IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Londyńskie przed-przed-przed-mieścia

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Czw Wrz 20, 2012 8:03 pm

Kiedy wyjeżdżali z Londynu dochodził zmierzch. Godzinę później jechali dalej, a noc była już czarna jak angielski pudding.
Anglia skręcał po drodze kilkakrotnie, tak, że nawet rodowity Anglik mógłby się pogubić. Tereny, w które wjeżdżał powoli przestały przypominać miasto i robiły się dziksze. W każdym razie na tyle dzikie, na ile może być w większości zurbanizowany teren.
Mijali właśnie średniej wielkości miasteczko, ale Anglia nie zatrzymał się nawet na chwilę.
- Zła wiadomość jest taka - powiedział nagle. - Że może nie starczyć nam paliwa na powrót. Co ty na to, żeby wrócić się pieszo? - Żartował, ale ton miał śmiertelnie poważny. Cóż, można powiedzieć, że chciał dać Ameryce kolejny powód do narzekania.
Tymczasem minęli miasteczko, a samochód wjechał na bardziej wyboistą drogę. W tym momencie Anglia się zatrzymał i dopiero wtedy zrobiło się naprawdę cicho. Praca silnika, niezbyt głośna, ale zauważalna, zniknęła i nagle jej brak wydał się dziwnie zauważalny. Na zewnątrz było zupełnie czarno, więc trudno było dostrzec cokolwiek poza jednym wielkim niczym.
- Jesteśmy prawie na miejscu - dodał Arthur cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Pią Wrz 21, 2012 12:05 pm

Na początku drogi Alfred myślał, że Arthur chce go po prostu zawieźć w jakieś nudnawe miejsce Londynu, kazać mu wejść na szczyt Big Bena i gapić się na Londyn, który z góry na pewno będzie tak samo szary i brzydki, jak z dołu. Potem, gdy wyjechali z miasta, Amerykanina zaczęły ogarniać wątpliwości, czy w ogóle przeżyje tę podróż. Gdy po obu stronach drogi były już tylko drzewa, Alfred zaczął obstawiać, za ile minut Arthur zatrzyma się i wywali go z samochodu. Potem Anglik oznajmił, że prawdopodobnie będą wracać piechotą, ale dla Stanów był to oczywisty dowcip, jeden z tych typowo angielskich i śmiesznych tylko dla mówiącego.
Przez całą drogę Alfred nie odezwał się ani słowem, przyglądając się widokom za szybą i porównując je z tymi, które widywał w USA. W ogólnym rozrachunku wyszło, że te ze Stanów były pod każdym względem lepsze, a Amerykanin czuł coraz dogłębniej trawiącą go od środka tęsknotę za domem. Gdy obudził się w londyńskim pokoju, przez chwilę nie chciał otwierać oczu, łudząc się, że poczuje zapach swojego mieszkania w Waszyngtonie, ale nic takiego się nie stało. Nadal tylko odór angielskiej chałupy. Otworzył wówczas oczy, wsparł się na łokciu i przetoczył ciągle sennym spojrzeniem po pomieszczeniu, stopniowo przypominając sobie własny, nieprzyjazny sen. Jakiś dziwny miks wydarzeń z Wojny Secesyjnej i tej o niepodległość nieźle popsuł mu nastrój - o ile w obecnej sytuacji mógł on być jeszcze gorszy.
Cholera, pomyślał Alfred, opierając czoło o szybę. Kiedy wreszcie ta pieprzona Secesyjna zblednie i przestanie być koszmarem?
Przecież była przeszłością. Alfred pamiętał jak wczoraj tę chwilę, kiedy Johnson kładł mu rękę na ramieniu i mówił: "To już koniec, Alfred. Już wszystko w porządku.". I to, jak wtedy łzy stanęły Jonesowi w oczach i jak przez chwilę autentycznie nie mógł zrozumieć, że koszmar właśnie się skończył.
Potem miesiące odreagowywania i lepszego już patrzenia w przyszłość i nagle potęga.
Życie personifikacji państwa nie jest proste, pomyślał Alfred, ale dobrze jest wmawiać sobie, że jednak jest. Uśmiechnął się do siebie, ale zaraz uznał, że musi to głupio wyglądać, i mina mu zrzedła.
Jadą już i jadą.
Gdzie go ten Arthur prowadzi...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Pią Wrz 21, 2012 12:50 pm

Anglia westchnął, patrząc pusto przed siebie. Nie lubił być ignorowały w jakikolwiek sposób, ale sytuacja z Alfredem doprowadzała go powoli do szału.
- Zachowujesz się jak dziecko z autyzmem, Ameryko - zarzucił mu mrukliwie i otworzył drzwi od samochodu. Powietrze, które dostało się do środka było zimne i ostre, w jakiś sposób przyjemniejsze niż powietrze w Londynie. - Wysiadamy.
Wysiadł pierwszy. Zamiast porządnej drogi w tym miejscu zaczynała się już zwyczajna ubita ścieżka, która prowadziła w kierunku pobliskich pól i prowadziła w górę. Wszędzie w okół wyrastały łagodne, niewysokie wzgórza.
Anglia bez słowa podszedł do bagażnika i wyjął z niego dużą, czarną torbę, która już na pierwszy rzut oka wyglądała na ciężką. Zarzucił ją sobie na plecy z niejakim trudem, klnąc pod nosem na coś, co prawdopodobnie zawierało w sobie Alfreda.
- W porządku, możemy iść - dodał głośniej, wolną ręką domykając bagażnik. Odszedł dziwnie szybko, pomimo ciężaru na plecach wymijając Amerykę i prowadząc go w stronę wzgórz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Pią Wrz 21, 2012 1:07 pm

Gdybym coś mówił, byłbyś tak samo poirytowany, pomyślał Alfred, ale nic, naturalnie, nie powiedział. Wyszedł za Arthurem z samochodu i poczuł się lepiej, gdy świeże powietrze uderzyło go w twarz. Tu było lepiej, niż w Londynie. Natychmiast poczuł się mniej zniewolony i bardziej... niepodległy niczemu. Śmieszne, że nadal, po tylu latach, uwielbiał to słowo.
Anglia wyciągnął z bagażnika coś i Alfred pomyślał, że to napewno jest tępe narzędzie, którym zaraz zostanie ogłuszony. Udał jednak, że nic go to nie obchodzi. Spojrzał w niebo i ze zdumieniem stwierdził, że jest, jak na Anglię, zadziwiająco przejrzyste.
Gwiazdy.
Alfred spuścił głowę, poirytowany. Za bardzo mu te jasne punkciki na niebie przypominały USA, a rozumiał, że żeby tu przeżyć dłużej niż dwa dni, musi o USA myśleć jak najmniej. Przeto zwrócił spojrzenie ku Brytyjczykowi, który już zaczął iść, i, chcąc nie chcąc, Jones ruszył za nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Pią Wrz 21, 2012 1:28 pm

Kiedy oddalili się od samochodu nagle znaleźli się w miejscu, które mogło wyglądać identycznie zarówno dziesięć jak i pięćset lat temu. Były tu tylko pola uprawne, ale żadnej żywej duszy poza okazjonalnymi odgłosami nocnych zwierząt.
Mimo to Anglia szedł coraz dalej i dalej i coraz bardziej skupiając się na tym, że wcale nie dostaje zadyszki. Ciężar na plecach nie należał do najgorszych rzeczy, które zdarzało mu się nosić, ale w ciągu ostatnich kilku miesięcy największym wysiłkiem dla Arthura był stos zaległych papierów.
Nie minęło jednak pięć minut, kiedy wspięli się na jeden z najwyższych pagórków w okolicy. Anglia zrzucił torbę pod jedyne na pagórku drzewo, o tej porze roku prawie całkiem pozbawione korony.
- Jesteśmy - powiedział tylko odrobinkę zdyszanym głosem. - Pomyślałem, że Londyn i tak nie zrobi na tobie żadnego wrażenia, więc pokażę ci coś innego.
Odetchnął i machinalnie poprawił rozczochrane włosy, żeby nadal pozostały odpowiednio rozczochrane, a potem zbliżył się do Ameryki i uśmiechnął w dziwny, niepodobny do niego sposób. Szybko jednak odwrócił wzrok od młodszego kraju i spojrzał w górę, na niebo.
Tak daleko od miejskich świateł noc nie mogła być piękniejsza.
- Spójrz na to - poradził spokojnie. - Wiesz, co to jest?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Pią Wrz 21, 2012 5:26 pm

Alfred prychnął. Chwilę temu postanowił sobie nie patrzeć w niebo, Arthur każe mu patrzeć w niebo. Ten sadysta pewnie doskonale wyczuwał jego tak przyziemne postanowienia. Mimo tego Amerykanin zerknął w górę, jakby nie chcąc wyjść na zupełne już dziecko z autyzmem. Wystarczy, że przestał grać wesołego i ciągle milczał - po co podkreślać zmiany w swoim zachowaniu jeszcze jakimś głupim uporem? Poza tym, jak miałby on się objawić? Wbiciem wzroku w ziemię?
Co to jest, pytał Arthur. O Jezu, jak to co.
- Niebo - odpowiedział Alfred, lecz ta odpowiedź wydała mu się niepełna. - Gwiazdy i księżyc - dodał. Księżyc, który odbijając światło słońca, papuguje po nim i próbuje błyszczeć równie jasno, co mu cholernie nie wychodzi. A mimo to jest w nim coś, czego słońce nie ma. Daje schronienie skrytym żołnierzom. Wywołuje w duszy jakieś dziwne poczucie. Można na niego patrzeć spokojnie, bo nie daje po oczach tak, jak ta dzienna gwiazda. Naraz Amerykaninowi przyszło jeszcze coś do głowy. - Miejsce, do którego mnie wyślesz, jak dalej będę cię irytował. - W tym momencie zorientował się w błędzie i spuścił głowę w dół, po czym, kopnąwszy butem ziemię, sprostował: - Ach, błąd. Ty byś mnie przecież wysłał do piekła, nie do nieba. - Alfred roześmiał się cicho na tę myśl, zaraz jednak spoważniał. Czyżby brakowało mu śmiechu i radości do tego stopnia, że zaczynał śmiać się jak głupi do sera?
Amerykanin zdusił nagły przypływ radości chrząknięciem i spojrzał gdzieś przed siebie, byle nie patrzeć na zarośniętą brwiami mordę przymusowego towarzysza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Pią Wrz 21, 2012 6:05 pm

- Dokładnie - odpowiedział, podtrzymując uśmiech. - Niebo i księżyc, identyczne jak w twoim kraju. Widzisz - zrobił krótką pauzę, jakby nieprzekonany do tego, co zamierza powiedzieć. Odchrząknął cicho i dokończył, zaskakująco spokojnym głosem.. - Kiedy byłem młodszy i latami nie wracałem do swojego kraju, tylko ta świadomość mnie pocieszała. Gdziekolwiek jesteś, niebo jest takie samo jak w domu.
W pewien sposób czuł, że Ameryka wyśmieje to głupie wyznanie. A jeśli nie, to na pewno go nie doceni. Ten chłopak go nienawidził i z wzajemnością, Arthur na sam jego widok czuł uścisk w żołądku i chęć, by jak natychmiast, tu i teraz, wyrzucić go ze swojego domu, z kraju, kazać zejść mu z oczu i nigdy nie wracać. Nienawidził Stanów Zjednoczonych. Ale pomimo to... Jakaś zdradliwa część chciała mu o tym powiedzieć. I zrobiła to, zupełnie szczerze, bez myśli o przeklętej wojnie, po prostu...
Właśnie dlatego uczucia są cholernie przereklamowane.
- Dlatego przestań w końcu zrzędzić, Ameryko. Tylko dlatego ci to mówię - dodał, spuszczając z przyjaznego tonu. - Wiem, że nie możesz się doczekać, żeby wyjechać. Dlatego siedź i patrz. To też twoje niebo.
A potem po prostu mu nie odpowiedział. Dla odmiany to on zignorował słowa Ameryki, krzyżując ręce nad piersią i uśmiechając się w dziwny, krzywy sposób.
Oczywiście, że wysłałbym cię do piekła... Gdybym tylko odzyskał tego chłopca, którego mi zabrałeś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Pią Wrz 21, 2012 6:47 pm

Moje niebo, pomyślał Alfred. Nie, to nie było to samo. Anglia mógł mu wmawiać, że to jego niebo, ale na "niebo" składało się wiele czynników. Nie tylko sam fakt jego istnienia, ale też ludzie, z którymi się je obserwowało, okno lub taras, z którego się na nie patrzyło, dźwięki, które się słyszało, podczas kiedy ono świeciło księżycem i gwiazdami. Jego niebo - to, które chciał w przyszłości dosięgnąć - było niebem nad Stanami Zjednoczonymi. Tym gaszonym przez światła Las Vegas, tym pochylającym się przyjaźnie nad plażą i morzem w Kaliforni, tym, na którego tle odcinał się Biały Dom.
Tu nie chodzi tylko o niebo, myślał Alfred, tu chodzi o mój kraj, do cholery!
Amerykanin szybko uspokoił się wewnętrznie, spojrzał na Brytyjczyka i zapytał:
- To wszystko, czy masz dla mnie coś jeszcze?
Teraz jednak nie spuścił z Arthura wzroku od razu, zaobserwował, że Anglia też jest poirytowany i zły ogólną sytuacją - ach, jakby tego nie wiedział. Tyle, że Alfred zobaczył coś jeszcze, a tego już nie umiał zidentyfikować.
Musisz być wściekły, żeś mnie wtedy nie dźgnął bagnetem.
Tak naprawdę Amerykanin zdawał sobie sprawę, że gdyby Anglia go wówczas zaatakował, umarliby obaj - Alfred przez bagnet, Arthur chwilę później, z rąk ludzi tego pierwszego.
Więc atak Brytyjczyka nie miałby wtedy żadnego sensu. Tak przynajmniej ocalił swoje życie - Alfred przeżył wbrew niemu, przy okazji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Pią Wrz 21, 2012 6:55 pm

Anglia spodziewał się takiej odpowiedzi, a mimo to poczuł, jakby Ameryka uderzył go w twarz. Coś zapaliło go w środku, złość i rozgoryczenie, trudna do powstrzymania chęć, by rzucić to wszystko w diabły...
Przynajmniej nikt nie powie, że nie próbowałem.
- Nie, Ameryko - odpowiedział zimno, spuszczając wzrok z gwiazd i patrząc w ciemność, w stronę Londynu. - Myślę, że z mojej strony to wszystko.
Tym razem Anglia rzeczywiście nie odezwał się więcej. Zacisnął tylko dłonie na ramionach, ściskając je mocno, aż poczuł coś na kształt bólu. Zrezygnowanie walczyło w nim z nienawiścią i naprawdę, właściwie to nawet dobrze. Nie będzie musiał się więcej poniżać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Pią Wrz 21, 2012 7:33 pm

Alfred sam zdziwił się tym, że nagle Anglia po prostu sobie odpuścił.
Czyżby z tego zrezygnował?, pomyślał zdumiony Amerykanin. Tak nagle?
Bo oczywiście Arthur chciał czegoś od Alfreda. To było jasne. Chciał wsparcia. Śmiał go pragnąć po tym, co dawniej zrobił. Amerykanin nie wiedział, czy bardziej go to wściekało, czy bolało. Bo dla Anglii przecież te prawie dwieście lat temu nie stało się nic ponadto, że zaliczył jeden, głupi bunt Kolonii.
Alfred stracił wtedy ojca.
Arthur dalej milczał i Amerykanin nie mógł się powstrzymać, by nie zerkać na niego od czasu do czasu, a z każdą chwilą coraz częściej. O dziwo, Anglik naprawdę nie próbował już inicjować rozmowy, milczał, zajęty myślami, które zapewne oscylowały wokół wywalenia swojego gościa z kraju. Tym lepiej dla gościa.
Alfred kątem oka zarejestrował, ze Arthur zaciska dłonie w pięści.
I naraz Jones, zdumiony sam sobą, odezwał się:
- Myślałem, że to ja jestem dzieckiem z autyzmem, a ty tym, co gada. Chcesz zamienić role? - To powiedziawszy, uniósł jedną brew do góry, a dłonie wepchnął w kieszenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Pią Wrz 21, 2012 8:15 pm

Tak, Anglia zrezygnował. Był zajętym krajem, dumnym krajem. Krajem, który bardzo starał się nienawidzić Stany Zjednoczne. Zawsze wykonywał rozkazy i robił wszystko, co byłoby dla niego najbardziej korzystne. Ale, na litość królowej, on też miał swój limit. W przypadku Ameryki i tak udało mu cię to przeciągnąć, ale w tym momencie miał już zwyczajnie, po ludzku dość. To on powinien być tym z pretensjami, on miał prawo uważać Amerykę za cholernego niewdzięcznego buntownika... Nie powinien się tyle przed nim płaszczyć. Ani myśleć, że te głupie starania może chociaż odrobinę coś zmienią.
Dlatego nie odzywał się, nie więcej nawet niż kilka minut, zajęty próbą uspokojenia się, która absolutnie nic mu nie dawała. To źle, bardzo niedobrze, kiedy popadał w ten stan, naprawdę przestawał nad sobą panować i...
- Słucham? - zapytał powoli, otrząsając się z zamyślenia i powoli skupiając wzrok na Ameryce. - Ty... Naprawdę to powiedziałeś?
Jednym, zaskakująco gwałtownym ruchem odwrócił się do niego tak, że stanęli twarzą w twarz.
- Wiesz co? Tak, zamieńmy się rolami - warknął z naciskiem, mrużąc groźnie oczy. - Ty będziesz mówił, a ja będę udawał, że jestem jak ściana. Pusta na zewnątrz i pusta wewnątrz, Ameryko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Sob Wrz 22, 2012 7:17 am

Już myślałem, że zapomniałeś, jak należy się denerwować, pomyślał Alfred. Czy czuł satysfakcję, że wreszcie udało mu się sprowokować i wyglądało na to, że przy okazji dopiec do żywego, Anglii? Bardzo prawdopodobne, że tak. Okazję kłótni czy nawet bójki mógłby wykorzystać, by wywrzeszczeć wszystko, co w sobie przez te lata chował, nie mając okazji powiedzieć Arthurowi, jak bardzo naprawdę go nienawidzi. Bo niby kiedy wcześniej miał to zrobić? W Yorktown, gdy Anglia kapitulował, odjeżdżając na koniu i nawet na niego nie spoglądając, jakby Alfred tego spojrzenia nie był wart? W Paryżu, gdy Francis ściskał Amerykanina za ramię praktycznie cały czas, nie pozwalając mu się nawet zbliżyć do Arthura? Potem, podczas Wielkiej Wojny, gdy były rzeczy znacznie ważniejsze nawet dla personifikacji Stanów Zjednoczonych, niż zawracanie sobie głowy starym wrogiem?
Alfred spojrzał w oczy Arthura.
- Uwierz mi, Anglio - powiedział, prostując się i korzystając z tego, że ma te kilka centymetrów więcej, które teraz dawały mu przewagę wzrostową nad przeciwnikiem. - Gdybym mówił do ciebie wszystko, co mam ochotę powiedzieć, byłbyś znacznie bardziej wściekły, niż jesteś w obecnej sytuacji.
A przynajmniej rozstrzelałbyś mi łeb, przebiegło przez myśl Ameryki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Sob Wrz 22, 2012 2:13 pm

DWA CENTYMETRY KUR.
Nawet jeśli Ameryka był odrobinkę wyższy, to Anglia miał w sobie o wiele więcej charyzmy. Zadarł dumnie podbródek i wbił pociemniałe od złości spojrzenie w Amerykę, wykrzywiając wargi w sposób, który niektóre osoby widziały tylko raz.
- Naprawdę Ameryko - wycedził. - Jak możesz być taki głupi? Myślisz, że nie wiem, co chciałbyś powiedzieć? Widać to we wszystkim co robisz.
I w tym właśnie jestem od ciebie lepszy, dodał w duchu, ja przynajmniej potrafię ukrywać, jak cholernie cię nienawidzę.
Cóż, może to nie była całkowita prawda. Od zakończenia wojny o niepodległość Anglia albo nie próbował na Amerykę patrzyć, albo traktował go z pogardą i nienawiścią. Do Alfreda nawet się nie zbliżał, ale Brytyjczycy przez lata traktowali Amerykanów z słuszną pogardą. Mieli prawo nienawidzić krnąbrnych Amerykanów, ich pewność siebie, okropny akcent, głupotę i skrajną niewdzięczność. Potem także ich rosnącą potęgę. Anglia cieszył się z tego, że mógł nienawidzić ten kraj razem ze swoimi ludźmi.
I dopiero niedawno, dopiero podczas wojny, kiedy wszystko zaczęło się walić, a nienawiść Anglii została zastąpiona goryczą, odkrył, że musi schować dumę i honor w kieszeń i spróbować... Czegokolwiek. Starał się być miły. Starał się nie czuć do Alfreda żalu, ignorować jego wzięte z kosmosu, że wszystko, co złe, to wina Anglii.
Teraz już się nie starał.
- I pewnie uważasz, że jesteś w jakikolwiek sposób dojrzały, bo nie powiedziałeś tego na głos? - dodał wyzywająco. - Ty tylko uważasz się za dojrzałego od bardzo długiego czasu.
A wszystko, czym jesteś, to głupim bachorem, któremu się poszczęściło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Sob Wrz 22, 2012 7:38 pm

Arthur wyraźnie był wściekły. Bardzo. Niemal już nad tym nie panował, ale można powiedzieć, że do Alfreda dotarła najwyżej jedna czwarta złości Anglii. Był zbyt zajęty zastanawianiem się, za co on, do cholery, jest nagle zirytowany. Przecież się nienawidzą, tak? Tak. Więc co w tym złego, że Amerykanin nie próbuje traktować Arthura jak swojego dobrego znajomego - bo już słowa przyjaciel to nawet nie umiałby tutaj użyć?
Właściwie, pomyślał Alfred, to najgorszym, co mogę zrobić, jest zaufać mu.
Tak, od początku patrzył na to w ten sposób. Zaufać Arthurowi równało się polubić, potraktować jak człowieka, nie jak Wielką Brytanię (a obecnie wolał na niego patrzeć właśnie tak) i pod koniec znowu dać się oszukać.
Na to Ameryka nie mógł sobie pozwolić.
- Szczerze mówiąc, nie patrzyłem na to w tych kategoriach - odpowiedział Alfred, nadal spokojny. Prawda była taka, że trudno mu się było mocno zdenerwować, a całe swoje rozgoryczenie mógł okazywać głównie milczeniem i irytacją, ewentualnie niepohamowanym słowotokiem, ale to nie przy Anglii. - Szkoda mi było się do ciebie odzywać i tyle. - Podsumował to stwierdzenie wzruszeniem ramion.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Sob Wrz 22, 2012 8:53 pm

Ten spokój był chyba tym, co najbardziej drażniło Anglię w Alfredzie. Ten chłopak nie powinien się zachowywać w ten sposób, nie powinien być taki zupełnie... Obcy.
Jakby mnie obchodziło, kim się stałeś, warknął w myślach buntowniczo. Anglia nie miał w nawyku okłamywania samego siebie, poza tymi najważniejszymi kwestiami. Dość niefortunna cecha. Być może swoje prawdziwe uczucia do Ameryki zakopał w sobie tak dawno i tak głęboko, że teraz sam ich do końca nie pamiętał. Ani nie rozumiał. Przede wszystkim, z każdym kolejnym słowem Alfreda, Anglia coraz mniej chciał sobie przypominać.
- W takim razie - zapytał, biorąc przerwę, na głęboki oddech. Nic mu to nie dało. - Po cholerę tu przyjeżdżałeś? Po co w ogóle udawałeś, że masz zamiar coś zrobić?
Cóż, jak na poziom wściekłości, która powoli przeradzała się w zimną furię, pytanie Anglii było zadziwiająco racjonalne. Uznałby każdy, kto zrozumiałby, jak mocno niewidzialna pięść zaciska mu się na gardła i jak ogromna pożoga szaleje mu w okolicach żołądka. Mięśnie miał napięte, na wypadek, gdyby musiał się powstrzymać przed użyciem pięści. Ale... Ale i tak by tego nie zrobił.
To byłoby nieprofesjonalne. Kuszące, ale... Nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Nie Wrz 23, 2012 10:17 am

Alfred otworzył usta.
Bo Roosevelt mi kazał.
Zamknął je. Właśnie, dlaczego prezydent tego od niego chciał? Do pamięci Amerykanina wróciły obrazy ich rozmowy. Rozparty wygodnie na krześle Franklin, jego splecione palce dłoni i uśmiech, z którym mówił: "Warto sprawdzić, jak to jest z tą twoją nienawiścią, Al. Ile ona przetrwa tam". "W Londynie?", brzmiała odpowiedź personifikacji. "Podejrzewam, że może się najwyżej zwiększyć!". I śmiech, dźwięczący w uszach Alfreda mało naturalnie. O dziwo. A potem zasadnicze pytanie Roosevelta, a właściwie nie pytanie, a zwyczajne zaczepienie niby po nic o temat sprzed prawie dwudziestu lat: "Wiesz, Alfred, zobaczymy. Słyszałem, że zaskakująco chętnie, jak na ciebie, podszedłeś do wypowiedzenia wojny Niemcom podczas Wielkiej Wojny i zastanawiałem się, dlaczego".
Amerykanina zatkało. Przypatrywał się uważnie prezydentowi, oczekując na puentę, ale takowej nie usłyszał.
Cholera.
"Czyli będziesz mi teraz próbował wmówić, że chciałem wesprzeć... ich?". Prezydent - jedna z nielicznych osób, które Alfred naprawdę szanował, a równocześnie jedna z nielicznych, które potrafiły go wyprowadzić z równowagi do tego stopnia, że musiał naprawdę na siebie uważać, żeby nie podnosić głosu. "Przecież chodziło o to, że...".
"Wiem, o co chodziło, Al". Och, jasne. Na pewno nie wiedział, bo w ogóle zachowywał się, jakby nic nie rozumiał. Przecież jemu też zależało na izolacji USA, więc dlaczego wymagał, żeby Alfred pojechał do Wielkiej Brytanii?
No tak, doszliśmy do tego. Chodziło o to, żeby Brytyjczycy byli usatysfakcjonowani i wreszcie przestali naciskać na spotkanie.
Tak mógł powiedzieć teraz. A zamiast tego wyjaśnił:
- Fran... mój prezydent poprosił mnie, żebym przyjechał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Nie Wrz 23, 2012 2:12 pm

Odpowiedź była prosta. Prosta i taka zwyczajna, taka... Nawet niespecjalnie złośliwa. Jakby Ameryce nie zależało, jakby Ameryka naprawdę miał to wszystko zupełnie gdzieś, jakby nigdy, w żadnym razie, się nie przejmował.
Anglia nagle zrozumiał, jak bardzo się oszukiwał. Do tej pory myślał, że w Ameryce jest coś z Alfreda, po prostu głęboko ukryte i zakopane pod płachtą bezsensownych żali głupiego, niewdzięcznego nastolatka. Zwyczajnie sądził, że Ameryce chociaż trochę, cholera, zależy...
Alfred od dawna nie wydawał mu się tak potwornie obcy.
- W takim razie - odparł dziwnie spokojnie, jeszcze mocniej ściskając dłonie na ramionach. - Wracaj do domu. Wybacz, że niepotrzebnie cię tu ściągnąłem.
Zastanawiało go tylko jedno, ale dopadło go zbyt mocne uczucie, ciężkie, czarne i przygnębiające, które nie pozwalało mu się więcej odezwać do Ameryki. Nie teraz, nie w tym momencie, bo jeszcze słowo i zrobiłby o jedną rzecz za dużo. A tak, jednocześnie drapało go w gardle, był upokorzony i niesamowicie wręcz wściekły. Zraniona duma, chyba nie ma nic gorszego.
Poruszył się niespokojnie, jakby miał zamiar odwrócić się i odejść, ale jednocześnie wcale tego nie chciał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Nie Wrz 23, 2012 2:42 pm

Alfred wiedział, jak wrócić. Droga była krótka, prowadziła ścieżką, a, gdyby nie było tych kilku drzew, samochód Anglii byłby dostrzegalny nawet z miejsca, w którym Jones stał. Problem był jednak taki, że... no właśnie, to był samochód Anglii. Nie jego. Więc musieli te wszystkie kilometry, które przyjechali tu właściwie tylko na pięć minut, przebyć jeszcze raz. Alfreda mocno poirytowała perspektywa ponownego jechania w dusznym aucie z Brytyjczykiem, do tego, teraz, gdy ten Brytyjczyk był na niego zły. Atmosfera pewnie byłaby napięta jak przez burzą.
A do tego Anglia nie ruszał się z miejsca. Nawet nie pochylił się po ten swój pakunek, który przytachał tu niewiadomo po co.
Alfred westchnął, znowu spojrzał w to niebo i z powrotem na Arthura. Jasna cholera, nie mógł odejść, chociaż bardzo chciał. Co by Roosevelt powiedział? Wyszłoby, że personifikacja Stanów Zjednoczonych nie umie wytrzymać dnia z nielubianą przez siebie osobą.
Anglia tymczasem obejmował ramiona i patrzył w innym kierunku, najwyraźniej nadal nie planując zrobić chociażby kroku. Alfred wiedział, że teraz powinien coś powiedzieć, ale nie chciał się odzywać. Arthur wyglądał na rozgoryczonego nie wiadomo, dlaczego, a i wściekłość chyba z niego nie uleciała, chociaż wyraźnie zmalała nawet w oczach Amerykanina.
Alfred odchrząknął.
- Nie wyjadę - oznajmił najspokojniej w świecie. - Nie po to przelatywałem ocean samolotem pasażerskim, żeby teraz się wracać. Po jednym dniu. - Wcisnął dłonie w kieszenie jeansów.
Aczkolwiek stąd moglibyśmy już iść, pomyślał.
Ale się nie ruszył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Nie Wrz 23, 2012 3:07 pm

To była zabawna cisza, jednocześnie błogosławiona i irytująca. Podobna do tej sekundy ciszy po tym, jak człowiek rozbił ukochany wazon swojej ciotki, tylko o wiele wiele gorsza.
Anglia jednocześnie nie chciał patrzyć, nie chciał słyszeć więcej Alfreda i jednocześnie czekał, aż ten coś zrobi. Przecież nie mogli stać tutaj całą wieczność, pod gwiazdami, które były takie same i tu i tam i setki lat temu, kiedy gubili się razem w lesie i błądzili, obserwując przy okazji niebo.
Ale kiedy w końcu Ameryka się odezwał, Anglia drgnął lekko, ale nie odwrócił wzroku od nadzwyczaj fascynującego punktu jakim była pustka. Przez chwilę sam milczał, ciągle spięty i nieruchomy.
- Co za egoizm - stwierdził w końcu pusto. - Albo masochizm, jakby nie patrzeć. Nienawidzisz każdej sekundy, którą tu spędzasz.
Powoli odwrócił się w kierunku Ameryki, ale ciągle unikał patrzenia mu w twarz.
- W takim razie mam jedno pytanie, Alfred - To imię w ustach Anglii zabrzmiało dziwnie obco i sztucznie. Brakowało w nim jakichkolwiek uczuć, ale, z jakiegoś powodu, Anglia zaakcentował je specjalnie. - Dlaczego? Dlaczego pomogłeś mi w poprzedniej wojnie a myśl, że mógłbyś zrobić coś teraz napawa cię takim obrzydzeniem? To aż takie trudne... - przez jego twarz przeszedł dziwny cień. - Czy naprawdę tak żałujesz myśli, że mógłbym już nie istnieć od kilkudziesięciu lat?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Nie Wrz 23, 2012 3:28 pm

Pytanie Roosevelta wsadzone w nieco innej formie w usta Arthura wstrząsnęło Alfredem. Już mógłby się nie odzywać, a nie zadaje idiotyczne pytania, na które sam Amerykanin nie umie znaleźć odpowiedzi.
Jakby to było, gdyby Arthur faktycznie nie istniał? Gdyby na jego terenach znajdowały się na przykład Niemcy? Gdyby sam Kirkland rozpłynął się w powietrzu, umarł, zniknął? Został zapisany w księdze o nazwie "Przeszłość", a w tej zatytułowanej "Teraźniejszość" nie starczyłoby już dla niego miejsca?
- Podczas Wielkiej Wojny przyłączyłem się niemal na końcu, jak może nie dostrzegłeś. - Alfred odchrząknął. - I nie chodzi tu, Anglio, o ciebie, nigdy nie chodziło. - To takie dziwne, gdy człowiek coś mówi, czuje, że to kłamstwo, ale wmawia sobie, iż to jednak prawda. - Nie miałbym żadnych korzyści z mocarstwa o porażającej sile, rozwijającego się na terenach większości Europy. Niemcy... - Alfred uśmiechnął się krzywo. - ...zawsze mieli tendencję do wymyślania utopijnej rzeczywistości. Jeszcze by ją chcieli poszerzyć na resztę świata. Jedynym państwem, jakie broniłem w wojnie, było moje własne, a jedynymi ludźmi, jakich pragnąłem ochronić - moi ludzie.
Zapadła sekunda milczenia, po której Amerykanin kontynuował, sam zdumiony, że nagle tak rozwiązał mu się język:
- Gdyby nastała kolejna wojna, wolałbym ją obserwować. Jeśliby Europa sobie nie radziła, mógłbym zmusić się do wstąpienia w nią, ale tylko i wyłącznie po to, żeby nie ryzykować, że prędzej czy później ucierpi na tym moje państwo. Wtedy, gdy będzie za późno. A mieszanie moich Amerykanów, żeby chronili czegoś, co jest im obce? Wielkiej Brytanii, Francji, w ogóle Zachodniej Europy? - Alfred wzruszył ramionami. Nie jego sprawa. - Natomiast co do twojego istnienia na mapie... - Bez twoich pieprzonych wysp mapa świata wyglądałaby dziwnie. - ...nie przeszkadza mi ono szczególnie, dopóki Wielka Brytania nie miesza się w sprawy USA.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Nie Wrz 23, 2012 4:14 pm

Było w tym coś z satysfakcji, po raz pierwszy od początku ich rozmowy zobaczyć, jak na twarzy Alfreda pojawiają się zupełnie nowe emocje.
- Ale dołączyłeś - odpowiedział Anglia. - Już nieważne kiedy... Zrobiłeś to raz - urwał na krótką chwilę, w tej rzadkiej chwili, kiedy zwyczajnie nie wiedział, co mówić dalej. Co mógłby odpowiedzieć na stwierdzenie typu "nigdy o ciebie nie chodziło"? Że wie? Że w głębi duszy wcale tego nie lubi? Ah, jakie głupoty. Nie miał zamiaru nawet się przyznawać, że to stwierdzenie było tylko kolejną szpilką, którą wbił mu Ameryka. Było już ich tak wiele, że tą kolejną Anglia mógł przeboleć.
- Racja. Niemcy chce być mocarstwem i planuje zrobić dokładnie to samo, co ostatnim razem - warknął Anglia, robiąc krok w kierunku Ameryki i po raz pierwszy patrząc mu w oczy. To był przelotny kontakt, ułamek sekundy, ale Arthur poczuł, że nie ma ochoty patrzyć mu w oczy po raz drugi.
Co się ze mną podziało... Żeby Imperium Brytyjskie nie chciało patrzeć w oczy cholernego Ameryki. Schodzę na psy.
- A ty, zamiast pomóc mi to powstrzymać, wolisz czekać na co? Aż znowu zginą tu miliony? - zapytał z rosnącą złością, z czymś, co przypominało pretensje. - Ty i ja... Moglibyśmy to powstrzymać, zanim się na dobre zacznie. Nie musiałbyś czekać, aż Rzesza zniszczy Europę i sięgnie po ciebie. Bo chyba nie myślisz, że Niemcy sobie daruje?
Po raz pierwszy się uśmiechnął, ale nie był to miły uśmiech.
- Więc sam widzisz. Wolisz siedzieć i nic nie robić, bo myślisz, że to nie twoja sprawa. Ale to będzie kolejna wojna światowa, Ameryko... - przerwał na chwilę, po raz kolejny zmuszony zmierzyć się z obojętnością na temat swojego kraju. Gdzieś głęboko w głębi duszy nienawidził się za pragnienie, by ten cholerny Ameryka kłamał.
Ale niech mu będzie. Czemu ma mnie to obchodzić? Gdybym ja miał zdecydować, czy jego kraj zniknie z mapy, to...
- Wielka Brytania nie miesza się w sprawy USA. Wielka Brytania chce, żebyś to ty wmieszał się w nasze sprawy - powiedział cicho, prychając i znowu stając do Ameryki bokiem. Wyglądał teraz na wyjątkowo wściekłego i jakby... Upokorzonego. - Sądzisz, że mi to odpowiada?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Nie Wrz 23, 2012 4:27 pm

Alfred milczał. Mógł liczyć na to, że wojna rozegra się inaczej. Że spustoszenie Europy nie wyjdzie poza jej granice. W głębi duszy zdawał sobie sprawę, że prędzej czy później dotrze to do jego państwa. Rozmawiał o tym z Rooseveltem. Nie raz, nie dwa. Ale przecież postawa Amerykanów - a, co za tym idzie, ich personifikacji - była w tej sprawie jasna. Jaśniejsza nawet, niż podczas Wielkiej Wojny.
"Dopóki nie zaczepią nas tamci, nie zrobimy kroku w stronę Europy".
- Masz rację, dlatego teraz, jako państwo w izolacji, będziemy czekać. Jeśli Wielka Wojna nie nauczyła ich, że nie należy mieszać się w sprawy USA, będziemy interweniować. Jeśli uznamy to za stosowne wcześniej - wtrącimy się wcześniej. Ale na pewno nie teraz.
Jeśli nie, mogą zniszczyć całą Europę, byle się nie wychylali.
Mój Boże, ilu ludzi by przy tym umarło.
Stany pochwycił wzrok Arthura, ale pozostał oschły i Anglia szybko spuścił spojrzenie. Dziwne, kiedyś to Alfred spuszczał wzrok przez pełne czystej obojętności oczy Brytyjczyka.
- Ty i ja? - Alfred roześmiał się chłodno, bo zabrzmiało to absurdalnie. - Nie uważasz, że brzmi to dziwnie? Dlaczego miałbym próbować powstrzymywać kogokolwiek, zanim się cokolwiek zaczęło? - Amerykanin spojrzał na Anglię naraz poważnym wzrokiem.
Odpowiedź na ostatnie pytanie była jasna.
- Wątpię - Alfred ciągnął: - Jesteś zbyt dumny, żeby to znieść. - To powiedziawszy, uśmiechnął się, niekoniecznie ironicznie, ale z ewidentną wyższością.
Mieszanie się w twoje sprawy, jeszcze tego mi brakuje.
Amerykanin odwrócił się ku zejściu z góry.
- W ogóle, chodźmy już. Możemy dokończyć... tę rozmowę w drodze, o ile masz jeszcze coś do powiedzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Nie Wrz 23, 2012 4:49 pm

- Przed Wielką Wojną też byłem w izolacji - przypomniał Arthur. - Izolację można złamać. Już to robisz, układając się z Hiszpanią - urwał, świadom, że wspomina o tym po raz pierwszy. A przecież relacje Ameryki z Hiszpanią nie było do końca oficjalne, jeszcze nic nie ustalono. To, że Anglia o tym wiedział było jedynie oznaką, że zbyt interesuje się obcą polityką.
- A dlaczego nie? - uniósł lekko głos. - Na litość, Ameryko, nie jesteśmy w osiemnastym wieku!
Jeśli ja o tym pamiętam, to ty tym bardziej powinieneś, gówniarzu.
- Dlaczego? - spojrzał na niego z kolei pusto, jakby nie do końca rozumiał. Ameryka, Alfred, którego znał Anglia, nie powiedziałby czegoś takiego. Nie zachowywałby się tak boleśnie i do złudzenia, jak on sam, gdy był młody. Bezpieczny w swojej izolacji, silny i dumny. To było chyba najgorsze ze wszystkiego. Anglia nienawidził błagać. - Mówisz, jakbyś cieszył się na myśl o wojnie - powiedział powoli, cedząc dokładnie każde słowo. Coś przewróciło mu się w żołądku. Ameryka nawet nie zdawał sobie sprawy, jak niewiarygodnie Anglia mu zazdrości tego, że stać go na takie zachowanie. Bo, szczerze powiedziawszy, gdyby ta wojna rozgrywała się z dala od Wielkiej Brytanii, Anglia nie musiałby ruszyć palcem, by coś zmienić. To nie byłaby jego sprawa.
Najbardziej uderzył w niego ten śmiech. To była rzecz, której Ameryka nie powinien był robić. Nie powinien był zapominać, z kim dokładnie rozmawia.
Arthur odetchnął i prychnął cicho.
- Tak, masz rację. Jestem zbyt dumny - przyznał, nadspodziewanie lekko. Powoli poszedł za Ameryką. - Nie jestem już młody, Ameryko, przeżyłem swoje. Władałem siedmioma morzami, zbudowałem największe imperium, jakie mogło istnieć. Był czas, kiedy rządziłem tym światem. A teraz ty - ze wszystkich cholernych krajów - śmiesz patrzeć na mnie z wyższością. To ja cię stworzyłem. Dałem ci mój język i moich ludzi. Chroniłem cię. A teraz ty... Och, niech cię szlag, Ameryko.
W tym samym momencie złapał go za ramię, obrócił w swoją stronę i jednym, mocnym uderzeniem rozkwasił mu nos.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Nie Wrz 23, 2012 5:00 pm

Alfred nawet nie zdążył się zorientować, oddał machinalnie, ciosem, który miał trafić w żebra, ale poleciał w brzuch i odrzucił Anglię do tyłu. Kolejnym ruchem Amerykanina było dotknięcie nosa, z którego trysnęła krew.
Fuck.
Alfred cofnął się do tyłu i dopiero w tym momencie uderzyły go słowa Arthura.
- Chroniłeś mnie?! - Po raz pierwszy, odkąd tu przybył, nie mówił spokojnie. Cios wyprowadził go z równowagi, krew spłynęła mu do ust. Jego słowa były wrzaskiem. - Jak śmiesz mnie tak oszukiwać?! Ty skur... - Alfred zdusił przekleństwo, otarł krew rękawem. Odchrząknął. - Ochrona?! - Szybko zaczynał z powortem panować nad słowami, umysł mu trzeźwiał po otrzymanym uderzeniu. - Ochroną nazywasz to, że biłeś się o mnie z innymi, bo chciałeś, żebym był tylko twój? Chciałeś tego tak mocno, że nawet przez chwilę nie zwróciłeś uwagi na to, czego ja chcę! Oszukiwałeś mnie cały czas! - Alfred zdał sobie sprawę, że znowu krzyczy. Już od dawna nie krzyczał tak, jak teraz. Jego chwiejny głos znów przycichł, krew dalej leciała, więc zaczął szukać po kieszeniach jeansów jakiejś husteczki. W końcu wymacał jakąś w miarę czystą i przytknął sobie ją do nosa. - Uwolniłem się z niewoli, każdy by się urwał. Chciałeś mi zabrać wszystko. - I w tym momencie Alfred wybuchnął śmiechem, chłodnym, pełnym złości śmiechem. - Chciałeś mi zabrać mnie samego. Nie wyszło ci i po tych stu pięćdziesięciu latach nadal nie umiesz się z tym pogodzić.
Amerykanin stał i przyglądał się Brytyjczykowi, a jego husteczka przesiąkała krwią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Nie Wrz 23, 2012 5:25 pm

W wyniku uderzenia Anglia potknął się na trafię i upadł na plecy. Ameryka dysponował prawie nieludzką siłą, a cios w żołądek bez tego nie był niczym miłym. Poczuł, jak do oczu napływają mu łzy bólu, ale nawet nie pozwolił im wypłynąć. Zamiast tego zmusił swoje ciało, by podniosło się do pozycji siedzącej tylko po to, żeby mógł w spokoju patrzeć na Amerykę z nienawiścią, której nie potrafił dłużej ukrywać.
- Kiedy cię zdobyłem, byłeś cholernym dzieckiem, które niewiele wiedziało o czymkolwiek - wydusił w odpowiedzi, mimowolnie przyciskając rękę do brzucha, po którym rozchodziły się tępe fale bólu. - Gdyby nie ja, zrobiłby to ktoś inny! A ja... Chroniłem cię przed Francją, trzymałem z daleka od konfliktów... Dałem ci pieprzoną szansę na życie, a ty odwdzięczasz się w ten sposób! - wypluł. Powoli wstał z trawy i spojrzał Ameryce prosto w oczy, zbyt wściekły, by dbać o pozory. Nie myślał teraz o sojuszu, nie myślał o wojnie i o przyszłości. Miał gdzieś, jak zareaguje jego szef, gdy dowie się, że przy pierwszym spotkaniu rzucił się na Amerykę z pięściami.
Gdyby mógł, zrobiłby to ponownie.
- Zabrać? - prychnął z udawanym rozbawieniem. - Ja dałem ci wszystko! Dałem ci ciebie samego i jedyne czego oczekiwałem, to posłuszeństwa. Niby w którym momencie cię oszukałem, psie? Należałeś do mnie - i dałem ci wszystko, co mogłem.
Być może też coś odebrał. Być może popełnił kilka błędów. Ale to normalne, że chciał zatrzymać Amerykę dla siebie, że nie chciał, by jego kolonia narażała się na towarzystwo innych, zepsutych państw. Ale to było dawno, a Anglia miał wtedy ciężki okres i zwyczajnie potrzebował korzyści, jakie płynęły z Nowego Świata.
Teraz zrobił krok w jego stronę, tak, że znowu spokojnie mogliby się uderzyć.
- Jesteś takim okropnym gówniarzem. I nic nie wiesz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   

Powrót do góry Go down
 
Londyńskie przed-przed-przed-mieścia
Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Wielka Brytania-
Skocz do: