IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Cukiernia

Go down 
AutorWiadomość
Włochy Południowe
Szept
avatar

Male Liczba postów : 29

PisanieTemat: Cukiernia   Nie Wrz 23, 2012 9:07 pm


Wchodząc do cukierni można było poczuć słodki zapach sklepowych wyrobów, które, należało by wspomnieć, należały do najlepszych w okolicy. Wnętrze urządzono ładnie i ze smakiem, lecz bez zbędnego przepychu. Nieduże drewniane stoliczki porozstawiane od siebie w takim oddaleniu, by można było przejść między nimi bez żadnych problemów. Otaczające je stołki, z takiego samego, ciemnego drewna, zostały dosunięte, tak by w sklepiku nie panował nieporządek. Na każdym ze stolików leżała, najprawdopodobniej dziergana ręcznie, biała serweta, oraz stał niewielki flakonik ze świeżymi kwiatami.
Ściany, w lekko kremowym kolorze, zdobiły fotografie zrobione w tym miejscu na przestrzeni lat. I chociaż, nie było ich wiele, nadawały temu miejscu wrażenie tradycji i przywiązania.
Za ladą, w kolorze ciemnego drewna, można było spotkać miłą, jasnowłosą sprzedawczynie, a czasem też i samego właściciela, który najczęściej przebywał na zapleczu, przyrządzając te wszystkie wspaniałości.



Kiedy Romano wszedł do cukierni, donośny odgłos dzwoneczka przy drzwiach sprawił, że omal nie wyskoczył ze skóry. A to wcale nie poprawiło chłopakowi humoru. Szybko jednak uspokoił się, widząc ładną kobitkę za ladą. Ponieważ dziewczyna pakowała zamówienie dla innego klienta, Romano postanowił przyjrzeć się uważniej asortymentowi cukierni. Skoro już tu jest, to grzechem było by czegoś nie skosztować, zwłaszcza że wszystkie znajdujące się za ladą ciasta i ciasteczka, wyglądały naprawdę przepysznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hiszpania
To tylko słowa...
avatar

Liczba postów : 330

PisanieTemat: Re: Cukiernia   Pon Wrz 24, 2012 10:36 am

Ile to już dni przebywał w tym miejscu? Antonio stracił rachubę, pozwalając sobie na kompletne zatracenie. Przynajmniej na razie. Znał datę swojego powrotu i tyle mu do szczęścia było potrzebne. Zresztą ostatnio Franco i tak przedłużył jego urlop, więc nie mógł mieć pewności, że i ponownie tego nie zrobi. Wyglądało na to, że tymczasowo wojska zatrzymały się i nie mogły zrobić przełomu, który pomógłby w jego sytuacji. Świadczyły o tym nasilające się bóle i częstsze ataki, szczególnie nocne. Madryt bronił się nadal. Mimo to, Hiszpania starał się żyć wraz z nimi, ignorując nagłe skurcze i ocierając szybko strużki krwi, którym zdarzało się pociec z kącików jego ust. Przeszedł do tego wszystkiego na porządek dzienny. Przez cały jego pobyt zdarzały się w tym miejscu miłe i mniej miłe spotkania, ale nie narzekał tak bardzo. Możliwość oderwania się od ponurych realiów wojny zawsze była w cenie.
Dlatego też dość pozytywnie zareagował na wiadomość od swojego, chyba mógł go tak nazwać, przyjaciela. Niegdyś pełnił rolę jego opiekuna, czasy te jednak minęły bezpowrotnie. Romano, czy jak kto wolał Włochy Południowe cieszył się specjalnymi względami z jego strony. Nigdy nie wiedział, czemu tak było. Nie wnikał. Widok opalonej twarzy europejskiego kraju zawsze pobudzał jego uśmiech, mimo charakterku, którym Lovino się szczycił. Typowy przykład bezstresowego wychowania z jego strony, może to dlatego innym nie dawał tyle swobody. Ironia polegała na tym, że obecnie to właśnie on zachowywał się w jego stosunku znacznie lepiej, niż wszystkie inne jego byłe posiadłości. O Ablu nawet nie chciał wspominać.
Wkroczył do cukierni, słodkie miejsce na dyskusję. Bo Romano chciał o czymś porozmawiać i tyle na razie jego dawny szef wiedział. Oczywiście, mimo fatalnego wyglądu – obdartego płaszcza i cieni pod oczyma, na jego twarzy znajdował się szeroki, promienny i z całą pewnością zaraźliwy uśmiech. Oczy błyszczały lekko. Po maratonie spotkań z państwami takimi jak Anglia czy Holandia, Włoch Południowy wydawał się niezwykle miłą opcją, pozwalającą na dość specyficzny odpoczynek od stresu.
– Oi, Lovino! Hola! – rzucił od drzwi, ignorując dzwoneczek.
Od razu wypatrzył znajome plecy, posturę i rzecz jasna loczek, więc niezrażony niczym podszedł do dawnego podopiecznego i poklepał go po plecach. Używał jego ludzkiego imienia, bo wydzieranie się na głos „cześć WŁOCHY” nie było raczej mądrym posunięciem, prawda?
– Co tam?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy Południowe
Szept
avatar

Male Liczba postów : 29

PisanieTemat: Re: Cukiernia   Pon Wrz 24, 2012 9:54 pm

Podziwiał właśnie przepysznie wyglądające ciastko z kremem, kiedy coś klepnęło go w plecy. Znajomy głos zadźwięczał w jego uszach. Jak zawsze wesoło, optymistycznie i tak cholernie irytująco.
Nie wyprostował się od razu. Najpierw odwrócił głowę, powoli, przenosząc wzrok z kuszącego go ciastka, na uśmiechniętego radośnie Hiszpana. Zmrużył gniewnie oczy. Kiedyś, to on go klepnie. W tą uśmiechniętą twarz. Krzesłem.
Kiedyś, ponieważ teraz nie wypadało. Sam namówił go na to spotkanie, wiedząc że jego dawny opiekun jest na, no powiedzmy, urlopie. O ile oni, jako państwa, mieli coś takiego jak urlop. W każdym razie, Romano zaproponował spotkanie, a Antonio się zgodził. Pomimo, iż chłopak nie okazywał Hiszpanii żadnych cieplejszych uczuć, w głębi duszy, był rad, że w takich chwilach jak ta, może z nim po prostu porozmawiać. Oczywiście, Hiszpan, za nic w świecie nie może się o tym dowiedzieć. Nie i koniec.
Wyprostował się i odwrócił wzrok od twarzy mężczyzny.
- Nie klep mnie, kurna! - warknął na powitanie, chowając ręce w kieszeni. Tyle razy powtarzał, aby mężczyzna tego nie robił. A ten za każdym razem zdawał się zapomnieć o prośbach i groźbach Włocha i z kolejnym głupawym uśmiechem klepać go po plecach.
-Jełop. - dorzucił Lovino i odwrócił się w kierunku lady by zamówić sobie to apetycznie wyglądające ciastko. Albo dwa. O, to dobry pomysł. W końcu czymś musiał sobie poprawić humor, a samo wyżywanie... to znaczy wygadanie się, nie pomoże!
Kiedy już otrzymał zamówienie, grzecznie podziękował i odszedł do wcześniej upatrzonego stolika. Usiadł na stołku i rzucił szybkie spojrzenie w kierunku Antonia.
Hiszpan nie wyglądał najlepiej i nawet taki egoista jak Romano potrafił to zauważyć. Zresztą, jeśli chodziło o niego, to niewiele umykało uwadze chłopaka. W końcu mieszkali razem przez wiele lat. Dlatego też, prawie od razu zauważył wory pod oczami, poszarzałą skórę i pocerowaną odzież. Najwidoczniej wojna domowa mocno dała mu się we znaki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hiszpania
To tylko słowa...
avatar

Liczba postów : 330

PisanieTemat: Re: Cukiernia   Sro Wrz 26, 2012 5:10 pm

Hiszpania był niezrażony. Po stuleciach towarzystwa, teraz już dorosłego państwa, przywykł to słuchania takich i innych obelg. W przeciwieństwa do tych jednak, wypowiadanych przez jego wrogów w trakcie wojen, na morzu i nawet przy zwykłych, przypadkowych spotkaniach, te wydawały się mu miłe. Jakkolwiek by to nie brzmiało. Po prostu nie wierzył w ich złe intencje. Były specyficznym sposobem wyrażania uczuć przez Romano. Tak sobie wmawiał, uśmiechając się szeroko i z niemałym zadowoleniem obserwując jego twarzy, której reakcje nie zmieniały się co do joty przez te wszystkie lata. Różnicą były tylko rysy twarzy, niegdyś dziecięce i delikatne, teraz wyostrzone, doroślejsze.
– Ciebie też miło widzieć – odrzekł wesoło, zerkając na wystawę.
Apetycznie wyglądała, poszukał więc drobniaków w kieszeni. Było ich niewiele i po prawdzie nie powinien wydawać ich na takie głupoty, ale skoro już umówił się ze swoim byłym protegowanym w takim miejscu, nie wypadało siedzieć tu tylko i ładnie wyglądać. Tym bardziej, że sprzedawczyni za ladą uśmiechała się tak uroczo.
W końcu wydał troszkę pieniędzy na jak najskromniejsze ciastko. Wziął je, dziękując młodej kobiecie i ruszył do stolika, przy którym miejsce już zajął Lovino. Przysiadł się do niego, zerkając z zaciekawieniem na młodszy kraj. Wyglądał dobrze, nawet bardzo i to nie w kwestii czysto estetycznej. Najwyraźniej trudy Wielkiej Wojny zdążyły odejść już w niepamięć. Antonia to z jakiegoś powodu cieszyło. Miło widzieć Włochy w dobrym stanie, szczególnie te, z którymi przez długi czas był bardzo związany. Kiedyś był jego opiekunem. Po trochu czuł się za niego odpowiedzialny nadal, mimo iż te relacje zerwali dawno temu.
– Więc – poprawił się na krześle. - Co tam?
Ponowił pytanie, rzadko bowiem się zdarzało, by spotkanie wychodziły z inicjatywy Romano, jeśli nie chodziło o coś istotnego. Albo o coś, co starszego Vargasa po prostu zirytowało. Delikatnie mówiąc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy Południowe
Szept
avatar

Male Liczba postów : 29

PisanieTemat: Re: Cukiernia   Pią Wrz 28, 2012 6:18 pm

Początkowo w milczeniu obserwował jak starszy kraj podchodzi do stolika i dosiada się. Następnie, kiedy po raz kolejny padło pytanie „Co tam?” Włoch sięgnął po widelczyk i odkroił kawałek ciastka. Byli w miejscu publicznym, więc starał się zachowywać jak przystało na dorosłego mężczyznę. Chociaż, różnie to wychodziło.
Wziął odkrojony kawałek wypieku do ust i przeżuł, wciąż nie patrząc na oczekującego rozmówce. Zastanawiał się, od czego tak właściwie ma zacząć? Ponarzekać na młodszego, bezmyślnego brata? A może na tego jego przyjaciela, o kartoflanej gębie? Albo, tak tradycyjnie, powrzeszczeć na towarzysza za jego głupkowatą, zawsze wyszczerzoną gębę?
Z lekką irytacją wbił widelczyk w wypiek, a ten przebił się przez miękkie ciasto, rozkrawając go na pół i stuknął głośno o talerzyk. Odgłos uderzenia wystraszył go i chłopak podniósł zlęknione oczy na towarzysza. Szybko zmrużył je w wyrazie złości i bezsilności.
- Feliciano mnie wkurza – zaczął, odwracając wzrok. - Kurna, ja wiem, że nie wszystko poszło tak jak miało pójść, ale żeby zaprzyjaźniać się z tym ziemniakiem?! - Dokończył nieco głośniej niż zamierzał. Odkroił dość spory kawałek ciacha i wcisnął go do ust, po czym zaczął przeżuwać szybko, jakby postanowił swą irytacje wyładować na wypieku.
Kiedy przełknął, dodał szybko:
- Zawsze wiedziałem że on jest zbyt naiwny! Idiota, kurna, idiota! Los pokarał mnie bratem – idiotą!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hiszpania
To tylko słowa...
avatar

Liczba postów : 330

PisanieTemat: Re: Cukiernia   Sob Wrz 29, 2012 10:58 pm

Milczał. W sumie to siedzieli w ciszy, której on nie przerywał, oczekując odpowiedzi. Nie jadł, najpierw bawił się bez celu widelczykiem, a potem oparł rękę łokciem na stole i złożył na otwartej dłoni swoją głowę. Wpatrywał się uważnie w byłego protegowanego, uśmiech nie schodził z jego ust, a w oczach odbijało się zainteresowanie. Mimo to nie pośpieszał. Ledwo co powstrzymał parsknięcie śmiechem, widząc tą uroczą, przerażoną twarz Romano. Choćby przez chwilę. W końcu jednak mężczyzna przeszedł do rzeczy. Ah, więc to o to chodziło. No tak, mógł się domyślić. Pamiętał, że coś mu już kiedyś Włoch wspominał o sąsiedzie i stosunku do niego. Sam nie był pewny skąd brała się ta jego antypatia. Wyniósł ją po Wielkiej Wojnie? Istniała taka możliwość. Albo po prostu Niemcy przerażał go jak Francja. Przy czym w wypadku tego drugiego strach był uzasadniony.
– A tak, słyszałem, że się zaprzyjaźnili – zauważył lekko i powoli.
Czy może raczej – podpisali sojusz. Trójprzymierze dokładniej. Ponieważ wstępnie wspierał ich sprawę wiedział co nieco, zazwyczaj od samego Franco. Mu trudno było nadgonić czasami z wieściami ze świata, nad czym bardzo ubolewał. Ale jak tylko wojna się skończy znowu będzie dobrze poinformowany.
– No już Lovino, no już – począł uspokajać drugie państwo, gdy jego głos zaczął niebezpiecznie podnosić się do góry.
Jeszcze przypadkowo by mu się coś wymknęło, a trzeba było być ostrożnym.
– Nie nazywaj tak brata, w końcu ma prawo się przyjaźnić z kim chce – zauważył. - Na pewno ma powód, dla którego wybrał Ludwiga. Może Ludwig ma jakieś zalety…?
Ostatnie zdanie wypowiedział ostrożnie, gdyż sam nie był go pewien. Nie znał Niemca dobrze, owszem spotkali się już, ale nie prowadzili na tyle bliskiej współpracy, by mógł coś o nim więcej powiedzieć. Grunt, że ich relacje były pozytywne, głównie z powodu braku działań wojennych z jego strony w poprzedniej wojnie.
– Poza tym chyba na razie niczego złego z tego nie ma, prawda?
Postanowił wybadać grunt. A nóż dowie się czegoś ciekawego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy Południowe
Szept
avatar

Male Liczba postów : 29

PisanieTemat: Re: Cukiernia   Czw Paź 04, 2012 6:18 pm

Widząc pogodny wyraz twarzy Antonia, Lovino westchnął częściowo z rezygnacją a po części z irytacją. Jak mógł przypuszczać mężczyzna stanął w obronie jego młodszego brata i co gorsze tego głupiego ziemniaczanego łba! Kiedy ten zwrócił mu uwagę, mimo wszystko uciszył się, wkładając do ust spory kawałek ciastka i przeżuwając. Nie byli sami, postronni ludzie słyszeli co mówią, a gdyby wymknęło mu się coś co nie powinno, to szlag by trafił jego dotychczasowe starania.
A przecież, w świetle ostatnich wydarzeń nie chciał być gorszy od brata.
- Gadasz jakbyś był moją niańką! – odwarknął na upomnienie Antonia – Co ja poradzę, że to idiota, a ja po prostu mówię to głośno?!
- Ych! – skrzywił się na samą myśl o Ludwigu – Nie wiem i nie chcę wiedzieć, kurna!
Nie lubił blondyna głównie za to, że Feliciano, mimo iż byli jednym państwem, spędzał coraz więcej czasu z Ludwigiem, niż z własnym bratem. Lovino już od jakiegoś czasu czuł się w pewien sposób porzucony, odtrącony zarówno przez szefa, jak i własnego brata.
Skończył jeść pierwsze ciastko, przez co zamilkł na chwilę. Jednocześnie nieco się uspokoił, na tyle aby znów móc podjąć dość cichą, jak na niego rozmowę.
- Nie, wszystko zdaje się iść w jak najlepszym kierunku – powiedział dobierając się do drugiego przysmaku – Feliciano też wygląda na dużo... - Tu przerwał na chwilę, jakby szukał odpowiedniego słowa – szczęśliwszego.
I nie wiedział już czy go to bardziej wkurza czy cieszy. Zapewne zarówno oba. Z tym, że o pierwszym wiedzieli wszyscy a o drugim dowiedzieć nie mógł się nikt. Nawet ten szczerzący się jak debil, Hiszpania. A już zwłaszcza nie Feliciano!
-Kurna! – przeklął, w jego mniemaniu cicho. Wszystko to było takie wkurzające.
Przeniósł rozzłoszczony wzrok na twarz towarzysza.


Ostatnio zmieniony przez Włochy Południowe dnia Sob Paź 06, 2012 9:33 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hiszpania
To tylko słowa...
avatar

Liczba postów : 330

PisanieTemat: Re: Cukiernia   Czw Paź 04, 2012 10:33 pm

Z Włochami Południowymi należało obchodzić się ostrożnie i odpowiednio. Hiszpania tyle wyniósł ze stuleci opieki nad młodym państwem. Mimo to i tak nigdy nie było idealnie. Przynajmniej na zewnątrz. Ich relacje mogły wydawać się dziwne, ze strony Romano nawet chłodne, jednak pod tą powierzchniowością mało pozytywnych odczuć czaiło się coś, czego nie dało się określić, ale łączyło ich dziwną, trwałą więzią. Antonio najczęściej uznawał, że po prostu jest to specyfika okazywania uczuć przez drugie państwo i choć czasami deprymowało go to trochę, powodowało lekki wstyd czy dyskomfort, miał świadomość, że za nic w świecie nie chciał, by starszy Vargas zmienił się w tej kwestii. To miało swój urok, przyciągało go i sprawiało wręcz, że czuł się za niego odpowiedzialny. Nawet teraz.
– Jestem od ciebie starszy – zauważył.
I prędzej dorósł, nabył więcej doświadczenia i wiedział na czym świat stoi. Niestety. W ich wypadku im bardziej kraj był niewinny, tym lepiej było dla niego.
Uśmiechnął się do swoich myśli.
Idiota, tak?
To było wręcz słodkie. Lovino tak bardzo troszczył się o brata. To jedno słowo o tym świadczyło, nawet jeśli tylko on potrafił dojść do tego wniosku.
Słuchał młodego mężczyznę dalej, w milczeniu. Utrzymywał na twarzy uśmiech, próbując go przy tym nie poszerzać. Zdania wypowiadane przez Romano nie dziwiły go ani trochę i nakreślały jego idealny obraz. Coś jednak niepokoiło drugi kraj. Wiedział, że coś leżało na sercu jego byłemu podopiecznemu i był on tu po to, by temu zaradzić!
Choć tym razem chyba zwykłe fusososo~ nie wystarczy.
– Więc w czym problem? – spytał się z troską, spoglądając przenikliwie prosto w bursztynowe oczy Włoch Południowych. - Coś jest nie tak? Coś cię trapi?
Oczywiście, był na swój sposób idiotą i nie od razu wszystko był w stanie zrozumieć. Szczególnie, że mimo wszystko Romano nie był aż tak prostą do odgadnięcia osobą. Dużo lat zajęło Hiszpanii zrozumienie go choć trochę i nadal nie było to kompletne badania. Jeszcze długa droga była przed nim, choć już teraz zapewne wiedział o chłopcu więcej, niż nawet jego własny brat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy Południowe
Szept
avatar

Male Liczba postów : 29

PisanieTemat: Re: Cukiernia   Sro Paź 10, 2012 7:32 pm

- e bło z bebo? - zapytał z pełnimy ustami, po czym szybko przełknął i powtórzył - No i co z tego? Nie jestem już małym dzieckiem, dam sobie radę! Zresztą... - Tu wyszczerzył się nieco złośliwie - Kiepska z ciebie niania!
Tym komentarzem, próbował zatuszować fakt, że jednak nie do końca radził sobie sam. Owszem miał brata i w chwili obecnej, obiecującego szefa. Jednak Feliciano zamiast trzymać z nim, wolał tego ziemniaczanego bałwana. Romano starał się jak mógł, młodszy Vargas najzwyczajniej w świecie go ignorował. Podobnie zresztą jak i jego szef, który zdawał się bardziej faworyzować Veneciano.
Wpatrywał się przez chwilę w mierzące go, zielone, oczy Antonia i zastanawiał się jaką dać odpowiedź na zadane pytanie. Nie przyzna się przecież, że czuje się samotny i w towarzystwie Hiszpana szuka pocieszenia. KURNA! Prędzej zapadł by się pod ziemię ze wstydu! Nie, nie i jeszcze raz nie!
Aby ukryć zdenerwowanie wcisnął do ust kolejny kawałek ciasta, jednocześnie zrywając kontakt wzrokowy. Musi to po prostu ładnie ująć. Tak, żeby Antonio się nie połapał. I miał ku temu spore szanse, bo przecież siedzący na przeciwko Latynos, przynajmniej w odczuciu Romano, był skończonym kretynem.
- N-niepokoje się o brata. - wydukał w końcu. Z dwojga złego, lepsze to. -Ten kartofel... znaczy się, Ludwig ma na niego zły wpływ!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hiszpania
To tylko słowa...
avatar

Liczba postów : 330

PisanieTemat: Re: Cukiernia   Czw Paź 11, 2012 2:42 pm

– No wiesz co! – powiedział obruszony, oczywiście bardziej na żarty niż poważnie, patrząc na Włochy Południowe z wyrzutem. - Jak możesz tak mówić i ranić serce szefa, w końcu szef o ciebie dbał!
Dbał. Aż za bardzo. Praktycznie doprowadziło go to do bankructwa, ale on nie robił sobie z tego faktu nic, a nic. Czy żałował swoich decyzji z tamtego czasu? O dziwo nie, a jeśli już, to bardziej podświadomie, niż w rzeczywistości. Z punktu widzenia swoich ludzkich odczuć, był bardzo szczęśliwy z czasu, który spędził z małym Romano. Z punktu widzenia kraju… Był idiotą, ale to wiedział już od dawna.
Uśmiechnął się. Fakt, Lovino był już dorosły i jak na standardy kraju dorósł tak nagle i szybko. Dawało się to odczuć szczególnie dlatego, że długo pozostawał małym dzieckiem pod jego opieką, a potem tak nagle, jednego dnia, opuścił jego dom i wraz z bratem uporządkowali sprawy na półwyspie Apenińskim. I wtedy Antonio pozostał sam. No, może nie do końca, nadal miał rodzeństwo, z którego część się do niego nie przyznawała i chciała autonomii, a część miała wszystko gdzieś, jednak formalnie pod swoim dachem nie miał już nikogo, z kim mógłby spędzać czas.
Zajął się w końcu jedzeniem, które sam zamówił. Odgryzł kawałeczek najtańszego ciastka i żuł go teraz, czekając na odpowiedź starszego Vargasa, przypatrując mu się przy tym uważnie. Jego wzrok przesuwał się po twarzy młodego mężczyzny, skupiając się na mimice i gestach. Żyli ze sobą tak długo, Hiszpania nauczył się rozróżniać pewne tiki, a uciekanie wzrokiem było jednym z nich. Nie wiedział wprawdzie, o co dokładnie chodzi szatynowi, ale chyba chciał ubrać coś w słowa nieco inne, zamiast powiedzieć to wprost. Milczał więc w oczekiwaniu, przełykając kawałek słodkiego wypieku.
– A-ha. Martwisz się o Feliciano – skinął głową powoli, przyjmując do wiadomości jego odpowiedź. Mimo iż zdawało mu się, że nie jest ona pełna, postanowił ją zaakceptować w takim stanie. - Ludwig… – przypomniał sobie samoloty, czołgi i żołnierzy Wermachtu.
Zły wpływ…
– Ludwig jest specyficzny nie przeczę, ale czy stało się coś konkretnego? Skoro ma na niego zły wpływ… – postanowił wybadać sprawę, przy okazji odkaszlując na boku. Eh jego stan zdrowia obecnie. Szkoda, że nie mógł nic na niego poradzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy Południowe
Szept
avatar

Male Liczba postów : 29

PisanieTemat: Re: Cukiernia   Wto Paź 23, 2012 10:40 pm

- Tak, martwię się. - oparł łokieć o blat stołu, a na dłoni wsparł brodę i spojrzał w okno. Bo i poniekąd go to niepokoiło. Feliciano, i tu nie był pewny czy to zasługa Ludwiga, czy też nie, rozochocił się do pracy jak nigdy dotąd. Widząc zapał brata, Romano także chciał pomóc i... został odrzucony.
Dlatego, teraz tak bardzo pieklił się na brata, na Ludwiga, na wszystkich. Tylko jak ma się przyznać do tego komukolwiek, skoro już na samą myśl łzy napływały mu do oczu?
- Bardzo dużo rzeczy na siebie bierze - powiedział w końcu i po chwili milczenia dodał - przepracuje się, a nie chce by... - tu urwał, by móc zapanować nad głosem - bym mu pomógł.
Udało się. Głos, jak sądził Romano, zabrzmiał jak zawsze.
Słysząc jak mężczyzna kaszle, natychmiast postanowił zmienić bolesny dla niego temat, na inny.
- Jesteś pewny, że nie musisz leżeć w łóżku, czy coś? - zapytał, spoglądając na niego wątpiąco. Co nie co orientował się jak wygląda teraz sytuacja Hiszpanii i zdziwił się, gdy jego dawny opiekun odpowiedział twierdząco na pytanie o spotkanie. Z drugiej strony, gdyby wykręcił się złym stanem zdrowia, Romano na pewno zawitał by u niego. No tak, lepiej mieć go szybko z głowy, co?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hiszpania
To tylko słowa...
avatar

Liczba postów : 330

PisanieTemat: Re: Cukiernia   Pon Lis 19, 2012 11:19 pm

Hiszpania wysłuchał młodego mężczyzny w milczeniu, żując w ustach kawałek ciasta. Spojrzenie zielonych oczu spoczęło na opalonym obliczu, obserwując je uważnie. Widział zmartwienie, które odbijało się na jego twarzy, a także coś jeszcze, czego nie potrafił nazwać, ale był w stanie to rozpoznać. Coś w jego wnętrzu zasępiło się, podczas gdy jego myśli podryfowały w trochę innym kierunku. Nie lubił, kiedy Romano miał problemy. Szczególnie takie, które bardziej niż jego kraju, dotyczyły jego samego. Jako… Osoby. Bo chyba tak mógł to nazwać. Czuł się za niego odpowiedzialny, choć już dawno nie sprawował nad nim pieczy. Zawsze jednak był to ktoś specjalny.
– Mógłbym spróbować z nim porozmawiać – zaczął w końcu w odpowiedzi. - Ale nie wiem, czy to coś da – przyznał w końcu. - Bo jak rozumiem, ty już próbowałeś, tak?
Lubił Felicjano i ten chyba też nie miał nic w stosunku do jego osoby, ale… Nie byli ze sobą blisko i nie znali się tak dobrze. A zaślepiony chłopak może nie słuchać nikogo, poza Niemcami. Szczególnie, że i samego brata zdawał się spychać na dalszy plan (a przynajmniej ta to wyglądało w opowieści Romano). Nie powinno tak być, nie wtedy, gdy nareszcie zjednoczyli się po latach.
– Ja? – roześmiał się lekko, jak gdyby nigdy nic. - Oczywiście, że nie. Za dużo mam do zrobienia, żeby poleniuchować! Ale jak już wszystko załatwię, to z przyjemnością – dodał luźno.
Jakby kompletnie nie rozumiejąc, co tak naprawdę miał na myśli Włoch. Odstawił na chwilę na bok jedzenie, uznając, że dokończy je za chwilę. Nie musiał wszystkiego pochłonąć od razu. Mu się na pewno nie spieszyło, a chwile spędzane w towarzystwie podopiecznego (byłego) zawsze cenił i nie chciał, by skończyły się zbyt szybko. Szczególnie, że ostatnio miały miejsce co raz rzadziej i trochę… Cóż, smuciło go to.
– A poza tym dobrze ci się wiedzie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Włochy Południowe
Szept
avatar

Male Liczba postów : 29

PisanieTemat: Re: Cukiernia   Nie Lip 07, 2013 7:42 pm

- Ta, próbowałem. I nic. Ale ty z nim pogadaj, może jakoś uda ci się dotrzeć do tego pustego łba  - skwitował Romano. W głębi duszy był mu wdzięczny za pomoc, ale na pewno nie zamierzał mu dziękować. Podziękuje, kiedy próba Antonia coś da. Albo i nie.
Chociaż Hiszpania już dawno przestał robić za jego opiekuna, jakaś malutka część Lovino nadal postrzegała go jako "wszechmogącego dorosłego", tak jak dzieci postrzegają swoich rodziców czy starsze rodzeństwo. I mimo że sam Włoch uważał to za idiotyczne, coś mu mówiło, że Tośkowi z łatwością przyjdzie to, czego on nie mógł osiągnąć. Pewnie była to też sprawa charakteru drugiego państwa.
Nadal przyglądał się uważnie Hiszpanii. Jakoś nie wierzył, żeby nic mu nie dolegało.
- Wiesz, o co mi chodzi. Nie jestem niezorientowanym idiotą, słyszałem przecież, co się u ciebie dzieje. I ten... raczej... No nawet po takim głupim debilu jak ty, nie spłynie to jak po kaczce! - dokończył szybko. Za szybko. Nie chciał, żeby Hiszpania pomyślał, że jego były podopieczny martwi się jego stanem. Bo on się wcale nie martwi, on się tylko z ciekawości pyta!
A poważnie, to gdzieś tam głęboko bolało go osłabienie więzi z Antoniem. I nawet trochę... bał się o niego? Jakoś nigdy wcześniej nie martwił się o niego, mimo że bywało różnie. Ale teraz... Teraz było inaczej. Hiszpania wyglądał jak obraz nędzy i rozpaczy, a nie wróżyło to dobrze.
- Czy dobrze mi się wiedzie... Poza problemami z moim bratem, raczej tak. Włochy rajem nie są, ale od zakończenia wojny znacznie się polepszyło - odpowiedział z ledwo wyczuwalną nutką dumy w głosie. Cóż tu dużo mówić, Romano cieszył się, że z pomocą Mussoliniego jemu i Veneziano praktycznie udało się wyjść z kryzysu. A że ich szef miał dość specyficzne metody, to inna sprawa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hiszpania
To tylko słowa...
avatar

Liczba postów : 330

PisanieTemat: Re: Cukiernia   Pon Sie 19, 2013 9:27 am

Hiszpania uśmiechnął się w odpowiedzi na słowa byłego podopiecznego. Widelczyk mimowolnie rozgrzebywał resztki ciastka, które co raz drugiej było mu przełykać. Mimo to cały czas utrzymywał ten sam, pogodny wyraz twarzy.
Cieszył się, że Romano zwraca się do niego o pomoc, co odbijało się wyraźnie w zielonych oczach. W dawnych czasach na Antoniu polegały wszystkie kraje, które należały do niego, ale z czasem było ich co raz mniej i mniej. Większość odwróciła się od niego, zaczęła go nienawidzić, aż w końcu został sam i jedyną osobą, która nadal chciała z nim rozmawiać był właśnie Lovino. W jakiś sposób pozwalał mu poczuć się jak za dawnych lat, kiedy polegali na nim inni. To było przyjemne uczucie, choć Hiszpania miał świadomość, że może niewiele zdziałać. Ale teraz o tym nie myślał, uśmiechając się promiennie.
A Romano nie musiał mówić nic więcej, bo brunet nie potrzebował od niego podziękowań.
- Porozmawiam, obiecuję. Zobaczysz, na pewno uda mi się coś zdziałać! – ogłosił szumnie, nie zważając na konsekwencje tak pokrętnie danego słowa.
Kąciki ust opadły nieznacznie, gdy były podopieczny wrócił do mniej przyjemnego tematu. Owszem bolało, ale Hiszpania nie lubił, gdy inni troszczyli się o niego. Jeśli cokolwiek wyniósł ze swojego dzieciństwa to, to, że musi być silny. To on był oparciem dla innych (mniej lub bardziej narzuconym), a skoro tak, sam musiał nie pokazywać po sobie oznak słabości. To było… Trudne, owszem, ale Antonio i tak zbywał wszystko uśmiechem, nawet jeśli jego twarz pobladła, a pod oczami nietrudno było dostrzec cienie – efekt braku solidnego snu.
- Bywało gorzej, naprawdę Lovi – roześmiał się, z trudem maskując fałszywe nuty. – Dam sobie radę, to już koniec. Są ważniejsze sprawy – machnął ręką, jakby odganiał natrętną muchę.
Chyba nie było gorszej rzeczy dla nadszarpniętej dumy imperium, jak byłe własności, które patrzyły na niego ze zmartwieniem i troską. Wprawdzie Hiszpania nie brał tego do siebie już tak jak kiedyś, ale wciąż czuł się z tym nieswojo. Wspomnienia lat pirackich żyły gdzieś w jego głębi i czasami pozwalał wypłynąć im na wierzch. Ale rzadko, musiał się kontrolować. Uśmiech był lepszy od miecza.
- Cieszę się – stwierdził wesoło. – Martwiłem się trochę, po tym co słyszałem – westchnął lekko. – Ale skoro wiedzie wam się co raz lepiej, mogę spać spokojnie – posłał drugiemu mężczyźnie szeroki uśmiech. W następnej chwili spoważniał jednak, ściszając głos i przyglądając się uważnie Włochom Południowym. – Lovi czy to prawda, że wasz szef chce wojny? – spytał bez ogródek.
Widział już uzbrojoną armię niemiecką i znał wieści z Europy. Włochy i Niemcy łączył sojusz (wbrew woli Romano, tego był pewien), a skoro tak… Jeśli Ludwig coś zacznie, bracia Vargas niewątpliwie zostaną w to wciągnięci.
Niepokoiło go to. Bardzo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Cukiernia   

Powrót do góry Go down
 
Cukiernia
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Rynek Główny-
Skocz do: