IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Angielski pub

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Nieodwołalna Konieczność
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 226

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Nie Wrz 16, 2012 9:24 pm

Drugi z siedzących przy stole siedział i popijał piwo w milczeniu, czasami spoglądał na pana Kirklanda bądź jego samego, ale był przy tym całkowicie bierny. Smithback postanowił wręcz się nim, przynajmniej na razie, nie interesować.
- Cóż, nie wiem, czy jest pan godny poznania tej tajemnicy... - zaczął grobowym tonem i zaśmiał się dość głośno. - Zastanawiam się nad tym, czy nieśmiertelność jest możliwa w jakimkolwiek stopniu i znaczeniu - wypalił. To było dość dyplomatyczne rozwiązanie, powiedział mu trochę, ale całych swoich kart nie odkrył. Teraz kolej jego rozmówcy, czy wyłoży jakąś kartę, czy też nie.
Chciał zapytać, po co zatem dwójka... jak by to nazwać... może: wspólników... poszła razem na piwo, ale obiecał, że wnikać nie będzie. Nie, żeby Bill miał jakikolwiek problem z łamaniem danych komuś obietnic... Nie tę odpowiedź chciał jednak uzyskać, co go to w ogóle interesuje.
- Nie wiem, czy pan sobie zdaje z tego sprawę, ale niektórzy wyjątkowo dziwni ludzie, często się na takiego mówi "freak", są czasami nazywani kosmitami przez innych - powiedział i wbił spojrzenie w Kirklanda.
Podziękował uprzejmie za zamówione piwo i usiadł przy stoliku. Jego zachowanie i gesty były dość... sztywne. Jakby to był jakiś Niemiec służbista.
-Stany Zjednoczone Ameryki - wymamrotał, a przed oczami stanęły mu wszystkie jego plany i marzenia. Ten człowiek musi pomóc mu je zrealizować, musi coś z niego wycisnąć!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://weltkrieg.forumpl.net
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Wto Wrz 18, 2012 6:02 pm

Anglia ostrożnie odstawił piwo na stolik i pochylił się konspiracyjnie w kierunku mężczyzny.
- Ciekawe zagadnienie, jakiś ksiądz chętnie panu odpowie. Ja należę do raczej przyziemnych osób - urwał na chwilę i dodał lekko. - A nawet gdyby, panie Smitchback, to na co komu nieśmiertelność? Co by pan zrobił, gdyby miał miliard dni do przeżycia? Dla mnie to wygląda nudno.
Cóż, rozmawianie z natrętnym, niebezpiecznym człowiekiem i tak było ciekawsze niż nie-rozmawianie z Ameryką. Z tym, że ten tutaj wyglądał Anglii na kogoś, kto nieśmiertelność przyjął z otwartymi rękoma. A potem, za kilkadziesiąt lat, stałby się naprawdę okropnym człowiekiem.
I tak mu powiem, zadecydował Anglia w duchu, ten człowiek i tak nie odpuści. Powiem mu, ale nie pozwolę mu łatwo odejść z tą wiedzą.
- Nie interesują mnie kosmici - mruknął. - Niech pan zapyta Jonesa.
A potem Anglia usłyszał sposób, w jaki Smitchback wypowiadał nazwę Ameryki i coś ścisnęło go ze złości w żołądku. Nie cierpiał tego. Nie cierpiał ludzi, którzy traktowali ten cholerny kraj jak raj obiecany. Jakby on sam, jakby Anglia nie była dostatecznie dobra. A przecież był nawet lepszy. Co z tego, że trochę słabszy, że nie tak... Młody, jak Ameryka, liczyło się to, że był ich cholernym krajem. Imperium Brytyjskim. Ameryka nie powinna nigdy zaistnieć na przeklętej mapie, nigdy nie powinna stać się tak silna ani niezależna, Ameryka... Nie powinna nawet istnieć. A Anglia nie powinien go tak bardzo potrzebować.
- Niech pan tam wyjedzie - poradził, krzywiąc się nieznacznie. - Albo pan straci wszystko, albo zyska wymarzoną sławę. Może nawet spotka pan jakiegoś kosmitę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Wto Wrz 18, 2012 7:33 pm

Alfred tymczasem na dźwięk nazwy własnego państwa poczuł ciepło w sercu. W jednej chwili spojrzał na tego obcego przychylniej i z większym luzem, zadowolony, że nie jest jedyną obecną tu osobą, której marzy się przebywanie tam teraz. Zauważył równocześnie, że Arthur irytuje się, i w jednej chwili zrobiło mu się jeszcze przyjemniej. No proszę, niech ma dowód, Brytol jeden - ludzie z jego kraju wolą Stany Zjednoczone.
Ciekawe, dlaczego...?, pomyślał Alfred, hamując uśmiech.
Nie mógł się jednak powstrzymać od dorwania się do głosu:
- USA? - Tu uniósł brwi, wbijając wzrok w przybysza teraz już bez maskowania nagłej sympatii przemieszanej z zainteresowaniem. - Interesuje pana ten kraj?
Oczywiście. Teraz chyba każdego Europejczyka interesował, w ich beznadziejnej sytuacji. Nawet Arthur był tutaj tylko słabym kraikiem, który w każdej chwili może ugiąć się pod tymi całymi od Osi. Cóż, Alfreda niespecjalnie to interesowało - ale nie dziwił się, że ludzie wolą emigrować do USA. Spodziewał się, że jego kraj wkrótce stanie się w Europie symbolem lepszego, luźniejszego świata. O ile już się nie stał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nieodwołalna Konieczność
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 226

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Czw Wrz 20, 2012 6:36 pm

Smithback zauważył, że pan Kirkland był teraz znacznie bardziej skory do rozmowy. No i o to w tym wszystkim chodzi! Ze dwa piwa i z niego wszystko wyciągnie... Albo skończy jako nieprzytomne zwłoki pod stołem, taka opcja też istniała.
- Ech, księża... Nie taka odpowiedź mnie interesuje. Nie uważa pan, że mogą wśród nas istnieć nieśmiertelne istoty, a my nawet o tym nie wiemy? - zapytał, celowo zbliżając się w stronę tematu. - Nie sądzę, żebym się nadawał na nieśmiertelnego, ale myślę, że podróżowałbym. Odwiedziłbym te wszystkie tajemnicze kraje, może jakieś białe plany na mapach...
No to zapyta.
- Zatem - czy ma pan jakieś związki z kosmitami, panie Jones?
William nie zrozumiał, dlaczego na dźwięk słów "Stany Zjednoczone" pan Kirkland tak się skrzywił, ale potem elementy układanki zaczęły tworzyć logiczną całość. Jeżeli on JEST Imperium Brytyjskim, to jego niechęć do tego kraju była jak najbardziej uzasadniona, ale Smithback nie zamierzał się ujawniać z tą wiedzą. Jeszcze nie.
- Dla takiego prostego dziennikarza jak ja praca tam byłaby znacznie prostsza! Tyle tam się dzieje, morderstwa, pokazy, wystawy, spotkania sławnych ludzi... U nas to zupełnie inaczej wygląda, inaczej się... czuje. O ile wie pan, co mam na myśli, panie Kirkland. I nie, celem mojego życia nie jest spotkanie kosmity.
Przeniósł spojrzenie na Jonesa. Tego jeszcze nie rozgryzł z jednej prostej przyczyny - nie odzywał się on niemalże ani słowem.
- Oczywiście, że interesuje - odparł entuzjastycznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://weltkrieg.forumpl.net
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Czw Wrz 20, 2012 9:06 pm

- Obawiam się, że nie potrafię udzielić innej - odpowiedział, ale tym razem było w tym coś dziwnie wyzywającego. Być może to uśmiech, może jakiś błysk w oku. Na pewno nie piwo, nikt nie rozwesela się po połowie kufla. Spojrzał tylko na dziennikarza z nieco większą ciekawością, niż poprzednio. Wspomnienie o podróżowaniu i białych plamach na mapie było o wiele bardziej w angielskim duchu. Do tego stopnia, że Anglia zastanowił się, czy dziennikarz nie powiedział tego specjalnie, a prawie na pewno powiedział. Tacy ludzie zawsze mówią to, czego się od nich oczekuje. - Świat nie ma już białych plam, panie Smitchback, ale przynajmniej jest pan odważny. Cenię takich ludzi w interesach.
Parsknął lekko do piwa, gdy usłyszał pytanie skierowane do Ameryki. Gdyby chwilę wcześniej Smitchback nie wspomniał, między wierszami, o swojej miłości do Stanów, to Anglii może byłoby przykro z powodu losu, jaki go spotka tylko dlatego, że był zbyt sprytny. Kiedyś takich ludzi można było zostawić w spokoju. Byli brani za wariatów, albo nikt ich nie słuchał, lub mówili oczywistości. Ale nie w tych czasach. W tych czasach ciekawość Willia Smitchbacka sprawiała, że jego przyszłość mogła przestać istnieć. Z drugiej strony Anglia czuł, że nie chce śmierci tego człowieka. Jeszcze niczego nie zdradził, a zabijanie niewinnego Brytyjczyka było poniżej honoru Anglii. Nie robił tego, jeśli nie musiał.
- Racja - odparł odrobinę bardziej sucho. - W Stanach wszystko musi być większe. Nie rozumiem tego - odchrząknął, wyjątkowo nie patrząc na Amerykę i jednocześnie wtrącając się, zanim Alfred zdołał pierwszy rozpłynąć się nad swoim cholernym krajem. - Dla mnie Londyn zawsze będzie miał największą klasę. Nie potrzebuje sztucznych cekinów, żeby mieć duszę. Tego Amerykanom najbardziej brakuje - dodał spokojnie. - Ale jestem przekonany, że Jones się ze mną nie zgodzi. Ma obsesję na punkcie swojej ojczyzny.
Anglia sam nie wiedział, dlaczego to wszystko mówi, ale sytuacja coraz bardziej go bawiła niż irytowała. To była swego rodzaju nowość, zachowywać się jak normalny człowiek w towarzystwie Ameryki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Pią Wrz 21, 2012 11:07 am

Alfred z kolei piwem się zakrztusił.
- Ja? - spytał, po czym roześmiał się i to całkiem szczerze. Obecność Brytyjczyka, który nie był Arthurem Kirklandem, okazała się rozluźniająca. - Wątpię. Jestem po prostu Amerykaninem z krwi i kości. Możliwe, że dla pana Kirklanda moje państwo to inna galaktyka... - To powiedziawszy, napił się znowu i rzucił krótkie spojrzenie ku Arthurowi.
Ten także, dziwna rzecz, wydawał się już nie spięty, a rozbawiony całą rozgrywającą się tutaj sytuacją. Ciekawe, co chodziło mu po głowie?
Alfred wiedział, że dla europejskich personifikacji kwestia zachowania anonimowości to jak życia i śmierci. O dziwo, w Stanach ten temat był traktowany bardzo luźno i całkiem sporo osób, a przynajmniej wojsko, co bardziej wpływowi politycy i generalnie większość amerykańskiej elity, zdawała sobie sprawę z istnienia personifikacji. Inna sprawa, że znacznie mniejsza część tych ludzi choć raz stanęła oko w oko z Alfredem, a współpracował już naprawdę z nielicznymi, skupiając się głównie na prezydencie i jego administracji. Może to zabawne, ale Amerykanie nie mieli chęci odkrywać, kto dokładnie jest ich personifikacją, jak wygląda czy jaki ma charakter. Jeszcze w XIX wieku istniały teorie, że Alfred jest kimś na kształt proroka USA i może im powiedzieć, co się stanie w przyszłości, a za Wojny Secesyjnej nagminnie pytano go, która strona wygra. To wtedy, po tej wojnie, ograniczył do minimum swoje pokazywanie się w towarzystwie wpływowych ludzi z kraju. Ale ciągle mu się zdarzało i jakoś nikogo to specjalnie nie interesowało, a on nie czuł się przez to ani trochę zestresowany.
Taka psychika.
- Zdaje mi się, że pan Kirkland nie umie być otwarty na inne kultury - wyjaśnił Smithbackowi. - Żywi nieuzasadniony uraz do mojego państwa. - Rzekł z naciskiem na drugie słowo. - Ja osobiście naprawdę polecam panu Stany Zjednoczone. Wielka Brytania cierpi na dziwny rodzaj... szarości, podczas kiedy moje państwo jest zawsze jasne i w taki prosty sposób piękne. - Alfred napił się jeszcze łyk piwa i ciągnął: - A czwartego lipca to już w ogóle... wszędzie flagi, radość, tryumf, fajerwerki... najpiękniejszy dzień w roku. Bezsprzecznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nieodwołalna Konieczność
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 226

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Pią Wrz 21, 2012 7:59 pm

O tak, William widział, że powiedział coś, co w tym momencie miał powiedzieć. W jakiś niemożliwy do wyjaśnienia sposób spojrzenie Kirklanda zmieniło się. Możliwe, że użył jakiegoś słowa-kluczu, każdy człowiek takowe posiada. Autorce tego posta wystarczy powiedzieć "Rzeszów", żeby zaczęła myśleć o swoim tajemniczym ukochanym, więc taki Kirkland też mógł mieć podobne skojarzenia z jakimś słowem.
- Ja nie nadaję się do interesów, jestem twórcą. Tylko co z tego, skoro charakter mojej pracy nie daje mi szansy na rozwój? Szukam jakiegoś wielkiego tematu, żeby móc skończyć z tym, czym się teraz zajmuję i zabrać się za jakąś naprawdę poważną rzecz. Mógłbym pojechać jako przedstawiciel mediów najakąś wyprawę badawczą... ale to chyba jeszcze nie te czasy...
Zasępił się. Jeszcze się na dobre nie zastanawiał, co miałby robić PO napisaniu bardzo ważnego, przłomowego artykułu jego życia. Wierzył, że będzie pięknie i różowo... Musi tak być. Skończy z tą redakcją pomyjowych gazet i dostanie jakąś świetną pracę. Tak ma być, tak musi być.
- Widzę, że bardzo kocha pan swoją ojczyznę... - postanowił się z nim podroczyć. - Dla mnie to tylko miejsce, gdzie mieszkam, bądźmy szczerzy, jaka to różnica czy jestem Amerykanime, czy może Anglikiem? Nie da się zaprzeczyć, Londyn ma swoją duszę, ale nie znaczy to, że w Stanach nie ma dosłownie nic.
Pociągnął łyk piwa.
- Czy właśnie dlatego panowie się tak sprzeczają? Dwaj nałogowych wręcz patriotów, dosłownie jak Polak komunista i Ruski komunista, nie ma mowy, żeby się dogadali!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://weltkrieg.forumpl.net
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Nie Wrz 23, 2012 2:50 pm

- Mam rozumieć, że ja jestem pana wielkim tematem? - zapytał Anglia, bardziej retorycznie i posyłając rozmówcy kolejne już kpiące spojrzenie. - W historię o, cokolwiek pan sobie ubzdurał, uwierzy, mniej więcej, tyle samo ludzi, co w bajki o wróżkach.
Biedne wróżki, przeszło mu przez myśl, kiedyś ludzie o wiele łatwiej wierzyli w rzeczy, których nie rozumieli.
Zauważył dziwną minę Smitchbacka, ale nawet się nad nią nie zastanowił. Bardziej zajęło go planowanie, czy powinien już teraz, czy dopiero za dłuższy moment, sprowadzić rozmowę na istotniejsze tematy. Droczenie się z tym mężczyzną było całkiem zabawne, w każdym razie o wiele ciekawsze niż rozmowy z Ameryką, który najwyraźniej złożył przed wyjazdem na Wyspy jakieś śluby milczenia, więc...
- I kto tu jest zamknięty na inne kultury - mruknął w odpowiedzi, patrząc na Alfreda krzywo. - Wiele ich spotkałem w życiu, a ty? Wy, Amerykanie nie wiecie o niczym, co sięga dalej niż czubek waszego nosa.
W tym momencie Anglia zaczynał się irytować, a sprawę przypieczętował jeszcze Smitchback ze swoim genialnym komentarzem. O ile Arthur poznał wielu ludzi, dla których kraj nie miał żadnego znaczenia, ach, najwięcej z nich na dworze królewskim, to mimo wszystko... Mimo wszystko uznał tego człowieka za wyjątkowo niewdzięcznego.
- Nie wiem - odpowiedział kwaśno. - Nie wiem, jaka jest różnica, ale nie zamieniłbym tego, co mam. Będąc Amerykaninem miałbym sto sześćdziesiąt dwa lata dziedzictwa, niezbyt fascynująca liczba. Pewnie ich książki do historii są cienkie, jak instrukcja obsługi dzidy - uśmiechnął się cynicznie. - Chyba, że akurat zamieszczają swoją listę gorzkich żali do Brytyjczyków. I ma pan rację, Smitchback, nie lubię tego narodu. To właśnie chciał pan usłyszeć, racja?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Pon Wrz 24, 2012 5:49 pm

Na Alfreda także obecność Smithbacka działała kojąco. Przynajmniej gość był konkretny, zdecydowany, emanował pewnością siebie i optymizmem i do tego wszystkiego nie był jakimś chorym, brytyjskim patriotą. Idealny towarzysz - w przeciwieństwie do Arthura.
- Ależ, wiemy o wielu rzeczach, ale to nie znaczy, że we wszystkie sprawy musimy się mieszać. Europa to nie nasz świat. To coś bardzo odległego, powiedziałbym - oznajmił całkiem wesoło Alfred.
Słuchając dalszych słów Anglii, niemal udławił się piwem ze śmiechu.
- Sto sześćdziesiąt dwa? Widzę, że ma pan to wszystko bardzo ładnie wyliczone, panie Kirkland - rzucił. Przecież tak szczegółowe liczenie było aż podejrzane - już wyobrażał sobie Arthura, zaszywającego się co rok czwartego lipca w swoim pokoju i mówiącego ponurym głosem: "Sto sześćdziesiąt." Rok później: "Sto sześćdziesiąt jeden". Ta myśl dość mocno rozbawiła Stany Zjednoczone.
Zaraz jednak zreflektował się i rzucił do Smithbacka:
- Zgadzam się z panem, zdecydowanie nie jest tak, że w Stanach nic nie ma. Wręcz przeciwnie, u nas jest wiele imponujących miejsc, co się angielskie do nich nie imają. Wielu nie stworzyły ręce ludzkie, a łaskawa dla mojego kraju natura. - Alfred westchnął, upił jeszcze łyk i dodał: - Mnie z kolei naród brytyjski absolutnie nie leży. Skłamałbym, gdybym stwierdził, że mi z tego powodu przykro.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nieodwołalna Konieczność
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 226

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Sro Wrz 26, 2012 6:16 pm

- Owszem. Może pan nim być, o ile tylko pan zechce... - powiedział Smithback z błyskiem w oku. - W zasadzie to każdy może być tematem, ale tylko nieliczni wielkim tematem. Kto będzie chciał czytać historię o rutynie pracy w fabryce madame X? Za to historia o nazwie: Duchy w piwnicy przy Coventry Street brzmi już nieco lepiej. Prawdziwie wielki temat zdarza się raz na bardzo długo, wciąż takowego szukam, nie zaprzeczę...
Historia o duchu w piwnicy nikogo już nie zadziwi, stało się to nudne. Morderstwa i tajemnicze zniknięcia również. Świat czekał na coś nowego, zupełnie nowego.
Krążył wokół tematu jak sęp, w końcu któreś z nich powie słowo za dużo i wtedy dopiero zacznie się dyskusja!
- Bez urazy, panie Kirkland, ale dla człowieka, który żyje dopiero jakieś trzydzieści lat, nie ma różnicy, czy to dziedzictwo ma lat sto, sześćset czy tysiąc. Liczy się tu i teraz, to, że mi w czasie deszczu dach przecieka i nie mam za co kupić nowych butów. A pan mi prawi wykłady na temat dziedzictwa.
I teraz panowie mogliby się zacząć kłócić, czyja ojczyzna jest lepsza. William westchnął ciężko.
- I jedno państwo ma swoje zalety, i drugie. To samo z wadami. I tu się znajdzie coś ciekawego, i tu, więc lepiej się o to nie kłóćmy, bo wzajem się nie przekonamy.
To brzmiało aż podejrzanie mądrze z ust Smithbacka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://weltkrieg.forumpl.net
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Sro Wrz 26, 2012 7:26 pm

- Ale nie każdy uwierzy w opowiastkę na duchach - odparł spokojnie Arthur, ignorując wcześniejszy przytyk. - A o pracy w fabryce można napisać dobry reportaż, zrobić z tego tło dla czegoś większego. Może pokazania życia w niższych warstwach i uwydatnienia słabości państwa? Wszystko może być dobrym tematem, panie Smitchback. Kwestia, czy woli pan pójść na na skróty i napisać bzdury o deszczu żab w Canterbury.
Anglia prawie zaczynał wczuwać się w rozmowę, w końcu od pewnego czasu nie miał okazji porozmawiać z naprawdę interesującym człowiekiem. Nawet jeśli Smitchback był irytujący, to miał w sobie pewien rodzaj charyzmy i pasji, którą Anglia cenił w ludziach. Mimo to wszystko musiał, oczywiście, spieprzyć, Alfred. Rzucił mu tylko poirytowane spojrzenie sugerujące, że lepiej było, kiedy się nie odzywał. Co za tępy bachor.
Bo ja pamiętam, Ameryko. Każdy cholerny rok twojej niewdzięczności.
Potem nieświadomie znowu zwrócił swoją uwagę na dziennikarza. Równie nieświadomie zniknęło jeszcze trochę piwa i Anglia zaczął czuć, że sytuacja bawi go odrobinkę bardziej niż normalnie.
- Więc jest pan pragmatykiem - powiedział po prostu. - To dobra rzecz, typowa dla Anglików, chociaż pan przypomina bardziej Brytyjczyka. Więc niech pan spojrzy na Amerykanów - posłał krótki uśmiech w kierunku Alfreda. - Ich rząd być może jest pragmatyczny, ale sam naród to idealiści. Kochają swój kraj i będą go kochać, podczas gdy Anglicy zaczną się pytać, dlaczego ich państwo pozwala, by dach przeciekał. Będą narzekać - oświadczył z czymś na kształt dumy w głosie. - Albo sami zalepią sobie czymś dach. I wiesz co, Smitchback? Urodziłeś się tutaj, dostałeś język, naszą opiekę i przeszłość, a także pewien rodzaj mentalności. Nie dostałeś tego od Ameryki. Nigdy nie będziesz Amerykaninem.
Rozgadał się, ale cóż... Mógł o tym mówić godzinami. A kiedy Anglia mówił o takich rzeczach, zwyczajni ludzie potrafili to czuć. Nawet tacy jak Smitchback. To była po prostu jedna z tych niewytłumaczalnych rzeczy, która towarzyszyła personifikacjom kraju. Nie byli w końcu zwyczajnymi ludźmi, więc ich słów też nie odczuwało się całkiem zwyczajnie. Kiedy Anglia naprawdę chciał, potrafiłby przekazać słowa tak, że trafiłyby do samego serca. Ale akurat na tym mu nie zależało. Chciał tylko, żeby Smitchback do końca upewnił się w swoim przekonaniu, że wie, z kim ma do czynienia.
- Nie kłócę się - odparł niedbale. - Forsuję swoje racje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Sob Wrz 29, 2012 8:12 pm

Alfred przysłuchiwał się słowom najpierw jednego, potem drugiego z panów, kiwając przy tym głową. Gdy Arthur zaczął gadać o cudownym, narzekającym narodzie brytyjskim, USA się nawet minimalnie uśmiechnął.
- Kochanie swojego kraju to podstawa - wtrącił do monologu Arthura. - Uważam, że to jest w moich ludziach niesamowite. - A gdy Anglia skończył, Alfred dodał jeszcze: - Zobacz pan, panie Kirkland, sto sześćdziesiąt dwa lata, a jakie osiągnięcia. Nie byłyby nawet w połowie tak duże, gdyby moi ludzie nie robili tego, co robią, dla kraju. I nie z przymusu, jak w państwach komunistycznych. Wyłącznie z miłości.
Alfred uśmiechnął się, a w jego głowie, niczym na filmie, przeleciało kilkaset wspomnień z jego życia. Popijał powoli, zerkając na Arthura, a potem znowu przyjrzał się Smithbackowi. Aleśmy odeszli od pierwotnego tematu, pomyślał. Może to i dobrze.
- Faktycznie, to jeszcze nie podpada pod kłótnię - przyznał swobodnie, nawet nie zwracając uwagi na to, że zgadza się z Anglią. Dla niego nie była to nawet w małym stopniu sprzeczka; to był jego normalny styl konwersacji z Arthurem. Jeśli już musiała nastąpić, wyglądała tak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nieodwołalna Konieczność
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 226

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Pon Paź 01, 2012 7:36 pm

- Nie twierdzę, że nie! W chwili obecnej chcę jednak powiedzieć, że szukam prawdziwie wielkiego tematu, mam nadzieję, że pan to rozumie, panie Kirkland? I gdybym chciał pisać o słabości państwa, byłoby to pisanie o słabości państwa właśnie, a nie o fabryce. Gdybym miał lepszą posadę, mógłbym pisać o za wysokich podatkach, błędach rządu i tym podobnych...
Smithbackowi było już w sumie nieważne, gdzie ma pracować. Liczyła się dobra gazeta, ale z jakichś powodów żadna w Anglii Williama zatrudnić nie chciała. Taki szczegół. Zostały więc Stany.
- Czasami po prostu nie ma się wyboru, panie Kirkland. I mogę się założyć, że w Ameryce miałbym pieniądze na zalpienie tego dachu, nie tak, jak tutaj... Ale za to nie mógłbym pisać artykułów o złym rządzie, który nie daje swoim obywatelom zarobić na chleb. Ciężki dylemat, panie Kirkland... Właściwie to nie. Nawet nie mam za co wyjechać - powiedział Smithback i westchnął. - Choć nie ukrywam, myślę, że mnie pan dość przekonał. Ale hej, czy w Ameryce nie każdy jest skądś? Rdzennymi Amerykanami są przecież Indianie, nieprawdaż?
I wtedy Smithback ZROZUMIAŁ. Zrozumiał, że oto siedzi przed nim personifikacja jego kraju we własnej osobie. Olśnienie przyszło z nagła i niespodziewanie, niczym światło padające prosto w oczy po wyjściu z jaskini Platona. Bill zrozumiał.
- Myślę, że zrozumiałem... Anglio...
Nawet nie zwrócił uwagi na słowa Amerykanina, tylko wpatrywał się w Kirklanda jak w złoty posąg.


Ostatnio zmieniony przez Nieodwołalna Konieczność dnia Pon Paź 01, 2012 11:01 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://weltkrieg.forumpl.net
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Pon Paź 01, 2012 8:29 pm

Naprawdę jest w nim coś brytyjskiego. Cóż, byle kto nie odkryłby tej tajemnicy.
- Pisanie o słabości państwa rzeczywiście robi się nudne - potwierdził. - Zwłaszcza, kiedy państwo ma dobre wytłumaczenie do swoich problemów.
Poza tym Arthur słuchał, że Anglia schodzi na psy gdzieś tak mniej więcej od czasów podboju normandzkiego. Minęło ponad tysiąc lat i ciągle schodził, schodził, ale zejść nie mógł. Czasami w przypływach humoru stwierdzał, że ta droga musi być w takim razie kosmiczna druga.
- Niech pan nie obwinia kraju o to, że jest pan nieudacznikiem - odpowiedział mocniej niż do tej pory, chociaż nie wyglądał na specjalnie złego. Ciągle się uśmiechał. - Choć nie twierdzę, że pan nim jest, Smitchback.
Arthur nigdy nie słyszał tego nazwiska w odniesieniu do współczesnych dziennikarzy. Nie podejrzewał, żeby ten cały Will pracował w jakiejś dużej gazecie i, żeby jego kariera była szczególnie lotna. Nie wyglądał na takiego człowieka ani nie zachowywał się jak on. Zbyt desperacko próbował odnaleźć swój wielki temat.
I dobrze. Nikt nie zauważy jego zniknięcia.
Anglia zobaczył zrozumienie w oczach dziennikarza. Jednak słysząc jego pytanie nie zareagował w jakikolwiek sposób zdradzający, że jest zdenerwowany. Z nieprzeniknionym wyrazem twarzy pochylił się w stroną Smitchbacka i wymruczał, uśmiechając się porozumiewawczo:
- W istocie, mam wiele różnych imion - odczekał sekundę dla efektu i wstał, ignorując Amerykę. - Ale cóż, robi się późno. Myślę, że ja i pan Jones wróćmy już do siebie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nieodwołalna Konieczność
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 226

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Pon Paź 01, 2012 11:39 pm

Nieudaczników na tym padole ziemskim bywało wielu i nie było to niczyją winą. Ich samych również. Często na czyjeś życie wpływa fakt, czy w danej chwili ktoś miał najzwyklejsze szczęście, czy też nie. Nic na to nie jesteśmy w stanie poradzić. Niektórzy wierzą w przeznaczenie. Jet to zarówno dobre, jak i złe. Wówczas mamy pewność, że jest dla nas przewidziana jakaś rola w życiu, ale są też osoby, które będą chciały je poznać, a najlepiej zmienić. Uda im się bądź nie. A czy ty wierzysz w przeznaczenie?
- Nie wiem już, jak o sobie myśleć czy jak się określić. To wcale nie jest takie proste, kiedy jest się tylko głupim, drobnym człowiekiem, jednym z wielu - powiedział dziennikarz, krzyżując ręce. - Ktoś powie, można było mieć lepsze oceny, iść do innej szkoły. Inny - przyłożyć się do tego, co się robiło, postarać się. Może łapać różne okazje, które się tak po prostu wypuściło z rąk? Może w ogóle pójść inną drogą?
Życie to ciężki biznes.
Czyli miał rację! Smithback poczuł się niesamowicie dumny ze swojej osoby, ale... chwila.
- Teraz? Późno? A-ale...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://weltkrieg.forumpl.net
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Wto Paź 02, 2012 12:49 pm

- Na dłuższą metę, każdy rodzaj człowieka jest przydatny - odpowiedział Anglia, choć bez szczególnego zainteresowania. Żebracy, kulawi i chory, nigdy jakoś mu się specjalnie nie przydali. Czasami można było zrobić z nich kozła ofiarnego, a czasami po prostu poczuć się jak ktoś lepszy. - Może z wyjątkiem Francuzów.
No przecież musiał to powiedzieć. Jaką byłby Anglią, gdyby nie oczerniał Francuzów przy jakiejś drobnej okazji? To była przecież tradycja, prawie tak ważna jak picie herbaty czy narzekanie na pogodę.
Z drugiej strony, chyba po raz pierwszy poczuł coś na kształt delikatnego rozczarowania w związku z zachowaniem Smitchbacka. Wyglądał jak dziecko, które znalazło drogie urodzinowe prezenty w szafie rodziców, a koniec końców patrzyło, jak wszystko dostaje o kilka dni młodszy kuzyn.
- Ale? Jeśli pan chce, może nas odprowadzić - doprecyzował już trochę bardziej sugestywnie, jakby bał się, że i tym razem dziennikarz nie załapie. - Tutaj i tak jest zbyt duszno.
Tym samym Anglia zostawił na stole zapłatę i razem z Alfredem wyszedł na zewnątrz. Ameryka w dalszym ciągu prawie się nie odzywał, co akurat było zupełnie do niego podobne ostatnimi czasy. Zupełnie jakby na czas pobytu na wyspach przeszedł w stan uśpienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nieodwołalna Konieczność
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 226

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Wto Paź 02, 2012 11:40 pm

Smithback lekko uśmiechnął się na wspomnienie o Francuzach. Tak, ten motyw ani razu się jescze w ich rozmowie nie pojawił, a powinien. Co to za rozmowa angielsich dżentelmenów, jeżeli nie pojawiają się w niej żadne niemiłe uwagi na temat Francuzów? Powiedziałby, gorsza niż próby dogadania się z Hitlerem, ale, że to ostatnio była dość drażliwa kwestia, nie odezwał się.
Słysząc kolejną z wypowiedzi Anglii, William odzyskał siły witalne. No tak, przecież mógł wpaść na to bez żadnych wskzówek. Sierota z niego niesamowita. Aż wstyd.
- Oczywiście - rzucił, i widać było, że faktycznie odżył. Dopił to, co jeszcze w jego kufelku zostało i wstał od stolika. Wychodząc, nadepnął jakiemuś dżentelmenowi na stopę, ale kto by się tam przejmował... Później starał się nie zwracać swojej uwagi na siebie, aż do momentu, w którym prawie przewróciłby stojący nieopodal pusty stołek. William Smithback Junior w pełnej krasie, ale czy to jego wina, że taki tłok w tym lokalu?
Wyszli na zewnątrz i w końcu był w stanie zaczerpnąć nieco świeżego powietrza. To, że byli w środku miasta, znaczenia nie miało. Zmrużył powieki. O czym to on miał... A.
Spojrzał na Anglię, potem na tego drugiego. Sam nie wiedział, o co teraz pytać.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://weltkrieg.forumpl.net
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Czw Paź 04, 2012 12:56 pm

Czuję się olana. D :

Alfred siedział w milczeniu, przysłuchując się dyskusji Arthura z dziennikarzem i popijając piwo. Gdy ujrzał dno kufla, nawet nie chciało mu się zamawiać kolejnego, poza tym, miał dziwne przeczucie, że i tak nie zdążyłby go dobić. W końcu Anglia znudzi się rozmową z natarczywym obywatelem swojego kraju, po prostu wstanie i będzie chciał wyjść, a Alfred nie miał ochoty oponować w takiej sytuacji. Jemu było wszystko jedno, czy będą tu, czy gdzie indziej, skoro wszędzie dookoła znajdował się jeden i ten sam Londyn.
Gdyby w towarzystwie pojawił się przynajmniej jeden Amerykanin, Alfred pewnie natychmiast stałby się rozmowny, ale wobec braku takowego, zacisnął usta i oczekiwał.
W końcu się doczekał - w Smithbacku zabłysło zrozumienie. Tak to jest, jak się rozmawia z kimś spoza rządu o takich sprawach. A jak ten ktoś cię podejrzewa, to już w ogóle.
Alfred zerknął na Anglię, ciekaw, co ten zrobi - i, tak jak się Jones domyślał, Arthur po prostu wstał i pożegnał się. Amerykanin poszedł więc za nim.
Wyszli razem z lokalu, a Smithback po chwili stanął obok nich.
Czy Anglia będzie próbował coś mu zrobić?, zastanowił się Alfred.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Czw Paź 04, 2012 1:30 pm

Przepraszam D:


...spił się jednym kuflem.
Anglia poczuł do Smitchbacka pewien rodzaj respektu. Nawet on nie miał tak słabej głowy, na litość królowej, potykał się o własne nogi dopiero po dwóch albo trzech mocnych kuflach. A teraz nawet nie wiedział, czy powinien się cieszyć. Z podpitym, wylewnym dziennikarzyną sprawy potoczą się o wiele łatwiej, ale miał nadzieję na pociągnięcie interesującego tematu. Od lat nie miał okazji wygadać się w tak wylewny sposób.
Wyszli jednak na zewnątrz, a kiedy Anglia odetchnął mroźnym powietrzem poczuł się o wiele trzeźwiej.
- Masz zamiar milczeć do samego końca, Ameryko? - zapytał kpiąco, korzystając z tego, że pod pubem panowały już kompletne pustki. Zostać tu było jednak nierozsądnie, więc Arthur pierwszy poszedł w głąb ulicy; w stronę przeciwną od jego domu. - A co do ciebie, Smitchback, zapytam z ciekawości. Kiedy natrafiłeś na pierwsze ślady?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nieodwołalna Konieczność
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 226

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Pią Paź 05, 2012 11:36 pm

Ci dwaj poszli przed siebie, więc logicznym być mogło, że Smithback pobieży za nimi. Miał to tak teraz zostawić? Kiedy już był pewny i... może nie dowiedział się niczego przełomowego, ale może jeszcze dowie. To dopiero początek przy... gody.
Nie, wcale nie był pijany! To się tylko zdawało! Oczywiście, że nie był. Był tylko bardziej niezdarny niż zazwyczaj, ale to nic takiego. I trzeźwy William czasem to i owo przez przypadek zniszczył. Nie ma się czym martwić.
- Ameryko? - zapytał, całkowicie nie rozumiejąc. Biedny Smithback się zgubił. I oczywiście mamy tu na myśli stan umysłowy, a nie położenie geograficzne...
Konkretniejsze pytanie. Ono wymagało czegoś więcej niż tylko powtórzenia słów rozmówcy. Wręcz przypomnienia sobie faktów.
Smithback, prosimy, nie udawaj pijaczyny i łaskawie ogarnij się.
- Interesuje pana konkretna data? Ciężko by było ją podać... To nie trwa tydzień czy dwa, tylko dłużej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://weltkrieg.forumpl.net
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Sob Paź 06, 2012 7:15 am

Alfred uśmiechnął się krzywo. No tak. Skoro personifikacyjność Arthura została odkryta, to dlaczego jego miałaby nie być? Zastanowił się chwilę, czy wyjaśnić, czy jak zwykle wszystko zostawić na karbie Anglii. W końcu rzucił tylko:
- Cóż, jestem patriotą, czyż nie? - I uśmiechnął się szeroko, ale zdecydowanie dość sztucznie. Pewnie Smithback i tak już połączył fakty - tajemniczy mężczyzna, którego uznał za personifikację Anglii, mówi do swojego towarzysza "Ameryko". Nad czym tu się zastanawiać?
Następnie Alfred zerknął na Arthura. Ten nadal nie zdawał się być spięty, ale Amerykanin podejrzewał, że kombinuje, co powinien w obecnej sytuacji uczynić. Cóż, to już naprawdę nie była sprawa Alfreda.
Podobnie, jak ta wojna, którą wszyscy tutaj przewidują, pomyślał, przez co na jego twarz wystąpił kolejny krzywy uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Sob Paź 06, 2012 1:07 pm

Cóż, Anglia obrócił głowę i przez chwilę wbijał w Smitchbacka wzrok pełen dziwnej ponurej satysfakcji. Być w towarzystwie człowieka, który właśnie zachował się dokładnie tak, jak czysto krwisty Anglik powinien... Czyli spić się małą ilością piwa i stracić przez to szansę swojego życia - Arthura napawało to jednocześnie rezygnacją i pewnym poczuciem dumy. Ot, coś w stylu ojca widzącego, jak syn popełnia dokładnie te same błędy, co on.
Zrobił krok w kierunku Alfreda tak, że prawie stykali się ramionami i nachylił się w jego stronę, mamrocząc konspiracyjnie, żeby William go nie usłyszał.
- Nie sprawi już dzisiaj problemu, ale i tak nie mogę go tak zostawić - powiedział cicho. - Jest pijany, cóż, mógłby być bardziej, więc jak wrócimy do domu, spróbujesz coś w niego wcisnąć.
A potem odsunął się i dodał na głos:
- Twój patriotyzm zahacza o megalomanię, Ameryko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nieodwołalna Konieczność
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 226

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Pią Paź 12, 2012 10:59 pm

Smithback domyślił się i skojarzył fakty. Zapewne, bo nic nie powiedział, tylko gapił się to na jednego, to na drugiego. Aha, czyli ten drugi to jest Ame... Stany Zjednoczone? To w ogóle możliwe?
Nie da się ukryć, William miał niesamowite szczęście. Tylko co dalej, geniuszu, jakie kroki czynić teraz?
Wszystko wydawało się piękne, ale tylko w sferze planów. Rzeczywistość to spadanie ze schodów na główkę.
- Eeem... Panie Kirkland, chciał pan jeszcze o coś zapytać?
Może zabrzmiał jak sierota, ale lepiej tak niż stać, gapić się i kompletnie nie wiedzieć, w jaki sposób się odezwać. Milczeć wręcz nie wypadało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://weltkrieg.forumpl.net
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Sob Paź 13, 2012 11:40 am

- Nie, nie chciałem o nic zapytać - oświadczył dziarsko, odwracając się w stronę Smitchbacka. - To pan był tu tym od pytań, zapomniałeś już?
Anglia dobrze znał te okolice, więc instynktownie skręcał w kolejne uliczki, zwyczajne dzielnice mieszkaniowe, każda ulica praktycznie identyczna, co kolejna. A, że na zewnątrz było już całkiem ciemno, nic dziwnego, że normalny człowiek już dawno by się pogubił. I na dodatek nie było tu ludzi, bo cóż, większość pewnie już zasypiała.
- No, chyba, że pytaniem będzie zaproszenie do mnie - dodał ciszej, spowalniając kroku, by Smitchback mógł się z nimi zrównać. - Na rozmowę i może coś do picia. Co pan na to? - zapytał retorycznie. Opinia Willia na cokolwiek przestała mieć dla Anglii znaczenie już dobrą chwilę wcześniej. Teraz dziennikarz mógł najwyżej nadal być głupcem i nie sprawiać problemów, albo być większym głupcem i zrobić coś, co Anglię zirytuje. A to zwykle nie kończyło się dobrze dla kogokolwiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nieodwołalna Konieczność
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 226

PisanieTemat: Re: Angielski pub   Czw Paź 18, 2012 7:05 pm

- A i owszem, ja nie zapomniałem... Tylko potem straciłem wątek.
Nie robić z siebie sieroty, Bill, nie robić. Masz szansę dowiedzieć się czegoś więcej, lepiej tego nie sknoć, jak to masz w zwyczaju. Nawet jeżeli nie wielki artykuł, można by napisać surrealistyczną powieść i zapoczątkować nowy gatunek fantastyczny. Dlaczegóż by nie.
- Właściwie to... jak to jest?
Fakt, już się pogubił. W głowie mu się kręciło, i jeszcze te ciemności... Gdyby znał te okolice, to wszystko wyglądałoby inaczej, ale, jako, że ich zupełnie nie kojarzył, stała się oczywistość. William zupełnie stracił orientację w terenie, pozostało wierzyć, że mister Kirkland alias Anglia nie zamierza go teraz wykończyć ani wrzucić do rzeki. Mniejsza z tym, że na razie żadnej rzeki nie było widać.
- Naprawdę? C-cóż... Nie mógłbym nie odmówić...
To było coś, naprawdę! Ale będzie wspaniała fabuła!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://weltkrieg.forumpl.net
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Angielski pub   

Powrót do góry Go down
 
Angielski pub
Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Wielka Brytania-
Skocz do: