IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Londyńskie przed-przed-przed-mieścia

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Czw Paź 04, 2012 2:45 pm

Alfred milczał. Wpatrzył się w okno, tym razem to naprzeciw niego, ponad ramieniem Anglii. Zdawało mu się, że powinien teraz obrócić całą tę rozmowę w jeden, wielki żart, w kpinę ze swojej strony, ale... Arthur sam powiedział, że by mu tego nie wybaczył. Chociaż, co to Alfreda interesowało?
Czuł ogarniające go zdenerwowanie i musiał odetchnąć, żeby się uspokoić. Oberwał dzisiaj w mordę, pokłócił się z Arthurem, zepsuł im się samochód, a mimo to to właśnie teraz, gdy siedzieli najedzeni w kuchni, Alfred czuł się najbardziej zdenerwowany i wytrącony z równowagi wewnętrznej.
Nie rozumiał, dlaczego dla Arthura miało to znaczenie? Przecież to Anglia od początku udawał.
Udawał.
Prawda...?
Alfred odetchnął ponownie i splótł palce dłoni.
- Nie rozumiesz - oznajmił w końcu z uporem. - To nie jest takie proste. Przez całe życie mnie oszukiwałeś. Dlatego... dlatego właśnie nie umiem powiedzieć, jak by to wyglądało w innej sytuacji. Ja... - Alfred zawahał się. Nie chciał już mówić więcej. To znaczy, chciał, ale czuł, że nie może. I tak już przesadził. Powiedział Anglii, że jego nienawiść nie jest stuprocentowa. Przegiął stanowczo. - ...hm, teraz to i tak nieważne. Nieważne - powtórzył z naciskiem. - Tyle czasu minęło, że szkoda... - ...rozdrapywać stare rany... - ...o tym gadać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Czw Paź 04, 2012 3:11 pm

Trochę zdenerwowało go to, że Ameryka zignorował wcześniejsze słowa, ale dzisiaj już zbyt wiele rzeczy było denerwujących, by jakoś bardziej się tym przejąć. Anglia czekał więc, w dziwnie napiętej atmosferze i z nieprzyjemnie ściśniętym żołądkiem, aż Alfred raczy się odezwać.
Poza tym, nie. To ciągle Ameryka. Nie Alfred. Alfred umarł dawno temu. Anglia mentalnie uderzył sam siebie za to, że nazwał go w myślach po imieniu.
- Oszukiwałem? - zamrugał i spojrzał na Alfreda z autentycznym nierozumieniem. - O czym ty mówisz? Mogłem popełniać błędy, ale nigdy...
Ach. Nagle Anglia, mniej więcej, pojął, o co mogło chodzić Ameryce. Być może założył dla ułatwienia i, przy okazji całkiem niesłusznie, że wszystko, co wydarzyło się kiedyś było kłamstwem. To było całkiem prawdopodobne biorąc pod uwagę fakt, jaki był wtedy Ameryka. Poza tym o wiele łatwiej musiało być wmówić sobie wygodniejszą prawdę, niż tą cóż, prawdziwą.
Dlatego Arthur urwał, spojrzał na Amerykę zakłopotany, ale też nic nie powiedział. Nie dokończył zdania i pominął temat.
- Rozumiem - powiedział po prostu zbyt spokojnie jak na niego. - Jest zbyt wcześnie na podobną rozmowę. Nie mam pojęcia, jak to tego doszło, ale - zawahał się i zerknął na Alfreda. A potem uśmiechnął się do niego, po raz pierwszy od ponad stu pięćdziesięciu lat. - Mimo wszystko cieszę się. A teraz może chodźmy spać. Sally już dziesięć minut temu przestała czekać, aż skończymy rozmawiać i wróciła do łóżka.
Uśmiech z twarzy Anglii zniknął prawie natychmiast, a on sam podniósł się i zabrał oba talerze, podchodząc do kranu. Wymył je szybko, ciesząc się, że przez ten krótki moment nie musi stać twarzą w twarz z Alfredem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Czw Paź 04, 2012 3:29 pm

Alfred słuchał go.
Nigdy co?
Oczekiwał zakończenia tego zdania, ale się nie doczekał. Arthur niespodziewanie rozluźnił się, uciął rozmowę i do tego uśmiechnął, po czym wstał i zaczął zmywać naczynia. Alfred nie wiedział, co mu odpowiedzieć, nie miał pojęcia, na jaką rozmowę jest jeszcze za wcześnie, i czuł się tym wszystkim naprawdę już zdenerwowany. Zacisnął dłonie w pięści, ale po kilku chwilach je rozluźnił i westchnął.
Dlaczego go to w ogóle obchodziło?
Jeden dzień, a nerwów więcej, niż przez rok w Stanach, pomyślał Jones.
Nawet nie odwracając głowy do zmywającego Arthura, rzucił:
- Jak skończysz, to bądź tak miły nalać mi wody.
Potem Alfred wstał, przeszedł się wzdłuż pomieszczenia do okna i zerknął przez szybę, niemal przykładając do niej nos. Biło od niej zimnem, ale jemu sprawiło to dziwną przyjemność. Przejechał palcami po szkle i w słabym odbiciu zauważył, że jest lekko czerwony na twarzy.
A no tak, krew. Powinien się umyć.
W ogóle, w tym jednym Anglia miał rację, należało wreszcie odpocząć i zapomnieć o tym wszystkim przynajmniej na kilka godzin snu.
To samo niebo, tak?
Alfred nie mógł powstrzymać sarkastycznego uśmiechu.
Oczywiście.

* * *
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Czw Paź 04, 2012 4:28 pm

- Eh? Ach, tak - nie odwrócił się, ale z tego głosu można było wyczytać uśmiech. - Wracamy do taktyki milczenia, co? Oczywiście, że dostaniesz swoją wodę, Ameryko.


* * *

Mimo, że było już dobrze po trzeciej w nocy, kiedy położyli się spać, Anglia wstał o tej samej godzinie co zawsze, czyli o szóstej trzydzieści. Drobny nawyk, który wyrobił sobie podczas Wielkiej Wojny i którego jeszcze nie zdążył się pozbyć, a teraz okazywało się, że nawet nie potrzebował.
Szczęśliwie, należał do tego rodzaju osób, które nawet z niedoborem snu radziły sobie niemal tak samo dobrze, jak gdyby przespały w spokoju przepisowe osiem godzin. Dzięki temu mógł w spokoju zrealizować swój plan, który pojawił się w jego głowie gdzieś po drodze, jakby od samego początku czekał na odpowiedni moment, by wyskoczyć zza rogu i zaistnieć.
Sprawy potoczyły się gładko. W końcu byli w Anglii.

* * *

Kiedy Ameryka w końcu zszedł na śniadanie zegar wskazywał wpół do dziesiątej. Kuchnia pani Wembley wyglądała za to, jak nowa tajna kwatera brytyjskiego wywiadu podczas przerwy na herbatę i ciastka.
Okna były zasłonięte, a przez zasłonę zerkał właśnie idealnie przeciętny mężczyzna w ciemnym garniturze. Drugi, równie nierozpoznawalny, siedział przy stole i przyciszonym głosem rozmawiał o czymś z Anglią który, dla odmiany, wyglądał dostojnie i czysto. Miał na sobie jeden z droższych garniturów, a w ręce trzymał filiżankę z herbatą. Na stole leżał stosik gazet, a na wolnym krześle czarna, niepozorna walizka.
Pani Wembley stała przy kuchence i smażyła jajka.
- Dzień dobry, panie Jones. Mam nadzieję, że lubisz jajka na bekonie, bo nic innego nie zdążę już zrobić. Czego się napijesz? - przywitała go miłym, starczym głosem typowej gospodyni domowej. Za to obu obcych mężczyzn natychmiast odwróciło się w kierunku Alfreda. Ten przy oknie wyprostował się i skinął mu głową.
- Dzień dobry, Ameryko - dodał za to Arthur, wyjątkowo neutralnie, jakby wcale Ameryki nie zauważając. - Jeśli chcesz się przebrać, moi ludzie przynieśli ci czyste ubrania - wskazał na walizeczkę. - Reszta czeka w samochodzie. Ale pośpiesz się z tym, bo maksymalnie za pół godziny powinniśmy wyjechać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Czw Paź 04, 2012 5:15 pm

Alfred przyglądał się dwóm panom beznamiętnie. Wcisnął dłonie w kieszenie i oparł się ramieniem o framugę, mrucząc jakieś słowa podziękowania odnośnie tej jajecznicy. Wczoraj zrobił przynajmniej tyle, że przemył się i nie miał krwi na gębie, ale faktycznie, ubrania też przydałoby się zmienić. Musiał jednakowoż poważnie rozważyć, czy naprawdę chce pokazać się na ulicy w ubraniach brytyjskich.
Gdy już rozważył, mruknął:
- Oczywiście, jeśli mają mój rozmiar, to chętnie się przebiorę. - Nie przekraczał jednak granicy kuchni, jakby nie mając zamiaru całkowicie stanąć w jej wnętrzu i ryzykować, że Arthur z jego nawiedzoną hordą Brytyjczyków zadźgają go na miejscu. Na wszelki wypadek musnął palcami pistolet. Na swoim miejscu.
OK, przeżyję, postanowił Alfred.
Widmo wczorajszej rozmowy z Arthurem nadal nad nim ciążyło, ale nie zamierzał się mu w żadnym stopniu poddać. Ot, i tak naprawdę nic się wczoraj nie stało. Anglia nawet nie próbował zaprzeczać słowom Amerykanina.
A teraz mówi do niego panie Ameryko. Jeśli Alfred liczył na jakąkolwiek zmianę, grubo się przejechał.
Ale przecież nie liczył!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Czw Paź 04, 2012 5:48 pm

Anglia zdawał się akurat najmniej Alfredem przejmować; po części był zajęty rozmową z jednym z mężczyzn, która jednak ucichła, gdy w drzwiach kuchni pojawił się gość. Poza tym przeglądał też gazety i pił herbatę, bardzo absorbujące dla Anglika zajęcie.
- To są twoje ubrania, sir - odparł oficjalnie człowiek stojący przy oknie. Arthur uśmiechnął się pod nosem.
- Zabrali wszystkie twoje rzeczy z mojego mieszkania - powiadomił obojętnie. Zdecydowanie, wyglądał nie tylko, jakby wczorajszy dzień nie istniał, ale także, jakby nagle odzyskał wszystkie swoje zapasy pewności siebie. Najwyraźniej uspokajająca obecność Brytyjczyków tak na niego działała.
Pani Wembley odwróciła się od kuchenki i położyła na stole talerz z jajecznicą, bekonem i, z jakiegoś powodu, czymś, co wyglądało na gotowany groszek.
- A wy, chłopcy, na pewno nie chcecie? - zapytała uprzejmie, w wyniku czego dwóch agentów wyraźnie się zakłopotało. Nie przywykli do takiego traktowania i zabawne, kiedy cicho i, wyraźnie nie po raz pierwszy, odmawiali, całkiem przypominali w tym swoją personifikację. - Jak sobie życzycie, chociaż mogę się założyć, że jeszcze nic nie jedliście.
Potem Sally oznajmiła, że ma jeszcze coś do zrobienia i na chwilę ulotniła się z kuchni. W tym momencie Anglia podniósł wzrok znad gazety i spojrzał tęsknie w stronę talerza ze śniadaniem.
- Smacznego - powiedział w kierunku Alfreda, chociaż odkąd Ameryka pojawił się w drzwiach, ani razu na niego nie spojrzał. Wstał - Zjedz szybko i przygotuj się do wyjścia. Ja muszę jeszcze... - I nie tłumacząc w końcu, co musi, wyszedł z pomieszczenia zaraz po Sally.
Ameryka został sam w towarzystwie dwóch milczących Brytyjczyków. Przypominali trochę urzędników, ale coś w ich sposobie bycia sugerowało, że niewiele czasu spędzają za biurkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Czw Paź 04, 2012 6:02 pm

Trzeba przyznać, że Alfred czuł się osaczony. Obserwował Brytyjczyków i Arthura uważnie, a gdy Anglia wyszedł, rzucił za nim lekko oburzone spojrzenie. Mimo wszystko, na zewnątrz pozostał wystarczająco wyluzowany, by nie poznać po nim negatywnych uczuć. Spokojnie zasiadł za stołem, nie racząc dwóch panów w garniturach zbyt zainteresowanym spojrzeniem. Szkoda, żeby jeszcze o coś ich pytał.
Jak wynieśli jego rzeczy, to znaczy, że Arthur pragnie się go jednak pozbyć za wszelką cenę.
A niech go, pozwolę mu wyprowadzić się z tego kraju, pomyślał Alfred, wciskając sobie do ust bekon. Ale on pojedzie ze mną. Franklin kazał mi spędzić z nim kilka dni i jeśli nie tutaj, to w Stanach. W Stanach będzie nawet lepiej.
Przynajmniej lepiej dla Alfreda.
Jadł powoli, szybko przyzwyczajając się do obecności Brytyjczyków. Brakowało mu Amerykanów, ale nic to. Odbije sobie w Stanach w jakimś kasynie albo od razu skoczy do Białego Domu, pocieszyć się obecnością ludzi, którzy myślą po amerykańsku.
Czego ten Anglia ode mnie chce?, zastanawiał się jednak, na poły podświadomie, spożywając w ciszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Czw Paź 04, 2012 6:40 pm

Cisza przedłużała się z każdą sekundą, ale dwóch Brytyjczyków zdawało się nią nie przejmować. Po prostu stali jak kłody, gdy Ameryka jadł i stali tak nadal, gdy ten wyszedł się przebrać. Dopiero wtedy spojrzeli na siebie i zaczęli rozmawiać, ale cóż, nie w tym rzecz.
Anglia rozmawiał z Sally, z nią zawsze było sporo do powiedzenia. Wyszedł z salonu dopiero o umówionym czasie, skinął na swoich ludzi i w wszyscy wyszli z domu Sally. Nadal nie zwracał przy tym uwagi na Alfreda, chociaż to raczej z racji tego, że miał na głowie inne sprawy. A Ameryka i tak się nie odzywał.
- Cóż... Jeszcze raz dziękuję za wszystko, Sally - uśmiechnął się jeszcze do kobiety stojącej w drzwiach. - Twoja pomoc naprawdę jest nieoceniona. Jeśli mógłbym coś zrobić...
- Daj spokój, Arthurze i tak narobiłeś za dużo zamieszania. Po prostu odwiedź mnie jeszcze i pośpiesz się tym razem.
Pewnych rzeczy nie powiedziała, ale za to były doskonale widoczne. Była stara. Ludzie nie żyją tak długo, na ile potrafi zniknąć kraj. Czasami Anglia nawet nie zauważał, kiedy mijały kolejne lata.
- Tak. Myślę, że tak zrobię - skinął jej głową. Kobieta jednak patrzyła już na Alfreda, ściągając przy tym rzadkie, siwe brwi.
- Ogarnij się - powiedziała mu po prostu na pożegnanie. I tyle tego było. Zamknęła drzwi.
Anglia udał, że wcale się nie uśmiecha. Obrócił się i zerknął z ukosa na Amerykę.
- To naprawdę niezwykła kobieta - powiedział. - Szkoda, że nie znałeś jej, kiedy była młoda.
I odszedł tym samym ogródkiem, do którego wczoraj wstyd było mu wejść. Dwóch agentów podążyło za nim, prosto w kierunku eleganckiej limuzyny, które zdążyła wzbudzić ciekawość wszystkich sąsiadów w promieniu mili. Jeśli do tej pory Anglia próbował pokazać Ameryce jego normalne życie, to teraz w widoczny sposób zmienił taktykę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Czw Paź 04, 2012 7:03 pm

Litości, Alfred skrzywił się.
Limuzyna tutaj. Jezu Chryste. W ogóle, co to była za akcja?
Albo chce mnie zabrać wprost do grobu, albo to elegancki podwóz na lotnisko.
Amerykaninowi już rzecz śmierdziała przepychem i zbytnim podkreśleniem rzekomego bogactwa Wielkiej Brytanii i, generalnie rzecz biorąc, nie czuł się zbyt dobrze. U niego rzecz zawsze odbywała sie na luzie. Gdy wchodził do Białego Domu, kiwał ludziom głową jak starym kumplom, a sam ani się wtedy specjalnie nie stroił, ani nie używał żadnego politycznego języka. Mówił prosto i na temat, jak lubił. A wszyscy naokoło akceptowali tę cechę w nim i, co więcej, nie było tak, że im się to nie podobało.
Tymczasem Arthur mu tu wyskakuje z limuzyną, przy której Alfred natychmiast poczuł, że nie pasuje do obrazka całości. Jak wtedy, gdy Anglia dał mu garnitur i był wyraźnie zadowolony, a Amerykanin miał problemy z poprawnym zapięciem guzików, nie mówiąc o tym, że w ogóle się sobie nie podobał w takim stroju.
On to robi specjalnie, pomyślał Alfred i mało nie przybrał przy tym cierpiętniczej miny. Tylko czekać, aż mi wyrzuci całą tę nocną rozmowę. Idiota jestem i tyle, że w ogóle cokolwiek mu powiedziałem.
Tak, trzeba się było nie odzywać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Pią Paź 05, 2012 11:55 am

Anglia zdążył za to dowiedzieć się jednego: Ameryce się nie dogodzi. Podczas, gdy chciał mu pokazać swoje prawdziwe życie, prawdziwego siebie, Alfred nie reagował niczym poza chłodnym milczeniem i obrzydzeniem w oczach. Dopiero w domu Sally wyszło na jaw, że być może czuje coś jeszcze innego, ale to nie zmieniało faktu, że Arthur nie miał zamiaru drugi raz popełniać tego samego błędu. Postanowił zachować się, jak na Wielką Brytanię przystało.
Wiedział, że i to Ameryce nie przypadnie do gustu, ale tym razem nie miał zamiaru się przejmować. Czegokolwiek by nie zrobił i tak będzie źle, ale jeśli już ma pieprzyć sprawę, to zrobi to po swojemu.
Wsiedli więc do limuzyny, on i Alfred z tyłu, a dwóch Brytyjczyków z przodu. Kiedy samochód ruszył jeszcze przez chwilę panowała cisza.
- Widzisz, Ameryko, uznałem, że popełniłem zasadniczy błąd, z góry postanawiając cię traktować, jak część mojego prywatnego życia - powiedział Anglia, po raz pierwszy odzywając się bezpośrednio do Ameryki. Wydawało się, że po wcześniejszym Arthurze, tym, któremu w widoczniejszy sposób zależało na Alfredzie i którego można był zranić kilkoma słowami, nie został już ślad. Osoba, która siedziała naprzeciwko Ameryki znowu przypominała tego samego Anglię, który dumnie ignorował Stany Zjednoczone przez te krótkie sto sześćdziesiąt lat ich istnienia jako niepodległe państwo. Znowu zachowywał się jak ktoś, kto nie potrzebuje niczyjej pomocy.
Zabawne, po zrobieniu kroku do przodu zdawał się zrobić dwa w tył.
- Wniknęły z tego same problemy. I rozkwasiłem ci nos - uśmiechnął się pod nosem, a jeden z ludzi na przodzie wyraźnie lekko się wzdrygnął. - Gdybyś powiedział o tym swojemu szefowi, pewnie jeszcze dzisiaj zerwałby resztki kontaktów dyplomatycznych z Wielką Brytanią. Dlatego postanowiłem, że w ramach zadośćuczynienia zrobię coś, co dla odmiany powinno przypaść ci do gustu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Pią Paź 05, 2012 12:30 pm

Alfred uśmiechnął się kwaśno, odwracając głowę ku szybie.
Zawieziesz mnie do domu, tak?
A poza tym, czy Arthur naprawdę sądził, że Alfred jest aż tak dziecinny, żeby pobiec do swojego szefa z byle skargą? Przecież to by tylko wskazywało, że Amerykanina faktycznie to nie zabolało, tymczasem on takie uderzenie miał gdzieś. Już go nawet nie bolało. W końcu, był personifikacją państwa, mógł liczyć na znacznie szybsze od przeciętnego człowieka zażegnanie przez organizm podobnego problemu.
Rozbawiła go reakcja ludzi z przodu na bezpośrednie oświadczenie Anglii - jeden z nich wyraźnie mocniej zacisnął ręce na kierownicy - i nawet przez chwilę zapragnął podrażnić się z nimi wszystkimi, powiedzieć coś w stylu, że obiecał zdać prezydentowi dokładną relację z przebiegu zdarzeń, ale...
Alfred spojrzał na Brytyjczyka.
- W porządku, Anglio. Skoro uważasz, że tak będzie lepiej, mnie nie robi różnicy - odpowiedział, bowiem uznawszy, że skoro raz zarzucił taktykę milczenia, spróbuje odzywać się częściej.
Zdawało mu się, że cała ta wczorajsza rozmowa po prostu mu się przyśniła - Arthur traktował go bardziej oschle, niż robił to przed nią. Czuł się tym trochę rozkojarzony, ale bardziej poirytowany, gdy zdał sobie sprawę, jak świeże okazały się uczucia, które uznał już dawno za przestarzałe, zakopane gdzieś głęboko w nim, a nawet nieistniejące.
On wrócił do punktu wyjścia, ty też to zrób.
Nic prostszego, prawda...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anglia
Krzyk Historii
avatar

Female Liczba postów : 878

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Pią Paź 05, 2012 1:24 pm

- Tak - Arthur skinął głową w odpowiedzi. - Czegokolwiek nie pokazałbym ci w Anglii i tak uznasz to za niewarte uwagi.
Anglii cisnęło się na usta, by dodać, że to z powodu tego, że Ameryka należy do nowego, skrajnie niewdzięcznego pokolenia, które nie potrafi docenić wspaniałości i majestatu jego domu. Mimo to nie powiedział tego na głos, a miał sto różnych powodów. Jednym z nich był plan, by przynajmniej przez jakiś czas nie wdawać się z Alfredem w niepotrzebne starcia.
- Mimo to - podjął - Gdybyś czegoś potrzebował, powiedz. Droga do Bagshot Park zajmie nam trochę czasu.
Początkowo Anglia chciał zabrać Ameryką do Windsoru, ale szybko uznał, że to tylko kolejny przereklamowany pomysł. Tamtejszy zamek był niezwykle okazały i znany na cały świat, ale to była - oczywiście - kolejna rzecz, której Alfred by nie docenił. No i Windsor leżał jeszcze dalej od Southampton niż Bagshot Park, co byłoby dodatkowo niewygodne. Zdecydowanie, ta rezydencja mogła być odrobinę mniejsza, ale leżała w piękniejszej okolicy i była spokojniejsza, nawet jeśli Ameryka przecież nawet na moment nie zwróci uwagę na angielski urok.
Anglia szczerze wątpił, żeby jego towarzysz w ogóle wiedział, dokąd jedzie.
- Raczej jeszcze nie widziałeś tej rezydencji. Obecnie mieszka tam książę Arthur, wnuk królowej Wiktorii - powiadomił go i zdał sobie sprawę, że powinien też wspomnieć o tym, że aktualnie książę ma prawie dziewięćdziesiąt lat, a w Londynie właśnie umiera jego syn. - Ale cóż, przekonasz się, gdy dojedziemy na miejsce.
Zamilkł i spojrzał w okno. Najzwyklejsza angielska dzielnica pod słońcem zniknęła im z oczu i teraz wjeżdżali już na jedną z głównych dróg. Zapowiadał się kolejny długi dzień.

z/t


Ostatnio zmieniony przez Anglia dnia Pią Paź 05, 2012 1:41 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stany Zjednoczone Ameryki
To tylko słowa...
avatar

Male Liczba postów : 315

PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   Pią Paź 05, 2012 1:41 pm

Istotnie, Alfred nie miał pojęcia, gdzie zmierzają, a podane mu przez Anglię informacje wyjaśniły tyle, że wiedział, że nie jadą do zakładu pogrzebowego, co dobrze zapowiadało, jeśli idzie o przysżłość Alfreda.
Amerykanin oparł się wygodniej i pokiwał głową powoli.
- Książę Arthur? - mruknął. Przypomniało mu się, jak wczoraj nazwał Anglię imieniem. W każdej innej sytuacji zrzuciłby takie czyny na karb spicia się, ale... przecież nie wziął wówczas nawet łyka żadnego alkoholu. Może dodali coś do tego gulaszu? - Ach, cóż, zobaczymy.
To uznawszy, Alfred odwrócił twarz znowu ku szybie, nie mając ochoty wysilać się na powiedzenie czegoś więcej.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Londyńskie przed-przed-przed-mieścia   

Powrót do góry Go down
 
Londyńskie przed-przed-przed-mieścia
Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Wielka Brytania-
Skocz do: