mogło spotkać. Ale trzeba mu się było w końcu stawić na spotkanie z Führerem, który za pewne już na niego czekał. Wiedział, że jest wyjątkowo niecierpliwy więc spieszył się ile mógł by znowu nie musieć słuchać jego narzekania. Poza tym wódz w ogóle rzadko bywał zadowolony. Trzeba było być zawsze gotowym na wszystkie jego rozkazy i zachcianki i nie zawsze to odnosiło pożądany skutek. Cały czas był pewny, że może zrobić wiele rzeczy lepiej gdy tylko się przyłoży. Może miał w tym odrobinę racji ale teraz był tak zapracowany, że starał się nadganiać to co mu jeszcze zostało do zrobienia a nie zastanawiać się nad tym co już dawno za sobą zostawił. Chyba najbardziej denerwował go fakt, że Führer nie widzi tego jak się bardzo stara nad wszystkim zapanować. Zauważa tylko jego porażki i niedociągnięcia owe na, które często nawet nie ma wpływu.
Mruknął coś pod nosem niezadowolenie i obszedł budynek około sto osiemdziesiąt stopni bo inaczej nie był pewny czy idzie w dobrym kierunku by na kogokolwiek po drodze wpaść.
W końcu chyba udało się. W blasku płomieni dojrzał wreszcie dość niską postać w specyficznym mundurze i fryzurze przy, której chyba nigdy by się nie pomylił. I był już pewny, że to właśnie jej szukał:
-Heil Hitler!
Podszedł do wodza i zasalutował odpowiednio gdy tylko ten miał go na linii wzroku w odległości około cala od siebie. Teraz był już pewny, że przez dobrą chwilę tutaj stał a brata jak nie było tak nie ma. Zmarszczył brwi.
Jeżeli on się spóźnia to jak bardzo musi spóźnić Gilbert żeby pogorszyć sytuacje, która nawet w tej chwili wydawała się krytyczna.
Dostąpił do wodza i stanął po jego prawicy czekając aż ten raczy się odezwać. Był milczący, zdecydowany i zdyscyplinowany jednak wzrokiem daleki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Prusy
Szept


Female Liczba postów : 73

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Pon Wrz 24, 2012 1:50 pm

Spóźnił się. I bardzo dobrze o tym wiedział. Szkoda tylko, że dosyć późno dostał rozkazy, aby się tutaj stawić. Wiedział też o tym, że wódz nie lubił czekać, i zapewne mu się oberwie... Chociaż tak szczerze, to nie przejmował się tym. Bodaj to pierwszy raz? Gdzie tam. Nigdy nie był punktualny. Zawsze wszystko robił w swoim tempie i tego się trzymał... Chyba że nic nie robił.
Ale męczyło go jedno pytanie - kto, do jasnej, śmiał podpalić Reichstag? Ogień musiał się porządnie rozprzestrzenić, bo gdy Gilbert na miejsce przybył, wciąż go gasili. I całkiem niezły tłumek się zebrał... Przedzierając się przez ów tłum można było usłyszeć różne ciekawe rzeczy, co do zaistniałej sytuacji. Czego to ludzie nie wymyślą...
Jedno jednak trzeba było przyznać - parlament wyglądał niesamowicie, rozświetlany przez jasne płomienie, w mrokach nocy. Niczym wielkie ognisko. Nie dziwił się wcale tym wszystkim gapiom. Szczerze, to sam by sobie chętnie przystanął i popatrzył, gdyby nie to, że już bardziej spóźnić się nie chciał.
No, i w końcu mu się jakoś, wśród tego całego chaosu, udało zauważyć tych, których szukał. Z pewnej odległości te dwie sylwetki całkiem ciekawie wyglądały. Trzeba było przyznać - Ludwig był wysoki, Hitler niski. Zresztą, tych kontrastów było jeszcze więcej, ale on nie miał czasu, żeby się teraz, jak ten idiota, stać, wgapiać i ich szukać.
Podszedł bliżej i zatrzymał się mniej więcej w odległości metra od wodza i brata. Zasalutował, jak należało, wystawiając rękę przed siebie.
- Heil Hitler! - wydawało mu się, że wszystko zrobił jak należy... Rzucił wzrokiem na brata, po czym stanął z lewej strony Führera. Nadal żywił pewną nadzieję, że za obsuwę w czasie mu się nie oberwie.
Zdziwił do trochę spokój i zafascynowanie Hitlera, z którym patrzył na płonący budynek. Szczerze, to spodziewał się, że będzie bardziej... Zdenerwowany? A wyglądał, jakby widok palącego się Reichstagu go cieszył. Ale nawet już nie próbował tego zrozumieć. Stał więc w milczeniu z obojętną miną patrząc na to wszystko. W normalnych warunkach, to może by się odezwał, ale że był tu służbowo, to nie wypada odzywać się tak po prostu, nie będąc pytanym, ani bez rozkazu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://xerdivide.deviantart.com/
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Pon Wrz 24, 2012 5:46 pm

- Heil!
Odpowiedział i odwrócił się, kiedy usłyszał Ludwiga. Oglądanie płonącego parlamentu tak go zafascynowało, że pomimo iż starał się co chwila zerkać, czy nie idzie, stracił to poczucie czasu i miejsca. Zanim zdążył zacząć tłumaczyć Trzeciej Rzeszy najbliższe plany, pojawił się Gilbert. Adolf spojrzał na niego przelotnie.
- Ze względu na to spóźnienie, przejdę od razu do rzeczy, bo nie mamy zbyt wiele czasu. Pożar Reichstagu jest wspaniałą okazją do osiągnięcia absolutnej władzy. Trzeba jednak działać natychmiast. Zdajecie sobie sprawę, że jakiekolwiek słowa wywołają większe wrażenie teraz, podczas wypadku lub bezpośrednio po nim, niż dajmy na to, jutro. Do tego czasu emocje opadną. A emocje, są jednym z elementów, na których planuję oprzeć moje przemówienie! Dzięki doborze odpowiednich słów i gestów, osiągnę kolosalny sukces. Wszystkiego dopełni obraz płonącego parlamentu. Nie mogę mieć idealniejszej okazji!
Rozgadał się, zachwycony swoim planem. Nie patrzył przy tym na nich, lecz na wciąż płonący parlament. Piękne. Fascynujące. Te płomienie przyczynią się do jego sukcesu!
- Tak więc - odkaszlnął, spychając swoje fascynacje na dalszy plan. - Wyjdę teraz zaspokoić ciekawość tych biednych ludzi.
Na jego twarzy pojawił się wredny uśmieszek, a oczy zabłyszczały dziwnie. Zaraz przemówi. Sama myśl o tym go podniecała.
- Będziecie robić za moją osobistą ochronę. Ale nie tylko po to was tutaj ściągnąłem. Chcę, żebyście byli przy mnie, w tej wiekopomnej chwili. A po moim przemówieniu chcę usłyszeć wasze opinie. Co jeszcze... zrobimy zaraz potem naradę, odnośnie dalszych planów. Cóż, to chyba wszystko, jak na razie. Wyjdźmy przekazać ludziom "prawdę", którą tak bardzo chcą usłyszeć!
Kiwnął na nich głową i poszedł. Wyszedł przemawiać do ludzi. Odkaszlnął. Wszyscy zebrani ludzie zwrócili na niego uwagę.
A Adolf zaczął mówić. Jego głos był donośny, pewny siebie i pełny chorego fanatyzmu. Ale było w tym coś jeszcze. Była w tym wszystkim olbrzymia charyzma, której nikt nie mógł mu odmówić. Do tego energiczne, wymowne gesty. I wyrazista mimika twarzy. A w tle płonący parlament. Wszystko to, tworzyło podniosły nastrój, można było odnieść wrażenie, że czas stanął w miejscu, liczy się tylko to, co mówi Führer. A on mówił i skupiał uwagę od swojego pierwszego słowa, aż do ostatniego. Emocje, jakie wywoływał w tłumie ludzi, umacniały go w przekonaniu, że mówi dobrze. Swoje przemówienie zakończył krótkim, treściwym podsumowaniem. Które mimo to, wywarło olbrzymie wrażenie.
- Nie ma teraz litości; kto stanie nam na drodze, będzie zniszczony! Niemiecki naród nie będzie miał zrozumienia dla okoliczności łagodzących. Wszyscy komuniści będą rozstrzeliwani na miejscu! Posłowie partii komunistycznej muszą jeszcze dziś w nocy zostać powieszeni! Trzeba znaleźć wszystkich powiązanych z komunistami! Także dla socjaldemokratów […] nie będzie już litości!
Krzyczał do tłumu. A tłumowi się to podobało. Robiło wrażenie, trafiało w słabości, czułe punkty. Kiedy skończył mówić, spojrzał po zebranych ludziach. A potem odsunął się na bok. - I jak? Co o tym sądzicie? - zwrócił się do Trzeciej Rzeszy i Prus.
Nie potrafił ukryć dumy w swoim głosie. Doskonale zdawał sobie sprawę, że zrobił takie wrażenie, o jakie mu chodziło. Mimo to, chciał wysłuchać ich zdania na ten temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Pon Wrz 24, 2012 8:54 pm

Zmierzł spóźnionego brata niezbyt przyjemnym spojrzeniem, w końcu jak zwykle ostatni na miejscu spotkania. Na dobrą sprawę nie powinno go to już obchodzić skoro tamten należał do Waffen-SS i był pod dowodzeniem Himmlera tym bardziej powinien interesować się dobrem wodza i swoim szacunkiem w sztabie. Elita czy nie każdy miał swoje prawa i obowiązki. Skinął wiec tylko na niego głową po czym spojrzał na wodza, który już chyba obudził się z transu:
-Ich verstehe, mein Führer...-odparł nie próbując mu przerywać. Był tylko ciekaw na co tym razem zwróci największą uwagę.
Słuchał go i jednak w głębi wcale nie myślał o tym co mówi w sposób tak bardzo pozytywny. To jednak parlament, trochę bolała go ta strata. Po mimo tej jak to mówił wygórowanej i okazyjnej propagandy. Nie chciał niczego niszczyć swoim kosztem i patrzenie na zgliszcza go nie zachwycało. Mimo tego co mógł powiedzieć? Chyba nie sprzeciwi się Führerowi i nie będzie zarzekał, że to może wcale nie wyjść im na dobre. Nie był za bardzo pewny, miał mętlik ale tego okazywać nie zamierzał. Bo w końcu trzeba być zdecydowanym na wszelkie nałażące się sytuacje i szybko i trafie podejmować decyzje.
Spoglądał na wodza a ten był wniebowzięty, żadnej skruchy i niepewności. NIC.
Był dla niego trochę jak cień, był wszędzie tam gdzie on i wszystko wiedział na bieżąco jednak tym razem nie do końca wiedział jak zamierza wykorzystać tę sytuację dala dobra ich wszystkich.
Towarzyszył mu podczas przemowy i dopiero do niego doszło o co w tym wszystkim chodzi. Jego słowa i okoliczności na pewno zrobiły wrażenie na słuchaczach z resztą podobnie jak na nim. Chwilami wydawało mu się, że jest on po prostu obłąkany ale bił się z myślami i starał się o tym nie myśleć. Było by to trochę niedorzeczne, gdyby oskarżał własnego wodza o bezmyślny fanatyzm. Był po prostu bardzo przekonujący i szybko łączył fakty. Mimo to sprawa komunistów podpalających parlament była trochę dla niego nie do zrozumienia. To za pewne część jakiejś wielkiej propagandy bo nie sadził by jakaś cześć ZSRR nagle wymknęła się z pod kontroli. Tym bardziej teraz.
Słuchał w milczeniu obserwując tłum, jako że był "osobistym ochroniarzem" Führera czuł tę "potęgę" wypływającą z jego słów w jakiś sposób o wiele mocniej. Zapadł w jakiś dziwny stopień otępienia umysłu chyba jak rzadko nie myślał zupełnie o niczym innym od tego co właśnie słuchał.
"Obudził" się dopiero wtedy gdy wódz zwrócił się bezpośrednio do nich i prosił o komentarz:
-Bardzo ujmująca przemowa mein Führer. Wydaje mi się, że odpowiednia by wzbudzić w tłumie odpowiednie odczucia związane "zamachem"do jakiego tutaj doszło...-rzekł po namyśle nieco rozkojarzony i zmierzył wzrokiem jego niską jednak charyzmatyczną postać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Prusy
Szept


Female Liczba postów : 73

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Pon Wrz 24, 2012 9:54 pm

Z początku nie wszystko zrozumiał, ale w miarę słuchania dalszych słów Hitlera, udało mu się to poskładać w logiczną całość. Niby najpierw tylko wnioskował, ale przemówienie utwierdziło go w przekonaniach. I trzeba było szczerze przyznać - zaplanowane niemalże idealnie. Rozumiał już też, dlaczego wodza cieszył płonący parlament. Niektórym mogłoby wydać się sprawą niedorzeczną, iż Führer uważa za rzecz wspaniałą, najważniejszy budynek państwa, który płonie. Sam z początku uważał to za wielką stratę, ale... Ale teraz już wiedział, że i to ma swoje korzyści. Wystarczy tylko umiejętnie je odkryć i przedstawić ludziom. Potrzeba jedynie umiejętności, których Hitlerowi wcale nie brakło.
Oni mogli wiedzieć, że to wcale nie była wina komunistów. Ale czy ci wszyscy ludzie musieli znać prawdę...? Niekoniecznie. A lud wierzył w to, co mówił im wódz. I na tym właśnie polegała ta cała propaganda. On sam, chociaż przez chwilę, poczuł jakby to naprawdę sowieci mieli swój udział w podpaleniu Reichstagu. Ta charyzma, to zdecydowanie, wprost nakłaniały, by uwierzyć. Stał więc i słuchał, dokładnie analizując każde słowo, patrząc równocześnie na tych zebranych ludzi, ani trochę nie dziwiąc się, że uwierzyli. Bo ten tłum wiedział, że z takim przywódcą może zajść bardzo daleko. Nie wierzyli tylko dlatego, że było to dobrze wyrażone. Oni chcieli wierzyć.
Nawet nie zauważył, jak Hitler skończył przemowę. Tak bardzo go to wciągnęło, że otrząsnął się dopiero, gdy zwrócił się wprost do nich.
- Wspaniale, wodzu. I, o ile udało mi się to wszystko dobrze zrozumieć, to idea i plan także bezbłędne - stwierdził. Ale Führer i tak zdawał się być zadowolony, więc Gilbert założył, że wszystko poszło po jego myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://xerdivide.deviantart.com/
Bawaria
Mistrz Oczywistości
avatar

Liczba postów : 112

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Pon Wrz 24, 2012 11:15 pm

O kurwa.
To była pierwsza myśl Bawarii, na widok płonącego Reichstagu. Widok był doprawdy przedni, gdyby nie fakt, że płonął ich, nie wierzył, że to pomyślał, budynek rządowy. W stolicy. Gdy ktoś zakłada wielkie zdobycze, podboje i wszystko inne, to nie zaczyna się tego od fajczenia własnej dumy narodowej. Nawet jeśli ogień mógł zaprószyć się przypadkiem. Taka była bowiem pierwsza myśl Sebastiana. Zazwyczaj rozumował racjonalnie i teraz nie znajdował innego, logiczniejszego wyjaśnienia. Mimo wszystko biegł na miejsce, coś nie widziało mu się by szef zostawił to tak o. Ciekawe co na to młody. Tyle pytań i wszystkie wymagały odpowiedzi. Już, teraz, natychmiast!
Wpadł w tłum gapiów, przepychając się przez niego walecznie. Był wysoki, silny i dobrze zbudowany. Nie miał więc z tym najmniejszego problemu, a niektórzy dość rozumnie sami usuwali mu się z drogi. Nie zwracał uwagi na obelgi pod swoim adresem, miał ważniejsze sprawy na głowie, niż przejmowanie się opinią kilku osób, których i tak najpewniej nigdy w życiu nie zobaczy. Po jakimś czasie, dość dłuższym, przedarł się do ogrodzenia. Po drodze do jego uszu doleciała końcówka przemówienia. Nie musiał długo się w nie wsłuchiwać, by zgadywać kto wypowiadał te słowa.
- …nie będzie już litości!
Litości? Dla kogo? Nie ważne, chciał wiedzieć o co tu biega. Oparł się na barierce. Zobaczył ludzi gaszących Reichstag i wojskowych pilnujących tłumu, na tło nie zwracał uwagę, bo w większości płonęło. Chciał przejść, ale ci nie chcieli go przepuścić. Normalnie pewnie by im się nie dziwił, ale specyfika sytuacji sprawiała, że nie miał ochoty się im tłumaczyć, a na przepychanki też nie było czasu. Gdzieś w tle dostrzegł białe włosy. A białe włosy mogły oznaczać tylko jedną osobę.
Tylko jego tu brakowało.
Bawaria wziął głęboki wdech i ryknął na jakiegoś oficera, który niezbyt grzecznie starał się mu bagnetem wyjaśnić, że ma się stąd wynieść.
– Co tu kurwa się dzieje?! Który z was bawił się zapałkami?!
Przepchał się. Był silniejszy niż zwykli ludzie, w sumie mógł chyba w tej kwestii konkurować z najmłodszym bratem bez większych problemów. Rozejrzał się dookoła i dopiero po chwili zauważył szefa i jego charakterystyczny wąsik. Pamiętał go doskonale z czasu puczu monachijskiego. Bądź co bądź odbywającego się w JEGO stolicy.

– Oh, heil Hitler. – mruknął podnosząc rękę do góry i ledwo powstrzymując się przed zdzieleniem nią w drodze powrotnej natrętnego żołnierza.
– Czy ktoś mi wyjaśni co tu się dzieje? Nie słyszałem całego przemówienia, a nie co dzień płonie Reichstag – rzucił, głównie w stronę Rzeszy. - I weźcie go, bo zaraz mu coś zrobię jak tak dalej pójdzie – dodał, wskazując na służbistę, który teraz chyba sam nie wiedział, który teraz już tylko patrzył jak głupi na nieznanego mu człowieka.

[Na specjalne życzenie Marg. I nie czołgiem.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marchia Wschodnia
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 196

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Sro Wrz 26, 2012 12:00 am

Austrii podobała się taka jazda. Ta prędkość, ten dreszczyk emocji, ten wiaterek we włosach, te widoczki. Tak, widoczki. A szczególnie jeden z nich. W oddali widać było naprawdę niesamowity budynek spowity w płomieniach.
- Albo inaczej. Od nowa. - Skorygował się w myślach Austria.
Ta jazda, oraz ten widoczek, z pewnością by mu się podobała, gdyby nie fakt, że to właśnie Reichstag płonął. Westchnął, i przytrzymał się silniej drążka, by nie spaść z pędzącego wozu straży pożarnej. Pomału ręce zaczynały go boleć. Jednak ani myślał puścić. Raz, że trzeba było jakoś dotrzeć na miejsce. A dwa, że puszczenie się w najlepszym wypadku oznaczałoby kolejne miesiące na wózku inwalidzkim. W najgorszym – panów z mopami, ścierających dużą plamę koloru czerwieni z bruku.
Główną zaletą takowej jazdy był fakt, że ludzie sami ustępowali mu miejsca. Nie było przeciskania się przez tłum, przepraszania, tłumaczenia się. Była prosta droga przed sam budynek.
Dopiero gdy wóz stanął, a uczynił to przed samym budynkiem, Austria zeskoczył. Wykonał to przy tym tak niezgrabnie, że zamiast na dwóch nogach, wylądował na czworaka. Sfrustrowany, pomału podniósł się i obejrzał w około. Odetchnął z ulgą gdy zauważył, że wszyscy zajęci byli pożarem. Otrzepał się więc i poprawił okulary. Następnie udał się do jednego z dowodzących strażaków. Wymienił kilka słów z nim. A w każdym razie próbował wymienić. Został jednakże przez mężczyznę zignorowany. Fuknął więc kilka razy przed siebie. I z rozmarzonym wzrokiem spojrzał na płonący budynek. To co zamierzał zrobić nie uśmiechało mu się. Jednak odwrotu nie było. Wbiegł do płonącego budynku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Żydówka
Szept
avatar

Male Liczba postów : 34

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Sro Wrz 26, 2012 12:41 pm

Jazda z Austrią do najprzyjemniejszych nie należała. Ale obiecywał się nie wtrącać, to i się nie wtrącał. Nie, jego kuzyn był jedną z nielicznych osób w rodzinie, które tolerował, więc nawet ograniczył swoje marudzenie, bowiem uznałby, że jeszcze by się pogniewał i byłoby ciężko z kimkolwiek (cywilizowanym) umówić się potem na kawę.
Jednakże były inne priorytety. Wysiadł za swoim kuzynem, by zobaczyć płonący budynek Reichstagu.
- NIE! - krzyknął, podbiegając bliżej.
Ktoś z boku mógłby nawet pomyśleć, że od kiedy to Saksonia tak się przejmuje polityką Fuehrera, żeby rozpaczać nad Reichstagiem. Ale Johann po chwili dodał:
- O nie, tyle pięknych dzieł sztuki! Czekaj na mnie, Roderich!
I niewiele myśląc, pobiegł, by ratować, co jeszcze było do uratowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marchia Wschodnia
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 196

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Sro Wrz 26, 2012 1:53 pm

wnętrze płonącego budynku

- Johannes... - Austria uwielbiał zwracać się do Saksonii pełną wersją jego imienia. Brzmiało to tak po szlachecku - Proponuje byśmy popiersia kompozytorów ratowali najpierw. - Palnął pierwszą rzecz jaka przychodziła mu do głowy. Nie bardzo mógł myśleć. Dym gryzł go w oczy.
- Sądzisz, że kompozytorzy są ważniejsi, niż te przepiękne obrazy wiszące na ścianach?
Austria się skrzywił. Wiedział, że jego kuzyn miał rację. Dla większości ludzi obrazy wykazywały większą wartość rynkową niż jakieś popiersia. Niechętnie jednak się by do tego zdania przyznał, więc dyskretnie przeoczył pytanie Sasa. Zadał za to własne
- To jak? - zmarszczył brwi - Dobijamy się do gabinetu Fuhrera i ratujemy obrazy?
W budynku nie szło oddychać, a decyzję trzeba podjąć szybko. I tak, obrazy miały ogromną wartość, nie tylko rynkową, ale i artystyczną. To było w zasadzie jedyne, co lubił Johann w gabinecie Fuhrera.
- Oczywiście, że tak, dalej, Roderich! - zasłonił sobie nos i usta, by nie nawdychać się dymu i pobiegł prosto w stronę gabinetu Hitlera.

Gdy dobiegli, Austria się zawahał. Wiedział, że klamka będzie gorąca i drzwi należałoby wybić kopniakiem... Ale wstydził się takowego czynu. To nie przystawało do etykiety, którą przecież tak bardzo szanował. Z bolączką w oczach spojrzał na stojącego za nim Johanna.
Wprawdzie Johann nie należał do przebojowych facetów, a raczej do tych marudnych, to nie mógł odmówić kuzynowi. Przewrócił tylko oczami i po chwili drzwi do gabinetu dostały solidnego kopniaka od Sasa. Panowie wbiegli.
Austria szybko dorwał się do jednej z zasłon i sprawnym ruchem zerwał ją. Niezgrabnie zaczął ją rozkładać na marmurowej posadce.
- Dobra Johannes - odezwał się do Saksonii - Daj na środek wszystko, co we dwójkę udźwigniemy.
Saksonia tylko przytaknął ruchem głowy i szybko, ale ostrożnie ściągnął jeden obraz ze ściany. Położył go ostrożnie. Był dość duży, ale sądził, że da radę wziąć coś jeszcze. Tak więc ściągnął dwa mniejsze portrety i rozejrzał się.
- Coś jeszcze?
- Tak... - wzrok Austrii przykuły schowane za ramą papiery, zaczął je przeglądać. Na jego twarzy malowało się niedowierzanie. Podał je Saksonii - Te krasnoludki to nasz Wódz malował...? - zapytał się bardziej stwierdzając fakt, niż pytając.
W istocie, Saksonia słyszał o nowym filmie Disneya, ale nigdy nie sądził, że odnajdzie fanarty akurat w Reichstagu. I akurat w gabinecie Fuhrera.
Saksonia również spojrzał na rysunki z niedowierzaniem.
- Wow... Wiedziałem, że Fuhrer rysuje, ale nie myślałem, że bawi się w coś tak odtwórczego... Choć nie powiem, całkiem ładne. Dobra, to też zabieramy - położył fanarty obok obrazów.
- Niech będzie. - Austria spojrzał na pakunek. - Chwytaj za jeden koniec, ja za drugi koniec zasłon, i niesiemy. Jak się uda wrócimy po resztę.
Saksonia słowa zrobił to, o co go poprosił Austria i ostrożnie podnosząc dzieła, starał się je wynieść wraz z kuzynem. I modlił się w duchu (a rzadko to robił), żeby tylko się udało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nieodwołalna Konieczność
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 226

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Sro Wrz 26, 2012 3:22 pm

W budynku panował zbyt duży chaos, żeby wcześniej ktokolwiek zwrócił na Was uwagę, dlatego też nikomu przez myśl by nawet nie przeszło sprawdzać, kimże takim jesteście. Wielu znacznie dziwniejszych ludzi można było spotkać w szeregach wojska, wielu innych biegało w te i wewte po wciąż płonącym budynku. Na prawo gasili, na lewo gasili. Z tyłu nie gasili, ale akurat oderwał się fragment boazerii, już w znacznym stopniu spalony, i spadł z dość głośnym odgłosem.
Wasza ryzykowna operacja zakończyłaby się jednak pomyślnie, gdyby nie fakt, że w drzwiach gabinetu pojawiła się pewna postać. Nieznajomy miał usta i nos osłonięte chustką, niemal jak bandyta z Dzikiego Zachodu oraz czarną czapkę na głowie. Reszty ubrań nie dało się zidentyfikować, bo przyprószone były mnóstwem pyłu i kurzu. Pierwsze skojarzenie - jakiś szpieg.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://weltkrieg.forumpl.net
Marchia Wschodnia
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 196

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Sro Wrz 26, 2012 5:39 pm

Austria, który niósł przód worka z zasłony przystanął. Zrezygnowanym wzrokiem zmierzył człowieka z dalekiego wschodu. Po krótkiej analizie zakwalifikował go jako Teksańskiego rewolwerowca.
Westchnął.
- Czy ja latam z wymalowanym na czole znakiem: Uwaga, szukam kłopotów? - pomyślał Austria. Zdecydowanie nie miał teraz ochoty na szarpaninę. Nie miał też ochoty nikomu obecnie udowadniać wyższości jednej rasy nad drugą. Nie miał też ochoty stać jak głupi w drzwiach czekając, aż któryś z nich ruszy się pierwszy. Jedyne co teraz chciał to jak najszybciej pozbyć się dźwiganego ciężaru. Te obrazy swoje ważyły. Trzeba było je wyjąć z ram...
- Na Mozarta! - soczyście przeklął Austria - Odsuń się młodzieńcze, my tu misję ratowania kulturowego dziedzictwa świata przeprowadzamy! - powiedział mijając zamaskowanego człowieka.
I nie czekając na odpowiedź przecisnął się między nim, a framugą, kierując się do najbliższego wyjścia z budynku.
Sasa trzymał drugi koniec zasłony, więc mimowolnie, musiał podążać za Austrią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nieodwołalna Konieczność
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 226

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Sro Wrz 26, 2012 7:06 pm

Teksański rewolwerowiec spoglądał to na Austrię, to na Sasa z dużym zdziwieniem. Po chwili dopiero przeniósł wzrok na niesiony przez Was pakunek i w jego oczach pojawiło się coś na kształt zrozumienia, jakby zamaskowany chciał powiedzieć „Tylko ci dwaj coś takiego mogą wymyśleć!” Bo jak to, Reichstag się pali, a ci jakieś pakunki wynoszą? Chyba, że to bomby, wtedy wszystko będzie zrozumiałe. Warto zapytać.
- Roderich, Johann, co wy najlepszego wyprawiacie? – zapytała tajemnicza istota podejrzanie cienkim głosem. Oboje mogliście przysiąc, że ten głos znacie, tylko niezbyt pasował on do sylwetki stojącej przed wami, chyba, że któryś z Was spojrzy na dość charakterystyczną przednią część ciała rewolwerowca…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://weltkrieg.forumpl.net
Żydówka
Szept
avatar

Male Liczba postów : 34

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Sro Wrz 26, 2012 7:11 pm

Ani Sas, ani jego kuzyn nie mogli skojarzyć, kto do nich mówi. Zresztą, czy to było takie istotne? Ważniejsze były te wspaniałe dzieła! Jak oni mogli je tak zostawić! Reichstag niech sobie płonie, ale sztuka musi ocaleć. Dla potomności chociażby. A i miał dość dziwnych pytań, to dla świętego spokoju odpowiedział:
- Tak, to bomby, w dodatku gorące. Jak wybuchną, będzie po nas wszystkich, dlatego trzeba je szybko gdzieś wynieść! Idziemy, Roderich! - popędził kuzyna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marchia Wschodnia
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 196

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Sro Wrz 26, 2012 7:14 pm

Roderich chciał wpierw poprawić kuzyna. Lecz potem zorientował się, że to wszystko to była typowa Saska złośliwość. I sobie darował.
- Proszę nam wybaczyć - rzekł do tajemniczej postaci - Ale się bardzo spieszymy.
Truchtem i sapiąc pognali do wyjścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nieodwołalna Konieczność
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 226

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Sro Wrz 26, 2012 7:31 pm

Postać, która poczuła się zirytowana, że rodzina jej nie rozpoznała, machnęła za nimi ręką. A niech idą, ona ma swoje własne zadanie. Przez następne kilkanaście minut szperała w gabinecie, aż w końcu odnalazła kilka nieco nadpalonych kartek, które schowała gdzieś pomiędzy fałdy bardzo przekonującego przebrania. Kiedy stąd wyjdzie, opierniczy brata i kuzyna, no bo żeby to tak...!
Za to dwaj obrońcy i ratownicy sztuki wysokiej biegli przez korytarze płonącego budynku, ale ich bajka nie skończyła się dobrze ani szczęśliwie, bo pojawiło się przed nimi zawalone resztkami spopielonej boazerii i mebli przejście. Możecie wbiec do pokoju obok bądź też zawrócić, ewentualnie można starać się przekopać lub znaleźć inne kreatywne i innowacyjne rozwiązanie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://weltkrieg.forumpl.net
Adolf Hitler
Zimne Słowa
avatar

Male Liczba postów : 621

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Sro Wrz 26, 2012 7:42 pm

Wysłuchał ich opinii. W sumie, to nie spodziewał się niczego innego. Chciał po prostu podbić sobie ego, posłuchać kilku pochwał. Doskonale wiedział, jaki efekt wywoła jego przemówienie, był z niego dumny i absolutnie tego nie ukrywał. Dlatego poczuł się lekko urażony słowami Bawarii. Jak to, nie słyszał?!
- Żałuj, to przemówienie było jednym z moich najlepszych. Jestem pewien, że na trwałe wpisało się w karty historii. Potomni będą nie raz je wspominać! - zwrócił się do Bawarii.
I jak zwykle, gdy mówił o swoich przemówieniach, wpadł w samozachwyt.
- To były wielkie słowa, na miarę wydarzenia! Oświeciłem tych ludzi, podzieliłem się z nimi WIEDZĄ. Już niedługo zobaczycie efekty tego - uśmiechnął się z zadowoleniem.
Tak, teraz to tylko kwestia czasu. Jego przemówienie nie przejdzie bez echa. A wszystkie kolejne wydarzenia będą na jego korzyść. Nie mógł się lepiej ustawić! To był jeden z nielicznych momentów, kiedy miał ochotę powiedzieć "Mamo, tato - spójrzcie. Cały kraj jest u moich stóp, osiągnąłem gigantyczny sukces, jestem KIMŚ. Jestem BOGIEM" Ale to było niemożliwe. Na dobrą sprawę, to chyba nawet tego nie chciał. Te myśli, to po prostu zmęczenie i jednocześnie ekscytacja. To wszystko przez te ostanie wydarzenia, wszystko dzieje się ostatnio tak szybko. Zmarszczył brwi. Na dobrą sprawę, jest prawie sam. Nie ma nikogo bliskiego. Dobrze, że ma przyjaciela chociaż w Himmlerze. Jemu może ufać. W każdym razie chce w to wierzyć.
Odsunął na bok natrętne myśli.
- Ludwig, Gilbert. Pożar wciąż jest gaszony, ale kręci się tu zdecydowanie za dużo ludzi. Trzeba to bardziej zorganizować. Wydajcie odpowiednie rozkazy, a potem wchodzimy do środka. Zobaczymy, co zostało z ocalałej i ugaszonej już część Reichstagu - wydał kolejne zarządzenia.
Tak, to właśnie powinni teraz zrobić. Zlecić komuś kompetentnemu ogarnięcie tego bałaganu, a samemu zobaczyć, co ocalało. Wygląda na to, że niewiele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marchia Wschodnia
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 196

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Sro Wrz 26, 2012 7:52 pm

- Przepraszam... - Nagle odezwało się coś za plecami postaci. Gdy się ta odwróciła okazało się, że Austria i Saksonia powrócili. I nawet nieszczególnie zwracali uwagę na to, że postać właśnie chowała jakieś papiery - Którędy do wyjścia? Tym którym przyszliśmy... nie da się już wrócić... - stwierdził Austria. I nie, nie miał zamiaru skoczyć z okna jak to zaproponował Saksonia. Raz, dawno temu Czechy zafundował mu takie wyjście. Od tego czasu Austria żywi głęboki lęk w stosunku do wszystkiego co jest szklane i zaopatrzone w parapet. Sas westchnął. Czuł się jakby powierzono mu opiekę nad małym, lękliwym dzieckiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nadrenia-Westfalia
Administrator
avatar

Female Liczba postów : 253

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Sro Wrz 26, 2012 8:07 pm

Postać spojrzała na nich z lekkim przestrachem, bo właśnie chowała jakieś papiery. Po chwili jednak ową niepewność zastąpił błysk w oczach. Rewolwerowiec z was się po prostu śmiał. Zsunął z głowy czapkę, a wówczas w końcu udało wam się rozpoznać NRW.
- Spadamy stąd, ale tak, żeby nikt nas nie widział, no nie? - zapytała i schowała kolejną zapisaną karteczkę. - Póki nam się to wszystko na głowy nie wali.
Mogłaby długo rozmyślać nad tym, co sama tu robiła i co oni tu robili, ale w wypadku przebywania w płonącym budynku liczy się przede wszystkim czas, którego nie mieli.
Pociągnęła Was w zupełnie inną stronę, mamrocząc coś o rodzinie i wzajemnym rozpoznawaniu się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://laboratorium.necessarium.eu/
Żydówka
Szept
avatar

Male Liczba postów : 34

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Sro Wrz 26, 2012 8:10 pm

Sasowi było trochę głupio, że nie poznał siostry, ale bywa i tak. Sztuka ważniejsza. A jeszcze ważniejszy święty spokój. Dlatego zarówno on, jak i Austria dalej się grzecznie jej wodzić. W końcu to Heike była herszt babą, wiedziała więc od nich lepiej, co i jak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
III Rzesza
Administrator
avatar

Male Liczba postów : 373

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Sro Wrz 26, 2012 8:30 pm

Zobaczył tylko Bawara i już ciśnienie mu wybitnie skoczyło. Myślał, że spotkanie przebiegnie w końcu tak jak planowali ale nie, starszy braciszek musiał jak zwykle dołożyć swoje trzy grosze do tematu. Sam nie wiedział czy miał zaniżone poczucie wartości, że zawsze pojawiał się nieproszony czy po prostu lubił być w centrum zainteresowania. Mimo wszystko najgorszy było to, że potrafił znaleźć go praktycznie wszędzie..
Opanował się bo w końcu towarzyszy wodzowi i nie szczególnie przepadał być tym bardziej wtedy prowokowany do natychmiastowej reakcji. Zmarszczył nieznacznie brwi i wykonał gest w jego kierunku:
-Heil Hitler! Niedawno przybyłem na miejsce zdarzenia. Kto podpalił? Tak na prawdę nie jestem pewien, bardzo możliwe, że byli to komuniści...
Teraz grunt by niczego nie spieprzył. W jego przypadku to będzie bardzo trudne. Tym razem Führer będzie wiedział przynajmniej, że nie ma z tym nic wspólnego.
Był tylko mentalnie uspokojony, że jednak przemowa wypadła tak jak sobie zaplanował i Gilbert nie wyszedł na kretyna. Wszystko było idealnie prócz tego, że parlament nadal płonął. To nie dawało mu spokoju mimo to raczej teraz nie za bardzo był w stanie walczyć z żywiołem. Towarzyszenie wodzowi było priorytetem wiec nie ruszył się nawet z miejsca. Koncentracja i dyscyplina. Nic nie mogło zakłócić tego porządku.
Popatrzył na wodza bo na dobrą sprawę miał tylko wykonywać jego rozkazy ale jego prośba wydawała mu się nieco dziwna.
Po cholerę zamierza iść do nie do końca dogaszonego budynku? To było niezwykle ryzykowne posunięcie mimo to dość długo gryzł się z myślami żeby powiedzieć choć to co myśli na ten temat:
-Jawohl, mein Führer. -zasalutował natychmiast:
-Mimo to wydaje mi się ze wkroczenie do budynku było by teraz ryzykowne. Nadal nie wiemy w jakim jest obecnie stanie..
Ktoś tu musiał chorować na zdrowy rozsądek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nadrenia-Westfalia
Administrator
avatar

Female Liczba postów : 253

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Sro Wrz 26, 2012 9:08 pm

Westfalia biegła przed siebie, co z tego, że tamci dwaj średnio za nią nadążali, to nie ona jakieś dziwne paczki wynosiła. Musi ich potem dokładnie o nie wypytać. To mogły być równie dobrze bomby, jak i coś... Bądźmy szczerzy, ta dwójka razem mogła wymyślić wiele bardzo dziwnych rzeczy! Miała też ochotę pacnąć Saksonię za nierozpoznanie jej. Austriak to jeszcze, ale żeby Johann? Niech tylko wybiegną z miejsca bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia...
Heike biegła przed wami, dlatego nie zauważyła, że fragment rozżarzonego drewnianego... czegoś oderwał się i spadł prosto na wasz pakunek. Z oczywistych przyczyn wy owo zdarzenie zauważyliście - tak samo jak to, że wasza przewodniczka znikła za jednym z zakrętów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://laboratorium.necessarium.eu/
Prusy
Szept


Female Liczba postów : 73

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Sro Wrz 26, 2012 9:11 pm

Rzucił wzrokiem na Bawara. Ugryzł się w język, żeby powstrzymać komentarz cisnący się sam na usta. Nie, nie wypada. A jakby się odezwał, to zapewne, jak zawsze, skończy się kłótnią. Tą sprawę lepiej przemilczeć. Chociaż to nie zmienia faktu, że uważał, iż Sebastian niepotrzebnie tu przychodził...
Rozkaz także nie bardzo przypadł mu do gustu. Dobra, ludzi ogarnąć trzeba, ale... Naprawdę mają tam wchodzić? Nie będzie ciekawie, jak coś komuś spadnie na głowę. Zresztą, jakaś część budynku nadal płonie. O ile Hitler mógł mieć władzę nad ludem i państwem, tak nad ogniem nie zapanuje. Chyba że o czymś nie wiedzą.
- Lepiej jednak chyba będzie poczekać, aż pożar zostanie całkowicie ugaszony, a sytuacja w środku będzie w miarę... Unormowana - skrzywił się nieznacznie. Z jednej strony nie chciał się za bardzo sprzeciwiać, ale nie miał też ochoty pchać się w ogień, dym i budynek, który bądź co bądź, mógł się zacząć walić. To poniekąd zamach na własne życie. Kolorowo to to nie wygląda.
No, i pozostaje jeszcze pytanie, kto tak naprawdę podpalił Reichstag. Wytłumaczenie, iż to komuniści było raczej tylko częścią propagandy. A prawdziwy sprawca? Raczej nie przypalili wody na herbatę.
- Zresztą... Ten, kto jest sprawcą tego wszystkiego, zapewne nadal gdzieś tu jest. To mógł być niby przypadek, ale trzeba spodziewać się wszystkiego. Równie dobrze ktoś mógł chcieć przeprowadzić zamach... - przecież trzeba rozważyć każdą opcję. Nigdy nic nie wiadomo. Może byli to jacyś terroryści, mający dość panującego reżimu? Albo ludzie wynajęci przez wrogów Rzeszy? Z drugiej strony, Gilbert nie był tym tak do końca zainteresowany. Po prostu nie uważał, by wchodzenie do środka było dobrym pomysłem. Ale tego tak wprost nie powie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://xerdivide.deviantart.com/
Marchia Wschodnia
Cichy Głos
avatar

Male Liczba postów : 196

PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   Sro Wrz 26, 2012 9:18 pm

Nie było czasu rozpaczać. Trzeba ratować sztukę.
- Wody!!! - wrzasnął rozpaczliwie Austria.
- Nie mamy! - odparł jeszcze bardziej rozpaczliwie Saksonia.
- To sikaj! - palnął Austria.
I w tym momencie Saksonia nie wiedział, czy kuzyn mówi prawdę, czy też żartuje. Ale sztuka wymagała poświęceń.
- No dobra. - po czym wyciągnął Wacka i oddał się czynności oddawania moczu. Austria solidarnie do niego dołączył.
Obaj wiedzieli, że właśnie dokonują heroicznego czynu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Budynek Reichstagu [Berlin]   

Powrót do góry Go down
 
Budynek Reichstagu [Berlin]
Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Trzecia Rzesza-
Skocz do: