IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Londyńskie przed-przed-przed-mieścia

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Pon Wrz 24, 2012 2:54 pm

Jak on śmie?!
- Z daleka od konfliktów? - prychnął Alfred. - Wykorzystywałeś moich ludzi do swoich potyczek z Francją. Z resztą może byłoby lepiej, gdybym to pod jego opiekę trafił - on przynajmniej cenił moje uczucia i pomógł mi w zdobyciu niepodległości. W przeciwieństwie do ciebie. - Amerykanin wbijał chłodne, stalowe spojrzenie w Arthura i smakował, jak z każdą chwilą nienawidzi go coraz bardziej i bardziej.
A ten stał i znowu mówił. Spokój Stanów stopniowo gasł.
"Psie".
W pierwszym odruchu Alfred zacisnął dłoń w pięść, żeby poprawić swój poprzedni, niecelny cios doskonale wymierzonym uderzeniem, zwłaszcza, że krew przestała mu w końcu lecieć. Powstrzymał się jednak, wcisnął umazaną czerwienią husteczkę do kieszeni i słuchał słów Arthura, patrząc mu przy tym w oczy.
- Dawanie mi wszystkiego miało objawić się w próbach zahamowania rozwoju mojego państwa i zabieraniu mi każdego grosza? - spytał Alfred, z trudem skupiając się na tym, by nie podnieść głosu. W następnych słowach podnosił się on jednak do krzyku: - A posłuszeństwa nie chciałeś ode mnie, wymuszałeś je sobie sam, na mnie. Dawałeś mi podróbkę mnie, tego mnie, którego ty byś chciał! - Alfred wskazał na siebie kciukiem. Znowu nie starał się nie krzyczeć. - TO jestem jedyny ja! Prawdziwy, niepodległy, swój własny ja! Gdybyś zaakceptował to wtedy, miałbyś teraz silnego sojusznika. - Amerykanin roześmiał się chłodno, jego głos momentalnie znowu stał się spokojny. - Zamiast tego masz człowieka, który prędzej sprzymierzył by się z Trzecią Rzeszą, niż podpisał z tobą chociaż jeden, nawet najmniej zobowiązujący pakt.
Alfred odwrócił się od Arthura, ruszając dalej ścieżką. Naraz dodał, tknięty nagłym nawrotem wściekłości:
- I zważ na te słowa, żebyś wiedział, jaką sytuację będziesz sobie musiał przypomnieć: kiedy w końcu staniesz przed moim domem, błagając o jedzenie dla swoich ludzi, do reszty zniszczony wojną, będę mógł z czystym sumieniem powiedzieć: "Skomlej, psie".
Mięśnie Amerykanina napięły się - przygotował się do uskoku, gdyby Arthur chciał go ponownie uderzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Pon Wrz 24, 2012 4:25 pm

- Francja?! - warknął rozjuszony. Wspomnienie o jego najlepszym wrogu, jeszcze w odniesieniu do tamtych czasów, przyniosło oczekiwany efekt. - Pomógł ci tylko dlatego, żeby zrobić mi na złość. Całe to jego udawanie cholernego przyjaciela jest dlatego! Myślisz, że ktokolwiek polubiłby cię naprawdę, chłopcze?
Nie w towarzystwie zazdrosnych, dbających o siebie krajów. Nie, kiedy każdy dbał o siebie ani nie, kiedy Ameryka wyrastał nad resztą jako ten z lepszą sytuacją. Ktoś taki, na dodatek arogancki i świadomy swojej roli, nie mógł być przyjacielem świata. Można było go najwyżej wykorzystać. Anglia nawet nie musiał się tego uczyć, wiedział o tym, zanim stał się imperium, nad którym nie zachodziło Słońce.
Swoją drogą, nazywanie Alfreda chłopcem nie było zbyt dużym awansem z psa.
- Ty tak to widziałeś - odparł, podnosząc powoli głos do krzyku. - Chcesz tak to widzieć. Ale ani na chwilę nie spojrzałeś na to, w jakiej byłem wtedy w sytuacji; ale spójrz na moich chłopców. Na moje znaczące kolonie, Ameryko. Wszystkie są dzisiaj potężne.
Następne słowa chyba złamały coś w Anglii. Coś na jego twarzy drgnęło na wspomnienie o własnym ja Ameryki. Jakiś cień, coś, przez co wyglądał naprawdę nieprzyjemnie. Już od chwili można było to od niego poczuć, całą starość i wściekłość narodu, który strawił wiele żyć, ale teraz Anglia wyglądał jak ktoś, kto mógłby strawić ich jeszcze więcej. To była tylko chwila, ułamek sekundy, bo potem Ameryka powiedział, coś, co w teorii powinno tylko wszystko pogorszyć.
Ale Anglia spojrzał w plecy Ameryka najpierw zszokowany, a potem z jakąś dziwną rezygnacją w oczach. I zaśmiał się krótko, niewesoło.
- Sam widzisz - odpowiedział mu prawie łagodnie, ale w jego głosie czaiła się ostrość. - Nienawidzisz mnie. A stałeś się mną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Pon Wrz 24, 2012 4:49 pm

Alfred uśmiechnął się kwaśno, tekstu o Francji w ogóle nie komentując. Niech Arthur sobie myśli, że cały świat kręci się wokół niego i stosunków z nim.
- Więc niech twoje kolonie pomogą ci w wojnie - odpowiedział spokojnie.
A potem, gdy się odwrócił, usłyszał te słowa. Przez chwilę poczuł się tak, jakby coś ciężkiego spadało mu na głowę, ale, zamiast zatrzymać się na czaszce, przeniknęło ją i dopadło wprost do serca, zaciskając na nim zimne kleszcze. Alfred zdrętwiał zupełnie z dłońmi wciśniętymi w kieszenie kurtki, wpatrując się w ciemną przestrzeń przed sobą.
- Jest... - mruknął. - ...mnóstwo rzeczy, które różni mnie od ciebie. Nigdy nie będę tobą. - Powoli ruszył, krok za krokiem, nie zważając na to, co zrobi, gdy już dojdzie do samochodu. Bo przecież kluczyki miał Arthur. - Choćbyś nie wiem jak mocno tego chciał.
Szedł przed siebie, niezainteresowany, czy Anglik idzie za nim. Mijał kolejne drzewa, których ilość szybko przerzedziła się i naraz Alfred stał może sto metrów od samochodu Brytyjczyka. Przyglądał mu się niechętnie.
Nie poproszę go o te cholerne kluczyki, pomyślał. Chyba wolał już wracać na piechotę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Pon Wrz 24, 2012 5:29 pm

- Pomogą - odparł z naciskiem. - Żebyś wiedział, że pomogą. Nie każdy jest tak niewdzięczny jak ty.
Patrzył, jak Alfred powoli odchodzi i wiedział, że tym razem trafił prosto w jego czuły punkt. Nawet, jeśli było ciemno, a Ameryka stał tyłem, to było zwyczajnie coś... Oczywistego. Anglia sam został tej nocy zraniony do żywego, więc uśmiechnął się lekko. W końcu coś przyjemnego.
- Ale wiesz, zapominasz o czymś - dodał lekko, przyspieszając kroku, żeby się z nim zrównać. Wtedy dodał cicho cicho: - Nigdy nie chciałem, żebyś był taki jak ja. Sądziłem, że będziesz kimś lepszym.
Potem wyminął go tak szybko, że Ameryka nawet nie zdążył odpowiedzieć. Może to i lepiej, nie musieli widzieć swoich twarzy ani sekundę dłużej. Anglia bał się, co Ameryka mógłby wyczytać teraz z jego spojrzenia.
Pierwszy dotarł do samochodu, ale gdy tylko zobaczył to cholerne, metalowe pudło, zrozumiał, że za diabły do niego nie wsiądzie. Gdyby mieli konie, tak. Mogliby rozjechać się w dwie różne strony świata, bez konieczności myślenia o czymkolwiek. Ale teraz...
Anglia wyjął kluczyki i rzucił je na maskę, gdzie były dobrze widoczne. Ameryka akurat go dogonił.
- Jedź do Londynu. Tą drogą do autostrady, a potem z powrotem na północ. Ja zostaję tutaj, mój dom jest wszędzie - oświadczył sucho, nawet się nie odwracając. Potem wyminął samochód i odszedł w stronę miasteczka, piechotą to niecałe pół godziny spaceru. Da sobie radę. Kiedy premier go zapyta, wymyśli jakąś głupotę...
Cholera. Zniszczyłem wszystko, zanim w ogóle się zaczęło. Gorzej, że tego nie żałuję. Brawo, Anglio.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Pon Wrz 24, 2012 5:39 pm

Alfred wpatrywał się w kluczyki, leżące na masce. Powoli uniósł je i obejrzał, po czym jego wzrok zwrócił się ku Anglii. Jego ostatnie słowa praktycznie do niego nie dotarły. Kimś lepszym? Znaczy - kim?
Kimś, kto mu pomoże, oczywiście, odrzekła trzeźwa część myśli Amerykanina, jego kolejnym, cholernym przydupasem.
Ale teraz Arthur kazał mu po prostu wracać. Właściwie, Alfred chętnie wykonałby ten jeden, konkretny rozkaz bez szemrania. Opuścił powieki na sekundkę, zamykając klucz w dłoniach i przypominając sobie błękit nieba nad Stanami, odcinającą się na jego tle Statuę Wolności, ten zapach, który miał tylko jego kraj...
Och, do cholery.
Alfred czuł, jakby odejście teraz było kapitulacją. Obiecał Rooseveltowi swoje, a Stany, w przeciwieństwie do tego Brytola, szanował kogoś - szanował swoje władze. Jak obiecał, że coś zrobi, zamierzał to zrobić.
Jednym, celnym ruchem rzucił kluczyki tak, że te wylądowały tuż obok nogi Arthura i przesunęły się nieco po ziemi, wydając przy tym zdecydowanie słyszalny szelest.
- Bez ciebie nie wracam - oznajmił Amerykanin, nadganiając Anglię. - Zostanę tutaj tydzień, chociażby się ziemia miała zawalić.
Dla niego trzęsienia ziemi nie były niczym nowym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Pon Wrz 24, 2012 6:14 pm

Anglia nie zastanawiał się już, jak Ameryka trafi do Londynu, co tam zrobi, w którym momencie przypomni sobie o ruchu lewostronnym, gdzie trafi i jak zabierze swoje rzeczy z zamkniętego na klucz domu. Gdyby o tym pomyślał chociaż przez sekundę, nie mógłby odejść. Był na to zbyt obowiązkowy, ale teraz nie miał siły na obowiązkowość, chciał po prostu ochłonąć, uchlać się w jakimś barze i zapomnieć o tym gówniarzu, jak to robił wielokrotnie wcześniej ponad sto pięćdziesiąt lat temu.
Ale wtedy usłyszał odgłos kluczy rzucanych mu tuż pod stopy. Chcąc niechcąc odwrócił się do Ameryki i spojrzał na niego wyczekując.
I niby wcale nie jesteś do mnie podobny, pomyślał z rezygnacją. Kiedy minął najgorszy wybuch została już tylko rosnąca pustka.
- Jesteś uparty.
Pochylił się i zwyczajnie wziął z ziemi kluczyki. Jeśli Ameryka miał nadzieję, że ten ruch będzie chociaż odrobinę upokarzający, to grubo się mylił. Chociaż, akurat teraz Arthur miał dziwne wrażenie, że Alfred wyjątkowo nie starał się go pogrążyć.
Wyprostował się i milczał przez dłuższą chwilę.
- Rano wynajmę ci dobry hotel. Tak będzie lepiej - oświadczył, jakby z oporem i powoli wrócił w stronę samochodu. - Nie będziemy narażeni na swoją obecność cały czas, a ty nie będziesz musiał znosić warunków, które ci zaproponowałam. Poza tym muszę nastawić ci nos.
Jakiekolwiek rany zadane państwom goiły się szybko, ale przestawiona kość to przestawiona kość.
- Ne ruszaj się - warknął ostrzegawczo, podchodząc blisko. Być może pozwolenie Anglii, by zajął się czymś takim, gdy obaj znajdywali się w stanie, który zahaczał o morderstwo w afekcie, nie było najlepszym pomysłem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Pon Wrz 24, 2012 7:17 pm

Alfred uśmiechał się tryumfująco. Dopiął swego.
- Hotel? Że niby ludzi więcej takich jak ty? - spytał, gdy już całkiem zrównał krok z Brytyjczykiem. - Nie, dzięki. Mogę się zabarykadować w twojej chałupie, ale będę tam siedział.
Aha, super, teraz Arthur się cofnął i Alfred zrobił to wraz z nim. Z bliżej nieokreślonego powodu miał wrażenie, że wygrał tę potyczkę, właśnie dzięki swojemu uporowi względem pozostania w Londynie za wszelką cenę. Niech już wyjdzie na tę teorię z niebem, że niby to samo, co w USA. Wydawała się naciągana i w ogóle trochę nie tego, ale lepsze pewne poczucie bliskości Stanów niż w ogóle żadne. Choć, "pewne" zawsze było - w sercu Alfreda właśnie.
Naraz Arthur się do niego zbliżył i Alfred gwałtownie cofnął się o krok.
- Że jak?! - zapytał cokolwiek zaniepokojony. - Wiesz, nie, dzięki, jeszcze mi go będziesz chciał poprawiać. Sam się wyleczy, jestem personifikacją i takie tam. - Amerykanin zakrył dłonią nos, woląc nie ryzykować. - Najwyżej zajrzę do jakiegoś lekarza, szpitala... No, w każdym razie, daruj sobie. - Amerykanin cofnął się jeszcze o krok. - I otwórz wreszcie ten samochód, chcę do niego wsiąść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Pon Wrz 24, 2012 8:09 pm

- Jak sobie życzysz - odpowiedział Anglia, zdecydowany, że nie będzie więcej mówił Ameryce, co powinien robić. Niech zrobi, na co ma ochotę, do cholery. Poza tym wyglądało na to, że kiedy tylko przestał od niego cokolwiek oczekiwać, to Alfred nagle zaczął się upierać. Co za kretyn.
Oczywiście, w kwestii nosa nie miał zamiaru odpuścić. Nie dlatego, że Ameryka cierpiał, czy, że Anglia miał wyrzuty sumienia, bo chętniej złamałby mu więcej niż tylko nos. Chodziło o pewne Zasady. Dżentelmen mógł rozwalić przeciwnikowi nos, ale potem musiał pożyczyć mu swoją chusteczkę. Anglia nie miał zamiaru pozwolić, by Ameryka biegał po jego kraju ze złamanym nosem. Co nie zmieniało faktu, że był zły. I miał dziwny błysk w oku.
- Nie zachowuj się jak dzieciak, Ameryko - prychnął, zbliżając się do niego jeszcze bardziej. - Wiesz, że złamania nie zagoją się szybko, jeśli im nie pomożesz. Nie będę cię woził po szpitalach o tej porze, kiedy sam mogę to zrobić.
Następnym razem, kiedy Ameryka spróbował się cofnąć, napotkał na przeszkodę w postaci samochodu. Anglia uśmiechną się pod nosem z ponurą satysfakcją i szybkimi krokami zbliżył się do drzwi.
- Już otwieram. A ty przestań panikować. - Jak powiedział tak zrobił. Otworzył samochód, uchylił drzwi, a potem, tylko po części niespodziewanie, odwrócił się do Alfreda i pociągnął go na fotel. - Siadaj i nie zakrywaj tego nosa, ile ty masz lat, pięćdziesiąt? Przecież nie zrobię ci krzywdy - zastanowił się na moment. - W każdym razie nie, kiedy się tego spodziewasz.
Przyklęknął przy nim, opierając się kolanem o brzeg fotela, żeby mieć najwygodniejszy dostęp do złamanego nosa. Spojrzenie miał zirytowane, usta zaciśnięte w wąską linię, a brwi zmarszczone. Wyglądał przy tym na wyjątkowo zaciętego i zdecydowanego. Nie miał zamiaru odpuścić. Ameryka mógł być pieprzonym niewdzięcznym gówniarzem, Anglia miał go dość i przez najbliższy rok będzie go przeklinać za tą kłótnię, ale skoro zdecydował się zostać - był gościem. A goście nie będą paradowali ze złamanymi nosami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Sob Wrz 29, 2012 7:20 am

- Och, z pewnością. Ale serio, nie musisz ty tego robić, ja mogę nawet sam...
Alfred wydał z siebie zduszony stęk, gdy został nagle rzucony na fotel. Jęknął i nawet nie zdążył rozmasować głowy, którą pechowo uderzył o jakiś pręt przy uparciu, a już ujrzał pochylającego się nad z nim z nawiedzonym, zdawałoby się, uśmiechem Anglię.
Amerykanin zdawał sobie sprawę, że ze swoją siłą mógłby po prostu odepchnąć Arthura od siebie lub choćby przepchnąć na miejsce kierowcy - swoją drogą, on nigdy nie przyzwyczai się do tego, z której strony to miejsce kierowcy jest - ale postanowił mu darować. Wystarczy, że już raz go posłał na ziemię uderzeniem w brzuch.
Z resztą, to przecież było za nos. Ten właśnie, który Arthur tak nerwowo zamierzał prostować.
- Oczywiście. Zasadniczo, nie będę się spodziewał, jeśli teraz ci pozwolę, bo wtedy tak jakby uznam, że ufam ci na tyle, żeby pozwolić ci robić coś z moim nosem. A ja nie ufam ci w ogóle. - To powiedziawszy, Alfred obrócił głowę gdzieś w bok i wskazał dłonią na kierownicę. - Wsadzaj ty już te kluczyki do stacyjki i jedziemy do twojego domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Sob Wrz 29, 2012 8:01 am

- Nie dasz rady sam - odparł Arthur stanowczo i z naciskiem, jak tłumaczy się małym dzieciom, dlaczego nie powinny lizać słupów w mroźne dni. Ogólnie, odnosił się do Ameryki tak, jak odnosi się do swojego wychowanka. Nieważne, czy ten wychowanek śmiertelnie go nienawidził i kilkoma ciosami mógłby rozbić mu czaszkę. Ameryka mógł mieć swoją niesprawiedliwie nieludzką siłę, ale Anglii zostawała jeszcze charyzma, groźny wzrok i przeszłość, w której niejednokrotnie przemawiał do rozsądku małego Alfreda. Przecież go wychował, do diabła, ten chłopak powinien chociaż podświadomie to pamiętać!
Oczywiście, że nie pamiętał. Nie było w nim nic, co sugerowałoby, że pamiętał choćby jedną miłą rzecz dotyczącą Anglii. Jakby jego życie zaczęło się od wojny o niepodległość, a potem było pasmem udręk, dopóki całkiem nie oderwał się od Wielkiej Brytanii. Słodko. Zwłaszcza, że Anglia nie miał takiego szczęścia i wciąż pamiętał niektóre rzeczy.
- Tak, Ameryko, jaki ty jesteś mądry - sarknął pod nosem. - Zaufanie nie ma tu nic do rzeczy. Nie odjedziemy stąd, dopóki nie pozwolisz sobie pomóc, a jak wrócimy, każę ci spać w pokoju z duchami.
Ostatnie zabrzmiało śmiertelnie poważnie i groźnie. Gdy Ameryka był młodszy, zawsze miał słabość do strasznych opowieści Anglii. A, że Arthur bywał złośliwy w niewinny sposób, to często chłopca straszył. Potem zwykle przez resztę nocy musiał siedzieć przy jego łóżku i chronić przed potworami z szafy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Sob Wrz 29, 2012 8:42 am

Alfred lekko odepchnął Anglię.
- Włączaj ten samochód, mówię. Jak nie dam rady sam, to mogę poprosić kogoś innego. Zadzwonię do Matthew i on przyjedzie, żeby... - Alfred zamilkł na chwilę, zaskoczony, że właśnie wspomniał o Kanadzie. Planował w ogóle nic o nim nie mówić, bo jego brat był delikatnym gruntem, zwłaszcza w rozmowach z Arthurem. Zawsze mógł mu Anglia wypomnieć, co to niby Matthew się od Alfreda odwrócił, bo Stany miał zbyt nieznośny charakter. A Jones nie zamierzał nawet przez chwilę przyjmować do wiadomości czegoś takiego. Teraz jednak słowo się rzekło. - ...cóż. - Dokończył Alfred szybko, wzruszając ramionami.
Następnie znowu zwrócił głowę w bok.
- Im bardziej się upierasz, tym bardziej odnoszę wrażenie, że masz niecne zamiary. - Usłyszawszy o pokoju z duchami, Alfred zacisnął usta. Tak, czasy, kiedy Arthur lepiej udawał miłego i siedział na skraju łóżka po nocach, bo jego Trzynaście Kolonii się bało. - Mogę spać i tam, nie wierzę już w takie bzdury, jak duchy - dodał pewnym siebie głosem Stany. Oczywiście, w pewnym sensie skłamał, bo wierzył, ale i powiedział prawdę, ponieważ już się ich nie bał tak, jak kiedyś. I ze spokojem mógłby spać w "pokoju z duchami".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Sob Wrz 29, 2012 8:58 am

- Matthew? - zdziwił się na moment. Po krótkiej chwili milczenia, Anglia odparł dziwnie normalnym głosem. - Jest tysiące kilometrów stąd, Ameryko. Jeśli masz zamiar na niego czekać...
A potem już po prostu zmarszczył brwi i zaczekał, aż Ameryka skończy rozmawiać. Zabawne, zapierając się tak bardzo we wszystkim, wyraźnie spuścił z ostrożności. Dlatego Anglia nie odpowiadał mu przez dwie, może trzy sekundy, a potem bezceremonialnie chwycił go za twarz i nastawił nos. Rozległo się ciche, nieprzyjemne chrupnięcie, ale kość wróciła na miejsce.
- Proszę - warknął, odsuwając się od niego i wychodząc z samochodu. - Moje niecne zamiary.
Zatrzasnął za nim drzwi, a potem obszedł samochód dookoła i usiadł po stronie kierowcy. Poczuł się nagle cholernie, cholernie zmęczony i wypruty z wszelkich emocji. Do tego stopnia, że nie miał zamiaru więcej się kłócić.
Odetchnął ostatni raz mroźnym, nocnym powietrzem, a potem usiadł po stronie kierowcy. Wcisnął kluczyki do stacyjki.
- I jak? - zapytał lodowato. - Ciągle masz swój nos?
Na królową, to jest gorsze, niż myślałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Sob Wrz 29, 2012 9:24 am

- Fuck...!
Alfred chwycił się za nos i powstrzymał cisnące się do oczu łzy. Chyba go pogięło! Jak w ogóle śmiał...?!
Czemu ja tu zostaję?!, pomyślał Alfred rozpaczliwie, zginając plecy, opierając łokcie o uda i przyciskając sobie dłonie do nosa. Potem wziął głęboki oddech, wyprostował się i, udając, że już nic go nie boli, spojrzał na Arthura, siadającego właśnie po stronie kierowcy.
- Chyba cię pogięło - oznajmił spokojnie Jones. - Mogłeś przynajmniej powiedzieć coś w stylu "uważaj"... W każdym razie, tak, mam ten nos. - Jeszcze, pomyślał ponuro, wpatrzywszy się w stacyjkę, w którą Arthur włożył kluczyki.
Właściwie, to co się będzie działo w najbliższych dniach? Alfred nie miał pojęcia. Znowu przyjmą taktykę milczenia, tylko tym razem oboje, ograniczą się do zdawkowych uprzejmości czy jak...? I czy Arthur go oleje, czy będzie jeszcze traktował jego osobę w miarę przyzwoicie?
Alfred skrzywił się, wyczuwając niepokój w głębi siebie. Nie chciał zostawać całkiem sam w zupełnie obcym mu Londynie. Teoretycznie, z Arthurem też był całkiem sam, ale był mniej sam, niż jak był bez Arthura.
Jeszcze raz: czemu ja zostaję...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Sob Wrz 29, 2012 10:21 am

- Ostrzegałem cię przez pięć minut, podczas których zachowywałeś się jak wtedy, kiedy wbiłeś sobie drzazgę w palec i uciekałeś mi przez pół dnia. Znalazłam cię w spiżarni... To była fatalna kryjówka - skrzywił się lekko. Kątem oka obserwował załzawione z bólu oczy Alfreda i poczuł kolejne ukłucie satysfakcji. Lepiej byłoby mu rozbić ten nos po raz drugi, ale to nie byłoby już tak przyjemne.
Przekręcił kluczyki w stacyjce, na co silnik odpowiedział prychnięciem. Zakaszlał jeszcze kilkakrotnie, ale w końcu udało się go zapalić i samochód ruszył, dziwnie niepewnie, trzęsąc się bardziej niż do tej pory.
- Dziwne - mruknął bardziej do siebie. - To chyba nie powinno tak wyglądać.
Anglia był tradycjonalistą starej daty i, chociaż lubił robić z siebie znawcę wszelkich nowinek, tak naprawdę rozumiał nowsze technologie z opóźnieniem. Z samochodami było podobnie. Uwielbiał je, ale pewniej czuł się w towarzystwie czystej krwi koni.
Ledwo wyjechali z polnej ścieżki na nową, asfaltową nawierzchnię, kiedy silnik zakasłał po raz kolejny i samochód nagle się zatrzymał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Sob Wrz 29, 2012 10:28 am

- Serio...? - Alfred skrzywił się. Co ty nie powiesz?
Gruchot Arthura był... tylko gruchotem. Nie przypominał w najmniejszym stopniu cadillaca Alfreda, który, jak na standardy, po jezdni jeździł jak po masełku, a silnik nie burczał tak głośno, jak ten tutaj samochód.
Amerykanin miał jednak nadzieję, że nawet, jeśli ma to być ostatnia jazda tego auta, powiedzie mu się na tyle, by w jednym kawałku dotarło do Londynu. Jak zatrzymają się przy domu, może się rozpaść, ale do tego momentu - niech hula przynajmniej na tyle, na ile było to konieczne.
Oczywiście, że dojedzie.
Alfred zrozumiał pobożność tych życzeń, gdy samochód ucichł. Zatrzymał się po prostu na jezdni, po niewłaściwej stronie... A nie, to Anglia, tutaj to jest właściwa strona, uspokoił się Amerykanin. I zaraz przestał być uspokojony.
- Włącz go jeszcze raz - powiedział jednak cichym, stonowanym głosem, wpatrując się przed siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Sob Wrz 29, 2012 10:43 am

- Szef mówił mi już z dziesięć razy, żebym wymienił ten samochód na nowszy - odparł Anglia wiedząc, że jego słowa i tak trafią do próżni. Ameryki to nie obchodziło, ale on sam czuł się w obowiązku wytłumaczyć, czemu jeździ takim samochodem. - Ale odmawiałem. Lubię ten model, poza tym... Nie chciałem naciągać premiera na niepotrzebne koszty.
Skoro już przyzwyczaił się do tego samochodu i nigdy nie woził nim nikogo innego [zazwyczaj służyły do tego najdroższe limuzyny i samochody służbowe], to nie widział powodu, by co rok wymieniać samochód na lepszy i lepszy. W przeciwieństwie do Ameryki miał ważniejsze sprawy na głowie.
Odchrząknął.
- Spróbuję - odparł, marszcząc brwi i rzeczywiście spróbował. Samochód zakaszlał, a Anglia zachował przy tym stoicki wręcz spokój.
Zaklął słowami, od jakich nawet doświadczony szewc by zarumienił.
- Świetnie - sarknął zaraz po tym. - Cudowny koniec dnia. To co teraz, Ameryko? Powiesz coś złośliwego? - zapytał z rozgoryczeniem i niemą obietnicą, że w takim wypadku Anglia wepchnie mu te słowa z powrotem do gardła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Sob Wrz 29, 2012 10:48 am

Aha, pomyślał Alfred sarkastycznie. Dodatkowe koszty. I wszystko sprowadzało się do tego jednego punktu - pienądze. Czy naprawdę jest tak tragicznie, że Arthur nie może sobie nawet kupić nowego samochodu? Nie, pewnie jednak przeważał fakt niesamowitego sentymentalizmu Brytyjczyka, on zawsze taki był.
Potem Anglia znowu próbował zapalić samochód i ponownie jego próba nie wypaliła. Alfredowi zdawało się, że oboje już pojęli, że siedzą sobie na jezdni w zepsutym aucie i w żadnym kierunku się nie ruszy.
Czy to moja sprawa? Niech Arthur sam coś zrobi, pomyślał Amerykanin, opierając się wygodniej o oparcie.
Jego myśli jednak wysłały go do Stanów, na jedną z ulic, gdzie jego ford zgasł tak, jak tutaj ten stary, brytyjski model. Wtedy na fotelu obok siedziała Kalifornia, śliczna, atrakcyjna, opalona, i podczas kiedy Alfred wyrzucał swojemu samochdowi, po prostu wysiadła i poradziła, co należy zrobić.
Amerykanin westchnął, opuszczając powieki, a następnie uniósł je i otworzył drzwi.
- Ja będę pchał, a ty zapalaj. Może zadziała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Sob Wrz 29, 2012 10:58 am

Anglia poczuł coś nowego. W ciągu tego dnia była już nadzieja, strach i irytacja. Trafiło się kilka momentów rezygnacji, a potem już tylko złość, wściekłość i w końcu furia, rozległa i niszczycielska jak ogień. Przez krótką chwilę Anglia pozwolił sobie być wszystkim tym, przed czym drżał świat, gdy myślał o Imperium Brytyjskim.
I rozwalił Ameryce nos.
Potem pożar zgasł i zostawił tylko dymiące zgliszcza, a Arthur czuł się dokładnie tak samo. Miał już wszystkiego dość. Chciał wrócić do domu i przemyśleć wszystko na spokojnie, w samotności.
Jednak, oczywiście, niech to szlag, samochód musiał się zepsuć. A Anglii musiało zrobić się wstyd, bo nic, absolutnie nic mu nie wychodziło. I to nie było godne. To było żałosne.
- Wybacz - oświadczył nagle i Ameryka nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, ile kosztowało Anglię to słowo. - To nie powinno tak wyglądać. Próbowałem... - ale ugryzł się w język. - Zapomnij o tym. Niedaleko stąd jest miasto, gdzie żyją ludzie, którzy przyjmą nas o każdej porze. Pójdziemy tam, a z rana wszystkim się zajmę.
Przez krótką chwilą patrzył jeszcze pusto przed siebie, ale potem wyszedł z samochodu. Wydawało się, że trzaśnie drzwiami, ale zamknął je zadziwiająco ostrożnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Sob Wrz 29, 2012 11:11 am

Alfred zdumiał się. Najpierw na niego nawrzeszczał, nazwał go gówniarzem i psem, a teraz, ni z gruchy ni z pietruchy, przeprasza za coś zupełnie innego. Amerykanin zdał sobie sprawę, że to byłby dobry moment na jakieś "sorry" i z jego strony, ale, cholera, wcale nie chciał przepraszać Anglii, kiedy dużo łatwiej było zrzucić całą winę na karb samego istnienia osoby Arthura.
- Skoro sądzisz, że tak będzie dobrze - rzucił bez przekonania, wzruszając ramionami. Mógłby oponować, ale nie chciało mu się próbować odpalić samochodu Arthura, skoro sam właściciel uznał, że łatwiej będzie pójść do jakiejś angielskiej wiochy. Z resztą, Alfred uznał, że angielskie wiochy mogą być zdrowsze i sympatyczniejsze od angielskich wielkich miast.
Amerykanin też zamknął drzwi i spojrzał na Anglię ponownie. W ciemności zadziwiająco dobrze ujrzał jego jakby zrezygnowaną twarz.
- Chodźmy - rzucił do niego Alfred, choć zrobiło mu się niedobrze na samą myśl o cichej, spędzonej w milczeniu wędrówce w towarzystwie Arthura.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Sob Wrz 29, 2012 11:44 am

- Ach - potwierdził mrukliwie w odpowiedzi. - Powinno być w porządku.
Dość dobrze znał to miejsce, miał kilka przyjemnych wspomnień. Poza tym ludzie rzeczywiście nie odmówiliby noclegowi Anglii. Wielu z nich nie byłaby całkiem pewna, dlaczego się zgadza, ale mimo to przyjęłaby go. Mniej ufaliby Ameryce. Właściwie wcale.
Przełkną ślinę i poszedł pierwszy, zbyt zmęczony, by próbować nawiązać jakąś rozmowę. Zresztą o czym mogliby rozmawiać po tym wszystkim? Westchnął.
Jeśli chciałem zbliżyć nas do podpisania sojuszu, to poszło mi wprost genialnie.
Noc była cicha i zimna, a ulicą nie jechał żaden samochód. Przynajmniej niebo nad ich głowami ciągle było piękne, ale Anglia czuł dziwny dyskomfort na myśl, że mógłby znowu spojrzeć w górę. Nie dzisiaj.
Właściwie nie oczekiwał nawet, że Ameryka się odezwie, dlatego szedł pogrążony coraz bardziej we własnych myślach, aż do momentu, gdy na horyzoncie pojawiły się pierwsze światła miasteczka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Sob Wrz 29, 2012 11:53 am

Alfred odetchnął z ulgą, gdy ujrzał światła miasteczka. Cisza, tak, jak sądził, była irytująca. Może nie tak, jak wtedy, kiedy jechali samochodem w pierwszą stronę, ale nadal denerwowała. W takim jednak układzie Amerykaninowi pozostała tylko możliwość zastanawiania się, co będzie się działo w następnych dniach.
Jedna opcja była bardziej zniechęcająca od drugiej, a w miarę, jak przepływały mu w głowie, czuł się coraz bardziej zdołowany. Nie żałował jednak, że nie zabrał Arthurowi kluczyków i nie próbował odjechać - wyszedłby tylko na idiotę, bo przecież zaraz zepsułby się samochód i musiałby się wracać. A tak przynajmniej uniknął tryumfującego, sarkastycznego spojrzenia Anglii, które na pewno pojawiłoby się w takiej sytuacji.
Doszli do wejścia miasteczka i Alfred rozejrzał się bez zbytniego zainteresowania, nie dając po sobie poznać, że atmosfera miejsca odpowiada mu znacznie bardziej od tej ciężkiej, panującej w Londynie.
- I co teraz? - zapytał Alfred bez zainteresowania w głosie, licząc, że Arthur zrobi coś z sytuacją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Sob Wrz 29, 2012 12:06 pm

Miasto było ciche i zupełnie martwe. Paliły się tylko żółtawe światła latarni, okna budynków i wystawy sklepowe pochłaniał spokojny, senny mrok. Anglia poprowadził Amerykę w głąb miasta na coś, co wyglądało na jego główną uliczkę. Rzeczywiście, w śpiącym mieście było coś spokojnego i nierealnego, prawie jakby należało do zupełnie innego świata.
- Musimy pójść trochę dalej - poinformował, gdy już usłyszał głos Ameryki. Wzdrygnął się lekko. Przez ostatnie piętnaście minut zdążył poczuć się odrobinkę lepiej udając, że żaden bolesny problem nie idzie dwa kroki za nim. - Szukam odpowiedniego domu.
Było już grubo po północy, daleko od letniego sezonu, więc Arthur nie miał złudzeń, że uda im się odnaleźć chociaż jakiś nocny pub, który oferowałby przy okazji pokoje. Ale było w tym mieście coś innego. Nie bez powodu zabrał Amerykę właśnie w tą okolicę.
- Ale to jeszcze kawałek drogi - poinformował z rezygnacją.
Pięć minut później minęli centrum miasta i znaleźli się w dzielnicy pełnej wąskich jednorodzinnych domków, podobnych do tych w Londynie, ale w jakiś sposób bardziej urokliwych. Naraz Anglia skręcił w zupełnie nieodstający od reszty domek, mamrocząc pod nosem, że ma nadzieję, że się nie pomylił.
- To będzie kłopotliwe - zapowiedział już głośniej. - Nie ma nic gorszego niż wpraszanie się bez wcześniejszej prośby, zapamiętaj to. Ale cóż, nie mamy wyboru.
Przeszedł przez niewielki, ale zadbany ogródek i, po krótkim wahaniu, wcisnął dzwonek. Wyglądał przy tym na niesamowicie spiętego. Potem zadzwonił jeszcze raz.
W oknie na piętrze rozbłysło światło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Sob Wrz 29, 2012 12:24 pm

Alfred wszedł do ogródka za nim. Gdyby znali się trochę lepiej albo w inny sposób, nie powstrzymałby się teraz od komentarza na temat naturalności całej sytuacji, w której to Anglia wchodzi do cudzego ogródka bez pytania czy zezwolenia.
- Serio? - rzucił tylko, trochę sarkastycznie.
Następnie stanął z pół metra za Arthurem i, wcisnąwszy dłonie w kieszenie, oczekiwał reakcji ze środka pomieszczenia. Jego mięśnie napięły się, gdy ujrzał, jak klamka opada w dół.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Sob Wrz 29, 2012 1:40 pm

- Tak - odpowiedział, ale on z kolei doskonale maskował ironię. - Widzisz, jesteś tak cholernie niewychowany, Ameryko, że postanowiłem dać ci ostatnią lekcję.
Ten dzień był tak okropny, że pukanie do czyjegoś domu środkiem nocy nie wydawało się aż takie straszne. Z drugiej strony, Anglia dobrze znał osobę, która miała otworzyć.
Z wnętrza dało się usłyszeć odgłos kogoś schodzącego ze schodów, a potem podchodzącego do drzwi. Po krótkiej chwili był też szczęk kluczy i wejście zostało otwarte.
- Arthur, na Boga - do ogrodu wsunęła się staruszka w długim szlafroku i puchatych kapciach. - Co tutaj wyprawiasz o tej porze?
Głos miała ostry, ale niespodziewanie przysunęła się i przytuliła Anglię, który odpowiedział jej tym samym z tym, że musiał się pochylić.
- Naprawdę mi przykro, Sally - odparł wyjątkowo łagodnie. - Byliśmy w okolicy i mój samochód przestał działać.
- Myślałem, że już nigdy nie pomyślisz mnie odwiedzić - wpadła mu w słowo staruszka. - Może i dobrze się stało. Wchodźcie do środka.
Weszła pierwsza zapalając światło w przedpokoju. W pewnym sensie jej dom przypominał mieszkanie Anglii, ale było w nim coś innego. Brakowało starych mebli, a atmosfera wydawała się o niebo cieplejsza. Na ścianach wisiały zdjęcia najróżniejszych ludzi, kilka było widocznych również w ramkach na szafkach. Anglia nie miał w domu żadnych zdjęć.
- Kim jest twój gość, jeśli można wiedzieć? Dobry wieczór - dodała staruszka, kiedy tylko obaj weszli do środka. - I możesz zamknąć za sobą drzwi.
Anglia nie odezwał się pierwszy, więc Alfred widocznie musiał poradzić sobie sam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Sob Wrz 29, 2012 1:49 pm

Alfred zlustrował zaciekawionym wzrokiem tę staruszkę. Zdziwiła go wylewność, z jaką przywitała Anglię - zdziwiło go także to, że są na tym świecie ludzie, będący w stanie tak spokojnie ściskać Arthura i jeszcze wyraźnie naprawdę go lubić. Powoli wszedł za tą, jak usłyszał, Sally i za swoim, powiedzmy, gospodarzem do domu.
Aha, więc Anglia ją zna. To nie jest obcy ogródek i nie wszedł bez pozwolenia, skonstatował Alfred. W sumie, szkoda, fajnie byłoby wiedzieć, że Arthur ma w sobie jakiekolwiek cechy, które nie biorą się ani z jego osobowości brytyjskiego gentelmena, ani z tej rozpijaczonego menela. Ale, cóż, Arthur Kirkland nie był i zapewnie nigdy nie ma być typem człowieka, który tak po prostu wparadowuje na cudzą posiadłość.
Wtedy to Alfred usłyszał zadane pytanie i wyprostował się. Przypominając sobie o podstawach savoir-vivre, wyciągnął ręce z kieszeni, a jedną nawet podał tej kobiecinie.
- Nazywam się Alfred Flynn Jones - przedstawił się, z rozpędu wybierając drugie imię na biegu. To "F.", którym lubił się pysznić, było naprawdę po prostu "F.", ale Alfred czasami lubił się nim zabawić. Przy każdej zmianie drugiego imienia czuł się trochę nowszy, jak wąż, który zrzucił skórę. Może było to głupie, ale zarazem dość zabawne. Ostatnio przedstawił się jako Alfred Franklin Jones, a w tym momencie stał się już Alfredem Flynnem Jonesem i całkiem mu się to podobało. - Jestem dalekim znajomym Arthura. - Nie wiedział, czy może określić swoją państwowość - nie miał pojęcia, czy ta kobieta wie o personifikacjach. Rządy europejskie zazwyczaj ukrywały ich istnienie skrzętniej, niż administracje prezydentów u niego. Równocześnie poczuł się dziwnie, używając imienia Anglii, ale uznał, że 'Kirkland' brzmiałoby tu dość nienaturalnie. - Ze Stanów - dodał, uznając to za bardzo ważny punkt swojego jestestwa.
Był w końcu Alfredem F. Jonesem ze Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   

Powrót do góry Go down
 
Londyńskie przed-przed-przed-mieścia
Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Wielka Brytania-
Skocz do: